Biorąc pod uwagę wyjaśnienia Przewodniczącej Rady Gminy Katarzyny Tomczyk, że celem uchwały jest wybór drugiego wiceprzewodniczącego w miejsce osoby, która złożyła rezygnację, postanowiłem dokładnie przeczytać projekt.
Muszę przyznać, że jego konstrukcja budzi poważne wątpliwości.
Projekt uchwały przewiduje jedynie zapis:
„W § 1 uchwały nr I/2/24 (…) dodaje się pkt 3 w brzmieniu: 3…….…”
I… na tym się kończy.
Nie ma żadnego przepisu, który:
uchylałby poprzedni punkt,
skreślałby dotychczasowy zapis,
nadawał nowe brzmienie całemu § 1,
dodawał preambułę wyjaśniającą,
albo wskazywał, że nowa osoba zastępuje poprzednią.
Za 10 lat ludzie będą się pukali w czoło czytając uchwałę i zastanawiając się o co im chodziło, a będzie np konieczność zweryfikowania podpisu czy ważności uchwały.
Przedstawiony radnym projekt przewiduje wyłącznie dopisanie trzeciego punktu.
Jeżeli więc po zmianie uchwała ma zawierać trzy nazwiska, a statut przewiduje dwóch wiceprzewodniczących, pojawia się naturalne pytanie:
Dlaczego nie przygotowano projektu poprzez nadanie nowego brzmienia całemu § 1?
Taka konstrukcja byłaby znacznie bardziej przejrzysta i nie pozostawiałaby miejsca do podobnych dyskusji.
To już nie jest kwestia poglądów politycznych.
To jest pytanie o jakość przygotowywanych projektów uchwał.
Podobnie wyglądała przygotowana przez Panią Tomczyk w grudniu 2024 roku zmiana statutu.
Prosiłem wówczas, aby po zmianach przygotowano tekst jednolity. Ale po co.
Dziś na stronie BIP Gminy Płaska, w jednym miejscu i pod wspólnym hasłem „Podstawa prawna działania”, znajdują się dwa osobne katalogi. W jednym opublikowany jest statut z 2018 roku,
Każdy zainteresowany musi więc samodzielnie ustalić, które przepisy nadal obowiązują, a które zostały zmienione.
Ja potrafię to sobie złożyć.
Pytanie brzmi: ilu mieszkańców gminy również potrafi?
Ale być może lepiej, żeby pod latarnią nadal było ciemno.
Po co w ogóle drugi wiceprzewodniczący?
To druga rzecz, która od dawna mnie zastanawia.
Rozumiem, że Wspólna Sprawa twierdzi, iż obowiązujący statut przewiduje dwóch wiceprzewodniczących.
Pytanie jednak brzmi, czy w obecnych realiach naszej gminy takie rozwiązanie ma jakieś praktyczne uzasadnienie.
Przecież już w grudniu 2024 roku Wspólna Sprawa zmieniała statut.
Jeżeli można było wtedy zmieniać jego zapisy, nic nie stało na przeszkodzie, aby przy okazji dostosować liczbę wiceprzewodniczących do rzeczywistych potrzeb.
Mam wrażenie, że jeden wiceprzewodniczący w zupełności wystarczyłby do prowadzenia obrad w razie nieobecności Przewodniczącej.
Trudno natomiast znaleźć racjonalne uzasadnienie dla utrzymywania drugiego stanowiska.
Zwłaszcza że – poza funkcją reprezentacyjną – trudno wskazać dodatkowe obowiązki, które uzasadniałyby jego istnienie.
A jak wygląda to u sąsiadów?
Płaska liczy około 2,4 tysiąca mieszkańców. i ma mieć znowu 2 wiceprzewodniczących
Dla porównania:
Sejny – około 4,3 tys. mieszkańców – 1 wiceprzewodniczący
Nowinka – około 2,8 tys. mieszkańców – 1
Grajewo (gmina) – około 5,4 tys. mieszkańców – 1
Rajgród – około 5 tys. mieszkańców – 2
Augustów (gmina) – około 6,5 tys. mieszkańców – 2
Suwałki (gmina) – około 8,2 tys. mieszkańców – 2
Wygląda więc na to, że Płaska z swoim potencjałem ludzkim ma sporą megalomanię lub chęć dodania prestiżu większej ilości osób utrzymując dwóch wiceprzewodniczących.
Ale jak to mówią swoi swoich żywią i chronią.
Jest jeszcze jeden problem
Czytając statut, zauważyłem jeszcze jedną ciekawą rzecz.
Można odnieść wrażenie, że statut nakazuje jedynie wybrać dwóch wiceprzewodniczących na pierwszej sesji kadencji.
Natomiast:
nie wskazuje obowiązku uzupełniania składu po późniejszej rezygnacji,
nie mówi nic, że Rada ma liczyć 2 wiceprzewodniczących
nie określa procedury takiego wyboru,
nie rozstrzyga, czy mandat powinien być uzupełniany.
To oczywiście nie oznacza automatycznie, że wybór nowego wiceprzewodniczącego jest niedopuszczalny. W Polsce zakres wynosi od 1 do 3 osób na tym stanowisku, a skoro już dodaliśmy trzeci punkt to może zaszalejmy.
To pokazuje, że statut został napisany w sposób pozostawiający pole do różnych interpretacji.
Jest niechlujny.
Gdyby zapisano na przykład:
„Rada Gminy składa się m.in z Przewodniczącego i 2 wiceprzewodniczących”
to cała dzisiejsza dyskusja prawdopodobnie w ogóle by nie powstała.
A na koniec…
Patrząc na całą sytuację trudno nie przypomnieć sobie kultowego tekstu Siary.
I jeszcze jedna drobna obserwacja z wczoraj.
Muszę przyznać, że rozbawiła mnie pewna scena.
Gdy wszedł Wójt, większość osób była już na sali.
Spojrzał w stronę Przewodniczącej.
Ta skinęła głową i gestem wskazała mu miejsce. Nazywa się to skinięciem przywołującym :-).
Poszedł.
Czasami jeden obraz mówi więcej niż kilkadziesiąt zdań.
Zgodnie z umową jutro rano opublikuję pytania do Radnych, które – mam nadzieję – ktoś odważy się zadać podczas sesji. Zobaczymy, kto naprawdę chce uzyskać odpowiedzi na pytania, które od miesięcy zadają mieszkańcy.
Zanim jednak opiszę dzisiejsze połączone posiedzenie komisji, krótka zapowiedź kilku tematów.
1. Remont remizy – im więcej dokumentów czytam, tym więcej mam pytań.
Pokażę Wam pytania, które zadałem Wójtowi, odpowiedzi, jakie otrzymałem, oraz umowę z projektantem.
A tam między innymi:
umowa podpisana w grudniu 2021 r., w której termin zakończenia wpisano na… 2018 rok, a część etapów realizacji przypada na początek 2021 roku, czyli jeszcze przed podpisaniem umowy;
trzy aneksy znacząco zwiększające wynagrodzenie projektanta;
w grudniu 2025 r. Wójt przy świadkach twierdził, że problemy inwestycji wynikają z błędów projektowych. W odpowiedzi na mój wniosek z ubiegłego tygodnia napisał już, że błędów projektowych nie było. Natomiast dzisiaj na komisji usłyszeliśmy, że wykonawca nie wykonał części systemu oddymiania, ponieważ elementów tych… nie było w projekcie. Ale co tam. Dołożymy 40 tyś zł. Mamy w końcu najdroższą świetlicę w województwie i bez kozery klamki moglibyśmy na złoto pomalować. U Pana Chińczyka złota folia nie jest droga.
Chciałbym, żeby jutro mieszkańcy usłyszeli jedną, spójną odpowiedź.
Pomimo mojej prośby o zabezpieczenie interesów Gminy i podjęcie działań wobec projektanta – skoro sam Wójt twierdził, że to jego wina – nie podjęto żadnych działań.
W umowie znajduje się zapis o rękojmi obowiązującej aż do zakończenia robót, a mimo to Gmina twierdzi, że nie prowadzi żadnych działań wobec projektanta.
I jeszcze jedna ciekawostka.
Podczas komisji Pani Przewodnicząca Tomczyk stwierdziła, że konieczność wykonania czerpni (napowietrzania) wynika ze zmiany przepisów.
Mam nadzieję, że nie zrobiła tego celowo, lecz po prostu została błędnie poinformowana.
Bo jeżeli ktoś nie zajmuje się systemami oddymiania, to naprawdę nie ma nic złego w powiedzeniu: „nie wiem, sprawdzę”.
Natomiast twierdzenie, że dopiero nowe przepisy wprowadziły konieczność wykonania napowietrzania, jest – w mojej ocenie – niezgodne z zasadą działania takich systemów. Bez dopływu świeżego powietrza nie powstaje ciąg, a więc nie ma skutecznego oddymiania. Dlatego poproszę o wskazanie konkretnego przepisu, który miał się w tym zakresie zmienić.
2. Przetarg wodociągowo-kanalizacyjny
Powoli kończy się bajka o inwestycji, która miała być wielkim sukcesem.
Najpierw słyszeliśmy o inwestycji na około 4,8 mln zł, później na 4 mln zł. Najpierw do opinii publicznej poszło info o dofinansowaniu w 100%, później okazało się, ze ma być w 100%, kosztów netto – 23% Vat mamy dopłącić. Dzisiaj okazuje się, że pojawiają się kolejne wydatki związane z tą inwestycją i kolejne ryzyka.
A przypomnę, że jedną karę już zapłaciliśmy.
Prawie 40 tys. zł publicznych pieniędzy przepadło.
I co?
I nic.
Nikt nie poniósł odpowiedzialności.
Skończyło się na przeprosinach na odczepne.
Kilka dni temu Wójt opublikował film dotyczący podatku z kwitariusza. Łącznie ta opłata lokalna przynosi ledwo około 25 tys. zł rocznie, a pod filmem pojawił się komentarz:
„Do zobaczenia na kontrolach.”
Przyznam, że trudno nie zauważyć pewnego kontrastu.
Gdy chodzi o kilkadziesiąt złotych podatku od mieszkańca – zapowiada się kontrole.
Gdy z budżetu znika prawie 40 tys. zł publicznych pieniędzy – odpowiedzialnych jakoś znaleźć nie można.
Ale już nasi dziadowie mówili: Co wolno wojewodzie to nie …... Tobie mieszkańcu.
A jak wyglądały komisje?
Niestety, również tutaj trudno o optymizm.
Część radnych po prostu nie przyszła na komisję, przez co nie udało się zrealizować wszystkich punktów porządku obrad.
Co ciekawe, uwagę na to zwróciła nie opozycja, lecz obecna na posiedzeniu Pani Sołtys, która stwierdziła, że nie jest to pierwszy taki przypadek i że część radnych regularnie lekceważy swoje obowiązki.
Szczerze mówiąc, również uważam, że jest to problem.
Jeszcze większym problemem wydaje mi się jednak coś innego.
Odniosłem wrażenie, że większość radnych nie jest zainteresowana dokładną analizą przedstawianych zmian finansowych.
Zmiany w budżecie są odczytywane przez Panią Skarbnik praktycznie mechanicznie, bez żadnego wyjaśnienia ich skutków.
Nie każdy radny jest ekonomistą i nie ma w tym nic złego.
Od tego właśnie są komisje – żeby zadawać pytania, prosić o wyjaśnienia i zrozumieć dokument, nad którym za chwilę będzie się głosowało.
Tymczasem pytań było bardzo niewiele.
Nie padły pytania między innymi:
czemu jest tak dobrze skoro jest tak źle
dlaczego wskaźniki zadłużenia od grudnia systematycznie rosną;
dlaczego wydatki na wynagrodzenia wzrosły o około 1,4 mln zł w porównaniu z poprzednim rokiem;
dlaczego rosną koszty inwestycji, pomimo, że miały byc stałe;
dlaczego kolejne pozycje budżetu zwiększają swoją wartość.
Odniosłem wrażenie, że dla wielu radnych najważniejszym momentem posiedzenia jest chwila podniesienia ręki.
Nie chcę nikogo obrażać, ale mam poważne wątpliwości, czy większość z nich potrafiłaby po zakończeniu komisji własnymi słowami wyjaśnić mieszkańcom, nad czym przed chwilą głosowała.
Na koniec zostawię Wam dwie liczby.
Pierwsza.
W nowelizacji budżetu pojawił się dodatkowy, niepokryty wydatek w wysokości 215 132,00 zł.
I – co za niezwykły zbieg okoliczności – dokładnie na tę samą kwotę pojawił się nowy planowany przychód.
I rubryczki w WPF znowu się zgadzały.
Druga.
Od początku roku planowana nadwyżka budżetowa zmniejszyła się w związku z nowymi kosztami o 1 531 080,13 zł.
I zgadnijcie, na jaką kwotę pojawiły się nowe planowane przychody?
Dokładnie 1 531 080,13 zł.
Przypadek?
Być może albo Pani Skarbnik powinna zagrać w totolotka z takim „szczęściem”. Dla mnie to kreatywna księgowość w ciągu roku.
Ja jednak wolę poczekać do końca roku i wtedy sprawdzić, jak te liczby będą wyglądały w sprawozdaniu z wykonania budżetu.
Jutro rano opublikuję pytania do radnych. Wtedy przekonamy się, czy którykolwiek z nich zdecyduje się je zadać podczas sesji.
Ponieważ zbliża się termin największej zabawki naszego Wójta, polećmy dziś trochę rockowo.
Zresztą temat jest ku temu odpowiedni, bo będzie o drogach i oznakowaniu.
Stany Zjednoczone mają swoją Route 66.
A my…
Zaraz… co właściwie mamy?
Na początek chciałbym podziękować za skorzystanie z mojej porady i poprawienie oznakowania pionowego na ulicy Plażowej. Cieszy mnie, że po zwróceniu uwagi udało się usunąć jeden z błędów.
Szkoda tylko, że w naszej gminie tak rzadko udaje się zrobić coś raz, a dobrze. Bez kolejnych poprawek, dodatkowych godzin pracy i niepotrzebnie zmarnowanych materiałów.
Panie Wójcie…
Przez całe życie byłem przekonany, że ulica Plażowa znajduje się w terenie zabudowanym.
Jeżeli tak jest, to według jakiej logiki znak E-17A został zamontowany na wysokości wyraźnie niższej niż wymagane 2 metry?
To nie jest tylko kwestia estetyki czy zgodności z przepisami. Tak umieszczony znak może potencjalnie stanowić zagrożenie dla rowerzystów i motocyklistów.
Przyznam szczerze, że obawiam się już nawet kolejnych poprawek. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że naprawiając jeden problem, często powstaje następny.
Ale to nie koniec.
Od ponad dwóch miesięcy jeden z głównych znaków miejscowości wygląda właśnie tak:
Zwróćcie uwagę na znak E-17A „PŁASKA” po prawej stronie.
Od kilku miesięcy jest obrócony o około 90 stopni.
I przez cały ten czas najwyraźniej nikt tego nie zauważył albo nie uznał za warte poprawy.
To rodzi pytanie, jak w praktyce wygląda nadzór nad oznakowaniem dróg gminnych.
Czy rzeczywiście są prowadzone jakiekolwiek kontrole?
Jeżeli tak, to dlaczego tak widoczna usterka pozostaje niezauważona od tak długiego czasu?
Naprawdę chciałbym kiedyś napisać wpis, w którym zamiast wytykać kolejne błędy, będę mógł po prostu pochwalić dobrze wykonaną pracę.
Niestety, na razie wygląda na to, że wiatr zmian najmocniej wieje… w znaki drogowe.
Może jednak parafraza słynnej piosenki Scorpions, która dla wielu stała się symbolem wielkich zmian, przyniesie kiedyś również odrobinę nadziei mieszkańcom naszej gminy. W końcu od słynnego koncertu w 2000 roku, piosenka Wind of Change została uznana przez Polaków za hymn wolności. Prawie jak Mury Naszego barda Jacka Kaczmarskiego. Tłumaczenie dla tych, którzy nie do końca chcą czytać po angielsku (dwa pierwsze wiersze to wariacja nad wizją zespołu patrzącego na Płaską, reszta oryginał):
Przemierzam Płaską Do Urzędu Gminy Wsłuchując się w wiatr zmian Sierpień, letnia noc
Zabierz mnie w magię chwili W noc chwały Gdzie dzieci przyszłości odpływają we śnie W wietrze zmian
Naprawdę chciałbym, aby kiedyś „Wind of Change” kojarzyło się mieszkańcom naszej gminy nie z kolejnymi błędami, lecz z prawdziwą zmianą jakości pracy Urzędu. Bo uwierzcie – znacznie większą satysfakcję miałbym z pisania tekstów pochwalnych niż z wytykania kolejnych niedociągnięć.
Inspiracją do napisania tego tekstu był radny Marek Juszkiewicz, zwany Orędownikiem, oraz jego niezwykle czujna obserwacja mojego bloga.
Panie Radny,
w dalszym ciągu czekam na zwykłe, ludzkie słowo: „przepraszam”.
Po około dziesięciu minutach od zamieszczenia komentarza zasugerował Pan, że go usunąłem, ponieważ był dla mnie niewygodny. Wykazałem, że komentarz nie został usunięty i przez cały czas jest widoczny. Pokazałem również chronologię wydarzeń.
Niczego nie usuwałem. Nie siedziałem jednak z telefonem w ręku, czekając, aż radny Juszkiewicz zechce coś napisać. Byłem w drodze z Warszawy do Płaskiej. Żeby otrzymać wynagrodzenie, muszę wykonywać konkretną pracę, dlatego nie mogę przez cały dzień śledzić internetu i natychmiast odpowiadać na każdy komentarz.
Tak, Panie Radny, wiem, że to bardzo trudne do zrozumienia. Naprawdę musi Pan mi uwierzyć na słowo. Powiem Panu pewną tajemnicę przekazywaną po cichu między ludem.
W Naszym kraju. niektórzy wykonują pracę zawodową.
Rozumiem szok jaki teraz Pana ogarnia, niedowierzanie, sprzeciw. Ale naprawdę tak jest.
Oznacza to, że przez kilka godzin mogą nie zaglądać do telefonu ani internetu. To jednak nie usprawiedliwia pochopnego formułowania publicznych zarzutów bez sprawdzenia faktów.
Pański zarzut okazał się bezpodstawny.
Mimo to zwykłego: „pomyliłem się, przepraszam” nie usłyszałem.
Najpierw było dużo hałasu, wielkie oburzenie i napompowane oskarżenie. Kiedy okazało się, że niczego Pan nie wykazał, zapadła cisza. Najwyraźniej pozostaje przeczekać, aż sprawa sama ucichnie.
Zostawmy jednak mój blog. Naprawdę nie jest on najważniejszym problemem Gminy Płaska.
Skoro potrafił Pan w ciągu dziesięciu minut upomnieć się o własny komentarz, chciałbym kiedyś zobaczyć podobną determinację w sprawach, które dotyczą pieniędzy, bezpieczeństwa i przyszłości mieszkańców.
Podpowiem Panu oraz pozostałym radnym kilka tematów. Niektóre z nich są już powszechnie znane. O innych wiedzą osoby lepiej zorientowane, podczas gdy oficjalnie wszyscy nadal zachowują się tak, jakby żadnego problemu nie było.
1. Dlaczego szkoła nadal nie została formalnie odebrana?
Może zaczniemy od szkoły.
Dlaczego obiekt w dalszym ciągu nie został formalnie dopuszczony do użytkowania? Czy wszystkie elementy przewidziane w projekcie zostały wykonane?
A może do organu wyższego szczebla trafiły jakieś dokumenty lub wnioski zmierzające do uzyskania możliwości użytkowania obiektu pomimo niewykonania wszystkich zaprojektowanych elementów?
Nie przesądzam odpowiedzi. Pytam.
Skoro wszystko jest w porządku, odpowiedź powinna być prosta: szkoła została wykonana zgodnie z projektem, odebrana i może być normalnie użytkowana.
Tylko dlaczego wciąż tak nie jest?
I jeszcze jedno pytanie: czy nieodebrany obiekt jest nadal, w świetle przepisów, placem budowy? Jeżeli tak, to jakie ograniczenia powoduje to dla jego wykorzystywania?
Może Radny Juszkiewicz poświęci temu tematowi choć tyle samo uwagi, ile poświęcił dziesięciu minutom oczekiwania na komentarz.
2. Co z koloniami i dochodami Gminy?
Kolonie przez lata przynosiły Gminie realne wpływy.
Czy w tym roku kolonie zostaną zorganizowane?
Jeżeli nie, to dlaczego?
Czy brak możliwości ich organizacji ma związek z sytuacją formalną szkoły? Ile pieniędzy nie wpłynie z tego powodu do budżetu? Czy ktoś sporządził analizę tych strat i przedstawił ją radnym?
Wójt potrafi publicznie zapowiadać egzekwowanie drobnych należności od mieszkańców i pouczać ich w sprawie „kwitariusza”. Rozumiem więc, że równie stanowczo będzie podchodził do utraty wpływów wielokrotnie wyższych.
Czy może w tym przypadku obowiązuje już inny rodzaj kalkulatora?
Mieszkaniec ma zapłacić każdą złotówkę. Natomiast kiedy Gmina traci dziesiątki albo setki tysięcy złotych, wystarczy wzruszyć ramionami i przejść do następnego punktu porządku obrad?
3. Co naprawdę wydarzyło się podczas Komisji Skarg?
Już dziś wiemy, że przebieg posiedzenia Komisji Skarg pozostawia pytania, których nie da się zagłuszyć samym głosowaniem.
Na nagraniu członkowie Komisji wypowiadają określone poglądy. Chwilę później jako stanowisko Komisji odczytywany jest tekst, który niekoniecznie odpowiada temu, co wcześniej mówili jej członkowie. Kiedy pojawia się informacja, że przebieg posiedzenia został zarejestrowany, następuje kolejna zmiana stanowiska.
A po moim wyjściu sprawa ponownie zaczyna zmierzać w inną stronę.
To nie jest normalny sposób rozpatrywania skargi.
Dlatego pytam:
Kto przygotowywał treść stanowiska Komisji?
Czy stanowisko powstało w wyniku samodzielnej pracy jej członków?
Dlaczego wypowiedzi podczas dyskusji różnią się od później prezentowanych wniosków?
Dlaczego członkowie Komisji zmieniali ocenę sprawy?
Czy osoba spoza Komisji uczestniczyła w kształtowaniu jej stanowiska?
I czy członkowie Komisji są gotowi własnym nazwiskiem podpisać się pod każdym stwierdzeniem, które zostało przedstawione mieszkańcom jako efekt ich pracy?
Pytania kieruję przede wszystkim do:
Marka Sudnika, Ewy Ślepskiej i Ewy Citkowskiej.
Państwo nie jesteście anonimową „Komisją”. Każde z Państwa jest konkretną osobą pełniącą funkcję publiczną i odpowiadającą za swoje słowa, głosowania oraz przedstawiane mieszkańcom wnioski.
Nie wiem, jak możecie Państwo po takim posiedzeniu wrócić do domu i uznać, że rzetelnie wykonaliście mandat powierzony Wam przez mieszkańców.
4. Czy Urząd mógł odczytać liczniki na dzień 31 grudnia 2024 roku?
Z dokumentów samego Urzędu Gminy wynika, że system telemetryczny pozwalał na odtworzenie wskazania każdego licznika na określony dzień i godzinę.
Jeżeli tak, to możliwe było również ustalenie wskazań na dzień 31 grudnia 2024 roku, na godzinę 00:00, czy 31.03.2025.
Dlaczego zatem podczas rozpatrywania sprawy przekazywano informacje sugerujące coś innego?
Czy Sekretarz Gminy zweryfikował informacje, które przedstawiał?
Czy Przewodnicząca Rady zapoznała się z dokumentami technicznymi przed zajęciem stanowiska?
Czy ktoś zamierza wyjaśnić mieszkańcom, dlaczego dokumenty Urzędu mówią jedno, a podczas Komisji przedstawiano inną narrację?
I najważniejsze: ilu mieszkańców wcześniej usłyszało w innych sprawach wyjaśnienia, lecz nie było tak przygotowanych albo zdeterminowanych, aby je zweryfikować.
To nie jest już sprawa jednego rozliczenia.
To jest pytanie o wiarygodność informacji przekazywanych mieszkańcom przez Urząd i osoby rozpatrujące ich skargi.
Panie Radny Juszkiewicz, czy zainteresował się Pan możliwością zwrotu pieniędzy osobom, które mogły zostać obciążone na podstawie nieprawidłowo ustalonego zużycia?
Czy jednak łatwiej kontrolować cudzy blog niż dokumentację systemu odczytowego?
5. Co Rada zamierza zrobić ze sprawą opłat za odpady?
Wojewódzki Sąd Administracyjny nie uwzględnił mojej skargi z przyczyn proceduralnych.
To fakt i nie zamierzam go ukrywać. Ich mecenas użył dobrego kruczka prawnego. Żeby było jasne sąd nie rozpatrywał czy mam rację, a tylko czy mogę się teraz odwołać.
Sąd wyraźnie napisał : Halo, ale o co chodzi, przecież przeciw Wójt się przyznał? Dodatkowo sąd wyraźnie podkreślił w uzasadnieniu, że jego wyrok nie oznacza to, że popiera to co zrobił Wójt Skubis.
Czy mając czarno na białym, że decyzja podatkowa była niezgodna z prawem, ktoś się zajmie zwrotem pieniędzy dla mieszkańców?
Niezależnie od kruczka proceduralnego pozostaje prosta kwestia uczciwości:
Jeżeli pobrano pieniądze bez właściwej podstawy – należy je mieszkańcom oddać.
Je można SKUBAĆ mieszkańców.
6. Co z inwestycją w remizie?
Może porozmawiamy także o zakończeniu inwestycji w remizie.
Jakie błędy wystąpiły podczas jej realizacji za Wójta Skubisa?
Które działania lub zaniechania obecnych władz mogły pogłębić straty albo doprowadzić do kolejnych problemów?
Czy radni otrzymali pełną informację o stanie inwestycji, kosztach usuwania wad oraz ryzykach dla Gminy?
Czy ktokolwiek tego pilnuje?
Nie pytam o przygotowanie kolejnej prezentacji pokazującej, że „trwają działania”. Pytam o konkretne terminy, kwoty, odpowiedzialność i rezultat.
7. Co z wodociągiem przy ulicy Prądzyńskiego?
Czy Rada sprawdziła, jaka jest obecna sytuacja wodociągu przy ulicy Prądzyńskiego?
Czy wystąpiły tam zaniechania, które mogą skutkować problemami z dostawą wody już najbliższej zimy?
Czy Wójt otrzymywał informacje o zagrożeniu?
Jakie działania podjął?
To nie jest temat polityczny. To nie jest spór o sympatie ani o Facebooka. To jest pytanie o podstawową usługę, bez której mieszkańcy nie mogą normalnie funkcjonować.
Lepiej zająć się nim teraz, niż zimą tłumaczyć, że nikt nie mógł przewidzieć problemu, o którym wcześniej wiedzieli wtajemniczeni.
8. Droga na Pobojne – odbiory i dodatkowe koszty
Może porozmawiamy o drodze na Pobojne.
Jak wyglądały odbiory?
Czy wszystkie prace wykonano zgodnie z dokumentacją?
Czy pojawiły się roboty dodatkowe?
Mieszkańcy nie potrzebują kolejnego zdjęcia przy inwestycji. Potrzebują informacji, czy za ich pieniądze otrzymali dokładnie to, za co zapłacili.
9. Sztandarowy wodociąg, z którego ktoś wyjął drzewce
Miała być sztandarowa inwestycja tej kadencji.
Dzisiaj wygląda to trochę tak, jakby sztandar pozostał, ale ktoś po drodze zabrał uchwyt.
Ile środków Gmina utraciła?
Jakie kwoty musiała zwrócić?
Ile zapłacono odsetek lub kar?
Czy grożą nam kolejne opłaty związane z zajęciem pasa drogowego?
Czy Gmina wykona liczbę przyłączy, do której zobowiązała się w ramach finansowania?
Co się stanie, jeżeli wskaźniki projektu nie zostaną osiągnięte?
Czy istnieje ryzyko zwrotu kolejnych środków?
I czy którykolwiek z radnych zażądał kompleksowego zestawienia kosztów, strat, ryzyk i terminów?
Nie interesuje mnie kolejny komunikat o „dynamicznie prowadzonej inwestycji”. Interesuje mnie bilans zapisany w złotówkach.
10. Droga, dług i konsekwencje decyzji
Szczególną uwagę poświęcę projektowi przekazania drogi, przy jednoczesnym pozostawieniu mieszkańcom zobowiązania finansowego związanego z jej wcześniejszym wykonaniem.
Nie da się zjeść ciastka i nadal go mieć.
Jeżeli Gmina oddaje drogę, ale pozostawia sobie około milionowy dług, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dokładnie zyskują w zamian.
Interesuje mnie również sposób korzystania z pasa drogowego po zmianie zarządcy. Budynki, budowle, reklamy, ogłoszenia i inne zajęcia pasa drogowego podlegają określonym zasadom oraz opłatom.
Dlatego zamierzam zapytać właściwe organy wojewódzkie, w jaki sposób zamierzają egzekwować należności związane z przejętym pasem drogowym.
Nie będzie to złośliwość.
Będzie to naturalna konsekwencja decyzji, którą część radnych uznała za korzystną.
Każde działanie ma konsekwencje. Także działanie przedstawiane mieszkańcom jako wielki sukces.
To nie są pytania do anonimowej „Rady”
To są pytania do konkretnych osób.
Radni nie powinni pojawiać się z imienia i nazwiska wyłącznie na listach wyborczych, plakatach oraz podczas wręczania dyplomów.
Mandat radnego wiąże się również z osobistą odpowiedzialnością za pytania, których się nie zadało, dokumenty, których się nie przeczytało, oraz decyzje, przy których wybrało się milczenie.
Dlatego pytania kieruję do:
Katarzyny Tomczyk – Przewodniczącej Rady Gminy Płaska,
Zbigniewa Kozłowskiego,
Ewy Citkowskiej,
Dariusza Gołkowskiego,
Krzysztofa Jatkowskiego,
Marleny Jaworowskiej,
Marka Juszkiewicza,
Alicji Myszczyńskiej,
Hanny Puczyłowskiej,
Jerzego Okuniewskiego,
Edyty Skubis,
Marka Sudnika,
Jarosława Szarkowskiego,
Ewy Ślepskiej.
Każde z Państwa otrzymuje dietę nie za samo zajmowanie miejsca podczas sesji, lecz za wykonywanie mandatu, reprezentowanie mieszkańców i kontrolowanie działalności Wójta.
Głosowanie zgodnie z oczekiwaniem większości nie zwalnia z samodzielnego myślenia.
Przynależność do jednego środowiska nie zwalnia z zadawania pytań.
A milczenie nie przestaje być decyzją tylko dlatego, że podejmuje je równocześnie kilkanaście osób.
Na koniec wróćmy do dziesięciu minut
Panie Radny Juszkiewicz,
najbardziej nie dziwi mnie to, że się różnimy.
Dziwi mnie, że dziesięć minut oczekiwania na komentarz wywołało u Pana natychmiastową reakcję, podczas gdy mieszkańcy na odpowiedzi w sprawach szkoły, kolonii, wody, odpadów, dróg i wielomilionowych inwestycji czekają miesiącami.
Na mój blog nie musi Pan reagować natychmiast.
Może Pan nawet nie reagować wcale.
Naprawdę chciałbym jednak kiedyś zobaczyć, że z podobną energią upomina się Pan o pieniądze mieszkańców, prawidłowość inwestycji i rzetelność informacji przekazywanych przez Urząd.
Bo dobro Gminy jest dla mnie ważniejsze niż osobiste sympatie, partyjne układy i chwilowa wygoda któregokolwiek z radnych.
Dlatego będę pytał.
Będę sprawdzał dokumenty.
Będę porównywał publiczne wypowiedzi z tym, co znajduje się w pismach, nagraniach i umowach.
Nie po to, żeby komuś zrobić przykrość.
Po to, aby decyzje podejmowane w Gminie Płaska służyły jej mieszkańcom, a osoby sprawujące władzę pamiętały, że nie zarządzają własnym folwarkiem, lecz wspólnymi pieniędzmi.
Nie oczekuję odpowiedzi w ciągu dziesięciu minut.
Oczekuję natomiast, że mieszkańcy zobaczą, kto z Państwa uzna te sprawy za warte wyjaśnienia, a kto ponownie wybierze wygodne milczenie.
Zawsze powtarzam: jeżeli człowiek jest przemęczony, to warto odpocząć. Łóżko, elektrolity, sen. Naprawdę pomaga.
Tymczasem na stronie Gminy pojawiła się informacja o ogólnopolskim ćwiczeniu Alarm-26.
Patrzę na miniaturkę i zastanawiam się… czy ktoś w ogóle zobaczył ją przed publikacją? To nie miniaturka, tylko przypadkowo wykadrowany fragment plakatu. Wygląda tak, jakby komputer sam zdecydował, co pokaże mieszkańcom, a nikt nie uznał za stosowne sprawdzić efektu.
Czytam dalej.
W tekście pojawia się zdanie:
„między godzinami 7.00 i 19.00…”
Naprawdę? Po polsku?
Mała podpowiedź na przyszłość. Można napisać:
między godziną 7.00 a 19.00,
od godziny 7.00 do 19.00,
albo po prostu 7.00–19.00, używając półpauzy oznaczającej przedział czasu.
To naprawdę nie jest wiedza tajemna. Co ciekawe, na własnym plakacie zapisaliście to już poprawnie: „Między godz. 7:00 a 19:00”. Czyli jedna publikacja, a dwie różne wersje języka polskiego.
A na deser prawdziwa perełka.
W treści artykułu czytamy, że syreny mogą zostać włączone.
Na plakacie mieszkańcy dowiadują się już, że usłyszymy syreny alarmowe.
To w końcu jak jest?
Mogą zostać uruchomione, czy zostaną uruchomione?
Jeżeli urząd publikuje komunikat dotyczący alarmów, to wypadałoby, żeby tekst i grafika mówiły jednym głosem. To naprawdę nie jest miejsce na zgadywanie, która wersja obowiązuje.
I właśnie z takich drobiazgów składa się obraz całego urzędu.
Nie chodzi o jedną literówkę czy pojedynczy błąd. Chodzi o brak elementarnej kontroli jakości. Miniaturka wygląda jak przypadkowo wycięty kawałek plakatu, tekst zawiera błędy językowe, a treść i grafika przekazują różne informacje.
A przecież wystarczyło poświęcić trzy minuty na przeczytanie komunikatu przed jego opublikowaniem.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że w Urzędzie Gminy obowiązuje nowa zasada:
„Najpierw publikujemy. Później… najwyżej mieszkańcy się domyślą.”
O godz. 14:18 Radny Juszkiewicz zamieścił komentarz:
„Świetny pomysł. Czas wyjść z roli anonimowego komentatora politycznej rzeczywistości Gminy Płaska.”
Dziesięć minut później napisał:
„Czemu komentarz został usunięty? Dziwne traktowanie czytelników.”
Przyznaję się bez bicia. Około godziny 14 wyjechałem z Warszawy do Płaskiej i przez kilka godzin byłem w drodze. W tym czasie nie zatwierdziłem komentarza. Już powinny być widoczne.
W związku z tym składam samokrytykę. Od dziś będę zatrzymywał się na każdym MOP-ie i każdej stacji benzynowej w trakcie tych 290 km, żeby sprawdzić, czy przypadkiem Pan Radny nie oczekuje odpowiedzi w ciągu dziesięciu minut.
A teraz już całkiem poważnie.
Skoro dla Pana Radnego tak ważne jest tempo reakcji na komentarze w Internecie, mam nadzieję, że z podobną determinacją będzie rozliczał działania Wójta i większości Rady. Mieszkańcy znacznie bardziej potrzebują aktywnego radnego niż aktywnego komentatora.
Pozostaje więc kilka prostych pytań:
Kiedy ostatnio publicznie sprzeciwił się Pan decyzji Wójta?
Jakie własne inicjatywy przedstawił Pan Radzie?
Jakie sprawy mieszkańców doprowadził Pan do pozytywnego zakończenia?
Jednocześnie wyrażam podziw i pozytywne wibracje wobec Pana pracodawcy. Mogę teraz śmiało powiedzieć, że albo jest Pan na urlopie albo opieprza się Pan w pracy na maxa, przeglądając internet i pisząc komentarze. Typowy pracownik Nadleśnictwa, czy wybraniec Szefa?
Oczywiście jest jeszcze jedna opcja, szanowny Tatuś przymyka na to oko, gdyż jest to dodatkowa praca, która pozwala nabywać nowe nieruchomości, które pojawiają sie w Pana oświadczeniach. Nie wiem. Nie znam się. Widzę, że Pan wszystko akceptuje i nowe nieruchomości się pojawiają. Może źle patrzę. Nie twierdze że tak jest. Jeżeli dostanie Pan naganę za opieprzanie się w pracy i zajmowanie się prywatnymi sprawami to sprawa jest prosta. Jeżeli nie to jeszcze prostsza.
To są pytania, które naprawdę mają znaczenie. W przyszłym tygodniu email do nadleśniczego do województwa i Lasów Państwowych czy prywatne sprawy w trakcie godzin pracy i niewykonywanie obowiązków slużbowych wiąże się z porzuceniem pracy i zwolnieniem. Jest tylko problem co on potrafi. Ani trzymać łopaty, ani długopisu. Tragedia.
Od wielu miesięcy proponuję Wójtowi publiczną rozmowę transmitowaną na żywo.
Bez wcześniejszego ustalania pytań.
Bez ograniczeń czasowych.
Bez możliwości schowania się za pismem przygotowanym przez urzędników.
Jestem gotów sam zorganizować transmisję dla mieszkańców, np. na platformie Teams. Liczy się tylko jedno – żeby każdy mógł zobaczyć i usłyszeć odpowiedzi na pytania dotyczące naszej gminy.
Do tej pory nie otrzymałem zgody.
Szkoda.
Uważam, że mieszkańcy mają prawo zobaczyć otwartą rozmowę o sprawach, które ich dotyczą.
Skoro taka formuła nie została zaakceptowana, wykorzystam możliwości, jakie daje każdemu mieszkańcowi udział w sesjach Rady Gminy.
Mam plan.
Po pierwsze – przygotuję zestaw pytań i przekażę go wszystkim radnym. Także radnemu wybranemu z mojego okręgu. Zobaczymy, kto zdecyduje się je zadać. To również będzie cenna informacja dla mieszkańców.
Po drugie – przygotuję pytania do Wójta oraz do Przewodniczącej Rady. Będą krótkie, konkretne i oparte na dokumentach. Będę oczekiwał równie konkretnych odpowiedzi. Pani Przewodnicząca wielokrotnie deklarowała, że mieszkańcy będą mogli zadawać pytania władzom gminy, również wtedy, gdy są one niewygodne. Sprawdźmy więc, jak ta deklaracja wygląda w praktyce.
Nie interesuje mnie polityczna przepychanka.
Interesują mnie fakty.
Jeżeli sesja zostanie wyznaczona w środku tygodnia, a nie w terminie umożliwiającym udział osobom pracującym poza gminą, również przyjadę. Nawet jeśli będzie to oznaczało przejechanie około 600 kilometrów jednego dnia.
Bo są sprawy ważniejsze od wygody.
To przyszłość naszej gminy.
Całość nagram, a najważniejsze fragmenty udostępnię później w krótkich materiałach, aby każdy mieszkaniec mógł sam ocenić zarówno pytania, jak i odpowiedzi.
Nagranie ma jedną ogromną zaletę – pamięta wszystko. Nie zmienia zdania. Nie zapomina. Nie dopowiada. Każdy będzie mógł sam wrócić do wypowiedzi i ocenić, co naprawdę zostało powiedziane.
Bez komentarza.
Bez montażu zmieniającego sens wypowiedzi.
Po prostu fakty.
Nie oczekuję, że wszyscy zgodzą się z moimi poglądami.
I bardzo dobrze. To właśnie z merytorycznej dyskusji rodzą się najlepsze rozwiązania. Nie z jednomyślności za wszelką cenę.
Oczekuję czegoś znacznie prostszego.
Że osoby wybrane do kierowania gminą będą gotowe odpowiedzieć mieszkańcom na pytania dotyczące swoich decyzji.
Bo to mieszkańcy są w tej gminie najważniejsi.
A jeżeli po tej sesji ktoś w Urzędzie trzy razy zastanowi się, zanim podpisze dokument, udzieli odpowiedzi albo podejmie kolejną decyzję dotyczącą mieszkańców, to znaczy, że warto było przejechać te 600 kilometrów.
Do usłyszenia.
Teraz pozostaje czekać na ogłoszenie terminu najbliższej sesji Rady Gminy.
I od pierwszego pytania przekonamy się, czy deklaracje Pani Przewodniczącej o prawie mieszkańców do zadawania pytań obejmują również pytania niewygodne.
Mam nadzieję, że tak.
Bo byłoby naprawdę szkoda, gdyby zabrakło czasu akurat na pytania mieszkańców.
A jeżeli okaże się, że na pytania znowu zabraknie czasu… cóż, przynajmniej będziemy wiedzieli, że nie zabrakło go przypadkiem. 😉
Przesyłacie mi wiadomości z pytaniem o film Wójta nagrany na ścieżce i o moje zdanie na jego temat.
Szczerze? Coraz trudniej odpowiedzieć z optymizmem.
Od wielu miesięcy kolejne inwestycje i decyzje gminy zamiast uspokajać, rodzą następne pytania. Przetargi kończą się dodatkowymi kosztami, a mieszkańcy coraz częściej mają poczucie, że dokładamy pieniądze tam, gdzie – przynajmniej z treści zawieranych umów – oczekiwali czegoś zupełnie innego.
Teraz docierają do mnie informacje o możliwych problemach z odbiorem szkoły. Podkreślam – są to informacje nieoficjalne i mam szczerą nadzieję, że okażą się nieprawdziwe. Jeżeli Wójt zechce przedstawić wyjaśnienia, opublikuję je w całości. Natomiast rodzice dzieci mają pełne prawo oczekiwać jasnej i rzetelnej informacji o stanie tej inwestycji. W tej sprawie nie powinno być miejsca na domysły. Pojawiają się również spekulacje dotyczące prób uzyskania zgody na użytkowanie pomimo istniejących problemów. Nie wiem, czy są prawdziwe i właśnie dlatego uważam, że sprawa wymaga jednoznacznego wyjaśnienia przez Wójta lub osoby odpowiedzialne za inwestycję.
Już wcześniej pisałem, że inwestycja w remizie zakończyła się – w mojej ocenie – niepowodzeniem. Podobne obawy od dawna zgłaszam również wobec inwestycji wodociągowo-kanalizacyjnej.
Sam film? Odebrałem go jako próbę pokazania stanowczości i poczucia humoru jednocześnie. Moim zdaniem ten pomysł po prostu się nie obronił. Zamiast przekonać mieszkańców, pozostawił więcej pytań niż odpowiedzi. Cały przekaz sprowadza się do zapowiedzi wzmożonych kontroli, których uzasadnieniem ma być około 25 tysięcy złotych dodatkowych wpływów do budżetu. Po sprawdzeniu przedstawionych w nim zapowiedzi z rzeczywistymi danymi trudno oprzeć się wrażeniu, że część przekazu miała przede wszystkim stworzyć odpowiednie wrażenie i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
Bardziej martwi mnie jednak coś innego.
Jeżeli w budżecie tak dużą wagę przywiązuje się do kwoty 25 tysięcy złotych, to trudno nie zadać sobie pytania o rzeczywistą kondycję finansów gminy. I właśnie dlatego dziwi mnie, że w takiej sytuacji jednym z głównych tematów staje się walka o dodatkowe 25 tysięcy złotych. To nie jest kwota, która rozwiąże problemy gminy.
Z każdą kolejną zmianą budżetu zadłużenie rośnie. W ostatnim czasie mieszkańcy odczuli wzrost różnych opłat – od rozliczeń za wodę po opłaty za gospodarowanie odpadami. Już dzisiaj wiadomo, że były nieprawidłowości, o których wiedział Urząd, ale nie chce oddać mieszkańcom ich pieniędzy. Jednocześnie rosną wydatki na wynagrodzenia. Dzisiaj to ponad 50% dochodów gminy. Jeżeli ten trend się utrzyma, wkrótce możemy zbliżyć się do 60%.
Tymczasem w sąsiednich samorządach widać kolejne inwestycje i pozyskane dofinansowania. Trudno nie zadawać sobie pytania, dlaczego u nas wygląda to znacznie skromniej. Nadal zmagamy się z problemami wodociągu, który w ostatnich miesiącach budził uzasadnione obawy mieszkańców, generował wyłączenia, koszty napraw oraz truł mieszkańców. Przed kolejną zimą wielu mieszkańców zadaje sobie pytanie, czy historia z ubiegłego roku się nie powtórzy, skoro wiadomo, że wodociąg na ulicy Prądzyńskiego został położony zbyt płytko.
Dlatego nie potrafię już patrzeć na takie nagrania jak na niewinny żart. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że zamiast rozmawiać o rozwoju gminy, rozmawiamy o gaszeniu kolejnych pożarów i szukaniu pieniędzy na łatanie następnych problemów.
Uważam, że osoba kierująca gminą powinna przede wszystkim skupić się na rozwiązywaniu problemów. Na żarty zawsze będzie czas, ale dopiero wtedy, gdy mieszkańcy będą mieli poczucie, że najważniejsze sprawy są pod kontrolą.
Chciałbym się mylić.
Bo konsekwencje tych decyzji nie spadną ani na Wójta, ani na radnych. Ostatecznie zapłacimy za nie wszyscy – w podatkach, opłatach i jakości usług, z których korzystamy każdego dnia.
I to jest w tym wszystkim najbardziej przygnębiające.
Jeżeli macie chwilę, znajdźcie choć 30 minut i zajrzyjcie na stadion.
Pieniądze na organizację zostały już wydane. Szkoda byłoby, gdyby impreza odbywała się przy pustych trybunach.
Ja też postaram się wpaść, choć pewnie tylko na kilkanaście minut. Tego dnia w okolicy dzieje się naprawdę sporo ciekawych rzeczy, a dodatkowo zapowiada się ostatni dzień pięknej pogody. Trudno konkurować jednocześnie z jeziorem, wakacjami i innymi imprezami.
Natomiast chciałbym przy okazji zwrócić się z prośbą do Pana Wójta i Dyrektora GOK.
Jeżeli wydajemy publiczne pieniądze, warto dwa razy zastanowić się nad terminem wydarzenia.
Jeżeli mieszkańcy nie zgłaszają się do udziału w konkurencjach sołeckich, to zamiast zmieniać nazwę imprezy albo wzmacniać w złym kierunku promocję, warto najpierw odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
dlaczego?
Może problemem nie jest sam pomysł.
Może problemem jest termin.
Sobota.
Godzina 14.00.
Środek wakacji.
Niektórzy pracują.
W tym samym czasie odbywają się wydarzenia w Augustowie, Suwałkach, Sejnach i Gibach.
Do tego wielu mieszkańców korzysta z jednego z niewielu naprawdę słonecznych weekendów tego lata.
Może więc przed organizacją kolejnej imprezy warto zrobić prosty audyt.
Sprawdzić kalendarz.
Sprawdzić konkurencję.
Porozmawiać z mieszkańcami.
Jeżeli z takiej analizy wynika, że termin nie jest najlepszy, to po prostu go zmienić.
Tyle. I aż tyle.
A tak już na koniec. Bez kopania leżącego.
Powiedzcie mi tylko jedno, bo naprawdę tego nie rozumiem.
Do udziału zgłaszają się dwa sołectwa z piętnastu.
GOK próbuje ratować sytuację, zmieniając nazwę i charakter imprezy, żeby wydarzenie doszło do skutku i nie zmarnowały się środki, które już zostały wydane. Ratują twarz Wójtowi. Próbują właściwie.
I w tym momencie dzieje się coś, czego kompletnie nie potrafię wyjaśnić.
W tym samym czasie w okolicy odbywają się większe wydarzenia – Dni Suwałk, Dni Sejn, imprezy w Augustowie, koncert jazzowy w Buduku. Konkurencja o uczestników i tak jest bardzo duża.
A mimo to na głównej stronie internetowej Gminy Płaska pojawia się jeszcze zaproszenie na Festiwal Produktów Lokalnych w Białymstoku, organizowany dokładnie w ten sam weekend.
I tutaj naprawdę gubię logikę.
Jeżeli chcemy zachęcić mieszkańców do udziału we własnym wydarzeniu, to czy dokładanie do tego listy kolejnych atrakcji odbywających się w tym samym czasie rzeczywiście pomaga?
Być może jest jakieś racjonalne wyjaśnienie, którego nie dostrzegam.
Za pierwszym razem myślałem, że coś źle usłyszałem.
Za drugim zacząłem się zastanawiać, czy Pan Wójt naprawdę powiedział to, co powiedział.
Powiedział.
Na początku pomyślałem:
No dobrze. Będzie informacja o opłacie miejscowej.
I bardzo dobrze.
Jeżeli ktoś prowadzi pensjonat albo wynajmuje pokoje turystom, powinien znać swoje obowiązki.
Po czym…
film skręcił w kierunku, którego kompletnie się nie spodziewałem.
Dowiedziałem się bowiem, że dzięki opłacie miejscowej będziemy budować ścieżki, budować potężną infrastrukturę, rozwijać gminę…
I wtedy zrobiłem coś bardzo niegrzecznego.
Zamknąłem Facebooka.
Otworzyłem budżet.
I cała magia prysła.
Bo budżet nie komentuje. Po prostu pokazuje liczby.
W 2024 roku plan budżetowy:
29 000 zł.
W 2025 nowy Wójt po raz pierwszy układa plan budżetowy:
35 000 zł.
.. i zimny prysznic czyli wykonanie:
28 000 zł.
W 2026 już nie szaleje i mamy realny plan budżetowy, może trochę niedoszacowany:
25 000 zł.
Czyli wpływy…
maleją.
Z liczbami jest ten problem, że nie oglądają filmów promocyjnych.
Swoją drogą tutaj widać efekt Rock Water i noclegi tysięcy turystów. Jeżeli to ma być efekt przyciągania turystów, to liczby w budżecie mają wyjątkowo nietypowy sposób okazywania entuzjazmu.
A teraz pytanie.
Gdzie jest ten fundusz wielkich inwestycji?
Leży na osobnym koncie?
Procentuje?
Czeka na swoją wielką chwilę?
Czy może – podobnie jak pozostałe dochody budżetu – został już dawno wydany?
Bo przypomnę tylko, że gmina nie zakończyła roku z workiem pieniędzy.
Zakończyła go z długiem, czyli te 28 tyś zł zniknęło.
Ale dobrze.
Pójdźmy jeszcze dalej.
Załóżmy, że ani złotówka nie została wydana.
Odkładamy uczciwie te 28 tysięcy rocznie.
Po ilu latach uzbieramy na remont ścieżki wraz z wymienioną infrastrukturą?
Dwadzieścia?
Trzydzieści?
Czy ktoś z obecnych urzędników będzie jeszcze wtedy pracował?
Czy wszyscy będą już szczęśliwymi emerytami?
A znając nasze inwestycyjne szczęście…
…ktoś jeszcze odbierze inwestycję, której nie będzie.
Przy okazji mam drobną propozycję.
Może zanim zaczniemy nagrywać filmy przy ścieżce…
…wyślijmy tam dwie osoby z grabiami i pozbądźmy się dołków.
Naprawdę.
Koszt będzie mniejszy.
Efekt większy.
A teraz wróćmy do filmu.
Bo najlepsze dopiero przed nami.
Film jest skierowany do…
turystów.
Przyznam, że aż się wzruszyłem.
Już widzę rodzinę z Poznania.
Wieczór.
Dzieci już śpią.
Ojciec mówi…
– Kochanie…
sprawdź Facebooka Wójta Płaskiej.
Może wrzucił coś nowego.
Matka odpowiada:
– Oby!
Może dziś będzie o kwitariuszach.
Przyznam, że marketing turystyczny naszej gminy wszedł właśnie na poziom, którego nie przewidział żaden podręcznik promocji.
Potem usłyszałem o osobach…
„korzystających z naszej gminy”.
I tu miałem kolejne wrażenie.
Jakby ktoś wrzucił tekst do translatora.
Po polsku mówimy:
osoby przebywające,
osoby wypoczywające,
turyści,
goście.
Natomiast „korzystający z gminy” brzmi mniej więcej tak, jakby ktoś korzystał z czajnika.
Niby można.
Ale jakoś dziwnie.
I wtedy padło zdanie, które wygrało cały film.
Pan Wójt życzy nam i rozumiem turystom do których się wypowiadał…
…spotkania podczas kontroli.
Przyznam, że niewiele gmin promuje się hasłem:
„Zapraszamy do Płaskiej. Może spotkamy się podczas kontroli.”
To rzeczywiście nowa jakość promocji turystyki.
A teraz już zupełnie poważnie.
Jeżeli prowadzisz wynajem pokoi, domków czy pola namiotowego i osiągasz z tego przychody, opłata miejscowa wynika z przepisów i powinna być pobierana.
Nie dlatego, że mówi o tym Wójt.
Tylko dlatego, że tak stanowi prawo.
Natomiast uchwała mówi również coś jeszcze.
Opłatę pobiera się od osób przebywających dłużej niż dobę w celach wypoczynkowych, szkoleniowych lub turystycznych.
To nie oznacza każdego możliwego pobytu i nie dajcie się na to nabrać. Kilka wersji nie do obalenia:
Można przyjechać pomóc rodzinie.
Można przyjechać szukać pracy.
Można oglądać nieruchomość przed zakupem.
Można wykonywać prace gospodarcze.
Można przyjechać służbowo.
I właśnie dlatego warto czytać uchwały, a nie oglądać filmiki 😉 .