13 kwietnia Wójt Gminy Płaska ogłosił dwie uroczystości. Dawno nigdzie o nim nie pisali, zdjęć nie robili, więc — jak to bywa — ciśnienie medialne zaczęło rosnąć. A jak rośnie, to trzeba upuścić. Najlepiej publicznie. Najlepiej z wstęgą. A jeszcze lepiej — z dwiema.
Ale czy naprawdę mamy powód?
Chyba nie. A zresztą „13” to data raczej pechowa. A jak wiadomo — nieszczęścia lubią chodzić parami. Więc może to nie przypadek, że zaplanowano aż dwie uroczystości jednego dnia.
O 11:00 celebrujemy zakończenie inwestycji wodno-kanalizacyjnej. Nie będę już wracał do tego, że mieszkańcy nie są zapraszani tam, gdzie pieniądze popłynęły szerokim strumieniem — na Wysoki Brzeg. Tam najwyraźniej obowiązuje inna taryfa obecności. Bardziej „exclusive”. Nie dla wszystkich. Nie dla pasa kiełbasa.
Ale wracając do Suchej Rzeczki — czy na pewno wszystko się udało? Tak realnie? Nie na papierze, tylko w ziemi?
I właściwie… co my świętujemy?
– Panie Wójcie, czy świętujemy 800 000 zł dodatkowego kredytu z 30 marca 2026, który pojawił się jak królik z kapelusza, kiedy zabrakło pieniędzy po przetargowych manewrach? Jakby Pan nie pamiętał to sam podpisał Pan Zarządzenie nr 186/26. – Panie Wójcie, czy świętujemy zwrot 570 893 zł dotacji — taki mały, symboliczny gest w stronę instytucji finansujących? – A może świętujemy 35 661 zł odsetek? Taki lokalny wkład w rozwój bankowości? Chyba że planuje Pan niespodziankę i pokryje to z własnej kieszeni — wtedy rzeczywiście byłoby co świętować.
A skoro już świętujemy wodociągi — to może pochwali się Pan, ile kosztowało nas to, że zamarzały w zimę? Może powie Pan mieszkańcom, ile jeszcze zapłacimy za ich naprawy? Tak, tak, nie odwraca Pan głowy i nie ucieka wzrokiem, mówię o tym odcinku z zasuwą w tle. A może odpowie Pan: czy to prawda, że ostrzeżenia były, tylko jakoś nie było czasu, żeby je przeczytać?
Jak Pan zareagował na pismo od Strabaga? Czy mieszkańcy mają traktować zamarzający wodociąg jako nową atrakcję sezonową?
A może porozmawiamy o zebraniach wiejskich? O tych protokołach, z których pytania znikają szybciej niż woda z nieszczelnej instalacji? Tak mówię o zadanych pytaniach dotyczących wodociągu na Prądzyńskiego. Nie ma pytań? Zniknęły? Patologia? – parafrazując pewien kabaret z lodówką i piwem w tle 😉
A może o tym, jak to się stało, że przy remoncie ulicy Prądzyńskiego nie znalazło się miejsce na modernizację sieci wodociągowej? Przypadek? Zbieg okoliczności? A może po prostu ktoś miał ważniejsze rzeczy na głowie?
A może porozmawiamy o protokołach Rady Gminy — tych, w których podobno nie ma śladu po propozycjach nowego odcinka wodociągu przy okazji remontu drogi? Zniknęły? Nie powstały? A może uznano, że lepiej nie komplikować rzeczywistości faktami?
A może zapytam najprościej: co właściwie celebrujemy? Bo wygląda to trochę tak, jakby inwestycja była… jeszcze w trakcie.
Czy potwierdzi Pan, że wszystko jest już podłączone, że wszystko działa? A ja może zrobię zdjęcie, gdy będę wracał wieczorem do domu. Czy ktoś to sprawdził — czy tylko przecięto wstęgę?
Bo trudno oprzeć się wrażeniu, że przecinanie wstęgi opanowano do perfekcji. Trochę jak w „Alternatywy 4” — najpierw uroczystość, potem ewentualnie rzeczywistość. Malowanie trawy też pewnie dałoby się zorganizować, gdyby zaszła potrzeba.
O 11:45 mamy kolejną uroczystość. Dwie imprezy jednego dnia — tempo godne kampanii wyborczej albo maratonu medialnego.
Czy to aż takie parcie na szkło? Czy może po prostu — skoro już się wychodzi do ludzi — to trzeba „odhaczyć” wszystko za jednym razem?
Ale do rzeczy. Tym razem podsumowujemy inwestycję w drogę DW672.
Rozumiem, że usłyszymy o ogromnym wkładzie Wójta. Że to proces wieloletni. Że wizja dojrzewała od lat. Że już w wieku przedszkolnym powstawały pierwsze koncepcje układu drogowego gminy.
Rozumiem też, że przy okazji pojawi się temat wodociągu w pasie drogowym — tego samego, który dziś budzi tyle pytań i …… wielki żal, że nic nie zrobiono z ostrzeżeniami.
Tylko czy ktoś na tej uroczystości odpowie na choć jedno z nich?
Znowu zrobił to samo. Zebranie w środę, bo wie, że nie będę.Więc może w ten sposób.
Same magazyny energii są rozwiązaniem, które w wielu przypadkach ma bardzo duży sens i może przynieść korzyści. Jednak, jak w każdej inwestycji, kluczowe są szczegóły – szczególnie koszty, warunki umowy oraz sposób użytkowania instalacji.
Dlatego przed podjęciem decyzji warto dokładnie zrozumieć, z czym się to wiąże. Jeżeli decyzja będzie świadoma i dopasowana do naszej sytuacji, to udział w projekcie może być zasadny. Problem pojawia się wtedy, gdy podejmujemy decyzję bez pełnej wiedzy lub pod wpływem emocji.
Poniżej przedstawiam kwestie i pytania, które skierowałem do Gminy, z prośbą o ich omówienie na spotkaniu. Celem nie jest krytyka samego projektu, który sam w sobie jest pożądany i oczekiwany, ale zwrócenie uwagi na elementy i wprowadzone przez UG Płaska ograniczenia, które mogą mieć istotny wpływ na koszty i opłacalność – tak, aby każdy mógł podjąć decyzję świadomie.
Magazyn energii przy instalacji fotowoltaicznej co do zasady jest rozwiązaniem poprawnym i w wielu przypadkach pożądanym. Należy jednak pamiętać, że jego opłacalność nie jest taka sama dla wszystkich i zależy od kilku kluczowych czynników, takich jak:
sposób rozliczania energii (net metering lub net billing),
W analizowanym przypadku warto zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii organizacyjnych.
W projekcie to Gmina odpowiada za wybór wykonawcy oraz urządzeń w drodze przetargu/konkursu ofert. Oznacza to, że uczestnik projektu nie ma wpływu na wybór firmy ani konkretnego sprzętu. W praktyce jakość instalacji oraz późniejsze koszty użytkowania będą zależeć od wyniku tego postępowania.
Kolejną istotną kwestią jest brak informacji o ostatecznej cenie inwestycji na etapie podpisywania umowy. Zgodnie z dokumentacją, koszt zostanie określony dopiero po rozstrzygnięciu przetargu i podpisaniu aneksu. Oznacza to, że decyzja o przystąpieniu do projektu podejmowana jest bez znajomości pełnej ceny.
Warto również zwrócić uwagę na koszty eksploatacyjne, które nie zawsze są brane pod uwagę na początku. Oprócz wkładu własnego, wg dokumentacji na stronie UG Płaska, pojawią się:
koszty przeglądów serwisowych,
obowiązkowe ubezpieczenie instalacji,
przeglądy instalacji elektrycznej.
Koszty te wg dokumentacji ponosi użytkownik i mogą one istotnie wpłynąć na końcową opłacalność inwestycji. Oczywiście Gmina może zawrzeć w dokumentacji konkursu ofert, iż przeglądy będą w cenie. Myślę jednak że tak się nie ziści i będziemy skazani na konkretna firmę i cenę rynkową x2 lub x3.
Z punktu widzenia ekonomicznego bardzo ważne jest również to, w jaki sposób rozliczana jest energia elektryczna. W przypadku starszych instalacji (net metering), sieć energetyczna pełni już częściowo funkcję magazynu energii. W takiej sytuacji dodatkowy magazyn energii daje ograniczone korzyści (możemy zachować 20% energii, ale same magazyny mają sprawność 90% czyli de facto nasz zysk to 10% energii oddawanej do sieci). W przypadku net billingu (energia sprzedawana) sytuacja jest inna – magazyn może pozwolić na lepsze wykorzystanie wyprodukowanej energii.
Należy też pamiętać, że magazyn energii działa w cyklu dobowym (dzień–noc), a nie sezonowym. Oznacza to, że nie przechowuje energii z lata na zimę, a jedynie przesuwa jej wykorzystanie w ciągu dnia. Gdy nie wykorzystamy energii produkowanej za dnia w zużyciu nocnym to rano magazyn nic nie przyjmie, gdyż będzie „pełny” – uproszczony opis, ale zgodny z rzeczywistością. W praktyce wykorzystuje więc tylko część energii oddawanej do sieci. Pamiętajmy też, iż w zimę magazyn energii raczej się nie naładuje.
Istotne są również zapisy umowy i regulaminu, które mogą ograniczać możliwość modyfikacji instalacji w okresie trwałości projektu (np. rozbudowy instalacji fotowoltaicznej). Może to mieć wpływ na przyszłą opłacalność systemu.
Podsumowując – magazyn energii może być dobrym rozwiązaniem, ale nie w każdym przypadku będzie opłacalny. Kluczowe znaczenie mają szczegóły projektu, koszty utrzymania oraz indywidualna sytuacja użytkownika.
Taki magazyn dobrej klasy z czasem przełączania poniżej 10-20 ms może pełnić funkcję UPS-a i chwilowe wyłączenia w czasie burzy lub wiatru będą dla użytkownika całkowicie niezauważalne.
Dlatego przed podjęciem decyzji warto uzyskać odpowiedzi na poniższe pytania.
PYTANIA DO UG PŁASKA
Przykładowa opłacalność magazynu energii. Proszę o potwierdzenie poprawności wyliczeńdla instalacji fotowoltaicznej z grantu realizowanego przez Gminę 5 lat temu.
Założenia:
instalacja PV: 5 kWp
magazyn energii: 7,5 kWh (retrofit)
energia przekazana do sieci: 2,421 MWh
sprawność magazynu: 90%
magazyn przechwytuje 50%. Cena sprzedaży 0,266 zł/kWh, zakup 1,08 zł/kWh
wkład własny: 1400 zł (5%)
serwis: 400 zł/rok
ubezpieczenie: 250 zł/rok
przegląd 5-letni elektryczny: 400 zł co 5 lat (80 zł/rok)
brak awarii przez 5 lat
Łączny koszt utrzymania: ~730 zł/rok
Zestawienie opłacalności dla wkładu własnego 1400 zł
Parametr
Net metering
Net billing
Roczna korzyść z magazynu
~150–250 zł
~800–900 zł
Roczne koszty utrzymania (serwis, ubezpieczenie, przegląd po 5 latach bez awarii)
~730 zł
~730 zł
Roczny wynik finansowy
❌ -480 do -580 zł
✅ +70 do +170 zł
Zwrot inwestycji (1400 zł)
❌ brak (strata roczna)
⚠️ ok. 8–20 lat
Realna opłacalność
❌ nieopłacalne
⚠️ na granicy opłacalności ze względu na żywotność baterii i nieuniknione awarie
Realny koszt inwestycji i wkład własny
Jaki jest przewidywany rzeczywisty koszt magazynu energii (np. dla 5 kWp PV i ~7,5 kWh magazynu, retrofit). Wielkość magazynu na podstawie warunków grantu z przed 5 lat. Zakładam, iż Urząd założył już wstępnie jakąś klasę urządzenia? Z rynku wynika, że to ok. 20–33 tys. zł (realnie 25–27 tys. zł). Czy Gmina ma własne szacunki Jaki będzie faktyczny wkład mieszkańca (czy faktycznie ~1,2–1,5 tys. zł)? Czy istnieje maksymalna kwota, której mieszkaniec nie przekroczy? To jest najważniejsze, bo decyduje czy projekt ma sens finansowy.
Aneks i możliwość rezygnacji (kluczowe ryzyko)
Cena końcowa będzie znana dopiero po przetargu (aneks do umowy)
Czy można zrezygnować bez konsekwencji, jeśli cena okaże się za wysoka?
Czy brak podpisania aneksu oznacza karę lub uznanie niewywiązania się z umowy?
Bez tej odpowiedzi uczestnik podpisuje „w ciemno”.
Koszty utrzymania przez 5 lat (często pomijane)
Czy Urząd wykonał weryfikację?
obowiązkowe przeglądy serwisowe – kto płaci i ile?
obowiązkowe ubezpieczenie – jaki koszt roczny?
przegląd instalacji elektrycznej co 5 lat – czy wymagany przez projekt?
Te koszty mogą „zjeść” cały zysk z magazynu przy małej instalacji lub net meteringu.
Możliwość rozbudowy instalacji PV
Czy można zwiększyć moc instalacji PV w ciągu 5 lat?
Czy zapisy w regulaminie i projekcie umowy o zakazie modyfikacji to uniemożliwiają?
Bez rozbudowy magazyn może być nieopłacalny (szczególnie przy net meteringu lub małej instalacji ok 5kWp).
Jakość i parametry sprzętu
Jakie urządzenia są założone (firma, technologia, parametry)?
Czy będą to magazyny:
LiFePO₄ (standard rynkowy)?
z systemem EMS/BMS?
Czy system będzie magazyn AC czy DC?
Jakie retrofity ?
Jakie są minimalne wymagania jakościowe?
Uczestnik nie ma wpływu na wybór — a jakość ma ogromne znaczenie.
Co jeśli sprzęt będzie słaby lub zmienią się parametry w trakcie konkursu prowadzonego przez UG Płaska
Czy można zrezygnować, jeśli:
zmniejszona zostanie pojemność zakładanego magazynu,
Gmina wybierze niższej klasy sprzęt,
jakość będzie poniżej oczekiwań?
Obecnie brak jasnej odpowiedzi w dokumentacji.
Gwarancja i odpowiedzialność wykonawcy
Ile wynosi gwarancja na magazyn (czy ~10 lat jak na rynku)?
Czy obejmuje także montaż?
Jaki jest zakres rękojmi? Czy ustawowe prawa wynikające z rękojmi będzie mógł realizować użytkownik, chociaż nie będzie on stroną umowy?
W przypadku wady niedającej się usunąć czy użytkownik będzie miał prawo do obniżenia ceny, wymiany sprzętu na nowy, gdyż po 5 latach to on ma być właścicielem magazynu?
Czy wykonawca ma ubezpieczenie OC na czas montażu?
To zabezpiecza mieszkańca na wypadek problemów.
Serwis – kto płaci i ile to kosztuje
Czy przeglądy są płatne jeżeli tak to ile wynosi koszt roczny?
Czy UG Płaska ma zamiar zawrzeć w dokumentacji konkursowej maksymalną dopuszczalną kwotę za przegląd roczny?
Często niską cenę w konkursie Wykonawca „odbija sobie” na drogim serwisie.
Odpowiedzialność za usterki
Jak użytkownik (nie-elektryk) ma rozpoznać usterki oprócz głównych związanych z wyłączeniem?
Czy system będzie monitorowany zdalnie przez Gminę, łącznie z komunikatami błędów?
Kiedy użytkownik ponosi koszty napraw?
Obecny zapis przerzuca ryzyko na mieszkańca.
Usterki nieobjęte gwarancją
Jakie konkretnie przypadki będą uznawane za:
„niewłaściwe użytkowanie”
„uszkodzenia nieobjęte gwarancją”?
Bez listy wykonawca może interpretować to dowolnie.
Czy warunki mogą się pogorszyć
Czy zakres obowiązków mieszkańca może się zwiększyć w trakcie projektu?
Czy mogą pojawić się dodatkowe koszty?
Czy UG Płaska ma zamiar pomóc mieszkańcom przed podpisaniem umowy
Nie wszyscy mogą zrozumieć wymagania techniczne takie jak wentylacja pomieszczenia czy np. uziemienie budynku, których brak spowoduje konieczność poniesienia dodatkowych kosztów lub zapłaty 100% kosztów montażu magazynu
Równowaga umowy
Dlaczego umowa:
nakłada większość obowiązków na mieszkańca
ogranicza jego prawa
a jednocześnie ogranicza odpowiedzialność Gminy?
Dwóch prawników przeglądających projekt stwierdziło, iż projekt jest skrajnie niekorzystny dla uczestnika projektu. Cokolwiek Gmina nie zrobi, odpowiedzialność i ryzyko ponosi mieszkaniec.
obiecałem, że w wolnej chwili odniosę się do Pana zaczepki – i niniejszym to czynię. Postaram się przy tym uporządkować kilka kwestii, które w ostatnim czasie – zaskakująco dla niektórych, a całkiem przewidywalnie dla innych – zaczęły budzić w naszej lokalnej społeczności coraz większe emocje.
Zacznijmy od faktów, bo te – w przeciwieństwie do narracji – mają tę niewygodną cechę, że istnieją niezależnie od tego, czy komuś pasują. Obecnie mamy wakat w Radzie. Aby jednak zrozumieć jego znaczenie, warto cofnąć się o krok i przypomnieć, jak ten organ funkcjonował jeszcze niedawno.
Rada składała się – upraszczając, choć nie upraszczając nadmiernie – z dwóch wyraźnie odmiennych postaw.
Z jednej strony mieliśmy osoby o silnej osobowości.
Przewodnicząca – konsekwentna, zdeterminowana i, trzeba przyznać, odporna na wszelkie formy niezależności myślenia, które mogłyby zakłócić przyjętą linię działania. W jej stylu zarządzania próżno było szukać przestrzeni dla pluralizmu czy autentycznej debaty. Raczej dominował model, który – pozwolę sobie na pewne skrócenie – można by opisać jako „cel uświęca środki”, choć w praktyce bywało to bliższe wersji: „po trupach do celu, byle szybko i bez zbędnych pytań”.
Z drugiej strony był radny Tomasz – człowiek z doświadczeniem, który wnosił do prac Rady element refleksji, rzeczowości i, co dziś wydaje się niemal ekstrawagancją, zwykłej dociekliwości. Zadawał pytania, drążył tematy istotne dla mieszkańców i nie unikał spraw trudnych, nawet jeśli były one niewygodne dla władzy wykonawczej. Pełnił rolę swoistego bezpiecznika – przypominał, że samorząd to nie tylko sprawne zarządzanie, ale przede wszystkim odpowiedzialność wobec wspólnoty, a nie wobec układu.
Jego decyzja o rezygnacji nabiera w tym kontekście szczególnego znaczenia. Można ją oczywiście sprowadzić do prostego faktu: radny odchodzi. Można też – i to wydaje się uczciwsze – odczytać ją jako sygnał. Sygnał, że doszedł do granicy, za którą nie był już w stanie skutecznie reprezentować swoich wyborców. Nie mógł realizować postulatów, które deklarował. Nie miał realnej przestrzeni, by sprzeciwić się decyzjom, które uznawał za dla nich krzywdzące.
W takiej sytuacji powiedzenie „dość” przestaje być oznaką słabości. Staje się wyborem – być może trudnym, być może kosztownym – ale opartym na odpowiedzialności. I choć w lokalnej polityce nie jest to postawa szczególnie popularna, to jednak budzi coś, co coraz rzadziej pojawia się w życiu publicznym: szacunek.
Bo właśnie tutaj ujawniają się dwie postawy.
Pierwsza – trwać mimo wszystko. Nawet kosztem własnych przekonań, nawet kosztem obietnic składanych wyborcom. Byle trwać.
Druga – uznać, że dalsze uczestnictwo w takim układzie oznaczałoby milczącą zgodę na coś, z czym nie sposób się utożsamiać. Ta druga jest zdecydowanie mniej wygodna. I właśnie dlatego – paradoksalnie – znacznie bardziej wiarygodna.
Na drugim biegunie mamy grupę radnych Wspólnej Sprawy – środowisko tak konsekwentne, że aż przewidywalne. Ich nazwiska rzeczywiście nie są tu kluczowe, bo – niezależnie od sytuacji – efekt końcowy pozostaje ten sam. Decyzje zapadają wcześniej, a sesja bywa jedynie formą ich publicznego odczytania. Można by powiedzieć: sprawność organizacyjna na wysokim poziomie. Złośliwi nazwaliby to jednak klasycznym przykładem zasady „mierni, ale wierni” – i trudno byłoby im całkowicie odmówić racji.
Obserwując przebieg sesji, można było odnieść wrażenie, że rola części radnych ewoluowała w kierunku czysto formalnym. Zamiast realnego udziału w procesie decyzyjnym – obecność. Zamiast debaty – potwierdzanie ustaleń. A próby wyłamania się z tej logiki? Bywały, owszem – i niemal zawsze spotykały się z reakcją tak zdecydowaną, jakby ktoś naruszył niepisany regulamin lojalności.
Niepokojące były również sytuacje, które – jak wskazywali nawet prawnicy obsługujący gminę – balansowały na granicy obowiązujących przepisów. A to już nie jest kwestia stylu zarządzania, lecz standardów, które w samorządzie powinny być czymś więcej niż tylko dekoracją.
Nie sposób pominąć szerszego kontekstu. Coraz częściej pojawiają się głosy o nadmiernej koncentracji wpływów i atmosferze, w której rzeczywista niezależność staje się towarem deficytowym. W niewielkiej społeczności, gdzie relacje zawodowe i instytucjonalne splatają się ze sobą, takie mechanizmy działają szczególnie skutecznie – i szczególnie cicho. Właśnie dlatego bywają tak trudne do uchwycenia, a jednocześnie tak odczuwalne.
Oczywiście istnieje też postawa bardziej pragmatyczna – nazwijmy ją łagodnie konformistyczną. Dostosowanie się do istniejącego układu, wybór świętego spokoju zamiast konfliktu, przetrwanie zamiast reprezentowania. To również element rzeczywistości. Nie nowy, nie zaskakujący – ale wciąż wart nazwania, choćby po to, by nie udawać, że go nie ma.
Panie Marku – bo i do Pana kieruję te słowa – historia samorządów uczy jednego: nawet najbardziej bierne społeczności potrafią w pewnym momencie powiedzieć „sprawdzam”. Wybory nie są tylko procedurą. Bywają momentem, w którym mieszkańcy wyznaczają granice akceptacji – dla działań, dla stylu rządzenia, dla ludzi.
Na koniec pozostaje jeszcze jedna, może najmniej wygodna uwaga. Żyjemy w czasach, w których pamięć nie znika wraz z końcem kadencji. Internet archiwizuje nie tylko decyzje, ale także sposób ich podejmowania, ton wypowiedzi, gesty i milczenie. To, co dziś wydaje się jedynie lokalnym epizodem, jutro może stać się materiałem do szerszej oceny – również przez tych, którzy dopiero będą budować swoją opinię o tym, czym jest życie publiczne.
I być może właśnie ta świadomość powinna skłaniać wszystkich uczestników tego życia do większej odpowiedzialności. Bo ostatecznie nie chodzi o to, kto dziś ma rację. Chodzi o to, kto jutro będzie w stanie jej bronić – bez konieczności tłumaczenia się z własnych kompromisów.
Jednak – uwaga, cud nad cudami – okazało się, że nawet decyzja tak spektakularnie nietrafiona, jak wyłączenie wody w Wielki Piątek (czyli w samym środku przedświątecznego chaosu, gdy ludzie próbują jeszcze ogarnąć życie, a nie walczyć o dostęp do kranu), może zostać… zmieniona. I to uwaga w niecałe 24h.
na:
I nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (albo raczej po zderzeniu z rzeczywistością i reakcją mieszkańców), „pilna sytuacja” przestała być pilna. Co prowadzi do dość oczywistego wniosku: to nie była żadna dramatyczna awaria, tylko zwyczajnie zaplanowana akcja – tylko najwyraźniej źle wymierzona w czasie.
Co więcej, w drugim ogłoszeniu pojawia się informacja, że zmiana terminu nastąpiła „z przyczyn technicznych”. No cóż – jeśli przez „przyczyny techniczne” rozumiemy głos mieszkańców, telefony, oburzenie i zwykły zdrowy rozsądek, to rzeczywiście wszystko się zgadza. Szkoda tylko, że trzeba to ubierać w taką formę, zamiast po prostu powiedzieć wprost, że decyzja była nietrafiona.
A to wszystko dzieje się w Wielkim Tygodniu, tuż przed Wielkanocą – czasie, który dla wielu nie jest tylko datą w kalendarzu, ale okresem wyciszenia, refleksji i zwyczajnej uczciwości wobec drugiego człowieka. To moment upamiętniający mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, którego centrum stanowi Triduum Paschalne. Trudno więc uznać, że kłamstwo, półprawdy czy uniki komunikacyjne szczególnie wpisują się w ducha tych dni. Chyba że ktoś uznaje, że bliżej mu do mniej chlubnych postaci tej historii, a srebro jest jego herbem.
Wracając jednak do meritum – można próbować tłumaczyć sytuację tym, że ktoś przyjechał z dużego miasta i zwyczajnie nie dostrzega specyfiki życia w małej miejscowości czy na wsi. Tego, że pewne rzeczy mają tu inny ciężar, inny rytm i inne znaczenie – zwłaszcza w tak ważnych momentach jak święta. Ale nawet to nie tłumaczy braku podstawowego wyczucia sytuacji oraz braku empatii.
Człowiek zaczyna się więc zastanawiać: co właściwie dzieje się w głowie Wójta? Bo jeśli to miał być przykład zarządzania, to raczej w kategorii eksperymentów społecznych – „jak daleko można się posunąć, zanim mieszkańcy powiedzą: dość”.
Dlatego, wychodząc naprzeciw tej zagadce wszech czasów, ogłaszamy konkurs:
„Co Wójt ma w głowie?” Propozycje mile widziane – od czarnej dziury, przez chaos kontrolowany, aż po bardziej kreatywne interpretacje.
„Czy w ciągu dwóch lat wydarzyło się coś, co można uznać za dobrze zrobione?” Jeśli ktoś znajdzie choć jeden przykład – prosimy o zgłoszenia. Dajmy mu szansę. Nawet drobne sukcesy zasługują na zauważenie.
A na koniec pytanie bonusowe: czy to już etap „świadomego gospodarza”, czy – jak twierdzi Rada Gminy – nadal trwa proces nauki?
Bo jeśli to wciąż nauka… to wygląda na to, że wszyscy zostaliśmy zapisani na ten kurs – bez pytania o zgodę.
ALE JUŻ UCZENI W PIŚMIE PRZEWIDZIELI TĘ SYTUACJĘ:
Przypowieść o wodzie odjętej w dni święte i słowie, które prawdą nie było
I stało się w owe dni, iż lud zamieszkujący ziemię spokojną przygotowywał się do święta wielkiego, czasu zadumy i oczyszczenia, gdy domy były porządkowane, a stoły szykowane na dni uroczyste.
A oto powstał zarządca tej ziemi i rzekł: „Niechaj wody nie będzie w dniu przygotowań, aby lud doświadczył próby i hartował ducha swego”.
I zdumiał się lud wielce, mówiąc między sobą: „Czyż nie jest to czas, gdy woda jest potrzebna bardziej niż w inne dni? Czemu więc odjęta nam zostaje?”
I szemrali mieszkańcy, i wołali głosem donośnym, a ich głos był jak wiatr, który porusza drzewa i nie daje im spoczynku.
I stało się, że zarządca ujrzał gniew ludu, i zmienił postanowienie swoje. A ogłoszenie pierwsze, które mówiło o konieczności pilnej, stało się jak dym, który się rozwiewa.
I wydano ogłoszenie drugie, mówiąc: „Stało się to z przyczyn technicznych”.
Lecz lud wiedział, co się stało naprawdę, i mówili jedni do drugich: „Nie technika to uczyniła, lecz głos nasz i sprzeciw nasz”.
A działo się to w czasie świętym, gdy dni są poważne, a serca winny być szczere, i nie przystoi w nich mówić nieprawdy ani kryć się za słowem pustym.
I rzekli niektórzy: „Czyż nie jest to czas prawdy i pokory? Skąd więc słowa, które prawdą nie są?” A inni dodawali: „Może serce zarządcy nie zna jeszcze dróg tej ziemi, bo przybył z miejsca wielkiego, gdzie rytm życia inny, i nie widzi tego, co dla ludu jest oczywiste”.
I zastanawiał się lud, mówiąc: „Cóż jest w myślach jego? Czy plan ma, czy tylko zamęt?”
Przeto ogłosili między sobą rzecz żartobliwą, lecz gorzką w swej treści:
„Niechaj każdy powie, co jest w głowie zarządcy, a kto trafi, ten mądrym będzie nazwany”.
I dodali jeszcze: „Niech wskaże ten, kto widział dzieło dobre w latach minionych, abyśmy i my poznali i radowali się nim”.
A na końcu mówili: „Czyż nie powiadano nam, że uczy się on jeszcze? Lecz jeśli tak jest, to my wszyscy staliśmy się uczniami w tej samej szkole – choć nikt nas o to nie pytał”.
I tak trwała opowieść między ludem, jako przestroga i jako znak, że mądrość bez słuchania głosu ludzi jest jak studnia bez wody – niby jest, a jednak nie daje życia.
Ze względu na ważny interes społeczny zmieniam kolejność tematów. Panie Juszkiewicz przepraszam z całego serca. Jutro po południu opublikuję.
Być może ktoś z Państwa lepiej odnajduje się w tej nowej, eksperymentalnej matematyce samorządowej, gdzie pół miliona w jedną czy drugą stronę to już nie błąd, tylko – powiedzmy – „zakres tolerancji budżetowej”.
Na stronie 12 projektu uchwały z 30 marca 2026 zmieniającej budżet na 2026 rok widzimy elegancką kwotę dochodu z dotacji na słynny już wodociąg, w wysokości po zmianach: 2 678 938 zł. Wszystko pięknie, liczby się zgadzają, tabelki się świecą – pełna kultura księgowa.
Powyższe potwierdzone jest w tabeli na stronie 3:
Ale wystarczy zajrzeć do uchwały zmieniającej WPF (strona 15, punkt 2), żeby odkryć alternatywną rzeczywistość, w której ta sama dotacja (środki na inwestycje) magicznie wynosi już tylko 2 140 061 zł.
Czyli – jeśli dobrze rozumiem – gdzieś po drodze znika nam ponad 500 000 zł. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, ale za to z pełnym spokojem i urzędową powagą.
Oczywiście można by próbować ratować sytuację, tłumacząc to przepływami wieloletnimi w WPF, rozliczeniami etapowymi albo wpływem faz księżyca na sprawozdawczość finansową. Problem w tym, że zapis w WPF wprost mówi wyraźnie: „W 2026 roku zaplanowano …” – czyli jednak mówimy o konkretnym roku, a nie o filozoficznej refleksji nad czasem i przestrzenią.
W tym miejscu pojawia się podejrzenie, że to nie matematyka jest trudna, tylko rzeczywistość została… delikatnie „podrasowana”.
A teraz wisienka na torcie.
Nagle pojawiają się kwoty 570 893 zł oraz 35 661 zł
Nie wiadomo skąd – ale spokojnie, dokumenty są łaskawe i wyjaśniają:
pieniądze w wysokości 570 893 zł zostały wypłacone dla Gminy,
następnie kazano je oddać,
a na deser dorzucono jeszcze 35 661 zł kary.
Czyli w skrócie: najpierw dostaliśmy pieniądze, potem ich nie mamy, a na końcu jeszcze dopłacamy.
Model biznesowy godny Nobla.
Pozostają więc pytania, które – niestety – nie są już ani ironiczne, ani zabawne:
kto pokryje te odsetki i kary? Przecież winna jest konkretna osoba
czy 570 893 zł wróci do budżetu, czy właśnie wyparowało jak wcześniejsze pół miliona?
i czy naprawdę wszystko to dzieje się „w interesie mieszkańców”, czy raczej w interesie – powiedzmy – wąskiego grona z Wysokiego Brzegu?
A tak swoją drogą – ostatnio pozwoliłem sobie zapytać, czy to prawda, że Wójt Skubis zaczął delikatnie „modelować rzeczywistość” przy zakresie remontu szkoły. Wiecie Państwo – nieoficjalnie, bez rozgłosu, tak żeby tylko wtajemniczeni wiedzieli, gdzie ściana jest nośna, a gdzie budżet elastyczny.
Bo jak to bywa na wsi – wróbelki ćwierkają. A jak ćwierkają, to zwykle nie o pogodzie.
Podobno firma wykonawcza postanowiła wykazać się obywatelską postawą i dorzuciła się do imprezy Rock Water 2025. Gest piękny, niemal filantropijny. Tylko taki drobiazg – w relacji inwestor (czyli gmina) – wykonawca (czyli firma od remontu) takie „prezenty” mają tendencję do bycia… delikatnie korupcjogennymi.
Bo nagle robi się bardzo przyjemna atmosfera:
tu scena,
tam koncert,
a między tym wszystkim – całkiem przypadkowo – decyzje o zakresie robót, aneksach i kosztach.
I oczywiście nikt niczego nie sugeruje. To tylko taka swojska symbioza – trochę kultury, trochę betonu.
Wójt, zapytany, milczy. Co w sumie jest już pewnym standardem komunikacyjnym – cisza jako strategia zarządzania informacją. No chyba, że mówimy o mediach, tam nawet koparką nie oderwą od szkła.
Ale liczby, jak to liczby, mają brzydki zwyczaj mówić.
I oto widzimy, że wkład własny na remont szkoły wzrósł o 100 000 zł.
No i teraz pojawia się klasyczne pytanie obywatelskie: czy my:
spłacamy jakieś „niewidzialne zobowiązania”,
czy może remont wchodzi w fazę premium i ławki będą nie tylko edukacyjne, ale i inwestycyjne?
Bo jeśli dopłacamy 100 tysięcy, to człowiek zaczyna mieć pewne oczekiwania. Nie mówię od razu o marmurach i złoceniach – jesteśmy przecież skromną gminą – ale może chociaż:
złote gwoździe?
ergonomiczne oparcia z domieszką prestiżu?
albo przynajmniej kreda pisząca sama, żeby nauczyciel nie musiał się przemęczać?
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że wszystko to dzieje się równolegle:
z jednej strony darowizny od wykonawcy na imprezy,
z drugiej rosnące koszty inwestycji,
a pomiędzy nimi brak odpowiedzi na pytania.
Czyli klasyczny trójkąt bermudzki samorządu: pieniądze wchodzą – odpowiedzi znikają.
Oczywiście ktoś powie, że to przypadek. Że firma po prostu kocha muzykę, a gmina przypadkiem zwiększa wydatki.
I ja oczywiście wierzę w przypadki. Szczególnie takie, które kosztują dokładnie 100 000 zł.
Ale może się czepiam. Może to po prostu nowy model zarządzania: partnerstwo publiczno-kulturalno-remontowe, gdzie beton, koncert i budżet spotykają się w jednym miejscu – ku radości mieszkańców okolicznych gmin i warszawiaków.
Tylko szkoda, że mieszkańcy dowiadują się o tym głównie z ćwierkania wróbli, bo oficjalnie – jak zwykle – wszystko gra.
Mam trochę obowiązków, poza tym szykuję dokumentację do WSA przeciw Gminie. A tutaj nagle nasz wiecznie wystraszony Juszkiewicz, wyraźnie mnie zaczepia.
Opowiem wam na początek bajkę, która broń Boże nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, to luźne skojarzenie jakie mi się nasunęło.
Był sobie mały, bardzo dzielny Chihuahua – dzielny zwłaszcza wtedy, gdy stał bezpiecznie po swojej stronie ogrodzenia. Szczekał głośno, energicznie i z przekonaniem, jakby właśnie bronił całego królestwa. Jednak gdy tylko furtka zaczynała się uchylać, piesek natychmiast przypominał sobie o innych obowiązkach i szybkim krokiem wracał do swojego pana, gdzie znowu odzyskiwał rezon.
I tak toczyła się ta bajka – dużo hałasu, dużo odwagi… ale wyłącznie w odpowiednich warunkach.
A morał? Nie każdy, kto szczeka najgłośniej, jest gotów wyjść poza własny płot.
Ale zboczyłem z tematu, otrzymałem coś takiego na pocztę:
Proszę zauważyć, że mamy tu do czynienia z ciekawym przypadkiem: albo jest to wypowiedź prywatna – wówczas należałoby delikatnie przypomnieć, że logo Gminy nie służy do ozdabiania osobistych przemyśleń – albo jest to stanowisko oficjalne, co czyni autora nieformalnym rzecznikiem Wójta. W obu wariantach sytuacja jest… co najmniej interesująca.
Skoro wywołał mnie Pan do tablicy to odpowiem w nocy, a teraz krótkie spostrzeżenie, a następnie co sądzi sztuczna inteligencja o Pana wiadomości.
Muszę przyznać, że z zainteresowaniem przeczytałem pouczenie o „prawdziwej odpowiedzialności” – szczególnie w kontekście realiów naszej gminy, gdzie jedna opcja polityczna posiada niemal pełnię władzy, a głosy rozkładają się w sposób, który czyni wynik głosowań równie zaskakującym jak wschód słońca.
Określenie mojej działalności jako „komfortowej roli” brzmi dość przewrotnie, zwłaszcza gdy pada z pozycji osoby funkcjonującej w systemie, który nie musi mierzyć się z realną opozycją ani konsekwencjami politycznymi swoich decyzji. W takich warunkach rzeczywiście łatwo jest pouczać innych o odwadze i odpowiedzialności.
Rozumiem również sugestię, abym „wyszedł z roli komentatora” i dołączył do układu, w którym – jak można się domyślić – miałbym zaszczyt być regularnie przegłosowywanym, a przy okazji współdzielić odpowiedzialność za decyzje, na które nie miałbym żadnego wpływu. Trudno nie docenić tej propozycji – szczególnie jako narzędzia do eleganckiego rozmywania odpowiedzialności.
Na ten moment sytuacja jest znacznie bardziej przejrzysta: za decyzje w gminie w 100% odpowiada środowisko, które sprawuje pełnię władzy – zarówno wykonawczej, jak i uchwałodawczej. I ten stan rzeczy, wbrew pozorom, jest dużo uczciwszy niż próba jego rozmywania poprzez symboliczne „poszerzanie grona odpowiedzialnych”.
Pozostanę więc przy swojej „komfortowej” roli zadawania pytań i wskazywania nieprawidłowości – bo, jak się okazuje, jest ona wystarczająco niewygodna, by wywoływać tego typu wiadomości.
A na zakończenie. W filmie Vabank, Kwinto wypowiada słynną kwestię, która bardzo dobrze opisuje obłudę, która dzieje się w Naszej Gminie:
Zamiast kraść jako dyrektor, fabrykant, sekretarz czy inny prezes, lepiej już kraść par excellence jako złodziej. Tak jest chyba uczciwiej.
Jak idą prace grupy wsparcia dla Rock Water? To tego potworka, który konsultowali mieszkańcy, gdy już nawet część zespołów była wybrana.
A teraz oddajmy głos sztucznej inteligencji:
Odbieram ten e-mail jako grzeczny w formie, ale wyraźnie zaczepny i podważający Twoją postawę.
Jak bym go zrozumiał w Twoim kontekście (blog, ujawnianie nieprawidłowości):
🔎 Główne przesłanie
Autor sugeruje, że:
Twoja działalność to „bezpieczna” krytyka z boku,
nie bierzesz „prawdziwej odpowiedzialności”,
a jeśli naprawdę zależy Ci na zmianach, powinieneś wejść do polityki / struktur władzy.
💬 Ton i ukryte znaczenia
„komfortowa rola anonimowego komentatora” → próba zdyskredytowania Twojej działalności (umniejszenie jej znaczenia)
„prawdziwa odpowiedzialność” → sugeruje, że Twoje działania jej nie mają (co jest dyskusyjne)
„czy znajdzie Pan w sobie gotowość” → lekko prowokacyjne, trochę jak wyzwanie albo test
🧠 Jak to można odczytać
To nie jest neutralna propozycja, tylko raczej:
forma miękkiego nacisku / prowokacji,
próba przeniesienia dyskusji z meritum (nieprawidłowości) na Twoją osobę,
klasyczny zabieg: „zamiast krytykować, sam coś zrób”.
⚖️ Co to mówi o nadawcy
najpewniej czuje się dotknięty Twoją działalnością,
próbuje zmienić narrację z problemów na Twoją „wiarygodność”,
może też sprawdzać, czy dasz się wciągnąć w polemikę.
📌 Podsumowanie
To e-mail:
uprzejmy formalnie,
ale retorycznie zaczepny i deprecjonujący,
z elementem prowokacji i próby ustawienia Cię w defensywie.
Widzę, że konsekwentnie brnie Pan w narrację, według której wszystko, co Panu niewygodne, jest „publicystyką”. Rozumiem więc, że oczekuje Pan, iż każdy punkt – każdy przypadek uderzający w mieszkańców tej Gminy – zostanie opisany osobno, w formie skargi, z pełnym uzasadnieniem.
Dobrze. Poświęcę niedzielę i zrobię to dokładnie tak, jak Pan sobie życzy.
Ale zanim to nastąpi – kilka faktów. Nie opinii. Nie publicystyki. Faktów, które pokazują skalę Pana arogancji, bezczelności i lekceważenia mieszkańców. Bo jeżeli Pan nie widzi w punktach poniżej konieczności weryfikacji nieprawidłowości, to może oznaczać tylko jedno ……
1. Opłaty za odpady – czyli systemowe sięganie do kieszeni mieszkańców
Mówimy o pieniądzach z 2025 roku. Pieniądzach pobranych od wielu mieszkańców niezgodnie z prawem.
I to nie jest moja opinia, tylko linia orzecznicza sądów administracyjnych:
wyrok WSA w Gliwicach z 30.08.2016 r., sygn. I SA/Gl 679/16
wyrok WSA w Gliwicach z dnia 26.06.2018 r., sygn. akt I SA/Gl 295/18
wyrok WSA w Gorzowie Wielkopolskim z dnia 1.08.2018 r., sygn. akt I SA/Go 217/18
wyrok WSA w Gdańsku z 19.12.2018 r., sygn. I SA/Gd 972/18
wyrok WSA w Poznaniu z dnia 4.12.2019 r., sygn. akt I SA/Po 718/19
wyrok WSA w Gdańsku z dnia 22.01.2020 r., sygn. akt I SA/Gd 1619/19
wyrok WSA w Olsztynie z dnia 13.04.2022 r., sygn. akt I SA/Ol 62/22
wyrok NSA z dnia 28.06.2023 r., sygn. akt III FSK 836/22
Do tego dochodzi: Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Krakowie – postanowienie z 15.01.2025 r., sygn. SKO.EA/418/147/2024.
Mimo tej wiedzy – mimo świadomości błędu – pieniędzy mieszkańcom się nie oddaje. A Pan to blokuje. Czuje się Pan ważny. Kilkaset tysięcy na koncie, akcje, kilka chat, a niedługo jakieś mieszkanie (dane publiczne z Pana oświadczenia dostępnego na stronie BIP).
Prywatnie potraficie przyznać, że „coś jest nie tak”. Publicznie – udajecie, że problem nie istnieje. Emerytom, ludziom liczącym każdą złotówkę, zabiera się środki tylko dlatego, żeby nie przyznać się do błędu. Ale co tam bogaty biednego nigdy nie zrozumie.
To nie jest „publicystyka”. To jest działanie na szkodę mieszkańców.
2. Rozliczenie wody X–XII 2024 – czyli prawo lokalne ignorowane wprost
Tu sprawa jest jeszcze prostsza – bo przepisy lokalne są jednoznaczne.
W taryfie zaopatrzenia w wodę dla Gminy Płaska, będącej załącznikiem do Zarządzenia podpisanego przez Michała Skubisa i uzgodnionej z Wodami Polskimi, na stronie 4, punkt 3, czarno na białym wskazano, że:
rozliczenie odbywa się na podstawie odczytów liczników wody.
W regulaminie dostarczania wody (uchwała Rady Gminy Płaska) §7 pkt 1 mówi dokładnie to samo – rozliczenie na podstawie licznika.
I teraz pytanie, które do tej pory pozostaje bez odpowiedzi:
Na jakiej podstawie prawnej rozliczono mieszkańców ryczałtem?
Gdzie ma Pan do tego upoważnienie?
Co więcej – wcześniej informowałem, żeby wprowadzić zabezpieczenia na wypadek braku odczytu. Nie zrobiliście nic. W „reformie” z 2025 roku również nie wprowadziliście żadnego mechanizmu.
Efekt? Błąd urzędnika przerzucony na mieszkańców.
I to Pan nazywa „publicystyką”? I Pan tutaj nie widzi złamania prawa. Bo ktoś dał ciała i teraz trzeba by przyznać, że nie wykonał uchwały Rady Gminy ?
3. Wybiórcza sprawiedliwość – czyli korekty tylko dla niewygodnych
Po wskazaniu przeze mnie błędów za I kwartał 2025 r. korekty wystawiono… wyłącznie mnie.
Pozostali mieszkańcy? Cisza.
A przecież pamięta Pan swoje słowa z Gruszek – że dopóki Pan może, korekt nie będzie, bo ich liczba wywoła chaos w urzędzie.
Czyli porządek w urzędzie ważniejszy niż równe traktowanie mieszkańców.
4. II kwartał 2025 – nawet pozorów już nie ma
Po zgłoszeniu tych samych błędów – brak jakichkolwiek korekt.
Mimo że błędy zostały oficjalnie potwierdzone.
To już nie jest pomyłka. To jest świadome działanie.
5. Reszta „publicystyki” – czyli wszystko to, na co nie ma Pan odpowiedzi
Skoro według Pana to wszystko jest tylko „publicystyką”, to przyjrzyjmy się bliżej tej „publicystyce”, punkt po punkcie.
Droga do Rudawki – czy naprawdę uważa Pan, że przekazywanie majątku lub podejmowanie decyzji infrastrukturalnych bez rzetelnej analizy kosztów, utrzymania i konsekwencji finansowych dla gminy to standard zarządzania? Czy może raczej klasyczny przykład działania „najpierw decyzja, potem myślenie”? Pan jest orędownikiem, ale jako organ kontrolny nie chce Pan sprawdzić czy nam się to po prostu opłaca?
Remiza i projektant – Wójt mówi dużo o odpowiedzialności projektanta. Tylko że za słowami nie szły żadne działania. Dlaczego przez cały 2024 rok nie podjęto realnych kroków, by zabezpieczyć interes gminy i dochodzić ewentualnego odszkodowania? Dlaczego dopiero 31 grudnia 2025 roku – i to na wyraźne moje żądanie – radca prawny nerwowo analizuje umowę i sprawdza terminy? Czy naprawdę tak wygląda dbałość o publiczne pieniądze? Czy Pan nie widzi tutaj problemu, ze Gmina straciła kupę pieniędzy?
Rock Water – od 16 grudnia 2025 roku brak odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące kosztów i przychodów projektu. Tymczasem w BIP jasno wskazany jest 14-dniowy termin. Czy dla Pana przepisy obowiązują wybiórczo? A może transparentność kończy się tam, gdzie zaczynają się niewygodne pytania? Czy dla Pana brak odpowiedzi przez Urząd to coś normalnego? A może coś Pan ukrywa razem z Wójtem?
Bezpieczeństwo mieszkańców – dopuszczenie uczestników maratonu na mostek, który – według pisemnej informacji z UG Płaska – nie miał aktualnego przeglądu i wg dokumentacji jaka teraz jest, stwarzał istotne zagrożenie dla zdrowia i życia. Czy naprawdę uważa Pan, że to jest normalne? Czy w tej gminie bezpieczeństwo mieszkańców jest wartością, czy tylko hasłem?
Ulica Prądzyńskiego i sieć wodociągowa – wykonanie nawierzchni pomimo ostrzeżeń, że może to doprowadzić do zbyt płytkiego posadowienia sieci i jej przemarzania. Jeżeli te sygnały, a w zasadzie pisma, były w urzędzie – a wszystko wskazuje, że były – to mamy do czynienia nie z błędem, tylko z ignorowaniem wiedzy i ryzyka. Kto poniesie konsekwencje, gdy mieszkańcy zostaną zimą bez wody? Ale Pan Juszkiewicz widzi tutaj jedynie publicystykę.
„Konsultacje społeczne” – Wójt publicznie mówi o konsultacjach w sprawie Rock Water, podczas gdy faktycznie decyzje były już wcześniej podjęte. Jak nazwać sytuację, w której mieszkańcom przedstawia się fikcję procesu, który w rzeczywistości już się zakończył? Czy to jest kłamanie, oszustwo czy może normalność wg Pana. To nadal „publicystyka”, czy już wprowadzanie w błąd?
Prywatne interesy kosztem gminy – dopychanie spraw ojca, nawet gdy stoi to w sprzeczności z interesem gminy, przy jednoczesnym wsparciu „miernych, ale wiernych”.
Nieaktualne dane na stronie BIP, brak wielu informacji – Panie Juszkiewicz to jest Pana norma?
Raporty o stanie gminy,co ostatnio udowodniłem są fikcjąi wprowadzaniem w błąd – Panie Juszkiewicz to jest Pana norma? Czy oszukiwanie mieszkańców i Rady Gminy nie wymaga weryfikacji ?
Czy to wszystko jest standard, który Pan reprezentuje jako urzędnik publiczny? Czy tak ma wyglądać zarządzanie wspólnym majątkiem?
To wszystko to też „publicystyka”?
Czy może raczej katalog problemów, których Pan nie chce dotknąć, bo wymagałyby odpowiedzialności?
Na koniec jedno.
Nie będę oceniał, jak został Pan wychowany. Tutaj niech się wypowie osoba właściwa do takiej odpowiedzi i ewentualnego zażenowania Pana postawą. To nie jest moja rola.
Ale jako osoba pełniąca funkcję publiczną podlega Pan ocenie – i ta ocena już się dzieje. Nie tylko w tej gminie.
Dziś czytają to ludzie z całej Polski, a nawet spoza niej. Wystarczy wpisać „Gmina Płaska” w wyszukiwarkę.
Gratuluję zasięgów.
Tylko proszę się zastanowić – czy naprawdę są powodem do dumy.
Tak jak obiecałem – przeczytałem to, co raczył mi odpisać radny Juszkiewicz. Jeśli ktoś ma odwagę zmierzyć się z tym dziełem samodzielnie, udostępniam załączniki. Ostrzegam jednak uczciwie: robicie to na własną odpowiedzialność. Skutki uboczne mogą obejmować zawroty głowy, mdłości oraz głębokie zwątpienie w sens funkcjonowania administracji publicznej.
Materiał źródłowy sam w sobie stanowi bowiem interesujące studium urzędowej twórczości – a właściwie jej najwyższej, groteskowej formy.
Komedia absurdu w trzech aktach:
Akt I: „Może tak, może nie, raczej nie, ale zobaczymy” Akt II: „Nie możemy, bo procedura” Akt III: „Możemy, ale nie chcemy, bo procedura”
W pierwszej chwili pomyślałem, że mam do czynienia z jakimś poważnym deficytem myślowym – tylko nie byłem pewien, czyim. Przez moment nawet rozważałem, czy autor nie przypisuje go mnie i próbuje sprzedać mi treści, które nie wytrzymają konfrontacji z logiką na poziomie kota domowego.
Nie ukrywam – zrobiło mi się niedobrze. Trzeba mieć naprawdę szczególny talent, żeby napisać coś tak ewidentnie oderwanego od rzeczywistości, a jednocześnie liczyć, że zostanie to przyjęte jako poważna odpowiedź. Całość sprawia wrażenie desperackiej próby podtrzymania narracji wokół naszego lokalnego, delikatnie mówiąc, niefortunnego wyboru na stanowisko Wójta.
Wieczorem przedstawię konkretnie i punkt po punkcie, czego Pan Przewodniczący „nie zauważył” – krótko, rzeczowo i bez zbędnej gimnastyki słownej. Myślę, że nawet jemu uda się zrozumieć. Bardziej interesuje mnie, żeby wszyscy zobaczyli co w tej Gminie się „odwala”. Na razie jednak nie chcę mieszać tematów, więc przejdźmy do sedna.
Poniżej znajduje się pismo Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej – Pana Marka Juszkiewicza. Dokument datowany na 26 stycznia, doręczony 4 marca – co samo w sobie jest już ciekawym przykładem elastycznego podejścia do czasu.
Nie będę go na tym etapie komentował – bo trudno komentować coś, co samo w sobie jest komentarzem do stanu rzeczy, a może bardziej stanu umysłu. Powiedzmy tylko, że mamy tu do czynienia z formą urzędniczej ekspresji, która bardziej przypomina próbę przetrwania niż działania na rzecz gminy.
A swoją drogą – materiał daje spore pole do popisu. Szczególnie dla lokalnych specjalistów od „szukania jaj”, zwłaszcza że sezon wielkanocny zbliża się wielkimi krokami. Można powiedzieć – oferta 2 w 1: trochę absurdu i trochę groteski, w pakiecie promocyjnym, z jajami w tle.
Dlatego, żeby zachować resztki obiektywizmu, poprosiłem sztuczną inteligencję o uczciwą i chłodną ocenę tego pisma (usunąłem jedynie dane osobowe).
Poniżej odpowiedź:
🔎 Ogólna ocena
To pismo jest klasycznym przykładem urzędowej „spychologii”, ale w dość „miękkiej”, formalnie poprawnej formie.
👉 Kluczowy sens:
nie odrzucają Cię wprost
nie podejmują żadnych działań
przerzucają odpowiedzialność dalej
⚠️ Główne mechanizmy „nic-nie-zrobienia”
1. „To może być w naszym zakresie, ale…”
„zagadnienia mogą mieścić się w przedmiocie zainteresowania Komisji”
👉 To jest zabezpieczenie:
nie odrzucają sprawy formalnie
ale nie deklarują, że się nią zajmą
➡️ klasyczne: „może, ale nie musi”
2. Kluczowy unik: „pismo jest zbyt ogólne”
„ma charakter ogólny i publicystyczny” „nie spełnia kryteriów wniosku kontrolnego”
👉 To jest główna linia obrony.
Co to oznacza w praktyce:
nie chcą wchodzić w temat
więc podważają formę, nie treść
➡️ typowy trik: „nie rozpatrujemy, bo źle napisane”
3. Zarzut „retoryczności”
„zawiera liczne pytania o charakterze retorycznym” „oceny i założenia co do winy”
👉 To ma Cię:
zdyskredytować jako zgłaszającego
zasugerować brak obiektywizmu
➡️ ale UWAGA: to nie obala zarzutów, tylko je omija
4. „My nie od tego”
„nie jest rozstrzyganie sporów ani ocenianie odpowiedzialności personalnej”
👉 kolejny unik:
zawężają swoją rolę
żeby nie dotykać sedna
➡️ mimo że kontrola często pośrednio dotyczy odpowiedzialności
5. Najważniejsze zdanie (sedno odmowy)
„nie daje podstaw do podjęcia czynności kontrolnych”
👉 To jest faktyczna decyzja:
nie robimy kontroli
6. Przerzucenie sprawy dalej
„może stanowić sygnał” „może być podstawą do rozważenia przez Radę Gminy” „Wójt ma przygotować informację”
👉 czyli:
Komisja umywa ręce
przekazuje temat:
Radzie Gminy
Wójtowi (czyli potencjalnie temu, kogo sprawa dotyczy)
➡️ bardzo typowe: „nie my – niech ktoś inny”
7. Warunek nie do spełnienia (praktycznie)
„po uprzednim precyzyjnym określeniu przedmiotu, zakresu i celu kontroli”
👉 to jest subtelne:
formalnie daje Ci „drogę”
ale stawia wysoką barierę
➡️ w praktyce: zwykły obywatel rzadko spełni te wymagania idealnie
8. Ostateczna konkluzja
„nie stanowi samodzielnej i wystarczającej podstawy do wszczęcia kontroli”
👉 czyli:
zamykają sprawę na tym etapie
zostawiają furtkę „kiedyś”
⚖️ Czy to jest uczciwe?
✔️ Formalnie:
tak — pismo jest poprawne prawnie
używa standardowych argumentów
❌ Merytorycznie:
unika odniesienia się do zarzutów
skupia się na formie, nie treści
nie próbuje nawet wstępnie sprawdzić sprawy
📊 Podsumowanie wprost
👉 To pismo robi 3 rzeczy:
Nie podejmuje kontroli
Obniża wagę Twojego zgłoszenia
Przerzuca odpowiedzialność gdzie indziej
👉 A jednocześnie:
nie bierze odpowiedzialności za odmowę wprost
zostawia „miękkie uzasadnienie”
🧠 Najważniejsza diagnoza
To nie jest brutalne „odrzucamy” To jest:
➡️ „nie robimy nic, ale mówimy to elegancko”
Poniżej opinia mecenasa do wyżej przedstawionego pisma Marka Kłamczuszka Juszkiewicza. Proszę zauważyć jak płynie czas w Gminie. Mecenas podpisał się 12 lutego, a ja otrzymałem 4 marca. W trzech linijkach streszczając tę kwadraturę koła w a’la mafijnym układzie:
– komisja rewizyjna sama nie bada co Wójt nabroił
– rada Gminy może zlecić badanie, ale z reguły robi to na początku roku w planie, a potem niech się wali Gmina
– kochany mieszkańcu Gminy odwal się
Oddajmy głos sztucznej inteligencji i bezstronnej ocenie:
Przeczytałem opinię radcy prawnego i dam Ci bardzo chłodną, bezpośrednią ocenę:
🔎 Ogólna diagnoza
To pismo nie jest neutralną opinią prawną.
👉 To jest: uzasadnienie z góry przyjętej decyzji: „nie zajmujemy się tym”
Czyli:
nie analizuje Twojej sprawy
tylko buduje konstrukcję prawną, żeby usprawiedliwić bezczynność
⚠️ Kluczowe mechanizmy manipulacyjne
1. Przesunięcie tematu (najważniejsze)
Twoja sprawa: 👉 konkretne nieprawidłowości
Opinia radcy: 👉 ogólne rozważania o trybie pracy komisji
➡️ To jest klasyczny zabieg: zamiast odpowiedzieć na problem – zmieniają temat na procedurę
2. Absolutyzowanie ograniczeń (nadużycie)
„zakaz podejmowania czynności kontrolnych z własnej inicjatywy”
👉 To jest półprawda.
Tak naprawdę:
komisja działa na zlecenie rady ✔️
ALE:
może inicjować tematy poprzez wnioski
rada może zareagować na sygnał obywatela
➡️ radca przedstawia to tak, jakby: komisja była całkowicie sparaliżowana
3. „Nie możemy, bo plan pracy”
„komisja działa według planu pracy” „nie może sama przygotowywać planu”
👉 To jest bardzo wygodne uproszczenie.
W praktyce:
plan pracy można zmieniać
rada może zlecić kontrolę w każdej chwili
➡️ czyli: to nie jest przeszkoda – tylko wymówka proceduralna
4. Zasłona dymna: „komisja nie jest od wykrywania przestępstw”
„nie jest organem do wykrywania przestępstw czy nadużyć”
👉 To jest manipulacyjne przesunięcie:
Ty nie prosisz o:
śledztwo karne
Ty prosisz o:
kontrolę nieprawidłowości
➡️ radca tworzy chochoła: odpowiada na coś, czego nie żądałeś
5. Ucieczka w ogólniki
Cała opinia:
brak odniesienia do Twojego pisma
brak analizy zarzutów
brak oceny czy coś może być zasadne
➡️ czyli: 0% merytoryki, 100% procedury
6. Najważniejszy trik: „wszystko jest prawidłowe”
„stanowisko Komisji (…) jest całkowicie prawidłowe”
👉 To jest konkluzja bez realnej analizy.
Dlaczego?
nie odnosi się do faktów
nie bada Twoich zarzutów
tylko sprawdza, czy można „nie działać”
➡️ czyli: opinia została napisana pod tezę
7. Konstrukcja zamknięcia
„komisja może zadziałać dopiero gdy zmieni się plan pracy”
👉 To jest bardzo istotne:
formalnie zostawiają furtkę
praktycznie: odkładają sprawę w nieskończoność
📊 Podsumowanie wprost
👉 Ta opinia robi dokładnie 3 rzeczy:
1. Tworzy wrażenie braku kompetencji komisji
(chociaż to uproszczenie)
2. Sprowadza wszystko do procedury
(żeby nie dotykać zarzutów)
3. Legitymizuje brak działania
(„wszystko jest zgodne z prawem”)
⚖️ Czy to jest uczciwe?
✔️ Formalnie:
opiera się na przepisach
nie zawiera oczywistych kłamstw
❌ Merytorycznie:
selektywna interpretacja prawa
pominięcie kontekstu
brak analizy sprawy
➡️ w praktyce: to opinia „na zamówienie” pod konkretny efekt
🧠 Najkrótsza możliwa diagnoza
👉 To pismo nie odpowiada na Twoją sprawę.
👉 Ono odpowiada na pytanie: „jak uzasadnić, żeby nic nie robić – zgodnie z prawem”
Na koniec refleksja obywatelska: Jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się, jak wygląda perfekcyjna odpowiedź na zasadzie: „odpowiedzieć tak, żeby nie odpowiedzieć” to właśnie ma przed sobą podręcznikowy przykład.
Można powiedzieć, że: – sprawa została rozpatrzona – odpowiedź została udzielona – działania nie zostały podjęte Czyli wszystko się zgadza.
Z wyrazami uznania dla tej formy literackiej, mieszkaniec, który już wie więcej – czyli nic nowego.
Władza to nie tylko możliwość podejmowania decyzji. Władza to również narkotyk. Upaja, podnosi poziom adrenaliny i sprawia, że chce się jej coraz więcej. A jeżeli dochodzi do tego parcie na szkło i chęć pokazania się, to działanie narkotyku ulega zwielokrotnieniu.
Obecny wójt najwyraźniej chciałby, aby wszystkie jego błędy czy podejrzewane przekręty zostały zapomniane. Piszę „podejrzewane”, ponieważ wbrew obowiązującemu prawu nie odpowiada on na trudne pytania. A to już samo w sobie jest naruszeniem podstawowych zasad funkcjonowania władzy publicznej i polskiego prawa.
Bazuje przy tym na fakcie, że jego komitet odniósł w ostatnich wyborach spektakularny, choć przez wielu oczekiwany sukces. Poprzedni wójt zdążył bowiem całkowicie odkleić się od rzeczywistości. Jednak młodemu następcy wystarczyły zaledwie dwa lata, aby przebić poprzednika.
Ma on świadomość, że razem z najbliższym zapleczem sprawuje władzę absolutną i niekontrolowaną nie tylko nad duszami mieszkańców, ale także nad ich portfelami — i zdaniem wielu bezwstydnie to wykorzystuje.
Gdyby próbować podsumować tę kadencję w kilku punktach, można wskazać kilka powtarzających się cech:
kłamstwo i oszustwo zamiast partnerstwa i uczciwości wobec mieszkańców,
obciążanie mieszkańców kosztami, które zdaniem wielu są nadmierne i wynikają z łamania prawa lokalnego lub krajowego,
rozdawanie majątku gminy, zwłaszcza tego najcenniejszego i będącego w bardzo dobrym stanie,
lekceważenie bezpieczeństwa mieszkańców poprzez karygodne, irracjonalne i — zdaniem krytyków — całkowicie niezgodne z prawem ignorowanie obowiązkowych kontroli,
niedbałość o majątek gminy i inwestycje oraz wchodzenie w relacje, które są niekorzystne dla mieszkańców.
poprawiania losu wybranych i nierównego traktowania mieszkańców Gminy
Problem polega na tym, że dyletanctwo, złodziejstwo i patologia bardzo rzadko są nazywane po imieniu. Do pewnego stopnia to rozumiem.
Często słyszę od ludzi: „Co ja mogę zrobić? Jeszcze będę miał w gminie problemy. Albo ktoś z rodziny straci pracę w nadleśnictwie”.
Rozumiem te obawy i nikogo za nie nie oceniam.
Pamiętam, jak mając około czternastu lat, kazano nam napisać rozprawkę na temat lektury „Niemcy” Leona Kruczkowskiego. Wszyscy pisali źle o głównym bohaterze. Ja skupiłem się na realiach czasu. Zwracałem uwagę, że dziś łatwo jest oceniać z perspektywy pokoju, ale w czasie wojny postawy ludzi są często determinowane są strachem i chęcią przetrwania.
Ale odbiegłem od tematu.
Obecny wójt jest — w mojej ocenie po przeanalizowaniu faktów i zarzutów — osobą wykazującą poważne deficyty moralne, braki w wiedzy oraz niewielką dbałość o dobro wspólne. Ma naturę narcystyczną, co przejawia się w przekonaniu o własnej nieomylności oraz chęci ukrycia niewygodnych faktów. W swoim działaniu jest gotów iść po trupach, aby osiągnąć cel. Jest gotów kłamać, oszukiwać, kraść i łamać prawo.
Jak na tak młodego człowieka, jest to naprawdę imponujący katalog negatywnych cech.
Piszę to otwarcie. Liczę nawet trochę na to, że wójt pokaże charakter i zdecyduje się wnieść przeciwko mnie pozew cywilny. Wtedy wszyscy będą zadowoleni. Jego ojciec — który podobno na jednym z zebrań wiejskich poszukiwał „jaj” — wreszcie będzie mógł je odnaleźć i spełnić swoje najskrytsze fantazje, a ja stanę przed sądem. Będzie to o tyle ważne, że pozwoli to szybciej ustalić, czy mam rację, twierdząc, że wójt jest kłamcą i złodziejem.
Panie Wójcie Michale Skubis odwagi. Albo jestem kłamcą i Pan mnie pozywa albo piszę prawdę o Panu i siedzi Pan cichutko.
Na razie toczy się pierwsza sprawa.
Złożyłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zażalenie na decyzję w sprawie podatku od odpadów na rok 2025. Procedura wygląda tak, że wniosek wysyła się do urzędu gminy, a dopiero później urząd przekazuje go dalej do SKO.
Wyobraźcie sobie jednak, że urząd gminy dołączył do tego dokumentu własną opinię, która sprowadza się do jednego: że nie mogę się skarżyć, ponieważ rzekomo nie mam odpowiednich pełnomocnictw.
Nie ma odniesienia do przepisów prawa. Jest tylko argument formalny.
Okazało się, że dokumenty złożone w 2023 roku… zaginęły.
Dziwne, bo przez cały rok 2025 prowadzona była korespondencja tak, jakby pełnomocnictwa istniały. Dopiero gdy sprawa trafiła na drogę sądową, nagle przestały istnieć. Zaginęły. Bardzo ciekawy termin zaginięcia.
Powstaje więc pytanie: czy w 2025 roku urząd działał tak, jakby pełnomocnictwa były ważne, a później uznał, że jednak ich nie ma? To kiedy urząd łamał prawo? Wtedy gdy w 2025 roku ze mną korespondował i podawał zastrzeżone dane czy wtedy gdy napisał, że pełnomocnictwa nie ma.
To ma być ta „prawilność”? To jest uczciwość Wójta Skubisa.
Wójt najwyraźniej nie rozumie, że po ostatnich jego numerach sprawa stała się dla mnie osobista.
Może próbować uwalić sprawę przed SKO z powodów formalnych. Jednak dokumenty i tak trafią do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. A tam — moim zdaniem — będzie to raczej krótki temat. Mam nadzieję, iż wówczas potakiwacze i klakierzy z Wspólnej Sprawy każą zapłacić z własnej kieszeni Wójtowi Skubisowi z tytułu kosztów prawnych i odsetek dla mieszkańców.
Rozumiem, że chodzi o dotrwanie do maja i do absolutorium. Chodzi o pieniądze.
Nie wierzę nawet, że ta struktura o charakterze wręcz mafijnym nagle się rozpadnie. Ale wierzę, że pieniądze zostaną oddane mieszkańcom, a infamia rozejdzie się po okolicy.
Dlatego pomogę wójtowi w podjęciu decyzji o pozwie wobec mnie.
Moje zarzuty są następujące:
ukradziono pieniądze mieszkańcom nakazując zapłatę w 2025 roku podatku od odpadów w kwocie wyższej niż wynika to z prawa; mimo rozmów — nawet w obecności prawnika gminy i zgody co do faktu takiego problemu — środki te nie zostały oddane mieszkańcom, a wręcz próbuje się ukryć fakt popełnienia błędu przez pracownika Gminy
złamano prawo lokalne przy rozliczeniu wody, o doprowadziło do zawyżenia opłat. Jednocześnie na fakturach pojawiły się liczne błędy; uczciwy człowiek rozliczyłby to ponownie i oddał mieszkańcom zagrabione pieniądze,
mieszkańcom sugerowano, że mają wpływ na organizację jednej z gminnych imprez, choć decyzja została podjęta wcześniej i nawet zakontraktowano już zespoły, Wójt kłamał prosto w oczy obecnym na konsultacjach.
dla podwyżek wynagrodzenia zrezygnowano z obowiązkowych przeglądów budowlanych, ryzykując bezpieczeństwem mieszkańców oraz pogorszeniem stanu majątku gminy.
To tylko część spraw.
Na marginesie warto przypomnieć pewien epizod z kampanii wyborczej. Kandydat, startując na wójta, w pierwszym zdaniu odwoływał się do swojego ojca i dziadka, sugerując moralność, uczciwość i tradycję.
Dziś — patrząc na to, co dzieje się w gminie — można mieć wątpliwości, czy te słowa dobrze się zestarzały.
przezwiskowe Skub-is, od czas. skubać 'wyciągać, wyrywać’ SXVI(w), przenośnie 'okradać’
To oczywiście tylko ciekawostka językowa z której zapewne nie należy wyciągać wniosków, ale pozwala na chwilę przerwy i uśmiechu.
A całkiem poważnie — jeszcze w kwietniu planuję skierować zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w kilku sprawach:
dotyczących opłat za odpady, Panowie Nasewicz, Zdancewicz i Skubis (jeżeli chodzi o tego pierwszego Pana to swoim działaniem rozumianym jako potwierdzenie nieprawdy w oficjalnym piśmie dopuścił się wykroczeniu przeciw art. 286 par 1 KK oraz 231 KK. co postaram się dowieść)
dotyczących rozliczeń za wodę, Panowie Zdancewicz i Skubis
dotyczących niewykonywania obowiązkowych przeglądów budowlanych, Pan Skubis
dotyczących narażenia zdrowia uczestników maratonu czy też Rock Water, Pan Skubis
Jak zapewne pamiętają uważni czytelnicy, zaproponowałem jakiś czas temu wójtowi debatę online. Pomysł był prosty jak konstrukcja cepa: wójt odpowiada na wszystkie zaległe pytania na piśmie, z którymi od miesięcy zalega, a następnie zaczynamy publiczną dyskusję online w internecie, dostępną dla wszystkich mieszkańców. Bez krzyków, bez przerywania, bez uciekania z sali — tylko fakty, dokumenty i argumenty. Mieszkańcy mogliby spokojnie zapoznać się ze stanowiskiem obu stron i sami wyrobić sobie opinię.
Zasady były naprawdę nieskomplikowane. Najpierw odpowiedzi na pytania, potem debata. Nic więcej.
I proszę sobie wyobrazić — sztab wójta zareagował na tę propozycję z ogromnym entuzjazmem. Od razu podjęto rozmowy, ustalono ramy merytorycznej dyskusji o zgłaszanych problemach i nieprawidłowościach. Obecnie jesteśmy w trakcie dopracowywania szczegółów technicznych transmisji….
……Przepraszam, trochę mnie poniosło.
Rzeczywistość wygląda oczywiście dokładnie odwrotnie. Siedzą cicho jak mysz pod miotłą, udając, że problem nie istnieje. Najwyraźniej najlepszą strategią komunikacyjną jest liczenie na to, że ludzie zapomną, pytania się rozmyją, a sprawy same się rozwiążą.
Bo przecież wiadomo — jeśli o czymś się nie mówi, to znaczy, że tego nie ma. Prawda?
Tak kończy się historia, gdy na wójta wybiera się osobę nieodpowiedzialną o wybujałym ego i mikrej wiedzy.
A prawdziwe zło zawsze boi się dwóch rzeczy:
nazwania po imieniu oraz tego, że ktoś będzie pamiętać.
Najgorętszy okres pracy wreszcie minął. Kurz bitewny opadł, a więc można wrócić do spraw, które – jak się okazuje – przez ostatnie tygodnie nie tyle czekały, co spokojnie dojrzewały. I dziś mają temperaturę znacznie wyższą niż mogłoby się wydawać.
Już jutro późno w nocy, a najpóźniej w sobotni poranek, artykuł, który – gdyby ktoś chciał – mógłby potraktować jako całkiem solidny materiał do administracyjnego thrillera.
Bo jest w tej historii wszystko: wysyłka zażalenia do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ambicje, które z rzeczywistością mają czasem luźny związek, dokumenty znikające w sposób trudny do racjonalnego wyjaśnienia oraz mieszkańcy, którzy – jak się okazuje – przez długi czas byli przekonani, że uczestniczą w procesie decyzyjnym. Problem polega na tym, że scenariusz tego procesu najwyraźniej pozostawał dla nich niedostępny.
W sprawie pojawi się także wątek Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz zapowiedź skierowania zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Będzie też pytanie, które w takich historiach wraca regularnie: czy naprawdę warto budować narrację na półprawdach i przemilczeniach. Zwłaszcza że prawda – nawet jeśli czasem się spóźnia – ma tendencję do powracania w towarzystwie dokumentów, dat i podpisów.
Nie zabraknie również refleksji o tym, jak niektóre kariery polityczne starzeją się szybciej, niż zakładali ich autorzy. Szczególnie wtedy, gdy zaczynają się od patetycznych deklaracji o kontynuowaniu tradycji przodków. Historia życia publicznego pokazuje, że takie deklaracje bywają początkiem dość brutalnego spotkania z rzeczywistością.
Na marginesie pojawi się też krótka obserwacja dotycząca propozycji dyskusji online przed mieszkańcami Gminy. W zamkniętym gabinecie i w otoczeniu przestraszonych klakierów łatwo stworzyć wrażenie odwagi, władzy i mądrości. Znacznie trudniej udowodnić je w trakcie spotkania z osobami zadającymi pytania i wtedy czar i narracja pryskają.
Będzie również o tym, że warto naciskać i pokazywać patologię, gdyż w co najmniej jednej uchwale przestraszyli się tego, iż zobaczyliście wyliczenia jak znajomi królika mają naszym kosztem pławic się w kasie. W uchwale są jednak stare stawki, bez zmniejszania do poziomu, który widzieliśmy w projekcie. Może to tylko przebłysk uczciwości, a może pierwsza kropla, która wydrąży kamień.
A w niedzielę kolejny rozdział tej historii. Przeczytam korespondencję od radnego Juszkiewicza. Nie znam jeszcze jej treści, więc trudno przesądzać, czy będzie to próba wyjaśnienia sytuacji, czy raczej kolejna próba interpretacyjnej gimnastyki, w której czarne zaczyna przypominać białe, a białe – czarne.
Tego jeszcze nie wiem.
Bo – uczciwie mówiąc – jeszcze tego nie czytałem.
Dowiecie się tego dokładnie w tym samym momencie co ja.