Od dłuższego czasu próbuję zrozumieć politykę informacyjną Urzędu Gminy Płaska.
I chyba zaczynam rozumieć. To nie jest chaos. To jest fizyka kwantowa samorządu.
Bo ten sam budynek:
jednocześnie ma przegląd,
nie ma przeglądu,
nie wymaga pilnych napraw,
oraz wymaga natychmiastowego remontu.
Wszystko zależy od tego, który dokument akurat czytamy.
📄 Marzec 2025 – Urząd Gminy odpowiada:
„Na koniec 2024 roku nie było obiektów wymagających pilnych napraw.”
Brzmi uspokajająco.
Tylko jest mały problem
Kilka tygodni później Dyrektor GOK pisze do Wójta:
o natychmiastowych remontach,
o przeciekających dachach,
o wypadających cegłach,
o zgniłych i zdewastowanych budowlach,
o konieczności rozbiórek,
oraz o kosztach napraw sięgających około 175 tys. zł.
I teraz pytanie: to kiedy dokładnie te budynki zdążyły umrzeć?
Między grudniem a marcem, gdy pracownik Gminy d/s budowlanych sporządził wykaz będący podstawą pisma? To tylko majątek Gminy w arendzie GOK. A co się dzieje z resztą zarządzaną bezpośrednio przez Gminę? Czy może jednak ktoś wcześniej opowiadał mieszkańcom bajki?
📄 Grudzień 2025: Urząd Gminy informuje już z pełnym przekonaniem:
„Budynki i budowle będące własnością Gminy Płaska posiadają ważne przeglądy budowlane.”
No to świetnie. Tylko z emaila Wójta z lutego 2026 dowiadujemy się np, że on nie ma przeglądu Serw, ale może ma GOK. GOK znowu, że on nie ma, ale może u właściciela w Gminie. Ile jest takich przeglądów które są i nie są? Tego nikt nie wie.
Czyli:
są,
nie ma,
są, a jednocześnie nie ma.
Schrödinger, a zwłaszcza jego kot byłby dumny.
Wiemy tylko, że wynagrodzenia w Gminie miedzy 2023, a 2024 wzrosły o 1 300 000 zł, a jak napisał Wójt przeglądów w 2024 nie zrobiono z braku środków. Czyżby w 2025 roku również zabrakło środków na wszystkie przeglądy. Przecież wynagrodzenia wzrosły wówczas ledwo o 350 000 zł. Może ich za to nie być w 2026 roku , bo teraz wynagrodzenia wzrosły w stosunku do 2025 roku zaledwie o kolejne 1 550 000 zł.
Swoją droga zobaczcie. Na koniec 2023 roku, mieliśmy wynagrodzenia w Gminie Płaska 6 920 000 zł, a na 2026 Wójt zaplanował skromne, ale złote 10 138 000 zł.
3 200 000 zł w trzy lata czyli 46%.
Myślę, że nawet Wiesław by się nie odważył.
Idąc za klasykiem (chyba nikt nie sądził, że Kiler zawita w Płaskiej) :
W mojej ocenie powyższe dokumenty pozostają ze sobą w istotnej sprzeczności i rodzą poważne wątpliwości co do rzetelności oraz kompletności informacji publicznej przekazywanej mieszkańcom.
Dodatkowo dysponuję dokumentacją fotograficzną ze Strzelcowizny z listopada 2023 r., przedstawiającą znaczny stopień degradacji substancji budowlanej obiektów gminnych, Jestem ciekawy co się zmieniło na koniec 2024 roku. Obejmował między innymi: – odpadające tynki, – zawilgocenia, – ślady wieloletnich przecieków, – odsłonięte elementy konstrukcyjne, – oraz zniszczone wnętrza budynków.
lub z Gruszek
To nie są informacje od „anonimów z internetu”. To są oficjalne dokumenty Gminy Płaska i jej jednostek organizacyjnych.
Do tego dochodzą zdjęcia ze Strzelcowizny i Gruszek z 2023 roku. Zacieki. Odpadające tynki. Zawilgocenia. Degradacja ścian. Budynki wyglądające jak plan serialu postapokaliptycznego.
Ale spokojnie. Podobno:
„nie było obiektów wymagających pilnych napraw.”
Wszyscy mogą zobaczyć jak wygląda komunikacja Gminy, układ Wspólnej Sprawy i zwykła uczciwość wobec mieszkańców.
W związku z tym kieruję skargę do Rady Gminy dotyczącą rzetelności udzielania informacji publicznej. Zobaczymy co wielki przewodniczący wielkiej komisji wymyśli, aby odrzucić.
Bo mieszkańcy naprawdę mają prawo wiedzieć: czy gmina:
nie zna stanu własnych obiektów, czy zna?
czy tylko różne wersje rzeczywistości wysyła w różnych pismach.
Chyba właśnie znaleźliśmy pierwszy realny program naprawczy dla Gminy Płaska.
Na stronie Gminy Płaska trwa nabór do Klubu Dziecięcego w Płaskiej. Podobno potrzeba minimum 6 osób, a chętnych jest mniej niż połowa.
I wtedy pomyślałem: a może zapisać tam Naszego Wójta?
Przecież program wygląda jak szyty pod aktualne potrzeby urzędu: 👉 nauka komunikacji, 👉 współpraca z otoczeniem, 👉 codzienne przekazywanie mieszkańcom informacji o postępach, 👉 zajęcia rozwojowe, 👉 wsparcie w adaptacji do nowych warunków, 👉 program dostosowany do aktualnych kompetencji komunikacyjnych.
Do tego ciepłe posiłki, odpoczynek i opieka specjalistów.
A wszyscy wiemy, że kompetencje komunikacyjne rozwijają się w różnym tempie.
Patrząc uczciwie — koszt programu i tak prawdopodobnie byłby niższy niż kolejne kryzysy wizerunkowe gminy.
A kto wie. Może po kilku miesiącach zajęć adaptacyjnych mieszkańcy zaczęliby dowiadywać się o ważnych sprawach bezpośrednio z urzędu, a nie z Sanepidu, internetu albo poczty pantoflowej.
Zamieścili wreszcie na stronie informację Sanepidu. Czyli poranna kawa skończona i oczywiście poranny przegląd plaska.info pomógł w usunięciu zaniechania.
Aktualizacja 15:40,
W dalszym ciągu nie ma upublicznionych decyzji nr 6 i 7 Sanepidu.
Powiedzcie mi — jak bardzo trzeba być przekonanym o własnej bezkarności albo nieomylności, żeby nie publikować decyzji dotyczących zdrowia mieszkańców, a w przypadku części osób być może nawet kwestii życia i zdrowia?
Czy naprawdę publikacja tych dokumentów jest aż tak problematyczna? Czy może ktoś w urzędzie uznał, że mieszkańcy powinni wiedzieć tylko tyle, ile akurat przejdzie przez lokalny filtr PR?
Bo normalny samorząd po decyzji Sanepidu publikuje dokument i informuje ludzi. Nie urządza zabawy w chowanego z wodą, którą mieszkańcy piją każdego dnia.
A teraz najlepsze.
Sanepid do tej chwili nie dostał informacji, że poprawiła się sytuacja na wodociągu Płaska–Gorczyca–Strzelcowizna. Dopiero po otrzymaniu takiej informacji wykona własne badania sprawdzające.
Jeżeli chodzi o Gruszki — tak, wyniki faktycznie wyszły lepsze. Tylko że to wcale nie oznacza końca problemów.
Sanepid zmierzył poziom glinu na poziomie ok. 0,15 mg/l, czyli poniżej normy wynoszącej 0,20.
Problem polega na tym, że:
1️⃣ Po stwierdzeniu poprawy Sanepid kończy dalszy monitoring. Czyli mieszkańcy będą w praktyce skazani na komunikaty przekazywane przez urząd. Patrząc na dotychczasową politykę informacyjną gminy, wielu mieszkańców może mieć problem, żeby spać spokojnie wyłącznie na podstawie zapewnień płynących z gabinetów.
2️⃣ W badaniu przedstawionym przez Wójta wynik wynosił ok. 0,079 mg/l. Badanie sprawdzające Sanepidu pokazało już ponad 0,15 mg/l. Prawie dwa razy więcej.
I teraz pojawia się naturalne pytanie: skąd wynikają aż tak duże różnice?
Czy próbki były pobierane w innych miejscach? Czy poziom glinu zmienia się tak dynamicznie? A może mieszkańcy po prostu nie dostają pełnego obrazu sytuacji?
Dzisiaj urząd mówi: „jest dobrze”. Sanepid mówi: „jest wyraźnie gorzej niż w badaniu gminnym, ale jeszcze w normie”.
A mieszkańcy mają po prostu zaufać, że wszystko jest pod kontrolą.
I może właśnie tutaj pojawia się największy problem. Bo coraz więcej osób zaczyna odnosić wrażenie, że w tej gminie ważniejsze od samego rozwiązania problemu bywa kontrolowanie tego, kto i kiedy dowie się o jego istnieniu.
Tekst pierwotny
Gmina Płaska najwyraźniej znowu pracuje w trybie „spokojnie, przecież samo się zrobi”.
Albo kawa była wyjątkowo wymagająca, albo przygotowania do weekendu weszły już na poziom olimpijski, bo mieszkańcy tradycyjnie szybciej dowiadują się o jakości własnej wody ze strony Sanepidu niż od własnej gminy.
Na stronie Sanepidu pojawiła się właśnie informacja, z której wynika, że po kolejnych kontrolach woda w Gruszkach wygląda lepiej. Czyli jednak da się coś sprawdzić, opublikować i poinformować ludzi — tylko najwyraźniej niekoniecznie w Urzędzie Gminy.
Jak dowiem się czegoś więcej, uzupełnię posta. Chociaż patrząc na tempo komunikacji gminy, istnieje ryzyko, że szybciej dowiemy się tego z satelity NASA niż ze strony UG.
Obywatel X najwyraźniej bardzo troszczy się o lokalną transparentność. Tylko dziś, między 3:11 a 14:26, odwiedził blog 21 razy. (Aktualizacja na godz. 22:12 — licznik dobił już do 33 wejść).
To już nie jest czytanie. To jest dyżur. To jest ostry dyżur.
To bezsenność, ogromny ciężar i poczucie obywatelskiego obowiązku.
Najbardziej wzrusza aktywność nocna: 3:11, 3:15, 3:16, 3:27, 3:38 — człowiek śpi, urząd śpi, gmina śpi, ale obywatelska czujność nie śpi.
Potem płynne przejście w zmianę poranną: 7:03, 7:37, 7:54, 7:59, 8:06. Jeszcze kawa dobrze nie ostygła, a monitoring już działa pełną parą.
A później klasyczny rytm dnia: 9:23, 9:57, 11:07, 11:18, 12:28, 13:21, 14:26.
Trudno już ocenić, czy to jeszcze zwykłe zainteresowanie, czy może jakaś głębsza relacja emocjonalna z blogiem. Miłość? Obsesja? Uzależnienie od sprawdzania „co znowu zostało opublikowane”? A może po prostu najwierniejszy czytelnik w historii lokalnego internetu.
Zaczynam się nawet zastanawiać, czy przypadkiem nie dorobiłem się własnego psychofana. Jeżeli tak, to przynajmniej bardzo zaangażowanego.
Choć uczciwie trzeba przyznać, że aktualnie Obywatel X spadł na drugie miejsce podium. Po godzinie 13:00 ktoś próbował połączyć się z blogiem przez serwery brazylijskie… 2856 razy. Międzynarodowa konkurencja nie śpi.
Można więc śmiało powiedzieć, że blog stał się nowym BIP-em. Z tą różnicą, że tutaj ktoś naprawdę regularnie zagląda.
Nie jestem w stanie tego oficjalnie zweryfikować, jednak według docierających do mnie informacji tak wyjątkowe zainteresowanie blogiem może wykazywać osoba mająca pozostawać w bliskich relacjach rodzinnych z jednym z ważniejszych lokalnych decydentów. Co ciekawe, nazwisko to ma pojawiać się również w tle jednej z opisywanych tutaj historii.
Mija kolejny dzień i dalej cisza. Decyzji Sanepidu nr 6 i 7 nadal nie ma ani na stronie gminy, ani w BIP.
Ale spokojnie mieszkańcy. Widocznie dokumenty są tak tajne, że wymagają ochrony większej niż archiwa Watykanu i receptura Coca-Coli razem wzięte.
I tutaj trzeba uczciwie pochwalić całe stowarzyszenie „Wspólna Sprawa”. Nazwa w końcu zobowiązuje.
Bo jak ukrywać informacje przed mieszkańcami, to wspólnie. Jak milczeć w sprawach jakości wody, to solidarnie. Jak udawać, że problemu nie ma — to pełną drużyną.
Radni również konsekwentnie trzymają linię partii ciszy. Jedni pochowali się po lasach, inni zniknęli jak zwierzyna przed sezonem łowieckim, a pozostali najwyraźniej ćwiczą nową dyscyplinę samorządową: „nie widzę, nie słyszę, nie odpowiadam”.
Naprawdę imponujące.
Mieszkańcy pytają o wodę, zdrowie i decyzje Sanepidu, a w odpowiedzi dostają teatralne milczenie i internetowe laurki o sukcesach gminy.
Widocznie w naszej gminie transparentność działa jak szyby weneckie: urzędnicy widzą wszystko, mieszkańcy nie widzą nic.
I chyba właśnie dlatego ludzie zaczynają tworzyć teorie spiskowe. Bo gdy normalna informacja publiczna znika na tygodnie, to człowiek zaczyna się zastanawiać: co tam właściwie jest napisane, że tak panicznie boją się to pokazać?
Ale najważniejsze, że PR się zgadza. Zdjęcia są. Uśmiechy są. Festyny będą. A mieszkańcy? Mieszkańcy mają pić wodę i najlepiej siedzieć cicho.
Problem w tym, że ekipa rządząca najwyraźniej uznała, że to dopiero początek inwestycji i postanowiła wynająć koparkę, żeby kopać dalej.
Każdy kolejny tydzień przynosi nowe absurdy: – opóźnione informacje, – chowanie decyzji Sanepidu, – chaos komunikacyjny, – inwestycje, które zamiast być powodem do dumy, stają się symbolem organizacyjnej katastrofy.
A wszystko to oczywiście za nasze pieniądze.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że mimo osiągnięcia kolejnych poziomów mułu, władza nadal zachowuje pełne przekonanie o własnej nieomylności.
Być może jednak to my czegoś nie rozumiemy.
Być może istnieje jakiś nowoczesny model zarządzania gminą, w którym: – mieszkańcy mają nie zadawać pytań, – dokumentów się nie publikuje, – o jakości wody dowiaduje się pocztą pantoflową, – a transparentność polega na tym, że nic nie widać.
Dlatego bardzo chętnie poznamy stanowisko władz gminy.
Może społeczeństwo rzeczywiście patrzy na obecną sytuację błędnie. Może ukrywanie informacji to nowy standard transparentności. Może chaos jest strategią. A może po prostu mieszkańcy zbyt naiwnie oczekują normalności.
Przeglądałem dziś informacje publikowane na BIP oraz stronie Urzędu Gminy Płaska.
W dalszym ciągu brak publikacji decyzji Sanepidu dotyczących wodociągów: – Gruszki, – Płaska, Gorczyca i Strzelcowizna.
I naprawdę trudno zrozumieć dlaczego.
Mówimy o dokumentach dotyczących jakości wody i zdrowia mieszkańców, a nie o tajnych materiałach państwowych. Takie decyzje powinny być publikowane automatycznie i bez zbędnej zwłoki.
Zwłaszcza że — co warto podkreślić — nawet poprzednie władze gminy publikowały tego typu informacje.
Dlatego mieszkańcy mają dziś pełne prawo zadawać pytania:
– dlaczego decyzji nadal nie opublikowano? – kto podjął decyzję o ich niepublikowaniu? – co stoi na przeszkodzie, aby mieszkańcy mogli zapoznać się z pełną treścią dokumentów dotyczących jakości wody?
Bo z perspektywy mieszkańców wygląda to coraz gorzej.
Im dłużej urząd milczy, tym bardziej powstaje wrażenie, że większym problemem dla władz jest sama informacja niż sytuacja, której ta informacja dotyczy.
A przecież publikacja decyzji Sanepidu to kwestia kilku minut.
W sytuacji dotyczącej zdrowia publicznego urząd powinien działać maksymalnie transparentnie i wyprzedzać pytania mieszkańców. Tymczasem od tygodni mamy głównie ciszę, opóźnienia i komunikację ograniczoną do minimum.
I nie chodzi tu już nawet o politykę.
Chodzi o elementarne standardy działania samorządu i zwykły szacunek wobec mieszkańców.
Bo mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jaka jest jakość wody, którą piją oni i ich dzieci.
I nie powinni musieć dopominać się o podstawowe informacje.
Za siedmioma polami i jednym urzędem była sobie gmina, gdzie ludzie mówili wprost i patrzyli sobie w oczy. Aż któregoś dnia pojawił się tam ktoś osobliwy — niby człowiek, a jakby cień. Głos miał donośny, lecz twarzy pokazać nie chciał. Szeptał zza płotu, zaczepiał i straszył, jak to mają w zwyczaju ci, którym odwagi brakuje. A gdy go zapytano: „Kto ty jesteś?”, raz prostował się i mówił: „Ja”, by za chwilę skulić się i tłumaczyć: „To nie ja, to dziecko z mojej chaty”. I tak zmieniał wersje jak lis tropy na śniegu — byle tylko nikt nie doszedł, skąd naprawdę przychodzi. A że kręci się przy sprawach wspólnych, wielu się dziwi, że zamiast mówić otwarcie przy stole, woli chować się za płotem i cudzymi słowami. Bo bywa i tak, że za dnia zasiada przy ogniu z ważnymi, a gdy zapada zmrok — znów staje się cieniem zza płotu, mówiąc już nie swoim głosem. Bo w tej gminie od dawna wiedziano: kto mówi raz jako pan, raz jako dziecko, ten nie szuka prawdy, tylko próbuje ją obejść bokiem. A takie sztuczki są dobre na jarmarku, nie w sprawach ludzi. I prędzej czy później każdy cień musi zdecydować — czy stanie w świetle jak człowiek, czy zostanie tylko szeptem.
Kto mówi zza płotu i raz przypisuje słowa sobie, a raz innym — ten nie szuka prawdy, tylko próbuje nią sterować.
Właśnie przeczytałem wpis Pani Katarzyny Tomczyk – Przewodniczącej Rady Gminy Płaska. Tej samej, która zasłynęła już między innymi „kreatywnym” podejściem do treści uchwał po głosowaniach.
Pod informacją dotyczącą warunkowego dopuszczenia wodociągu w Gruszkach pojawił się taki oto komentarz:
„Przypominam, że wyniki badania wody z SUW Gruszki z dnia 24 kwietnia br nie wykazały przekroczenia zawartości glinu. Wyniki tego badania zostały dostarczone do urzędu gminy w dniu 4 maja br.”
Pani Przewodnicząca.
Kiedyś ktoś powiedział:
„kończ waść, wstydu oszczędź”.
I naprawdę warto potraktować to jako życiowy drogowskaz.
Bo mieszkańcy nie mają już dość samej awarii. Mają dość ciągłego pisania nowej rzeczywistości.
Dość wyginania faktów. Dość urzędowego PR-u. Dość opowieści typu: „nic się nie stało”, „wszystko było pod kontrolą”, „wyniki były dobre”, „proszę się rozejść”.
Zwłaszcza że dokumenty mówią coś zupełnie innego.
Może więc małe kalendarium, żeby uporządkować fakty:
próbka – rozpoczęto badanie 25 kwietnia, a nie 24 kiedy pobrano,
zakończenie badania datowane jest na 28 kwietnia, kiedy otrzymano wynik
30 kwietnia Sanepid wydaje decyzję administracyjną,
według pieczątki wpływu wynik trafia do urzędu 4 maja — co sama Pani właśnie publicznie potwierdziła.
Czyli mamy sytuację, w której:
od 30 kwietnia istnieje decyzja Sanepidu,
mieszkańcy nie są informowani,
a urząd przez kolejne dni milczy.
I teraz najlepsze.
Sama Pani właśnie przyznała, że:
do 4 maja urząd nawet nie miał własnych wyników badań.
Czyli między 30 kwietnia a 4 maja mieszkańcy byli pozostawieni praktycznie bez żadnej informacji dotyczącej ich zdrowia.
A nawet w dniach 4-7 maja dalej trwała zwłoka, bo — z całym szacunkiem — prywatne badanie zlecane przez urząd nie jest ważniejsze od decyzji Sanepidu.
Zwłaszcza że wiarygodność tych „uspokajających” badań mieszkańcy już mieli okazję poznać przy historiach dotyczących Płaskiej, Gorczycy i Strzelcowizny.
Bo przypomnijmy:
w badaniu prezentowanym przez gminę wychodziło około 0,04 mg/l (wg info z sanepidu),
po kontroli Sanepidu okazywało się nagle:
0,335 mg/l.
Jedenaście razy więcej.
I ponad normę.
To już nie jest różnica statystyczna. To przepaść.
I właśnie dlatego ludzie przestają wierzyć w te wszystkie uspokajające komunikaty.
Bo kiedy Wójt ogłasza:
„naprawione”,
a chwilę później niezależna kontrola pokazuje:
„jest jeszcze gorzej”,
to mieszkańcy zaczynają zadawać bardzo niewygodne pytania.
Nie chcę być zwolennikiem teorii spiskowych.
Ale naprawdę trudno oprzeć się refleksji, że w tej gminie największą specjalnością nie jest naprawianie wodociągów.
Tylko naprawianie rzeczywistości pod komunikat prasowy.
Według danych GUS na dzień 7 stycznia 2026 r. w Gminie Płaska zameldowanych było 2391 osób (nie mylić z faktycznie zamieszkującymi), natomiast według danych przedstawionych przez Wójta w analizie gospodarki odpadami – na dzień 31 grudnia 2025 r. było to 2392 mieszkańców.
Być może przez tydzień jedna osoba zdążyła już „uciec” z gminy.
Przejdźmy jednak do rzeczy istotniejszych.
W analizie wskazano koszty administracyjne systemu gospodarowania odpadami na poziomie 120 009,88 zł, z czego same wynagrodzenia pracowników wraz z pochodnymi wyniosły 103 507,02 zł.
Zakładam więc, że dokument został przygotowany rzetelnie i dane w nim zawarte są poprawne, ponieważ pracownik odpowiedzialny za funkcjonowanie systemu oraz przygotowanie analizy kosztuje mieszkańców ponad 100 tys. zł rocznie. Trudno byłoby przy takich kosztach uznać dokument za przypadkowy zbiór liczb.
1. Deklaracje vs liczba mieszkańców
Według dokumentu:
zameldowanych: 2392 osoby,
systemem objęto: 1846 osób,
poza systemem pozostaje więc ok. 546 osób, czyli aż 23% mieszkańców zameldowanych.
Jednocześnie złożono 1696 deklaracji, co daje średnio około 1,09 osoby na deklarację. Trudno uznać taki wynik za naturalny.
W praktyce wygląda to tak, jakby 546 osób korzystało z systemu opłacanego przez pozostałych mieszkańców.
Co więcej, według danych przedstawianych za 2024 rok skala problemu wynosiła ok. 22%, więc sytuacja nie tylko nie została naprawiona, ale wręcz się POGARSZA.
Wnioski są dość oczywiste:
coraz mniejszy odsetek mieszkańców realnie płaci za odpady,
a osoby uczciwie płacące ponoszą coraz większe koszty – zarówno w stawce za odpady, jak i w dopłacie z budżetu gminy do systemu.
Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że rozwiązanie problemu wydaje się banalnie proste – wystarczyłoby porównać liczbę meldunków z deklaracjami śmieciowymi. Tymczasem od lat nic się w tym zakresie nie zmienia.
2. Dopłata z budżetu gminy
Koszty systemu wyniosły:
1 134 066,26 zł
Dochody:
974 645,25 zł
Różnica:
159 421,01 zł
Oznacza to, że system się nie bilansuje i wymaga dopłaty z budżetu gminy, czyli de facto z pieniędzy wszystkich mieszkańców.
Warto więc zadać pytanie:
czy część mieszkańców nie jest pośrednio finansowana przez pozostałych podatników?
Jednocześnie proszę zauważyć, ze 120 000 zł to koszty administracyjne, opisane de facto jako pensja. Czyli tak jakby jedna osoba zarabiała 10 tys zł brutto to jakieś 7 150 zł na rękę przy umowie o pracę. Kogoś Wójt lubi. Do tego doliczanie jakiś dziwnych rzeczy jak Lex, czyli program prawniczy potrzebny do funkcjonowania Gminy, ale do wywozu odpadów raczej zbędny. Czyli ta nadwyżka to napompowane koszty Gminy, a wyobraźcie sobie, że wreszcie moglibyśmy obniżyć opłaty do poziomu sąsiednich gmin, gdyby 100% osób zameldowanych płaciło.
3. Średnia masa odpadów liczona w bardzo specyficzny sposób
W analizie wskazano średnią ilość odpadów na poziomie 0,4066 Mg na mieszkańca.
Problem polega na tym, że wskaźnik wyliczono na podstawie wszystkich osób zameldowanych, a nie osób objętych systemem.
Mówiąc prościej:
deklaracje są na 1846 osób,
worki i naklejki wydawane są dla 1846 osób,
opłaty pobierane są od 1846 osób,
ale odpady dzielone są już przez 2392 osoby.
Trudno nie odnieść wrażenia, że w praktyce system przyzwyczaił się do funkcjonowania z dużą grupą osób pozostających poza realnym rozliczeniem.
4. Rozbieżności dotyczące elektrośmieci
Na początku dokumentu wskazano, że podczas zbiórek odebrano 4 tony zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego.
Tymczasem w tabeli pojawia się już wartość 5,4 tony odebranych przez Gminę.
Skąd dodatkowe 1,4 tony?
5. Rozbieżności dotyczące tekstyliów
W części opisowej podano, że podczas zbiórki tekstyliów odebrano 3,1 tony odpadów.
Natomiast tabela roczna pokazuje już 5,78 tony.
Różnica wynosi:
2,68 tony
Pojawia się więc pytanie:
skąd pochodzą te odpady i w jaki sposób zostały zebrane?
6. Rozbieżności dotyczące gabarytów
W opisie zbiórek wskazano 39,8 tony odpadów wielkogabarytowych.
Tabela pokazuje natomiast 48,1 tony.
Czyli ponownie pojawia się kilka ton odpadów „spoza zbiórek”.
7. Bardzo duże różnice między odpadami z terenu gminy a odpadami odebranymi przez gminę
Najbardziej zastanawiająca jest pozycja „popiół”.
Łącznie z terenu gminy miało zostać odebrane:
26,24 tony popiołu
ale przez samą Gminę jedynie:
1,46 tony
To rodzi bardzo proste pytanie:
kto odebrał pozostałe niemal 25 ton?
Tym bardziej, że uchwała z 2019 roku obowiązująca przez praktycznie cały 2025 rok nie przewidywała takich samych możliwości jak obecne przepisy.
8. Skąd nagle eksplozja ilości popiołu?
W 2024 roku w gminie wytworzono i odebrano:
2,28 tony popiołu
W 2025 roku nagle pojawia się:
26,24 tony
czyli:
wzrost ponad 11,5-krotny
I na dodatek nie wiadomo:
kto ten popiół odebrał,
gdzie został przekazany,
oraz na jakiej podstawie był klasyfikowany.
Czy mieszkańcy samodzielnie wywożą popiół do PSZOK w Augustowie?
Jeżeli tak – to czy regulamin obowiązujący przez większość 2025 roku rzeczywiście przewidywał taką możliwość?
Podobne rozbieżności występują również przy:
odpadach zmieszanych,
papierze,
części frakcji segregowanych.
9. Nieosiągnięty poziom recyklingu
Gmina osiągnęła poziom recyklingu na poziomie:
29,31%
przy wymaganym ustawowo minimum wynoszącym:
55%
To bardzo poważny problem, ponieważ może skutkować karami finansowymi i pokazuje, że system selektywnej zbiórki odpadów działa nieefektywnie.
Przy obecnym podejściu trudno oczekiwać poprawy wyników.
A teraz najlepsze. Co się wydarzyło między 2024 a 2025 rokiem?
Bo jeżeli ktoś uważa, że wcześniej wszystko działało idealnie, to wystarczy spojrzeć na porównanie danych.
10. Gigantyczny wzrost odpadów zmieszanych
2024:
508,58 Mg
2025:
615,78 Mg
Wzrost:
+107,2 Mg
czyli ok. +21%
To bardzo dużo jak na rok, w którym:
liczba mieszkańców spadła,
liczba osób objętych systemem spadła,
deklaracji było więcej tylko symbolicznie.
Jednocześnie:
recykling dramatycznie spadł,
poziom zmieszanych odpadów wystrzelił.
To wygląda tak, jakby segregacja realnie się pogorszyła.
11. Eksplozja kosztów administracyjnych
2024:
86 429 zł
2025:
120 009 zł
Wzrost:
+38,9%
W tym:
wynagrodzenia wzrosły z 82 tys. do 103 tys.
Czyli:
system działa gorzej,
recykling się załamał,
mieszkańców mniej,
ale administracja kosztuje znacznie więcej.
12. Załamanie poziomu recyklingu
2024:
44,68%
2025:
29,31%
Spadek o:
15,37 punktu procentowego
To nie jest kosmetyczna różnica.
To jest katastrofa systemowa.
Zwłaszcza że:
w 2024 brakowało do wymogu tylko 0,32 pp,
w 2025 brakuje już ponad 25 pp.
Czyli system nie pogorszył się trochę.
On się wręcz załamał.
13. Bardzo ciekawa zmiana liczby deklaracji
2024:
1534 deklaracje
2025:
1696 deklaracji
Czyli:
+162 deklaracje
Ale jednocześnie:
liczba osób objętych systemem spadła: 1859 → 1846.
To bardzo nietypowe.
W praktyce oznacza to, że:
przybyło deklaracji,
ale deklarowano mniej osób.
Czyli rośnie liczba nieruchomości z bardzo małą liczbą zgłoszonych mieszkańców, a więc maleją wpływy.
14. Gwałtowny wzrost średniej ilości śmieci na mieszkańca
2024:
0,3468 Mg
2025:
0,4066 Mg
To wzrost o ok. 17%.
Przy praktycznie tej samej liczbie mieszkańców.
Czyli:
albo mieszkańcy zaczęli produkować ogromnie więcej odpadów,
albo zmieniła się metodologia liczenia,
albo większa część strumienia została przypisana do gminy.
15. W 2025 roku znika udział procentowy frakcji
W 2024 tabela zawierała kolumnę „udział %”.
W 2025 już jej nie ma.
Niby drobiazg, ale:
właśnie w roku największego załamania systemu,
znika najbardziej czytelny wskaźnik pokazujący strukturę odpadów.
To utrudnia szybkie porównania. Ale pomogę, to pełna wersja tabeli:
Podsumowanie
Najkrócej?
więcej śmieci,
mniej recyklingu,
większe koszty,
więcej deklaracji,
mniej osób,
i popiół, który nagle pojawia się w ilościach hurtowych.
To nie wygląda jak stabilny system gospodarki odpadami.
To wygląda jak system, który wymaga bardzo konkretnych wyjaśnień.