Jaki Wójt leje wodę, nie czekając na Śmigus Dygus

Jednak – uwaga, cud nad cudami – okazało się, że nawet decyzja tak spektakularnie nietrafiona, jak wyłączenie wody w Wielki Piątek (czyli w samym środku przedświątecznego chaosu, gdy ludzie próbują jeszcze ogarnąć życie, a nie walczyć o dostęp do kranu), może zostać… zmieniona. I to uwaga w niecałe 24h.

na:

I nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (albo raczej po zderzeniu z rzeczywistością i reakcją mieszkańców), „pilna sytuacja” przestała być pilna. Co prowadzi do dość oczywistego wniosku: to nie była żadna dramatyczna awaria, tylko zwyczajnie zaplanowana akcja – tylko najwyraźniej źle wymierzona w czasie.

Co więcej, w drugim ogłoszeniu pojawia się informacja, że zmiana terminu nastąpiła „z przyczyn technicznych”. No cóż – jeśli przez „przyczyny techniczne” rozumiemy głos mieszkańców, telefony, oburzenie i zwykły zdrowy rozsądek, to rzeczywiście wszystko się zgadza. Szkoda tylko, że trzeba to ubierać w taką formę, zamiast po prostu powiedzieć wprost, że decyzja była nietrafiona.

A to wszystko dzieje się w Wielkim Tygodniu, tuż przed Wielkanocą – czasie, który dla wielu nie jest tylko datą w kalendarzu, ale okresem wyciszenia, refleksji i zwyczajnej uczciwości wobec drugiego człowieka. To moment upamiętniający mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, którego centrum stanowi Triduum Paschalne. Trudno więc uznać, że kłamstwo, półprawdy czy uniki komunikacyjne szczególnie wpisują się w ducha tych dni. Chyba że ktoś uznaje, że bliżej mu do mniej chlubnych postaci tej historii, a srebro jest jego herbem.

Wracając jednak do meritum – można próbować tłumaczyć sytuację tym, że ktoś przyjechał z dużego miasta i zwyczajnie nie dostrzega specyfiki życia w małej miejscowości czy na wsi. Tego, że pewne rzeczy mają tu inny ciężar, inny rytm i inne znaczenie – zwłaszcza w tak ważnych momentach jak święta. Ale nawet to nie tłumaczy braku podstawowego wyczucia sytuacji oraz braku empatii.

Człowiek zaczyna się więc zastanawiać: co właściwie dzieje się w głowie Wójta? Bo jeśli to miał być przykład zarządzania, to raczej w kategorii eksperymentów społecznych – „jak daleko można się posunąć, zanim mieszkańcy powiedzą: dość”.

Dlatego, wychodząc naprzeciw tej zagadce wszech czasów, ogłaszamy konkurs:

„Co Wójt ma w głowie?”
Propozycje mile widziane – od czarnej dziury, przez chaos kontrolowany, aż po bardziej kreatywne interpretacje.

„Czy w ciągu dwóch lat wydarzyło się coś, co można uznać za dobrze zrobione?”
Jeśli ktoś znajdzie choć jeden przykład – prosimy o zgłoszenia. Dajmy mu szansę. Nawet drobne sukcesy zasługują na zauważenie.

A na koniec pytanie bonusowe:
czy to już etap „świadomego gospodarza”, czy – jak twierdzi Rada Gminy – nadal trwa proces nauki?

Bo jeśli to wciąż nauka… to wygląda na to, że wszyscy zostaliśmy zapisani na ten kurs – bez pytania o zgodę.

ALE JUŻ UCZENI W PIŚMIE PRZEWIDZIELI TĘ SYTUACJĘ:

Przypowieść o wodzie odjętej w dni święte i słowie, które prawdą nie było

I stało się w owe dni, iż lud zamieszkujący ziemię spokojną przygotowywał się do święta wielkiego, czasu zadumy i oczyszczenia, gdy domy były porządkowane, a stoły szykowane na dni uroczyste.

A oto powstał zarządca tej ziemi i rzekł: „Niechaj wody nie będzie w dniu przygotowań, aby lud doświadczył próby i hartował ducha swego”.

I zdumiał się lud wielce, mówiąc między sobą: „Czyż nie jest to czas, gdy woda jest potrzebna bardziej niż w inne dni? Czemu więc odjęta nam zostaje?”

I szemrali mieszkańcy, i wołali głosem donośnym, a ich głos był jak wiatr, który porusza drzewa i nie daje im spoczynku.

I stało się, że zarządca ujrzał gniew ludu, i zmienił postanowienie swoje. A ogłoszenie pierwsze, które mówiło o konieczności pilnej, stało się jak dym, który się rozwiewa.

I wydano ogłoszenie drugie, mówiąc: „Stało się to z przyczyn technicznych”.

Lecz lud wiedział, co się stało naprawdę, i mówili jedni do drugich: „Nie technika to uczyniła, lecz głos nasz i sprzeciw nasz”.

A działo się to w czasie świętym, gdy dni są poważne, a serca winny być szczere, i nie przystoi w nich mówić nieprawdy ani kryć się za słowem pustym.

I rzekli niektórzy: „Czyż nie jest to czas prawdy i pokory? Skąd więc słowa, które prawdą nie są?”
A inni dodawali: „Może serce zarządcy nie zna jeszcze dróg tej ziemi, bo przybył z miejsca wielkiego, gdzie rytm życia inny, i nie widzi tego, co dla ludu jest oczywiste”.

I zastanawiał się lud, mówiąc: „Cóż jest w myślach jego? Czy plan ma, czy tylko zamęt?”

Przeto ogłosili między sobą rzecz żartobliwą, lecz gorzką w swej treści:

„Niechaj każdy powie, co jest w głowie zarządcy, a kto trafi, ten mądrym będzie nazwany”.

I dodali jeszcze:
„Niech wskaże ten, kto widział dzieło dobre w latach minionych, abyśmy i my poznali i radowali się nim”.

A na końcu mówili:
„Czyż nie powiadano nam, że uczy się on jeszcze? Lecz jeśli tak jest, to my wszyscy staliśmy się uczniami w tej samej szkole – choć nikt nas o to nie pytał”.

I tak trwała opowieść między ludem, jako przestroga i jako znak, że mądrość bez słuchania głosu ludzi jest jak studnia bez wody – niby jest, a jednak nie daje życia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *