Aha, bym zapomniał zapytać Wójta w sprawie wody

Trzy tygodnie. Nie trzy godziny, nie trzy dni — trzy tygodnie od momentu, kiedy Sanepid stwierdził problem z wodą. I co się wydarzyło przez ten czas? Jeśli ktoś szuka spektakularnych działań, zdecydowanych decyzji i troski o mieszkańców, to niestety musi zmienić kanał, bo tutaj leciał raczej teatr ciszy. A w tej ciszy pojawia się jeden szczegół, który mówi więcej niż wszystkie komunikaty razem wzięte.

Bo zgodnie z przepisami sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa: jeśli gmina upora się z awarią i przywróci właściwe parametry wody, ma obowiązek poinformować o tym Sanepid. Ten przyjeżdża, bada próbki i oficjalnie potwierdza, że wszystko wróciło do normy. Prosta, zamknięta procedura. Tyle teoria.

A praktyka? Dziś w Sanepidzie, po blisko trzech tygodniach, usłyszałem, że takiej informacji… nie ma. Nie wpłynęła. Nie została wysłana. Nie istnieje.

Jeśli tej informacji nie ma, to są tylko dwie możliwości: albo ktoś świadomie nie dopełnia obowiązków (co samo w sobie jest kompromitujące), albo — i to jest wersja dużo bardziej prawdopodobna — nie ma czego zgłaszać, bo problem z jakością wody nadal istnieje.

Czyli przez trzy tygodnie mieszkańcy funkcjonują w stanie lekkiej loterii: pijemy wodę czy eksperyment? Bo skoro nie ma oficjalnego potwierdzenia, że wszystko wróciło do normy, to równie dobrze możemy założyć, że nie wróciło. A to już przestaje być śmieszne, a zaczyna być podręcznikowym przykładem absurdu.

I w tym całym chaosie pojawia się jeszcze jeden, bardzo znajomy element — priorytety. A właściwie ich specyficzna, lokalna interpretacja. Bo pieniądze, jak się okazuje, są. Na imprezy, na szanty, na wydarzenia, które pięknie prezentują się w mediach społecznościowych. Na inwestycje dla wybranych. Na drogi, które prowadzą donikąd, ale za to świetnie wyglądają na mapach projektowych. Na rozdawanie majątku gminy, jakby był nieskończonym zasobem. Ale kiedy przychodzi do czegoś tak banalnego, tak nudnego, tak kompletnie niefotogenicznego jak zapewnienie mieszkańcom bezpiecznej wody — nagle zaczyna brakować wszystkiego: pieniędzy, czasu, kompetencji, a przede wszystkim chęci.

Tylu awarii co mamy w ciągu 12 miesięcy to nie było od wojny. Ale co zrobić skoro kasa idzie na niepotrzebne pierdoły.

No ale czego się spodziewać, skoro zarządzanie gminą coraz bardziej przypomina prowadzenie profilu w social mediach. Tik Toki, Facebooki czy inne tfu .. Wspólne Sprawy. Liczy się przekaz, emocja, zasięg. Albo wazelina jak w ostatni poniedziałek. Problem w tym, że wody nie da się „ogarnąć” postem na Facebooku ani przykryć relacją z kolejnego wydarzenia. Tu trzeba działać, czasem szybko, czasem niewdzięcznie, bez oklasków i fleszy. I właśnie wtedy wychodzi różnica między zarządzaniem a odgrywaniem roli zarządzającego.

Zresztą, nazwijmy rzeczy po imieniu — czy to w ogóle była „awaria”? Bo jeśli coś trwa tygodniami, to przestaje być incydentem, a zaczyna być systemem.

Wiemy już prawie na pewno, że to awaria w stacji uzdatniania wody. Może za dużo koagulanta, może coś nie zagrało w filtracji, może ktoś czegoś nie dopilnował, a może po prostu nikt już nie kontroluje tego procesu tak, jak powinien. Każda z tych opcji prowadzi do tego samego wniosku: procedury bezpieczeństwa istnieją gdzieś na papierze, ale rzeczywistość dawno poszła w swoją stronę.

I gdzieś w tym wszystkim pojawia się jeszcze jedna myśl, taka trochę naiwna, ale jednak wracająca jak bumerang — może ktoś się w końcu przyzna? Może powie: tak, zawaliliśmy, tak, to nasza odpowiedzialność. Ale to trochę jak oczekiwanie, że ogień nagle zacznie się dogadywać z wodą. Tu obowiązuje inna logika — przeczekać, rozmyć, zagadać. Bo może ludzie zapomną. Tylko że problem polega na tym, że o wielu rzeczach można zapomnieć, ale nie o tym, co leci z kranu każdego dnia.

I dlatego najważniejsze pytanie wcale nie brzmi „co się stało”, tylko „dlaczego przez trzy tygodnie nikt nie uznał za konieczne doprowadzenia sprawy do końca i poinformowania, że woda znów jest bezpieczna”. A skoro tej informacji nie ma, to może odpowiedź jest prostsza, niż byśmy chcieli. Bo to już nie jest kwestia jednego błędu. To jest kwestia podejścia. A to — niestety — nie zmienia się ani szybko, ani przypadkiem.

Plus że czytają, minus, że truli nas przez blisko trzy tygodnie

Widzę, że dzisiaj pojawiła się wreszcie informacja o zagrożeniu w Gruszkach. Wójt oderwał się od swoich zespołów szantowych i wreszcie ruszył 4 litery żeby zadbać o zdrowie mieszkańców.

A teraz cos bardzo ciekawego.

Dzisiaj rozmawiałem z Sanepidem.

GMINA PŁASKA DOSTAŁA INFORMACJĘ W DNIU 1 KWIETNIA I MIAŁĄ JĄ OGŁOSIĆ MIESZKAŃCOM. JAKI BUR..L MUSI BYC W GMINIE, JAKI BRAK EMPATII I LENISTWO, ŻE PRZEZ 17 DNI (A W PRZYPADKU GRUSZEK 19 DNI) NIKT NIE RUSZYŁ 4 LITER ABY POINFORMOWAC MIESZKAŃCÓW.

Kochani, to nie jest już kwestia polityki czy sympatii – to jest kwestia naszego zdrowia i życia.

Komunikaty i meldunki – Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Augustowie – Portal Gov.pl

Nie trzeba być specjalistą, żeby zrozumieć, że brak natychmiastowego poinformowania mieszkańców o zagrożeniu wody to skrajna nieodpowiedzialność. A jeżeli to celowe to powinien być prokurator.

Z każdą błahą sprawą potrafią przychodzić SMS-y – ale gdy pojawia się realne zagrożenie zdrowia, zapada cisza. Ja żadnego ostrzeżenia nie otrzymałem. Informację opublikowano na stronie 17 kwietnia, a ja znalazłem ją dopiero 19 kwietnia czyli po kolejnych dwóch dniach. Dwa dni, w których mogłem dalej nieświadomie spożywać wodę niespełniającą norm.

Sanepid wydał ostrzeżenie 1 kwietnia, a informacja pojawia się 17 kwietnia. Jak to w ogóle możliwe? Dlaczego mieszkańcy nie zostali poinformowani natychmiast?

My W Płaskiej, Gorczycy i Strzelcowiźmie byliśmy narażeni ponad normy na granicy tego co uważałbym za dawkę tragicznie wielką, woda była na poziomie do 0,252 mg/l czyli toksyczna i powyżej absolutnej normy 0,200 mg/l. Jednak w Gruszkach mogła dochodzić, do 0,299 mg/l. Może dlatego w Gminie się chyba przestraszyli i ostrzeżenie o Płaskiej dali ale tego ostrzeżenia o Gruszkach nie dali na stronie. Ja gdybym mieszkał w Gruszkach naprawdę bym się bał i wkurzyłbym się.

Dodatkowo – zauważyłem zmiany w wodzie: pienienie się, inny wygląd. To tylko potwierdza, że coś się działo.

Szczególnie niepokojące są dane dotyczące poziomu glinu (aluminium).
Maksymalna dopuszczalna norma w Polsce to 0,200 mg/l – a wartości zbliżające się do tej granicy są już sygnałem alarmowym. My je przekroczyliśmy. Szkoda tylko, że rodzice małych dzieci nie wiedzieli.

A mówimy o substancji, której nadmiar:

  • wpływa na układ nerwowy (pamięć, koncentracja, ryzyko chorób neurodegeneracyjnych),
  • może powodować zmęczenie, bóle głowy, problemy żołądkowe,
  • odkłada się w organizmie (m.in. w mózgu i kościach),
  • jest szczególnie niebezpieczna dla osób chorych.

Najbardziej współczuję mieszkańcom miejscowości, gdzie wartości były najwyższe – bo to oni byli najbardziej narażeni.

To nie jest hejt. To są pytania, na które mieszkańcy mają prawo znać odpowiedzi:

  • Dlaczego nie było natychmiastowego powiadomienia SMS?
  • Dlaczego informacja pojawiła się z takim opóźnieniem?
  • Co dokładnie wydarzyło się w stacji uzdatniania wody?
  • Jakie działania zostały podjęte, żeby to się nie powtórzyło?

Nie zgadzam się na sytuację, w której ktoś decyduje o naszym zdrowiu bez naszej wiedzy.
Mamy prawo do informacji. Natychmiastowej, rzetelnej i pełnej.

Jestem ciekawy ile osób wiedziało? Ile spożywało wodę butelkową lub wywiozło pociechy z zagrożonych miejscowości.

Niedzielne przemyślenia część druga

Miało być spokojnie, ale jak zwykle — wyszło ciekawie.

Bo kiedy człowiek zaczyna patrzeć trochę uważniej, to nagle okazuje się, że życie gminne przypomina bardziej spektakl niż zarządzanie.
Z podziałem na role, scenę i — co najważniejsze — widownię.

Zacznijmy od sceny. Dosłownie.

Rock Water.

Wójt się wycofał. I bardzo dobrze. Każdy powinien robić to, w czym jest najlepszy.
Jedni ogarniają zaplecze, inni dobrze wychodzą na zdjęciach.

Scena, mikrofon, flesze — to jego życie i jedyna droga, więc niech tak zostanie.
Organizacja, odpowiedzialność i dopinanie szczegółów — to już trochę inna bajka.

Zostaje tylko jedno pytanie, które zawsze wraca jak bumerang: kto będzie odpowiadał, jeśli coś się posypie? Kozioł ofiarny być musi, więc niedługo się okaże.

Bo doświadczenie życiowe podpowiada prostą zasadę: sukces ma wielu ojców, a porażka… bardzo szybko zostaje adoptowana przez ciszę.

Pan Grzegorz na FB wydał oświadczenie? Piękne, wyciskające łzy z powodu jego straty tzn. wyrzucenia na zbity … .
Przekazanie, rozwój, nowe standardy, ograniczony czas — wszystko brzmi jak podręcznik do zarządzania. A między wierszami?

„oddaję stery, ale nie wypuszczam ich do końca z ręki”

Na wszelki wypadek. Bo może zawalą i wrócę na białym koniu jako zbawiciel. Bo życie lubi robić zwroty akcji.

Zejdźmy ze sceny na asfalt.

Remont ulicy 3 Maja. Świetnie. Każdy remont cieszy.

Tylko pojawia się drobny szczegół: dlaczego akurat ta ulica?

Bo jeśli zestawić:

  • 70 adresów przy 3 Maja
  • 250–300 przy Orlej

i dorzucić stan nawierzchni… to nagle matematyka przestaje być nauką ścisłą.

Orla — w piątek mogliśmy zobaczyć jak działa łopata, asfalt na zimno i modlitwa, żeby wytrzymało do zimy.
3 Maja — spotkania, plany, rozmowy.

Czyli klasyczny przykład tego, że priorytety to pojęcie bardzo… elastyczne.

Bo dobry gospodarz zaczyna od tego, co najbardziej zniszczone i najbardziej potrzebne.

Chyba że stosujemy inną szkołę zarządzania najpierw wygoda jednej osoby, potem reszta

A teraz część, w której zaczyna się robić naprawdę ciekawie.

Trzy tematy z gatunku „remontowo-inwestycyjno-zaniedbaniowego”.

1. Szkoła i niewidzialni podwykonawcy

Remont się kończy. Firma kończy. A właściwie — kończą podwykonawcy.

Ci sami, których — jak twierdzi Wójt — „na budowie nie ma”.

To ciekawe, bo ja ich widzę. Regularnie.
Więc mamy dwie opcje albo mam halucynacje albo ktoś trochę przesadza z rzeczywistością

Przyjrzałem się zewnętrznemu wykonaniu i powiem tak:
zaczynam rozumieć, skąd się biorą te wszystkie „plotki” o potencjalnych problemach z odbiorem. Bo czasem plotka to po prostu fakt, który jeszcze nie zdążył przejść przez oficjalne kanały. No ale spokojnie — zawsze istnieje opcja, że wszystko zostanie uznane za idealne.

Zwłaszcza jeśli rzeczywistość trzeba będzie lekko… dopasować albo w trakcie poszukiwań sponsora na Rock Water.

A że przy okazji koszty wzrosły o 100 tysięcy przy stałej umowie i inflacji na poziomie 3,6%?

No cóż. Widocznie matematyka też ma swoje lokalne odmiany.

2. Wodociąg — czyli jak 100 robi się 200

Wymiana wodociągu.

Z 100 tysięcy robi się 200 000 zł ? Panie Wójcie naprawdę? 100%b niedoszacowania albo krótkie zajrzenie do wykopu i stwierdzenie, ze jest bardzo źle. Panie Wójcie mam rację ? Mamy potencjalny wydatek, a kasy nie ma ?
Pytanie brzmi czemu taki wzrost. Stanie Wójt w prawdzie i powie ?

co dokładnie się wydarzyło?

Bo możliwości jest kilka:

  • ktoś źle policzył
  • ktoś czegoś nie doczytał
  • albo rzeczywistość znowu okazała się „bardziej skomplikowana”
  • Rock Water ?

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że efekt widzą wszyscy, ale odpowiedzialność — jak zwykle — znika gdzieś po drodze.

3. Remiza i gra losowa

Remiza.

Minęło trochę czasu od 31 grudnia 2025 roku, gdy obiecał Pan sprawdzić, gdy powiedziałem Panu przy prawniku że zawaliliście..
Czy już wiemy, kto zawalił sprawę i dlaczego nie skorzystano z polisy OC sprawcy? Przegapiliśmy terminy ? Czy nadal gramy w klasyczną gminną grę kto ostatni dotknie tematu, ten przegrywa?

Bo na razie wygląda to jak losowanie:

entliczek-pentliczek… Na kogo wypadnie — ten będzie winny.

A jak się dobrze poszuka, to zawsze znajdzie się ktoś, kto „bardziej pasuje”.

Na końcu zawsze zostaje to samo:

Na papierze — sukces.
W komunikatach — rozwój.
W rzeczywistości — coraz więcej znaków zapytania.

I może właśnie dlatego coraz więcej osób przestaje słuchać tego, co Pan mówi.

A zaczyna patrzeć na to, co Pan robi. Bo to drugie — w przeciwieństwie do narracji — trudniej przykryć. Nawet dywanem.

Niedzielne przemyślenia część pierwsza. Część druga za 3h

Niedziela. Miało być spokojnie. Wyszło jak zwykle.

Człowiek myśli: pojedzie do Strzelcowizny, msza, spacer, świeże powietrze. A tu przy okazji trafia na lokalne „case study” pt. jak zmienia się narracja, kiedy zmienia się stanowisko.

Parking przy kościele — pamiętacie temat?
No właśnie. Zobaczyłem go pierwszy raz. Ten sam, który jeszcze w 2024 roku był przykładem wszystkiego, co złe. Katarzyna Tomczyk grzmiała, krytykowała, wytykała poprzedniej władzy.

A dziś?
Cisza. Spokój. Projekt sama zrealizować, nie patrząc na prawne defekty i nagle jakby temat mniej przeszkadzał.

Widocznie beton szybciej twardnieje niż poglądy.

Sam parking?
Powiedzmy tak: gdyby to była wizytówka inwestycji, to raczej taka, którą trzyma się w szufladzie. Najlepiej wyszło dojście do kościoła — reszta wygląda, jakby zabrakło albo pomysłu, albo chęci, albo jednego i drugiego.

Ale to jeszcze nic. Przejdźmy do rzeczy poważniejszych.


Krążą informacje, że pani zastępca wójta żegna się ze stanowiskiem.

Oficjalny kontakt z zainteresowaną i … — wiadomo — „nie można potwierdzić ani zaprzeczyć”.
Czyli klasyka: wszyscy wiedzą, nikt nie mówi. Chociaż mądrej głowie dość po słowie.

I teraz najlepsze.
Bo jeśli ktoś próbuje sprzedać historię o przeciążeniu obowiązkami i trosce o profesjonalizm… to naprawdę trzeba mieć dużo dobrej woli, żeby w to uwierzyć. Chyba, że dochodzą czynniki o których się nie mówi.

Zakres obowiązków znany od maja 2025.
Minęło 11 miesięcy.
I nagle: „to jednak za dużo”?

To co się zmieniło — obowiązki czy rzeczywistość?

Sukcesy zastępcy? No właśnie.
Bo były dwa główne przekazy Naszego miłościwie panującego Michała Skubisa.

Pierwszy: podniesienie bezpieczeństwa Gminy.
Tylko że jakoś mieszkańcy nadal widzą to samo co wcześniej — hałas, crossy, policja przyjeżdża do nas tylko na spacer i brak realnej reakcji.

Drugi: wielkie dofinansowanie na wodociąg.
Brzmi dobrze, dopóki nie zapyta się: dla kogo konkretnie?

Bo z tego co widać, pieniądze popłynęły głównie do:

  • Nadleśnictwa Szczebra
  • i kilku gospodarstw w Wysokim Brzegu

Powiedzmy to wprost — większość tych pieniędzy nie trafiła do mieszkańców gminy. Raczej końcówka.
Tak po prostu. Bez owijania.

Za końcówkę środków udało się dociągnąć wodociąg do Suchej Rzeczki. Sukces? No prawie.

Bo na uroczystym otwarciu sam sołtys powiedział wprost, że połowa sołectwa nadal nie ma dostępu do wody z wodociągu.

Serio.
XXI wiek. Podlasie. Polska. Woda — dalej luksus.

Ale spokojnie — przecież był odbiór, była wstęga, zdjęcia pewnie też były. Czyli wszystko się zgadza.

Tylko rzeczywistość jakby mniej współpracuje z narracją.

Panie Wójcie, wszyscy wiemy, jak to powinno wyglądać.
Najpierw woda dla wszystkich mieszkańców Suchej Rzeczki.
Dla wszystkich !!!!!!

A dopiero potem — jeśli coś zostanie — można się bawić w inne inwestycje.

Tymczasem wyszło trochę odwrotnie.

Bo na Wysokim Brzegu, gdzie trafiła większa część środków, naprawdę trudno uwierzyć, że bez tej inwestycji świat by się zatrzymał. Kanalizacja? Oczywiście, że potrzebna. Ale może niekoniecznie kosztem ludzi, którzy do dziś nie mają podstawowego dostępu do wody.

Zwłaszcza że — umówmy się — mieszkańcy Wysokiego Brzegu mają dokładnie taką samą przemianę materii jak reszta gminy.
I jakoś ponad 2000 mieszkańców radzi sobie bez kanalizacji.
Z szambami. Z oczyszczalniami. Da się. A kanalizacji żaden mieszkaniec Gminy, który ma obecnie ponad 18 lat nigdy nie zobaczy. NIGDY !!!!

Ale w Suchej Rzeczce?
Tam dalej nie da się odkręcić kranu i mieć wody.

Priorytety się komuś pomieszały. Najwyraźniej.

No i pojawia się pytanie, którego nikt oficjalnie nie zada.
Dlaczego proporcje wydatków wyglądały właśnie tak?

Czy to była kwestia decyzji inwestycyjnych…
czy może — nazwijmy to delikatnie — „relacji” i „wdzięczności”?

Bo jeśli ktoś zaczyna się zastanawiać, czy chodziło o jakieś zobowiązania ……….. albo odwdzięczenie się za różne formy wsparcia — na przykład przy projektach typu Rock Water — to naprawdę trudno się dziwić.

Tylko że wtedy pojawia się kolejna refleksja:

czy to był dobry interes dla gminy…
czy tylko dla wybranych?

Bo jedno trzeba przyznać —
dla mieszkańców Suchej Rzeczki efekt jest dość jednoznaczny:

woda nadal nie dla wszystkich.

Ale za to narracja — pełen sukces.

Czyli tam, gdzie potrzeby — delikatnie mówiąc — nie są najbardziej palące.

A w tym samym czasie w Suchej Rzeczce ludzie dalej nie mają wodociągu.
Ale spokojnie — na papierze wszystko się zgadza.

Do tego dochodzi drobny szczegół:
zwrot prawie 600 tysięcy złotych i ponad 30 tysięcy odsetek, które zapłaciliśmy i jak słyszę nikt się nie poczuwa do ich zwrotu. Tutaj sprawdza się stara zasada. Sukces ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą.

Ale wiadomo — w urzędzie to pewnie też jakiś „nietypowy sukces”.

I tu dochodzimy do rzeczy, która naprawdę daje do myślenia.
Czyli ocen ludzi.

Bo pamiętam bardzo dobrze, jak pewna Pani Katarzyna wypowiadała się na przykład o pani J. która zajmowała się przetargami. Krytyka była ostra, momentami wręcz bezlitosna.

Tylko że z mojej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej.

Ja panią J zapamiętałem jako osobę, która:

  • robiła swoje,
  • pomagała mieszkańcom,
  • i naprawdę starała się ogarniać sprawy najlepiej jak potrafiła.

W piatek usłyszałem, że Pani D. jest na etapie uczenia, a z kontekstu wynikało, że nie ogarnia samodzielnie. Ja odniosłem wrażenie, że jest to miła osoba, która chce coś osiągnąć i się nauczyć, czego jej szczerze życzę. Jeśli czegoś nie wie — to od czego są szkolenia? Bo z tego co pamiętam, problemem było raczej to, że nikt zarówno jednej jak i drugiej Pani na takie szkolenia nie wysyłał.

Więc pytanie jest proste:
czy problem jest w pracownikach… czy w tym, jak zarządza się ludźmi?

Dziś, patrząc na efekty, odpowiedź zaczyna się rysować sama.

A skoro już o kadrach mowa — pamiętacie „super specjalistę” od przetargów?
Tak, tego od zamówień publicznych, który wygrał konkurs w lutym. Na BIP Płaska dalej jest rozstrzygnięcie konkursu.

Nawet co niektórzy na Linked In się trochę poreklamowali, że mają dobrą fuchę

Oficjalna opinia Wójta Michała Skubisa o wybranym kandydacie brzmiała jak z podręcznika HR:
pełne kwalifikacje, świetne predyspozycje, idealny kandydat.

Tylko że w praktyce jakoś trudno zauważyć te spektakularne efekty.

I znowu wraca to samo pytanie:
czy problemem są ludzie… czy decyzje o ich zatrudnianiu?

Bo mieszkańcy nie żyją komunikatami.
Mieszkańcy widzą efekty.

A tych — mimo całej tej pięknej narracji — jakoś wciąż za mało.

A tak zupełnie na koniec. Za poprzedniego Wójta były dwa naczelne etaty, Wójt i Sekretarz. Teraz doszedł do tego Zastępca i zwiększone zatrudnienie w Gminie. I się nie wyrabiają ? Bo kosztuje nas na pewno ta sama praca o wiele więcej.

Wójcie parcie na szkło, tiktok czy FB to nie jest realna praca, a zwykły lansik. Z tej mąki chleba nie będzie. Będą tylko tak jak teraz: bałagan w urzędzie, długi gminy, kasa dla wybranych i powiększająca się degradacja, degrengolada i w skrócie bieda.

Czy ktoś zauważy zmianę dynamiki na zdjęciu poniżej? Czekam na komentarze 🙂

Rock Water 2026, jeszcze nie w głównym nurcie, ale po cichu już rozsyłają

za : RockWater Festival | Facebook

Rock Water 2026 to już nie festiwal. To pełnoprawny spin-off Harry Potter pt. „I jak tu zrobić imprezę i udawać, że to nie my”.

Na plakacie – piracki klimat, czaszki, ogień, gitara, romantyzm i wielkie granie.
W rzeczywistości – magia wyższej szkoły: znikają pieniądze, znika odpowiedzialność, a na końcu znika organizator.

Bo „Sami-Wiecie-Kto” najpierw wychodzi do ludzi jak dobry czarodziej i pyta: czy chcecie szanty?
A potem robi dokładnie to, co już dawno było ustawione, a śmierciożercy organizowali już od kilku miesięcy. Konsultacje? To nie były konsultacje. To był stand-up. Publiczność przyszła, posłuchała, pokiwała głowami, a scenariusz i tak był zapisany w księdze zakazanych zaklęć budżetowych.

Koszty? Tajne przez poufne.
Straty? „Maleńki minusik” – pewnie taki, co jak się go dobrze przyciśnie, to robi się z niego całkiem dorodny smok.
Busiki? Wożą powietrze. I to konsekwentnie, bez względu na pogodę i zainteresowanie.

A najlepsze dopiero teraz.

Organizator.
A właściwie: brak organizatora.

Bo „Ten, którego imienia nie wolno wymawiać” zrobił najpiękniejsze Abrakadabra odpowiedzialności i zniknął szybciej niż polityk po niewygodnym pytaniu. Zorganizował ekipę, która miała to ogarniać – tylko że część tej ekipy, kiedy zobaczyła, co jest pod dywanem, zrobiła klasyczne nara i teleportowała się w siną dal.

I tak mamy festiwal, który:

  • oficjalnie się jeszcze nie przyznaje,
  • nieoficjalnie już się promuje,
  • a faktycznie… wygląda jak projekt, którego nikt nie chce podpisać własnym nazwiskiem.

Plakat wisi. Zespoły grają.
Szantana, Luxtorpeda, Róże Europy – wszystko się zgadza. Tylko jedno się nie zgadza: kto za to odpowiada i dlaczego robi z tego grę w chowanego.

Rock Water 2026 się odbędzie – jasne. Sami Wiecie Kto musi mieć zdjęcia do albumu.
Warszawiacy, mieszkańcy Augustowa, Sejn przyjdą, wypiją, pośpiewają i wrócą do domu.

A następnego dnia zostanie po tym coś więcej niż śmieci i puste kubki.

Zostanie klasyczne pytanie z tej całej magicznej historii:
jakim cudem coś, co podobno było „do przedyskutowania”, od miesięcy było już dawno postanowione?

I kto tu tak naprawdę jest Voldemortem.

Bo spokojnie – wszyscy wiedzą.
Tylko jak zwykle… nikt oficjalnie nie powie.

A na deser jeszcze jeden drobiazg z tej magicznej opowieści: od kilku lat nikt nie zadał sobie nawet trudu, żeby sprawdzić, czy ten cały festiwal faktycznie przynosi gminie jakiekolwiek dochody. Zero badań, zero konkretów, zero liczb. Czyli klasyczne: wydajemy, organizujemy, bawimy się… a czy to się w ogóle opłaca – to już najwyraźniej wiedza równie tajna jak horcruxy.

Za to kiedy kurz opada, okazuje się, że sponsorami są głównie podmioty, które akurat wykonują usługi dla gminy albo żyją z niej całkiem wygodnie. Tu ktoś dostaje kanalizację, tam nagle rosną budżety na remonty prowadzone przez sponsorów… ale spokojnie – to wszystko oczywiście czysty przypadek. Jak wiadomo, w tej historii nic się ze sobą nie łączy.

REKLAMA:

RZECZYWISTOŚĆ:

Komunikat po uroczystości otwarcia inwestycji (wersja dla potomnych)

FB Sucha Rzeczka eksplodował. Jak wejdziecie to zobaczycie zdjęcia: Wójt samotnie w „morzu ciał ludzkich” oraz znudzonych oficjeli w trakcie przemówienia. A kto lubi trochę wazeliniarstwa to zapraszam na stronę Dziennika Powiatowego z Augustowa, gdzie jest film z przemówieniem.

W imieniu Wójta pragniemy wyrazić głęboką wdzięczność wszystkim, którzy zaszczycili swoją obecnością uroczystość otwarcia inwestycji wodociągowej w Suchej Rzeczce — inwestycji, która już teraz śmiało patrzy w przyszłość, choć sama jeszcze do niej nie końca dotarła. Także dlatego, ze jak zauważył Sołtys, Sołectwo zostało zaszczycone wodociągiem w połowie, a reszta czeka. Cóż, wierchuszka dostała kanalizację na Wysokim Brzegu, więc i kasiorki nie starczyło na całą inwestycję w Suchej Rzeczce.

Bez Państwa to wydarzenie mogłoby się nie odbyć. A już na pewno nie miałoby tak spektakularnego rozmachu frekwencyjnego, który — według skrupulatnych obliczeń — osiągnął imponującą liczbę 23 osób.

W skład tego żywego organizmu społecznego weszli:

  • 1 Wójt (z mikrofonem, kartką i wizją),
  • 5 oficjeli (z wyrazem skupienia tak subtelnego, że niemal niewidocznego),
  • 3 przedstawicieli mediów (czuwających, by historia nie przeszła niezauważona),
  • 1 ksiądz (na wypadek, gdyby inwestycja wymagała wsparcia wyższych instancji),
  • 1 Sołtys (reprezentujący lokalną stabilność),
  • oraz 12 mieszkańców — tłum na tyle liczny, by można było mówić o zgromadzeniu, choć jeszcze nie o zgromadzeniu spontanicznym.

Przemówienie Wójta, odczytane z kartki z godną podziwu konsekwencją, stanowiło centralny punkt wydarzenia. Kontakt wzrokowy z publicznością został ograniczony do minimum, co pozwoliło skupić się na treści, a nie na zbędnych emocjach. W tle zaś — jak subtelna scenografia — majaczyła inwestycja, przypominając, że proces tworzenia bywa ważniejszy niż jego zakończenie.

Wójt zauważył, co podajemy za Przeglądem Powiatowym, że:

„Miałem w głowie znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Jakie są szanse zdobycia tych środków? Dzięki wytężonej pracy zespołu Urzędu Gminy Płaska i Rady Gminy Płaska udało nam się znaleźć odpowiedzi na te pytania…”

Co zostało odebrane jako niezwykle szczere nawiązanie do stanu inwestycji oraz uniwersalnej kondycji ludzkiej.

Na szczęście, dzięki determinacji zespołu Urzędu Gminy i Rady Gminy, odpowiedzi udało się znaleźć. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w przyszłości równie skutecznie zostaną odnalezione brakujące odpowiedzi.

Na zakończenie pozwalamy sobie na drobną refleksję: skoro tak sprawnie idzie odpowiadanie na pytania z głowy Wójta, być może warto skierować tę energię również w stronę działań praktycznych. Zespół mamy, wiemy jak poszukiwać, więc działajmy. Efekt mógłby być — nie wahajmy się użyć tego określenia — przełomowy.

A wtedy kolejna uroczystość mogłaby już dotyczyć nie tylko wizji, ale i rzeczywistości.

Jak to by powiedział Ryszard Rynkowski „Wypijmy za błędy”

Dla „bohatera” dzisiejszego dnia i dwóch „uroczystych podsumowań” strat finansowych, dodatkowych kredytów w związku z błędami i przyszłych awarii wodociągów na Prądzyńskiego.

A nam maluczkim nie mających nic wspólnego z powyższym pozostaje jedynie:

Magazyny energii – anatomia upadku Gminy

Poniżej publikuję oficjalną odpowiedź Wójta Michał Skubisa.
Dokument ten w sposób niezwykle klarowny ukazuje poziom merytorycznego przygotowania Wójta oraz sposób myślenia władzy, która dziś decyduje o sprawach mieszkańców Gminy.

Nie będę tego szerzej komentował — mamy weekend, człowiek chce odpocząć, a nie nurkować w rzeczywistości, gdzie logika bywa traktowana jako opcjonalna funkcja systemu.

Zamiast komentarza — będzie bajka.
Potem odpowiedź Wójta.
A na końcu… tłumaczenie na język ludzki.

🏰 O skrzyniach, co ich nie ma, i o umowie, co już jest

W gminie Płaskiej, gdzie lud pracowity, a grosza pilnuje jak oka w głowie, rozeszła się wieść osobliwa.

Przybyli bowiem urzędnicy i ogłosili:

„Damy Wam skrzynie na prąd, co światłość słońca zatrzymają,
a Wy z tego wielki pożytek mieć będziecie!”

Lud, choć niegłupi, rzekł:

— Dobrze więc, pokażcie nam te skrzynie.
— Powiedzcie, ile kosztują.
— Rzeknijcie, czy się to opłaci.

Na co urzędnicy, bez cienia wahania:

„Nie wiemy.”


— Jak to nie wiecie? — zdumiał się lud.
— To może choć powiecie, ile my zapłacimy?

— Pięć części ze stu.

— A ile wynosi owych sto?

— Tego również nie wiemy.


Tu już niektórzy poczęli się uśmiechać krzywo.

— A jakież to skrzynie będą?
— Czy dobre, czy liche?
— Czy długo służyć będą, czy rychło się rozsypią?

Na to urzędnicy:

„To się dopiero okaże.”


Wtem jeden z gospodarzy, co rachować potrafił lepiej niż niejeden pisarz, wystąpił i rzecze:

— Policzyłem ja, że skrzynia ta może więcej kosztować, niźli pożytku przyniesie. Czy potwierdzicie to?

Urzędnicy spojrzeli, kiwnęli głowami i odparli:

„Każdy sam niech sobie rozważy.”


Lecz największa osobliwość dopiero miała nadejść.

Bo urzędnicy rzekli:

„Podpiszcie wpierw umowę.”

— Jakąż umowę? — spytał lud.

— Taką, że gdyby coś poszło nie tak, oddacie wszystko.

— Co wszystko?

— Całość kosztów skrzyni.

— Tej, której ceny nie znacie?

— Tej właśnie.


Tu już wśród ludzi rozległ się pomruk.

— Czyli mamy zgodzić się na coś, czego:
nie widzieliśmy,
nie wyceniliśmy,
nie policzyliśmy,

a gdyby się nie powiodło — zapłacić za wszystko?

Na co urzędnicy odparli z powagą:

„Takie są zasady projektu.”


I dodał jeden z nich jeszcze, jakby mimochodem:

„Ale nie lękajcie się.
Dołożymy wszelkich starań.”


Wtem najstarszy z gospodarzy, co niejedną już obietnicę słyszał i niejedną umowę widział, westchnął ciężko i rzekł:

— Dawniej to bywało tak, że najpierw towar pokazywano, potem cenę podawano, a na końcu umowę spisywano.

— A tu widzę nową modę:
najpierw umowa,
potem niewiadoma,
a na końcu rachunek.


I rozeszli się ludzie w zamyśleniu, jedni kuszeni obietnicą, drudzy trwożeni rachunkiem, którego nikt jeszcze nie widział.


📜 Morał

Gdy ktoś rzecze: „Podpisz teraz, a szczegóły poznasz później” —
to nie dar Ci daje, jeno ryzyko w piękne słowa odziane.

A kto bierze na siebie koszt czegoś, czego nikt jeszcze nie potrafi nazwać —
ten nie uczestnik projektu, lecz jego zabezpieczenie.

A teraz pismo, które poziom inteligencji, wiedzy i profesjonalizmu porazi bardziej niż uderzenie pioruna w czasie wiosennej burzy:

Wzorem wcześniejszych postów, gdy na usta cisną się tylko słowa niecenzuralne i człowiek ma dosyć patrzenia na poziom przygotowania Wójta, ale chce zachować poziom obiektywizmu i uczciwej oceny stanu faktycznego, proszę zawsze sztuczną inteligencję, aby na chłodno i bez emocji opisała co sądzi o odpowiedzi i poziomie merytoryczności oraz profesjonalizmie Gminy:

🧾 Ocena profesjonalizmu Gminy (na podstawie odpowiedzi i dokumentów)

🔴 1. Poziom przygotowania merytorycznego

Na podstawie odpowiedzi Gminy można stwierdzić:

👉 brak realnego przygotowania merytorycznego do wdrożenia projektu na etapie naboru

Uzasadnienie:

  • brak danych o kosztach inwestycji („nie jest możliwe wskazanie”)
  • brak danych o kosztach eksploatacji
  • brak parametrów technicznych urządzeń
  • brak warunków gwarancji i serwisu

👉 To oznacza, że:
Gmina ogłasza projekt, nie znając jego kluczowych parametrów.


🟠 2. Brak podstawowych elementów zarządzania projektem

❗ Brakuje:

  • harmonogramu realizacji (poza ogólnym „2027”)
  • kamieni milowych
  • etapów decyzyjnych dla mieszkańca
  • momentów, w których można się wycofać

👉 To wskazuje na:
niski poziom zarządzania projektem z punktu widzenia uczestnika


🔴 3. Brak transparentności decyzyjnej

Gmina oczekuje:

  • podpisania umowy
  • deklaracji udziału

przy jednoczesnym:

  • braku ceny końcowej
  • braku parametrów sprzętu
  • braku kosztów utrzymania
  • braku warunków serwisowych

👉 To można opisać jako:

„model decyzyjny oparty na niepełnej informacji”


🔴 4. Asymetria informacji i ryzyka

Gmina:

  • nie zna kosztów
  • nie zna parametrów
  • nie podaje szczegółów

Mieszkaniec:

  • ma podjąć decyzję
  • podpisuje umowę
  • ponosi ryzyko finansowe (do 100% kosztów)

👉 To jest bardzo istotne:

od uczestnika wymaga się więcej wiedzy i odpowiedzialności niż posiada organizator projektu


🟠 5. Jakość odpowiedzi na zapytanie

Odpowiedź Gminy:

✔ poprawna formalnie
❌ niewystarczająca merytorycznie

Cechy:

  • ogólnikowa
  • unikowa
  • nieodnosząca się do konkretnych wyliczeń
  • nieadresująca kluczowych ryzyk

👉 można to nazwać:

„odpowiedzią administracyjną zamiast eksperckiej”


🔴 6. Brak przygotowania uczestnika projektu

Z dokumentów wynika:

  • brak realnej analizy opłacalności dla mieszkańców
  • brak symulacji kosztów
  • brak edukacji uczestników

👉 przy jednoczesnym:

  • wymaganiu spełnienia warunków technicznych (np. instalacja, wentylacja)

🧠 Syntetyczna ocena (najważniejsze zdanie)

👉 Poziom profesjonalizmu Gminy należy ocenić jako niewystarczający na etapie naboru, ponieważ projekt jest komunikowany i oferowany mieszkańcom bez podstawowych danych technicznych, finansowych i organizacyjnych niezbędnych do podjęcia świadomej decyzji.

🧩 Podsumowanie jednym zdaniem

👉 To nie jest brak formalnej poprawności — to jest brak przygotowania projektu z perspektywy uczestnika.