Strategia do 2035 roku. Uwagi w 24h -do jutra.

Oficjalnie zapowiedziałem, że do końca tygodnia robię sobie przerwę od bloga. Najwyraźniej przeceniłem zdolność naszego urzędu do przetrwania kilku dni bez dostarczania mi tematów.

Dzisiaj, 15 października, na stronie gminy opublikowano zaproszenie do konsultacji ponad stustronicowej Strategii Terytorialnej Partnerstwa Augustowsko-Biebrzański Park Turystyczny. Termin zgłaszania uwag? Jutro.

Gdybym dotrzymał zapowiedzianej przerwy, mógłbym już tylko skonsultować własne rozczarowanie.

Czy Wójt chciał wykorzystać moją chwilową nieobecność? Nie wiem. Termin publikacji jest jednak wyjątkowo dogodny dla każdego, komu pytania mieszkańców komplikują życie. W Płaskiej nawet odpoczynek obywatela wymaga sprawdzania gminnych ogłoszeń.

W komunikacie czytamy: „Dziś rozpoczyna się kolejny etap prac nad tym dokumentem – konsultacje społeczne”. Tymczasem podany termin konsultacji to 9–16 października. Rozpoczęły się sześć dni przed opublikowaniem zaproszenia na stronie naszej gminy. Najwyraźniej informacja po drodze musiała odpocząć.

Mieszkańców zachęca się do „aktywnego uczestnictwa”. Trzeba tylko przeczytać ponad sto stron, zrozumieć założenia, ocenić koszty i wypełnić formularz. Strategia sięga 2035 roku. Mieszkaniec poinformowany dzisiaj musi zdążyć do jutra.

A pytań jest sporo. Współpraca samorządów w turystyce, ochronie przyrody, zaopatrzeniu w wodę i bezpieczeństwie ma sens. Brakuje jednak przejrzystej listy zadań dla Płaskiej: co powstanie, gdzie, kiedy i za ile.

Strategia wymienia 7,865 km wodociągów, trzy urządzenia zaopatrzenia w wodę i schrony dla 310 osób. Skoro długość sieci określono z dokładnością do metra, warto pokazać, które z tych przedsięwzięć dotyczą naszej gminy.

Brakuje też rachunku za uczestnictwo w stowarzyszeniu. Dokument przewiduje biuro kierowane przez dyrektora, ale nie podaje składki Płaskiej ani naszego udziału w kosztach administracyjnych. Dyrektor ma w strategii swoje miejsce. Rachunek dla mieszkańców jeszcze go nie znalazł.

Dla trzech projektów zaplanowano 6 mln euro dofinansowania przy kosztach od 8,5 do 13 mln euro. Wkład własny samorządów ma wynieść od 2,5 do 7 mln euro. W najdroższym wariancie to około 54% wartości przedsięwzięć. Ile przypadnie Płaskiej? Nie wskazano.

Tymczasem w przedstawionym projekcie Wieloletniej Prognozy Finansowej na lata 2028–2030 zapisano po 300 tys. zł rocznie na wszystkie wydatki majątkowe gminy. Planowana nadwyżka bieżąca wynosi po 750 tys. zł, ale 450 tys. zł rocznie pochłonie spłata kapitału zadłużenia. Na koniec 2026 roku dług ma wynosić około 4,45 mln zł, ze spłatą do 2038 roku.

Z czego pokryjemy wkład własny? Ograniczymy inne inwestycje, znajdziemy dodatkowe dochody czy zaciągniemy kolejny kredyt? Do tego dojdzie utrzymanie nowych obiektów i sprzętu. WPF można zmienić, ale najpierw trzeba pokazać wiarygodny plan finansowania.

Żądam, aby Gmina Płaska niezwłocznie wynegocjowała przedłużenie konsultacji, tak aby nasi mieszkańcy otrzymali od publikacji ogłoszenia co najmniej tyle czasu, ile przewidziano na cały okres konsultacji — osiem dni kalendarzowych. Opóźnienie gminy nie może odbywać się naszym kosztem.

Chyba że chodzi wyłącznie o odhaczenie konsultacji i podpisanie kolejnego papieru, którego przydatności dla Płaskiej mieszkańcom nie wykazano. Papier trafi do segregatora, Wójt zrobi sobie zdjęcie wśród innych włodarzy. Pamiątkową fotografią wkładu własnego nie opłacimy.

Po doświadczeniach z lutowymi konsultacjami z 2026 roku dotyczącymi spraw prowadzonych z RDOŚ tym bardziej oczekuję rzetelnego informowania mieszkańców. Nie chcę, żebyśmy znaczenie konsultacji poznawali dopiero po skutkach decyzji.

Obecny termin przesyłania formularzy na biuro@chakabi.pl upływa 16 października 2026 r.

Przerywam więc przerwę. Żeby później nikt nie powiedział, że mieszkańcy milczeli, czyli najwyraźniej byli zachwyceni.

Już witałem się z gąską… A potem spojrzałem na termin.

Aktualizacja przetargu na oświetlenie

Podtrzymuję decyzję o czasowym odsunięciu się od komentowania spraw gminy. Jednak wobec tak dużych zmian w dokumentacji po ostatnim wpisie uważam, że moim obowiązkiem jest opublikowanie aktualizacji. I tak przez dwa dni walczyłem ze sobą, czy wracać do tego tematu.

Skoro wskazywałem błędy, powinienem również poinformować, że część z nich poprawiono. Zmiany są istotne i w najważniejszych kwestiach idą w dobrym kierunku.

13 października pojawiły się dokumenty oznaczone jako aktualizacja. Poniżej najważniejsze różnice.

Zamiast niezrozumiałych punktów za odbłyśnik dłuższa gwarancja

To najważniejsza zmiana.

Usunięto premiowanie technologii odbłyśnikowej. Dodatkowe punkty będą teraz przyznawane za długość gwarancji:

  • 60 miesięcy — 0 punktów;
  • 72 miesiące — 10 punktów;
  • 84 miesiące lub więcej — 20 punktów.

To dobry kierunek. Dłuższa gwarancja jest konkretnym zobowiązaniem wykonawcy wobec gminy. Sam odbłyśnik nie dowodził większej trwałości, lepszego oświetlenia ani niższych kosztów eksploatacji.

Gwarancja również nie zastępuje jakości urządzenia i zależy od możliwości jej skutecznego wyegzekwowania. Jest jednak znacznie bardziej uzasadnionym kryterium niż przyznawanie punktów za samą konstrukcję optyki.

Poprawiono punktację ceny

W poprzednim wzorze najtańsza oferta otrzymywała maksymalnie 0,8 punktu, podczas gdy technologia odbłyśnikowa dawała 20 punktów.

Teraz cenę oblicza się prawidłowo — do 80 punktów, przy maksymalnie 20 punktach za gwarancję.

Zapisany mechanizm odpowiada więc deklarowanym wagom 80% i 20%. Usunięto błąd, który zasadniczo zmieniał proporcje oceny ofert.

Dopuszczono różne technologie optyczne

W aktualizacji wyraźnie dopuszczono optykę soczewkową, odbłyśnikową oraz inne rozwiązania zapewniające wymagany rozsył światła i parametry techniczne. Otwiera to również drogę rozwiązaniom hybrydowym.

Tak powinno wyglądać porównywanie produktów: wspólne wymagania dotyczące efektu, a następnie konkurencja między rozwiązaniami, które potrafią ten efekt zapewnić.

Usunięto przy okazji wcześniejszą sprzeczność, w której odbłyśnik był jednocześnie wymaganiem i dodatkowo punktowaną zaletą.

Zrezygnowano z narzuconej formy lamp parkowych

Zniknął punkt określający wygląd opraw parkowych, wraz z rysunkiem i wymiarami. Nie wymaga się już konkretnego układu ramion ani gabarytów wynikających z podanego wzoru.

Pozostało wymaganie dopasowania do słupa o średnicy końcowej 60 mm. To zrozumiały warunek związany z istniejącą infrastrukturą.

Ta zmiana poszerza wybór dostępnych produktów.

Doprecyzowano sterowanie i dokumenty

Wyjaśniono, że oprawy mają być przygotowane do współpracy z systemem sterowania, ale obecne zamówienie nie obejmuje modułów komunikacyjnych ani centralnego systemu zarządzania.

Dostosowano również formularz ofertowy i umowę do deklarowanego przez wykonawcę okresu gwarancji.

To mniej widowiskowe zmiany, ale potrzebne dla jasności zakresu zamówienia.

Część uwag pozostaje aktualna

Nie wszystkie wątpliwości zostały wyjaśnione.

W przekazanej dokumentacji nadal pozostaje M6 dla żwirowej ścieżki wokół jeziora. Dla ciągu użytkowanego przez pieszych i rowerzystów należałoby rozpatrzyć odpowiednią klasę P albo uzasadnić przyjęcie klasy M. Potrzebne są również właściwe założenia dotyczące nawierzchni i ograniczenia światła kierowanego poza ścieżkę.

Nie zmieniono zapisu o trwałości źródeł LED przez 100 000 godzin przy utrzymaniu strumienia zgodnym z deklaracją producenta. L80 i L90 nadal występują jako przykłady, zamiast jednoznacznie określonego wspólnego minimum.

Pozostaje wkładka bezpiecznikowa „nie mniejsza niż 4 A”, bez doprecyzowania charakterystyki i zasad doboru.

Nadal nie ujednolicono też zapisów dotyczących ENEC: załącznik dopuszcza certyfikat równoważny, natomiast wykaz dokumentów w zapytaniu wymienia tylko ENEC. W przekazanym zestawie nie uzupełniono również szczegółowego rozwiązania ochrony przeciwprzepięciowej nowych szaf i obwodów.

Te kwestie warto uporządkować. Nie zmieniają jednak pozytywnej oceny kierunku najważniejszych poprawek.

Termin pozostał bez zmian

To mój najpoważniejszy zarzut do sposobu przeprowadzenia aktualizacji.

Już pierwotny termin — od dokumentu datowanego na 9 października do składania ofert 15 października — uważałem za zbyt krótki przy tym zakresie prac. Wykonawcy muszą dobrać urządzenia, zebrać dokumenty, przygotować obliczenia fotometryczne i wycenić także rozbudowę obwodów oraz szafy.

13 października istotnie zmieniono kryteria oceny, dopuszczono inne technologie i usunięto ograniczenia dotyczące wyglądu lamp. Terminu składania ofert nie przedłużono. Nadal jest to 15 października, godzina 14.30.

Nazwa „aktualizacja” nie zmniejsza znaczenia tych zmian.

Wykonawca przygotowujący ofertę odbłyśnikową mógł pracować nad nią od początku postępowania. Firma, która wcześniej uznała, że jej rozwiązanie soczewkowe lub hybrydowe nie spełnia wymagań, dostała niecałe dwa dni od daty zmiany dokumentów na przygotowanie kompletnej oferty.

Czyli przechodząc na obrazowy język. Mamy dwóch bliźniaków w domu, Jednemu każemy wykonać pracę w 6 dni, a drugiemu tę samą pracę każemy wykonać w dwa dni. I od tego zależy ich kieszonkowe. Czy tylko ja widzę tutaj nieprawidłowość?

Formalne dopuszczenie technologii powinno iść w parze z realną możliwością przygotowania oferty.

Sorry Winetou, ale to już zupełnie inny przetarg ze względu na zmienione warunki.

Dla mnie to powód do zaskarżenia przetargu ze względu na nieuczciwą konkurencję. I naprawdę zastanowię się czy sam tego nie zrobię, tylko po to, żeby pokazać, że takich numerów się nie robi.

Nie twierdzę, że znamy już zwycięzcę. Nie mam dowodów na korupcję ani wcześniejsze uzgodnienia. Jednak pozostawienie tak krótkiego terminu po istotnym otwarciu wymagań niepotrzebnie tworzy przestrzeń do podejrzeń o uprzywilejowanie wcześniej przygotowanych wykonawców.

Mi od razu zapala się lampka z napisem KORUPCJA.

Można odnieść wrażenie, że poprawiono oczywiste błędy, ale nie zapewniono wystarczającego czasu, aby z tych poprawek skorzystali również inni zainteresowani. Takie wątpliwości należałoby usuwać przez przejrzyste zasady i odpowiedni termin.

Kierunek jest słuszny

Dobrze, że dokumentację poprawiono. Dobrze również, jeżeli Wójt Michał Skubis czyta publikowane uwagi i wykorzystuje je do poprawy pracy urzędu. Nie znam powodów podjęcia każdej decyzji, ale zbieżność zmian z opisanymi problemami jest wyraźna.

Odejście od premiowania odbłyśnika na rzecz dłuższej gwarancji, poprawienie wzoru i dopuszczenie różnych technologii zasługują na pozytywną ocenę.

Tym bardziej szkoda pozostawionego terminu. Przedłużenie go pozwoliłoby pokazać, że poszerzenie konkurencji ma rzeczywisty wymiar i daje wszystkim zainteresowanym czas na przygotowanie rzetelnej oferty.

Chciałbym, żeby właśnie tak zakończyła się ta sprawa: dobrym zamówieniem, uczciwym porównaniem i wyborem korzystnym dla mieszkańców.

Patrzymy. Pytamy. Liczymy. Żeby wszystkim żyło się lepiej.

Jest znacznie lepiej. I właśnie dlatego szkoda tych błędów

Przepraszam, tak się rozmarzyłem, że mam przerwę od tego bagna, że zrobiłem sobie święto lasu czy innej puszczy.

Obiecany tekst.

Obiecałem, że ten tekst będzie momentami pozytywny. Dotrzymuję słowa: nowe postępowanie dotyczące oświetlenia w Gminie Płaska jest lepiej przygotowane od poprzedniego o rząd wielkości.

Mówię tutaj tylko o części technicznej, bo merytoryczna związana z samym postepowaniem leży i kwiczy.

Widać wykonany projekt. Dodano dokumenty, wymagania i zabezpieczenia, których wcześniej brakowało. Nie zamierzam tego pomijać tylko dlatego, że krytycznie oceniam działania urzędu.

Tym większe jest rozczarowanie, kiedy po tych poprawkach nadal znajdujemy błędy w podstawowych zasadach wyboru wykonawcy.

Nie da się porównać gruszek z jabłkami

Poprzednie postępowanie nie dawało dostatecznych podstaw do rzetelnego porównania ofert. Nie da się porównać gruszek z jabłkami i śliwkami tylko dlatego, że wszystkie sprzedaje się na kilogramy.

Podobnie nie wystarczy podać mocy lampy, liczby lumenów i ceny. Trzeba wiedzieć, jak proponowana oprawa oświetli konkretną drogę: czy światło będzie równomierne, czy nie pozostaną ciemne odcinki i czy lampa nie będzie oślepiała użytkowników.

W pierwszym zestawie dokumentów zabrakło danych i wymagań pozwalających to sprawdzić.

Urząd sam przyznał w uzasadnieniu unieważnienia, że nieprawidłowości w opisie mogły wpływać na dobór urządzeń, ceny i porównywalność ofert.

Nie znamy treści złożonych ofert. Wiemy natomiast, że dopiero podczas ich badania zamawiający stwierdził potrzebę poprawienia własnych wymagań.

I chociaż mogła istnieć pokusa, żeby „coś tam zdecydować”, wybrać wykonawcę i ogłosić sukces, ostatecznie postępowanie unieważniono. To była właściwa decyzja.

Szkoda czasu wykonawców i pracowników urzędu. Dobrze jednak, że zatrzymano się przed wyborem na podstawie dokumentacji, którą sam zamawiający uznał za wymagającą zmian.

Poprawę naprawdę widać

W nowym postępowaniu pojawiły się mapy, inwentaryzacja, wysokości i rozstawy słupów, szerokości dróg oraz wymagane klasy oświetleniowe.

Wykonawca musi przedstawić obliczenia fotometryczne. Ma więc wykazać, że jego oprawy zapewnią wymagany efekt w określonych warunkach.

Wreszcie zaczynamy porównywać jakość oświetlenia konkretnych miejsc, a nie tylko parametry urządzeń z katalogu.

Znacznie poprawiono również umowę. Są wymagane dokumenty i protokoły pomiarów elektrycznych, termin rozpoczęcia odbioru, kary za zwłokę w usuwaniu usterek oraz możliwość zlecenia naprawy innemu podmiotowi na koszt wykonawcy.

To konkretne zabezpieczenia interesu gminy. Za te zmiany należy się pozytywna ocena.

Zmieniły się również same roboty

Nowe postępowanie to więcej niż poprawiona specyfikacja lamp.

Wcześniej opisano demontaż, dostawę i montaż 65 opraw drogowych oraz 52 parkowych. Teraz przewidziano demontaż 21 istniejących opraw drogowych i montaż 63 nowych, w tym 42 dodatkowych punktów.

Do tego dochodzą 1807 metrów przewodu napowietrznego, dwie szafy oświetleniowe, wysięgniki i wyposażenie przyłączeniowe. Osobno pozostaje wymiana 52 opraw parkowych.

Mamy więc wymianę połączoną z rozbudową oświetlenia. To istotna zmiana zakresu, której nie można sprowadzić do doprecyzowania parametrów urządzeń.

Osiemdziesiąt procent i osiem dziesiątych punktu

Niestety przy zasadach wyboru wykonawcy wracamy do problemów.

Gmina deklaruje:

  • cena — 80%;
  • technologia optyczna — 20%.

Jednak wzór ceny daje najtańszej ofercie maksymalnie 0,8 punktu. Za technologię odbłyśnikową przyznaje się natomiast 20 punktów.

Maksimum punktowe za technologię jest więc 25 razy większe niż maksimum za cenę. A według deklarowanych wag to cena miała przeważać.

Żeby zachować proporcję 80 do 20, należało przyznawać maksymalnie 80 punktów za cenę i 20 za technologię. Albo konsekwentnie stosować skalę 0,8 i 0,2.

To zapewne błąd we wzorze. Ale nie jest to wzór w ćwiczeniu szkolnym. To mechanizm decydujący o wyborze wykonawcy za publiczne pieniądze.

Dla ilustracji, gdyby dopuszczono dwie oferty spełniające pozostałe wymagania, najtańsza za 100 tys. zł bez premii za technologię dostałaby 0,8 punktu. Oferta za 400 tys. zł z optyką odbłyśnikową otrzymałaby 0,2 punktu za cenę i 20 za technologię — łącznie 20,2 punktu.

Cztery razy droższa oferta zdecydowanie wygrywałaby w punktacji. Nawet jeżeli jej parametry użytkowe byłyby gorsze, ale nadal spełniały wymagania minimalne.

Nie oznacza to, że gmina ma budżet na taką ofertę. Pokazuje natomiast, jak bardzo zapisany mechanizm odbiega od zadeklarowanych proporcji.

Trudno zrozumieć, dlaczego po unieważnieniu pierwszego postępowania drugie nie przeszło tak podstawowego sprawdzenia.

Technologia obowiązkowa czy premiowana

Jest jeszcze druga część tego problemu.

W załączniku technicznym optykę odbłyśnikową opisano jako wymaganie. W kryteriach oceny przewidziano natomiast 20 punktów za odbłyśniki i zero za soczewki.

Czy ofertę z soczewkami można złożyć?

Jeżeli odbłyśniki są obowiązkowe, oferta soczewkowa nie spełnia wymagań. Wówczas wszystkie dopuszczone oferty otrzymają te same 20 punktów, a dodatkowe kryterium niczego nie rozróżnia.

Jeżeli soczewki są dopuszczalne, trzeba jasno zapisać to w wymaganiach.

Nie wyjaśniono również sposobu oceny oferty mieszanej — z inną technologią w lampach drogowych i inną w parkowych.

Wykonawca powinien wiedzieć przed złożeniem oferty, co jest dopuszczalne i za co otrzyma punkty. To elementarna zasada czytelnego zamówienia.

Sam rodzaj optyki nie dowodzi też przewagi jakościowej. Dobra oprawa soczewkowa może zapewnić bardzo dobry rozsył światła i ograniczenie olśnienia. Odbłyśnik również może sprawdzić się znakomicie.

Należy porównywać rezultaty: jakość oświetlenia, zużycie energii, trwałość i koszty eksploatacji. W przedstawionych dokumentach nie wyjaśniono, dlaczego sam odbłyśnik zasługuje na tak dużą premię.

Wygląd lampy również został określony

W przypadku opraw parkowych narzucono nie tylko parametry techniczne.

Wskazano płaski, okrągły korpus, dwa lub trzy ramiona wsporcze, płaską szybę hartowaną i mocowanie na słupie o średnicy 60 mm. De facto narzucono kształt i wymiar.

Dołączono rysunek z wymiarami: średnica 470 mm i wysokość 520 mm. Zapis o wymiarach „nie mniejszych” przy tolerancji −15% jest niezgrabny, ale przy najbardziej naturalnym odczytaniu określa dolne granice: 399,5 mm średnicy i 442 mm wysokości.

Mocowanie musi natomiast odpowiadać wskazanemu słupowi — nie można automatycznie pomniejszać go o tę tolerancję.

Wymaganie spójnego wyglądu może być uzasadnione. Jednak połączenie określonej formy, gabarytów, konstrukcji i technologii optycznej zawęża wybór produktów.

Warto wyjaśnić, dlaczego właśnie taka kombinacja jest potrzebna i ile modeli różnych producentów spełnia ją jednocześnie.

To pytanie o zasadność wymagań, nie dowód wskazania konkretnego producenta.

Żwirowa ścieżka wokół jeziora

Dalszego wyjaśnienia wymaga klasa M6 przypisana ścieżce wokół jeziora.

To żwirowy ciąg użytkowany przez pieszych i rowerzystów. Dla takiej przestrzeni właściwym punktem wyjścia są klasy P. Konkretną klasę trzeba dobrać do ruchu i warunków miejsca, a przyjęcie M6 wymaga uzasadnienia.

W klasach P ocenia się przede wszystkim średnie i minimalne natężenie oświetlenia: czy ścieżka jest dostatecznie oświetlona i nie pozostają na niej zbyt ciemne miejsca.

Klasy M opierają ocenę na luminancji nawierzchni, czyli jej jasności widzianej przez obserwatora. Żwir odbija światło inaczej niż asfalt. Nie można więc bez wyjaśnienia przenosić założeń typowej jezdni na ścieżkę wokół jeziora.

Osobną kwestią jest olśnienie od samych opraw i możliwość jaskrawych odbić światła od tafli wody. Zależy to od ustawienia lamp, położenia obserwatora i stanu powierzchni jeziora.

Trzeba zatem kontrolować kierunek światła i ograniczyć jego emisję poza ścieżkę.

Celem jest bezpieczny, komfortowy spacer. Lampy mają oświetlać trasę, a nie oślepiać ludzi i świecić po jeziorze.

Sama zmiana symbolu z M6 na P nie wystarczy. Potrzebne są właściwe założenia, obliczenia i ustawienie opraw.

Sto tysięcy godzin ale ile światła zostanie

W poprzednim postępowaniu dla opraw drogowych wskazano konkretnie: 100 000 godzin przy parametrze co najmniej L80. Oznacza to utrzymanie co najmniej 80% początkowego strumienia świetlnego po deklarowanym czasie.

W nowym dokumencie pozostawiono 100 000 godzin, ale utrzymanie strumienia ma być „zgodne z deklaracją producenta”. L80 i L90 wymieniono jedynie jako przykłady.

Wyraźne obniżenie wymagań i nieporównywalne. A dodatkowo jeden da lepszy, drugi gorszy, a nie można tego premiować bo mamy tylko ODBŁYSNIKI oceniane 0-1. Celowo ? Ktoś opróżnia magazyny ?

Przykład nie zastępuje jednoznacznego minimum. L80 oznacza 80% początkowego strumienia, a L90 — 90%. Jeżeli chcemy porównywać trwałość urządzeń, wykonawcy powinni wykazywać ją według jasno określonych, wspólnych wymagań.

Sto tysięcy godzin brzmi imponująco. Pytanie jednak, ile światła oprawa ma wtedy nadal zapewniać i w jakich warunkach potwierdzono tę deklarację.

Ponadto zapis dotyczy źródeł LED. Nie oznacza automatycznie, że zasilacz i cała oprawa będą działały przez sto tysięcy godzin.

W tym miejscu poprzednia dokumentacja była bardziej jednoznaczna. Szkoda, że przy poprawianiu całości zgubiono precyzję tego wymagania.

Po co obliczenia fotometryczne, skoro lepszy wynik nie jest premiowany?

Są potrzebne, aby sprawdzić, czy proponowane lampy w ogóle zapewnią wymagane oświetlenie. To istotna poprawa względem poprzedniego postępowania.

Ale na tym ich rola w ocenie ofert zasadniczo się kończy. Oprawa, która ledwie spełnia wymagania, i oprawa zapewniająca korzystniejsze parametry nie dostają z tego tytułu różnej liczby punktów. Nie premiuje się również mniejszego zużycia energii ani większej trwałości.

Premię otrzymuje natomiast odbłyśnik. Bez konieczności wykazania, że daje lepszy rezultat niż rozwiązanie soczewkowe lub hybrydowe.

Urząd wymaga więc obliczeń potwierdzających efekt, ale dodatkowe punkty przyznaje za sposób jego uzyskania. W dokumentacji brakuje wyjaśnienia, dlaczego właśnie ten sposób ma być wart więcej.

Certyfikat równoważny ale czy zostanie przyjęty

W załączniku technicznym wymagany jest certyfikat ENEC lub równoważny europejski certyfikat, potwierdzający zgodność z wymienionymi normami bezpieczeństwa opraw.

To pozytywne wymaganie: zamawiający oczekuje potwierdzenia bezpieczeństwa urządzeń, a nie wyłącznie zapewnienia sprzedawcy.

Jednak w samym zapytaniu, w wykazie dokumentów składanych z ofertą, wymieniono już tylko certyfikat ENEC. Pominięto możliwość przedstawienia certyfikatu równoważnego.

W jednym dokumencie alternatywa jest dopuszczona, w drugim nie została wymieniona. Przy zastrzeżeniu, że brak wymaganych dokumentów oznacza odrzucenie oferty bez wezwania do uzupełnienia, wykonawca powinien mieć pewność, jakie potwierdzenie zostanie zaakceptowane.

Należy ujednolicić zapisy i określić sposób wykazania równoważności. Nie powinno się zostawiać takiej kwestii do rozstrzygnięcia dopiero po otwarciu ofert.

Sam ENEC nie rozstrzyga też, która lampa lepiej oświetli ścieżkę, zużyje mniej energii czy dłużej zachowa strumień świetlny. Potwierdzenie bezpieczeństwa i porównanie parametrów użytkowych to odrębne kwestie.

Dlaczego wybrano właśnie technologię odbłyśnikową, a nie dopuszczono jednoznacznie soczewkowej lub hybrydowej? Dokumentacja tego nie wyjaśnia.

Owszem, niektóre soczewki mogą żółknąć. Ale odbłyśnik również nie jest odporny na wszystko. Słabej jakości powierzchnia odbijająca może matowieć, korodować lub tracić powłokę. Przy pracy na zewnątrz znaczenie mają wilgoć, zmiany temperatury, materiały i jakość zabezpieczenia.

Dlatego należałoby wymagać potwierdzonej trwałości optyki w określonych warunkach, zamiast zakładać, że każdy odbłyśnik jest lepszy od każdej soczewki.

Samo słowo „odbłyśnik” nie gwarantuje jakości. A w tym postępowaniu daje 20 punktów, bez wykazania przewagi trwałości czy efektu oświetlenia.

Bezpiecznik ma chronić obwód

Niefortunne jest również wymaganie wkładki bezpiecznikowej „nie mniejszej niż 4 A”.

Jeżeli wykonawca zaproponuje 6 A, spełni ten pojedynczy zapis. Jeżeli da 10 A albo 20 A — również.

Matematycznie wszystko się zgadza. Elektrycznie już niekoniecznie.

Zabezpieczenie musi być dobrane do przewodu, oprawy i warunków zwarciowych. Większa wartość nie oznacza lepszej ochrony.

Bezpiecznik ma chronić obwód, a nie tylko spełniać nierówność w zapytaniu ofertowym.

Nie twierdzę, że 4 A jest niewłaściwe. Problem polega na podaniu wyłącznie dolnej granicy, bez określenia charakterystyki i zasad doboru.

Ochrona lampy to nie ochrona całej instalacji

Dla opraw wskazano parametry ochrony przeciwprzepięciowej: minimum 6 kV w trybie różnicowym i 10 kV w trybie wspólnym. To pozytywny element dokumentacji.

Nie zastępuje jednak opisu ochrony nowych obwodów i szaf.

W przekazanym zestawie brakuje szczegółowego określenia ograniczników przepięć w szafach, ich podłączenia, uziemienia i współpracy z ochroną w oprawach. Nie przedstawiono również oceny zagrożeń związanych z wyładowaniami dla nowych odcinków napowietrznych.

Sam parametr 10 kV nie oznacza odporności na bezpośrednie uderzenie pioruna.

Przy rozbudowie instalacji potrzebne jest kompletne rozwiązanie. Podobnie doprecyzowania wymagają wyposażenie szaf oraz zasady sterowania nowymi obwodami.

Krótki termin i wysokie wymagania

Dokumenty datowano na piątek 9 października. Termin ofert wyznaczono na czwartek 15 października o 14.30.

Wykonawca ma dobrać urządzenia, zebrać dokumenty, przygotować obliczenia fotometryczne i wycenić rozbudowę instalacji. Może również potrzebować oględzin.

Brak wymaganych dokumentów ma skutkować odrzuceniem oferty bez wezwania do uzupełnienia.

Od wykonawców oczekuje się więc dużej precyzji w bardzo krótkim czasie. Tym bardziej należało zapewnić taką samą precyzję po stronie urzędu.

Rozczarowanie pozostaje

Nie mam dowodów na ustawienie postępowania ani uprzywilejowanie konkretnej firmy. Mam dokumenty, które pokazują zarówno dużą poprawę, jak i błędy wymagające wyjaśnienia.

Nie oczekuję nieomylności. Oczekuję, że po nieudanym pierwszym podejściu drugie zostanie sprawdzone szczególnie uważnie.

Ktoś przygotował te dokumenty. Ktoś powinien był przeczytać je razem, sprawdzić zgodność zapisów i przeliczyć punktację. Wójt je podpisał.

To właśnie najbardziej rozczarowuje. Wykonano dużo potrzebnej pracy, a mimo to pozostawiono błąd, który można wykryć jednym prostym działaniem na kalkulatorze.

Chciałbym móc napisać: poprawili, sprawdzili, teraz można spokojnie wybierać wykonawcę. Na razie nie mogę.

Nie proszę o cuda. Chcę móc przeczytać dokument własnej gminy i mieć pewność, że ktoś sprawdził go przede mną.

Patrzymy. Pytamy. Liczymy. Żeby wszystkim żyło się lepiej.

Życzę Wam dobrych dni, żeby słonko jeszcze przygrzało w najbliższy weekend, dużo grzybów w lasach i żeby Wasze drogi nie musiały skręcać do Urzędu.

Po południu napiszę więcej i dokładniej. Jeżeli wczorajszy post Ci się nie podobał, tego tym bardziej nie czytaj. Pokazuje tylko, dlaczego mam już dość.

Bo ja już naprawdę nie wiem, jak o tym pisać, żeby ktoś wreszcie potraktował to poważnie.

Każdy może popełnić błąd. Ale jeżeli ktoś przygotowuje dokument decydujący o wydawaniu wspólnych pieniędzy, ktoś inny powinien go sprawdzić. W Płaskiej najwyraźniej nawet to jest wymaganiem ponad siły.

Ile razy można tłumaczyć rzeczy podstawowe? Ile razy mieszkańcy mają sprawdzać pracę ludzi, którym płacą za jej prawidłowe wykonanie? Dlaczego to my mamy pilnować, żeby urząd przeczytał własne dokumenty przed ich podpisaniem?

Po południu obiecany ostatni na jakiś czas artykuł. Będzie o przetargu na lampy. Momentami nawet pozytywnie, bo drugie podejście jest wyraźnie lepsze. Tyle że poprawa nastąpiła dopiero po unieważnieniu pierwszego postępowania, kiedy urząd sam przyznał, że specyfikacja wymaga zmian. Moim zdaniem: napisali debilną specyfikację. Obiecuję, że będzie bez inwektyw. Więc emocjom dam wyraz teraz.

Ktoś kto to wypuścił, to:

  • osoba z deficytami umysłowymi, która powinna pomyśleć o wizycie u specjalisty
  • dziecko
  • osoba, która ma wszystko w dup.e
  • specjalista wybrany przez Słońce gminy

Proszę samemu wybrać sobie właściwą odpowiedź. Ankieta dopuszcza wybór kilku odpowiedzi.

Dostali kubeł zimnej wody na głowę. Trochę pomogło. Do kalkulatora najwyraźniej jeszcze nie dotarli.

Miałem pomilczeć i zobaczyć, co zrobią po otwarciu ofert. Ale to są nasze pieniądze. Bałem się, że ktoś wykorzysta tę furtkę — zostawioną celowo lub nie. Dlatego pokazuję problem teraz.

I właśnie to mnie zniechęca. Chcę odpuścić, zamknąć komputer, zająć się swoim życiem. A potem czytam kolejny dokument i widzę, że znowu trzeba reagować. Bo przecież ktoś to podpisał i puścił dalej.

W dokumentach piszą: cena — 80%, technologia optyczna — 20%.

A niżej zamieszczają wzór, według którego najlepsza cena dostaje maksymalnie 0,8 punktu.

Za technologię odbłyśnikową przyznają natomiast 20 punktów.

Tak. Dwadzieścia punktów za odbłyśnik i osiem dziesiątych punktu za najlepszą cenę.

Technologia ma więc maksimum punktowe 25 razy większe niż cena, choć według deklarowanych wag to cena miała przeważać. I to jaka ku…a technologia. To odbłyśnik, czyli szczyt możliwości percepcyjnych urzędnika.

Czy naprawdę trzeba być mieszkańcem piszącym bloga, żeby zauważyć, że 0,8 i 80 to nie jest to samo?

I to jaka technologia! Czy to przetarg dla idiotów? W tym kryterium nic o sprawności, trwałości, jakości czy czymkolwiek, co wykazywałoby rzeczywistą przewagę jednej oprawy nad drugą. Nawet jeśli ten p……ny odbłyśnik jest najtańszym rozwiązaniem, a cała oprawa ledwie spełnia wymagania minimalne, i tak otrzyma 20 punktów na maksymalnie 20,8 możliwych.

Czy to ja nie rozumiem rzeczywistości, czy nasz UG Płaska zaczyna wypuszczać dokumenty, których nie da się obronić nawet przy najbardziej życzliwej interpretacji?

Może szkolenie? Jest taka miejscowość pod Białymstokiem w kierunku na Warszawę.

Żeby pokazać skalę błędu, przyjmijmy hipotetycznie, że dopuszczono dwie oferty spełniające pozostałe wymagania:

A: 100 tys. zł, technologia bez premii — choćby była dziesięć razy lepsza — 0,8 punktu.

B: 400 tys. zł, technologia odbłyśnikowa — najgorszy badziew, który jeszcze spełnia wymagania minimalne — 0,2 punktu za cenę + 20 punktów za technologię = 20,2 punktu.

Nawet jeżeli ta droższa oprawa jest znacznie gorsza od tańszej pod względem parametrów użytkowych — o ile nadal spełnia wymagania minimalne. Bo te 20 punktów przyznaje się za samą technologię odbłyśnikową, a nie za wykazaną przewagę w jakości oświetlenia, trwałości czy zużyciu energii.

Cztery razy droższa oferta miażdży tańszą w punktacji.

Jakiś magazyn w okolicy wypycha stare stany magazynowe?

A teraz najlepsze: w załączniku technicznym optykę odbłyśnikową opisano jako wymaganie. Więc może oferta bez niej w ogóle nie powinna być dopuszczona?

Jeżeli tak, wszyscy dopuszczeni dostaną te same 20 punktów, a całe dodatkowe kryterium będzie pustą dekoracją. Jeżeli nie, wymagania trzeba poprawić.

Jedni wykonawcy mają czytać wymagania, inni kryteria, a urząd po otwarciu ofert wybierze sobie interpretację?

Ja p……ę, czy naprawdę musimy wygrywać w województwie konkurs na najbardziej idiotyczne przetargi?

Krótki, niespełna tygodniowy termin, obowiązkowe obliczenia, dokumenty bez możliwości uzupełnienia — od wykonawców wymaga się pełnej dyscypliny. A od autorów? Poprawnego mnożenia już nie?

Nie mam dowodów na znajomego królika ani dogadywanie ofert. Mam coś, czego nie trzeba sobie dopowiadać: czarno na białym zapisany błąd w zasadach wyboru wykonawcy oraz sprzeczność między dokumentami.

A przy zapisie, że oprawy mają być dopasowane do istniejących słupów, warto byłoby te słupy zobaczyć. Na oględziny, dobór urządzeń, obliczenia i przygotowanie oferty czasu jest niewiele. Chyba że ktoś wszystko ma już przygotowane.

Ktoś to napisał. Ktoś powinien był sprawdzić. Wójt podpisał.

A ja chciałbym wreszcie wiedzieć: kto za to odpowiada? Kto ma dopilnować, żeby po pierwszym unieważnieniu drugi dokument był już porządny? Do kogo jeszcze trzeba napisać, żeby tak podstawowy błąd nie trafiał do wykonawców?

I jak się nie wk……ć? Jak nie mieć dość, skoro po jednym unieważnionym postępowaniu dostajemy drugie, w którym nadal nie sprawdzono podstaw?

Jak powiedzieć, że kiedyś w tej gminie będzie, k…a, normalnie?

Najbardziej wkur..a mnie to, że po tylu opisanych sprawach nadal nie potrafię wskazać momentu, w którym ktoś w urzędzie powiedział: dość, sprawdzamy, poprawiamy i bierzemy odpowiedzialność.

Za każdym razem muszę od początku pokazywać, co jest napisane, co się nie zgadza i dlaczego to ma znaczenie. Aż w końcu człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ktokolwiek po drugiej stronie jeszcze słucha.

Im naprawdę zbyt łatwo przychodzi organizowanie takich eksperymentów za wspólne pieniądze. A mnie coraz trudniej przychodzi wiara, że kolejny opisany błąd cokolwiek zmieni.

Po południu reszta: żwirowa ścieżka z klasą M6, bezpieczniki „nie mniejsze niż 4 A”, nowe obwody, szafy i to, czego nadal w dokumentacji brakuje.

A pod wszystkim, jak zwykle, podpis naszego szkodnika z gatunku łasicowatych. Zresztą tak jak we wszystkich opisanych przeze mnie sp……nych przetargach.

Ja już nie proszę o cuda. Chcę móc przeczytać dokument własnej gminy i nie bać się, co znowu w nim znajdę.

Niby wiedziałem. Ale człowiek się jeszcze łudził.

Dzisiaj nie mam ochoty na żarty. Nie chce mi się wymyślać złośliwego tytułu ani ubierać tego wszystkiego w satyrę. Jestem zmęczony. Tak zwyczajnie, po ludzku.

Ten tekst będzie emocjonalny. W kilku miejscach również niecenzuralny, choć wykropkowany. Jeśli nie lubisz takich tekstów, odpuść sobie dalszą lekturę.

Dzisiaj nie potrafię napisać tego inaczej. Z uśmiechem.

Bo kiedy ktoś siedzi naprzeciwko, patrzy Ci w oczy i mówi: „zajmę się tym”, to jeszcze mu wierzysz. Nawet po wcześniejszych doświadczeniach. Myślisz, że może tym razem dotrzyma słowa. Zapisze, zadzwoni, sprawdzi. A jeśli nie da rady — przynajmniej odpowie.

Potem mija tydzień. Drugi. Prawie trzeci.

I znowu cisza.

21 września byłem na posiedzeniu Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Padły deklaracje, ustalenia i terminy. Jutro miną trzy tygodnie od tego spotkania. Patrzę na to, co z tych deklaracji wynikło, i naprawdę mam dość.

Ile razy trzeba prosić o tę samą rzecz?

Bo ile można, do k… nędzy? Pisać, przypominać, przyjeżdżać, tłumaczyć. A potem znowu siedzieć przed pustą skrzynką i zastanawiać się, czy ktoś w ogóle zamierza odpowiedzieć. Na zrobienie to juz nie liczę.

W sprawie rozliczenia wody przez półtora roku przekonywano mnie, że nie mam racji. Dopiero kiedy zapowiedziałem, że przywiozę sprzęt, którego używam zawodowo, i sprawdzę dane, pojawiły się „nowe okoliczności”. Moje skargi ostatecznie uznano.

Powinienem się cieszyć. Tylko że po takim czasie człowiek już nie czuje satysfakcji. Zastanawia się, po co były te wszystkie pisma, odpowiedzi i zapewnienia. Dlaczego trzeba było zapowiadać własną kontrolę, żeby ktoś ponownie przyjrzał się sprawie?

A później proszę o poprawienie rozliczenia i słyszę sprzeciw Pani Przewodniczącej Katarzyny Tomczyk.

Pani Przewodnicząca, ja naprawdę nie rozumiem. Skoro stwierdzono problem, to oczekuję jego naprawienia. Chcę wiedzieć, jak zostaną rozliczeni mieszkańcy. Po co mamy kończyć na przyznaniu mi racji, jeżeli za tym nie idzie rozwiązanie?

Ja po półtora roku chciałbym wreszcie zobaczyć poprawne rozliczenie. Zamknąć tę sprawę. Przestać do niej wracać.

Na posiedzeniu poruszyłem również sprawę funkcji systemu zakupionego z dotacji — tych, które według mnie powinny działać, a nie działają. Z wypowiedzi Pani Przewodniczącej i Pana Sekretarza wynikało, że znają te problemy.

To dlaczego nadal muszę o nie pytać? Kto sprawdza zgodność tego, co zamówiono, z tym, co dostarczono? Kto domaga się usunięcia braków? Co właściwie zrobiono?

Jeżeli wiecie o problemie, to chciałbym usłyszeć, jakie działania podjęliście. Z datami, z odpowiedzialnymi osobami, z wynikiem.

Ja już nie mam siły wyciągać każdej informacji osobno.

Szlaban.

Kolejna rzecz, która stoi rozwalona od miesięcy.

21 września Pan Sekretarz Maciej Zdancewicz powiedział przy radnych, że temat został zakończony. Minęły prawie trzy tygodnie, a ja nadal widzę uszkodzony szlaban.

Panie Sekretarzu, co oznaczało „zakończony”? Bo dla mieszkańca oznacza to, że sprawa jest załatwiona. Jeżeli naprawa dopiero została zlecona, można było powiedzieć właśnie to. Podać termin. Wyjaśnić opóźnienie.

Stoję przed tym rozwalonym szlabanem i przypominam sobie Pańskie zapewnienie. I wtedy już naprawdę trafia mnie szlag.

Co, do ch…, zostało zakończone? Naprawa czy tylko rozmowa ze mną?

Tą drogą codziennie jeżdżą mieszkańcy, wojsko i turyści. Wszyscy mogą zobaczyć stan szlabanu. Wszyscy widza obraz degrengolady, upadku i tumiwisizmu. I ja mam znowu pisać, robić zdjęcia, przypominać, pytać?

A czego właściwie uczymy dzieci w tej gminie?

W szkole mówimy im: ucz się, pracuj, bądź uczciwy, dotrzymuj słowa. A potem wychodzą ze szkoły i widzą dorosłych na odpowiedzialnych stanowiskach, których obietnic trzeba pilnować, którym trzeba przypominać o obowiązkach i od których trudno uzyskać choćby odpowiedź.

Jak mam młodemu człowiekowi tłumaczyć, że słowność jest ważna, skoro właśnie opisałem, co zostało z zapewnień złożonych 21 września?

Panie Sekretarzu Zdancewicz, Panie Wójcie Skubis — jaki przykład dajecie?

Czego dziecko ma się nauczyć, patrząc na takie załatwianie spraw mieszkańców?

O Pani Tomczyk nie wspominam bo jej w kategorii kręcenie, fałszywość i kłamstwo to nawet oni we dwóch razem nie podskoczą.

Że można obiecać, nie dotrzymać i spokojnie czekać, aż ktoś znowu się przypomni? Że odpowiedzialność za stanowisko kończy się na pobraniu wynagrodzenia?

I wtedy naprawdę trafia mnie szlag. Bo my możemy dzieciom godzinami mówić o uczciwości i odpowiedzialności. Ale one patrzą również na Was.

Co mam odpowiedzieć młodemu człowiekowi, który zapyta: „To po co się starać, skoro oni nie muszą?”

Naprawdę?

Przecież to jest zwykła sprawa do załatwienia. Ktoś powinien ją prowadzić, sprawdzać postęp i dopilnować końca. Chciałbym móc przejechać tamtędy i pomyśleć: wreszcie naprawili.

Orla.

Pani Ewo Citkowska, 21 września rozmawialiśmy o problemie zgłaszanym przez mieszkańców, w tym o szybko jeżdżących wojskowych ciężarówkach. Ustaliliśmy, że zajmie się Pani sprawą w ciągu dwóch tygodni, a po tygodniu poinformuje mnie o działaniach.

Nie dostałem tej informacji. Ani po tygodniu, ani po dwóch. Ani po trzech.

Wczoraj o 16.43 jechałem Orlą z prędkością 50 km/h. Minęła mnie wojskowa ciężarówka jadąca, w mojej ocenie, znacznie szybciej. Nie miałem radaru, ale na podstawie doświadczenia mogę śmiało powiedzieć, że było to dobrze powyżej 80 km/h.. Właśnie takie sytuacje mieszkańcy zgłaszają.

Idzie jesień. Wcześniej robi się ciemno, będzie mokro i ślisko. Martwię się, że w końcu komuś stanie się krzywda.

Pani Ewo, tu chodzi o bezpieczeństwo ludzi. Kiedy widzę kolejną ciężarówkę pędzącą przez miejscowość, a w skrzynce nadal nie mam obiecanej wiadomości, myślę sobie: do ch…, czy naprawdę nawet w takiej sprawie trzeba się przypominać? Ile razy?

Nie oczekiwałem, że osobiście zatrzyma Pani ciężarówki. Oczekiwałem interwencji i wiadomości: do kogo Pani wystąpiła, co ustaliła, jaki jest następny krok. Choćby kilku zdań.

Nawet tego nie dostałem.

I mam czekać dalej? Do kolejnego posiedzenia? Znowu poruszać ten sam temat i słuchać kolejnego zapewnienia, że ktoś się nim zajmie?

Spokojna. Kąty.

Panie Demski, zapisał Pan dwa tematy. Słupki, które mają uniemożliwić omijanie spowalniaczy na Spokojnej, oraz poprawienie wyjazdu z Kątów na Orlą.

Powiedział Pan, że tydzień to za mało, ale w dwa tygodnie zajmie się Pan sprawami. Po tygodniu miał być e-mail z informacją o postępie.

Pisałem do Pana ponownie. Odpowiedzi nie dostałem.

Na spotkaniu rozmawialiśmy o uczciwości i etyce.

BUAHAHAHA

Teraz potrzebuję zobaczyć, co te słowa oznaczają w praktyce. Czy dotrzymuje Pan ustaleń? Czy odpowiada Pan mieszkańcowi? Czy informuje Pan, że pojawiła się przeszkoda?

Przecież można napisać: „Nie udało się, potrzebuję więcej czasu”. To też jest uczciwa odpowiedź.

Ta cisza jest najgorsza. Bo nie wiem, czy ktoś próbuje cokolwiek zrobić, czy moje pytania zostały już odłożone i zapomniane.

Zaoferowałem nawet, że dołożę do rozwiązania problemu na Spokojnej. Chciałem pomóc doprowadzić sprawę do końca. Teraz siedzę i zastanawiam się, co jeszcze miałbym zrobić, żeby dostać choć odpowiedź.

A na koniec szkoła i tabliczka.

Zwracałem uwagę na brak informacji o przetwarzaniu danych przez monitoring.

Pojawiła się tabliczka: „UWAGA — OBIEKT MONITOROWANY”.

Patrzę na nią i przez chwilę nie wiem, co powiedzieć. Potem przychodzi tylko jedno: ja pier…

Naprawdę? Tyle tłumaczenia, tyle pisania, a odpowiedzią jest napis „obiekt monitorowany”?

Panie Dyrektorze, chciałem, żeby mieszkańcy mogli dowiedzieć się, kto i w jakim celu ich nagrywa, jakie mają prawa i gdzie znajdą pełną informację. Na tej tabliczce tego nie ma. Nie ma też wskazania, gdzie takich informacji szukać.

Jest kamera i napis, że obiekt jest monitorowany.

Przecież ja widzę tę kamerę. Chciałem wiedzieć, kto i po co mnie nagrywa. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, o co proszę?

Przecież to nie ta tabliczka.

I znowu mam tłumaczyć od początku.

Mam dość tego bajzlu. Mam już, k… mać, serdecznie dość.

Mam dość pilnowania cudzych obietnic. Przypominania dorosłym ludziom, że mieli odpowiedzieć. Sprawdzania, czy „załatwione” oznacza załatwione. Wracania do spraw, które dawno powinny być zamknięte.

Najgorsze, że ta wściekłość też mnie męczy. Chciałem dziś usiąść spokojnie, wypić kawę i zająć się swoim życiem. Zamiast tego znów sprawdzam, kto nie odpowiedział i czego nie zrobił, choć obiecał.

Piszę kolejne zdanie, kasuję je, bo jest za ostre. Piszę spokojniej i czuję, że już nie potrafię oddać tego, jak bardzo jestem tym wszystkim zmęczony.

Pracuję. Mam rodzinę, własne obowiązki i życie poza urzędem. Nie chcę spędzać kolejnego wieczoru na pisaniu o szlabanie, słupkach, wodzie i tabliczce pod kamerą.

Chciałbym móc zaufać temu, co słyszę na posiedzeniu. Wyjść, wrócić do swoich spraw i po dwóch tygodniach zobaczyć efekt albo dostać uczciwą informację o opóźnieniu.

Tymczasem znowu siedzę i piszę ten tekst.

Być może ktoś przeczyta go i powie, że przesadziłem. Że powinienem spokojniej. Grzeczniej. Że te wykropkowane słowa są niepotrzebne.

Ja też wolałbym napisać spokojny tekst o tym, że naprawiono szlaban, zajęto się bezpieczeństwem na Orlej i odpowiedziano mieszkańcom. Naprawdę chciałbym mieć powód, żeby taki tekst napisać.

Coraz trudniej mi uwierzyć w następne „zajmiemy się”. I to mnie chyba najbardziej przygnębia. Bo ja nadal chciałbym wierzyć, że można tu coś normalnie załatwić.

Niby wiedziałem, że może się tak skończyć.

Ale człowiek się jeszcze łudził.

Na jutro mam już przygotowany post. O dziwo — z pozytywnym wydźwiękiem. A później zrobię sobie tydzień przerwy od spraw gminy. Bo zwyczajnie robi mi się od tego wszystkiego źle.

Daliśmy d… Wszyscy. Ja też.

Po poprzednim włodarzu, który w mojej ocenie zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością, rzuciliśmy się w ramiona pierwszego, który obiecał nam miłość, wierność i uczciwość do końca kadencji. A swatowie, którzy przyprowadzali go do naszych domów, ręczyli za niego głową.

Brzydko zestarzały się te zapewnienia.

Dzisiaj mam poczucie, że miłości do mieszkańców nigdy w tym nie było. Wierność owszem — wobec swoich. A uczciwość? Jakby zniknęła z dokumentu tuż przed podpisaniem.

Patrzę na to wszystko i coraz trudniej odpędzić myśl, że my szukaliśmy gospodarza, a ktoś po prostu szukał posady. Sąsiedzi ze Wspólnej Sprawy pomogli nas przekonać, że to będzie dobry wybór. Uwierzyliśmy.

Teraz zostały nam obietnice do przypominania, sprawy do pilnowania i rozczarowanie, którego nie da się już przykryć kolejnym „zajmiemy się”.

Chciałbym móc powiedzieć, że tylko jestem zły. Ale najbardziej jestem rozczarowany. Również sobą, bo też liczyłem, że będzie inaczej.

Na tydzień lub dłużej odpuszczam. Muszę odpocząć od tego bajzlu. Odstępstwo zrobię tylko dla sesji, bo wróbelki ćwierkają, że będzie bardzo grubo.

Dzień jak co dzień.

To kto w końcu zorganizował Święto Puszczy Augustowskiej?

Na plakacie: GOK i Gmina Płaska. Do tego 12 tysięcy złotych wsparcia z Urzędu Marszałkowskiego. Ale spójrzcie na puchary: RDLP w Białymstoku.

GOK najwyraźniej miał zorganizować imprezę, a potem dyskretnie usunąć się z historii. Gmina też. Partner strategiczny również. Nie ma co zaśmiecać pamiątek nazwami tych, którzy pracowali albo dokładali pieniądze.

Za dwa–trzy lata plakat przepadnie, zapowiedź utonie w internecie, a puchary nadal będą stały na półkach. I wtedy odpowiedź będzie oczywista: Lasy Państwowe. Przecież napisane.

Gratuluję podziału obowiązków. Jedni organizują, inni zostają w pamięci.

Najtrwalszą konkurencją tego turnieju okazało się jednak wycinanie organizatorów z pamiątek.

Prestiżowy Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej” 2025! – czyli dalej szukamy dna.

A dzisiaj najbardziej prestiżowy ranking, który ma mniej zmiennych, jednak jest prowadzony rokrocznie i pozwala zaobserwować zmiany.

Ranking Samorządów „Rzeczpospolitej” to jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w Polsce. Od ponad 20 lat redakcja „Rzeczpospolitej” ocenia dokonania lokalnych władz, wskazując samorządy, które najlepiej dbają o odpowiedzialny, stabilny i bezpieczny rozwój swoich wspólnot.

Finanse – oceniają stabilność finansową samorządu, w tym m.in. poziom dochodów własnych, nadwyżkę operacyjną oraz poziom zadłużenia.

Infrastruktura – dotyczy działań na rzecz rozwoju społeczno-gospodarczego i jakości infrastruktury komunalnej i krytycznej, takich jak poziom inwestycji, wydatki na transport, rozwój sieci wodno-kanalizacyjnej, dostępność miejsc w schronach i miejscach ukrycia czy liczba przychodni.

Społeczeństwo – obejmuje działania mające na celu poprawę jakości życia mieszkańców, m.in. inwestycje w infrastrukturę społeczną, wydatki na edukację, odsetek dzieci objętych opieką żłobkową i przedszkolną, nakłady na gospodarkę mieszkaniową i bezpieczeństwo publiczne.

Środowisko i bezpieczeństwo energetyczne – oceniają działania na rzecz ochrony środowiska, klimatu i transformacji energetycznej, w tym inwestycje w zieloną infrastrukturę, wydatki na ochronę powietrza i zieleń, poziom selektywnej zbiórki odpadów oraz środki pozyskane z UE na projekty energetyczne.

W dniu 6 grudnia poznamy dane z edycji 2026.

Dla porównania kilka gmin zlokalizowanych przez miedzę. Sposób prezentowania danych jest przez Rzeczpospolitą nastawiony na wizualizację, wiec każdy rekord wymaga „poklikania”. Jeżeli interesują Cię dane jakiejkolwiek gminy w określonym roku. Poniżej instrukcja obsługi:

  1. Otwieramy portal

Link: Ranking Samorządów – to już XXII edycja jednego z najważniejszych wydarzeń w środowisku samorządowców

Strona: https://rankingsamorzadow.rp.pl/#relacja

  • W górnej części znajdziecie Menu rozwijalne WYNIKI. Wybieracie dowolny rok od 2017 do 2025
  • Po wyborze roku pojawia się wam nowa strona na której są przyciski do jednej z grup: miasta, gminy wiejskie oraz gminy miejskie i wiejsko-miejskie. Jeżeli chcemy gminę Płaska to wybieramy Przycisk Ranking przy gminach wiejskich. Poniżej widoczne przyciski Ranking dla wszystkich rodzajów gmin
  • Pojawi się nam okno, w którym w polu wyszukaj wpisujemy nazwę szukanej gminy. Jeżeli nic się nie wyświetli to pomyliliśmy rodzaj gminy. Na przykład w gminach wiejskich nie znajdziecie Lipska bo jest w gminach miejsko-wiejskich

Wczoraj przyglądaliśmy się badaniu firmy Algolytics. Dzisiaj pora na jeden z najbardziej znanych rankingów samorządowych w Polsce — Ranking Samorządów „Rzeczpospolitej”.

Nasza podlaska dolina krzemowa ponownie staje do zawodów. Proszę zapiąć pasy. Tym razem przyda się również sprzęt do nurkowania.

Ranking ocenia finanse, infrastrukturę, sprawy społeczne oraz środowisko i bezpieczeństwo energetyczne. Jest publikowany co roku, więc można zobaczyć, jak zmienia się pozycja gminy na tle innych samorządów.

I właśnie te zmiany są u nas wyjątkowo widowiskowe.

Płaska: 138 miejsce w edycji 2023, 657 w edycji 2024 i 718 w edycji 2025.

Przez dwa lata— 580 miejsc w dół. Rozmach jest. Kierunek też. Tylko mieszkańcy mogli spodziewać się nieco innego

W 2024 roku władzę objął obecny wójt Michał Skubis i jego ekipa. To ważna data dla naszej gminy.

Możemy zapytać obecną władzę, jaki ma plan odwrócenia tego kierunku. Bo z 718. miejsca do czołówki nie dojedziemy samym dobrym samopoczuciem. Tym bardziej, że w dwa lata spadliśmy spektakularnie z 138 miejsca na 718. Czyli jeden powód do dumy mamy, nikt nie ma takiego silnika spadku.

Co dokładnie pokazuje tabela?

W edycji 2025 Nowinka zajmuje 321. miejsce, Giby 632., a Płaska 718. Sąsiedzi znajdują się przed nami. Nowinka o 397 miejsc, Giby o 86.

Lipsk pokazuję dodatkowo, ale należy pamiętać, że jako gmina miejsko-wiejska startuje w osobnej kategorii. Nie mieszajmy różnych zawodów tylko dlatego, że wynik pasuje do opowieści.

Nowinka między edycjami 2024 i 2025 przesunęła się z 1306. na 321. miejsce. Płaska z 657. na 718. Zmiany metodologii wymagają ostrożności w porównywaniu, ale jedno w najnowszej tabeli jest jasne: Nowinka jest znacznie wyżej od nas.

Najwyraźniej przez miedzę da się znaleźć drogę prowadzącą w inną stronę.

Spójrzmy na punktację z edycji 2025. W finansach Płaska ma 9,89 punktu, Nowinka 8,74, a Giby 9,99. Tu wyprzedzamy Nowinkę i jesteśmy blisko Gib.

W infrastrukturze nasze 11,56 punktu daje wynik nieco lepszy od Gib — 11,35, ale słabszy od Nowinki — 12,16.

Czyli mamy obszary, w których nie wyglądamy źle. I dobrze. Tylko że ranking nie kończy się tam, gdzie urząd chciałby postawić kropkę.

W kategorii społecznej Płaska uzyskała 14,87 punktu, a Nowinka 17,36. W środowisku mamy 2,23 punktu, Giby 4, a Nowinka 5,98.

Lasów i jezior nam nie brakuje. Najwyraźniej do dobrego wyniku potrzebne jest jeszcze coś, czego nie załatwia samo położenie geograficzne.

Łącznie Płaska uzyskała 38,56 punktu, Giby 39,84, a Nowinka 44,24. I właśnie dlatego warto oglądać całą tabelę, zamiast wybierać z niej jedną wygodną rubrykę do kolejnego ogłoszenia sukcesu.

Jest nawet pocieszenie: w edycji 2024 mieliśmy 37,18 punktu, a w 2025 — 38,56. Punktów przybyło, pozycja spadła. Dobrze widać, że sama liczba punktów bez miejsca, kryteriów i porównania z innymi może być bardzo wygodnym materiałem promocyjnym.

A my przecież lubimy sukcesy. Zwłaszcza takie, które wystarczy odpowiednio wykadrować.

W edycji 2025 dna jeszcze nie osiągnęliśmy. Nasza samorządowa wyprawa odważnie bada kolejne rowy mariańskie.

Patrząc na tę drogę i obserwując działania urzędu, mam coraz mniej ochoty słuchać o wielkim rozwoju, a coraz więcej pytań o jakość zarządzania, sens decyzji i sposób wydawania naszych pieniędzy. Do tego dochodzi stosunek władzy do mieszkańców, którzy mają czelność pytać.

W mojej ocenie arogancja nie jest strategią rozwoju. A przepalanie pieniędzy nie staje się inwestycją tylko dlatego, że na koniec można zrobić zdjęcie.

Obecna ekipa odpowiada za to, co robi dzisiaj, żeby następna tabela wyglądała lepiej.

Ciekawe czy Wójt Skubis poleci z wynikami do radia i prasy. Ostatnio jak zwiększyło się nam o 7 mieszkańców to cały świat się dowiedział o baby boomie w Płaskiej. O przepraszam o ciągnącym do nas wozom z ludnością napływową, która zachęcona Naszym rozwojem gospodarczym postanowiła się u nas osiedlić.

Galę kolejnej edycji zapowiedziano na 7 grudnia 2026 roku. Poczekamy, sprawdzimy, policzymy.

Sprzętu do nurkowania na razie nie chowam.

Płaska. Dolina krzemowa, tylko wyniki gdzieś się zapodziały

Na początek badanie firmy Algolytics.

Jutro przyjrzymy się rankingowi samorządów „Rzeczpospolitej”.

Sprawdzimy, jak nasza podlaska dolina krzemowa wygląda poza materiałami promocyjnymi. I jak przesuwamy się na tle innych gmin od dnia, gdy zajaśniało nam Słońce Gminy, a Wspólna sprawa oplotła nas swymi opiekuńczymi ramionami.

W tabeli „eksperci” oznaczają wyniki obliczone według wag ustalonych przez fachowców. „Ankieta” — według wag wynikających z ogólnopolskiego badania tego, co ludzie uznają za ważne dla jakości życia.

W Płaskiej oba sposoby liczenia dają naprawdę zbliżony wynik. Niestety, zbliżony do końca tabeli.

Na początek smaczek: na 118 gmin w województwie podlaskim zajmujemy 95. miejsce pod względem jakości życia w wariancie ankietowym. W eksperckim — 96.

Najwyraźniej sukces gospodarczy i społeczny najlepiej wygląda na zdjęciach. W tabeli jakoś nie chce wyjść.

„Wspólna sprawa” — wspólnie rządzi, dzieli i wspólnie nas ciągnie w jedynym i słusznym kierunku. Nasza wspólnota wspólnie zmierza w stronę dna rankingu.

Jak to juz przewidziano w 1984 roku w Seksmisji: Wspólna sprawa rządzi, Wspólna sprawa radzi, Wspólna sprawa nigdy SIEBIE nie zdradzi.

Na pocieszenie nie jesteśmy tak źle w rankingu ogólnopolskim. Ciężka praca słońca narodu sukcesywnie pozwala nam osiągać kolejne ambitne cele, które w znaczący sposób wyróżniają nas na tle innych gmin w Polsce.

Nie pozwolę więcej powiedzieć nic złego na Naszego Wójta. Wy niewdzięczni nie widzicie tego rozmachu, tego ogromu pracy, tego wysiłku. Czy wiecie, że zajęcie, w kategorii jakości życia, 2404 miejsca na 2477 gmin wymagało pokonania 73 gmin. To nie jest żart to pokaz Naszych możliwości i potencjału oraz wysiłku całego Urzędu.

Dobra nie będę więcej szalał bo mi żyłka pęknie. Popatrzcie i oceńcie sami. Nowinka to tak do pokazania, jak jest obok.

województwopodlaskiepodlaskiepodlaskiepodlaskie
powiataugustowskiaugustowskiaugustowskiaugustowski
gminaNowinkaNowinkaPłaskaPłaska
TERYT gminy200105200105200106200106
segmentgmina wiejskagmina wiejskagmina wiejskagmina wiejska
Miejsce gminy w ogólnopolskim rankingu jakości życia2359238524042413
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w segmencie, do którego należy1359137613921400
Liczba gmin w segmencie, do którego należy gmina1457145714571457
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w województwie, w którym jest położona84889695
Liczba gmin w województwie, w którym położona jest gmina118118118118
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Infrastruktura techniczna i cyfrowa18519561043572
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Środowisko przyrodnicze82274715162014
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Bezpieczeństwo24692463208536
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Warunki ekonomiczne1065106510021002
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Edukacja2300216424592463
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Zdrowie2124229023812417
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Kultura i rekreacja2306229623782355
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Transport2133200824582452
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Dostępność usług2447241724682463
Miejsce gminy w rankingu jakości życia w kategorii Spójność społeczna489489246246
Żródło danycheksperciankietaeksperciankieta

Wyobraźmy sobie człowieka, który przyjeżdża do Płaskiej. Rozgląda się: lasy, jeziora, Kanał Augustowski. Pięknie. Potem zaczyna czytać o rozwoju, inwestycjach i kolejnych sukcesach. Jeszcze chwila i pomyśli, że trafił do podlaskiej doliny krzemowej. Tylko zamiast palm mamy sosny, a zamiast siedzib światowych koncernów — Urząd Gminy.

Postanowiłem więc sprawdzić, jak ten nasz sukces gospodarczy i społeczny wygląda w liczbach. Na początek badanie firmy Algolytics dotyczące jakości życia w polskich gminach.

I tutaj pojawił się drobny problem.

Na 2477 gmin Płaska zajęła 2404. miejsce w wariancie eksperckim i 2413. miejsce w wariancie opartym na badaniu ankietowym.

Za nami zostały odpowiednio 73 i 64 gminy. Można oczywiście powiedzieć, że pokonaliśmy kilkadziesiąt konkurentów. Przy odpowiednio dużej czcionce i zdjęciu z przecinania wstęgi wyglądałoby to nawet przyzwoicie.

Tyle że ponad 2400 gmin znalazło się przed nami.

Ktoś powie: no dobrze, ale jak porównywać Płaską z Warszawą czy Krakowem? Zgoda. Porównajmy z gminami wiejskimi.

Na 1457 gmin wiejskich zajmujemy 1392. i 1400. miejsce.

Czyli po zmianie towarzystwa nasza dolina krzemowa nadal stoi pod koniec kolejki. W województwie podlaskim jest to 96. i 95. miejsce na 118 gmin. Nawet na własnym podwórku do podium trzeba by jechać kawał drogi.

Zanim pójdziemy dalej, wyjaśnijmy, co oznaczają te dwa warianty. Fachowcy ustalili, jakie znaczenie powinny mieć poszczególne czynniki jakości życia. W drugim wariancie ich znaczenie określono na podstawie ogólnopolskiego badania ankietowego.

Nie była to ankieta wśród mieszkańców Płaskiej. Te same dane o gminach przeliczono na dwa sposoby. I w naszym przypadku wynik jest niemal taki sam. Można zmienić sposób ważenia, ale Płaska jakoś nie chce awansować.

A skoro lubimy pytać, jak jest u sąsiadów, spójrzmy na Nowinkę.

Nowinka zajmuje 2359. i 2385. miejsce w Polsce. Też nie jest to powód do zamawiania orkiestry, ale w obu wariantach znajduje się przed Płaską. W dziesięciu badanych kategoriach sąsiad wypada lepiej w sześciu.

Przyjrzyjmy się jednak naszemu sukcesowi z bliska.

Edukacja: 2459. i 2463. miejsce na 2477 gmin.

Za nami odpowiednio 18 i 14 gmin. To wynik obejmujący dostępność placówek i wyniki egzaminów, więc nie sprowadzajmy go do oceny samych nauczycieli. Ale kiedy mówimy o warunkach życia rodzin z dziećmi, trudno przejść obok takich liczb i zająć się wyłącznie kolorem elewacji.

Transport: 2458. i 2452. miejsce.

W dolinie krzemowej człowiek powinien być mobilny. U nas najwyraźniej najlepiej, żeby miał własny samochód. I drugi, gdyby pierwszy trafił do warsztatu.

Dostępność usług: 2468. i 2463. miejsce.

W wariancie eksperckim za Płaską zostało dziewięć gmin w całej Polsce. Dziewięć.

Można to potraktować jako szczególną formę wygody: mieszkaniec nie musi się długo zastanawiać, którą usługę wybrać. Najpierw musi ustalić, gdzie w ogóle jej szukać.

Zdrowie również plasuje nas pod koniec zestawienia: 2381. i 2417. miejsce. Podobnie kultura i rekreacja: 2378. i 2355. miejsce. Piękny widok z okna niewątpliwie pomaga, ale przychodni, apteki czy dostępnej komunikacji nie zastąpi.

Żeby było uczciwie: mamy też dobre wyniki.

W bezpieczeństwie Płaska zajmuje 208. i 536. miejsce, zdecydowanie wyprzedzając Nowinkę. Lepiej od sąsiada wypadamy również w infrastrukturze technicznej i cyfrowej oraz w warunkach ekonomicznych.

Problem polega na tym, że te przewagi nie wystarczają, żeby wyciągnąć wynik ogólny z końca tabeli.

Jest jeszcze sukces społeczny: 246. miejsce w kategorii „spójność społeczna”. Brzmi pięknie. Można już sobie wyobrazić zgodną wspólnotę, dialog i mieszkańców współdecydujących o swojej gminie.

Tylko że w tym badaniu pod tą nazwą kryje się frekwencja w pierwszej turze wyborów samorządowych w 2024 roku.

Poszliśmy głosować. To dobrze. Ale z samej obecności przy urnie nie wynika jeszcze, że potem ktoś nas słucha.

Zaskakuje też środowisko przyrodnicze: 1516. i 2014. miejsce, znacznie gorzej niż Nowinka. Przecież mamy lasy i jeziora. Owszem, ale badanie nie ocenia widokówki. Uwzględnia między innymi hałas, jakość powietrza i zagrożenia środowiskowe. Przyczyn naszego wyniku trzeba szukać w szczegółowych danych, a nie zgadywać.

I jeszcze data, żeby nikt nie musiał prostować: raport opublikowano w październiku 2025 roku, większość danych pochodzi z 2024 roku, część jest starsza. To nie jest ocena inwestycji ukończonych w 2026 roku ani dowód winy konkretnej osoby. To jednak bardzo konkretny punkt odniesienia do rozmowy o rozwoju gminy.

Bo rozwój powinien być widoczny również w tym, jak mieszkaniec dojedzie, gdzie uzyska pomoc i z jakich usług może skorzystać.

Nasza dolina krzemowa zajmuje 2404. albo 2413. miejsce. Chciałbym więc usłyszeć, jaki jest plan poprawy tych wyników.

Zdjęcie z kolejnego sukcesu możemy obejrzeć później.

Pliki z danymi można ściągnąć z strony firmy. Wymaga emaila firmowego. Jeżeli masz problem, a potrzebujesz danych – daj znać: skrzynka@plaska.info.

Interesuje Was jak pozycjonujemy się jako gmina na mapie Polski?

Słyszymy o tym jak dynamicznie się rozwijamy, jak ludzie drzwiami i oknami pchają się do Naszej gminy. A więc sprawdzamy?

A może zostawić zasłonę milczenia?

Jak będzie zainteresowanie to dam radę do 21.00. Jak nie to poczytam książkę 🙂

A może kogoś interesuje zestawienie dla wszystkich gmin w Polsce z surowymi danymi, to proszę pisać na email skrzynka@plaska.info. Dane w excelu czyli łatwość agregacji danych.

Prestiżowy Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej” 2025!

Następna edycja 2026 w dniu 6 grudnia.

Ranking Samorządów „Rzeczpospolitej” to jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w Polsce. Od ponad 20 lat redakcja „Rzeczpospolitej” ocenia dokonania lokalnych władz, wskazując samorządy, które najlepiej dbają o odpowiedzialny, stabilny i bezpieczny rozwój swoich wspólnot.

Finanse – oceniają stabilność finansową samorządu, w tym m.in. poziom dochodów własnych, nadwyżkę operacyjną oraz poziom zadłużenia.
Infrastruktura – dotyczy działań na rzecz rozwoju społeczno-gospodarczego i jakości infrastruktury komunalnej i krytycznej, takich jak poziom inwestycji, wydatki na transport, rozwój sieci wodno-kanalizacyjnej, dostępność miejsc w schronach i miejscach ukrycia czy liczba przychodni.
Społeczeństwo – obejmuje działania mające na celu poprawę jakości życia mieszkańców, m.in. inwestycje w infrastrukturę społeczną, wydatki na edukację, odsetek dzieci objętych opieką żłobkową i przedszkolną, nakłady na gospodarkę mieszkaniową i bezpieczeństwo publiczne.
Środowisko i bezpieczeństwo energetyczne – oceniają działania na rzecz ochrony środowiska, klimatu i transformacji energetycznej, w tym inwestycje w zieloną infrastrukturę, wydatki na ochronę powietrza i zieleń, poziom selektywnej zbiórki odpadów oraz środki pozyskane z UE na projekty energetyczne.

, a może inny ranking:

Jak sami oceniamy nasze miejsce, a jak nas widzą eksperci? Czy to się pokrywa czy mamy rozdźwięk?

Wagi ekspercie, wagi ankietowe:

Wskaźnik jakości życia — wagi eksperckie
Miejsce w ogólnopolskim rankingu jakości życia
Miejsce w rankingu jakości życia w segmencie
Liczba gmin w segmencie
Miejsce w rankingu jakości życia w województwie
Liczba gmin w województwie
Miejsce w kategorii: Infrastruktura techniczna i cyfrowa
Miejsce w kategorii: Środowisko przyrodnicze
Miejsce w kategorii: Bezpieczeństwo
Miejsce w kategorii: Warunki ekonomiczne
Miejsce w kategorii: Edukacja
Miejsce w kategorii: Zdrowie
Miejsce w kategorii: Kultura i rekreacja
Miejsce w kategorii: Transport
Miejsce w kategorii: Dostępność usług
Miejsce w kategorii: Spójność społeczna

O 22.39 dostałem nieoczekiwaną przesyłkę.

Krótkie „masz wiadomość” wyświetliło się na ekranie telefonu. Nie od razu zajrzałem, bo miałem pilną robotę. Gdy skończyłem, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku postanowiłem oddać hołd Morfeuszowi. Jednak zerknąłem jeszcze do poczty.

Przeczytałem raz. Przeczytałem drugi raz. Nie wierzyłem.

On znowu to zrobił.

Jeżeli nie masz ochoty, nie czytaj dalej. Potraktuj to jako opowieść człowieka zmęczonego długim dniem pracy, który być może nie wie już, co pisze. Proszę więc o wyrozumiałość i niski wymiar kary. A najlepiej o prezydenckie ułaskawienie od razu, żeby nie mnożyć papierologii.

Na początek darmowe szkolenie z higieny korespondencji:

  • Nigdy, ale to nigdy nie piszemy wiadomości po zobaczeniu dna w sowietskoje igristoje czy innego wschodniego prosecco. Bąbelki idą do głowy i grają w bilard z komórkami mózgowymi. Delikatne procenty oddziałują na mięśnie rączek, powodując przekłamania pisarskie, a landrynkowa słodycz przekonuje, że wszystko jest w porządku. Nie wszystko, kochani. Nie wszystko.
  • Ściemniamy tylko tym, którzy nie sprawdzą, co napisaliśmy. Pozostali mogą nie dać się wyprowadzić na manowce. Ani na inne owce.
  • Wszelkiej maści pieszczoty wobec wybranej osoby do adoracji wykonujemy w ciszy alkowy, a nie publicznie. Jesteśmy społeczeństwem pruderyjnym. Tak ostentacyjne głaskanie politycznego idola może wprawić postronnych w zakłopotanie. Nawet kumpli ze Wspólnej Sprawy. Bo dokąd dojdziecie, kiedy zaczniecie się licytować w tych pokazach czułości?

Skoro jesteśmy już przy alkowie i pruderyjności, na usta ciśnie się niezapomniane wyjaśnienie reżysera Janusza z Vabanku II, skierowane do komisarza Przygody: „Dwaj mężczyzny w jednym łóżku. Musiałem zawiadomić policję”. Na szczęście tutaj nie trzeba zawiadamiać policji z powodu alkowy. Wystarczyłoby, żeby Urząd prawidłowo i skutecznie informował mieszkańców.

To oczywiście ogólne zasady. I w żaden sposób nie należy łączyć z otrzymaną korespondencją.  Byłaby to nadinterpretacja i prowadziłaby do wniosków niezgodnych z odczuciem autora. Ale tutaj należałoby najpierw przeprowadzić szkolną dyskusję co autor miał na myśli. Zawsze to lubiłem 😊 .

Żeby nie było, że jestem nieczuły, serce mam jak głaz i nie posiadam empatii: rozumiem, że długa przerwa między sesjami może być trudna. Człowiek ma przygotowaną laudację, pochwałę każdego kroku swojego idola, a tu nie ma gdzie jej wygłosić.

Wszystko dojrzewa, wrze i buzuje. Feromony szaleją, leukocyty nie wiedzą, co się dzieje. Aż w końcu uczucia znajdują ujście w poczcie elektronicznej.

Zaczynam się obawiać najbliższej sesji. Mikrofon powinien przejść przegląd techniczny. Od razu załatwmy zapasowy.

A co tam. Niech chłopak ma.

Przechodząc do clou: nie zamierzałem publikować korespondencji dotyczącej informowania mieszkańców o treningu reagowania na zagrożenie atakiem z powietrza.

Strażacy byli na miejscu. O tym, co się odbywało, dowiedziałem się dopiero po zakończeniu. Wcześniej, jadąc do sklepu, widziałem ich siedzących pod parasolem. Pomyślałem, że mają spotkanie. Tym bardziej, iż rozmowa z niewiastą zatopiła w całości ich zmysły. Nie wiedziałem, że parasol należy odczytywać jako zaproszenie na szkolenie.

Nie znalazłem informacji na stronie urzędu ani ogłoszeń w przestrzeni publicznej. SMS-a również nie otrzymałem. Był pojedynczy skopiowany plakat na Facebooku w piątek po południu, przed sobotnim wydarzeniem.

Strategia informacyjna: kto zauważy, ten zauważy. Pomijam konieczność domyślenia się co zrobić jak się już zauważy. Reszta powinna posiadać dar przewidywania. Czytaj szklaną kulę.

Nie chodzi wyłącznie o mnie. W gminie mieszkają również seniorzy i osoby, które nie spędzają piątkowych wieczorów na sprawdzaniu Facebooka. Informacja o przygotowaniu do zagrożenia powinna dotrzeć do nich odpowiednio wcześnie. Z wyjaśnieniem, gdzie przyjść i po co.

Zapytałem więc Wójta, kiedy urząd dostał informację, kto odpowiadał za jej przekazanie i jakich kanałów użyto.

I wtedy wkroczył radny Marek Juszkiewicz.

Nie z datą publikacji. Nie z treścią SMS-a. Nie ze zdjęciem ogłoszenia. Z siłą żubra i zwinnością wilka.

Z troską o ton mojej wypowiedzi. Wójt zyskał obrońcę, mieszkańcy nadal czekają na wyjaśnienia.

Pan radny zastanawia się, czy sprawdziłem, jak informowano gdzie indziej.

Nie sprawdziłem. Nie wiedziałem, że przed zapytaniem o Płaską trzeba objechać inne gminy i zebrać zaświadczenia, czy tam też dali ciała. Żałowałem na paliwo. Przyznaję bez bicia. Cholera było wtedy po 9,14 zł/litr.

Tylko co właściwie miałoby wyniknąć z takiej wycieczki?

Jeżeli gdzie indziej również zawiedli, mamy więcej zaniedbań. Płaskiej od tego nie przybywa ani jeden wysłany SMS.

Potem pojawia się argument, że w mieście powiatowym zainteresowanie było niewielkie. Nie mam możliwości zweryfikowania tej obserwacji. Ale nawet przyjmując ją za prawdziwą: co ona wyjaśnia?

Zanim ustalimy, czy mieszkańcy wiedzieli, że mogą przyjść, już zastanawiamy się, dlaczego nie chcieli przyjść.

Mieszkaniec poinformowany może zrezygnować. Niepoinformowany nie ma wyboru. To naprawdę nie jest materiał na doktorat.

Dalej pan radny proponuje rozmowę o „poprawie skuteczności”. Poczułem się jak w szkole nad tekstem Andrzeja Frycza Modrzewskiego „O poprawie Rzeczypospolitej”. Tyle że tutaj bliżej do science fiction.

Jaka gmina, taki Modrzewski.

„Poprawa skuteczności” — piękne sformułowanie. Miękkie, gładkie, nie uwiera. Brzmi tak, jakby urząd prowadził kampanię informacyjną, tylko trzeba było dokręcić jedną śrubkę.

Tyle że radny nie wskazuje ani jednego konkretnego działania informacyjnego urzędu.

Najpierw proszę pokazać, co zrobiono. Potem będziemy poprawiać skuteczność tego czegoś.

Na koniec dostaję pouczenie: najpierw dokumenty i ustalenia, potem oceny.

Czyli dowiedziałem się o treningu po jego zakończeniu, ale z oceną, że było za późno, powinienem poczekać na dokumenty.

Sam przecież mogłem źle spojrzeć na zegarek.

Może zbierze się komisja i po głębokiej analizie ustali, że strażacy jedynie łapali ostatnie promienie słońca, Wójt osobiście szkolił mieszkańców, a sobota była w niedzielę.

Dokumenty mają wyjaśnić przyczyny, zakres działań i odpowiedzialność. Nie cofną czasu. Mieszkańcy nie wejdą do remizy przez załącznik PDF.

Radny ma rację w jednym: sugestia dotycząca wpływu obcych osób lub państw wymaga dowodów. Nie przedstawiłem jej jako ustalonego faktu. Może ją kwestionować. My tylko pamiętajmy o kampaniach rządowych o dezinformacji czy też agentach wpływu. Komu służy niedoinformowanie mieszkańców? Polakom czy Rosji? Nadal pozostaje jednak siedem konkretnych pytań o działania urzędu — i na żadne z nich jego wiadomość nie przynosi odpowiedzi.

Tak właśnie odbieram tę wersję „Wspólnej Sprawy”: mieszkaniec pyta o bezpieczeństwo, a radny pilnuje, żeby Wójtowi nie zrobiło się przykro.

O treningu informacja dotarła do mnie po zakończeniu. Obrona Wójta dotarła jeszcze tego samego wieczoru.

Priorytety komunikacyjne da się więc ustalić.

Pozostaje też pytanie, czy za udział w treningu wypłacano wynagrodzenia, ekwiwalenty lub inne świadczenia i czy sporządzono podsumowanie wydarzenia. Tego jeszcze nie wiem. Dokumenty mogą być ciekawą lekturą.

Patrzymy. Pytamy. Liczymy. A czasami przecieramy oczy.

Na początek przygotujcie ulubiony napój. Nie wolno reklamować, ale najlepiej z dodatkiem kapki środka znieczulającego na głupotę i wazeliniarstwo. Popcornu nie polecam — przy argumencie o innych gminach można się zakrztusić.

Poniżej korespondencja. Czytajcie chronologicznie: najpierw mój wniosek do Wójta, następnie obronne wystąpienie radnego Juszkiewicza, na końcu moja odpowiedź.

PIERWOTNY EMAIL DO WÓJTA Z ZAPYTANIEM

Szanowny Panie Wójcie,

w związku z brakiem odpowiedzi na pytanie zadane publicznie zwracam się, w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, o udostępnienie informacji i dokumentów dotyczących działań Gminy Płaska związanych z informowaniem mieszkańców o Specjalnym Treningu Reagowania, który odbył się 26 września 2026 r.

Przedsięwzięcie organizowane przez MSWiA, Państwową Straż Pożarną i Ochotnicze Straże Pożarne miało przygotować mieszkańców do właściwego reagowania na zagrożenie atakiem z powietrza. W godzinach 11.00–14.00 można było uzyskać praktyczne informacje dotyczące sygnałów alarmowych, zachowania podczas zagrożenia oraz poszukiwania schronienia. OSP Płaska została wskazana w oficjalnym wykazie punktów edukacyjnych.

Strażacy byli na miejscu i czekali na mieszkańców. Pozostaje pytanie, co zrobiły władze gminy, aby mieszkańcy wiedzieli, że ktoś na nich czeka, gdzie mają przyjść i czego mogą się dowiedzieć.

Według posiadanych przeze mnie informacji komunikacja ograniczyła się do pojedynczej wieczornej publikacji na Facebooku. Nie znalazłem informacji na stronie internetowej Urzędu Gminy ani plakatów czy ogłoszeń w przestrzeni publicznej. Nie dotarło do mnie również powiadomienie za pośrednictwem gminnego systemu SMS.

Przygotowanie punktu edukacyjnego bez skutecznego poinformowania mieszkańców oznacza zmarnowanie jego potencjału i wysiłku strażaków. Bezpieczeństwa mieszkańców nie zapewnia się przez samo odhaczenie, że remiza była otwarta.

W związku z powyższym proszę o:

  1. Podanie daty otrzymania przez Urząd Gminy pierwszej informacji o przedsięwzięciu oraz udostępnienie korespondencji dotyczącej jego organizacji i promocji, otrzymanej od MSWiA, urzędu wojewódzkiego, PSP lub innych podmiotów.
  2. Wskazanie osób pełniących funkcje publiczne lub stanowisk służbowych odpowiedzialnych za koordynację przedsięwzięcia po stronie gminy oraz za przekazanie informacji mieszkańcom. Proszę również o udostępnienie dokumentów określających podział tych zadań, jeżeli takie dokumenty sporządzono.
  3. Przedstawienie wszystkich działań informacyjnych podjętych przez urząd: dat i godzin publikacji, wykorzystanych kanałów komunikacji, treści komunikatów oraz miejsc ich zamieszczenia. Proszę o kopie ogłoszeń, wydruki publikacji lub bezpośrednie linki.
  4. Podanie, czy wykorzystano stronę internetową gminy, tablice ogłoszeń, plakaty, sołtysów oraz system powiadomień SMS. W przypadku wykorzystania systemu SMS proszę o podanie terminu wysyłki, treści komunikatu i liczby jego odbiorców.
  5. Udostępnienie istniejących poleceń, ustaleń, notatek lub korespondencji dotyczących wyboru sposobu informowania mieszkańców, w tym ewentualnej decyzji o ograniczeniu komunikacji do Facebooka.
  6. Podanie, czy urząd posiada informacje o liczbie uczestników treningu w OSP Płaska. Jeżeli tak, proszę o ich udostępnienie wraz z istniejącymi sprawozdaniami lub podsumowaniami przedsięwzięcia.
  7. Podanie, czy po wydarzeniu przeprowadzono ocenę skuteczności informowania mieszkańców oraz czy ustalono odpowiedzialność za ewentualne zaniedbania. Proszę o udostępnienie dokumentów dotyczących tych ustaleń oraz podjętych działań naprawczych.

Przekazane dokumenty powinny pozwolić ustalić, czy mieliśmy do czynienia z brakiem organizacji, rażącą nieudolnością, czy świadomym ograniczeniem działań informacyjnych, które może być kierowane przez nienazwane osoby lub kraje. Na obecnym etapie trudno uznać opisany sposób komunikacji za poważne potraktowanie bezpieczeństwa mieszkańców.

Płaska jest gminą przygraniczną. W takich warunkach przygotowanie mieszkańców do reagowania na zagrożenia powinno należeć do priorytetów władz lokalnych. Mieszkańcy, w tym seniorzy i osoby niekorzystające z Facebooka, powinni otrzymać informację z odpowiednim wyprzedzeniem i za pośrednictwem dostępnych im kanałów.

Gmina, która nie potrafi skutecznie poinformować o zaplanowanym szkoleniu, daje mieszkańcom uzasadniony powód do obaw o to, jak poradzi sobie z komunikacją podczas rzeczywistego zagrożenia.

Zaznaczam, że moje pytania dotyczą działań informacyjnych urzędu. Gotowość strażaków i ich obecność w remizie nie wyjaśniają, dlaczego mieszkańcy mieli dowiadywać się o możliwości udziału przypadkiem.

Proszę o odpowiedź na każdy punkt osobno oraz przekazanie dokumentów w formie elektronicznej. Jeżeli wskazane dokumenty nie istnieją lub urząd ich nie posiada, proszę o jednoznaczną informację w odniesieniu do konkretnego punktu.

Z poważaniem

NOCNE WYWODY RADNEGO JUSZKIEWICZA

Dnia 06 października 2026 22:39 Marek Juszkiewicz < juszkiewiczm@plaska.pl > napisał(a):

Szanowny Panie,

przeczytałem Pana wniosek dotyczący sposobu informowania mieszkańców Gminy Płaska o Specjalnym Treningu Reagowania na zagrożenia atakiem z powietrza, który odbył się 26 września bieżącego roku.

Sama kwestia informowania mieszkańców o tego typu przedsięwzięciach jest oczywiście ważna i uważam, że warto rozmawiać o tym, jak robić to skuteczniej. Zastanawia mnie jednak, czy przed sformułowaniem tak daleko idących zarzutów sprawdził Pan, jak wyglądało informowanie mieszkańców o tym wydarzeniu w innych gminach i powiatach. Czy wszędzie wykorzystywano jednocześnie strony internetowe, SMS-y, plakaty, sołtysów i inne kanały komunikacji? Czy może w wielu samorządach informacja była przekazywana w podobny sposób jak w Płaskiej?

Z własnej obserwacji wiem, jakim zainteresowaniem cieszył się punkt informacyjny w naszym mieście powiatowym. Czy tam również informacja została przekazana niewłaściwie, za późno, czy może przyczyna niewielkiego zainteresowania tego typu wydarzeniami leży gdzieś indziej?

Mam natomiast poważne zastrzeżenia do sposobu sformułowania Pana wniosku. Już na jego początku stawia Pan tezę, że działania informacyjne gminy były niewystarczające, a następnie formułuje Pan stwierdzenia o „zmarnowaniu potencjału”, „rażącej nieudolności”, a nawet o możliwości „świadomego ograniczenia działań informacyjnych”, które mogą być „kierowane przez nienazwane osoby lub kraje”.

To są bardzo poważne sugestie. Tym bardziej dziwi mnie ich pojawienie się w piśmie, które dopiero ma służyć ustaleniu faktów. Najpierw powinny być dokumenty i ustalenia, a dopiero później – jeżeli rzeczywiście znajdują potwierdzenie – oceny.

Z poważaniem

Marek Juszkiewicz

MOJA KONKLUZJA NOCNYCH WYWODÓW

Panie Radny,

nie rozumiem, po co chce Pan sprawdzać znane już fakty oraz zastanawiać się nad oceną opisanej sytuacji.

Fakty opisane we wniosku są znane. Ocena sytuacji z perspektywy zdrowego rozsądku jest jednoznacznie negatywna. Chcemy tylko ustalić, dlaczego do niej doszło: czy zawiniło zaniedbanie, nieodpowiedzialność, zwykła głupota, czy inne, bardziej mroczne okoliczności. Tych ostatnich nie przesądzam — pytam o dokumenty, które pozwolą wyjaśnić przyczyny i odpowiedzialność.

Trening został zorganizowany, ale przygotowanie punktu edukacyjnego nie zastępuje poinformowania mieszkańców o możliwości udziału. Nie znalazłem informacji na stronie urzędu ani ogłoszeń w przestrzeni publicznej, nie otrzymałem również SMS-a. O treningu dowiedziałem się dopiero po jego zakończeniu. Wcześniej, jadąc do sklepu, widziałem jedynie strażaków siedzących pod parasolem.

Nie chodzi jednak wyłącznie o mnie. W gminie mieszka więcej osób. Pojedynczy skopiowany plakat bez wyjaśnień na Facebooku w piątek po południu o wydarzeniu zaplanowanym na sobotę przed południem trudno uznać za strategię informowania mieszkańców — szczególnie gdy chodzi o ich bezpieczeństwo. Informacja powinna dotrzeć z odpowiednim wyprzedzeniem i różnymi kanałami, aby mieszkańcy mogli zaplanować udział.

Sugeruje Pan poprawę skuteczności działań, ale nie wskazuje ani jednego konkretnego działania informacyjnego urzędu. „Poprawa” sugeruje, że gmina coś zrobiła, tylko być może za mało. Tymczasem mój zarzut dotyczy tego, że Urząd Gminy nic nie zrobił, aby rozpropagować informację o treningu. Pańskie sformułowanie zaciemnia ten zarzut i sugeruje działania, których Pan nie wskazał. Na takie kreowanie rzeczywistości nie ma mojej zgody. Proszę zatem podać: co urząd zrobił, kiedy i jakimi kanałami?

Frekwencja w mieście powiatowym niczego tutaj nie wyjaśnia. Zresztą nie jestem jej w stanie zweryfikować. Mieszkaniec poinformowany może zrezygnować. Mamy demokrację. Niepoinformowany nie ma wyboru. JA NIE MIAŁEM WYBORU.

Augustów nie graniczy z Białorusią, nie będzie na osi ewentualnego natarcia o którym przecież mówi się oficjalnie. Także w przypadku prowokacji to u nas będą spadać drony. Próbuje Panu powiedzieć dwie rzeczy. Mnie interesuje dobro mojej gminy. O sąsiednie niech się martwią mieszkańcy tamtych gmin. A po drugie i najważniejsze, co ma oznaczać Pana stwierdzenie, że mam się cieszyć, że gdzieś indziej nie było lepiej. Przepraszam, ale to prostackie. W ten sposób świat dalej byłby w epoce kamienia łupanego. Należy się rozwijać, mierzyć wyżej i lepiej, podnosić standardy, utrzymywać poziom, a nie równać się do najgorszego ucznia w klasie. Tego uczy Pan dzieci? Gratuluję. Gmina powinna przekazać informację, dlaczego udział jest ważny. Pokazać zagrożenia i zyski z posiadania wiedzy jak się zachować.

Przedmiotem mojego wniosku jest odpowiedzialność władz Płaskiej — naszej gminy przygranicznej — a nie poszukiwanie samorządów, które mogły działać równie źle.

Określa Pan moje słowa jako „bardzo poważne sugestie”. Odniosę się do każdej z nich:

  • „Zmarnowanie potencjału” — strażacy byli na miejscu, przygotowano możliwość przekazania mieszkańcom wiedzy potrzebnej podczas zagrożenia. Niedotarcie z informacją do mieszkańców oznacza niewykorzystanie tej możliwości. Jak inaczej nazwałby Pan taką sytuację?
  • „Rażąca nieudolność” — urząd dysponuje stroną internetową, tablicami ogłoszeń i systemem SMS, wykorzystywanym również do spraw znacznie mniej istotnych niż bezpieczeństwo. Niewykorzystanie tych możliwości przy takim treningu oceniam jako rażącą nieudolność. Proszę wskazać konkretne argumenty, które przeczą tej ocenie.
  • „Świadome ograniczenie działań informacyjnych” — wskazałem możliwość wymagającą wyjaśnienia. Czy komunikację ograniczono decyzją osoby odpowiedzialnej, czy wskutek zaniedbania? I najważniejsze. Jeżeli ktoś ma na biurku informację i podejmuje decyzję o jej nieprzekazaniu to wg mnie robi świadomie, chociaż z nieznanych powodów. Gdyby to oznaczało nieświadomą decyzję, to tutaj wchodzimy w grubsze tematy. Brak złych intencji nie usuwa skutków dla mieszkańców.
  • Możliwy wpływ „nienazwanych osób lub krajów” — nie przedstawiłem go jako udowodnionego faktu. To najdalej idąca hipoteza, wymagająca odrębnych dowodów; same zaniedbania jej nie potwierdzają. Rząd nas uczula na zwracanie uwagi na działania hybrydowe. A z takiej sytuacji jaka była 26 września kto się cieszy? Tylko Rosja. Pozostaje zatem pytanie o skutek: czy osłabianie przygotowania mieszkańców do reagowania na zagrożenia utrudnia potencjalnemu przeciwnikowi działanie, czy mu je ułatwia?

Pański e-mail odbieram jako obronę Wójta, która nie przedstawia żadnego faktu podważającego opisane zastrzeżenia.

Udowodniłem wręcz, że ma ona na celu jedynie zaciemnienie obrazu, spłaszczenie zarzutów i jakąś formę usprawiedliwienia bo obok było też źle. Przyjmuję do wiadomości, że dla Pana wszystko było w porządku. Ja tak nie uważam. Stawką jest bezpieczeństwo mieszkańców naszej gminy. Recenzowanie mojego tonu nie zastąpi wyjaśnienia działań urzędu.

Z poważaniem