Uwaga! Jeżeli masz pełny pęcherz, przed przeczytaniem tego tekstu lepiej skorzystaj z toalety. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za skutki nagłego ataku śmiechu ani za szkody powstałe podczas oglądania załączonych materiałów.
Ale wracajmy do rzeczywistości
Bo oto okazuje się, że najbardziej podniosłe gesty wielkiej polskiej polityki doczekały się własnej, gminnej rekonstrukcji.
Najpierw była wielka hala, najważniejsi politycy, biskupi i zawodowo wyćwiczona jedność narodowa. Ręce splecione, twarze pełne skupienia, aparaty gotowe.
Polska wstała z kolan i złapała sąsiada za palec.
A potem ten sam format dotarł do Płaskiej.
Może bez telebimów, ochrony i ogólnopolskiej transmisji, ale za to na sali gimnastycznej, pod koszem do koszykówki i czujnym okiem szkolnej młodzieży.
Jak widać, wielka polityka może zostać z powodzeniem odtworzona również bez wielkiego budżetu. Wystarczy kawałek parkietu, kilka garniturów i odpowiednia liczba osób gotowych złapać się za ręce.
Na pierwszym planie Przewodnicząca w wirującej sukni, z dłonią wyciągniętą zgodnie z obowiązującą choreografią i znaczącym spojrzeniem skierowanym w stronę Wójta.
Pełna lekkość, gracja i polityczna synchronizacja.
Jeszcze pół obrotu i sala gimnastyczna mogłaby się zamienić w finał programu „Taniec z władzami”.
Niestety realizatorzy lokalnego widowiska nie przewidzieli jednego problemu.
Wójt, zapewne z racji wzrostu, został ustawiony w niewłaściwym miejscu. Zamiast znaleźć się obok Przewodniczącej i płynnie dołączyć do układu, został od niej oddzielony tylko jednym uczestnikiem. Za to politycznie tak ważnym, że obie strony trzymały się go, jakby od tego zależała stabilność całej choreografii.
W rezultacie, podczas gdy inni mogli wirować, spoglądać i przeżywać wspólnotę, Wójtowi pozostało stać jak kołek w płocie – elegancko ubrany, odpowiednio skupiony, lecz choreograficznie uziemiony.
Nawet ręce nie bardzo wiedziały, czy uczestniczą już w narodowym uniesieniu, czy nadal oczekują na instrukcję.
A przecież wystarczyło ustawić Wójta o jedną osobę bliżej.
Przewodnicząca mogłaby spojrzeć, Wójt odpowiedzieć spojrzeniem, suknia zawirować, publiczność westchnąć, a całość zakończyłaby się politycznym pas de deux:
„Jezioro łabędzie – wersja samorządowa”
On – nieruchomy symbol stabilności władzy. Ona – wirujący symbol stabilności większości. W tle – mieszkańcy, którzy stabilnie czekają na odpowiedzi.
Na szczęście, mimo drobnego błędu w ustawieniu, spektakl należy uznać za udany.
Garnitury były. Duchowni byli. Oficjalne miny były. Rączki się odnalazły. Jedność została odegrana. Fotograf zdążył nacisnąć spust.
I tylko człowiek patrzy na oba zdjęcia i zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze szkolna uroczystość, czy już franczyza wielkiej polityki działająca według sprawdzonego podręcznika:
Ustaw władzę w pierwszym rzędzie.
Dodaj duchownego.
Każ wszystkim złapać się za ręce.
Włącz podniosłą muzykę.
Zrób zdjęcie.
Ogłoś wspólnotę.
Odbiór budynku może poczekać.
Winda może poczekać.
Usterki mogą poczekać
Problemy mieszkańców mogą poczekać. Dokumenty mogą poczekać. Odpowiedzi mogą poczekać. Najważniejsze, że gest się zgadza.
Pozostaje jednak jedna zagadka.
Dlaczego Wójt nie pochwalił się na swoim profilu tak doniosłym wydarzeniem choreograficzno-medialnym?
Przecież było wszystko, czego potrzebuje porządny materiał promocyjny: oficjalna uroczystość, eleganckie stroje, duchowni, wzruszona publiczność, splecione dłonie, wirująca suknia Przewodniczącej i sam Wójt w roli nieruchomego filaru całej kompozycji.
Czyżby uznał, że został ustawiony po niewłaściwej stronie?
A może materiał nie przeszedł autoryzacji, ponieważ zamiast dynamicznego przywódcy wyszedł uczestnik oczekujący na przydzielenie mu partnerki?
Taka chwila zasługiwała przecież na osobny wpis:
„Dziś wspólnie z mieszkańcami wzięliśmy udział w niezwykle ważnym wydarzeniu. Trzymając się za ręce, pokazaliśmy, że Gmina Płaska jest wspólnotą. Niestety, ze względu na błędne ustawienie uczestników nie mogłem zatańczyć z Przewodniczącą, ale dzielnie utrzymałem swoją pozycję”.
Czekamy zatem na publikację zdjęcia na oficjalnym profilu Wójta. Wielkich wydarzeń choreograficzno-medialnych nie wolno przecież ukrywać przed mieszkańcami.
Zwłaszcza gdy władza po raz pierwszy od dawna naprawdę trzymała się razem – i to nie tylko stołków.
Gesty te same. Tylko sala tańsza.
W Płaskiej nawet spontaniczność wygląda, jakby przyszła z centrali wraz z instrukcją ustawienia uczestników.
Szkoda tylko, że ktoś pomylił miejsca i zamiast oczekiwanego duetu tanecznego dostaliśmy Przewodniczącą w wirującej sukni oraz Wójta pełniącego zaszczytną funkcję pionowego elementu scenografii.
Ale nie martwmy się.
Oficjalna uroczystość kiedyś musi się skończyć. Goście opuszczą salę. Dzieci wrócą do domów. Fotograf schowa aparat. Pracownik zacznie gasić światła, a sprzątaczka cierpliwie oprze się o mop.
I właśnie wtedy Wójt wreszcie znajdzie się tam, gdzie od początku chciała go ustawić choreografia – obok Przewodniczącej.
Na parkiet wkroczy również trzymający się za ręce i zgodnie kołyszący chór radnych Wspólnej Sprawy.
Bo kiedy mieszkańcy przestają patrzeć, oficjalny układ może wreszcie zmienić się w układ taneczny.
Patrzymy. Pytamy. Liczymy.
A po wyjściu mieszkańców zaczyna grać orkiestra większości.
Grafika satyryczna wygenerowana przy użyciu AI. Przedstawiona scena jest fikcyjna. Podobieństwo do politycznej rzeczywistości może jednak nie być przypadkowe. Kto ich tam wie.
Na naszych drogach pojawiły się dwa najnowsze osiągnięcia lokalnej myśli technicznej. Dzieła śmiałe, nowatorskie i — co najważniejsze — dające realną szansę, że już niedługo będzie można zapłacić za ich wykonanie ponownie.
SPOWALNIACZE DLA WYJĄTKOWO UCZCIWYCH KIEROWCÓW
Pierwsze osiągnięcie to progi zwalniające krótsze od szerokości zabezpieczanej drogi i pozbawione skutecznych zabezpieczeń po bokach.
Kierowca przestrzegający zasad zwolni i przejedzie przez próg. Kierowca, który urządza rajdy obok płotów mieszkańców, ominie go poboczem i pojedzie dalej.
Czyli rozwiązanie działa znakomicie — pod warunkiem, że korzystają z niego wyłącznie osoby, które i bez progu jeździły rozsądnie.
Bezpieczeństwo rozwiązane. Przynajmniej na papierze.
Wystarczyłoby dopasować długość progu do szerokości przejazdu, a po bokach zastosować właściwe urządzenia bezpieczeństwa ruchu, ustawione poza skrajnią drogi, żeby miejscowi rajdowcy nie mogli objeżdżać przeszkody poboczem.
Ale po co?
Próg położony, pieniądze wydane, temat odhaczony. Można wrócić do urzędu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. To, że kierowcy nadal omijają próg i rozpędzają się przy ogrodzeniach mieszkańców, jest już najwyraźniej problemem kierowców, mieszkańców, ogrodzeń i praw fizyki.
Na pewno nie urzędnika.
WYRÓWNANIE, KTÓRE WYMAGA WYRÓWNANIA
Drugim osiągnięciem jest „wyrównanie” wyjazdu z ulicy Kąty na ulicę Orlą.
Najpierw były dziury. Następnie ktoś przeciągnął nawierzchnię łyżką koparki, zabierając przy okazji ciemną ziemię z pobocza. Potem materiał wyglądający na ziemię został rozłożony bezpośrednio przed krawędzią asfaltu.
Po co stosować odpowiednie kruszywo drogowe, prawidłowo wyprofilować najazd i mechanicznie go zagęścić, skoro można zgarnąć ziemię z pobocza i liczyć, że mieszkańcy nie zauważą różnicy?
Ziemia, kruszywo — wszystko przecież leży na ziemi. Prawie to samo.
A że dziury nadal zostały?
To nawet lepiej. Gdyby naprawiono wszystko, ktoś mógłby jeszcze zapytać, po co nam urzędnik odpowiedzialny za drogi. Tymczasem dziury gwarantują mu stałe zajęcie, a mieszkańcom pewność, że temat będzie wracał.
To prawdziwe płaszczańskie perpetuum mobile:
najpierw robimy na odwal, później deszcz przeprowadza odbiór techniczny, następnie wszystko się rozpada, a na końcu jeszcze raz płacimy za tę samą robotę.
Genialne.
Pozostaje tylko pytanie, kto zlecił takie wykonanie i kto zamierza je odebrać. Możliwości są dwie: albo nikt nie pofatygował się na miejsce, albo ktoś zobaczył efekt i uznał, że właśnie tak powinno wyglądać połączenie drogi gruntowej z asfaltem.
Trzeciej możliwości właściwie nie ma. Chociaż jest: nikt niczego nie sprawdzi, ale dokumenty i przelew jakoś odnajdą właściwą drogę.
DZIEŃ WYPŁATY — DZIEŃ DOBREGO NASTROJU
Dziś podobno przypada dzień wypłaty wójta.
To dobra wiadomość, ponieważ gminna wypłata — w przeciwieństwie do gminnych robót drogowych — zapewne zostanie wykonana terminowo, w pełnej wysokości i bez uzupełniania braków ziemią zebraną z pobocza.
Może więc dobry nastrój sprawi, że wójt zleci swoim urzędnikom wizję lokalną, zanim pierwszy większy deszcz sam wystawi ocenę wykonanym pracom.
Warto byłoby sprawdzić:
czy progi rzeczywiście zabezpieczają całą szerokość przejazdu,
czy nie można ich bez problemu omijać poboczem,
czy wyjazd z Kątów na Orlą wykonano z odpowiedniego materiału drogowego,
oraz czy osoba odpowiedzialna za odbiór prac widziała je na miejscu, czy jedynie siłą urzędniczej wyobraźni.
Może tym razem uda się coś zrobić zgodnie ze sztuką, porządnie i za pierwszym razem.
Byłaby to miła odmiana. Mogłoby się nawet okazać, że publiczne pieniądze nie muszą służyć do dwukrotnego finansowania tej samej fuszerki.
Mieszkańcy prosili o poprawę bezpieczeństwa i wyrównanie wyjazdu, a nie o kolejny odcinek programu:
„BYLE WYGLĄDAŁO DO PIERWSZEGO DESZCZU”
A NA KONIEC — „MISZCZ” PŁASKIEJ
Na zakończenie historia miejscowego herosa, który po raz drugi złamał znak „Płaska” i wrzucił go w bagno.
Tak, po raz drugi.
Za pierwszym razem najwyraźniej zabrakło mu poczucia spełnienia. Inni pozostawiają po sobie domy, firmy, drzewa albo przynajmniej dobre wspomnienia. On postanowił pozostawić po sobie ponownie złamany znak drogowy.
Każdy mierzy swoje ambicje własną miarą.
Trzeba jednak przyznać, że przeciwnika wybrał rozsądnie. Znak nie odda. Nie przestawi nosa, nie wyśmieje i nie zapyta, dlaczego dorosły człowiek urządza sobie pojedynek z kawałkiem blachy.
Jak się boisz, to najlepiej walczyć ze znakiem drogowym?
Przy takim doborze przeciwnika nawet największy miejscowy nieudacznik może przez chwilę poczuć się wojownikiem. Chociaż męskość takiego bohatera raczej opada… przepraszam — upada.
Mniej więcej do poziomu znaku leżącego w bagnie.
Wyobrażam sobie ten wielki triumf: znak pokonany, bohater ociera pot z czoła, żaby kumkają, wilcy wyją, sowy pohukują, a cała puszcza wstrzymuje oddech przed człowiekiem, który właśnie osiągnął szczyt swoich możliwości.
Przez krótką chwilę nie jest nieudacznikiem ani niedorajdą.
Jest pogromcą oznakowania drogowego.
Trochę to trwało, trochę się namęczył, ale ostatecznie wstał zwycięski. Ręce uniesione, pierś wypięta, rozum bez zmian.
WYGRAŁ ZE ZNAKIEM. DRUGI RAZ.
Chociaż istnieje jeszcze jedna możliwość.
Może to wcale nie była walka, tylko nocny trening pole dance?
Ciemny las, żadnych przypadkowych widzów, on i wymarzona rura. Nasz „miszcz” wił się wokół słupka, a między drzewami niosło się radosne:
„Wyginam śmiało ciało!”
Niestety, zabrakło techniki. W pole dance człowiek powinien kręcić się wokół rury, a nie wyrywać ją z ziemi, przewracać się razem z nią i kończyć występ w bagnie.
Ale każdy artysta ma własny finał. Jeden schodzi ze sceny przy aplauzie publiczności. Drugi wynosi rurę i ląduje z nią w krzakach.
Talent być może był. Zabrakło jedynie równowagi, koordynacji i — jak zwykle — rozumu.
Ale zaraz…
A co, jeśli nasz „miszcz” wcale nie walczył ze znakiem i nie ćwiczył pole dance?
Nie, to niemożliwe.
Chociaż… może nie zauważył, że znak jest rodzaju męskiego?
Może w jego głowie kotłowała się tylko jedna myśl, rozpalająca serce i odbierająca ostatnie resztki rozsądku:
PŁASKA
Może więc nie była to walka ani występ artystyczny, lecz romantyczne zapasy w błocie z obiektem westchnień?
Namiętność tak wielka, że aż słupek nie wytrzymał, znak pękł, a zakochani razem wylądowali w bagnie.
Tylko uczucie wyjątkowo źle się zestarzało. Kiedy błoto opadło, a emocje nieco ostygły, okazało się, że „Płaska” była jedynie nazwą miejscowości, a upragniony obiekt jest jednak…
ZNAKIEM. RODZAJ MĘSKI.
Miszczu, następnym razem, zanim rzucisz się komuś lub czemuś w ramiona, sprawdź przynajmniej rodzaj gramatyczny. Jeszcze raz pomylisz miłość z oznakowaniem drogowym i ponownie możesz wtopić.
Dosłownie.
Może więc nie widzieliśmy aktu wandalizmu, lecz wielki płaszczański spektakl: trochę sportu walki, odrobina pole dance i gwałtowny romans zakończony w bagnie.
Niezależnie jednak od tego, czy była to walka, taniec, czy wielka miłość, znak nie należał do naszego artysty.
Za jego naprawę nie powinni płacić mieszkańcy. Powinien zapłacić sprawca.
Człowiek niszczący wspólną własność nie jest buntownikiem, twardzielem ani bohaterem. Jest zwykłym szkodnikiem, który swoją bezmyślność i potrzebę popisywania się finansuje z cudzych pieniędzy.
Dlatego należy ustalić sprawcę i obciążyć go pełnymi kosztami zakupu, transportu oraz ponownego ustawienia znaku. Skoro tak bardzo chciał po raz drugi zapisać się w historii Płaskiej, powinien otrzymać pamiątkę w postaci rachunku.
Niech zapłaci za całość swojego zwycięstwa, występu albo wielkiej miłości — do ostatniej śruby.
Jaka odwaga, taki przeciwnik. Jaki taniec, taka scena. Jaka miłość, taki finał: nieruchomy znak w bagnie.
Przepraszam za mocny język, ale czasami człowiekowi naprawdę nóż się w kieszeni otwiera.
Aż prosi się o dobrą taczkę — choć niekoniecznie do wożenia żwiru.
Mieszkańcy od około pół roku mają problem na skrzyżowaniu ulic Kąty i Orlej. Nie chodzi o budowę mostu, kilometra asfaltu ani wielomilionową inwestycję.
Mówimy łącznie o może 5 m² powierzchni wymagającej wyrównania.
Chodzi o wyrównanie skrzyżowania albo wysypanie kilku taczek żwiru.
Trzy taczki żwiru. Pół roku czekania.
I żeby było jasne: Gmina nie musi dopiero szukać wykonawcy, organizować przetargu ani miesiącami przygotowywać dokumentacji. Ma podpisaną umowę z firmą odpowiedzialną za utrzymanie dróg.
Firma jest. Umowa jest. Pieniądze są. Tylko wykonanej pracy nie widać.
Mieszkańcy płacą podatki. Gmina zawiera umowę na utrzymanie dróg. Z gminnej kasy wychodzą pieniądze. Tymczasem niewielka naprawa przez pół roku przerasta możliwości urzędu i jego wykonawcy.
Umowa na utrzymanie dróg nie jest dekoracją do urzędowej szafy. Jeżeli płacimy firmie za wykonywanie określonych prac, mamy prawo zobaczyć ich rezultat.
Droga ma zostać naprawiona.
Panie Wójcie, czy sądzi Pan, że pozostawiając to skrzyżowanie w takim stanie, karze Pan mnie?
Ja nawet tamtędy nie jeżdżę.
Karze Pan mieszkańców, którzy codziennie korzystają z tej drogi. Karze Pan również wszystkich podatników, którzy płacą za jej utrzymanie, a następnie przez pół roku oglądają te same dziury.
Najbardziej bulwersuje właśnie ta podwójna rzeczywistość.
Kiedy mieszkaniec zgłasza problem, nagle nie ma człowieka, sprzętu, materiału albo odpowiedniej pogody. Być może zaraz usłyszymy, że pracownik odpowiedzialny za drogi jest na urlopie.
A co to obchodzi mieszkańców?
Jeżeli pracownik idzie na urlop, należy zapewnić zastępstwo. Tak działa normalnie zarządzana firma, instytucja i urząd.
Gmina nie może przestawać funkcjonować dlatego, że nasz lokalny „miszcz” od dróg wyjechał odpocząć. Zresztą skoro dziury są tam od pół roku, to również wtedy, gdy był w pracy, niewiele w tej sprawie zrobił.
Za to gdy przychodzi czas na zapłatę, wszystko zaczyna działać sprawniej: dokumenty krążą, podpisy się pojawiają, przelew wychodzi.
Z jednej strony widzimy butę, arogancję i lekceważenie problemów wielokrotnie zgłaszanych przez mieszkańców. Z drugiej strony co chwilę słyszymy zaproszenia na kolejne uroczystości i imprezy. Są przemówienia, uśmiechy, fotografie i ręce złożone z niewinnością dziecka przystępującego do pierwszej komunii.
Tylko droga nadal pozostaje nienaprawiona.
Pozostaje również poważniejszy problem ulicy Kąty. Nie wszyscy kierowcy wiedzą, że na fragmencie drogi poruszają się po terenie prywatnym, a nie po prawidłowo uregulowanej drodze gminnej.
Co stanie się, jeżeli dojdzie tam do kolizji, potrącenia człowieka albo innego nieszczęścia? Jaki dokładnie status ma ten odcinek? Kto odpowiada za jego utrzymanie i oznakowanie? Czy nie pojawią się problemy z ustaleniem odpowiedzialności oraz wypłatą odszkodowania? Bo wg mnie przepisy Kodeksu Prawo o Ruchu Drogowym tam nie obowiązują.
Na te pytania trzeba odpowiedzieć przed wypadkiem, a nie dopiero wtedy, gdy komuś stanie się krzywda.
Ale bal musi trwać. Imprezy się odbywają, propaganda sukcesu działa, zdjęcia powstają. Tylko kilka taczek żwiru od pół roku nie może odnaleźć drogi na skrzyżowanie Kąty–Orla.
Nie wzywam do agresji ani samosądów. Wzywam do publicznego rozliczenia władzy i wykonawcy.
Dlatego pokażcie umowę, zgłoszenia, protokoły odbioru i faktury. Niech mieszkańcy zobaczą, za jakie prace zapłacili i gdzie można zobaczyć ich wykonanie.
Człowiek ma prawo wyrazić złość, kiedy przez pół roku widzi przed sobą beton — nie na drodze, lecz w podejściu do mieszkańców.
Firma jest. Umowa jest. Pieniądze wychodzą. Droga nadal nie jest naprawiona.
Może więc rzeczywiście przydałaby się porządna taczka.
Nie do żwiru. Do wywiezienia tej bezczynności.
A jak rozwiązywano podobne problemy w czasach opisanych w szkolnej lekturze „Chłopi” — zainteresowani mogą sobie przypomnieć sami.
My ograniczmy się do publicznego rozliczenia władzy.
Jeszcze niedawno przed Urzędem Gminy w Płaskiej woda lała się hektolitrami — i przez długi czas nikt nie reagował.
Wczoraj otrzymaliśmy sygnały, że podobna sytuacja miała miejsce w Strzelcowiźnie. Przez wiele godzin z hydrantu wypływała woda, a służb gminnych — ani widu, ani słychu.
I tu pojawiają się dwa problemy.
Po pierwsze: straty finansowe
Zapłacimy za nie wszyscy.
Tak, tak. Nie myślcie, że skoro woda leje się poza Waszym domem, to Was to nic nie kosztuje. Kosztuje. Woda została pobrana, uzdatniona i przesłana siecią. Zużyto energię elektryczną, pracę urządzeń i ludzi, a cała operacja obciążyła gminny system wodociągowy.
Oczywiście nikt z mieszkańców nie otrzyma osobnego rachunku z dopiskiem: „woda wypuszczona z hydrantu w Strzelcowiźnie”. Zapłacimy inaczej — z gminnego budżetu.
Potem zabraknie pieniędzy na szkołę, pomoc najbiedniejszym, remonty dróg albo inne potrzeby mieszkańców.
Chyba że Wójt okaże się ludzkim panem i znajdzie pieniądze na wszystko. Na przykład z kolejnego kredytu, który również spłacimy wszyscy — tyle że wraz z odsetkami.
Po drugie: czy płukano wodociąg?
Jeżeli było to planowe płukanie sieci, mieszkańcy powinni wiedzieć:
z jakiego powodu je przeprowadzono;
kto je zlecił;
ile wody spuszczono;
czy stwierdzono problem z jakością wody;
czy przed płukaniem i po jego zakończeniu pobrano próbki do badań;
czy woda była i nadal jest bezpieczna do spożycia.
Pytamy o to, ponieważ tę wodę pijemy.
Niedopuszczalne byłoby spuszczanie jej po cichu, w nadziei, że ewentualny problem sam odpłynie razem z nią. Jeżeli płukanie miało związek z pogorszeniem jakości wody, mieszkańcy powinni zostać o tym niezwłocznie poinformowani.
Jeżeli natomiast nie było to płukanie, pozostaje pytanie, dlaczego przez wiele godzin pozwalano, aby uzdatniona woda bez żadnej kontroli wypływała z hydrantu.
Marnotrawstwo czy problem z jakością wody?
Na razie nie wiemy.
Wiemy tylko, że woda się lała, służb nie było widać, a mieszkańcy — jak zwykle — muszą sami pytać, co właściwie się dzieje.
Podsumowując: dzień jak co dzień. Woda płynie, pieniądze odpływają, a gospodarza brak.
Otrzymałem na pocztę prawdziwy majstersztyk urzędowej akrobatyki.
William Shakespeare napisał, że róża pod inną nazwą pachniałaby równie słodko. Skoro słowa te pochodzą z „Romea i Julii”, trudno wyobrazić sobie wdzięczniejszych adresatów tego cytatu niż Pan Wójt i Pani Przewodnicząca — dwoje głównych bohaterów naszej samorządowej opowieści.
Podziału ról nie podejmuję się rozstrzygać.
Najwyraźniej w Gminie Płaska uznano, że zasada ta działa również w drugą stronę: jeżeli posiedzenie Komisji nazwiemy posiedzeniem zwołanym „tylko” w celu wyboru przewodniczącego i jego zastępcy, przestanie ono być formalnym posiedzeniem Komisji.
Nie przestanie.
Chyba że uczestnicy pili alkohol albo spotkali się w klubie — wtedy można byłoby próbować przekonywać, że nie było to posiedzenie Komisji, lecz spotkanie towarzyskie.
Pani Przewodnicząca nic jednak nie napisała ani o alkoholu, ani o muzyce, ani nawet o tańcu pole dance.
Napisała za to, że Komisja wybrała przewodniczącego i jego zastępcę, a następnie podjęła decyzję o ponownym rozpatrzeniu mojej skargi.
Jak na spotkanie towarzyskie — wyjątkowo rozbudowany porządek obrad.
Jak na posiedzenie Komisji — wyjątkowo dyskretna organizacja.
Tyle że róża nazwana inaczej nadal pozostaje różą. Posiedzenie Komisji nazwane posiedzeniem zwołanym „tylko” w celu wyboru jej władz nadal pozostaje posiedzeniem Komisji — zwłaszcza gdy Komisja zajmuje się podczas niego skargą mieszkańca i podejmuje decyzję w jej sprawie.
W tym miejscu kończy się jednak Shakespeare, a zaczynają się „Nowe szaty cesarza”.
Pani Przewodnicząca informuje mnie, że posiedzenie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 29 lipca 2026 roku zostało zwołane:
„tylko w celu wyboru przewodniczącego Komisji i jego zastępcy”.
Po czym już w następnym zdaniu pisze:
„Dodatkowo Komisja podjęła decyzję o ponownym rozpatrzeniu Pana skargi”.
Mamy więc uwierzyć, że Komisja zebrała się tylko w jednej sprawie, chociaż zajęła się również drugą.
Moja skarga oczywiście nie przyszła na posiedzenie sama. Nie otworzyła drzwi, nie usiadła przy stole i nie poprosiła o ponowne rozpatrzenie.
Ktoś musiał ją przynieść albo wcześniej przygotować dokumenty. Ktoś musiał przedstawić temat członkom Komisji, wyjaśnić, czego dotyczy sprawa, oraz zaproponować ponowne jej rozpatrzenie. Członkowie Komisji musieli zaś wiedzieć, nad czym podejmują decyzję.
Wszystko to wydarzyło się jednak wyłącznie „dodatkowo”.
Jak mogło wyglądać ustalanie programu tego „tylko” organizacyjnego spotkania? Oczywiście tego nie wiem. Wyobraźnia podpowiada mi jednak taką niewinną scenę przed lokalną trattorią:
Wygląda więc na to, że kiedy pojawiły się pytania o sposób zwołania posiedzenia, jego jawność, porządek obrad i dokumentowanie, postanowiono pomniejszyć jego znaczenie jednym magicznym słowem:
„TYLKO”
Komisja zebrała się, ale tylko organizacyjnie.
Wybrała swoje władze, ale to widocznie jeszcze się nie liczy.
Zajęła się moją skargą, ale jedynie dodatkowo.
Podjęła decyzję, ale sprawa podobno nie była celem posiedzenia.
Mieszkańcy nie zostali o nim poinformowani, ale najwyraźniej nie musieli, ponieważ było to posiedzenie „tylko”.
I wszyscy mamy teraz podziwiać nowe szaty tego wyjaśnienia.
Tylko że cesarz jest nagi.
Słowo „tylko” nie zmienia charakteru posiedzenia Komisji. Nie zastępuje prawidłowego zwołania posiedzenia, nie wyłącza zasady jawności, nie usuwa obowiązku jego udokumentowania i nie powoduje, że podjęta podczas niego decyzja znika z rzeczywistości.
W piśmie pojawiły się również dwa inne przydatne pojęcia z zakresu płaskiego prawa samorządowego:
„dodatkowo” — czyli Komisja zajęła się sprawą, której podobno nie planowała rozpatrywać;
„wkrótce” — czyli termin zostanie podany, ale bez podawania terminu.
Najbardziej podoba mi się właśnie słowo „wkrótce”.
Mój znajomy również oddaje mi 300 funtów „wkrótce”. Robi to już od sześciu lat.
Dowiedziałem się ponadto, że sierpień jest okresem urlopowym także dla radnych. To niewątpliwie cenna informacja organizacyjna. Problem polega jedynie na tym, że okres wakacyjny nie zawiesza terminów wynikających z Kodeksu postępowania administracyjnego i nie zwalnia z obowiązku wskazania konkretnego terminu załatwienia sprawy.
Całość sprowadza się więc do próby przekonania mieszkańca, że Komisja odbyła posiedzenie, ale nie takie całkiem poważne, ponieważ było ono „tylko” organizacyjne; zajęła się moją skargą, ale wyłącznie „dodatkowo”; protokołu nadal nie otrzymałem, ponieważ radni mają urlopy; kolejny termin poznam „wkrótce”, a odpowiedzi na moje pytania podobno już kiedyś padły — tylko nie wiadomo gdzie, kiedy i jakie.
Brakuje już tylko wyjaśnienia, że Komisja właściwie wcale się nie zebrała, lecz jej członkowie przypadkowo spotkali się przy jednym stole, wybrali przewodniczącego, zastępcę i podjęli decyzję dotyczącą mojej skargi.
Poniżej publikuję pismo Pani Przewodniczącej.
Każdy może sam sprawdzić, czy dostrzega piękne nowe szaty tego wyjaśnienia, czy też widzi dokładnie to samo co ja.
Pismo Pani Przewodniczącej
Moja odpowiedź
Szanowna Pani Przewodnicząca,
otrzymana odpowiedź nie wyjaśnia sprawy, lecz pozostawia bez odpowiedzi najważniejsze pytania i przedstawia wewnętrznie niespójny opis posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 29 lipca 2026 r.
Zamiast protokołu, konkretnych dat i podstaw prawnych otrzymałem informację o urlopach radnych oraz zapewnienie, że o terminie kolejnego posiedzenia zostanę poinformowany „wkrótce”.
W części dotyczącej istniejących dokumentów i informacji publicznych niniejszą wiadomość proszę traktować jako wniosek składany na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej. W pozostałym zakresie proszę o udzielenie jednoznacznych wyjaśnień dotyczących sposobu procedowania mojej skargi.
1. Okres urlopowy nie zawiesza terminów wynikających z KPA
Napisała Pani:
„sierpień jest okresem urlopowym także dla Radnych”.
Jest to informacja zrozumiała z organizacyjnego punktu widzenia, ale nie stanowi podstawy prawnej do bezterminowego odkładania sprawy.
Zgodnie z art. 237 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego skarga powinna zostać załatwiona bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca. Jeżeli nie może zostać załatwiona w tym terminie, art. 237 § 4 w związku z art. 36 KPA nakłada obowiązek:
wskazania przyczyny zwłoki (nie są nią urlopy);
wyznaczenia konkretnego nowego terminu załatwienia sprawy;
pouczenia o prawie do wniesienia ponaglenia.
Obowiązek poinformowania o przyczynach zwłoki wynika również z § 92 Statutu Gminy Płaska.
Pani pismo nie zawiera konkretnego nowego terminu ani pouczenia o prawie do wniesienia ponaglenia. Sformułowanie „zostanie Pan poinformowany wkrótce” nie jest terminem w rozumieniu KPA.
„Wkrótce” może oznaczać jutro, za miesiąc albo po zakończeniu kadencji.
Mój znajomy oddaje mi 300 funtów „wkrótce” – już od sześciu lat.
2. Protokół powinien zostać przyjęty na następnym posiedzeniu Komisji
Obowiązek przyjęcia protokołu wynika z Statutu Gminy Płaska, zgodnie z którym protokół jest przyjmowany na następnym posiedzeniu komisji w drodze głosowania, a następnie podpisywany przez przewodniczącego i protokolanta.
Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego protokół z wcześniejszego posiedzenia nie został przyjęty podczas posiedzenia 29 lipca 2026 r. ani kiedy nastąpi jego przyjęcie.
Nie oczekiwałem podpisania protokołu przez Panią ani przez Sekretarza Gminy. Wzmianka o możliwości przyjęcia przeze mnie dokumentu podpisanego przez Państwa była dygresją odnoszącą się do wielomiesięcznego oczekiwania na dokument i braku jego podpisania przez osoby rzeczywiście do tego zobowiązane.
3. Rzeczywisty przebieg posiedzenia nie odpowiada podanemu celowi jego zwołania
Napisała Pani:
„Posiedzenie Komisji […] jakie odbyło się 29 lipca 2026 r. było zwołane tylko w celu wyboru przewodniczącego Komisji i jego zastępcy”.
W następnym zdaniu stwierdziła Pani:
„Dodatkowo Komisja podjęła decyzję o ponownym rozpatrzeniu Pana skargi”.
Z Pani własnej odpowiedzi wynika więc, że rzeczywisty przebieg posiedzenia wykraczał poza cel, w jakim zostało ono zwołane.
Dokumenty dotyczące mojej skargi musiały zostać przygotowane i dostarczone członkom Komisji jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia, oznacza to, że zajęcie się moją sprawą było wcześniej planowane. W takim przypadku twierdzenie, że posiedzenie zostało zwołane „tylko w celu wyboru przewodniczącego Komisji i jego zastępcy”, nie odpowiada rzeczywistemu zakresowi zaplanowanych czynności.
Trudno bowiem uznać, że decyzja Komisji dotycząca ponownego rozpatrzenia skargi pojawiła się samoistnie. Ktoś musiał ten temat przedstawić, wyjaśnić członkom Komisji, czego dotyczy, oraz wskazać podstawy przemawiające za ponownym zajęciem się sprawą. Jeżeli wykorzystano dokumenty, ktoś musiał je wcześniej przygotować albo przynieść na posiedzenie.
4. Zwołanie i jawność posiedzenia z 29 lipca 2026 r.
Zgodnie z art. 11b ust. 1 i 2 ustawy o samorządzie gminnym działalność organów gminy jest jawna. Jawność obejmuje w szczególności prawo mieszkańców do wstępu na posiedzenia komisji Rady oraz dostępu do dokumentów, w tym protokołów.
Taką samą zasadę ustanawia Statut Gminy Płaska.
Zgodnie ze Statutem posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji zwołuje jej przewodniczący – powinny być zwoływane w formie pisemnej.
Powstaje zatem pytanie, kto i na jakiej podstawie zwołał posiedzenie, w sposób tajny, niezgodnie z prawem i wieloletnim zwyczajem.
Nie twierdzę, że posiedzenie poświęcone wyborowi władz Komisji nie mogło się odbyć. Twierdzę natomiast, że nadal było ono formalnym i jawnym posiedzeniem Komisji, które powinno zostać prawidłowo zwołane i udokumentowane.
Określenie, że odbywało się ono „tylko” w celu wyboru przewodniczącego, nie wyłącza stosowania zasad jawności i dokumentowania. Tym bardziej nie może tego uzasadniać, skoro podczas tego samego posiedzenia Komisja zajęła się również moją skargą.
Ciekawą lekturą będzie protokół z tej „komisji”.
5. Wniosek o udostępnienie dokumentów
Na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz Statutem Gminy Płaska wnoszę o przesłanie w formie elektronicznej:
projektu protokołu z posiedzenia, podczas którego rozpatrywano moje skargi, wraz ze wszystkimi istniejącymi załącznikami – niedługo mija 3 miesiace;
projektu protokołu z posiedzenia Komisji z 29 lipca 2026 r., jeżeli został już sporządzony;
pisemnego dokumentu, na podstawie którego zwołano posiedzenie z 29 lipca 2026 r.;
porządku tego posiedzenia;
listy obecności członków Komisji i osób zaproszonych;
dokumentu zawierającego przyjętą opinię, wniosek, stanowisko albo inne ustalenie dotyczące ponownego rozpatrzenia mojej skargi;
wyników głosowań przeprowadzonych podczas posiedzenia;
dokumentów przedstawionych członkom Komisji w związku z moją skargą;
dokumentów potwierdzających sposób poinformowania mieszkańców o terminie, miejscu i przedmiocie posiedzenia;
innych materiałów, które zgodnie z Statutem powinny zostać dołączone do protokołu jako załączniki.
Jeżeli którykolwiek z wymienionych dokumentów nie istnieje albo nie został sporządzony, proszę poinformować o tym jednoznacznie, odrębnie w odniesieniu do każdego punktu.
Jeżeli Gmina uzna, że którykolwiek z istniejących dokumentów nie podlega udostępnieniu, proszę o wskazanie podstawy prawnej takiego stanowiska oraz zastosowanie trybu przewidzianego w ustawie o dostępie do informacji publicznej.
6. Przekazanie pisma radnym nie odpowiada na pytanie o podpisy
Napisała Pani:
„Pana pytania zostały przekazane Radnym drogą mailową 24 lipca 2026 r.”.
Nie prosiłem Pani jedynie o rozesłanie dokumentu. Przekazałem go w celu zapoznania radnych z jego treścią i umożliwienia złożenia podpisów konkretnie pod tym pismem przez osoby zainteresowane uzyskaniem odpowiedzi na wskazane pytania. Tak się umówiliśmy i w obecności świadków potwierdziła Pani, że rozumie moją intencję.
Dlatego ponownie proszę odpowiedzieć:
czy którykolwiek radny podpisał moje pismo;
czy Pani złożyła podpis zgodnie z deklaracją przedstawioną podczas sesji;
jeżeli nie – dlaczego nie dotrzymała Pani publicznie złożonej deklaracji;
gdzie i kiedy mogę odebrać pozostawiony przeze mnie oryginał dokumentu.
Proszę również o przesłanie skanu aktualnej wersji dokumentu ze wszystkimi złożonymi na nim podpisami.
W ramach dostępu do informacji publicznej wnoszę ponadto o przesłanie wiadomości e-mail z 24 lipca 2026 r., za pomocą której moje pytania przekazano radnym, wraz z jej treścią, listą adresatów oraz załącznikami – po ewentualnym usunięciu danych podlegających ochronie.
Informacja, że mogę samodzielnie zadawać pytania podczas sesji lub korzystać z dostępu do informacji publicznej, całkowicie omija istotę mojego wystąpienia.
Nie pytałem, czy wolno mi zadawać pytania. Doskonale wiem, że wolno. Chciałem ustalić, czy w piętnastoosobowej Radzie znajdzie się choć jeden radny gotowy podpisać pytania mieszkańca i formalnie wystąpić o wyjaśnienie wskazanych nieprawidłowości.
7. Twierdzenie o wcześniejszych odpowiedziach wymaga wskazania konkretów
Stwierdziła Pani:
„Odpowiedzi na wiele z tych pytań zostały udzielone już wcześniej na sesjach Rady Gminy Płaska”.
Jest to odpowiedź z gatunku: „niech zainteresowany sam sobie poszuka”. A jeżeli nie znajdzie – widocznie źle szukał.
Mam natomiast podstawy sądzić, że odpowiedzi na wskazane pytania w ogóle nie zostały udzielone albo nie odpowiadały ich rzeczywistej treści.
Proszę zatem wskazać odrębnie dla każdego pytania, na które – według Pani – już odpowiedziano:
datę sesji;
punkt porządku obrad;
osobę udzielającą odpowiedzi;
dokładne miejsce odpowiedzi w nagraniu albo protokole;
treść udzielonej odpowiedzi.
Jeżeli odpowiedzi rzeczywiście zostały udzielone, ich wskazanie nie powinno sprawić problemu. Jeżeli natomiast nie można ustalić, kiedy i gdzie padły, proszę nie przedstawiać nieweryfikowalnych przypuszczeń jako faktów w oficjalnej korespondencji.
Podsumowanie
Proszę o udzielenie odpowiedzi odrębnie na każde z postawionych pytań oraz o udostępnienie wskazanych dokumentów.
Nie oczekuję kolejnych ogólnych zapewnień ani informacji o okresie urlopowym. Od 15 czerwca było mnóstwo czasu na spotkanie komisji skarg, a na mój stan wiedzy jej członkowie spotkali się na połączonych komisjach jeszcze 21 lipca. W 3 miesiącu oczekiwania mam prawo oczekiwać dokumentów, konkretnych dat i jednoznacznych odpowiedzi.
Jeżeli jest Pani przekonana o prawidłowości działania Komisji, proszę doprowadzić do zwołania jej jawnego posiedzenia w najbliższy piątek albo poniedziałek. Stawię się z kompletem dokumentów i przedstawię wszystkie wynikające z nich sprzeczności.
Wtedy okaże się, czy za słowem „wkrótce” kryje się rzeczywista gotowość do wyjaśnienia sprawy.
PS pozwoliłem sobie załączyć Pani pismo i w odpowiedzi załączyć radnych, żeby zobaczyli co w ich imieniu wysyła Pani Przewodnicząca Tomczyk.
Z poważaniem
A tymczasem — do zobaczenia „wkrótce”.
To znaczy kiedy?
A skąd ja, do diabła, mam wiedzieć, co siedzi w głowie Pani Przewodniczącej?
Nie wiem, co dzieje się z przetargami organizowanymi przez tę ekipę, ale zaczyna się z tego wyłaniać pewna prawidłowość.
Najpierw wszystko ma być dobrze. Później pojawiają się problemy, opóźnienia i dodatkowe koszty. Następnie dowiadujemy się, że właściwie nic wielkiego się nie stało, sytuacja jest pod kontrolą, a winnych — jak zwykle — nie ma.
Jest za to rachunek. Oczywiście dla mieszkańców.
W przypadku remontu szkoły mamy poważne usterki — i teraz najlepsze — w pracach, które w czerwcu zostały odebrane od wykonawcy.
W czerwcu też zorganizowano uroczystość z okazji zakończenia remontu.
Tak się tylko zastanawiam. Skoro budynek nie był odebrany, czytaj był placem budowy to jak można było po nim chodzić? Bez kasków? Ale może się mylę. Może to tylko moja przewrażliwiona dusza.
Wracając do tematu usterki są, ale podczas odbioru najwyraźniej były jeszcze niewidzialne.
To jak właściwie przeprowadzano ten odbiór? Na podstawie dokumentacji, oględzin i obowiązujących przepisów czy może przez pryzmat dwóch dotacji na Rock Water, opiewających na kilkanaście tysięcy złotych? A może podczas wspominanego przez niektórych „obiadu”? Mam nadzieję, że ta historia jest nieprawdziwa. Pisałem już wcześniej, że takie połączenia powodują niebezpieczne skojarzenia zwłaszcza gdy pojawiają się problemy.
Wiem natomiast, że po prawidłowo przeprowadzonym odbiorze nie powinno się odkrywać usterek tej skali. Drobne wady można wpisać do protokołu i wyznaczyć termin ich usunięcia. Poważne wady, uniemożliwiające prawidłowe użytkowanie obiektu, powinny stanowić przeszkodę w jego odbiorze. A potop nie jest drobną usterką. I z pewnością nie będzie tani.
Pytam, bo mieszkańcy mogliby odnieść mylne wrażenie, że przy odbiorze robót budowlanych powinno się sprawdzać przede wszystkim jakość wykonanych prac. Być może jednak w gminie Płaska obowiązuje bardziej nowoczesna metoda: najpierw podpisujemy, później oglądamy, a na końcu zastanawiamy się, kto i za ile będzie to poprawiał. I na koniec obciążymy mieszkańców.
Wykonawcy zdążyliśmy już dopłacić około 100 tys. zł, więc przynajmniej on z tej inwestycji nie powinien wyjść niezadowolony.
Usterki również mają się dobrze.
Nie zauważyłem bowiem, aby ktoś szczególnie energicznie próbował je usuwać. Być może czekają na kolejną uchwałę, kolejną dopłatę albo odpowiednio uroczyste przecięcie wstęgi.
Pozostaje jeszcze drobny szczegół: szkoła powinna być gotowa na rozpoczęcie roku szkolnego.
Historia sprawiła, że data 1 września ma w Polsce szczególne znaczenie. W 1939 roku dzieci również miały rozpocząć nowy rok szkolny, ale do szkół nie poszły.
Po 87 latach przyczyny i okoliczności są oczywiście całkowicie nieporównywalne. Można jednak chyba oczekiwać, że tym razem 1 września nie zaskoczy władz gminy swoim nagłym pojawieniem się w kalendarzu.
Data rozpoczęcia roku szkolnego nie jest przecież objęta tajemnicą. Nie trzeba jej ustalać w drodze przetargu, konsultować z wykonawcą ani szukać na nią dodatkowych środków w budżecie.
Trzeba przy tym wyjaśnić jedną rzecz, zanim Wójt ogłosi, że szkoła „została odebrana” albo „będzie odebrana”.
Osoba, która nie zna szczegółów, mogłaby uznać, że oznacza to zakończenie wszystkich prac i pełną gotowość budynku. Tymczasem mówimy o odbiorze warunkowym, ze wskazaniem terminu na dokończenie zadania.
Dlaczego warunkowym?
A wybudowanie windy dla osób z niepełnosprawnościami?
Winda nie jest elementem dekoracyjnym, który można domontować, kiedy znajdzie się wolna chwila. Jest częścią zadania niezbędną do zapewnienia dostępności budynku.
Dlatego proszę, aby nie przedstawiać warunkowego odbioru jako pełnego zakończenia inwestycji. Można oczywiście odebrać szkołę warunkowo, wyznaczyć termin wykonania windy, ogłosić sukces i zrobić zdjęcia.
Tylko że warunkowe zakończenie inwestycji ma mniej więcej tyle wspólnego z jej faktycznym ukończeniem, co warunkowo sprawna winda z możliwością wjechania nią na piętro.
Dlatego pytanie jest bardzo konkretne:
Czy Gmina może dziś zagwarantować, że 1 września 2026 roku uczniowie rozpoczną naukę w budynku jakkolwiek odebranym i np. bez potopu?Chyba, że chodzi o ponowne widowisko jak w czerwcu tylko teraz motywem przewodnim ma być rozstąpienie się morza Czerwonego.
Czy może będzie to jedynie budynek „odebrany” — pod warunkiem, że nie będziemy zbyt dokładnie pytać, czego jeszcze w nim brakuje?
Nie pytam, czy „trwają działania”.
Nie pytam, czy „podejmowane są czynności”.
Nie pytam, czy „na obecnym etapie prowadzone są uzgodnienia zmierzające do zapewnienia możliwości rozpoczęcia zajęć”.
Pytam po prostu, czy 1 września dzieci pójdą do tej szkoły.
Tak albo nie.
Bo na miejscu nadal wisiała jak ostatnio patrzyłem tablica budowlana — dość wymowna dekoracja przy inwestycji, którą 22 czerwca celebrowano jako zakończoną.
Bo kolejny raz wszystko miało być dobrze. Kolejny raz pojawiają się problemy. Kolejny raz rosną koszty. I kolejny raz zapewne usłyszymy, że nikt nie mógł tego przewidzieć.
Można odnieść wrażenie, że gdyby Józef Piłsudski zobaczył sposób przygotowywania i prowadzenia gminnych inwestycji, nie musiałby nawet wymyślać nowego komentarza.
Wystarczyłoby, żeby powtórzył:
„Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”.
Kalendarium
Promesa na remont wynosiła 7 980 000 zł . Blisko. Prawie jak Natalia Bukowiecka poza podium o 0,003 sec.
Podsumowując wygląda na to, że nasi miszczowie z gminy nie kazali wyceniać w przetargu windy, która musiała być zgodnie z przepisami. A pieniądze były jakieś 430 tyś to na windę z nawiązka by starczyło.
Poproszono mnie, żebym trochę przystopował z ilością tematów w jednym czasie.
I chyba słusznie. W piątek wrzuciłem cztery tematy. Wszystkie ważne, ale w takim natłoku trudno przyswoić sobie skalę każdego z problemów.
Muszę się zgodzić, że dla każdego mieszkańca ważne jest coś innego i każdy chciałby, aby właśnie jego sprawa została odpowiednio wyeksponowana. Ja z kolei zastanawiam się, jak zdążę o wszystkim napisać, skoro – jak sami widzicie – od dwóch lat tkwimy w tym bagnie już po pachy.
Dlatego spróbuję trochę zwolnić: jeden temat dziennie. Nie dlatego, że tematów brakuje, lecz dlatego, że jest ich zdecydowanie za dużo.
Parafrazując słynne powiedzenie z YouTube:
„Panie Boże, dałeś mi piękne dzieciństwo – i zabrałeś. Dałeś mi wspaniałą młodość – i zabrałeś.
Dałeś mi urodę 🙂 – i zabrałeś. Dałeś mi Wójta i…
Tak tylko nieśmiało przypominam, żeby przypadkiem nie wyszło, że jestem niewdzięczny.”
Tymczasem w urzędzie nawet nie zauważono, że mieszkańcy od pół roku skarżą się na dziury przy wyjeździe z ulicy Kąty na Orlą. Być może również mają to w nosie, ale na to akurat nic już nie poradzę.
Nie sądzę też, żeby Wójt wezwał na dywanik syna cieśli, który podobno opiekuje się naszymi drogami, i zagroził mu jakimikolwiek konsekwencjami służbowymi.
Piszę „podobno”, ponieważ jego opieka nad drogami coraz bardziej przypomina Yeti. Dużo się o niej mówi, ale nikt jej jeszcze nie widział.
Podobno był tutaj. Podobno widziano go tam. Ktoś zauważył ślady na śniegu, ktoś inny zrobił z daleka rozmazane zdjęcie.
Ale dowodów nadal brak.
Swoją drogą – wstydzilibyście się. Cała gmina już o tym wie, więc chociaż z nudów moglibyście naprawić te 5 m² drogi.
Wstyd, że płacicie podwykonawcom za robotę, a dziury od pół roku nadal straszą.
Spokojnie – na kawę i tak zostanie Wam sporo czasu.
Jutro będzie o szkole i „zakończonym” remoncie. Cudzysłów nie jest przypadkowy. Winda również nie.
Znowu musiałem wysłać email do Pani Tomczyk. Jest tak zajęta, ze zapewne zapomniała:
Pani Przewodnicząca.
z pomiętą w rękach czapką stoję przed Panią i bardzo proszę o przesłanie mi protokołu z załącznikami z rozpatrzenia moich skarg. Albo jak w cywilizowanym kraju gdzie obowiązuje KPA prześlijcie mi zawiadomienie czemu moja sprawa ulega opóźnieniu. Czyżby komisja w osobach Marek Sudnik – przewodniczący Komisji, Ewa Ślepska – członek Komisji, Ewa Citkowska – członek Komisji, nie chcieli podpisać protokołu z komisji, w trakcie której prowadzili wnikliwą analizę? Jeżeli tak to przyjmę protokół podpisany przez Panią Tomczyk i Pana Zdancewicza, którzy przecież byli obecni.
Nie odpowiedziała mi Pani również na pytanie o moje pismo, które złożyłem na Pani ręce celem zebrania podpisów radnych. Czy mogę je odzyskać ?
Pozwoliłem Państwu samodzielnie ukręcić sznur, wejść na krzesło i jeszcze zapytać, czy dobrze wygląda w protokole.
Chciałem pokazać mieszkańcom bardzo prosty mechanizm:
najpierw Gmina pobiera od mieszkańca pieniądze w sposób, który – w mojej ocenie – nie znajduje oparcia w obowiązujących zasadach rozliczania wody. Później, kiedy mieszkaniec zaczyna zadawać pytania, przedstawiciele Gminy przekazują informacje sprzeczne z dokumentami. A kiedy ktoś wyciąga dokumenty i pokazuje te sprzeczności, rozpoczyna się ratowanie sytuacji kolejnymi wyjaśnieniami.
Problem polega na tym, że te wyjaśnienia są coraz mniej wiarygodne.
W sprawie wypowiadali się:
Przewodnicząca Rady Gminy Katarzyna Tomczyk,
Sekretarz Gminy Maciej Zdancewicz,
Wójt Gminy Płaska Michał Skubis.
Nieprawdziwe informacje pojawiały się w wiadomościach e-mail, podczas posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji oraz przed Radą Gminy.
Chociaż z tym „przed Radą Gminy” mogłem trochę przesadzić.
Radni mogli przecież już wcześniej wielokrotnie przeczytać na moim blogu, jak wyglądało rozliczenie wody. Mogli sprawdzić dokumenty. Mogli zadać pytania. Mogli użyć kalkulatora.
Mogli.
Ale najwyraźniej nie po to zostaje się radnym we Wspólnej Sprawie, żeby przeszkadzać faktami w sprawnym głosowaniu.
Komisja, która miała kontrolować, a została wykorzystana jako dekoracja
Doprowadziła Pani do sytuacji, w której członkowie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji:
Marek Sudnik – przewodniczący Komisji,
Ewa Ślepska – członek Komisji,
Ewa Citkowska – członek Komisji,
podpisali się pod opinią, która – w świetle posiadanych dokumentów – jest nie do obrony.
Do dzisiaj pamiętam jak Pan Sudnik wyciąga z stery papierów przed nimi dokument, który Pani Slepska nie potrafiła przeczytać i prosiła, aby pewnych fragmentów nie czytać. Dokument zaczynał się od słów „komisja po wnikliwej analizie”. Tak analizowali, że słówka z analizy nie potrafili wymówić 🙂
Komisja miała sprawdzić moje zarzuty.
Zamiast tego uwierzytelniała wersję przedstawioną przez Gminę, pomimo że przeczyły jej dokumenty znajdujące się przed członkami Komisji.
Nazwijmy to delikatnie: członkowie Komisji pozwolili zrobić z siebie politycznych statystów. Ich nazwiska zostały wykorzystane do przyklepania stanowiska, którego najwyraźniej nikt nie zamierzał uczciwie zweryfikować.
Przepraszam za brak politycznej poprawności:zrobili z siebie idiotów.
Oczywiście nie przesądzam, czy był to stan trwały, czy tylko chwilowa niedyspozycja wywołana widokiem przewodniczącej Tomczyk nadzorującej poprawność polityczną głosowania. Być może poza posiedzeniami Komisji odzyskują zdolność samodzielnego czytania, liczenia i wyciągania wniosków.
Bardzo chciałbym w to wierzyć.
Na razie jednak dokumentacja medyczna nie jest potrzebna. Wystarczy protokół z posiedzenia.
Później cała Rada Gminy zagłosowała za tą opinią.
Radni mieli możliwość zapoznania się ze sprawą. Mieli możliwość zadawania pytań. Mieli możliwość sprawdzenia dokumentów.
Zamiast tego podnieśli ręce.
Być może uznali, że jeśli piętnaście osób zagłosuje za nieprawdą, to nieprawda automatycznie staje się prawdą.
Niestety. Demokracja daje prawo do głosowania, ale nie daje prawa do zmieniania faktów większością głosów.
Pan Marek Sudnik po tej historii odszedł z Komisji. Jeżeli była to próba odcięcia się od sposobu jej działania, potrafię to uszanować. Wiem, że w pewnych środowiskach posiadanie własnego zdania może być znacznie bardziej ryzykowne niż podpisanie czegokolwiek, co położono na stole.
Pani Ewa Ślepska i pani Ewa Citkowska najwyraźniej nadal uważają, że nic szczególnego się nie wydarzyło.
Nie ja je wychowywałem i nie ja będę się za nie wstydził.
Mieszkańcy mogą natomiast sami ocenić, czym w praktyce jest „Wspólna Sprawa” i jaką rolę pełnią należący do niej radni.
Wspólna – owszem.
Pozostaje tylko pytanie: czyja?
„Pojawiły się nowe okoliczności”
Mógłbym bawić się z Państwem jeszcze trochę. Obserwować kolejne odpowiedzi, zbierać następne sprzeczności i sprawdzać, jak daleko można zabrnąć w obronie czegoś, czego obronić się nie da.
Ale zwyczajnie mi się znudziło.
Wystarczyło jedno krótkie zdanie wskazujące mechanizm zastosowany przy rozliczeniu wody wysłany do Gminy i nagle dowiedziałem się, że Komisja zbierze się ponownie.
Moja skarga ma zostać ponownie rozpatrzona, ponieważ – uwaga – „pojawiły się nowe okoliczności”.
Pani Przewodnicząca, dokumenty nie pojawiły się nagle.
Przepisy nie zmieniły się w nocy.
Licznik nie przemówił.
Woda nie zaczęła płynąć pod prąd.
Nową okolicznością było wyłącznie to, że ktoś wreszcie położył dokumenty obok Państwa wyjaśnień i pokazał, że jedno do drugiego nie pasuje.
Można więc uczciwie zapisać w protokole:
Nowa okoliczność: mieszkaniec zorientował się, co zrobiliśmy, i potrafi udowodnić, że kłamiemy. Ojej.
Złapanie człowieka w krzakach ze spuszczonymi spodniami nie jest dla niego „nową okolicznością”.
Nową okolicznością jest co najwyżej to, że skończyło się przekonanie, iż nikt nie patrzy.
Można to nazwać kontrolą społeczną. Można sprawiedliwością. Można karmą.
Rozumiem jednak, że w słowniku Wspólnej Sprawy słowa „uczciwość” i „odpowiedzialność” mogą znajdować się gdzieś pomiędzy „nie pamiętam” a „pojawiły się nowe okoliczności”.
Tajemnicze posiedzenie z 29 lipca
Napisała mi Pani, że Komisja zebrała się 29 lipca i podjęła decyzję o ponownym rozpatrzeniu mojej skargi.
I tutaj pojawia się kolejny problem.
Gdzie została opublikowana informacja o tym posiedzeniu?
Kiedy mieszkańcy zostali o nim zawiadomieni?
Gdzie znajdował się porządek obrad?
W jaki sposób zapewniono mieszkańcom możliwość udziału w posiedzeniu, skoro posiedzenia komisji są jawne?
Jeżeli informacja została prawidłowo opublikowana, proszę wskazać miejsce i datę publikacji.
Jeżeli nie została opublikowana, pozostaje pytanie, na jakiej podstawie Komisja zebrała się za zamkniętymi drzwiami i podejmowała decyzje dotyczące mojej skargi.
Nie przesądzam samodzielnie skutków prawnych tego posiedzenia. Od tego jest organ nadzoru. Po otrzymaniu protokołu skieruję więc dokumentację do Wojewody Podlaskiego z wnioskiem o sprawdzenie legalności zwołania posiedzenia oraz podjętych podczas niego czynności.
Pani Katarzyna Tomczyk sama wcześniej wyjaśniała mi, że protokół z posiedzenia Komisji jest zatwierdzany na kolejnym jej posiedzeniu.
Od rzekomego posiedzenia z 29 lipca minęło już 25 dni.
Protokołu z „mojego posiedzenia” wraz z załącznikami nadal nie otrzymałem. A od 29 lipca minęło już 25 dni.
Nie ma go również w BIP.
Co się z nim dzieje?
Pani Citkowska i pani Ślepska nie chcą go podpisać?
Nowy członek Komisji, pan Demski, nie chce swoim nazwiskiem potwierdzić sposobu zwołania posiedzenia?
A może dokument jest tak skomplikowany, że przez 25 dni nie udało się ustalić, co właściwie wydarzyło się 29 lipca?
Spokojnie. Nie trzeba się spieszyć.
Kiedy protokół wreszcie otrzymam, pokażę go mieszkańcom, przeanalizuję punkt po punkcie i prześlę Wojewodzie.
Rozumiem więc, że podpisanie go może wymagać pewnej odwagi.
Pan Demski rozpoczyna pracę
Przy okazji witam w Komisji pana Demskiego.
Wszystko wskazuje na to, że został Pan przewidziany do objęcia funkcji przewodniczącego. Już sama informacja, że pierwsze posiedzenie Komisji w nowym składzie otworzy i poprowadzi jej najstarszy członek, dość wyraźnie sugeruje przygotowany scenariusz.
Mam zatem kilka prostych pytań.
Czy uczestniczył Pan w posiedzeniu Komisji 29 lipca?
Czy to Pan je otworzył?
Na jakiej podstawie zostało ono zwołane?
Gdzie opublikowano informację o terminie i porządku obrad?
Dlaczego mieszkańcy nie mieli realnej możliwości udziału w posiedzeniu?
Czy przed rozpoczęciem posiedzenia sprawdził Pan, czy zostało ono zwołane zgodnie z prawem oraz Statutem Gminy?
Jeżeli podpisze Pan protokół z tego posiedzenia, swoim nazwiskiem potwierdzi Pan również sposób, w jaki zostało ono zorganizowane.
Warto więc najpierw przeczytać dokumenty.
Dokładnie.
Najlepiej ze zrozumieniem.
Po podpisaniu protokołu trudniej będzie tłumaczyć, że nie wiedział Pan, co podpisuje.
Nie otrzymał Pan w wyborach ani jednego bezpośredniego głosu mieszkańców, ponieważ mandat objął Pan bez przeprowadzenia wyborów uzupełniających. Formalnie jest Pan jednak radnym i reprezentuje Pan również mnie.
To wyjątkowa sytuacja.
Został Pan radnym wynikiem 0 głosów, ale nadal może Pan spróbować zasłużyć na zaufanie mieszkańców swoją pracą.
Może Pan pokazać, że nie przyszedł Pan do Rady jako kolejny „mierny, ale wierny”, tylko jako człowiek potrafiący samodzielnie przeczytać dokumenty, zadać pytanie i powiedzieć „nie”, gdy ktoś oczekuje podpisania czegoś, czego nie powinno się podpisywać.
Pierwszy sprawdzian właśnie trwa.
Kalendarz nie należy do Wspólnej Sprawy
Dlaczego piszę ten post?
Ponieważ znowu firmuje Pan swoim nazwiskiem działania organizowane przez panią Katarzynę Tomczyk.
Skarga powinna zostać załatwiona bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca.
Przyjmę dla Państwa najkorzystniejszą wersję: że konieczność ponownego rozpatrzenia sprawy pojawiła się dopiero 29 lipca, podczas tajemniczego posiedzenia Komisji.
Miesięczny termin upływa 29 sierpnia.
Do tego czasu wypadałoby:
prawidłowo i jawnie zwołać posiedzenie Komisji,
poinformować mieszkańców o jego terminie,
umożliwić mi aktywny udział,
przeanalizować dokumenty,
przygotować stanowisko Komisji,
zwołać sesję Rady Gminy,
podjąć uchwałę i załatwić skargę.
Został tydzień.
Jeżeli zamierzacie zachować wymagane wyprzedzenie przy informowaniu o posiedzeniach, warto byłoby już wiedzieć, kiedy Komisja ma się zebrać.
A informacji nadal nie ma.
Prosiłem również, aby posiedzenie odbyło się w poniedziałek albo w piątek. W pozostałe dni pracuję w Warszawie.
Jeżeli wyznaczycie inny termin, również przyjadę. Wezmę dzień wolny i będę uczestniczył w posiedzeniu.
Ale wtedy bardzo dokładnie i publicznie opiszę, kto podjął decyzję o wyznaczeniu terminu utrudniającego mi udział, pomimo że wcześniej wskazałem dni, w których mogę być obecny.
I użyję słów nie politycznie poprawnych, ale dosłownie opisujących sytuację.
Tak, panie Demski.
To również będzie Pańska decyzja i Pańska odpowiedzialność.
Podpowiedź dla Gminy
Jeżeli nie potraficie zmieścić się w terminie, zawsze możecie wysłać mi pismo, że sprawa jest szczególnie skomplikowana.
Pan sekretarz Maciej Zdancewicz właśnie w ten sposób uzasadnił przedłużenie postępowania dotyczącego kary za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC samochodu strażackiego.
Brak OC.
Kara.
Dokumenty.
Daty.
Rzeczywiście, materiał wymagający powołania międzyresortowego zespołu ekspertów.
W sprawie wody można więc napisać podobnie:
„Termin załatwienia sprawy zostaje przedłużony, ponieważ członkowie Komisji – pani Ewa Citkowska, pani Ewa Ślepska i pan Demski – mają przed sobą dokumenty, ale nadal potrzebują dodatkowego czasu, aby ustalić, co w nich napisano”.
Tylko pamiętajcie Państwo, że samo napisanie „sprawa jest skomplikowana” nie powoduje jeszcze, że taka się staje.
Czasami sprawa jest bardzo prosta.
Skomplikowane jest jedynie przyznanie, że mieszkaniec miał rację.
Czekam
Czekam na:
protokół z posiedzenia Komisji z 29 lipca wraz ze wszystkimi załącznikami,
wskazanie, gdzie i kiedy opublikowano informację o tym posiedzeniu,
zawiadomienie o terminie ponownego rozpatrzenia mojej skargi,
umożliwienie mi aktywnego udziału w posiedzeniu,
zakończenie sprawy w obowiązującym terminie.
Do 29 sierpnia zostało niewiele czasu.
Możecie Państwo jeszcze raz zebrać Komisję, jeszcze raz podnieść ręce i jeszcze raz zagłosować zgodnie z oczekiwaniami.
Możecie również po raz pierwszy po prostu przeczytać dokumenty i postąpić uczciwie.
Wybór należy do Państwa.
Kalendarz jest jednak wyjątkowo niewdzięcznym przeciwnikiem.
Nie należy do Wspólnej Sprawy.
Nie podnosi ręki na polecenie.
Nie podpisuje protokołów po terminie.
I – co najgorsze – potrafi liczyć.
Aha, kochana komisjo, czekają was jeszcze kolejne tematy. Np. ostatni numer dotyczący opłaty lokalnej, jak to ścigacie normalnych mieszkańców, grozicie kontrolami. A parę rzeczy jeszcze wyjdzie. Może jakieś zwolnienia z podatków dla znajomych KRÓLIKA.
A sami ? …
Nie płacicie. Bo Wójt stosuje zasadę Wspólna Sprawa dla ……. swoich.
Na zakończenie, Panie Wójcie
Nie dalej niż osiem miesięcy temu spotkaliśmy się w gronie czterech osób.
Powiedziałem Panu wtedy wprost, że pomogę Panu przywrócić normalność w tej gminie. Bez stanowiska. Bez wynagrodzenia. Bez faktury. Za darmo.
Postawiłem jednak warunki: jeden szkodnik odchodzi, a do Gminy wracają uczciwość, odpowiedzialność i podmiotowe traktowanie mieszkańców.
Kilka dni później Pan do mnie zadzwonił.
Powiedział Pan, że wszystko zostaje po staremu.
Uszanowałem Pańską decyzję. Wybrał Pan ludzi, metody i układ, który chciał Pan zachować. Razem z tym wyborem przyjął Pan odpowiedzialność za wszystkie jego konsekwencje.
Moja propozycja nadal pozostaje aktualna.
Zmieniły się jedynie okoliczności.
Osiem miesięcy temu siedział Pan w tym szambie po ramiona. Dzisiaj siedzi Pan już po uszy.
Nadal mogę pomóc Panu z niego wyjść. Musi Pan jednak najpierw przestać udawać, że to basen, woda jest czysta, a nieprzyjemny zapach pochodzi od mieszkańców zadających pytania.
Z tej okazji mała zabawa dla osób regularnie oglądających transmisje.
Poniżej publikuję przewidywaną laudację jednego z radnych dla Pana Wójta.
Waszym zadaniem jest odgadnąć:
KTÓRY RADNY MÓGŁBY TO POWIEDZIEĆ?
Dla ułatwienia dodam, że odpowiedź może być prostsza, niż się wydaje.
Panie Wójcie,
ja chciałbym Panu przede wszystkim podziękować.
Wiem, że dziękowałem już na poprzedniej sesji.
I na wcześniejszej.
I chyba jeszcze na kilku przed nimi.
Ale uważam, że dobrego Wójta nigdy nie można przedziękować.
Dlatego dziękuję.
Przede wszystkim za ogrom pracy.
Nie wiem dokładnie jakiej, ale skoro Pan mówi, że jest ogromna, to ja nie mam podstaw, żeby wątpić.
Chciałbym również podziękować za wszystkie inwestycje.
Za te zakończone.
Za te rozpoczęte.
Za te planowane.
Za te zmarnowane.
Oraz szczególnie za te, których jeszcze nie ma, ale jestem przekonany, że gdyby były pieniądze, możliwości i odpowiednie warunki, to Pan Wójt z pewnością by je wykonał.
Dziękuję także za pozyskiwanie środków.
Jeżeli środki pozyskaliśmy – dziękuję za ich pozyskanie.
Jeżeli nie pozyskaliśmy – dziękuję za próbę.
Jeżeli trzeba było coś zwrócić – dziękuję, że mieliśmy co zwracać.
Bo przecież inni mogli nawet tyle nie dostać.
Panie Wójcie,
chciałbym również podziękować za ciężką pracę.
Wiem, że jest ciężka, ponieważ na każdej sesji słyszymy, że jest ciężka.
I chciałbym powiedzieć, że ja to naprawdę doceniam.
Szczególnie że mieszkańcy czasami zadają pytania.
Niektórzy nawet oczekują odpowiedzi.
Są też tacy, którzy czytają dokumenty.
A ostatnio pojawili się nawet tacy, którzy porównują jeden dokument z drugim.
Nie wiem, dokąd ten świat zmierza.
Dlatego tym bardziej podziwiam, że mimo tych wszystkich przeciwności Pan trwa.
I pracuje.
Ciężko.
Chciałbym też podziękować za błędy.
Oczywiście nie twierdzę, że jakieś były.
Ale gdyby nawet były, to przecież błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi.
A ponieważ Pan Wójt robi bardzo dużo, to ewentualna liczba błędów może być jedynie kolejnym dowodem ogromu wykonanej pracy.
Prosta matematyka.
Chciałbym również podziękować za transparentność.
Szczególnie za te informacje, których mieszkańcy muszą długo szukać.
Dzięki temu uczą się cierpliwości.
Czytania ze zrozumieniem.
Korzystania z BIP-u.
Pisania wniosków o informację publiczną.
To jest przecież edukacja obywatelska, za którą w innych gminach trzeba byłoby zapewne dodatkowo zapłacić.
Panie Wójcie,
wiem, że nie jest łatwo.
Opozycja patrzy.
Mieszkańcy pytają.
Jeden czepialski na blogu liczy.
A dokumenty, cholera, zostają.
Ale proszę się nie przejmować.
Ja jestem.
Byłem.
Jestem.
I jeżeli Lasy Państwowe pozwolą…
będę.
Dlatego na zakończenie chciałbym jeszcze raz serdecznie Panu podziękować.
Za wszystko, co Pan zrobił.
Za wszystko, czego Pan nie zrobił.
Za wszystko, co Pan zrobi w przyszłości.
A także za wszystko, czego Pan nie zrobi, ale z pewnością będzie ku temu bardzo dobry powód.
Dziękuję, Panie Wójcie.
I jeżeli zostało mi jeszcze trochę czasu…
to chciałbym również podziękować za możliwość podziękowania.
A idąc śladem klasyka:
„To mówiłem ja…”
…………………………………………
radny Gminy Płaska.
Niech nam Pan Wójt żyje sto lat!
A nawet dłużej.
Oczywiście pod warunkiem zabezpieczenia środków w budżecie.
I teraz pytanie konkursowe:
Kto wypowiadał tę laudację? 😂
Nazwiska nie podpowiadam.
Nie chciałbym przecież wypaczyć wyników konkursu. 😂
Nagrodą jest możliwość osobistego podziękowania Panu Wójtowi na najbliższej sesji.