
Jestem trochę zajęty i nie mam czasu oglądać kilku godzin nagrań z sesji, więc nadal nie wiem, czy Rada Gminy zgodziła się z Komisją Skarg i uznała że moje skargi były zasadne, że m.in. mieszkańcy byli obciążani za wodę według stawek wyższych niż obowiązujące na terenie gminy.
Przepraszam, ale od kiedy mamy tandem Skubis -Tomczyk to mamy program patologia + . Tylko beneficjentem tego programu nie jest ogół społeczeństwa, a jedynie Wspólna Sprawa.
Poprosiłem Panią Przewodniczącą Katarzynę Tomczyk o przesłanie uchwał po głosowaniach.
Na razie cisza.
Może są jeszcze analizowane.
Może są poprawiane – tutaj Pani Przewodnicząca Tomczyk ma pewne doświadczenie.
Może są przepisywane na czysto.
A może po prostu nie ma pośpiechu.
W końcu mieszkańcy czekają tylko od wczoraj.
Słynna już Pani Monika również ma ręce pełne roboty. Zaczyna wrzucać na BIP uchwały, ale nie udało sie jej wrzucić żadnej całkowicie. Tempo godne urzędu, który podobno stawia na przejrzystość i informowanie mieszkańców.
Ale skoro uchwał jeszcze nie ma, to będzie mała zajawka.
Pewną informację zatrzymałem sobie na później. Jak game changerem w rozumieniu komisji, gdy wreszcie zaczęli zachowywać się uczciwie, było poinformowanie o tym, że nagrywam posiedzenie, to może będzie tak samo, w ewentualnym poprawianiu uchwały gdy opisze poniżej kolejny przykład. To taki VAR jak w meczach piłki nożnej.
Sprawa miała być dodatkowym potwierdzeniem moich wątpliwości dotyczących rozliczania wody w Gminie Płaska.
Dokument podpisany z jednej strony przez Gminę Płaska, a z drugiej przez organ kontrolny.
Wynika z niego rzecz dość niezwykła.
W oficjalnych danych pojawia się różnica wynosząca prawie 2 000 000 litrów wody.
Tak.
Dwa miliony litrów za które zostaliśmy jako mieszkańcy obciążeni, ale ta woda nie została pobrana z ujęcia. Nie została przesłana rurami, nie wypiliśmy jej, ani nie użylismy do ablucji. My za nią zapłaciliśmy.
Bo urząd się przyznał, że faktury w 2025 roku były wystawione na 2 000 000 litrów więcej niż wyszło z stacji uzdatniania wody.
Gmina wymyśliła biznes, który wydaje się, że by każda mafia podchwyciła. Kasa ogromna, a nie trzeba ryzykować z narkotykami czy kradzieżami.
I teraz najlepsze.
Kiedy mieszkaniec spóźni się z opłatą, dostaje wezwanie.
Kiedy mieszkaniec zadaje niewygodne pytania, słyszy, że wszystko zostało dokładnie policzone.
Tymczasem w oficjalnych dokumentach pojawia się różnica odpowiadająca niemal dwóm milionom litrów wody.
I wszyscy zachowują spokój.
Pełen profesjonalizm.
Pełne opanowanie.
Żadnej paniki.
Żadnych pytań.
Żadnego nadzwyczajnego zainteresowania.
Najbardziej fascynujące jest jednak coś innego.
Jeżeli przez lata słyszeliśmy, że wszystko jest policzone co do kropli, to jakim cudem w oficjalnych dokumentach za 2025 rok pojawiają się różnice liczone już nie w kroplach, nie w wiadrach, nawet nie w cysternach, ale w milionach litrów?
Mam nadzieję, że kiedy uchwały w końcu pojawią się w BIP, znajdzie się również czas na wyjaśnienie jednej prostej kwestii.
Skąd wzięło się niemal 2 000 000 litrów wody, których według oficjalnych dokumentów nie było na stacji uzdatniania, nie było w rurach, nie było w naszych kranach, a które znalazły się na wystawionych mieszkańcom fakturach? Za które zapłaciliśmy.
Bo jeśli przez lata słyszeliśmy, że wszystko jest liczone co do kropli, to mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kiedy zabrakło nie jednej kropli, nie jednego wiadra, ale dwóch milionów litrów.









