W oczekiwaniu na Panią Przewodniczącą Tomczyk

Jestem trochę zajęty i nie mam czasu oglądać kilku godzin nagrań z sesji, więc nadal nie wiem, czy Rada Gminy zgodziła się z Komisją Skarg i uznała że moje skargi były zasadne, że m.in. mieszkańcy byli obciążani za wodę według stawek wyższych niż obowiązujące na terenie gminy.

Przepraszam, ale od kiedy mamy tandem Skubis -Tomczyk to mamy program patologia + . Tylko beneficjentem tego programu nie jest ogół społeczeństwa, a jedynie Wspólna Sprawa.

Poprosiłem Panią Przewodniczącą Katarzynę Tomczyk o przesłanie uchwał po głosowaniach.

Na razie cisza.

Może są jeszcze analizowane.

Może są poprawiane – tutaj Pani Przewodnicząca Tomczyk ma pewne doświadczenie.

Może są przepisywane na czysto.

A może po prostu nie ma pośpiechu.

W końcu mieszkańcy czekają tylko od wczoraj.

Słynna już Pani Monika również ma ręce pełne roboty. Zaczyna wrzucać na BIP uchwały, ale nie udało sie jej wrzucić żadnej całkowicie. Tempo godne urzędu, który podobno stawia na przejrzystość i informowanie mieszkańców.

Ale skoro uchwał jeszcze nie ma, to będzie mała zajawka.

Pewną informację zatrzymałem sobie na później. Jak game changerem w rozumieniu komisji, gdy wreszcie zaczęli zachowywać się uczciwie, było poinformowanie o tym, że nagrywam posiedzenie, to może będzie tak samo, w ewentualnym poprawianiu uchwały gdy opisze poniżej kolejny przykład. To taki VAR jak w meczach piłki nożnej.

Sprawa miała być dodatkowym potwierdzeniem moich wątpliwości dotyczących rozliczania wody w Gminie Płaska.

Dokument podpisany z jednej strony przez Gminę Płaska, a z drugiej przez organ kontrolny.

Wynika z niego rzecz dość niezwykła.

W oficjalnych danych pojawia się różnica wynosząca prawie 2 000 000 litrów wody.

Tak.

Dwa miliony litrów za które zostaliśmy jako mieszkańcy obciążeni, ale ta woda nie została pobrana z ujęcia. Nie została przesłana rurami, nie wypiliśmy jej, ani nie użylismy do ablucji. My za nią zapłaciliśmy.

Bo urząd się przyznał, że faktury w 2025 roku były wystawione na 2 000 000 litrów więcej niż wyszło z stacji uzdatniania wody.

Gmina wymyśliła biznes, który wydaje się, że by każda mafia podchwyciła. Kasa ogromna, a nie trzeba ryzykować z narkotykami czy kradzieżami.

I teraz najlepsze.

Kiedy mieszkaniec spóźni się z opłatą, dostaje wezwanie.

Kiedy mieszkaniec zadaje niewygodne pytania, słyszy, że wszystko zostało dokładnie policzone.

Tymczasem w oficjalnych dokumentach pojawia się różnica odpowiadająca niemal dwóm milionom litrów wody.

I wszyscy zachowują spokój.

Pełen profesjonalizm.

Pełne opanowanie.

Żadnej paniki.

Żadnych pytań.

Żadnego nadzwyczajnego zainteresowania.

Najbardziej fascynujące jest jednak coś innego.

Jeżeli przez lata słyszeliśmy, że wszystko jest policzone co do kropli, to jakim cudem w oficjalnych dokumentach za 2025 rok pojawiają się różnice liczone już nie w kroplach, nie w wiadrach, nawet nie w cysternach, ale w milionach litrów?

Mam nadzieję, że kiedy uchwały w końcu pojawią się w BIP, znajdzie się również czas na wyjaśnienie jednej prostej kwestii.

Skąd wzięło się niemal 2 000 000 litrów wody, których według oficjalnych dokumentów nie było na stacji uzdatniania, nie było w rurach, nie było w naszych kranach, a które znalazły się na wystawionych mieszkańcom fakturach? Za które zapłaciliśmy.

Bo jeśli przez lata słyszeliśmy, że wszystko jest liczone co do kropli, to mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kiedy zabrakło nie jednej kropli, nie jednego wiadra, ale dwóch milionów litrów.

Warszawa ma swojego lekarza, a Płaska pewnego dyrektora ?

Piszecie do mnie o tym, co wydarzyło się w Warszawie. O lekarzu, który zainkasował gigantyczne pieniądze.

Kochani…

Naprawdę myślicie, że takie rzeczy dzieją się tylko w Warszawie?

No nie bądźmy naiwni. 😊

Oczywiście skala jest trochę inna. Warszawa ma większy budżet. U nas wszystko jest bardziej kameralne. Nawet nieprawidłowości są bardziej lokalne i swojskie.

Jakby to powiedzieć…

Była sobie pewna instytucja w Płaskiej.

Był sobie pewien dyrektor.

Było sobie pewne wynagrodzenie.

I jest sobie pewna kontrola przeprowadzona przez pewną instytucję z Białegostoku.

A w tej kontroli można przeczytać bardzo ciekawe rzeczy.

Na przykład o tym, że przez prawie 3 lata wypłacano wynagrodzenie wyższe niż dopuszczają przepisy.

Można też przeczytać, ile to kosztowało.

Można przeczytać, kto takie wynagrodzenie przyznał oraz jak dwóch Wójtów solidarnie się na to zgadzało.

Można nawet przeczytać, kto według kontrolujących mógłby odpowiadać za skutki całej sytuacji.

Naprawdę ciekawa lektura.

Polecam.

Zwłaszcza tym, którzy lubią słuchać o przejrzystości, odpowiedzialności i trosce o publiczne pieniądze.

Co stało się później?

No właśnie.

I tu zaczyna się najciekawsza część historii.

Bo z tego co pamiętam:

nie było wielkiej afery,

nie było konferencji,

nie było publicznego rozliczania,

nie było szczególnego oburzenia,

nie było spektakularnych konsekwencji.

Niekwestionowana gwiazda Tik toka milczy, na youtubie filmów nie nagrał, konferencji nie zrobił, do radia nie poleciał, prasy nie ściągnął, konsekwencji nie wyciągnął.

Za to była cisza.

Bardzo wygodna cisza.

Temat zna obecny Wójt Skubis, w końcu on był adresatem pism urzędowych, a nawet jednej uchwały pewnej instytucji :-).

Temat zna Przewodnicząca Rady ;-).

Temat znają niektórzy radni.

Temat znają osoby, które powinny go znać.

I co?

I nic.

W Warszawie lecą stanowiska.

Lekarz ze strachu i w nadziei na mniejszy wyrok oddaje pieniądze.

Prokuratura zagląda w dokumenty.

Media żyją tematem tygodniami.

A w Płaskiej?

W Płaskiej najwyraźniej obowiązuje bardziej ekologiczne podejście.

Nie robi się hałasu.

Nie wzbudza emocji.

Nie produkuje zbędnych pytań.

Wszystko pozostaje w obiegu zamkniętym.

I tylko od czasu do czasu ktoś znajdzie w internecie jakiś dokument, przeczyta go i zacznie się zastanawiać:

„Chwileczkę… to naprawdę tak można?”

Sztuka manipulacji

Przed chwilą ktoś zwrócił mi uwagę na pewną rzecz, o której szczerze mówiąc wcześniej nie pomyślałem.

W budżecie gminy są przecież środki na szkolenia.

Patrząc na przebieg ostatniej komisji zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie są to szkolenia z manipulacji.

Bo manipulacja nie polega na kłamaniu.

To byłoby zbyt proste.

Prawdziwa sztuka polega na tym, żeby powiedzieć prawdę. Tylko nie całą.

Powiedzieć jeden fakt.

Pominąć drugi.

Przemilczeć trzeci.

A potem z pełnym przekonaniem stwierdzić, że przecież wszystko było zgodne z prawdą.

Brzmi znajomo?

Na ostatniej komisji mogliśmy zobaczyć kilka podręcznikowych przykładów takich technik.

Selektywny dobór informacji

Jeżeli istnieją dwa przepisy, pokazujemy jeden.

Jeżeli istnieje stary i nowy stan prawny, mówimy tylko o nowym.

Jeżeli istnieją fakty niewygodne dla naszej tezy, pomijamy je.

Formalnie wszystko jest prawdą.

Problem w tym, że nie jest to cała prawda.

Manipulowanie kontekstem

Jeżeli mieszkańcy przez blisko trzy tygodnie nie otrzymali informacji o jakości wody, można powiedzieć:

„Przecież woda była zdatna do spożycia”.

To prawda.

Można jednak nie wspomnieć, że przedmiotem skargi nie jest przydatność wody, tylko obowiązek poinformowania mieszkańców o stanowisku Sanepidu.

I nagle wszyscy zaczynają dyskutować o czymś zupełnie innym.

Efekt autorytetu

Wystarczy kilka razy powołać się na przepisy.

Jeszcze lepiej na przepisy, których większość słuchaczy nie zna.

A najlepiej na przepisy, które weszły w życie już po opisywanych wydarzeniach.

Wtedy brzmi to szczególnie przekonująco.

Efekt powtarzalności

Jeżeli coś powtórzy się odpowiednio wiele razy, część osób zaczyna traktować to jako fakt.

Nie dlatego, że jest prawdziwe.

Dlatego, że było często powtarzane.

A na koniec oklaski

Bo przecież każda dobra prezentacja potrzebuje odpowiedniej atmosfery.

Jeżeli publiczność klaszcze – świetnie.

Jeżeli nie klaszcze – można jej pomóc.

A jeśli nadal nie klaszcze?

Cóż.

Jak głosi jedna z niepisanych zasad sztuki manipulacji:

„Poczekaj na oklaski. A jeśli ich nie ma – zainicjuj je sam.”

8 zapytanie do gminy

Po przeanalizowaniu dokumentacji dotyczącej zakupu latarni solarnych wysłałem do Gminy Płaska kilka pytań.

Interesuje mnie między innymi:

🔹 kto przygotował specyfikację techniczną,

🔹 na podstawie jakiej konkretnej lampy oszacowano wartość zamówienia na około 8 tys. zł za sztukę,

🔹 oraz jaki dokładnie model lampy został ostatecznie wybrany za około 4,6 tys. zł.

Bo coraz bardziej przypomina mi to stary dowcip.

Żona wysyła męża do sklepu po masło z instrukcją:

– to te coś w prostokątnym opakowaniu, zawinięte w złotko, ważące 250 gramów i leżące w lodówce.

Mąż wraca z margaryną.

I trudno mieć do niego pretensje. Wszystkie wymagania z instrukcji zostały przecież spełnione.

Pytanie brzmi tylko, czy właśnie to chciała kupić żona.

Czy w przypadku latarni solarnych było podobnie?

Odpowiedź urzędu może okazać się ciekawsza niż sam przetarg.

8 tysięcy w kosztorysie, 4,6 tysiąca w ofercie. Co właściwie kupuje Gmina Płaska?

ZAPYTANIE OFERTOWE na dostawę i montaż latarni solarnych – Biuletyn Informacji Publicznej Urzędu Gminy Płaska

Specyfikacja wg urzędu w Płaskiej

Przeglądając dokumentację dotyczącą zakupu i montażu latarni solarnych w Gminie Płaska natrafiłem na kilka zapisów, które wzbudziły moje wątpliwości.

Pierwszy brzmi:

„Latarnia solarna powinna posiadać minimum 2 akumulatory wraz z hermetyczną obudową dla każdego akumulatora”.

I tutaj pojawia się kilka pytań. Dlaczego akurat dwa akumulatory? Czy mają być połączone szeregowo czy równolegle? Czy mają mieć jednakową pojemność? A przede wszystkim – dlaczego określono liczbę akumulatorów, skoro nie określono ich pojemności, technologii wykonania ani trwałości?

Z punktu widzenia użytkownika liczba akumulatorów nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma ilość zgromadzonej energii, liczba cykli ładowania oraz to, jak długo lampa będzie świecić po kilku latach eksploatacji.

Drugi zapis brzmi:

„Sterownik solarny powinien być wyposażony w funkcję automatycznego dostosowywania czasu pracy oprawy do długości i trwania nocy”.

I tutaj również nie jest do końca jasne, co autor miał na myśli. Jeżeli chodzi o bardziej zaawansowany sterownik analizujący poziom naładowania akumulatorów, długość nocy oraz dynamicznie dostosowujący moc świecenia do dostępnej energii, należałoby to opisać znacznie precyzyjniej. Jeżeli natomiast chodzi jedynie o funkcję czujnika zmierzchu powszechnie spotykaną we współczesnych lampach solarnych, trudno uznać ją za parametr odróżniający rozwiązania z wyższej i niższej półki.

Oba przykłady dobrze pokazują problem, który przewija się przez całą specyfikację. Pojawiają się w niej wymagania dotyczące parametrów drugorzędnych lub opisów funkcji, natomiast brakuje parametrów, które rzeczywiście decydują o trwałości, jakości i kosztach eksploatacji całego systemu.

W zapytaniu ofertowym wymagano między innymi:
– opraw LED o mocy minimum 40 W,
– strumienia świetlnego minimum 4800 lm,
– słupa o wysokości minimum 6 m,
– dwóch akumulatorów dla każdej latarni,
– temperatury barwowej około 5700 K,
– oraz deklarowanej żywotności diod LED wynoszącej co najmniej 50 000 godzin.

Jednocześnie minimalny wymagany okres gwarancji określono na zaledwie 24 miesiące.

Przy średnim czasie świecenia około 10 godzin na dobę, 50 000 godzin oznacza blisko 14 lat eksploatacji. Powstaje więc pytanie, czy przy inwestycji planowanej na kilkanaście lat użytkowania nie należało oczekiwać dłuższego okresu gwarancyjnego.

Bo deklarację 50 tysięcy godzin można wpisać do każdej karty katalogowej. Prawdziwe pytanie brzmi: kto i w jaki sposób zweryfikuje tę wartość po dwóch, pięciu czy dziesięciu latach eksploatacji?

Co więcej, niektórzy polscy producenci profesjonalnego oświetlenia oferują dziś 5-letnie gwarancje na oprawy, a dla wybranych rozwiązań nawet dłuższe okresy ochrony.

Jednocześnie dokumentacja szczegółowo opisuje parametry samych opraw LED, natomiast nie zawiera najważniejszych wymagań dotyczących:
– trwałości akumulatorów,
– liczby cykli ładowania,
– gwarantowanego czasu świecenia w okresie zimowym,
– utrzymania parametrów po kilku latach eksploatacji,
– pojemności akumulatorów,
– technologii wykonania akumulatorów,
– mocy paneli fotowoltaicznych,
– zakresu temperatur pracy,
– ani przewidywanego okresu eksploatacji magazynu energii.

Tymczasem to właśnie akumulatory są zwykle elementem, który zużywa się najszybciej. Nawet jeśli sama oprawa LED będzie sprawna przez kilkanaście lat, utrata pojemności akumulatorów może znacząco ograniczyć czas świecenia latarni już po kilku sezonach. Co więcej, koszt akumulatorów potrafi stanowić nawet jedną trzecią wartości całej latarni.

Jeżeli za około 4–5 lat konieczna będzie wymiana akumulatorów, to dla około 20 latarni może to oznaczać dodatkowy wydatek rzędu 30–40 tysięcy złotych.

Zwraca uwagę również sposób określenia parametrów samej oprawy LED. W dokumentacji wymagano mocy minimum 40 W oraz strumienia świetlnego minimum 4800 lumenów.

Oznacza to skuteczność świetlną na poziomie około 120 lm/W. Współczesne oprawy uliczne osiągają z reguły 140–170 lm/W, a nowe rozwiązania przekraczają nawet 180 lm/W.

Zaskakuje również wymaganie temperatury barwowej na poziomie około 5700 K. Jest to światło o bardzo chłodnej, niebieskawej barwie, stosowane raczej tam, gdzie priorytetem jest maksymalna jasność, a nie komfort użytkowników. Trudno zrozumieć, dlaczego dla oświetlenia niewielkich miejscowości wybrano właśnie taki parametr, podczas gdy współczesne rozwiązania uliczne i osiedlowe coraz częściej wykorzystują barwy 3000–4000 K, które są przyjaźniejsze dla mieszkańców i mniej uciążliwe dla otoczenia.

Na rynku można znaleźć lampy wyposażone w akumulatory LiFePO4, deklarujące ponad 6000 lumenów przy poborze zaledwie 30 W. Oznacza to więcej światła przy mniejszym zużyciu energii.

Powstaje więc pytanie, czy przy inwestycji opartej na energii słonecznej nie należało większego nacisku położyć na efektywność energetyczną opraw, zamiast określać przede wszystkim ich minimalną moc.

Kolejna kwestia dotyczy samych słupów. Dokumentacja określa jedynie ich minimalną wysokość wynoszącą 6 metrów. Nie wskazano natomiast:
– z jakiego materiału mają być wykonane,
– jaka ma być grubość ścianki,
– jakie zabezpieczenie antykorozyjne powinny posiadać,
– ani jaką trwałość powinny gwarantować.

W praktyce trwałość całej inwestycji zależy nie tylko od opraw LED, ale również od jakości słupów i ich odporności na warunki atmosferyczne. Tymczasem koszt słupa wraz z fundamentem może stanowić nawet około 25% wartości całej latarni.

Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Wartość zamówienia została oszacowana przez gminę na około 8 000 zł netto za latarnię. Ostatecznie po negocjacjach wybrano ofertę opiewającą na około 4 650 zł netto za sztukę.

To oczywiście może oznaczać bardzo korzystną ofertę. Jednak różnica przekraczająca 40% rodzi naturalne pytanie:

czy zamawiający otrzyma dokładnie taki produkt, jaki miał na myśli podczas szacowania wartości zamówienia?

Gdyby gmina chciała kupić latarnie z wyższej półki za około 8 tysięcy złotych za sztukę (jak wynika z dokumentacji), nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Przy odpowiednich akumulatorach, dobrej jakości słupach, wydajnych panelach fotowoltaicznych, wysokiej sprawności opraw i dłuższej gwarancji taki poziom cen jest jak najbardziej możliwy do uzasadnienia.

Problem polega na tym, że większość parametrów, które mogłyby uzasadniać taką wycenę, nie znalazła się w specyfikacji.

A to zasadnicza różnica.

Bo źle oszacowany kosztorys oznacza jedynie błędne wyliczenia. Natomiast źle opisana specyfikacja może sprawić, że wykonawcy nie konkurują jakością, trwałością i kosztami eksploatacji, lecz wyłącznie ceną.

I właśnie dlatego pojawia się pytanie:

czy gmina kupiła najtańszą ofertę na produkt, który chciała mieć, czy najtańszą ofertę na produkt, który potrafiła opisać?

Bo mieszkańcy nie kupują lamp na dwa lata. Kupują je za publiczne pieniądze na kilkanaście lat.

Absolutorium za rok 2025 czyli czego radni Wspólnej Sprawy nie chcą żebyś wiedział

aktualizacja przed godziną 13.00, akurat tak aby dobrze było patrzeć na wideo co się dzieje na posiedzeniu Rady. Będziecie mogli zobaczyć zachowanie Naszych przedstawicieli. Czy bedą chociaż spuszczone głowy i wstyd na twarzy? A może buńczuczne spojrzenia : my mamy siłę i mozemy przegłosować wszystko. A może ktoś w dniu dzisiejszym zachoruje, co dla mnie będzie przykładem odwagi. Nie takiej jak na filmach wojennych. Takiej prawdziwej ludzkiej. Przy okazji oglądania dowiemy się czy prawdą jest plotka, że wyniki prawdziwych prac komisji skarg z 15.06 zostały „odkręcone” w dniu następnym. Bo z tego co po cichu uslyszałem to Pani przewodniczaca w dniu 16.06 złapała wszystkich, że tak powiem ” za twarz”. Robię wszystko żeby pozyskać nieoficjalne nagranie z tego spotkania Wspólnej Sprawy. Bo bardzo byście się zdziwili, że Ci sami ludzie poza błyskiem fleszy czasami mówią jak jest naprawdę. Motywem wspólnym jest strach o pracę swoją, rodziny. Taka jest ta Wspólna Sprawa.

Absolutorium. Za co właściwie?

Dziś Rada Gminy będzie głosowała nad absolutorium dla Wójta.

To jedno z najważniejszych głosowań w roku.

Przynajmniej w teorii.

Bo w teorii radni powinni najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, czy sposób zarządzania gminą zasługuje na najwyższą ocenę.

Dopiero później podnieść rękę.

Mieszkańcy będą mogli dziś sami ocenić, czy przed głosowaniem padną odpowiedzi na poniższe pytania.

Pieniądze mieszkańców i rozliczenie wody

• Czy fakt, że zarówno Sekretarz Gminy, jak i Przewodnicząca Rady przyznają istnienie problemu z rozliczeniem wody za przełom 2024 i 2025 roku, a mimo to ponad 2200 mieszkańców nie doczekało się zwrotu pieniędzy, jest argumentem za udzieleniem absolutorium?

• Czy fakt, iż gmina naliczyła mieszkańcom wyższe opłaty za odpady od dat wcześniejszych niż doręczenie zawiadomień, pomimo utrwalonej linii orzeczniczej sądów administracyjnych, jest przykładem działania zasługującego na pozytywną ocenę?

• Czy sytuacja, w której gmina broni się nie co do zgodności swoich działań z prawem, lecz twierdząc, że mieszkańcy nie mają prawa skutecznie zakwestionować zawiadomienia, jest argumentem przemawiającym za udzieleniem absolutorium?

Informowanie mieszkańców

• Czy wielotygodniowe opóźnienia w publikowaniu informacji o jakości wody są przykładem sprawnego informowania mieszkańców?

• Czy publikowanie części komunikatów dopiero po zwróceniu uwagi przez mieszkańców świadczy o dobrze funkcjonującym systemie informacyjnym?

Woda i wodociągi

• Czy liczne awarie wodociągów, ich zamarzanie oraz pytania o głębokość posadowienia części infrastruktury, wbrew logice i zasadom wiedzy technicznej, są dowodem prawidłowego nadzoru nad inwestycjami wodociągowymi?

Finanse publiczne

• Czy zwrot około 570 tys. zł środków publicznych wraz z koniecznością zapłaty około 36 tys. zł odsetek należy uznać za sukces w zarządzaniu finansami gminy?

Inwestycje

• Czy stwierdzone wady i fuszerki przy remizie, już za tego Wójta, powinny zostać uznane za sukces inwestycyjny? Czy nie jest tak, że zapłacili za mercedesa, a dostali 20 letniego Passata?

• Czy brak egzekwowania odpowiedzialności od wykonawców i projektanta świadczy o właściwej ochronie pieniędzy mieszkańców?

• Czy problemy pojawiające się przy inwestycji szkolnej są dowodem skutecznego nadzoru nad realizacją robót?

• Czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego podczas oficjalnych spotkań podawano informacje o braku podwykonawców przy inwestycji szkolnej, skoro znaczną część prac wykonywały inne podmioty?

Bezpieczeństwo i majątek gminy

• Czy brak wykonywania wszystkich wymaganych przeglądów budowlanych majątku gminnego przez lata 2024–2025 jest przykładem odpowiedzialnego zarządzania?

• Czy brak wymaganych przeglądów obiektów wykorzystywanych podczas imprez masowych powinien być powodem do udzielenia absolutorium?

• Czy twierdzenia, że obiekty gminne nie wymagają remontów, były zgodne ze stanem faktycznym oraz dokumentacją będącą w posiadaniu gminy – np w świetle zgłoszenia od GOK?

Drogi

• Czy wieloletnie problemy z utrzymaniem części dróg gminnych można uznać za sukces?

• Czy niszczenie dróg żwirowych przez brak należytego utrzymania jest przejawem właściwej gospodarki drogowej?

• Czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego przez długi czas ignorowano zgłoszenia dotyczące stanu dróg?

• Czy przekazanie województwu drogi remontowanej wcześniej za środki pochodzące z ponad milionowego kredytu, który nadal spłacają mieszkańcy, jest dowodem skutecznego zarządzania majątkiem gminy?

• Czy rozliczanie zimowego utrzymania dróg w świetle np braku sprzętu przez Wykonawcę to należyte dbanie o gminę?

• Czy karanie mieszkańców ulicy Spokojnej nie wprowadzaniem zapłaconej i wykonanej organizacji ruchu, która ma podnieść bezpieczeństwo ich i turystów, w imię swoich urażonych ambicji to działanie gospodarza ?

Rock Water

• Czy mieszkańcy uczestniczyli w rzeczywistych konsultacjach dotyczących Rock Water, jeżeli przygotowania organizacyjne i finansowe trwały już od wielu miesięcy? Dlaczego byli wprowadzani w błąd przez Wójta?

• Dlaczego przed podjęciem decyzji o kontynuacji przedsięwzięcia mieszkańcy nie poznali pełnych kosztów, pełnych przychodów i rzeczywistego wyniku finansowego? Wysłał je już po/

Światłowód

• Czy sprzedaż majątku gminnego o wartości około 1,7 mln zł powinna być poprzedzona publiczną analizą ekonomiczną pokazującą, dlaczego sprzedaż jest korzystniejsza od dalszego utrzymywania sieci?

• Czy pieniądze ze sprzedaży majątku zostaną przeznaczone na inwestycje zwiększające wartość majątku gminy, czy na bieżące wydatki i łatanie budżetu?

Odpowiedzialność

• Czy znalazła się choć jedna osoba, która poniosła konsekwencje za:
– utratę około 570 tys. zł środków publicznych,
– zapłatę około 35 tys. zł odsetek,
– brak wymaganych przeglądów,
– opóźnienia w publikacji informacji o jakości wody,
– problemy z rozliczeniami mieszkańców,
– stwierdzone fuszerki inwestycyjne?

• Jeżeli nie, to czy oznacza to, że w Urzędzie Gminy za błędy nie odpowiada nikt?

Komisja Skarg

• Czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego podczas Komisji Skarg pojawiają się gotowe stanowiska przygotowane przez osobę, na którą składana jest skarga, dotyczące spraw, których analiza nie została jeszcze zakończona?

• Dlaczego podczas komisji radni przez godzinę wskazują, że skarga jest zasadna, a kilka minut później odczytują gotowe stanowisko urzędu twierdzące coś przeciwnego — i nie chcą go przegłosować, gdy dowiadują się, że wszystko zostało nagrane?

• Czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto przygotowuje te stanowiska i kiedy powstają? Dlaczego winny sam przygotowuje stanowisko w swojej sprawie?

I na koniec najważniejsze pytanie

Jakie są trzy największe sukcesy obecnych władz, które:

• zostały samodzielnie wymyślone,

• zostały samodzielnie przygotowane,

• zostały samodzielnie doprowadzone do realizacji,

już w trakcie obecnej kadencji?

Nie inwestycje odziedziczone po poprzednikach.

Nie projekty rozpoczęte wcześniej.

Nie zadania będące kontynuacją działań poprzednich władz.

Tylko przedsięwzięcia, które od początku do końca powstały z inicjatywy obecnych władz.

Bo szczerze mówiąc, od dłuższego czasu próbuję znaleźć choć trzy takie przykłady.

Najczęściej jako sukces wskazywany jest wodociąg do Suchej Rzeczki.

Tylko że na dziś bilans tej inwestycji wygląda dość osobliwie.

Mamy odebrane przez Wojewodę około 570 tys. zł środków publicznych.

Mamy blisko 36 tys. zł odsetek zapłaconych przez mieszkańców.

Mamy pytania dotyczące sposobu wykonania części infrastruktury.

Mamy również pojawiające się wątpliwości związane z zajęciem pasa drogowego.

Jeżeli więc właśnie ta inwestycja ma być jednym z największych sukcesów obecnej kadencji, to mieszkańcy mają pełne prawo poznać nie tylko zdjęcia z otwarcia, ale również pełny bilans kosztów, konsekwencji i popełnionych błędów.

Bo absolutorium nie jest oceną konferencji prasowych, zdjęć i przecinania wstęg.

Absolutorium jest oceną efektów zarządzania gminą oraz odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

A mieszkańcy będą mogli dziś sami ocenić, czy radni przed podniesieniem ręki zweryfikowali te fakty, czy jedynie potwierdzili wcześniej ustalone stanowisko.

„Po wnikliwej analizie skargi…” czyli 106 minut z komisją skarg

Drugi z obiecanych postów, przebieg komisji:

Czy kiedyś czuliście się tak, że wracacie do domu i zwyczajnie jest Wam niedobrze?

Nie dlatego, że przegraliście.

Nie dlatego, że ktoś miał inne zdanie.

Tylko dlatego, że zobaczyliście coś, czego po prostu nie powinniście oglądać w instytucji publicznej. Coś, czego nie da się „odzobaczyć”.

Ja tak czułem się wczoraj.

Uczestniczyłem w posiedzeniu Komisji Skarg i własnymi oczami zobaczyłem to, o czym od miesięcy piszecie do mnie w wiadomościach.

Gdybym nie nagrał całego posiedzenia, sam miałbym problem uwierzyć w to, co się wydarzyło.

Nagranie trwa 106 minut.

W tym czasie komisja zdołała dojść zaledwie do drugiej skargi. To była chyba ich najdłuższa komisja w historii 🙂

Później musiałem wyjść, więc z niecierpliwością czekam na sesję Rady Gminy, aby dowiedzieć się, jak oceniono trzecią skargę.

Pierwsza skarga była analizowana przez ponad godzinę. Padały argumenty. Padały pytania. Padały odpowiedzi.

I praktycznie wszyscy członkowie komisji zgadzali się, że skarga jest zasadna.

Przynajmniej do pewnego momentu.

Nagle przewodniczący wyciągnął ze stosu dokumentów kilkustronicowe stanowisko prawne i przekazał je do odczytania. Przy okazji niechcąco poinformował obecnych, że ma przygotowane również kolejne stanowiska dotyczące skarg, których jeszcze nie rozpoczęto analizować, mówiąc, że następne odczyta już sam.

Dokument rozpoczynał się od słów:

„Komisja po wnikliwej analizie skargi…”

Przyznam, że właśnie wtedy zacząłem się uśmiechać.

Nie z radnych.

Z sytuacji.

Bo przed chwilą obserwowałem rzeczywistą analizę skargi.

A teraz słuchałem dokumentu, który prowadził do wniosku dokładnie przeciwnego do tego, co wynikało z przebiegu dyskusji.

Na końcu oczywiście pojawiło się stwierdzenie, że skarga jest niezasadna.

Wtedy już nie wytrzymałem.

Zacząłem się śmiać na głos.

Zwróciłem uwagę, że całe posiedzenie jest nagrywane i że mieszkańcy będą mogli samodzielnie porównać przebieg dyskusji z treścią przedstawionego stanowiska.

Powiedziałem wprost, że za chwilę wszyscy zobaczą, jak podczas analizy problemu mówi się jedno, a później odczytuje dokument stwierdzający coś zupełnie innego.

Na koniec dodałem:

„Naprawdę ambitnie. Ja bym tak nie potrafił. Przepraszam, że się śmieję, ale nie chcę, żebyście z siebie wariatów zrobili, bo teraz to wyjdzie głupio naprawdę.”

Na sali zapadła cisza.

Poprosiłem o głosowanie.

Nikt nie chciał głosować.

Poprosiłem ponownie.

Dalej cisza.

Nerwowe spojrzenia.

Konsternacja.

Przedłużająca się cisza.

Nawet obecna na sali Pani Sołtys Gorczycy zapytała radnych, czy zdają sobie sprawę z tego, co właśnie się wydarzyło i czy wiedzą, co robią.

I wtedy pojawiło się koło ratunkowe.

Przewodnicząca Rady Gminy zaproponowała, aby komisja udała się na naradę.

Przypomnę tylko jeden szczegół.

Komisja Skarg obraduje jawnie.

Mimo to członkowie komisji opuścili swoje miejsca i udali się na bok.

Mijały kolejne minuty.

Po chwili do komisji dołączyła również Przewodnicząca Rady Gminy.

Nie była tam jako obserwator.

Brała aktywny udział w rozmowie.

Z miejsca, w którym siedziałem, było słychać, że uczestniczy w ustalaniu dalszego sposobu procedowania sprawy.

Wtedy głośno zwróciłem uwagę, że Przewodnicząca Rady Gminy nie jest członkiem Komisji Skarg i nie powinna ingerować w jej rozstrzygnięcia.

Po powrocie komisji nadal nie było chętnych do rozpoczęcia głosowania.

Musiałem ponownie domagać się podjęcia decyzji.

Ostatecznie dwóch członków komisji zagłosowało za uznaniem skargi za zasadną.

Jeden wstrzymał się od głosu.

Najbardziej zaskoczyło mnie jednak zachowanie przewodniczącego komisji.

Przez ponad godzinę uczestniczył w dyskusji, podczas której wielokrotnie wskazywano okoliczności przemawiające za zasadnością skargi.

Gdy jednak przyszedł moment podjęcia decyzji, nie zagłosował za uznaniem skargi za zasadną.

Nie zagłosował również przeciw.

Wstrzymał się od głosu.

I nie mam do niego pretensji.

Mam świadomość, że w życiu bywają sytuacje, w których człowiek z różnych powodów nie może zagłosować tak, jak wynikałoby to z jego wcześniejszych słów i własnego przekonania.

Pretensję mam o coś zupełnie innego.

Jeżeli ktoś wie, że nie jest w stanie podejmować decyzji zgodnie z oceną przedstawionych faktów, to powinien zadać sobie pytanie, czy nadal chce pełnić funkcję wymagającą niezależności i odwagi cywilnej.

Bo mandat radnego nie jest obowiązkiem.

Można go złożyć.

Znacznie trudniej jest później spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego powiedziało się jedno, a zagłosowało inaczej.

Jeżeli chodzi o drugą skargę, do momentu mojego wyjścia również panowała zgoda co do tego, że istnieje problem.

Jedynym konsekwentnym obrońcą stanowiska urzędu był Pan Sekretarz, który argumentował, że sytuacja wynika z przyjętego sposobu rozliczeń. Tyle że sposób rozliczeń nie spadł z nieba.

To urząd go przyjął, urząd go stosował i urząd odpowiada za jego skutki.

Problem nie wynika z przyjętego sposobu rozliczeń.

Problem wynika z tego, że mieszkańcy zostali rozliczeni ryczałtowo za okres, w którym obowiązywała niższa stawka za wodę, mimo że wodomierze były sprawne i możliwe było ustalenie rzeczywistego zużycia.

Na końcu pozostaje jedno pytanie.

Jeżeli podczas posiedzenia Komisji Skarg wielokrotnie padają stwierdzenia wskazujące na zasadność zarzutów, a następnie pojawia się gotowe stanowisko stwierdzające coś przeciwnego, to czy treść tego stanowiska rzeczywiście odzwierciedla przebieg posiedzenia?

Mieszkańcy będą mogli ocenić to sami.

Jeżeli Rada Gminy ostatecznie odrzuci skargi pomimo przebiegu posiedzenia utrwalonego na nagraniu, rozważę skierowanie sprawy do Wojewody celem zbadania prawidłowości przeprowadzonego postępowania.

Bo mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy stanowisko Komisji Skarg było wynikiem ponadgodzinnej analizy i dyskusji prowadzonej podczas jawnego posiedzenia, czy też zostało przygotowane wcześniej, a sama komisja miała jedynie znaleźć sposób, aby je zaakceptować.

I już słyszę, że za chwilę pojawią się głosy, iż przebieg komisji wyglądał inaczej.

Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

Bo wtedy najlepszym rozwiązaniem będzie publiczne odsłuchanie nagrania.

Nie komentarzy.

Nie interpretacji.

Nie relacji z drugiej ręki.

Nagrania.

A ono pokaże, kto mówił co, kiedy i dlaczego.

I czy „wnikliwa analiza skargi” była rzeczywiście wynikiem pracy komisji, czy jedynie gotowym wnioskiem odczytanym po zakończeniu dyskusji.

Nie trzeba kłamać, żeby wprowadzić ludzi w błąd – kilka przykładów z posiedzenia komisji pokazujących, jak pominięcie części informacji może całkowicie zmienić ocenę sytuacji.

Pierwsza z dwóch dzisiejszych informacji. Druga będzie dotyczyć samego posiedzenia komisji w dniu 15 czerwca.

Chciałbym na dwóch krótkich przykładach pokazać, jak poprzez przemilczanie niewygodnych faktów lub przedstawianie niepełnego obrazu sytuacji można wprowadzać w błąd zarówno radnych, jak i mieszkańców.

Wszystkie opisane poniżej zdarzenia, wypowiedzi i stanowiska zostały utrwalone na nagraniu audio z posiedzenia komisji. Materiał ten pozwala na pełną weryfikację przytoczonych przeze mnie faktów oraz ocenę, czy przedstawione podczas obrad informacje były zgodne z obowiązującym stanem prawnym.

Czytelnik nie musi więc opierać się na mojej subiektywnej relacji. I nie da się powiedzieć, że było inaczej.

1. Kto odpowiada za brak publikacji informacji o jakości wody?

Podczas posiedzenia komisji padło pytanie do Sekretarza, kto ponosi odpowiedzialność za nieopublikowanie informacji dotyczącej jakości wody.

Na początku Sekretarz stwierdził, że nikt, ponieważ nikt za ten obszar nie odpowiada. Po krótkiej wymianie zdań, z której wynikało, że za organizację pracy Urzędu odpowiada Wójt, Pani Sołtys zaczęła domagać się jednoznacznej odpowiedzi.

Ostatecznie okazało się, że istnieje konkretna osoba, która nie dopilnowała swoich obowiązków.

Pani Sołtys zwróciła wówczas uwagę na sprzeczność i zapytała Sekretarza, jak to możliwe, że najpierw twierdził, iż nikt nie odpowiada za ten obszar, a chwilę później wskazał konkretną osobę odpowiedzialną.

2. Czy obowiązek szybkiego informowania mieszkańców pojawił się dopiero w maju 2026 r.?

W trakcie posiedzenia komisji Sekretarz argumentował, że przepisy zmieniły się dopiero 21 maja 2026 r. i dopiero od tego momentu pojawił się obowiązek niezwłocznego informowania mieszkańców. Dodatkowo wskazał, że pojęcie „niezwłocznie” nie posiada ustawowej definicji, a jego zdaniem nawet 19 dni może mieścić się w tym terminie.

Sprawdziłem tę argumentację u prawnika.

Fakty

Nowelizacja ustawy, która weszła w życie 21 maja 2026 r., rzeczywiście wprowadziła art. 13a.

Art. 13a ust. 1 stanowi m.in.:

„Wójt (burmistrz, prezydent miasta) informuje konsumentów (…) w sposób zapewniający niezwłoczne przekazanie informacji do jak największej liczby konsumentów.”

To jest fakt.

Faktem jest również, że przepis ten nie stworzył obowiązku informacyjnego od początku, lecz doprecyzował i wzmocnił obowiązki istniejące wcześniej.

3. Sytuacja z maja 2026 r.

30 kwietnia 2026 r. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny wydał formalną decyzję o warunkowej przydatności wody do spożycia.

Nie był to zwykły komunikat informacyjny, lecz formalne rozstrzygnięcie organu administracji publicznej.

Już przed wejściem w życie art. 13a obowiązywał § 26 ust. 1 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2017 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi.

Przepis ten stanowił, że w przypadku stwierdzenia warunkowej przydatności wody do spożycia konsumenci uzyskują informacje z komunikatów opracowywanych przez Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego, które są rozpowszechniane przez Wójta:

„w sposób umożliwiający bezzwłoczne zapoznanie się z nimi konsumentów”.

Oznacza to, że obowiązek szybkiego poinformowania mieszkańców istniał już przed wejściem w życie art. 13a.

Choć Sanepid wskazał, że woda może być wykorzystywana bez ograniczeń, sam fakt wydania decyzji o warunkowej przydatności oznaczał stwierdzenie nieprawidłowości wymagających formalnej interwencji.

Mieszkańcy mieli prawo wiedzieć o tym bezzwłocznie.

Dodatkowo sytuacja ta miała miejsce bezpośrednio przed wejściem w życie nowych przepisów wzmacniających obowiązki informacyjne gmin. Art. 13a nie stworzył nowego obowiązku od podstaw, lecz potwierdził kierunek zmian prawa – jeszcze większy nacisk na szybkie i skuteczne informowanie mieszkańców.

Kierunek zmian prawa był więc dokładnie odwrotny od prezentowanego podczas komisji.

4. Sytuacja z kwietnia 2026 r.

Również przed wejściem w życie art. 13a obowiązywały przepisy dotyczące informowania mieszkańców o jakości wody.

Zgodnie z § 26 ust. 4 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2017 r.:

„Informacje o jakości wody (…) konsumenci uzyskują z komunikatów umieszczanych na stronie internetowej urzędu gminy”.

Przepis ten nie zawiera wprawdzie słowa „bezzwłocznie”, jednak jego celem było zapewnienie mieszkańcom bieżącego dostępu do informacji o jakości wody.

Dodatkowo należy zwrócić uwagę na art. 12 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, zgodnie z którym organy administracji publicznej powinny działać w sprawie wnikliwie i szybko, posługując się możliwie najprostszymi środkami prowadzącymi do jej załatwienia.

W analizowanej sytuacji urząd dysponował gotowym komunikatem Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Nie było konieczności prowadzenia dodatkowego postępowania wyjaśniającego, sporządzania ekspertyz ani oczekiwania na stanowiska innych instytucji. Pozostawało jedynie opublikowanie otrzymanej informacji.

Publikacja komunikatu dopiero po 19 dniach od jego otrzymania budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia zasady sprawności działania administracji publicznej oraz prawa mieszkańców do rzetelnej informacji.

Fakt, że woda nie stwarzała bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, nie oznaczał, że mieszkańcy nie mieli prawa wiedzieć o stwierdzonym przez Sanepid przekroczeniu normy glinu.

Dodatkowo informacja taka mogła mieć szczególne znaczenie dla części mieszkańców, w tym osób przewlekle chorych, kobiet w ciąży czy osób cierpiących na schorzenia nerek.

Argument o braku substancji toksycznych może być oceniany jako okoliczność łagodząca skutki zdarzenia, ale nie zmienia faktu, że obowiązek informacyjny nadal istniał.

5. Co oznacza „niezwłocznie”?

W trakcie komisji padło stwierdzenie, że nawet 19 dni może mieścić się w pojęciu „niezwłocznie”.

Tymczasem Sąd Najwyższy w wyroku IV CSK 49/10 wskazał:

„Niezwłocznie oznacza termin realny, w którym uprawniony organ, przy zachowaniu należytej staranności i braku złej woli, jest w stanie dokonać czynności. Nie można tego utożsamiać z terminem kilkunastodniowym.”

W analizowanej sprawie urząd otrzymał gotowy dokument sporządzony przez Sanepid.

Nie było potrzeby wykonywania dodatkowych badań, sporządzania ekspertyz ani oczekiwania na stanowiska innych organów.

Pozostawało jedynie przekazanie mieszkańcom informacji.

W takim przypadku czas reakcji należy liczyć w godzinach lub pojedynczych dniach roboczych, a nie w tygodniach.

Pozostawiam więc czytelnikom ocenę, czy publikacja informacji po 19 dniach rzeczywiście spełnia ustawowy wymóg działania „niezwłocznie”.

Bardzo ciekawe dwa dni

Zapraszam wszystkich na jutrzejszy wpis oraz na środę.

A właściwie na dwa dni, które mogą okazać się bardzo interesujące dla mieszkańców Gminy Płaska.

W środę czekają nas co najmniej trzy ważne tematy. Na razie wspomnę o dwóch:

👉 trzy skargi na Wójta Gminy Płaska,

👉 absolutorium dla Wójta.

Dziś uczestniczyłem w posiedzeniu komisji Rady Gminy. Ze względów rodzinnych mogłem być obecny jedynie przez część obrad.

W posiedzeniu uczestniczyli:

  • Marek Sudnik,
  • Ewa Ślepska,
  • Ewa Citkowska,
  • Maciej Zdancewicz,
  • Katarzyna Tomczyk,
  • Sołtys Gorczycy,
  • oraz wnioskodawca, czyli ja.

Jutro przedstawię argumenty za i przeciw udzieleniu absolutorium oraz pokażę, dlaczego już dziś można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć wynik środowego głosowania.

Napiszę również, dlaczego moim zdaniem kobiety często szybciej dostrzegają nadciągające problemy, a niektórzy mężczyźni mają ogromny problem z powiedzeniem podczas głosowania tego samego, co jeszcze kilka minut wcześniej mówili podczas dyskusji.

Ponieważ wygląda na to, że moje skargi jednak zostały potraktowane poważnie i istnieje zgoda na ich dalsze procedowanie, z ostateczną decyzją co do zakresu publikacji poczekam do sesji 17 czerwca.

Powiem jednak jedno.

Nagranie z dzisiejszego posiedzenia jest bardzo mocne.

Padły słowa, których nie wypowiedziałem ja, lecz inni uczestnicy spotkania. Słowa o odpowiedzialności, konsekwencjach i o tym, że pewnych decyzji nie da się później cofnąć.

I jeszcze jedna osobista uwaga.

Szacunek dla Pań z komisji, które – przynajmniej w pierwszym głosowaniu, którego byłem świadkiem – podeszły do sprawy uczciwie i zgodnie z własnym sumieniem.

Nie mogę tego samego powiedzieć o wszystkich.

Jeden z członków komisji pokazał dziś coś, co było widać bardzo wyraźnie – strach.

Szkoda, bo prywatnie to naprawdę sympatyczny człowiek.

Ale kiedy przyszło do skonfrontowania własnych słów z własnym głosowaniem, zabrakło odwagi, by nazwać po imieniu to, co sam wcześniej nazwał podczas dyskusji.

Więcej jutro.

Komisja już ogłosiła wynik. Teraz pozostaje tylko oficjalnie dopełnić formalności i przejść do głosowań 15:0

Od tygodnia czekam, aż ktoś oficjalnie poinformuje mieszkańców o wyniku wyborów uzupełniających do Rady Gminy Płaska.

Nie dlatego, że wynik był nieznany.

Wręcz przeciwnie.

Już 3 czerwca Gminna Komisja Wyborcza opublikowała obwieszczenie, z którego jednoznacznie wynika, że zgłoszono tylko jednego kandydata, a ponieważ liczba kandydatów była równa liczbie mandatów, głosowania nie przeprowadzono, a mandat został obsadzony automatycznie.

Mamy więc nowego radnego.

Tymczasem na stronie gminy czas jakby się zatrzymał.

W zakładce poświęconej Radzie Gminy nadal widnieje poprzedni skład. Informację można znaleźć jedynie głęboko w Biuletynie Informacji Publicznej, gdzie przeciętny mieszkaniec raczej nie zagląda codziennie.

Wybory uzupełniające do Rady Gminy Płaska w 2026 r. – Biuletyn Informacji Publicznej Urzędu Gminy Płaska

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to drobiazg.

Ale właśnie z takich „drobiazgów” składa się przejrzystość działania samorządu.

Jeżeli urząd potrafi publikować informacje o festynach, konkursach, zawodach czy wydarzeniach promocyjnych, to trudno zrozumieć, dlaczego przez tydzień nie znalazło się miejsce na informację o tym, że zmienił się skład organu stanowiącego gminy.

Cała sytuacja pokazuje również coś jeszcze.

W wyborach uzupełniających zgłoszono tylko jednego kandydata.

Nie było kampanii.

Nie było wyboru.

Nie było głosowania.

Było jedynie formalne potwierdzenie wyniku.

Nowy radny obejmie mandat bez oddania choćby jednego głosu przez mieszkańców.

Takie są przepisy i nie ma w tym nic nielegalnego.

Pozostaje jednak pytanie natury politycznej.

Czy wraz z mandatem przyjmuje również odpowiedzialność za decyzje obecnej większości, która od początku kadencji odpowiada za kierunek, w jakim zmierza gmina?

To pytanie warto sobie zapamiętać.

Bo od przyszłego tygodnia będzie już nie tylko kandydatem.

Będzie radnym.

Dobra wiadomość dla wszystkich ceniących stabilność.

Po obsadzeniu wakatu w Radzie Gminy Płaska demokracja prawdopodobnie wejdzie na zupełnie nowy poziom.

Skończą się niepotrzebne emocje związane z głosowaniami, ponieważ prognozowanie wyników stanie się wyjątkowo proste.

15:0.

Jedność. Harmonia. Przewidywalność.

A niektórzy złośliwi twierdzą jeszcze, że samorząd potrzebuje opozycji.