Zapraszam po 20.00

Już dziś po godzinie 20:00 zapowiadany jest materiał wybuchowy. Nie taki jednak, który burzy mury — raczej taki, który odsłania, jak starannie są podpierane.

Na razie docierają do mnie informacje szczątkowe, dotyczące środowego „odlotu” Wójta o godzinie 19:00. Wieści napływają powoli, co w polityce lokalnej jest zjawiskiem naturalnym — prawda bowiem porusza się zwykle pieszo, podczas gdy wersje oficjalne korzystają z transportu uprzywilejowanego.

Ponieważ dzisiejszy wieczór spędzam w domu, istnieje uzasadnione przypuszczenie, że dowiem się więcej. A nic tak nie komplikuje rzeczywistości jak nowe fakty pojawiające się po zakończeniu konferencji sukcesu.

Na razie jednak pozostajemy przy pytaniach, które — niestety — mają tendencję do psucia dobrego nastroju:

  • co wspólnego ma klaskanie ze spotkaniem wiejskim — czy jest ono wyrazem spontanicznej radości obywatelskiej, czy raczej formą głosowania bez niepotrzebnego liczenia głosów,
  • w jaki sposób można odkręcić kota ogonem tak skutecznie, aby strata nabrała cech zysku, a porażka zaczęła wyglądać jak etap przejściowy do triumfu,
  • jaki poziom pedagogiki społecznej uznaje się jeszcze za informowanie mieszkańców, a od którego zaczyna się wychowywanie ich do właściwego rozumienia faktów,
  • czy wzywanie tatusia na pomoc jest nowoczesnym instrumentem zarządzania kryzysowego, czy raczej dowodem, że samodzielność w administracji pozostaje ideą raczej teoretyczną? Trendy czy passe,
  • oraz dlaczego sprowadzone wsparcie wykazywało podobno szczególne zainteresowanie sprawami porównawczo-rozporkowyymi jednego z mieszkańców Gminy, co może świadczyć o nowatorskim podejściu do kontroli sytuacji — skupionym na konkretnym mokrym marzeniu sennym zamiast na całości spraw Gminy.

Polityka lokalna ma tę przewagę nad wielką polityką, że wszystko widać tu wyraźniej: ambicje są bardziej osobiste, sukcesy bardziej deklaratywne, a rzeczywistość — jak zwykle — mniej współpracująca niż komunikaty prasowe.

Pozostaje więc czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Bo w życiu publicznym, podobnie jak w operetce, najgłośniejsze arie śpiewa się zazwyczaj wtedy, gdy orkiestra zaczyna już wyraźnie fałszować.

Oddajemy nową drogę – informacją podzielił się Wójt Skubis na stronie Gminy, czyli 1370 metrów sukcesu władzy

Kochani, ja naprawdę nie wierzę, oni naprawdę wciąż to robią. To jest tak niemądre i w tak rażący sposób Wójt Skubis próbuję się autopropomować, że pomysły na komentarz same wyskakują jak króliki z kapelusza. Jest ich tyle, że nie wiem z którego skorzystać, a są chyba dobre więc szkoda je porzucać. Więc dzisiaj komentarz w trzech odsłonach:

  1. Mój komentarz, w moim stylu
  2. Komentarz w stylu Gierka, bo ta autopromocja niedoróbki za 3 mln brzmi jak to co słyszeliśmy w czasach minionych
  3. W formie bajki, bo przepraszam, ale bajki nam opowiadają

Piszcie która wersja najbardziej do Was trafia.

I wersja rzeczywistość

a stronie gminy pojawiła się triumfalna informacja o zakończeniu budowy drogi gminnej w Płaskiej.

Przyznam szczerze — serce zabiło mi szybciej. Pomyślałem: wreszcie coś, co faktycznie ułatwi życie mieszkańcom. Może nowy dojazd, może skrót komunikacyjny, może inwestycja, którą da się zobaczyć nie tylko na zdjęciu z przecinania wstęgi.

Ale potem przeczytałem zdanie:

„Realizacja przedsięwzięcia przyczyniła się do poprawy bezpieczeństwa i komfortu użytkowników drogi oraz usprawniła komunikację lokalną na terenie gminy.”

I wtedy już wiedziałem, że trzeba sprawdzić, co dokładnie zostało usprawnione.

Po krótkim dochodzeniu okazało się, że za jedyne 3 miliony złotych powstało 1370 metrów asfaltu w środku lasu. Droga zaczyna się ambitnie, a kończy refleksyjnie — dokładnie tam, gdzie kończy się sens zadawania pytań.

Mamy więc inwestycję wyjątkową:
drogę idealną do poprawy komunikacji między niczym a jeszcze większym niczym.

Oczywiście dziś prowadzi donikąd, ale spokojnie — doświadczenie uczy, że takie drogi często po czasie zaczynają prowadzić bardzo konkretnie. Zwłaszcza gdy ktoś już wcześniej wiedział, dokąd będą prowadzić. Najlepiej ktoś z szeroko rozumianego grona znajomych królika.

Przy okazji wracają wspomnienia. Czy to nie ta inwestycja, przy której urząd próbował — nazwijmy to delikatnie — pomóc losowi w wyborze wykonawcy? I czy to nie wtedy gmina zapłaciła karę, bo prawo jednak bywa mało elastyczne wobec kreatywności urzędniczej?

Wiejska poczta pantoflowa niesie też, że po budowie drogi pojawiły się wątpliwosci co do zgodności z przepisami i trzeba było wystąpić o odstępstwa. Ciekawe czy to prawda ? Co w wolnym tłumaczeniu może oznaczać, że zamówiliśmy wersję „droga deluxe”, a odebraliśmy „droga minus dodatki”. Ale kto by się czepiał szczegółów — asfalt przecież jest. W większości.

Najbardziej fascynuje jednak oficjalne uzasadnienie o poprawie bezpieczeństwa i komunikacji lokalnej.

Bo trzeba przyznać — bezpieczeństwo rzeczywiście wzrosło. Trudno bowiem o wypadek tam, gdzie nikt nie ma powodu jechać. A komunikacja została usprawniona w sposób absolutny: wcześniej nie było tam ruchu żadnego, teraz nadal go nie ma, ale za to po równej nawierzchni.

To trochę jak postawić przystanek autobusowy na środku jeziora i ogłosić sukces transportowy, bo ławka jest wygodna.

Nie chcę być niesprawiedliwy. Być może to inwestycja wizjonerska. Może za kilka lat okaże się, że była to strategiczna arteria przyszłości. Może powstanie tam metropolia, port kosmiczny albo przynajmniej altana grillowa.

Na razie jednak mieszkańcy dostali coś naprawdę wyjątkowego:
3 miliony złotych zamienione w 1370 metrów doskonałej ciszy komunikacyjnej.

I jedno trzeba przyznać — komunikat o sukcesie powstał szybciej niż sens tej inwestycji.

II wersja (trybuna Ludu), dla młodszych czytelników to taka specyficzna gazeta z zamierzchłych czasów:

Nowa droga w Płaskiej symbolem dynamicznego rozwoju gminy

Kolejny krok naprzód w realizacji programu modernizacji infrastruktury lokalnej

PŁASKA (od naszego korespondenta)

W atmosferze społecznego zaangażowania i satysfakcji z dobrze wykonanego zadania oddano do użytku nowy odcinek drogi gminnej w Płaskiej — inwestycję stanowiącą istotny element konsekwentnie realizowanego programu rozwoju infrastruktury komunikacyjnej regionu.

Jak podkreślono podczas narady roboczej, inwestycje infrastrukturalne muszą służyć przede wszystkim interesowi ogólnospołecznemu, a nie jednostkowym wygodom.

W związku z tym odstąpiono od modernizacji odcinków zlokalizowanych w pobliżu istniejącej zabudowy jednorodzinnej. Eksperci zgodnie wskazali, że sam fakt posiadania własnego domu świadczy o osiągnięciu przez jego mieszkańców relatywnie wysokiego poziomu stabilizacji życiowej, co pozwala im z większym zrozumieniem przyjąć przejściowe niedogodności infrastrukturalne.

Droga nie może być przywilejem, lecz narzędziem wychowania społecznego — podkreślono w komunikacie.

Codzienne pokonywanie nierówności nawierzchni, jak zaznaczono, sprzyja kształtowaniu postaw pokory wobec wspólnoty oraz przypomina, że rozwój jest procesem zbiorowym, a nie indywidualnym.

Jednocześnie nowy odcinek drogi, zlokalizowany w przestrzeni otwartej, stanowi przykład planowania wyprzedzającego potrzeby przyszłych pokoleń. Budując tam, gdzie jeszcze nie ma intensywnego ruchu, władze wykazują dalekowzroczność i zdolność przewidywania kierunków rozwoju.

Specjaliści podkreślają, że takie podejście eliminuje ryzyko nadmiernego komfortu komunikacyjnego w obszarach już zagospodarowanych, co mogłoby prowadzić do niepożądanych różnic w poziomie satysfakcji społecznej.

Mieszkańcy — jak odnotowano — przyjęli decyzję ze zrozumieniem, dostrzegając jej głęboki wymiar wychowawczy i wspólnotowy.

Realizacja inwestycji potwierdza, że konsekwentna polityka infrastrukturalna może jednocześnie rozwijać przestrzeń i umacniać świadomość społeczną obywateli.

Nowo wybudowana droga o długości 1370 metrów została wykonana w standardzie odpowiadającym współczesnym wymaganiom technicznym, przy nakładzie inwestycyjnym wynoszącym 3 miliony złotych. Realizacja przedsięwzięcia potwierdza wysoką skuteczność Wójta Skubisa w zakresie racjonalnego planowania oraz gospodarnego wykorzystania środków publicznych.

Jak podkreślono podczas podsumowania inwestycji, oddany odcinek znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa użytkowników oraz komfort poruszania się, stanowiąc jednocześnie ważny impuls rozwojowy dla całej gminy.

Budujemy z myślą o przyszłości — zaznaczyli przedstawiciele władz. — Nowoczesna infrastruktura drogowa jest fundamentem dalszego postępu społecznego i gospodarczego.

Jeszcze niedawno teren ten pozostawał obszarem o ograniczonych możliwościach komunikacyjnych. Dziś, dzięki śmiałej i perspektywicznej decyzji inwestycyjnej Wójta Skubisa, powstała droga wyprzedzająca potrzeby jutra i otwierająca nowe możliwości zagospodarowania przestrzennego.

Specjaliści podkreślają, że inwestycje infrastrukturalne tego typu odgrywają szczególną rolę w procesie równomiernego rozwoju regionów, tworząc warunki dla przyszłych inicjatyw społecznych, rekreacyjnych i gospodarczych.

W duchu odpowiedzialnej polityki społecznej oraz konsekwentnej realizacji zasad sprawiedliwego rozwoju przestrzennego podjęto decyzję o budowie nowego odcinka drogi gminnej w rejonie dotychczas niewykorzystanym komunikacyjnie.

Oddany odcinek już teraz stanowi przykład nowoczesnego podejścia do planowania — najpierw powstaje infrastruktura, która następnie staje się impulsem do dalszej aktywizacji terenu.

Mieszkańcy z uznaniem przyjęli zakończenie prac, wskazując na widoczną poprawę standardu zagospodarowania przestrzeni oraz wzrost poczucia bezpieczeństwa.

Realizacja inwestycji potwierdza, że dzięki zgodnej współpracy władz lokalnych, wykonawców oraz społeczności możliwe jest konsekwentne podnoszenie jakości życia obywateli.

Nowa droga w Płaskiej jest kolejnym dowodem, że rozwój gminy postępuje systematycznie i zgodnie z przyjętymi założeniami, a ambitne plany modernizacyjne stają się rzeczywistością.

III Bajka lokalna

Dawno temu istniało Królestwo Prostej Drogi, którym władał Król Ogłoszeń Pierwszy — władca wielce umiłowany przez własne komunikaty i kroniki pełne sukcesów.

Król nie podróżował wiele. Świat poznawał głównie z map rozwieszonych w sali narad oraz z opowieści Dworu, który zawsze wiedział, co Król chciał usłyszeć, zanim jeszcze zdążył zapytać.

W królestwie żył Lud Wędrowców — lud cierpliwy, który każdego dnia przemierzał stare trakty. Drogi te były kręte, pełne dziur i błota, lecz prowadziły do domów, pracy i życia.

Wędrowcy prosili jedynie:

— Niech droga powstanie tam, gdzie chodzimy.

Król wysłuchał ich próśb i zwołał Radę Dworu.

Na Radzie przemawiał Kanclerz Planów, człowiek o głosie gładkim jak pergamin:

— Wasza Wysokość, prawdziwa wielkość polega nie na naprawianiu starych ścieżek, lecz na tworzeniu nowych. Lud zawsze nadąży za wizją.

Królowi spodobały się te słowa.

— Niech więc powstanie droga! — ogłosił. — Droga nowoczesna, godna kronik!

Z królewskiego skarbca wyniesiono trzy skrzynie złota. Budowniczowie ruszyli do pracy, lecz nie tam, gdzie mieszkali ludzie, lecz głęboko w Lesie Milczenia — miejscu spokojnym, gdzie nikt nie zadawał pytań.

Po wielu dniach herold ogłosił:

Droga została ukończona! Zwiększa bezpieczeństwo i usprawnia podróże całego królestwa!

Wędrowcy ruszyli ją odnaleźć.

Szli długo — przez miejsca, gdzie koła wozów grzęzły w błocie. Szli przez drogi, które naprawdę potrzebowały naprawy.

Aż znaleźli ją.

Czarna, równa i doskonała przecinała las przez tysiąc trzysta siedemdziesiąt kroków, po czym kończyła się nagle, jak zdanie urwane przez cenzora.

Na jej skraju siedział Lis — doradca Dworu, który zawsze pojawiał się tam, gdzie coś pachniało decyzją.

— Dlaczego droga jest tutaj? — zapytali Wędrowcy.

Lis uśmiechnął się.

— Bo tutaj łatwiej było ją ogłosić sukcesem.

— A czy ktoś nią jeździ?

— Nie trzeba jeździć — odparł Lis. — Wystarczy, że istnieje.

Nad nimi na gałęzi siedziała Sowa, Strażniczka Pamięci.

— Ta droga nie została zbudowana dla podróży — powiedziała cicho. — Została zbudowana dla opowieści o podróży.

W tym czasie Kronikarze królewscy zapisywali już pergaminy:

„Bezpieczeństwo wzrosło.”
„Komunikacja usprawniona.”
„Plan wykonany.”

A że nikt drogą nie jechał — tym lepiej. Nic nie mogło zaprzeczyć zapisanym słowom.

Wędrowcy wrócili więc na swoje stare trakty, dalej omijając dziury i kamienie.

Król zaś spojrzał na kroniki i rzekł z zadowoleniem:

— Królestwo idzie naprzód.

I nikt nie miał odwagi zapytać: dokąd.

Droga w Lesie Milczenia leży tam podobno do dziś. Czasem przebiegnie po niej sarna, czasem wiatr, a czasem echo królewskiego ogłoszenia.


Morał, który w królestwie szeptano tylko nocą:

Gdy władza buduje drogi dla kronik,
lud nadal chodzi własnymi ścieżkami.

Baśń o Wójcie, który wybrał godzinę czarów

Dawno, dawno temu, w dolinie między pagórkami i świeżo łatanymi drogami, leżała gmina tak dumna ze swej demokracji, jak paw ze swojego ogona. Mieszkańcy tej krainy byli pracowici, serdeczni i bardzo przywiązani do pewnej świętej godziny.

Była to godzina dziewiętnasta.

O tej właśnie porze w każdym domu zapadała cisza niemal magiczna. Dzieci, jak zaczarowane, zasiadały przed migoczącym ekranem, gdzie pojawiała się Wieczorynka — strażniczka spokoju, pół godziny wytchnienia i ostatnia nadzieja rodziców przed nocną batalią o mycie zębów.

I właśnie wtedy, gdy w całej dolinie rozbrzmiewała bajkowa melodia, Wójt ogłosił:

— Oto nadszedł czas Wielkich Konsultacji! Spotkajmy się o godzinie dziewiętnastej!

Mieszkańcy spojrzeli po sobie z niepokojem.

— Ależ to pora czarów… — szepnęła Pani z domku przy Strumieniowej.
— To godzina, gdy dzieci zamieniają się w słuch, a rodzice w posągi cierpliwości — dodał Pan spod Lasu.

Lecz Wójt był spokojny.

Miał bowiem przewagę.

W jego zamku mieszkało dziecię tak maleńkie, że Wieczorynki jeszcze nie znało. Nie wiedziało, czym jest czołówka o dziewiętnastej ani jak wielką moc ma pół godziny bajkowej ciszy. Wójt mógł więc planować swobodnie, nieznający zaklęcia tej godziny.

— Wszak o dziewiętnastej wszyscy są już w domach! — oznajmił z uśmiechem człowieka, który nie musi negocjować z trzylatkiem uzbrojonym w kocyk i stanowcze „jeszcze jeden odcinek”.

I tak nadszedł dzień konsultacji.

W sali obrad zapłonęły światła. Stoły ustawiono równo. Krzesła czekały jak rycerze gotowi do debaty.

Wybiła dziewiętnasta.

W całej dolinie rozległa się melodia Wieczorynki.

A w sali… cisza.

Po chwili wszedł jeden spóźniony mieszkaniec, który źle odczytał ogłoszenie. Za nim wtoczył się wiatr i przyniósł ulotkę z planem spotkania.

Wójt odchrząknął i przemówił donośnie:

— Witam licznie zgromadzonych!

Echo odpowiedziało mu uprzejmie.

Tymczasem w domach trwała prawdziwa magia. Dzieci siedziały jak zaczarowane, rodzice oddychali spokojnie, a nikt — absolutnie nikt — nie chciał przerywać tego kruchego pokoju dla dyskusji o budżecie i planie zagospodarowania.

Gdy spotkanie dobiegło końca, kronikarz zapisał złotymi literami:

„Konsultacje przebiegły bez sprzeciwu. Mieszkańcy nie zgłosili uwag.”

I rzeczywiście — nie zgłosili. Bo byli zajęci ratowaniem wieczornego ładu wszechświata.

Darmowa porada jak nie poprawiać błędów jeszcze większymi błędami czyli płaszczańskie „odkręcanie kota ogonem”

Nasz pierwszy czytelnik – Michał Skubis zwany czasami Wójtem – przeczytał wiadomość i najwyraźniej zrozumiał, że mieszkańcy zdążyli już połączyć kropki. A jak wiadomo, gdy kropki łączą się same, zaczyna być niebezpiecznie.

Bo kiedy wszyscy widzą, że ktoś próbował ich – nazwijmy to elegancko – „wprowadzić w błąd”, czyli mniej elegancko – wyprowadzić w pole, pozostają dwie drogi:

  1. powiedzieć „przepraszam”,
  2. albo udawać, że to pole było elementem strategii rozwoju obszarów zielonych.

Po bezsennej nocy sztabu „Wspólnej sprawy” wybrano opcję trzecią: poranny SMS. Panie i Panowie z Rady czy Wy naprawdę tak boicie się? Czy nie widzicie do czego prowadzi Naszą gminę Wasze odwracanie wzroku? Macie w Gminie władzę absolutną w Gminie i w Radzie. Nie możecie na nikogo zrzucić tego bałaganu wokół.

Nawiązując do Środy Popielcowej i nadchodzącego okresu zadumy i refleksji, chciałbym przypomnieć Wam, że na końcu tego okresu usłyszymy o dwóch osobach. O Judaszu, który za 30 srebrników sprzedał Jezusa. Usłyszymy również o Piłacie, który obmywa ręce i udaje, że decyzja nie była jego decyzją. Pomyślcie.

Rozbierzmy SMS spokojnie, jak instrukcję montażu meblościanki z brakującą śrubką.

1. „Z powodów organizacyjnych”

Ach, te słynne powody organizacyjne.
Najbardziej pojemne pojęcie w administracyjnym słowniku.

Ja jestem jeszcze z pokolenia, w którym gdy coś się zrobiło źle, mówiło się „przepraszam”.
Chyba że ktoś był przekonany o własnej nieomylności do tego stopnia, że lustro codziennie rano salutuje.

Jakie to powody organizacyjne wystąpiły?
Czy może organizacja polegająca na tym, że ktoś publicznie pokazał podstępną pułapkę i trzeba było szybko przykryć ją nową wersją wydarzeń?

Bo jeśli tak, to faktycznie – organizacja była dynamiczna.

2. „Przesunięte na godzinę 19.00”

Genialne.
W środku tygodnia.

Większość ludzi, w przeciwieństwie do niektórych, chodzi do pracy.
Praca od 7:00, 8:00. Wstać trzeba wcześniej. Dojazd. Powrót. Zakupy. Obowiązki domowe. W przypadku Środy Popielcowej – również Msza Święta.

A potem o 19:00 mamy zasiąść z uśmiechem i świeżością w oczach, by wysłuchać wizji przyszłości.

Kto ma siłę siedzieć do 21:00, wiedząc, że o 6:00 zadzwoni budzik?
Może to nowy program zdrowotny: „Bezsenność dla rozwoju gminy”.

3. „Termin 18.02 bez zmian”

I tu zaczyna się część psychologiczna.

Po pierwsze – Wójt wie, że w każdy inny dzień przyjechałbym i zadałbym pytania, na które nie odpowiada od trzech miesięcy.
Pytania niewygodne.
Takie, na które nie da się odpowiedzieć prezentacją slajdów ani uśmiechem scenicznym.

Po drugie – to zdanie daje poczucie kontroli.
„Termin bez zmian” brzmi jak: „Tu rządzę ja.”

To mechanizm dobrze znany.
Gdy złapią cię za rękę – mówisz, że to nie twoja ręka.
Gdy wszyscy widzą, że termin był elementem strategii – mówisz, że to logistyka.

To już nie jest kwestia kalendarza.
To kwestia ego. Dużego ego. Bardzo rozdmuchanego ego.

Podsumowując:

Jeśli jesteś mieszkańcem Gminy.
Jeśli nie jesteś wazeliniarzem ani delegowanym klakierem z urzędu lub Rady.

Zastanów się, czy to spotkanie nie jest przypadkiem spektaklem z gotową tezą.
Wójt przychodzi przekonać, że impreza jest wspaniała.
Nie rozliczył pierwszej. Nie rozliczył drugiej.
Miesiącami odmawia odpowiedzi na pytania.

A potem przewodniczy spotkaniu, wyznacza protokolanta i magia się dzieje:
z trudnych pytań zostaje zapis „ożywiona dyskusja”,
z niewygodnych tematów zapis – „pojedyncze uwagi”,
a z konkretów – cisza.

Bo kto protokołuje, ten opisuje rzeczywistość.
I czasem ma większą władzę niż ten, kto przemawia.

Wiesław mógłby się uczyć.

Darmowa podpowiedź: na stronie Plaska.pl dalej jest spotkanie o 16.00. Pan nawet kłamać dobrze nie potrafi. Chyba, że chodzi o robienie ludziom wody z mózgu.

Intryga Wójta Skubisa – część 2 z 2

Poniżej mój dzisiejszy e-mail. Wysłany do Urzędu Gminy Płaska oraz do wszystkich Radnych. Zakładam, że jak zwykle akceptują wszystkie polecenie Michała Skubisa i nie będzie z ich strony sprzeciwu. Milczenie w naszej gminie stało się przecież najbezpieczniejszą formą stanowiska.

Natomiast to, co dzieje się wokół organizacji spotkań, trudno już nazwać zbiegiem okoliczności. Zwoływanie zebrania pomiędzy godzinami mszy w dniu o szczególnym znaczeniu dla wielu mieszkańców nie jest niefortunną kolizją kalendarza. To precyzyjny wybór.

Bo tu nie chodzi o termin. Tu chodzi o frekwencję. A dokładniej – o jej kontrolę.

Mieszkańcy zostają postawieni przed eleganckim dylematem:
Msza o 15:30 czy spotkanie o 16:00?
Msza o 17:00 czy „konsultacje”, które zapewne zakończą się szybciej, niż ktokolwiek zdąży zadać niewygodne pytanie?

To nie jest dialog. To jest zarządzanie ryzykiem.

Im mniej osób zada pytania, tym łatwiej ogłosić sukces konsultacyjny. Im mniej konfrontacji, tym większy komfort wystąpienia. A później wystarczy powiedzieć: „spotkanie się odbyło, mieszkańcy nie zgłaszali zastrzeżeń”.

Nie zgłaszali – bo nie mogli. A rodzina z kilkoma akolitami zrobią frekwencję?

Jeśli ktoś zadaje pytania o liczby, opłacalność, sens ekonomiczny – najlepiej zadbać, aby nie było okazji ich zadać publicznie. Schemat powtarza się już kolejny raz. Termin środowy. Brak nagrania. Protokół, który pamięta wybiórczo. A potem opowieść o transparentności.

To nie jest przypadek. To metoda.

Bo prawdziwe konsultacje zakładają gotowość na konfrontację. A tu widać raczej potrzebę kontroli przekazu. Widać lęk przed faktami, które mogą nie pasować do narracji.

I w tym wszystkim najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że decyzje budzą kontrowersje. Najbardziej niepokojące jest to, że robi się wszystko, by uniknąć otwartej rozmowy o nich.

Samorząd nie polega na tym, by mieszkańcy byli statystami w gotowym scenariuszu.

Samorząd polega na tym, by władza była gotowa usiąść naprzeciwko i odpowiadać – nawet wtedy, gdy pytania są niewygodne.

Email z dzisiaj:

Dzień dobry,

dla porządku informuję, że przesłałem swoje uwagi zarówno do Wójta, jak i do Pani Przewodniczącej, z uprzejmą prośbą o przekazanie ich Państwu Radnym. Z niecierpliwością będę obserwował, kiedy Przewodnicząca uzna, że nadszedł jej właściwy moment.

Samo wyznaczenie spotkania na Środę Popielcową to ruch, który trzeba przyznać – ma w sobie pewną odwagę logistyczną. W końcu nic tak nie sprzyja frekwencji i otwartej debacie jak termin, który zmusza mieszkańców do wyboru między ważnym wydarzeniem wspólnotowym a obowiązkami religijnymi. Konsultacje społeczne w wersji „wybierz mądrze, ale szybko” – nowa jakość dialogu.

Godzina 16:00 to również wybór nieprzypadkowy. Idealny moment dla osób pracujących – czyli dla większości. W efekcie na sali pozostaną zapewne ci, którzy akurat mogli, oraz ci, którzy zawsze mogą. A trudne pytania? Cóż, one bywają kapryśne – czasem po prostu nie zdążą dotrzeć.

Szczególnie interesujące jest to w kontekście projektu Rock Water, który – przynajmniej w mojej ocenie – wciąż czeka na przekonujące uzasadnienie ekonomiczne i realne korzyści dla mieszkańców. Zamiast liczb – narracja. Zamiast przejrzystości – tempo. Zamiast debaty – kalendarz.

Nie wiem, czy to przypadek, czy nowa filozofia zarządzania, w której najważniejsze jest, by konsultacje się odbyły, a nie by ktoś mógł w nich realnie uczestniczyć.

Ale może się mylę. Może to po prostu wyjątkowo niefortunny zbieg okoliczności.

A przy okazji – warto docenić subtelność sytuacji, w jakiej postawiono osoby wierzące. Środa Popielcowa to dla wielu mieszkańców nie jest „zwykła data w kalendarzu”, lecz początek okresu refleksji, wyciszenia i duchowego przygotowania do Wielkanocy.

I oto pojawia się elegancki dylemat logistyczno-moralny:

Msza o 15:30 w Płaskiej?

Msza o 17:00 w Studzienicznej?

Czy może jednak spotkanie o 16:00?

Decyzja niemal metafizyczna. Wybór między wspólnotą duchową a wspólnotą samorządową. Między ciszą kościoła a dynamiką sali zebrań. Między rachunkiem sumienia a rachunkiem ekonomicznym projektu.

Można powiedzieć, że to interesujące doświadczenie etyczne: czy większym obowiązkiem jest uczestnictwo w praktyce religijnej, czy w konsultacjach społecznych ogłoszonych z jednodniowym wyprzedzeniem? Czy odpowiedzialność obywatelska ma pierwszeństwo przed duchową? A może odwrotnie?

Z perspektywy zarządzania terminami to rozwiązanie wręcz mistrzowskie — gwarantujące naturalną selekcję uczestników bez potrzeby formalnych ograniczeń.

Bo przecież nikt nikomu niczego nie zabrania.

Wystarczy tylko wybrać.

I w tym właśnie tkwi cała elegancja sytuacji.

Czyli mówiąc kolokwialnie. Przyjdą tylko wyrachowani ateiści, którzy są gotowi oszukiwać mieszkańców. Czekam na listę obecności.

Ja do tego poziomu obłudy i fałszu się nie zniżę. 

Z poważaniem

Jak Wójt oszukuje i wprowadza w błąd mieszkańców dla własnego zysku – wpis 1 z 2

Drugi wpis pojawi się po 20.00.

Nie ukrywam, że jest mi miło. Blog czyta codziennie od 200 do 640 osób. Mamy odbiorców w całej Europie, w Ameryce Północnej, a nawet jednego wiernego czytelnika w Wietnamie. Globalny zasięg, lokalna treść – można powiedzieć: eksport myśli z Płaskiej.

Ale przyznam szczerze – najbardziej buduje mnie jeden konkretny czytelnik. Pan Michał Skubis. Czujny, uważny, reagujący w czasie rzeczywistym. Prawdziwy monitoring obywatelski, tyle że odwrócony.

Bo gdy tylko pojawiła się informacja o niefortunnym terminie jutrzejszego spotkania, niemal natychmiast – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – na stronie gminy ukazało się ogłoszenie. Przypadek? Oczywiście. Przecież administracja działa zawsze z wyprzedzeniem. Czasem tylko wyprzedzenie bywa… bardzo świeże.

Szkoda jedynie, że data publikacji pozostała niezmieniona. Internet ma tę nieprzyjemną cechę, że pamięta. Czasem aż za dobrze. I zamiast subtelnej korekty narracji, zostaje cyfrowy ślad, który bardziej przypomina kronikę wydarzeń niż planowaną komunikację.

Nie wiem, czy to dowód refleksji, czy dowód czujności. Wiem natomiast, że czytelnictwo rośnie, a interakcja z władzą przybiera coraz ciekawsze formy. W końcu nie każdy blog może pochwalić się tak szybkim wpływem na oficjalne komunikaty.

Za to – bez ironii – dziękuję.

Pozwólcie, że pokażę Wam, dlaczego Pan Michał Skubis tak bardzo chce, byśmy patrzyli w jednym, starannie ustawionym kierunku.

Cała sprawa zaczyna przypominać klasyczny scenariusz „chleba może nie być, ale igrzyska muszą”. W naszym wydaniu igrzyska nazywają się Rock Water. Brzmi dumnie, nowocześnie, medialnie. A przede wszystkim – efektownie na zdjęciach.

Bo zdjęcia są kluczowe. Wójt przed sceną. Wójt na scenie. Wójt obok sceny. Wójt przy stoisku z jedzeniem. Wójt w tle, Wójt w centrum, Wójt w ujęciu dynamicznym. Fotorelacja pełna energii, nawet jeśli budżet już niekoniecznie.

Bo w tej opowieści o Rock Water wszystko jest możliwe. Człowiek zaczyna mieć wrażenie, że gdyby ktoś na imprezie otworzył butelkę piwa, to zamiast kapsla mógłby wyskoczyć… kolejny kadr z Wójtem w tle. Tak intensywna jest obecność w przestrzeni wydarzenia, że zaczyna funkcjonować niemal jak element scenografii – obowiązkowy, powtarzalny i zawsze w centralnym punkcie ujęcia.

Tymczasem coraz częściej słychać głosy, nawet wśród radnych, że może to jednak impreza o ambicjach większych niż możliwości finansowe gminy. Że może to wydarzenie bardziej wizerunkowe niż gospodarcze. Że może bilans ekonomiczny nie jest tak spektakularny jak scena.

Bo jeśli wydarzenie kosztuje dużo i nie zarabia na siebie, to znaczy, że ktoś do niego dopłaca. A dopłacamy my. W praktyce finansujemy jednodniową atrakcję, z której – poza ładnymi zdjęciami – trudno wskazać długofalowe korzyści dla mieszkańców.

Nawet darmowe busiki, które mają wozić tłumy, zdają się czasem realizować kursy bardziej symboliczne niż transportowe. Ale za to jak pięknie brzmi: „zapewniliśmy bezpłatny transport”.

Mam nawet drobną propozycję racjonalizatorską: może wprowadźmy system potwierdzenia obecności? Pieczątka „Byłem na Rock Water” jako załącznik do każdego wniosku w urzędzie. W końcu skoro to wydarzenie strategiczne, może warto je wpisać w obieg administracyjny. Inspiracje można czerpać z różnych modeli organizacyjnych – historia zna wiele ciekawych przykładów.

Mam jednak wrażenie, że sedno sprawy jest inne. Jeśli entuzjazm radnych nieco przygasł, a potrzeba organizowania kolejnej edycji u Michała Skubisa nie maleje, trzeba znaleźć sposób, by odpowiedzialność za decyzję rozłożyć szerzej. Najlepiej na mieszkańców.

Wystarczy zorganizować spotkanie. Najlepiej w terminie dogodnym. Bez nagrania. Z protokołem, który – jak pokazuje praktyka ostatnich lat – bywa dokumentem selektywnym w swojej pamięci. A potem można powiedzieć: „konsultacje się odbyły, mieszkańcy chcieli”.

A jeśli ktoś powie, że o czymś nie było mowy? Cóż. Zawsze można stwierdzić, że coś zostało źle zrozumiane.

Trzy miesiące temu zadałem pytania dotyczące opłacalności tej imprezy. Pytania konkretne, o liczby i bilans. Do dziś odpowiedzi brak. Dziś wysłałem przypomnienie. A pod nim leży tamten mail z 19 grudnia – wciąż bez odpowiedzi.

Cisza też jest formą komunikatu. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą publiczne pieniądze.

A więc przypomnienie z dzisiaj:

Szanowny Panie Wójcie,

W czwartek miną trzy miesiące od momentu, gdy zadałem pytania zawarte w poniższej korespondencji. To wystarczająco dużo czasu, by odpowiedź zdążyła dojrzeć, przejść przez wszystkie etapy refleksji, konsultacji i zapewne także głębokiej analizy strategicznej.

Milczenie w tej sprawie trudno uznać za przypadek. Raczej za komunikat. Taki subtelny. W stylu: „nie wszystko wymaga odpowiedzi, szczególnie jeśli pytania są niewygodne”.

Dzisiejszy SMS z informacją o jutrzejszym spotkaniu o godzinie 16:00, bez wcześniejszej zapowiedzi na stronie internetowej i bez jakiegokolwiek wyprzedzenia – to już komunikat mniej subtelny. To model konsultacji społecznych w wersji ekspresowej: informujemy, odbywamy, odnotowujemy. Najlepiej w godzinach pracy, gdy większość mieszkańców ma inne obowiązki niż śledzenie kalendarza wydarzeń ogłaszanych z 24-godzinnym wyprzedzeniem.

Szczególnie interesujące jest to, że spotkanie odbywa się przed przedstawieniem danych, o które wnioskuję od trzech miesięcy. To rozwiązanie niezwykle nowatorskie: najpierw dyskusja, później, być może informacje. O ile okażą się potrzebne.

Brak nagrania wideo również wpisuje się w tę koncepcję. Pozostaje protokół, dokument o elastycznej pamięci, który jakimś zbiegiem okoliczności bywa mniej rozmowny w kwestiach najistotniejszych. A potem zaczyna się klasyczna gra: „tego nie było”, „to zostało inaczej zrozumiane”, „to wyrwano z kontekstu”.

Z zewnątrz wygląda to nie jak dialog z mieszkańcami, lecz jak zarządzanie wizerunkiem przy minimalnym ryzyku konfrontacji z trudnymi pytaniami. A przecież konsultacje społeczne nie polegają na tym, by były – tylko na tym, by coś znaczyły.

Pozostaje mieć nadzieję, że w którymś momencie forma przestanie dominować nad treścią, a pytania przestaną być traktowane jak niedogodność, którą najlepiej przeczekać. Nadzieję, że te dwa lata szybko zlecą, a potem zostanie tylko infamia.

Nie mam nadziei, ale proszę Panią Przewodniczącą Rady Gminy o przekazanie w dniu dzisiejszym tego emaila w całości radnym. Także tym zapatrzonym.

Z poważaniem,

Dnia 19 grudnia 2025 14:38 > napisał(a):

Szanowny Panie Wójcie,

upłynął już wystarczający czas, aby dokonać rzetelnego podsumowania wydarzenia promowanego przez Wójta Gminy pod nazwą Rock Water. W związku z tym chciałbym zweryfikować swoje dotychczasowe stanowisko dotyczące nieopłacalności organizacji tego wydarzenia oraz – w przypadku przedstawienia przekonujących danych – ewentualnie przyznać rację Wójtowi.

Moim zdaniem skala przedsięwzięcia była nieadekwatna do aktualnej sytuacji finansowej gminy, w szczególności w kontekście poziomu jej zadłużenia. Ponadto, w mojej ocenie, znaczna część mieszkańców gminy nie uczestniczyła w wydarzeniu. Aby jednak oprzeć ocenę wyłącznie na faktach, zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania, które pozwolą przedstawić obiektywny obraz organizacji i efektów imprezy.

  1. Ilu uczestników wzięło udział w wydarzeniu, z podziałem na osoby, które nabyły bilety, oraz osoby uczestniczące nieodpłatnie (m.in. pracownicy urzędu, zaproszeni goście, przedstawiciele sponsorów itp.)?
  2. Jaki był całkowity przychód z imprezy, z wyszczególnieniem:
    • wpływów ze sprzedaży biletów (po potrąceniu prowizji pośredników),
    • przychodów z tytułu opłat od wystawców i stoisk,
    • wpłat lub świadczeń finansowych od sponsorów?

Jeżeli część środków została ujęta w księgach w inny sposób, proszę o wskazanie łącznej wartości wszystkich wpływów, które pomniejszały faktyczny koszt organizacji wydarzenia.

  1. Jaki był całkowity koszt organizacji imprezy, rozumiany jako suma wszystkich wydatków poniesionych przez Urząd Gminy, jednostki organizacyjne oraz inne podmioty gminne, w tym wszystkich faktur i zobowiązań finansowych związanych z wydarzeniem? Zwracam uwagę, że chodzi o koszt rzeczywisty i pełny, a nie jedynie koszt prezentowany Radzie Gminy. Mam obawy, że prezentowana w kuluarach kwota 70 tyś straty może być celowo zaniżona.  Jako przykłady kosztów pośrednich wskazuję m.in. bezpłatną komunikację dla uczestników czy prace organizacyjne wykonywane przez pracowników urzędu i jednostek podległych.
  2. Proszę również o ujęcie w kosztach, o których mowa w pkt 3, wartości pracy urzędników oraz pracowników jednostek podległych, którzy w godzinach pracy realizowali zadania związane z przygotowaniem i nadzorem nad kolejnymi etapami wydarzenia.
  3. Jaki był koszt ubezpieczenia imprezy, uwzględniony w całkowitych kosztach, o których mowa w pkt 3?
  4. Jaki był łączny koszt transportu zapewnionego w dniu wydarzenia oraz ilu mieszkańców faktycznie skorzystało z tej formy dojazdu?
  5. Proszę o udostępnienie opracowania lub analizy sporządzonej przez urząd (o ile taka powstała) dotyczącej korzyści wynikających z organizacji imprezy, w szczególności w zakresie promocji gminy, aby potwierdzić, że powszechne odczucie o nieefektywnym wydatkowaniu środków publicznych nie jest zasadne.
  6. Podtrzymuję również wniosek o udostępnienie protokołów z przeglądów budowlanych obowiązujących w trakcie trwania imprezy, jak również ewentualnych przeglądów wykonanych po jej zakończeniu.

Z góry dziękuję za udzielenie wyczerpujących i precyzyjnych odpowiedzi.

Tradycyjnie proszę Panią Przewodniczącą o przesłanie informacji dla Radnych, chociaż patrząc na dotychczasowe działania to zapewne jest to tylko „wołanie na puszczy.

Zajawka na dzisiaj

Dzisiaj późnym wieczorem mocny komentarz, bo to co robi Wójt przekroczyło już dawno wyczyny poprzedniego Wójta. Arogancja, buta, brak szacunku do mieszkańców, zadufanie w sobie to obraz codzienny Naszego włodarza. Czas się obudzić. A Ci co kochają swojego „ulubieńca” niech robią to dalej.

W końcu miłość to uczucie głupie, ale przebudzenie się czasami boli.

Bajdy, bujdy i legendy powiatu

Przyznam, że choć z Autorem nie zawsze nadajemy na tych samych falach, tym razem byłem pod wrażeniem. Szczególnie imponujące było to, ile czasu i determinacji wymagało dotarcie do informacji rozsianych — delikatnie mówiąc — w „kilku” miejscach.

Wpis Dyrektora GOK przeczytałem z niemałymi emocjami, a nawet z odrobiną zawodowej zazdrości. Trzeba bowiem przyznać, że na takie śledztwa potrzeba czasu, którego — pracując zawodowo — zwyczajnie mi brakuje. Do emerytury jeszcze chwila, więc na wielogodzinne kwerendy przyjdzie czas później.

Tymczasem, oprócz komentowania w sposób satyryczny bieżących wydarzeń w Gminie oraz działań zmierzających do odzyskania środków należnych mieszkańcom, postanowiłem spróbować sił w nieco bardziej metaforycznej formule.

Na początek proponuję dwa obszary: etymologię nazwisk oraz zielnik podlaski. Oczywiście wszystko w formie przystępnej, lekkiej i — mam nadzieję — przyjemnej w odbiorze.

Ci, którzy wolą czytać bez nadmiernego zastanawiania się, znajdą w tym odrobinę uśmiechu. Ci bardziej dociekliwi — być może nutę refleksji. A jeśli pojawi się frasunek, to wyłącznie ten twórczy.

https://www.facebook.com/tolek.kuzma/?locale=pl_PL

Projekt Ratunkowy: Operacja „Mapa 2.0”

Do poniższego tekstu doszło po przeczytaniu wiadomości od jednego z czytelników. Szacun. Nie pomyślałem. Dobrej nocy.

Każda gmina ma dwie rzeczy: granice i ambicje.
Granice są na mapie. Ambicje — w prezentacji PowerPoint.

Czasem jednak budżet zaczyna przypominać dietę cud:
dużo zapewnień, mało efektów i stałe zapewnienie, że „to tylko przejściowe zatrzymanie metabolizmu inwestycyjnego”.

Dlatego proponuję reformę nowoczesną, europejską i – co najważniejsze – księgową:
przyłączenie naszej Gminy do którejś z sąsiednich.

Dlatego, że wszystko się wali.
Dlatego, że dramat.
Dlatego, że matematyka ma tę brutalną cechę, iż nie reaguje na wystąpienia okolicznościowe.

Wyobraźmy to sobie.

Zamiast dwóch urzędów, z czego jeden jest niewydolny – jeden.
Zamiast dwóch sekretariatów – jeden czajnik.
Zamiast podtrzymywać lokalny folklor administracyjny i brak wiedzy – urząd, który… działa.

Bo u sąsiadów woda nie jest metaforą rozwoju.
Po prostu leci.
Droga nie jest wizją.
Jest drogą.
A odpowiedź na pismo nie przypomina pracy magisterskiej z unikania odpowiedzi.

Tam mieszkaniec nie odbywa pielgrzymki przez referaty,
nie kolekcjonuje pieczątek jak znaczków,
nie uczy się przepisów, by udowodnić, że 2+2 jednak bywa cztery.

Tam urząd jest usługą.
U nas bywa przeżyciem.

Owszem, mamy strukturę.
Referaty.
Zespoły.
Stanowiska.
Analizy sytuacji.

Analizujemy tak długo, aż sytuacja przestaje istnieć albo zmienia się kadencja.

Przyłączenie do sąsiedniej jednostki oznaczałoby brutalną rzecz:
racjonalizację.

Mniej stanowisk od „koordynowania koordynacji”.
Mniej narad o harmonogramie narad.
Mniej energii zużywanej na samo istnienie.

Mniej Wójta, który jak tłumaczą juz trzeci rok jego radni: popełnia błędy, ale się uczy. Pytanie czego.

Czy to zamach na suwerenność?
Oczywiście.
Bo nic tak nie boli jak likwidacja etatu w imię logiki.

Ale zaryzykuję tezę heretycką:
mieszkaniec nie potrzebuje suwerenności urzędu.
Potrzebuje sprawnego wodociągu.

Tabliczkę przy drodze można wymienić.
Pieczątkę można zamówić nową.
Szyld można odkręcić.

Tylko śmieci muszą być wywiezione.
Droga musi być przejezdna.
A odpowiedź musi być odpowiedzią.

Może więc prawdziwą dojrzałością samorządu nie jest pielęgnowanie własnej wielkości,
lecz umiejętność przyznania, że większy organizm bywa sprawniejszy.

Bo na końcu zawsze zostaje jedno pytanie – nie ideologiczne, nie ambicjonalne, nie honorowe.

Bardzo przyziemne.

Czy taniej i lepiej – czy drożej i z przemówieniem?

Jest taki stary dowcip, że żeby było w kraju lepiej, trzeba wywołać wojnę z kimś sprawniejszym i natychmiast się poddać. Oczywiście nikt rozsądny nie chce wojny — ale metafora bywa kusząca. Bo czasem najrozsądniejszą strategią jest nie walczyć z rzeczywistością, tylko… dołączyć do tej, która działa.

Zróbmy więc wersję samorządową.
Nie armaty, nie fanfary — tylko Operację „Kontrolowana Kapitulacja Administracyjna”. Poddajmy się sprawności sąsiadów. Bez strat w ludziach, za to z zyskiem w wodociągach.

Wyobraźmy to sobie:
– woda leci, bo ma lecieć, a nie dlatego, że ktoś właśnie analizuje jej filozoficzne podstawy;
– odpowiedź na pismo zawiera odpowiedź, a nie streszczenie drogi, którą przeszło pismo;
– inwestycja kończy się oddaniem do użytku, a nie konferencją o oddaniu do użytku.

  • wszystko jest tańsze, bo nie trzeba utrzymywać darmozjadów

A przy okazji — uporządkujmy system. Nie „pogonić”, tylko odchudzić. Nie „wypędzić”, tylko zracjonalizować. Bo jeśli struktura żyje głównie po to, by podtrzymywać samą siebie, to najwyższy czas na dietę. Tę bez slajdów i bez przemówień.

Nie chodzi o ludzi. Chodzi o mechanizm.
Jeśli ktoś jest naprawdę dobry — poradzi sobie wszędzie.
Jeśli nie — to może rynek pracy jest najuczciwszą komisją audytową.

Zamiast więc wojny — zróbmy porządek.
Zamiast rewolucji — rachunek.
Zamiast wielkich słów — działające usługi.

Bo przyszłość wygrywa się nie hasłami, tylko sprawnością. A jeśli można mieć ją szybciej, przykręcając nową tabliczkę przy drodze, to może warto zapytać: czy naprawdę potrzebujemy heroizmu, skoro wystarczy zdrowy rozsądek?

Bez armat.
Bez czarnych flag.
Za to z działającym wodociągiem i regularnym wywowzem śmieci. I z odśnieżaniem. I wszystko taniej.

Sprawa o odzyskanie pieniędzy mieszkańców za wywóz odpadów

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, wystąpiłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego z wnioskiem o ocenę prawidłowości stosowania przez Urząd Gminy Płaska podwyższonych stawek opłat w roku 2025.

W szczególności zwróciłem się o rozstrzygnięcie, czy:

  • mieszkańcy byli zobowiązani do ponoszenia opłat w podwyższonej wysokości już od dnia 1 stycznia 2025 r., zgodnie ze stanowiskiem Urzędu Gminy,
  • czy też – zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa krajowego – nowa stawka powinna obowiązywać dopiero od momentu skutecznego doręczenia decyzji podatkowej, co w konsekwencji wymagałoby dokonania stosownych korekt i przeliczenia należności.

W przypadku potwierdzenia, że zastosowane przez Organ rozwiązanie było niezgodne z prawem, zasadne będzie również ustalenie odpowiedzialności za ewentualne skutki finansowe oraz straty poniesione przez Gminę i mieszkańców.

Z uwagi na właściwość proceduralną w pierwszej kolejności sprawa została skierowana do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które co do zasady rozpatruje sprawy w terminie około miesiąca. W przypadku uznania braku kompetencji do jej rozstrzygnięcia, dalsze kroki zostaną podjęte przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym.

Jednocześnie pragnę wskazać, że przed skierowaniem sprawy do SKO Wójtowi Gminy przedstawiono liczne orzeczenia sądów administracyjnych, jednoznacznie potwierdzające przyjętą interpretację przepisów. Jednak nie był zainteresowany tematem.

W szczególności powołano się na następujące wyroki:

  • wyrok WSA w Gliwicach z 30.08.2016 r., sygn. I SA/Gl 679/16,
  • wyrok WSA w Gliwicach z 26.06.2018 r., sygn. I SA/Gl 295/18,
  • wyrok WSA w Gorzowie Wielkopolskim z 01.08.2018 r., sygn. I SA/Go 217/18,
  • wyrok WSA w Gdańsku z 19.12.2018 r., sygn. I SA/Gd 972/18,
  • wyrok WSA w Poznaniu z 04.12.2019 r., sygn. I SA/Po 718/19,
  • wyrok WSA w Gdańsku z 22.01.2020 r., sygn. I SA/Gd 1619/19,
  • wyrok WSA w Olsztynie z 13.04.2022 r., sygn. I SA/Ol 62/22,
  • wyrok NSA z 28.06.2023 r., sygn. III FSK 836/22.

Analogiczne stanowisko zostało również zaprezentowane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Krakowie w postanowieniu z dnia 15.01.2025 r., sygn. SKO.EA/418/147/2024, wydanym w sprawie o zbliżonym stanie faktycznym.