Mamy 29 kwietnia. Minęło dokładnie 28 dni od ostrzeżenia Sanepidu dla UG Płaska.
Tytuł 28 Days Later pasuje do naszej sytuacji aż za dobrze.
Tam wirus rozprzestrzeniał się błyskawicznie.
U nas informacja – przeciwnie. Izolowana lepiej niż pacjent zero.
Mijały dni, tygodnie, a mieszkańcy żyli w błogiej nieświadomości.
W filmie przynajmniej było jasne, że jest zagrożenie.
Tutaj trzeba się go domyślać między wierszami komunikatu wrzuconego… po dwóch tygodniach. Na fajrant.
I teraz pytanie – czy to już koniec scenariusza, czy dopiero pierwszy akt?
Czy za chwilę dostaniemy lokalne „28 tygodni później” – kiedy zaczną się problemy zdrowotne, o których nikt wcześniej nie raczył poinformować?
A może „28 lat później” – tylko zamiast zombie będzie odpływ mieszkańców, bo ile można żyć w miejscu, gdzie woda pitna staje się grą losową?
Bo różnica między filmem a rzeczywistością jest taka, że tam to była fikcja.
A u nas ktoś ten scenariusz pisze na bieżąco.
Gwoli przypomnienia – żeby nasz Wójt Michał Piotr Skubis, znany również jako:
„Najwyższy Strażnik Kranu i Studni”,
„Wielki Zarządca Parametrów”,
„Arcymistrz Komunikatów Po Fakcie”
– nie musiał za chwilę poprawiać historii.
Ja rozumiem, że narrację też można „uzdatniać”.
Tylko tu chodziło o wodę.
Po kolei:
- 1 kwietnia (to nie był żart) – UG dostaje informację o problemie
- do 17 kwietnia „góra” wie wszystko. „Dół”? Hartuje zdrowie
- 17 kwietnia – komunikat na stronie. SMS-y przychodzą o wszystkim, tylko nie o tym
I nagle wszyscy tracą głos.
„Wspólna Sprawa” – milczy.
Pani Przewodnicząca – milczy.
Widocznie aluminium w wodzie nie wpływa na zdolność do milczenia.
- najsłabsi dostają „mikroelementy”, a Wójt prowadzi politykę zero emisji informacji
- 20 kwietnia – Sanepid mówi wprost: jest źle, a mieszkańcy dowiedzieli się po 3 tygodniach
- 28 kwietnia – Płaska „podobno” wraca do normy. Gruszki? Nie. Dalej eksperyment
Badania Sanepidu sprawdzające informację z Gminy? Podobno 30 kwietnia.
Wyniki? Niestety po majówce.
Idealnie – turyści przyjadą, napiją się i wyjadą… z doświadczeniem.
Strategia informacyjna?
„Jak się nie zapytają, to się nie dowiedzą”.
Mieszkańcom Gruszek – współczuję.
A teraz najlepsze.
Ktoś mi napisał: „Wójt ma doktorat, więc wie co robi”.
No to zajrzałem do tej nauki.
I kiedy w podobno „poważnej” pracy trafiam na kadr z Pokémon GO z dumnie stojącym Snorlax…
…to już wiem.
To nie jest brak informacji.
To jest rozszerzona rzeczywistość.
Parafrazując pewien świetny skecz: A co tu będzie takie, a gdzie oto piciu będzie? Ooo, to ja by też chciała, żeby piciu.
Kto stoi obok Pokemona 🙂 .

A dla tych, którzy dotrwali do końca i chcą zobaczyć „know-how”:
https://bip.ue.poznan.pl/download/attachment/1409/rozprawa-doktorska-mgr-m-skubisa.pdf
Praca z 2022 roku, a już lekko pachnie muzeum.
Technologia poszła do przodu, a tu raczej spacer, nie sprint.
To nie jest żadna rewolucja.
To klasyka gatunku:
- zero konkretnego studium przypadku
- zero eksperymentów
- zero danych z realnego użycia
- za to dużo ankiet i „intencji” (czyli: ludzie mówią co by zrobili)
A jak wiadomo – między „powiedziałem w ankiecie”, a „zrobiłem w realu” jest mniej więcej taka różnica jak między komunikatem gminy a rzeczywistością.
Podsumowanie?
Praca, która coś tam wnosi – ale raczej kosmetykę, nie zmianę gry.
Inspiracja? Może.
Gotowe rozwiązania? Nie.
I teraz najlepsze – w branży jest taki ironiczny przepis na szybki doktorat:
Weź model UTAUT
Dodaj 2–4 zmienne (np. zaufanie, ryzyko, satysfakcja)
Zrób ankietę
Potwierdź oczywiste oczywistości
Opublikuj