Daty są. Godziny są. Dokument opublikowany. Można postawić ptaszek.
Tylko mieszkaniec nadal nie wie, gdzie będą polować.
W rubryce „Numer i nazwa obwodu łowieckiego oraz miejsce polowania” wpisano:
262-: 138-: 53-:
I na tym wyjaśnienie lokalizacji się kończy.
Informacja jest niepełna nawet według nagłówka własnej tabeli. Zapowiedziano numer, nazwę i miejsce polowania, a podano wyłącznie numer. Resztę najwyraźniej pozostawiono dociekliwości mieszkańców.
Czy polowanie obejmie las obok domu? Trasę spacerową? Miejsce, gdzie chodzimy na grzyby? Czy będzie prowadzone na naszej działce? A może dana pozycja w ogóle nie dotyczy gminy Płaska?
Z opublikowanego dokumentu tego nie ustalimy.
Czy któryś urzędnik sprawdził i uzupełnił informację. Przecież mieszkaniec może się odwołać od polowania na jego własności. Ma na to tylko kilka dni. Można również dostać kulkę przebywając w okolicy, co ostatnio wielokrotnie nagłaśniały media. Ale po co przerywać sobie relax między babeczka a kawusią rozpuszczalną.
Oczywiście można rozpocząć własne poszukiwania. Odszukać wykazy obwodów, porównać numerację, przeczytać opisy granic i znaleźć odpowiednią mapę. W wykazie PZŁ udało się powiązać obwód 53 z kołem „Ratusz” i okolicami Lipska. Są tam opis granic oraz odsyłacz do mapy.
Czy naprawdę każdy mieszkaniec powinien wykonywać tę pracę osobno, skoro urząd mógł wyjaśnić sprawę raz i przekazać wynik wszystkim?
Wystarczyłoby wskazać, które terminy dotyczą naszej gminy, podać miejscowości lub czytelny opis terenu i dołączyć mapę. Jeżeli dokument budzi wątpliwości — zapytać nadawcę przed publikacją.
Dla porządku: fakt, że pierwsze polowanie w tabeli przypada 3 października, a pieczęć wpływu wskazuje 29 września, może być podstawą do zarzucenia naruszenia 14-dniowego terminu wobec naszej gminy — jeżeli to polowanie obejmuje jej teren i urząd nie otrzymał zawiadomienia wcześniej. Jeśli dotyczą nas dopiero późniejsze terminy, wyprzedzenie może być prawidłowe.
Tyle że mieszkaniec nie powinien zgadywać również tego.
Można odnieść wrażenie, że najważniejsze było udostępnienie dokumentu i odhaczenie obowiązku. To, czy odbiorca zrozumie informację i będzie mógł z niej skorzystać, zeszło na drugi plan. Podobnie jak brak nazwy i opisu miejsca w rubryce, która miała je zawierać.
Nie oczekujemy od urzędu wielkiego opracowania. Oczekujemy odpowiedzi na proste pytanie: gdzie i kiedy będą polować w naszej okolicy?
Ptaszek w rubryce „opublikowano” nie zastąpi mieszkańcowi wiedzy, którego lasu i którego dnia dotyczy ogłoszenie.
Dzień jak co dzień w Płaskiej. Dokument wrzucony, obowiązek odhaczony. Czy mieszkaniec coś z tego zrozumie? Najwyraźniej to już nie problem urzędasa.
Lekceważenie obowiązków, bylejakość czy brak odpowiedzialności za własną pracę? Trudno rozstrzygnąć. Efekt jest ten sam: urząd ma publikację, a mieszkaniec — zagadkę.
Patrzymy. Pytamy. Liczymy. Żeby wszystkim żyło się lepiej.
W niedzielę ma się odbyć II Święto Puszczy Augustowskiej. Chciałbym, żeby było to wydarzenie, po którym dzieci zapamiętają coś więcej niż kolejkę do dmuchańca, a dorośli będą mieli o czym rozmawiać jeszcze następnego dnia. Dmuchaniec można postawić wszędzie. Puszczę Augustowską mamy tylko tutaj.
Nie potrzeba do tego drogiej gwiazdy. Potrzeba pomysłu.
Dla dzieci i rodzin — „Tropiciele Puszczy”. Drużyny dostają mapę i kompas, odnajdują punkty kontrolne i wykonują zadania: jak ustalić północ, dlaczego mech na drzewie może zmylić, co zrobić po zgubieniu się w lesie i jak rozpoznać ślady bobra. Na mecie czeka „obóz tropicieli”: wiązanie węzłów i próba rozpalenia ognia krzesiwem, pod nadzorem i w przygotowanym miejscu.
Dla dorosłych — Turniej Czterech Drużyn Puszczy:
Bobry — praca rękami: przecięcie pniaka piłą. Żubry — siła: przeciąganie liny. Rysie — celność: strzelanie z łuku do tarczy pod okiem instruktora. Wilki — współpraca: przeniesienie piłki na platformie, którą cała drużyna prowadzi za pomocą lin. Tu nie wygra najsilniejszy. Wygra wataha, która najlepiej się dogada.
Każdy zespół przechodzi wszystkie konkurencje. Dzieci kibicują dorosłym, dorośli dzieciom. Są emocje, trochę śmiechu i nagrody, o które naprawdę chce się powalczyć.
Do tego jedzenie od KGW, lokalny koncert, spotkanie ze znajomymi i wspólne ognisko, jeśli warunki na to pozwolą. A gdzieś między blaskiem ogniska a cieniem nocy — Duch Puszczy. Podobno krąży wyłącznie wśród dorosłych i potrafi rozgrzać nawet tych, którzy przy ognisku siedzą najdalej. Kierowców omija szerokim łukiem. 😉
Niedrogo, rodzinnie i z puszczą w roli głównej.
Wiem, że takiego programu nie układa się na kilka dni przed imprezą. Ale może warto już teraz pomyśleć, jak mogłoby wyglądać III Święto Puszczy Augustowskiej? O udanej imprezie mówi się jeszcze przez tydzień czy dwa. Potem świat pędzi dalej, więc tym bardziej warto zadbać, by było co wspominać.
A jak bym to pokazał na plakacie?
Mój wybór to jeden mocny obraz żubra, w którego sylwetce widać puszczę i jezioro. Tytuł, termin i miejsce można odczytać po kolei, bez szukania ich wśród ozdób. To oczywiście projekt poglądowy — przed drukiem powiększyłbym jeszcze listę atrakcji i użył oryginalnych plików logotypów.
Poniżej dorzucam też inne wersje: — plakat GOK, wersja z czytelniejszym układem; — plakat GOK, wersja bardziej nowoczesna; — plakat z przymrużeniem oka.
Kilka obrazków i jeden pomysł na święto. Może komuś się przyda.
Dzisiaj będzie lightowo. Nie chce mi się pisać o kolejnych numerach, bo byłaby to profanacja tak pięknego dnia. Słoneczko pięknie wstało, grzyby są w lesie. Aż się prosi, żeby połączyć 10 tysięcy kroków dla zdrowia ze znalezieniem kilku rydzów albo borowików. 😊 Życzę Wam szczęścia i otwartych oczu!
Zanim jednak ruszymy do lasu, zostawiam kilka wiadomości.
1. Głosujemy na Rubcowianki!
Dzięki panu Tomaszowi dowiedziałem się, że Koło Gospodyń Wiejskich Rubcowianki zostało nominowane w plebiscycie na Koło Gospodyń Wiejskich Roku w powiecie augustowskim. W pełni popieram jego apel, dlatego przekazuję informację o głosowaniu:
Będzie nam bardzo miło, jeśli zechcecie oddać głos właśnie na nasze koło. ☺️
Ja już głos oddałem. Na razie Panie wygrywają w cuglach, ale szczęściu zawsze trzeba trochę pomóc i kontrolować bezpieczną odległość do następnych 🙂
2. Trening reagowania na zagrożenie. Kto z Was o nim wiedział?
Wczoraj jechałem do sklepu i zobaczyłem otwarte wrota remizy. W środku świecił się przód wozu bojowego, a przed budynkiem, pod letnim parasolem, siedziały trzy osoby — dwie w mundurach. Pomyślałem: „Piknik sobie zrobili?”. Nie chciałem przeszkadzać, więc pojechałem dalej.
Dopiero wieczorem dowiedziałem się, że 26 września, między 11.00 a 14.00, odbywał się „Trening reagowania na zagrożenie z powietrza”. Strażacy i eksperci mieli wyjaśniać, jak rozpoznać sygnał alarmowy, gdzie sprawdzić oficjalny komunikat i jak zaplanować działanie. Ważna inicjatywa. Tym bardziej szkoda, że tak łatwo było ją przegapić.
Na stronie gminy i GOK nie znalazłem zapowiedzi. Nie widziałem jej też na profilu Kuny ani na plakatach w Płaskiej. Na Facebooku gminy pojawił się udostępniony późnym piątkowym wieczorem post PSP. A przecież mamy grupę na WhatsAppie, której moderator jest dobrze poinformowany, oraz powiadomienia SMS API, używane nieraz do spraw znacznie mniej istotnych. Tym razem nie wysłano mieszkańcom nawet krótkiej wiadomości.
I tak ważny trening mógł skończyć się tym, że strażacy czekali, a ludzie nie wiedzieli, że warto przyjść. Nie dowiedzieli się, jak reagować na alarm ani gdzie w Płaskiej można szukać schronienia. Są wskazywane miejsca w urzędzie gminy i GOK, choć korzystanie z nich ma swoje ograniczenia. O tym również warto mieszkańcom powiedzieć.
Kuna jak zwykle dała ciała. Przecież to podobno ona za to odpowiada, wpycha paluszki w wszystko co jest ze OSP związane a w pewnym majowym tik toku, wójt osobiście potwierdził, ze stołek dostała za Przetarg na wodociąg i kanalizację (skończyło się jak skończyło) i pracę nad bezpieczeństwem mieszkańców. Jeszcze trochę takiej pracy to sami wyginiemy, nawet ruskich nie będzie potrzeba.
Skoro już organizujemy naukę reagowania na zagrożenie, zacznijmy od najprostszego kroku: poinformowania ludzi, gdzie i kiedy ta nauka się odbywa.
3. Wyjazd z Kątów na Orlą.
Radna Citkowska i radny Demski obiecali 21 września, że do 3 października wyjazd zostanie naprawiony. Po ponad pół roku czekania! Obiecali też, że do dziś poinformują mnie, na jakim etapie jest sprawa. Informacji dotąd nie dostałem. Może zapomnieli. Po czynach ich poznacie.
4. Ruch na Orlej.
Radna Citkowska powiedziała 21 września, że wie o ciężkich pojazdach wojskowych jeżdżących z nadmierną prędkością po Orlej oraz o dwóch sprawnych inaczej mierowcach motocykli, na których skarżą się mieszkańcy. Zobowiązała się poruszyć postulat ograniczenia takich zachowań. Tutaj również czekamy na wiadomość, co udało się ustalić.
5. Szlaban przy szkole.
Od oddania do użytku nie działał prawidłowo, a później dostał jeszcze „strzała” od samochodu. Teraz stoi przekrzywiony w centrum wsi. Pan Zdancewicz powiedział 21 września, że naprawa została już zgłoszona. Minął tydzień, szlaban nadal stoi. Może zgłoszenie wysłano pocztą zwykłą — ze względów oszczędnościowych? A że to już trzeci miesiąc? Myślę, że wypłatę urzędnicy dostają bardziej terminowo.
6. Słupki na Spokojnej.
Radny Demski zobowiązał się zająć sprawą słupków przy progach zwalniających, żeby kierowcy nie omijali ich bokiem. Jeden słupek kosztuje około 79 zł brutto. Jeśli przeszkodą są pieniądze, proszę napisać. Kupię dwa i podaruję gminie. Wystarczy wskazać, jakie mają być i gdzie można je bezpiecznie zamontować. Nie zdzierżę, jeżeli przez głupie słupki i dopominanie się o bezpieczeństwo, nie daj Boże Wójt musiałby sobie wynagrodzenie zmniejszyć. To się nie godzi. A fe.
7. II Święto Puszczy Augustowskiej.
No i proszę — wczoraj ukazał się plakat!
Święto odbędzie się w przyszłą niedzielę, 4 października, o godz. 13.00, na stadionie GOK w Płaskiej. W programie zapowiedziano między innymi stoiska edukacyjne, gry, dmuchańce, turniej drużyn, konkursy, warsztaty i stoiska kulinarne KGW.
Naprawdę trudno nie być zaskoczonym. Wcześniej podano datę 27 września, czyli dzisiejszą niedzielę, a informacja o nowym terminie i programie pojawiła się dopiero tydzień przed wydarzeniem. Dobrze, że w końcu wiemy, kiedy przyjść. Na zaproszenie mieszkańców zostało całe siedem dni. Z tego co wiem to niektórzy się wkurzyli i nie będą. Nie wiem na ile to jest prawda, ale słychać, ze najbardziej Wójt oszczędził na KGW. Przecież to one ciągną te przedstawienie. Naprawdę chłopie to przemyślałeś. Przecież zielone ludziki tego nie pociągną chyba, że chodzi o robienie sztucznej frekwencji. Bo ta prawdziwa z zeszłego roku była … no cóż żenująca. W tym roku info jest zaledwie tydzień wcześniej, więc grozi nam pobicie rekordu .. w dół.
Ale jest jedno światełko w tunelu, które może przyciągnąć takich łasuchów jak ja:
Zwróćcie uwagę na desperację i naprawdę niezłą promocję. Informacja prosto z Suchej Rzeczki:
Jedzenie za pół ceny
A najbardziej śmieszą mnie ci nasi partnerzy strategiczni. Chociaż może jaka Gmina taki partner. Na Rock Water wystarczyło dać 8 tyś zł, aby wykupić się od błędów i zostawić nas z problemami na grube tysiące złotych. I mówię tu o setkach tysięcy. Tutaj dostaliśmy 12 tyś zł z haczykiem i powinniśmy całować po rękach. Zresztą zobaczcie w tym roku dali nam z 60 tyś zł dofinansowań na głupoty i każą się cieszyć. Przepuściliśmy to. A Gminy obok inwestują w przyszłość. .
8. Woda w szkole.
Idzie jesień, a po deszczu woda wlewa się do budynku szkoły. Na posiedzeniu 21 września pani przewodnicząca Tomczyk wskazywała, że wykonawca zrobił prace zgodnie z dokumentacją. Jeśli tak, to tym bardziej trzeba wyjaśnić, dlaczego przyjęte rozwiązanie doprowadziło do takiego efektu, kto odpowiada za usunięcie problemu i ile będzie to kosztować.
Ale Pani Przewodnicząca nie spieszmy się. Z Pani wypowiedzi wynikało, że my poniesiemy koszt naprawy. A przecież nie mamy kilkuset tysięcy złotych. Wiec przekujmy to w sukces:
– świątecznym przedstawienie o rozstąpieniu Morza Czerwonego.
– lodowisko. Wyłączyć w pomieszczeniu ogrzewanie (oszczędność), karnety dla dzieci (zarobek), reklama gminy bezcenna. A na koniec szkolenie Pani wice Wójta dla dzieci i OSP z zakresu bezpieczeństwa przeciwpowodziowego. Będzie jak znalazł, gdyby kanał chciał wystąpić z brzegów lub rura w zimę pęknie.
9. A na koniec zagadka dla osób zainteresowanych planem miejscowym.
Mam już wszystkie nakładki otrzymane z RDOŚ, dotyczące całej gminy Płaska. Motylki, ptaszki, rybki, kwiatki i inne pierdółki. Wiem już również co się zadziało i dlaczego jest tak źle przy zmianie MPZP. Można więc przyglądać się nie tylko pojedynczym działkom, ale też porównywać oznaczenia w różnych częściach gminy.
Na pokazanym fragmencie ciemne oznaczenie obejmuje teren niemal dookoła dwóch jasnych działek należących do Nadleśnictwa. Nie piszę czego dotyczy mapa, bo nie jest to najważniejsze. Pokazuję, że w lutym 2026 daliśmy ciała na całego i teraz wszyscy cierpią. Bo tylko idiota patrząc na te działki powie, że wszędzie COŚ występuje, a już na tych fragmentach ma zakaz wstępu. A zobaczcie po prawej stronie. Cudownie błogi spokój 🙂
Pośrodku stoją sobie dwa białe żagle. 😊
A teraz można iść na grzyby. Tylko patrzcie pod nogi — i czasem na mapę.
Też zagłosowałem za zmianą. Co prawda pisałem do Pani Tomczyk, czy jej propozycja nie prowadzi do mafii, bo rodzina będzie rządziła 90% gminy. Twierdziła, że będzie dobrze. Nie wiedziałem że ona już wie, że kandydat na Wójta to nierozgarnięty dzieciak i ona będzie rządzić zza kotary. Nie wiedziałem że chodziło o załatwienie szybkiej pracy dla osoby bez jakichkolwiek kwalifikacji. Oprócz jednej. Pierwszy film który przypomniała Pani Tomczyk 3 dni temu: ” zapewne pamiętacie mojego dziadziusia i tatusia”. Przypomnienie było w formie żartu. Nawet dla niej to żart. Pamiętamy i pytanie czy jest się czym chwalić.
JEJ CHODZIŁO O WŁADZĘ, MA TERAZ SWOJE 5 MINUT. I NAWET SIĘ Z TYM NIE KRYJE.
Tak bardzo chciałem zmiany, że dałem się omamić wbrew rozsądkowi.
Jestem głupcem i teraz pokazując te wszystkie patologie spłacam dług za moją głupotę.
Tylko liczę, że chociaż zagłosowałem na Skubisa, jest dla mnie szansa na odpokutowanie.
Coś drgnęło w gminnej maszynce. W BIP pojawiły się protokoły Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 15 czerwca i 29 lipca. Opublikowane kopie nie mają widocznych podpisów, a załączników, do których odsyłają, nie ma wcale. Poprosiłem o komplet i czekam. Zresztą proszę już o komplet od 15 czerwca, więc dzień w Płaskiej jak co dzień. Teraz jest o tyle lepiej że Pani Tomczyk i Pan Demski obiecali mi na wczoraj. Może mamy inne nazewnictwo. Dla mnie wczoraj było wczoraj, ale dla nich może jest jutro. A grom ich tam wie.
W tym czasie odsłuchałem jeszcze raz nagranie posiedzenia z 21 września. Nie chciałem przecież pisać z pamięci o tym, co powiedziano na temat pisania z pamięci.
I całe szczęście, że odsłuchałem, bo rzecz jest piękna.
Kiedy zwróciłem uwagę na treść protokołu z 15 czerwca, usłyszałem wyjaśnienie, że pani Monika Brzostowska napisała go tak, jak zapamiętała przebieg posiedzenia. Przewodnicząca Rady Katarzyna Tomczyk przedstawiła to z powagą, pan Demski potakiwał. Z łzami w oczach słuchałem jak Pani Monika wykorzystywała wszystkie szare komórki i przelewała na papier to co zapamiętała. Problem jest taki, że zapamiętała mało. I ja nic nie sugeruję, ale to może być objaw choroby, nie daj Boże używek.
Bo w naciski z strony Pani Przewodniczącej Katarzyny Tomczyk nie wierzymy. Nieeeeeeee. To nie możliwe. A fuj. Kobieta się stara, żeby było jasne nie wypominam wieku, a mówię o wielkim działaniu dla chwały gminy 🙂 , jest wszędzie, każdy „numer” ma jej odcisk palca, a ja wredny skorpion pozwoliłem sobie tak brzydko pomyśleć. Chyle głowę, zasługuje na zmycie głowy mopem z brudna wodą właśnie po tych brudnych paluszkach.
W jednej chwili zrozumiałem, że przez ponad pół wieku myliłem protokół z dokumentem.
Dla mniej wprawionych w gminnej sztuce protokołowania: w zwykłym świecie protokolant notuje na bieżąco. Dzięki temu po dwóch miesiącach nie musi surfować po zwojach obu półkul w poszukiwaniu tego, kto co powiedział, kto wyszedł z sali, a przede wszystkim — dlaczego wyszedł. Bo kiedy zamiast do notatek zagląda się w głąb pamięci, nad posiedzeniem może opaść szara mgła. A we mgle łatwo już pomylić protokół z pisaniem historii od nowa.
Definicja:
Protokołowanie to proces formalnego i uporządkowanego zapisywania przebiegu obrad, spotkań, rozpraw sądowych, egzaminów lub innych oficjalnych wydarzeń.
Jego głównym celem jest sporządzenie protokołu, czyli dokumentu o charakterze urzędowym lub dowodowym, który odzwierciedla faktyczny stan rzeczy, podjęte decyzje, zgłoszone wnioski oraz wypowiedzi uczestników.
Ja, prosty człowiek, sądziłem również, że gdy pojawia się spór o treść protokołu, można sprawdzić dostępne materiały, w tym nagranie. Okazuje się, że to bardzo niebezpieczna metoda. Nagranie bezczelnie pamięta również to, co ktoś wolałby pominąć.
Pamięć ma nad nim przewagę. Jest bardziej elastyczna. Można powiedzieć: „tak zapamiętała” — i temat miałby być zamknięty. A kiedy uczestnik posiedzenia włącza nagranie i mówi: „chwileczkę, przecież było inaczej”, problemem staje się najwyraźniej jego upór, nie rozbieżność w protokole.
To osobliwe podejście do jawności. Mieszkaniec ma ufać dokumentowi, ale gdy pyta, czy dokument wiernie opisuje obrady, słyszy opowieść o ludzkiej pamięci. Bardzo wygodne. Zwłaszcza dla tych, którzy mogą tę opowieść przedstawić z pozycji przewodniczących.
Żeby było uczciwie: poczekam na podpisane protokoły i załączniki. Potem pokażę konkretne fragmenty, zestawię je z nagraniem i każdy sam oceni, co wydarzyło się na sali, a co znalazło się na papierze. Pamięć nie będzie musiała zeznawać bez świadków.
Przyglądam się też innym sprawom w gminie, w tym działaniom osoby, którą część mieszkańców nazywa „Kuną”. Docierają do mnie sygnały dotyczące sposobu traktowania ludzi i załatwiania ich spraw oraz popełnianych tragicznych błędów dla gminy. Sprawdzam konkretne zdarzenia; nie o wszystkim jeszcze wiem i moje ustalenia mogą się zmienić. Jeżeli ktoś ma własne doświadczenia, które pomogą wyjaśnić te sprawy, może się ze mną skontaktować. Szanuję poufność źródeł.
A poniżej moja dzisiejsza wiadomość do Rady. Dla tych, którym po historii o pamięci zostało jeszcze trochę sił do czytania. 🙂
Dzień dobry,
dziękuję za opublikowanie w BIP protokołów z posiedzeń Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 15 czerwca i 29 lipca 2026 r.
Udostępnione kopie nie zawierają widocznych podpisów. Nie opublikowano również załączników, do których odsyła treść protokołów. Proszę o przesłanie kompletnych, podpisanych protokołów wraz ze wszystkimi załącznikami, w szczególności stanowiskami i analizami odczytanymi podczas posiedzeń jako stanowiska Komisji.
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami miałem otrzymać te dokumenty wczoraj. Są mi potrzebne do porównania treści protokołów z rzeczywistym przebiegiem obrad.
Przypominam, że § 63a ust. 2 Statutu Gminy Płaska określa informacje, jakie powinien zawierać protokół, w tym zapis przebiegu obrad oraz treść przyjętych wniosków i opinii. Z kolei § 63a ust. 3 przewiduje dołączenie do protokołu m.in. listy obecności, opinii Komisji oraz innych materiałów mających znaczenie przy podejmowaniu rozstrzygnięć.
Ponawiam także prośbę o wskazanie i przesłanie protokołu posiedzenia, na którym Komisja Skarg, Wniosków i Petycji omówiła i przyjęła sprawozdanie ze swojej działalności za 2025 r. Pan Maciej Zdancewicz i Pani Katarzyna Tomczyk zobowiązali się do jego udostępnienia. Nie odnalazłem go w BIP.
Proszę o przesłanie dokumentów w odpowiedzi na tę wiadomość.
9 września GOK zapowiedział II Święto Puszczy Augustowskiej na niedzielę, 27 września. Wydarzenie dostało jedno zdanie wśród wrześniowych planów i obietnicę: „Więcej wkrótce”.
Jest 23 września, godzina 21:32. Do niedzieli zostały cztery dni. „Wkrótce” najwyraźniej idzie przez Puszczę pieszo i pomyliło szlak.
Rok temu słyszeliśmy, że pierwsze święto zgromadziło mieszkańców i gości z całego regionu. Że wspólnie świętowaliśmy piękno Puszczy Augustowskiej. Że narodziła się nowa, piękna tradycja.
Piękne słowa. Tutaj film z ubiegłorocznego święta — niech przypomni, z jakim rozmachem opowiadano o tej tradycji. Wójt wygina śmiało ciało 🙂 . Dla mnie to mało.
Ale Król Julian robi to jakby dużo lepiej. Zobaczcie. Może byłoby równie biednie, ale o ile weselej 🙂
Rok później tradycja jest już tak dojrzała, że nie potrzebuje programu, godziny rozpoczęcia ani plakatu. Wystarczy, że mieszkańcy wierzą.
Może będzie w niedzielę rano. Może po południu. Może „więcej wkrótce” oznacza sobotę o 23:58. Proszę tylko po drodze sprawdzić tablicę ogłoszeń w urzędzie — podobno to gminny system powiadamiania dla najbardziej wysportowanych.
Bo Pani Tomczyk na pewno powie, a Pan Demski ochoczo potwierdzi, że info wisi od miesiąca na tablicy gminnej w piwnicy przy kotłowni. I kto chciał mógł przeczytać. A ja tam byłem i sprawdziłem :-). Nie ma. Teraz czas na nowe okoliczności. Dwie zaprawione w boju radne już czekają aby rozpatrzyć ewentualne skargi.
Żarty na bok. Jeśli organizuje się wydarzenie pod nazwą Święto Puszczy Augustowskiej i chce zaprosić nie tylko mieszkańców Płaskiej, ale też gości z okolicy, trzeba im dać czas na zaplanowanie przyjazdu. Podać miejsce, godzinę, program i informację, kto bierze udział. Sama data schowana w zbiorczej wrześniowej zapowiedzi nie sprowadzi ludzi z „całego regionu”.
Najbardziej szkoda mi kół gospodyń wiejskich. Jeśli wezmą udział, znów włożą w to pracę, czas i serce. To właśnie dla nich warto przyjść. Tym bardziej chciałbym, żeby organizatorzy odpowiednio wcześnie powiedzieli mieszkańcom, które KGW będą, co przygotowują i jak można je wesprzeć.
Panie Wójcie, Panie Dyrektorze GOK — tradycji nie tworzy się samym ogłoszeniem, że już jest tradycją. Trzeba jeszcze zaprosić ludzi.
Puszcza Augustowska to nasz wielki skarb. Dzięki niej, jeziorom i Kanałowi Augustowskiemu turyści mają po co tu przyjeżdżać. Nie trzeba im wymyślać atrakcji — trzeba im powiedzieć, kiedy i gdzie coś się dzieje.
A my mamy cztery dni do święta i nadal czekamy na podstawowe informacje. Jeśli tak wygląda promocja gminy, nasi włodarze walczą o utrzymanie w klasie okręgowej C. I to pod warunkiem, że ktoś im wcześniej powie, o której zaczyna się mecz.
Nawet jak zrobicie imprezę tydzień później to będzie to tak amatorskie, że aż żałosne.
Patrząc na sposób przygotowania tego święta, mam chwilami wrażenie, że niektórzy odpowiedzialni za promocję gminy mieliby poważny problem z utrzymaniem stanowiska tam, gdzie pracę rozlicza się z efektów. Bo cztery dni przed imprezą odpowiedź „więcej wkrótce” nie jest już zapowiedzią. Jest podsumowaniem organizacji. Nawet gdy będzie to 4.10.2026 to będzie, przepraszam za słowo, gówniarska amatorszczyzna. Może lepiej dać sobie na spokój? Idąc za klasykiem: kończ Waćpan, wstydu oszczędź.
Przy takim podejściu „wielkie święta” pozostaną wielkie głównie z nazwy. Turyści się o nich nie dowiedzą, a potem w gminnych mediach znów zobaczymy zdjęcia kadrowane tak ciasno, żeby jedna osoba mogła robić za tłum.
Jeśli program, godzina rozpoczęcia i lista uczestników już istnieją — chętnie je udostępnię. Święto Puszczy powinno mieć publiczność, a nie uczestników odnalezionych przypadkiem w lesie.
Chyba, ze to akcja poszukiwawczo ratunkowa to popieram.
Ale jeżeli zagubionym w lesie jest Wójt to przepraszam, ale nie pójdę. Aż takich pokładów empatii to w sobie nie mam.
Dziś miały pojawić się protokoły z dwóch posiedzeń Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.
Pani Przewodnicząca obiecywała.
Protokół najwyraźniej usłyszał tę obietnicę, przestraszył się i schował. Nadal go nie ma.
Nie wiem, czy pomogło mu w tym moje dzisiejsze pismo do przewodniczącego Komisji, pana Demskiego. Wiem za to, że 21 września pan przewodniczący bardzo mnie zawiódł. Wcześniej mówiłem mu, że liczę na etyczne podejście — tym bardziej że o etyce sporo pisze na stronie swojej firmy. Zapewnił mnie, że właśnie tak będzie.
Chciałbym więc napisać: „Słowo stało się ciałem”. Niestety, wyszłoby trochę na wyrost.
Skoro już jesteśmy przy biblijnych skojarzeniach: zanim kur zapiał i wróciło światło, usłyszałem trzy wersje, które domagają się sprawdzenia. Czy po wszystkim ktoś zapłakał? Nie wiem. Prądu nie było, więc twarzy wzajemnie nie widzieliśmy.
Pierwsza sprawa. Pan Demski powiedział, że to on zwołał posiedzenie Komisji 21 września. Tymczasem zawiadomienie, które posiadam, podpisała pani Ewa Ślepska. Ona nie bardzo mogła. Kto zatem formalnie zwołał posiedzenie? I na jakiej podstawie?
Druga sprawa. Pan Demski powiedział, że zwołał także posiedzenie 29 lipca. Pani Tomczyk mówiła natomiast, że zrobiła to ona. Dwie osoby, jedno posiedzenie i jeden fotel przy telefonie. Pani Tomczyk niestety nie mogła, chociaż starała się tak mocno, ze komisja zamiast GOKu ukryła się na posiedzeniu aż w Gruszkach. Dlatego poprosiłem o dokument zwołujący obrady, zawiadomienia i potwierdzenia ich wysłania. Papier powinien pamiętać lepiej niż ludzie.
Trzecia sprawa. Zapytałem, jak mieszkańcy mieli się dowiedzieć o posiedzeniu 29 lipca. Jeszcze 25 sierpnia pani Tomczyk zasugerowała, ze nie trzeba było informować, gdyż było to posiedzenie „tylko” w celu wyboru przewodniczącego i jego zastępcy. Najwyraźniej owo „tylko” miało zwolnić wszystkich z zawracania głowy mieszkańcom. Po krótkiej rozmowie o jawności i o tym, że „tylko” to może sobie na piwo pójść i to pod warunkiem, że nie prowadzi, w dniu 21 września narodziła się jednak nowa koncepcja: informacja podobno wisiała na tablicy ogłoszeń w urzędzie. Buahahaha. Właśnie o dokumenty potwierdzające tę wersję poprosiłem. Bez nich trudno rozstrzygnąć, czy tablica ogłoszeń była źródłem informacji, czy dopiero źródłem wyjaśnień.
Bo tak między nami.
Czy chociaż jeden z Was czytelników uwierzył, ze ogłoszenie było na tablicy, a zapomniało się ukazać w internecie zgodnie z zwyczajem?
Oczywiście mogłem codziennie chodzić do urzędu i sprawdzać tablicę ogłoszeń. Z pracy mam tylko jakieś 300 kilometrów, więc szybki spacer przed śniadaniem załatwiłby sprawę. Taki jogging na rozluźnienie mięśni.
Żartuję, ale to, co słyszę, ociera się już o absurd. Z wyjaśnień przewodniczącej Rady Gminy, pani Katarzyny Tomczyk, wynika, że jeśli chcę wiedzieć o posiedzeniu komisji, powinienem zaglądać na tablicę w urzędzie. Zaproszenie na poniedziałkowe obrady dostałem w piątek po południu. W sobotę i niedzielę urząd jest zamknięty. Gdybym miał polegać wyłącznie na tablicy, na zobaczenie ogłoszenia zostałby mi w praktyce jeden dzień roboczy.
To może idźmy na całość. Dotacje, przetargi, zwolnienia podatkowe, sprzedaż gminnego majątku — wszystko na kartkę i na tablicę. Kto zdążył przyjechać, ten wiedział. Kto nie zdążył, ten widocznie za mało interesuje się swoją gminą.
A kiedy mieszkaniec zapyta, dlaczego niczego nie widział, zawsze można odpowiedzieć: „Przecież wisiało”. Kiedy? Od której godziny? Do której? Kto wywiesił? Kto zdjął? O to już proszę pytać tablicę. Ona jedna na pewno wie.
To jest nasza gmina, nasze pieniądze i nasze prawo do informacji. Nie będziemy codziennie stać pod urzędem i pilnować korkowej tablicy, żeby dowiedzieć się, kiedy w naszym imieniu zapadają decyzje.
Czekamy więc na dokumenty. Komisja przegłosowała treść protokołu, ale kto wie — może jeszcze pojawią się „nowe okoliczności”.
Jest też kwestia załączników. Protokół to nie tylko opis tego, kto wszedł, kto wyszedł i kiedy zgasło światło. Istotne są również materiały, na których opierano stanowisko w sprawie mojej skargi. Dlatego pytam o trzy dokumenty przygotowane przez prawnika wójta — osoby, której skarga dotyczyła. W dokumentach tych argumentowano przeciwko jej uznaniu. Później Komisja skargę uznała. Chciałbym więc zobaczyć całą drogę od „nie” do „tak”, razem z dokumentami, a nie tylko końcowy przystanek.
Pozostała jeszcze zagadka sprawozdania Komisji za 2025 rok. Podczas posiedzenia usłyszałem, że dyskusja nad nim odbyła się na wspólnym posiedzeniu komisji. Przejrzałem protokoły z tego okresu i jej nie znalazłem. Być może czytałem niewłaściwą stronę, być może dyskusja była wyjątkowo dyskretna. Poprosiłem więc o datę posiedzenia i numer protokołu. To powinno rozwiać wątpliwości.
A temat informacji o problemach finansowych gminy, o których pani Tomczyk mówiła przy radnych, zostawię na osobny post. Słyszało to czterech radnych. Słyszałem „och” i „to nie możliwe”. Jestem ciekaw, który Radny zapyta o te sprawy również na sesji. A przede wszystkim czy wymusi pełną odpowiedź.
Poniżej publikuję moje dzisiejsze pismo do pana Demskiego, przesłane także do wiadomości Rady Gminy. Niech dokumenty powiedzą, kto zwołał posiedzenia, gdzie ogłoszono termin i co naprawdę działo się na obradach.
A więc email z dzisiaj:
Szanowny Panie Przewodniczący
Komisji Skarg, Wniosków i Petycji,
zwracam się z prośbą o udzielenie pisemnej odpowiedzi na poniższe pytania oraz o udostępnienie wskazanych dokumentów dotyczących prac Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.
1. Zwołanie posiedzenia 29 lipca 2026 r.
Proszę o wskazanie, kto i na jakiej podstawie zwołał posiedzenie Komisji, które odbyło się 29 lipca 2026 r.
Proszę również o udostępnienie:
dokumentu, na podstawie którego posiedzenie zostało zwołane;
zawiadomienia o terminie, miejscu i porządku posiedzenia;
listy adresatów zawiadomienia;
potwierdzeń jego wysłania lub doręczenia;
informacji o numerze i pozycji, pod którymi dokument oraz zawiadomienia zostały ujęte w rejestrze przesyłek wychodzących, spisie spraw albo innym rejestrze kancelaryjnym;
odwzorowania odpowiedniej części rejestru potwierdzającej zarejestrowanie i wysłanie tych dokumentów.
2. Zapewnienie jawności posiedzenia
Proszę o wyjaśnienie, w jaki sposób zapewniono jawność posiedzenia z 29 lipca 2026 r., rozumianą jako skuteczne podanie do publicznej wiadomości informacji o jego terminie, miejscu i porządku obrad oraz stworzenie mieszkańcom realnej możliwości uczestniczenia w posiedzeniu.
Proszę o wskazanie:
gdzie i kiedy informacja o posiedzeniu została opublikowana;
jak długo była dostępna przed rozpoczęciem posiedzenia;
kto odpowiadał za jej opublikowanie;
dokumentów lub zapisów systemowych potwierdzających datę i miejsce publikacji.
Obowiązek zapewnienia jawności wynika w szczególności z § 63 Statutu Gminy Płaska, art. 11b ust. 1 i 2 ustawy o samorządzie gminnym oraz art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.
3. Nieprzyjęcie protokołu z poprzedniego posiedzenia
Proszę o wyjaśnienie, dlaczego podczas posiedzenia 29 lipca 2026 r. nie przyjęto w drodze głosowania protokołu z poprzedniego posiedzenia Komisji, zgodnie z § 63a ust. 4 Statutu Gminy Płaska, który stanowi, że protokół przyjmowany jest na następnym posiedzeniu komisji.
Zwracam przy tym uwagę, że — wbrew treści pisma Przewodniczącej Rady Gminy z 25 sierpnia 2026 r. — odczytany przez Pana porządek posiedzenia z 29 lipca obejmował także inne punkty niż wybór przewodniczącego Komisji i jego zastępcy.
4. Przyjęcie protokołu 21 września 2026 r.
Proszę o wskazanie, na jakiej podstawie podczas posiedzenia 21 września 2026 r. przyjęto protokół, który — w mojej ocenie — nie spełniał wymogów określonych w § 63a ust. 2 pkt 4 oraz § 63a ust. 3 pkt 3 Statutu Gminy Płaska.
W szczególności protokół nie zawierał pełnego odzwierciedlenia przebiegu obrad, istotnych wypowiedzi i dyskusji oraz materiałów mających znaczenie dla rozstrzygnięć podejmowanych podczas posiedzenia.
5. Rozbieżności dotyczące celu i porządku posiedzenia z 29 lipca 2026 r.
Proszę o odniesienie się do rozbieżności pomiędzy Pana wypowiedzią podczas posiedzenia Komisji 21 września 2026 r. a treścią oficjalnego pisma Przewodniczącej Rady Gminy Płaska z 25 sierpnia 2026 r., znak RG.0004.10.2026, które załączam do niniejszej wiadomości.
Odczytany przez Pana porządek posiedzenia Komisji z 29 lipca 2026 r. nie odpowiada informacjom zawartym w tym piśmie. Przewodnicząca Rady Gminy jednoznacznie stwierdziła, że posiedzenie zostało zwołane „tylko w celu wyboru przewodniczącego Komisji i jego zastępcy”. Jednocześnie wskazała, że podczas tego samego posiedzenia Komisja podjęła decyzję o ponownym rozpatrzeniu mojej skargi.
Proszę zatem o jednoznaczne wyjaśnienie:
jaki był formalnie ustalony porządek posiedzenia Komisji z 29 lipca 2026 r.;
kto i kiedy ustalił ten porządek;
czy porządek został sporządzony przed posiedzeniem, czy odtworzony dopiero później;
na jakiej podstawie podczas posiedzenia zwołanego — według oficjalnego pisma — wyłącznie w celu wyboru przewodniczącego i jego zastępcy rozpatrywano inne sprawy oraz podjęto decyzję dotyczącą ponownego rozpatrzenia mojej skargi;
jaki związek z formalnym celem i porządkiem posiedzenia miało przedstawione przez Pana wyjaśnienie, że posiedzenie odbyło się w Gruszkach
Odczytany przez Pana porządek posiedzenia, treść oficjalnego pisma Przewodniczącej Rady Gminy oraz przedstawione przez Pana wyjaśnienie dotyczące miejsca obrad pozostają ze sobą w sprzeczności. Proszę o wskazanie, która z przedstawionych wersji odpowiada rzeczywistemu przebiegowi posiedzenia oraz znajduje potwierdzenie w dokumentacji Komisji.
6. Sprawozdanie z działalności Komisji za 2025 r.
Podczas posiedzenia Komisji 21 września 2026 r. Przewodnicząca Rady Gminy Płaska, pani Katarzyna Tomczyk, stwierdziła, że brak w protokołach Komisji informacji o dyskusji nad sprawozdaniem z jej działalności za 2025 r. wynika z tego, iż dyskusja ta odbyła się podczas wspólnego posiedzenia komisji Rady Gminy. Stanowisko to potwierdziła zastępca przewodniczącego Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, pani Ewa Ślepska.
Analiza protokołów ze wspólnych posiedzeń komisji odbywających się w okresie od listopada 2025 r. do marca 2026 r. nie potwierdza jednak, aby przeprowadzono podczas nich jakąkolwiek dyskusję nad sprawozdaniem Komisji Skarg, Wniosków i Petycji za 2025 r. ani aby Komisja przyjęła w tej sprawie stanowisko lub przeprowadziła głosowanie.
W związku z powyższym proszę o wskazanie:
daty posiedzenia, podczas którego miała odbyć się wskazana dyskusja;
numeru protokołu dokumentującego jej przebieg;
konkretnego miejsca w protokole, w którym odnotowano tę dyskusję, stanowisko Komisji oraz wynik głosowania;
dokumentu potwierdzającego przyjęcie przez Komisję sprawozdania z jej działalności za 2025 r.;
daty i sposobu przekazania sprawozdania Radzie Gminy.
Jeżeli wskazana dyskusja lub głosowanie nie zostały udokumentowane, proszę o jednoznaczne wyjaśnienie, na jakiej podstawie podczas posiedzenia 21 września 2026 r. przedstawiono informację, że odbyły się one w ramach wspólnego posiedzenia komisji.
Proszę o udzielenie odpowiedzi oddzielnie na każdy punkt oraz podpunkt, a także o przekazanie wskazanych dokumentów w postaci elektronicznej.
W zakresie żądanych dokumentów niniejsza wiadomość stanowi również wniosek o udostępnienie informacji publicznej na podstawie art. 2 ust. 1 oraz art. 10 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Według metody protokołowania pani Moniki Brzostowskiej
Scenariusz: Monika Brzostowska Reżyseria: Katarzyna Tomczyk W rolach głównych: dwie panie Ewy
Rok 1938, gdzieś w Europie Środkowo-Wschodniej
Do polskich władz wpływa uprzejme pismo od Joachima von Ribbentropa:
Szanowni Polacy!
Mamy pewne problemy z zaopatrzeniem Prus Wschodnich. Chcielibyśmy, abyście – jako dobrzy sąsiedzi – pozwolili nam swobodnie transportować towary przez terytorium Polski.
Ponieważ zależy nam na szybkości dostaw, prosimy, aby transportów nie kontrolować, gdyż spowalnia to w znaczący sposób logistykę. Zapewniamy, że przewożona będzie wyłącznie żywność, chemia gospodarcza oraz inne artykuły pierwszej potrzeby.k
Liczymy na Państwa empatię, zrozumienie i dobrosąsiedzką współpracę.
Józef Beck odpowiada:
Nie zgadzamy się. Polska sama będzie decydować, kto i na jakich zasadach może korzystać z jej terytorium.
Ribbentrop nie kryje rozczarowania:
Polacy, nie bądźcie obojętni na tragedię mieszkańców Prus Wschodnich. Wykażcie się empatią. Przecież chodzi wyłącznie o zapewnienie ludziom żywności i podstawowych środków do życia.
Beck pozostaje nieugięty:
Nie wyrażamy zgody. Jesteśmy Polakami i będziemy bronić własnej suwerenności.
Po chwili Ribbentrop przypomina sobie o jeszcze jednej drobnej sprawie:
Aha, przy okazji: Gdańsk, ze względu na swoje położenie, ma trudności z zaopatrzeniem i rozwojem.
Proponujemy włączenie go do III Rzeszy. Z pewnością przyczyni się to do rozkwitu miasta i poprawy warunków życia jego mieszkańców.
Beck odpowiada:
Polska nie zgadza się na zmianę statusu Gdańska pod niemieckim naciskiem. Niemcy nie będą nam mówić, co mamy robić.
Po zakończeniu rozmów strona niemiecka odnotowuje:
„Przedstawiciele Polski nie wykazali należytej empatii, odrzucili propozycję pomocy humanitarnej i zakłócili proces budowania dobrosąsiedzkich relacji”.
1 września 1939 roku
Kapitan niemieckiego pancernika „Schleswig-Holstein” postanowił uczcić rozpoczęcie roku szkolnego efektownym pokazem pirotechnicznym.
Widowisko miało zainteresować młodzież historią, techniką wojskową oraz ideą międzynarodowej współpracy.
Niestety osoby przebywające na Westerplatte nie zrozumiały pokojowego i edukacyjnego charakteru przedsięwzięcia.
Zamiast podziwiać pokaz, odpowiedziały ogniem i przez siedem dni zakłócały uroczystość.
Kapitan niemieckiego okrętu, widząc, że przygotowana atrakcja nie przynosi oczekiwanych rezultatów, zakończył wydarzenie.
W protokole zapisano:
„W związku z zakłóceniem pokazu przez stronę polską uczestnicy uroczystości podjęli działania mające na celu przywrócenie porządku. Po siedmiu dniach osoby zakłócające opuściły zajmowany obiekt”.
Nie odnotowano, kto pierwszy otworzył ogień.
Nie odnotowano również, dlaczego niemiecki pancernik przypłynął do Gdańska ani dlaczego miał na pokładzie ostrą amunicję.
Informacje te uznano za nieistotne dla prawidłowego sporządzenia protokołu.
Operacja komunikacyjno-humanitarna
Niemcy, widząc, że polski rząd – zaślepiony niechęcią do swoich sąsiadów, z którymi od setek lat prowadził pokojową i obopólnie korzystną wymianę handlową – nie zamierza dobrowolnie przyjąć oferowanej pomocy, postanowili działać.
Mając na względzie dobro mieszkańców Prus Wschodnich, poprawę komunikacji z Gdańskiem, a także ochronę Polaków przed nadciągającą sowiecką pożogą, wojska niemieckie wkroczyły na krótki czas do Polski.
Nie była to oczywiście żadna agresja.
Była to specjalna operacja komunikacyjno-humanitarna, przeprowadzona wskutek długotrwałego braku współpracy ze strony polskiej.
Na teren kraju skierowano wiele wyspecjalizowanych jednostek pomocniczych. Ich członkowie poruszali się pieszo, byli jednakowo ubrani, wyraźnie oznaczeni i wykonywali swoje obowiązki z wyjątkową wytrwałością oraz niemiecką dokładnością.
Pojazdy również dostosowano do potrzeb niezbyt rozwiniętego kraju, jakim była wówczas Polska.
Część poruszała się na kołach, a część na gąsienicach, co gwarantowało dotarcie z pomocą nawet w najtrudniejszy teren.
Pojawiła się także szczególna nowość – prekursor współczesnego lotniczego pogotowia ratunkowego.
Piloci przez całą dobę latali nad polskimi miastami, uważnie wypatrując miejsc, w których mieszkańcy mogli potrzebować natychmiastowej pomocy.
Kiedy takie miejsce znajdowali, niezwłocznie zrzucali przygotowane wcześniej pakunki.
Niestety polska ludność, nieprzyzwyczajona do pomocy udzielanej z tak dużej wysokości, nie zawsze reagowała na nią z należytą wdzięcznością.
Miesiąc później
Po miesiącu Polacy zaprzestali niepotrzebnego oporu wobec tak ogromnej ilości niemieckiej dobroci.
Wszędzie, gdzie pojawiali się przedstawiciele nowych władz, organizowano widowiska pirotechniczne, rozpalano wielkie ogniska i urządzano defilady.
Wprowadzono również nowoczesny program urbanistyczny. W wielu miejscowościach usuwano starą zabudowę, przygotowując w ten sposób przestrzeń pod przyszłe inwestycje.
Mieszkańcy początkowo protestowali, ponieważ nie rozumieli długofalowej wizji nowych władz.
Ich zastrzeżenia uznano jednak za zakłócanie procesu modernizacji.
Wielki program integracji europejskiej
Następnie rozpoczęto szeroki program integracji europejskiej.
Zmieniano nazwy ulic, urzędów i miejscowości, aby mieszkańcy mogli poczuć się częścią większej wspólnoty.
W urzędach ograniczano używanie języka polskiego, ponieważ nadmierne przywiązanie do języka ojczystego mogło utrudniać rozwój zawodowy i kontakty międzynarodowe.
Do pomocy skierowano tysiące umundurowanych wolontariuszy, którzy całkowicie bezpłatnie uczyli Polaków języka niemieckiego.
Stosowano przede wszystkim nowoczesną metodę bezpośrednią.
Wolontariusz wydawał polecenie po niemiecku, a mieszkaniec miał je wykonać.
Jeśli nie zrozumiał, polecenie cierpliwie powtarzano – zazwyczaj znacznie głośniej.
Dzięki temu Polacy bardzo szybko poznawali najważniejsze zwroty potrzebne w codziennym życiu.
Program obejmował również naukę porządku, punktualności oraz bezwzględnego wykonywania poleceń.
Uczestnictwo było powszechne, bezpłatne i tak atrakcyjne, że nie przewidziano możliwości rezygnacji.
Nowe władze przejęły także część przedsiębiorstw, gospodarstw i mieszkań, zdejmując z Polaków ciężar zarządzania własnym majątkiem.
Dzięki temu obywatele mogli całkowicie skupić się na pracy, wykonywaniu poleceń i nauce języka niemieckiego.
Zakończenie projektu
Niestety całego programu nie udało się doprowadzić do końca.
Wskutek obstrukcji ze strony aliantów, działań Stalina oraz uporczywego braku wdzięczności części mieszkańców Niemcy zostali zmuszeni do przerwania projektu i powrotu do siebie wcześniej, niż pierwotnie planowali.
Po zakończeniu działań sporządzono protokół:
„W związku z zakłóceniem stosunków dobrosąsiedzkich przez stronę polską przedstawiciele Niemiec weszli na terytorium Polski. Po krótkim czasie, wskutek okoliczności niezależnych od organizatorów, zakończyli operację i opuścili zajmowane obszary. Mieszkańcy wznowili funkcjonowanie”.
W kolejnych latach, dzięki wprowadzonym innowacjom oraz rozpoczętym działaniom urbanistycznym, Polacy odnotowali wyraźny wzrost znajomości języków obcych. Zwłaszcza niemieckiego i rosyjskiego.
Po zakończeniu operacji rozpoczął się także prawdziwy boom gospodarczy.
Budowano fabryki, domy, szkoły i całe osiedla. Polscy robotnicy, wzbogaceni o doświadczenia wyniesione z kontaktu z niemieckimi technikami organizacji pracy, zostawali przodownikami i osiągali nawet kilkaset procent normy.
Nie wyjaśniono jedynie, dlaczego większość tych domów i fabryk trzeba było najpierw odbudować.
Absurdalne?
Oczywiście.
Wystarczy jednak usunąć sprawcę, przemilczeć przyczynę, pominąć najważniejsze wydarzenia i pozostawić wyłącznie wygodny dla autora skutek.
Wtedy agresja zmienia się w „operację komunikacyjno-humanitarną”.
Bombardowanie staje się „pomocą udzielaną z powietrza”.
Okupacja staje się „programem integracji”.
Przymusowa germanizacja staje się „bezpłatną nauką języka”.
A opór napadniętego państwa – „zakłócaniem stosunków dobrosąsiedzkich”.
Tak wygląda historia, kiedy protokół nie służy dokumentowaniu rzeczywistości, lecz budowaniu wygodnej wersji wydarzeń.
Oczywiście opisanie II wojny światowej w taki sposób byłoby niewyobrażalną manipulacją.
Oczywiście nieporównywalne są wydarzenia i ich skala.
Ten sam pozostaje jednak mechanizm językowy:
usunąć przyczynę, pominąć własne działania, odwrócić role, obciążyć protestujących i zapisać wszystko spokojnym, urzędowym językiem.
A teraz przeczytajcie protokół z posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 15 czerwca.
Tam także najważniejsze nie będzie to, co zapisano.
Najważniejsze będzie wszystko to, co autorka protokołu postanowiła pominąć.
Bo według nagrania komisja bez ogłoszenia przerwy opuściła salę, aby na uboczu ustalić dalsze postępowanie.
A według protokołu?
Mieszkańcy zakłócili obrady, więc komisja wyszła, a następnie wróciła.
Niemcy nie zaatakowali Polski.
Przeprowadzili tylko operację humanitarną.
Komisja nie próbowała uzgodnić stanowiska poza jawnym posiedzeniem.
Ona tylko na chwilę zmieniła miejsce obradowania.
NIE ZAKŁÓCILIŚMY OBRAD. ZAKŁÓCILIŚMY PLAN.
Pozostaje tylko pytanie, skąd można czerpać inspirację do takiego protokołowania rzeczywistości. Odpowiedź jest poniżej.