NIE POTRZEBUJEMY AMBICJI, ŻEBY WYGRAĆ Z AUGUSTOWEM. POTRZEBUJEMY POMYSŁU NA PŁASKĄ.

Podsumowując – rzeczywistość i post Wójta na jego oficjalnym profilu pasują do siebie mniej więcej jak pięść do nosa.

Tegoroczny RockWater bez wątpienia różnił się od ubiegłorocznego.

Do liczb jeszcze wrócę, bo one najlepiej pokażą skalę tegorocznego „sukcesu”. Ale nie chcę się pastwić nad leżącym.

Dużo ważniejsze jest pytanie:

co dalej?

Bo krytykować jest łatwo. Znacznie trudniej powiedzieć: dobrze, skoro uważasz, że jest źle, to pokaż, jak zrobiłbyś to inaczej.

No to pokażę.

Najpierw trzeba zrozumieć jedną rzecz

My nie mamy szans wygrać z Augustowem.

I nie ma w tym niczego wstydliwego.

Augustów ma miliony na promocję, znacznie większy budżet, bazę hotelową, infrastrukturę, sponsorów, rozpoznawalność i możliwości organizacyjne, których Gmina Płaska zwyczajnie nie ma.

Możemy oczywiście napinać muskuły, budować scenę i udawać, że właśnie rzuciliśmy Augustowowi rękawicę.

Tylko po co?

Nam nie potrzeba ambicji, żeby pokonać Augustów. Nam potrzeba pomysłów, żeby zbudować własną drogę.

Nie musimy być więksi.

Musimy być inni.

A przede wszystkim musimy wykorzystać to, co już mamy.

I paradoksalnie Augustów może nam w tym pomóc. Bo tysiące turystów, którzy już przyjechali do Augustowa i okolic, to nie tylko konkurencja.

To nasi potencjalni goście.

Niech śpią w Augustowie. Niech chodzą tam wieczorem na koncerty.

My musimy dać im powód, żeby w ciągu dnia wsiedli w samochód i przyjechali do Gminy Płaska.

A później sprawić, żeby za rok pomyśleli:

„A może tym razem zatrzymamy się właśnie tam?”

I właśnie dlatego zamiast kolejnego wyścigu na wielkość sceny proponowałbym zbudowanie całego weekendu.

PIĄTEK – ROCKWATER

RockWater zostaje.

Ale jako RockWater.

Nie próbujmy robić z niego wszystkiego naraz: trochę rocka, trochę szant, trochę festynu, trochę Dni Płaskiej i jeszcze czegoś, co akurat komuś przyszło do głowy.

Ta impreza przez lata wypracowała swoją markę.

Uszanujmy ją.

Mniejszy, ale bardzo dobry i charakterystyczny festiwal muzyczny. Dobre zespoły. Dobry dźwięk. Dobra scena. Sprawna organizacja.

Nie dziesięć przypadkowych nazwisk.

Lepiej mniej, ale tak, żeby człowiek za rok chciał wrócić.

I przede wszystkim promocja rozpoczęta wiele miesięcy wcześniej, a nie wtedy, kiedy zostało kilka dni i ktoś przypomniał sobie, że wypadałoby rozwiesić banery.

Piątek jest dla RockWater.

A w sobotę pokazujemy ludziom Płaską.

SOBOTA – DZIEŃ GMINY PŁASKA

I tutaj naprawdę nie potrzebujemy milionów.

Potrzebujemy pomysłów.

Od rana zaczyna żyć cała przestrzeń.

KGW – absolutnie na pierwszym miejscu

Powiem coś, co usłyszałem w tym roku od bardzo wielu turystów.

Jednym z najmocniejszych punktów naszej imprezy są Koła Gospodyń Wiejskich.

Ludzie pamiętają jedzenie. Pytają o produkty. Próbują czegoś lokalnego. Robią zdjęcia. Wracają.

I właśnie to jest coś, czego nie da się łatwo skopiować.

Dlatego KGW nie mogą być dodatkiem schowanym za bramką płatnego koncertu.

Do strefy KGW wstęp powinien być bezpłatny.

Nie może być tak, że czteroosobowa rodzina ma wydać 200 zł tylko po to, żeby wejść na teren, kupić kartacze, ciasto czy lokalne produkty.

Niech przyjdzie 2000 ludzi.

Niech jedzą.

Niech kupują.

Niech nasze KGW zarabiają.

Niech turysta wyjedzie z Serw i następnego dnia opowiada:

„Słuchaj, jakie tam były kartacze…”

To też jest promocja Gminy Płaska.

A być może znacznie skuteczniejsza niż niejeden baner.

Święto pszczoły

Miody. Barcie. Pszczelarze. Pokazy. Konkursy dla dzieci.

Ktoś powie: siermiężne?

A ja odpowiem: właśnie o to chodzi.

Mieszkaniec Warszawy nie przyjedzie do Płaskiej oglądać namiastki Warszawy.

Ma przyjechać zobaczyć coś, czego tam nie ma.

Dziecko robi świeczkę z wosku. Dostaje dyplom „Przyjaciela Pszczół Gminy Płaska”. Rodzice robią zdjęcie. Zdjęcie ląduje na Facebooku.

Koszt?

Grosze.

Promocja?

Jedzie później pół Polski.

Strażacy

Stawiamy wozy OSP.

Dzieci mogą wejść do środka, założyć hełm, zrobić zdjęcie.

Strażacy pokazują sprzęt.

Robimy prostą konkurencję dla dzieci.

A na koniec kulminacyjny punkt:

piana.

I nagle mamy kilkadziesiąt czy kilkaset dzieci, które przez następny rok będą rodzicom przypominały:

„Jedziemy znowu tam, gdzie byli strażacy?”

Ratownicy

Obok stawiamy profesjonalnych ratowników z fantomami.

Przez cztery godziny uczą dzieci podstaw pierwszej pomocy.

Każde dziecko po krótkim szkoleniu dostaje dyplom.

A może jeszcze loda za 1,50 zł.

Kilka tysięcy złotych i zrobiliśmy coś jednocześnie pożytecznego, rodzinnego i promocyjnego.

Bezpieczeństwo nad wodą

Jesteśmy krainą jezior.

To wykorzystajmy.

Na plaży dwóch ratowników pokazuje dzieciom i rodzicom, jak zachowywać się nad wodą, jak reagować, kiedy ktoś się topi, jak wezwać pomoc.

Dzieciaki ćwiczą.

Śmieją się.

Uczą się.

Rodzice mają poczucie, że ten dzień dał ich dzieciom coś więcej niż watę cukrową.

Kajaki

Mamy wodę?

To po co wymyślać atrakcje, które można zrobić wszędzie?

Wyścigi kajakowe na czas.

Rodzic z dzieckiem.

Mąż z żoną.

Sołectwo przeciwko sołectwu.

Turyści przeciwko mieszkańcom.

I już mamy:

I Otwarte Mistrzostwa Gminy Płaska w Kajaku.

Brzmi śmiesznie?

Nie szkodzi.

Za pięć lat może nie być śmieszne.

Turniej sołectw

Przeciąganie liny, konkurencje wodne, wiedza o gminie, jakieś kompletne wariactwo wymyślone przez GOK.

Niech Dyrektor znajdzie błoto i niech chętni się w nim tarzają, jeżeli właśnie to okaże się atrakcją. 😊

Nie wszystko musi być dostojne.

Ludzie mają się dobrze bawić.

Zlot motocykli

Dlaczego nie?

Sam przyjadę.

Motocykle świetnie wyglądają na zdjęciach, przyciągają ludzi i mają swoje społeczności, które potrafią przejechać setki kilometrów na ciekawe wydarzenie.

Zróbmy paradę.

Zróbmy zdjęcie kilkuset motocykli nad Kanałem Augustowskim.

I wyślijmy je do mediów.

Poszukiwanie skarbu

Mapa Gminy Płaska.

Rodziny dostają zadania.

Trzeba coś znaleźć, gdzieś dojść, odpowiedzieć na pytania dotyczące przyrody, Kanału Augustowskiego czy historii gminy.

Dziecko bawi się przez dwie godziny.

A przy okazji cała rodzina poznaje Płaską.

I właśnie o to chodzi.

SOBOTA WIECZOREM – FINAŁ

Na scenie nie zaczynamy od kolejnych przemówień o sukcesie.

Zaczynamy od ludzi.

Wręczamy medale.

Najlepsze sołectwo.

Zwycięzcy kajaków.

Najmłodszy ratownik.

Konkurs plastyczny „Jak widzę Gminę Płaska”.

Najlepszy miód.

Najlepsza potrawa.

Najbardziej zwariowana konkurencja dnia.

Dzieci dostają dyplomy, medale, lody.

I każde takie wręczenie to zdjęcie.

Każde zdjęcie to rodzice i dziadkowie.

Każde może być osobnym postem.

A lokalne i regionalne media dostają gotowe historie.

Dopiero później koncert.

I tutaj możemy dać coś bardziej masowego. Tak, może nawet disco polo.

To przecież muzyka, której podobno nikt nie słucha, ale dziwnym trafem wszyscy znają teksty. 😊

Ja uwielbiam jazz, ale nie róbmy konkurencji dla Buduka. Żyjmy razem w harmonii

RockWater ma swoją muzykę w piątek.

Sobota ma być dla mieszkańców, rodzin i turystów. A może zespoły lokalne. Promocja?

NIEDZIELA – ZOSTAŃ Z NAMI DŁUŻEJ

I tego dnia wyprowadzamy ludzi poza teren imprezy.

Spływy kajakowe.

Rowery.

Wycieczki.

Kanał Augustowski.

Lasy.

Jeziora.

Lokalne jedzenie.

Może zawody wędkarskie.

Może spacer z przewodnikiem.

Może rodzinne grzybobranie, jeżeli termin pozwoli.

Bo naszym celem nie powinno być tylko:

sprzedać człowiekowi bilet.

Naszym celem powinno być:

sprawić, żeby zostawił pieniądze w Gminie Płaska i chciał tutaj wrócić.

A NAGRODY?

Tutaj dopiero można się pobawić.

Nie wszystko musi kosztować tysiące złotych.

Dla dziecka nagrodą może być medal, dyplom i loda, którym się ubrudzi

A dla dorosłych?

Weekend w Gminie Płaska.

Tydzień na polu namiotowym.

Drewno na ognisko na kilka dni.

Dwa obiady lokalnej kuchni.

Spływ kajakowy.

Kosz produktów naszych KGW.

A nawet mój ulubiony „hardcore”:

kosz grzybów z Puszczy Augustowskiej do odebrania jesienią.

Śmieszne?

Wcale nie.

Wyobraźcie sobie post kilka miesięcy później:

„Pan Marek z Łodzi wygrał podczas Dni Gminy Płaska jesienny kosz grzybów. Dzisiaj wrócił do nas odebrać nagrodę.”

Zdjęcie.

Kosz prawdziwków.

Uśmiechnięta rodzina.

Płaska.

I mamy kolejny materiał promocyjny praktycznie za darmo. Nie tylko lokalny, ale również w gazecie w Łodzi.

Możemy również porozmawiać z właścicielami domków, pól namiotowych czy gospodarstw.

Gmina dopłaca niewielką część, przedsiębiorca daje rabat i nagrodą staje się:

„Za rok wracasz do Gminy Płaska – tydzień 30% taniej.”

I właśnie stworzyliśmy nagrodę, która nie tylko coś daje.

Ona zmusza zwycięzcę, żeby do nas wrócił.

I TO JEST PROMOCJA

Z każdej z tych małych, czasami wręcz głupich rzeczy można zrobić historię.

„Najmłodszy Ratownik Gminy Płaska”.

„Puchar Sołectw”.

„Mistrzowie Płaskiej w Kajaku”.

„Najlepszy Miód Gminy Płaska”.

„Mały Strażak”.

„Kosz Puszczy Augustowskiej”.

„Motocykliści nad Kanałem”.

„Jak dzieci widzą Płaską”.

To są dziesiątki postów.

Dziesiątki zdjęć.

Dziesiątki powodów, żeby przez kilka miesięcy przed imprezą mówić o Gminie Płaska.

A później kolejne materiały po imprezie.

Tylko trzeba zacząć promocję odpowiednio wcześnie.

Bo właśnie promocja od 2024 roku u nas leży i płacze.

Sam co roku przygotowuję kierunkowe reklamy i wiem jedno:

to działa.

Nie potrzebujemy milionowego budżetu.

Nie potrzebujemy największej sceny.

I przede wszystkim nie potrzebujemy ambicji, żeby udowodnić Augustowowi, że jesteśmy od niego lepsi.

Nie jesteśmy.

Augustów dysponuje milionami na promocję i możliwościami, których mała Gmina Płaska nie będzie miała.

I co z tego?

Z Augustowem nie musimy wygrać.

Musimy znaleźć powód, dla którego człowiek wypoczywający w Augustowie powie:

„Jedziemy dzisiaj do Płaskiej, bo tam dzieje się coś ciekawego.”

A później:

„Wiesz co? Za rok może zatrzymamy się właśnie tam.”

To jest nasza droga.

Nie wielkość.

Nie przepych.

Nie królewskie ambicje.

Pomysł. Oryginalność. Ludzie. Przyroda. Lokalność.

Mamy jeziora.

Mamy las.

Mamy Kanał Augustowski.

Mamy KGW.

Mamy świetne lokalne jedzenie.

Mamy OSP.

Mamy przedsiębiorców.

Mamy ludzi z pasją.

Mamy właściwie wszystko, czego potrzeba, żeby stworzyć markę.

Trzeba tylko przestać próbować być małym Augustowem.

I wreszcie zacząć być dużą Płaską.

Sukces ogłoszony. Rzeczywistość poproszona o komentarz.

Zanim napiszę swoje podsumowanie, oddaję głos innym.

Najpierw twórcy RockWater – Grzegorzowi Łapczyńskiemu. A zaraz potem jednej z uczestniczek festiwalu, która przyjechała do Serw zachwycona ubiegłoroczną edycją i w tym roku… przeżyła dość brutalne zderzenie z rzeczywistością.

I przyznam, że to zestawienie jest znakomite.

Pan Łapczyński robi to jeszcze elegancko. Pisze o „sukcesie”, gratuluje, ale między kolejnymi zdaniami wbija szpilę za szpilą:

„wyjątkowo słaba tegoroczna promocja”

„ktoś włączył hamulec i wyhamował progres naszego wydarzenia”

„nawet laicy zauważyli ogromną różnicę”

„klapa wizerunkowa w tym roku”

To jest wersja dyplomatyczna.

Pani Agnieszka dyplomację najwyraźniej zostawiła w domu. 😂

I dzięki temu dostajemy coś znacznie cenniejszego niż oficjalne komunikaty o „jednej z najlepszych imprez w Regionie”.

Dostajemy odpowiedź na pytanie:

jak tegoroczny RockWater zobaczył człowiek, który przyjechał tutaj z zewnątrz?

I to jest chyba najbardziej bolesne.

Bo możemy sobie nawzajem opowiadać, jaki odnieśliśmy sukces. Możemy wrzucać zdjęcia, dziękować sobie nawzajem, gratulować i przekonywać mieszkańców, że było fantastycznie.

Tylko że marki turystycznej nie buduje się dla Wójta, GOK-u ani urzędników. Buduje się ją właśnie dla takich ludzi jak Pani Agnieszka.

Dla człowieka, który przyjechał pierwszy raz, zachwycił się Serwami, wrócił do domu, opowiedział o imprezie znajomym, a rok później specjalnie organizował sobie wolne w pracy i kilka miesięcy wcześniej kupił bilety, żeby tutaj wrócić.

To jest właśnie turysta, którego Gmina Płaska powinna zdobywać.

Dlatego jej komentarz jest dla mnie znacznie ważniejszy niż najbardziej entuzjastyczne podsumowanie napisane przez organizatora.

Co najważniejsze, gdy odrzucić kilka osobistych czy ambicjonalnych uwag Pana Łapczyńskiego, z zdecydowaną większością merytorycznych zarzutów obojga autorów trudno się nie zgodzić, jeżeli patrzy się na tegoroczną imprezę bez potrzeby ogłaszania sukcesu za wszelką cenę.

Przeczytajcie oba komentarze.

A później jeszcze raz przeczytajcie podsumowanie Pana Wójta:

„RockWater Festival 2026 był jedną z najlepszych imprez w Regionie!”

I sami zdecydujcie, kto opisuje RockWater 2026, a kto jego wersję reklamową.

Ja swoje podsumowanie wrzucę za chwilę.

I wtedy do opinii dołożymy jeszcze coś, czego nie da się zagadać.

Liczby.

Co najważniejsze mamy podsumowanie jak nas widzą. Problem jest taki, że z 90% zarzutów (poza kilkoma ambicjonalnymi Pana Łapczyńskiego) zgodzić się musi każdy trzeźwo myślący czytelnik:

Grzegorz Łapczyński

 Szanowny Panie Wójcie, dzięki za wyróżnienie, dobre i to choć brak zaproszenia dla mnie i osób bardzo mocno związanych z działalnością festiwalu uznaje za niefortunne zdarzenie. Sukces bez wątpienia, ciekawy jestem czy była to zasługa wypracowanego przez lata wizerunku i marki ogólnopolskiego wydarzenia czy wyjątkowo słabej tegorocznej promocji która ograniczyła się do zawieszenia banerów i plakatów kilka dni przed datą festiwalu? Wydaje mi się że jest to idealna okazja aby włodarze gminy podjęli decyzję czy wspierają festiwal muzyczny który jest wizytówką regionu i bez wątpienia mega sukcesem społeczności mieszkańców gminy Płaska czy jednak wolą imprezę skierowaną dla głównie mieszkańców czyli popularna formuła Dni … Płaskiej. Festiwal w Serwach od lat wypracował markę na którą przyjeżdżają fani z całej Polski i zagranicy, jest to konsekwencja grania muzyki której nigdzie indziej nie można usłyszeć czyli jest po prostu oryginalna. Zmiana formuły a zwłaszcza profilu muzycznego bardzo szybko spowoduje że zwolennicy tej muzyki nie będą już przyjeżdżać. Mieliśmy okazję po zeszłorocznym mega sukcesie naszego festiwalu znowu wyśrubować jakość którą mogliśmy nawet przykryć mocno dotowaną tegoroczną augustowską imprezę, byłoby tak gdyby z nieznanych przyczyn ktoś nie włączył hamulca i wyhamował progres naszego wydarzenia. Bez urazy ale nawet porównując zdjęcia i filmy z zeszłego roku z tegoroczną imprezą nawet laicy zauważyli ogromną różnicę. Scena z zeszłego roku wyglądała bardziej atrakcyjnie od tegorocznej w Augustowie z milionowym budżetem. Podobnie z kiblami które ktoś ustawił wśród widowni strzelając sobie w kolano jako całkowity nietakt. Uwag jest bardzo dużo ale nie chcę bić leżącego, nie trzeba na siłę lansować się na marce która została wypracowana często kosztem wielu wyrzeczeń, nie musi też tego dalej robić koleś który jest tu tylko przyjezdnym, zostawmy RockWater jako legendę a dla mieszkańców niech powstanie impreza skierowana do nich z Zenkiem, Skolimem czy szantami bo chyba o to chodzi. Dla wiadomości osób negujących festiwal znacząca ilość posiadaczy działek nad Serwami ale także innymi jeziorami oraz całą gminę Płaska znaleźli się tutaj dzięki festiwalowi, który kiedyś odwiedzili i już zostali, festiwal promuje Serwy ale bez wątpienia promuje cały region, bo to tak działa. Festiwal jest ostatnią szansą aby pobudzić turystykę która w naszym regionie coraz bardziej słabnie. Festiwal jest marką ogólnopolską czyli znaną w całej Polsce, zmiana jej profilu szybko zmieni ją w wydarzenie lokalne a nawet miejscowe bo silny ośrodek w Augustowie nigdy już nie pozwoli aby konkurencja urosła obok niego. Podsumowując w tym roku się udało bo siła tej imprezy zwłaszcza po zeszłym roku jest bardzo duża, czy uda się w następnym? Być może choć mam obawy zwłaszcza po klapie wizerunkowej w tym roku. Czy warto jest ratować RockWater? Zostawiam to mieszkańcom, pieniądze przeznaczone na festiwal i tak nigdy nie zostaną przeznaczone na drogi czy inne cele bo to inne środki. Gratuluję Panie Wójcie super impreza jak ktoś dodał ” jak zawsze”

  Odpowiedz

Agnieszka Skibowska

W zeszłym roku byłam pierwszy raz i nie żałuję,byłam w szoku, że w tak małej mieścinie jak Serwy może być coś takiego, piękne wydarzenie organizacja, scena, zespoły, koncerty, no Mega!!!

To ile razy wychodziłeś na scenę,kontakt z widownią chciało się słuchać i było oczywiste że tworzy to człowiek z pasją 

Byłam pewna że w tym roku muszę też tam być, więc wcześniejsze zorganizowanie wolnego z pracy i kupienie biletów na całe wydarzenie kilka miesięcy przed imprezą uważałam za coś oczywistego,czekałam i cieszyłam się jak małe dziecko.

Szanowny panie wójcie…

Jak że duże było moje rozczarowanie jak już tam dotarłam pierwszego dnia,koszulki z molami,magnesy z ubiegłego roku,na bramie oprócz przesympatycznej ochrony witał zapach pieczonych ziemniaków i toi toi niezapomniane chwile.

Ten międzyczas kiedy to zespoły wyjdą na scenę trwał wieki liczenie artystów do dziesięciu zanim się wszystko ustawi i sprawdzi był imponujący.

Pan wójt przez cała imprezę kilka razy pojawił się na scenie ,chyba tylko po to by sprawdzić czy jeszcze ktoś jest, tym piskliwym głosikiem jak się bawią Serwy.

,,No jak się zapłaciło to robim co możem.”

Sam fakt przez całą imprezę nie był udostępniony aktualny post,wszystko z ubiegłego roku to chyba daje coś do myślenia,artyści musieli jeździć po miejscowości szukać noclegu, kultura by wymagała przywitać jak nie osobiście to wytyczyć osobę godną,ponieważ to artyści są najważniejsi.

Długo by tak wytykać jeszcze błędy, dlatego Grzegorz Łapczyński cudowny człowieku, ja błagam nie pozwól na to by tak piękny stwór jak RockWater Festival wyhodowany na twojej piersi, stał się gminnymi dożynkami!!!

I jak brzmi wasz hymn …

Na słabe nerwy …w tym roku nie okazały się Serwy tylko Catering Kalinka i ich dobre piwo  bez tego nie dało się

Pozdrawiam cieplutko

Zabierzcie mu internet. W imię Boga i dla dobra Gminy Płaska.

Za godzinę napiszę więcej, ale mam już dość tej błazenady.

Pan Wójt znowu odpalił się na Facebooku.

I naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy wszyscy żyjemy w tej samej rzeczywistości.

Bo można uprawiać PR.
Można przedstawiać rzeczy w korzystnym dla siebie świetle.
Można nawet bardzo kreatywnie interpretować fakty.

Ale w pewnym momencie zaczyna się już alternatywna rzeczywistość i naginanie faktów.

Przeczytałem właśnie podsumowanie RockWater Festival 2026 autorstwa Pana Wójta.

„Jedna z najlepszych imprez w Regionie!”

No dobrze.

Skoro Pan Wójt postanowił ogłosić sukces, to za godzinę sprawdzimy, jak ten sukces wygląda po wyłączeniu Facebooka i włączeniu rzeczywistości.

Tym bardziej że głos zabrał również twórca RockWater.

I mam nieodparte wrażenie, że obaj Panowie opisują dwie zupełnie różne imprezy.

Będzie ciekawie.

Do zobaczenia za godzinę. 😉

Michał Piotr Skubis – wójt gminy Płaska

1͏1͏ ͏s͏i͏e͏r͏p͏n͏i͏a͏ ͏o͏ ͏2͏0͏:͏5͏4͏ ·

🎸RockWater Festival Serwy 2026 już za nami! 🎸

Choć festiwal dobiegł końca, emocje wciąż są z nami, a wspomnienia z plaży w Serwach jeszcze długo będą żywe. 😊 Czas więc na krótkie podsumowanie i przede wszystkim – wielkie podziękowania! ❤️

Na początek dziękuję Wszystkim, którzy przybyli na plażę w Serwach – naszym Mieszkańcom, ale także Gościom, którzy przyjechali do nas z różnych stron. To właśnie dla Was warto było podjąć ten wysiłek! 🙌

🎶 Dziękuję naszym Artystom!

To Wy stworzyliście atmosferę, energię i muzyczny klimat, dzięki którym mogliśmy wspólnie przeżyć naprawdę wyjątkowy festiwal. Śmiało mogę powiedzieć – RockWater Festival 2026 był jedną z najlepszych imprez w Regionie! 🤘🔥

Luxtorpeda, Orkiestra Dni Naszych, Strefa Mocnych Wiatrów, Róże Europy, EKY Gdynia, Szantana, Mechanicy Shanty, Jack Sparrow Band, Mocny Prąd – dzięki wielkie za muzykę, energię i świetną zabawę! 🎸🥁🎤

👏 Ogromne podziękowania kieruję także do naszych Kół Gospodyń Wiejskich – jak zwykle spisałyście się na medal! Jesteście najlepsi! ❤️

Dziękuję również wszystkim, którzy zadbali o nasze bezpieczeństwo: OSP, Policji, Medykom i Ochronie. 🚒👮‍♂️🚑 Dzięki Wam mogliśmy bawić się spokojnie i bezpiecznie.

👏 Wielkie dzięki także dla ekip technicznych odpowiedzialnych za scenę, światła i ekrany – świetna robota! 💡🎛️

Nie mogę zapomnieć o wszystkich osobach, które wspierały organizację festiwalu – sąsiadom z Serw za pomoc logistyczną, pracownikom Urzędu – dziękuję za Waszą pracę i zaangażowanie! 💪

I oczywiście ogromne podziękowania dla całego Zespołu Gminny Ośrodek Kultury w Płaskiej , na czele z Panem Dyrektorem Antonim Kuźmą. 👏 To właśnie GOK był w tym roku głównym organizatorem festiwalu i najwięcej pracy weń włożył! ❤️

🙏 Dziękuję także naszym Partnerom i Sponsorom.

Bez Waszego wsparcia organizacja tak dużego wydarzenia nie byłaby możliwa. To również dzięki Wam mogliśmy wspólnie stworzyć festiwal, z którego możemy być dumni!

💙Województwo Podlaskie

💙Marszałek Łukasz Prokorym

💙Bogdan Dyjuk

💙Katering Kalinka

💙Grupa Izoterm

💙 Stanica Serwy Wyspa Dębowo

💙MaszynyLeśne.eu

💙Nadleśnictwo Płaska,

💙Nadleśnictwo Czarna Białostocka

💙Nadleśnictwo Augustów

💙Nadleśnictwo Olecko

💙CAL prawdziwe drzwi

💙Albatros Hotel & Spa Serwy k.Augustowa

💙Oficerski Yacht Club Resort & Spa

Dziękuję Wam wszystkim raz jeszcze! ❤️

Dziękuję również pomysłodawcy RockWater/RockSzantów/Szant w Serwach – Grzegorzowi Łapczyńskiemu. Bez Ciebie nie byłoby nawet pierwszej edycji. 😉

Jestem przekonany, że wydarzenia takie jak RockWater Festival pomagają budować pozytywny wizerunek naszej Gminy Płaska i pokazują, że warto do nas przyjeżdżać – nie tylko na weekend, ale i na dłużej. 😉🌲💧

A Wy możecie nam w tym pomóc! 🙌

Nieście w świat wieść, że do Gminy Płaska warto przyjeżdżać jak najczęściej – a najlepiej zostać z nami na stałe! ❤️

Jeśli dobrze bawiliście się podczas festiwalu, zostawcie również recenzję w Google Maps lub na innych portalach. ⭐⭐⭐⭐⭐

To drobny gest, a dla naszej Gminy i lokalnej turystyki naprawdę duża pomoc!

🎸🌊 Do zobaczenia na kolejnej edycji RockWater Festival!

A tymczasem – dzięki, że byliście z nami! ❤️

Nie pomogła koszulka Tatozaura?

Minęło już ponad 48 godzin. Emocje opadły, więc można spokojnie podsumować tegoroczny RockWater.

Spokojnie nie oznacza jednak bezkrytycznie.

Bo historia tegorocznego RockWater nie zaczęła się w miniony weekend.

Zaczęła się wiele miesięcy wcześniej.

Już w ubiegłym roku, najpóźniej w październiku, działała komisja powołana do organizacji tegorocznego potworka.

Potem nadszedł luty.

Wójt Michał Skubis obwieścił konsultacje dotyczące organizacji RockWater 2026. Do pomocy ściągnął nawet swojego ojca.

I tutaj robiło się naprawdę ciekawie.

W niewielkiej gminie, gdzie urząd i najwięksi miejscowi pracodawcy mają naturalnie duży wpływ na życie mieszkańców, trudno oczekiwać, że każdy bez najmniejszego skrępowania wstanie i powie:

„Panowie, ten pomysł jest bez sensu”.

Zwłaszcza jeżeli następnego dnia trzeba wrócić do pracy.

Ja mam pod tym względem pewien komfort.

Żaden z nich nie jest moim przełożonym.

Od żadnego z nich nie zależy moje zatrudnienie.

Dlatego mogę powiedzieć to bez oglądania się za siebie:

Panowie, ten pomysł był bez sensu.

I może właśnie dlatego ten tekst będzie trochę ostrzejszy.

Bo w małej gminie bardzo łatwo powiedzieć:

„Po co się wychylać?”

Ktoś pracuje tu. Ktoś tam. Ktoś ma rodzinę zatrudnioną w jednostce gminnej. Ktoś jutro będzie musiał pójść do nadleśnictwa. Ktoś po prostu nie chce sobie robić problemów.

I w pewnym momencie powstaje sytuacja, w której wiele rzeczy mówi się przy stole, przez telefon albo sąsiadowi przez płot.

Ale publicznie zapada cisza.

Wróćmy więc do konsultacji

Było momentami nawet erotycznie, kiedy jeden z panów zaczął rozprawiać o męskich jajach.

Było też wesoło, kiedy Wójt biegał i sam rozpoczynał oklaski, najwyraźniej próbując zachęcić publiczność do pójścia w jego ślady.

Ale najlepsze przyszło później.

Z wypowiedzi podczas spotkania wynikało, że zasadnicze decyzje dotyczące imprezy już wcześniej zapadły, a przynajmniej jeden zespół prawdopodobnie był już zakontraktowany. Jeśli nie większość.

I wtedy pojawia się dość oczywiste pytanie:

To co właściwie konsultowaliśmy?

Bo konsultacje mają sens wtedy, kiedy można jeszcze coś zmienić.

Jeżeli decyzja została już podjęta, to nie są konsultacje.

To jest prezentacja decyzji.

Można oczywiście posadzić ludzi na krzesłach, dać im mikrofon, pozwolić mówić i nazwać to konsultacjami.

Tylko od samej nazwy konsultacjami się to jeszcze nie staje.

Potem zapadła cisza

Z czasem zaczęły docierać informacje o tarciach wewnątrz komisji, odejściach i ostatecznym przekazaniu organizacji imprezy GOK-owi. Komisji tak tajnej, że nikt nie wie kto tam ustalał te głupoty.

Termin RockWater zbliżał się nieubłaganie.

A wokół wydarzenia?

Cisza.

Reklamy praktycznie nie było.

Informacji w internecie niewiele.

W terenie podobnie.

Gdzieś pojawiały się pojedyncze zajawki. Coś można było znaleźć bardzo nisko na stronie GOK. Coś wrzuciło Radio 5.

Jak na wydarzenie, które miało być jedną z największych imprez promujących gminę, wyglądało to zastanawiająco skromnie.

I nagle, tuż przed koncertem, pojawiło się to.

To chyba miała być odpowiedź na coraz częściej pojawiające się pytanie:

po jakiego grzyba organizujemy swoją imprezę dokładnie wtedy, kiedy obok Augustów organizuje własną?

Wiele osób pytało, dlaczego zamiast ze sobą konkurować, nie można było po prostu uzgodnić terminów.

I odpowiedź na tej rolce była naprawdę osobliwa.

Jeden zaprasza do siebie.

Drugi zaprasza do siebie.

Obie imprezy odbywają się praktycznie równocześnie.

Obaj walczą o tego samego turystę.

Ale…

współpracujemy.

No dobrze.

„Dzban sierpnia” ma pierwszego bardzo poważnego kandydata.

A potem trzeba było zbudować sukces

Pojawił się kolejny materiał.

I zaczęła powstawać opowieść o skali wydarzenia.

O ludziach.

O zainteresowaniu.

O tym, jak będzie pięknie.

W pierwszej wersji tego tekstu napisałem:

„Żałosna próba pisania narracji o tysiącach uczestników”.

Ale wiecie co?

Nie będę Was przekonywał.

Obejrzyjcie film i sami oceńcie przekaz.

Bo czasami najlepszą formą polemiki jest po prostu naciśnięcie „play”.

A potem nadszedł pierwszy dzień imprezy.

I sukces najwyraźniej trochę wyparował.

Za to pojawiło się coś innego.

Koszulka.

Tatozaur.

Trzeba przyznać — w świetle tego, co wydarzyło się później, wybór grafiki okazał się niemal proroczy.

Wójt zapomniał tylko o jednej rzeczy

Oficjalne zdjęcia z koncertu i pojedyncze filmiki publikowane przez organizatorów wyglądały inaczej niż materiały z poprzednich lat.

Kadry były dość starannie dobrane.

I zaczęły wzbudzać pytania.

Wójt najwyraźniej liczył, że odpowiednio dobrane zdjęcia i filmiki wystarczą do zbudowania obrazu kolejnego wielkiego sukcesu.

Tylko że nasz wielki TikToker, przy całym swoim parciu na szkło i niezachwianej wierze we własny przekaz, zapomniał o jednej drobnej rzeczy.

To nie jest XX wiek.

Dzisiaj prawie każdy ma smartfona.

Każdy robi zdjęcia.

Każdy nagrywa.

I ludzie wrzucają te materiały do internetu.

Dlatego wcześniej czy później oficjalny przekaz można zestawić z tym, co nagrali zwykli uczestnicy.

I zaczęły pojawiać się właśnie takie materiały.

I właśnie dlatego nie zamierzam nawet pisać, ilu ludzi tam było.

Popatrzcie.

Zatrzymajcie zdjęcie.

Spójrzcie na teren.

Spójrzcie na publiczność.

Spójrzcie na przestrzeń przed sceną.

A potem sami odpowiedzcie sobie na pytanie:

czy obraz odpowiada opowieści o sukcesie?

Tutaj naprawdę nie potrzeba mojego komentarza.

Obraz potrafi być wyjątkowo złośliwy.

A teraz skończmy z zabawą. Policzmy pieniądze.

Bo można zrobić słabą imprezę.

Można źle dobrać termin.

Można nie trafić z artystami.

Można popełnić błąd w promocji.

Każdemu może się zdarzyć.

Raz.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy podobny eksperyment prowadzimy przez kolejne lata za publiczne pieniądze.

Dlatego RockWater należy wreszcie policzyć nie lajkami.

Nie rolkami Wójta.

Nie liczbą postów.

Nie odpowiednio wykadrowanymi zdjęciami.

Tylko złotówkami.

Ile kosztowała pierwsza edycja?

Ile druga?

Ile trzecia?

W roboczych obliczeniach wychodzi mi, że przez trzy lata mogła to być kwota zbliżająca się do 800 tysięcy złotych. Tę liczbę na razie traktuję jako roboczą — dokładnie tak została opisana również w obecnej wersji tekstu.

Zanim jednak napiszę:

„RockWater kosztował mieszkańców 800 tysięcy złotych”

— chcę mieć tę kwotę policzoną co do złotówki.

Bo tutaj kończy się satyra.

Tutaj zaczynają się dokumenty.

I kiedy będziemy mieli ostateczną kwotę, chciałbym otrzymać odpowiedź na kilka bardzo prostych pytań.

Ilu turystów dzięki RockWater przyjechało do Gminy Płaska?

Ilu zostało na noc? Chociaż na jedną.

Ile dodatkowych noclegów sprzedali dzięki tej imprezie lokalni przedsiębiorcy?

Ile pieniędzy uczestnicy zostawili w miejscowych sklepach, gastronomii, agroturystyce i innych firmach?

Jaki był rzeczywisty zasięg promocyjny wydarzenia?

I najważniejsze:

co Gmina Płaska otrzymała w zamian za wydane pieniądze?

Bo promocja gminy nie polega na tym, żeby wydać pieniądze na promocję.

Promocja ma przynieść efekt.

Na razie pieniądze potrafimy policzyć bardzo konkretnie.

Znacznie trudniej policzyć korzyści.

I właśnie to powinno dać do myślenia.

„Ale przecież dostaliśmy dotację!”

Już słyszę ten argument.

Były dotacje.

Owszem.

Tylko że dotacja nie jest magicznym workiem pieniędzy spadającym z nieba.

Jeżeli impreza wymaga wkładu własnego gminy, pracy ludzi, infrastruktury, przygotowania, zabezpieczenia i kolejnych wydatków, nadal mamy pełne prawo zapytać:

czy warto było?

Bo dotacja nie powoduje automatycznie, że głupi wydatek staje się mądrym wydatkiem.

I nie powoduje, że impreza bez efektu nagle staje się sukcesem.

Każda złotówka wydana tutaj jest złotówką, której nie wydamy gdzie indziej.

Bo jak nam dali na to, to nie dostaniemy na coś innego.

Na obiady dla dzieci.

Na lepszy dowóz do szkoły.

Na pomoc osobom potrzebującym.

Na drogi. Tutaj akurat nie trafiłem, bo te wyremontowane dzięki tandemowi Skubis-Juszkiewicz raczej oddajemy za darmo zostawiając sobie długi. Nawet spadek można odrzucić, jak zadłużenie przewyższa masę spadkową, a u nas ekonomiści wiejscy stwierdzili, że długi są dobre.

Na wodę. Tutaj też nie trafiłem, bo trucie mieszkańców i awarie w zimę raczej będą się powtarzać.

Na dziesiątki drobnych spraw, na które w niewielkiej gminie wiecznie brakuje pieniędzy.

Dlatego odpowiedź:

„ale dostaliśmy dotację”

nie kończy dyskusji.

Ona ją dopiero zaczyna.

Bo pozostaje pytanie:

czy publiczne pieniądze zostały wydane rozsądnie?

Panie Wójcie, rzeczywistość bywa brutalna

Płaska nie jest Augustowem.

Nie jest Suwałkami.

Nie jest nawet Sejnami.

I nie ma w tym absolutnie niczego obraźliwego.

Każda z tych miejscowości dysponuje innym budżetem, inną bazą noclegową, innym zapleczem, innym ruchem turystycznym i innymi możliwościami promocji.

Problemem nie jest to, że jesteśmy mniejsi.

Problemem jest udawanie przez Pana, że nie jesteśmy. Problemem jest chora ambicja.

Tak rzeczywistość pokazuje środkowy palec tym, którzy zamiast mierzyć siły na zamiary, próbują grać w lidze, do której nie mają ani budżetu, ani zaplecza, ani marketingu.

Nie wystarczy uwierzyć, że Płaska będzie konkurowała z Augustowem.

Nie wystarczy powiedzieć to do kamery.

Nie wystarczy zrobić rolki.

Nie wystarczy założyć odpowiedniej koszulki.

Turysta od tego nie zmieni planów.

Jeżeli Augustów organizuje w tym samym terminie duże wydarzenie skierowane praktycznie do tego samego odbiorcy, to nie trzeba napinać muskułów i udowadniać, kto ma większe „jaja”.

Trzeba zrobić coś znacznie mniej widowiskowego.

Otworzyć kalendarz.

Zadzwonić.

Porozmawiać.

I wybrać taki termin, żeby turysta mógł w piątek pojechać do Augustowa, a w sobotę przyjechać do Płaskiej.

Albo odwrotnie.

To właśnie nazywa się współpracą.

Konkurowanie z Augustowem o tego samego turystę, w tych samych godzinach, a następnie nagranie filmu, w którym każdy zaprasza na swoją imprezę, i nazwanie tego współpracą…

Cóż.

Wróćmy do „Dzbana sierpnia”.

A Tatozaur?

Panie Wójcie, muszę Panu przyznać jedno.

Zakładając po pierwszym dniu tę koszulkę, wykazał się Pan niemal profetycznym wyczuciem.

Bo dinozaury przez bardzo długi czas dominowały na Ziemi.

Były wielkie.

Były silne.

I zapewne też wydawało im się, że tak będzie zawsze.

A potem rzeczywistość powiedziała:

sprawdzam.

I dinozaury wymarły.

I chyba właśnie tutaj znajduje się największa lekcja z trzech lat RockWater.

Bo problem nie polega nawet na tym, że tegoroczna impreza mogła nie wyjść tak, jak zakładano.

Każdemu może nie wyjść.

Problem polega na tym, że przez trzy lata próbowano udowodnić, że musi wyjść.

Zamiast po pierwszej edycji usiąść.

Policzyć.

Sprawdzić frekwencję.

Zapytać przedsiębiorców.

Zbadać efekt promocyjny.

Porównać koszty z korzyściami.

I uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie:

czy taki model promocji Gminy Płaska w ogóle ma sens?

Bo czasami największym błędem nie jest podjęcie złej decyzji.

Największym błędem jest brak odwagi, żeby powiedzieć: pomyliliśmy się.

I tu wracamy do początku

W małej gminie łatwo stworzyć atmosferę, w której wszyscy kiwają głowami.

Znacznie trudniej znaleźć kogoś, kto powie:

„Król jest nagi”.

Ja mogę sobie pozwolić na luksus powiedzenia tego głośno.

I jeżeli dzięki takim tekstom choć kilka osób zrozumie, że można krytykować Wójta, można zadawać mu niewygodne pytania, można żądać rozliczenia publicznych pieniędzy i nie trzeba przy tym spuszczać wzroku, to warto je pisać.

Bo warto przypomnieć jedną podstawową rzecz:

Wójt nie jest właścicielem Gminy Płaska. Nawet jeżeli jest o tym codziennie w domu przekonywany.

Nie jest jej prezesem.

Nie jest jej monarchą.

Nie jest też człowiekiem, któremu mieszkańcy mają być wdzięczni za to, że wydaje ich pieniądze.

Jest wybranym przez mieszkańców urzędnikiem.

I mieszkańcy mają pełne prawo powiedzieć:

„To było źle zorganizowane”.

„To kosztowało za dużo”.

„Nie zgadzamy się”.

„Następnym razem zróbcie to inaczej”.

Mają również prawo się z tego śmiać.

Tak, Panie Wójcie.

Śmiać.

Bo funkcja publiczna nie daje immunitetu od krytyki, ironii ani satyry.

A świat się od tego nie zawali.

A RockWater?

Cóż.

Nie pomogły wielomiesięczne przygotowania.

Nie pomogły konsultacje.

Nie pomogła promocja na ostatnią chwilę.

Nie pomogło konkurowanie z Augustowem.

Nie pomogły filmiki.

Nie pomogło odpowiednie kadrowanie.

Nie pomogło zaklinanie rzeczywistości.

Nie pomogła nawet koszulka Tatozaura.

Dinozaury wymarły.

I być może po trzech latach nie potrzeba kolejnej edycji tego samego eksperymentu.

Potrzeba czegoś znacznie trudniejszego.

Kalkulatora.

Policzenia kosztów.

Policzenia efektów.

I odrobiny odwagi, żeby spojrzeć na wynik.

Bo publiczne pieniądze mają jedną paskudną cechę:

wcześniej czy później ktoś może zapytać, na co właściwie zostały wydane.

A wtedy nawet najlepiej wykadrowana rolka nie pomoże.

Tatozaur też nie.

Co tam się naprawdę zadziało?

Tak sobie siedzę nad jeziorem i od piątku oglądam kolejne TikToki Wójta.

I jedna rzecz zaczęła mnie zastanawiać.

Dlaczego w 99% materiałów gminnych z piątku i soboty oglądamy estradę?

Scena z lewej. Scena z prawej. Scena z bliska. Artyści. Światła. Wójt z artystami. Wójt pod sceną. Wójt za sceną.

Tylko jakoś bardzo niewiele jest szerokich ujęć pokazujących publiczność.

A przecież w zeszłym roku było zupełnie inaczej.

Nawet gminne filmiki są tym razem nagrywane pod jakimiś dziwnymi kątami. Tak, żeby pokazać scenę, wykonawców, światła — ale już niekoniecznie to, co dzieje się kilkadziesiąt metrów przed nimi.

I zastanawiałem się dlaczego.

Aż zobaczyłem zdjęcie.

I nagle przestałem się zastanawiać.

Bo scena wygląda, jakby za chwilę miało przed nią stanąć kilka tysięcy ludzi.

Tymczasem przed nią mamy coś, co bardziej przypomina kameralne spotkanie sąsiedzkie z wyjątkowo ambitną oprawą techniczną. Licząc z górką około 100 osób.

I tutaj naprawdę trzeba docenić komfort uczestników.

Żadnego ścisku.
Żadnego przepychania.
Żadnej walki o miejsce pod sceną.

Każdy miał swoją własną strefę VIP.

Jeszcze kilka metrów odstępu i można by było rozdawać uczestnikom działki budowlane.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, jak łatwo później z takiego wydarzenia zrobić „wielki sukces”.

Więcej jutro, bo szok zbyt duży.

Co jest tak trudnego w odpowiedzi na proste pytania?

A co teraz Wójt ukrywa ?

Odpowiedź na moje pytania powinna należeć do gatunku tych bardzo prostych.

Poprzednia odpowiedź była jednak tak lakoniczna i momentami wymijająca, że każdy, kto choć trochę dokładniej jej się przyjrzał, mógł dojść do wniosku, że właściwie niczego nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie — pozostawiała więcej pytań niż odpowiedzi.

Dlatego zadałem pytania dodatkowe.

Tym razem starałem się sformułować je możliwie precyzyjnie i w dużej części jako pytania zamknięte, tak aby pozostawić jak najmniej miejsca na kolejne odpowiedzi wymijające.

I co?

Spójrzcie poniżej.

Okazuje się, że pytania dotyczące rejestrów prowadzonych przez Wójta — a przepraszam, rejestrów, które powinny być prowadzone — wymagają teraz „zgromadzenia i przeanalizowania obszernej dokumentacji i analizy licznych dokumentów”.

Ale najlepsze zaczyna się przy pytaniu o karę zapłaconą przez gminę.

Sprawa stała się najwyraźniej tak skomplikowana, że Urząd Gminy potrzebuje czasu aż do 24 września, żeby odpowiedzieć między innymi na pytania dotyczące wysokości tej kary i okoliczności jej nałożenia.

Czyli mówiąc najprościej:

gmina potrzebuje jeszcze prawie dwóch miesięcy, żeby ustalić, ile sama zapłaciła.

Przyznam, że po takim piśmie jestem jeszcze bardziej ciekawy odpowiedzi niż wcześniej.

Jeżeli na odpowiedź na tak proste pytania urząd potrzebuje prawie dwóch miesięcy, to trudno się dziwić, że mieszkańcy zaczynają zadawać sobie pytanie:
co właściwie znajduje się w tych dokumentach, że trzeba je analizować aż tak długo?

TERMIN ODPOWIEDZI: 24 WRZEŚNIA

Pytania uznano za zbyt trudne.

Jeżeli urząd wymaga przestrzegania prawa od mieszkańców, sam powinien przestrzegać tych samych zasad.

Nie zamierzam przekonywać piętnastu potakiwaczy. Jeżeli przez kolejne lata akceptuje się każdą decyzję, każdą nieprawidłowość i każde tłumaczenie, to przestaje się być radnym kontrolującym władzę, a staje się jej bezwarunkowym zapleczem. To mieszkańcy wystawią za to ocenę.

Bardziej interesuje mnie zdanie mieszkańców, którzy oczekują, że te same zasady będą obowiązywały wszystkich.

Pięć minut sławy trwa, więc trzeba je wykorzystać.

Rozbiorę w następnym poście ten filmik na czynniki pierwsze.

Ale zanim do niego przejdę, wróćmy na chwilę do poprzedniej rolki. Bo kiedy usłyszałem z jaką swadą opowiada Wójt o polu namiotowym w Serwach, przypomniało mi się jedno zdanie.

Pamiętacie pouczanie mieszkańców?

Słynne już:

„Do zobaczenia na kontroli.”

Wróćmy więc do tematu, który najwyraźniej jest niewygodny.

Kontrole opłaty miejscowej w wysokości 3 zł za nocleg.

Skoro na najnowszej rolce pokazuje się pole namiotowe w Serwach, to mówię:

Sprawdzam.

Nie będę dziś pisał o bałaganie, śmieciach i smrodzie.

Nie będę pisał o obowiązkowych kontrolach i przeglądach wynikających z Prawa budowlanego. Przepraszam. O ich braku od 2024 roku.

Nie będę wracał do niszczejącego majątku gminy.

Nie będę przypominał niezgodnego z prawem obciążania mieszkańców opłatami za śmieci, wątpliwości dotyczących rozliczeń zużycia wody czy kolejnych spraw, o których pisałem przez ostatnie miesiące.

To wszystko już znamy.

Dzisiaj interesuje mnie coś znacznie prostszego.

Pole namiotowe prowadzone przez gminę.

To właśnie tam nagrywany jest materiał.

To właśnie tam chciałbym zobaczyć, jak wyglądają standardy, które Wójt próbuje narzucać mieszkańcom.

Interesują mnie standardy.

Takie same dla wszystkich.

Bo państwo prawa nie działa według zasady:

„co wolno gminie, tego nie wolno mieszkańcowi”.

Mam więc kilka bardzo prostych pytań.

  • Jakie wpływy z opłaty miejscowej wpłynęły z pola namiotowego w Serwach za 2025 rok?
  • Dlaczego w 2026 roku na tym polu nie pobiera się opłaty miejscowej?

I tutaj dochodzimy do sedna.

Nie chodzi o 3 zł.

Nie chodzi nawet o pole namiotowe.

Chodzi o zasadę.

Jeżeli od mieszkańców wymaga się przestrzegania prawa co do złotówki, zapowiada kontrole i publicznie straszy konsekwencjami, to dokładnie tych samych standardów mieszkańcy mają prawo oczekiwać od własnej gminy.

Bo prawo nie działa wybiórczo.

Nie można mówić mieszkańcom:

„Do zobaczenia na kontroli.”

A jednocześnie uznawać, że gdy obowiązek dotyczy gminy, można go po prostu nie wykonywać, bo jest niewygodny albo nieopłacalny.

Jeżeli obowiązek istnieje, to obowiązuje wszystkich.

Jeżeli jest niepotrzebny, należy zmienić przepisy.

Ale nie można tworzyć dwóch porządków prawnych.

Jednego dla mieszkańców.

Drugiego dla urzędu.

Bo z tego, co można zaobserwować i o czym od dawna mówią sami turyści, wygląda to tak, że na polu namiotowym w Serwach można nocować praktycznie za darmo.

Jeżeli tak jest, to pojawia się bardzo proste pytanie.

Dlaczego mieszkańców i przedsiębiorców straszy się kontrolami za 3 zł opłaty miejscowej, skoro na własnym majątku gminy obowiązują najwyraźniej zupełnie inne standardy?

To jest właśnie istota problemu.

Nie wysokość opłaty.

Tylko równość wobec prawa.

Panie Wójcie, kiedy skończy Pan dziś podskakiwać na scenie i robić kolejne zdjęcia finansowane z pieniędzy mieszkańców, proszę znaleźć chwilę na odpowiedź.

Nie interesują mnie kolejne rolki.

Nie interesują mnie kolejne uśmiechy do kamery.

Interesują mnie liczby.

Rolkę można nagrać w minutę.

Z liczbami jest trudniej.

Bo bardzo łatwo jest powiedzieć mieszkańcom:

„Do zobaczenia na kontroli.”

Znacznie trudniej spojrzeć we własne podwórko.

Jest na to jedno słowo.

Hipokryzja.

A może przed następnym filmikiem warto najpierw skontrolować własne podwórko?

A do Pani Przewodniczącej Rady Gminy Katarzyny Tomczyk mam jedno pytanie.

Czy naprawdę uważa Pani, że rolą Rady jest akceptowanie sytuacji, w której od mieszkańców wymaga się bezwzględnego przestrzegania prawa, a jednocześnie przymyka się oko na niewykonywanie tych samych obowiązków przez gminę?

To właśnie od takich sytuacji zaczyna się utrata zaufania do samorządu.

Jeżeli którykolwiek z mieszkańców został ukarany lub wezwany do zapłaty opłaty miejscowej – proszę o kontakt. Postaram się pomóc.

Sprawdzimy, czy w Gminie Płaska przepisy obowiązują wszystkich jednakowo.

Bo właśnie od tego zaczyna się wiarygodność każdego, kto tak chętnie zapowiada innym:

„Do zobaczenia na kontroli.”

Świetny pomysł.

Zacznijmy od pola namiotowego w Serwach, a potem kolejne pola.

Prawo nie jest bufetem. Nie można wybierać tylko tych przepisów, które akurat są wygodne.

Wiecie, co jest piękne w mediach społecznościowych?

Na przykładzie poniższego zdjęcia pokażę Wam, jak łatwo można zbudować określony wizerunek, pokazując tylko fragment rzeczywistości. Jak łatwo można zbudować określony przekaz, eksponując jedne fakty, a pomijając inne.

Dzisiaj można napisać praktycznie wszystko.

Można napisać:

  • „4 mln zł”.
  • „Wybrany większością 73,4% głosów”.
  • Można zrobić zdjęcie z mikrofonami, flagami i konferencją prasową.

I człowiek spoza gminy pomyśli:

„Ależ skuteczny Wójt. Prawdziwy lider.”

Problem zaczyna się wtedy, gdy odbiorca zna dalszy… i wcześniejszy ciąg tej historii.

A skoro już mowa o zdjęciu, to nawet ono pokazuje, że zabrakło dbałości o szczegóły. Za duża i wyraźnie pognieciona marynarka nie buduje profesjonalnego wizerunku gospodarza gminy. Ktoś powie: drobiazg. Owszem. Ale właśnie z takich drobiazgów składa się pierwsze wrażenie. A już na pewno postrzeganie Naszej Gminy.

Bo napis na zdjęciu nie aktualizuje się sam.

Nie dopisuje, co wydarzyło się później.

Nie pokazuje prawdziwej kwoty na koniec.

Nie informuje, czy inwestycja została zrealizowana zgodnie z zapowiedziami.

Nie wyjaśnia, jak zakończyła się sprawa, którą jeszcze niedawno przedstawiano jako sukces.

Nie pisze o zwrotach dotacji i zapłaconych karach oraz niezrealizowanych elementach.

Zostaje tylko reklama.

Podobnie jest z wynikiem wyborów.

73,4% wygląda imponująco.

Na plakacie.

Tylko że liczby nie opowiadają całej historii.

Pan Michał Skubis nie był wówczas wieloletnim samorządowcem z bogatym dorobkiem ocenianym przez mieszkańców. Nie był też społecznikiem. Nie był nawet mieszkańcem gminy. Był kandydatem, którego znakomita większość mieszkańców wcześniej nie znała. Kampania trwała krótko, a wybory odbywały się w atmosferze silnej potrzeby zmiany po poprzedniej kadencji. Z pokazaniem kandydata Wspólna Sprawa czeka do ostatniego możliwego momentu. Do dzisiaj pamiętam kto z Wspólnej Sprawy pisał do mnie, że nie chcą spalić kandydata. A my uwierzyliśmy naszym sąsiadom, społecznikom Wspólnej Sprawy, którzy oprowadzali go po Naszych domach i wychwalali pod niebiosa.

Nie mam wątpliwości, że wynik był prawdziwy. Mam natomiast wątpliwości, czy był wyłącznie osobistym sukcesem Pana Michała Skubisa. W mojej ocenie był przede wszystkim wyrazem ogromnej potrzeby zmiany po poprzedniej kadencji.

Kiedyś usłyszałem zdanie:

„Gdyby Wspólna Sprawa wystawiła zamiast kandydata doniczkę z fikusem, też by wygrała. I wynik byłby dokładnie identyczny.”

Nie zgadzam się z formą.

Ale doskonale rozumiem, co autor miał na myśli.

Dlatego prawdziwy egzamin trwa już trzeci rok. I jest bolesny dla gminy.

Bo w następnych wyborach nie będzie już głosowania na obietnice.

Będzie głosowanie nad pięcioma latami konkretnych decyzji.

I wtedy żadne zdjęcie w tle nie zastąpi odpowiedzi na pytanie, czy mieszkańcy uznają tę kadencję za sukces.

Na razie pozostaje jedna refleksja.

Media społecznościowe są wspaniałym narzędziem.

Można zbudować wizerunek jednym zdjęciem, jednym hasłem i jedną liczbą.

Można sprawić, że ktoś, kto nigdy nie był w Płaskiej, pomyśli:

„Tam to się dzieje.”

Tylko że rzeczywistość ma tę irytującą cechę, że prędzej czy później dopisuje własny komentarz.

Media społecznościowe potrafią wykreować niemal wszystko.

Skutecznego samorządowca.

Spektakularny sukces.

Idealny wizerunek.

Problem w tym, że mieszkańcy nie mieszkają na Facebooku.

Mieszkają w rzeczywistości.

A rzeczywistość prędzej czy później wystawia własną ocenę.

Czyli jednak kłamali?

Dzisiaj nie będzie prześmiewczego komentarza, ani obrazka, bo sprawa jest zbyt poważna. Przeczytajcie poniżej email jaki otrzymał Pan Zdancewicz z całą Wspólną Sprawą. Sami sobie odpowiedzcie w jakim świecie żyjecie. A oni może się zastanowią, że my wiemy co zrobili z tą gminą.

Dzień dobry,

dziękuję Panu Zdancewiczowi za przesłanie informacji (załącznik). Oznacza to, że zrzucając dane dzisiaj mamy wszystkie informacje 12 miesięcy wstecz.

Muszę jeszcze wyjaśnić jedną kwestię z Zakładem Gospodarki Komunalnej, ponieważ przekazane dane różnią się od informacji, które wcześniej otrzymałem z ZGK. Pani Magda wraca z urlopu za około dwa tygodnie i wówczas postaramy się wyjaśnić te rozbieżności. Zwróciłem również uwagę, że przesłany dokument nie stanowi zrzutu z systemu Libra RS.

Jednocześnie cieszę się, że przekazane informacje potwierdzają okoliczności, na które zwracałem uwagę od początku prowadzenia tej sprawy. Wszystkie przedstawiane przeze mnie twierdzenia znalazły potwierdzenie w przekazanej dokumentacji, natomiast informacje przekazywane wcześniej przez Urząd okazały się niezgodne ze stanem faktycznym. Łącznie z oficjalnymi emailami Wójta i nagranymi słowami Pani Przewodniczącej Rady, które bardzo źle się zestarzały. Nawet twierdzenia na komisji Skarg Wniosków i Petycji okazały się nieprawdziwe. Tak samo głosowane przez komisję stanowisko które odrzucało skargę. Nawet mecenas napisał nieprawdę. Jak to sięga głęboko?

Dzięki temu rzeczywisty przebieg zdarzeń staje się coraz bardziej jednoznaczny.

Niezależnie od powyższego rozumiem, że przedstawione informacje stanowią ostateczne potwierdzenie, iż rozliczenie ryczałtowe za okres grudzień 2024 r. – marzec 2025 r. zostało przeprowadzone niezgodnie z obowiązującą uchwałą Rady Gminy oraz zatwierdzonymi dokumentami przez Wody Polskie. Oznacza to, że Gmina Płaska miała możliwość dokonania rozliczenia zgodnie z obowiązującymi zasadami, jednak z przyczyn, których obecnie nie znam, podjęto inną decyzję, skutkującą nieprawidłowym rozliczeniem mieszkańców.

Ocena przyczyn podjęcia takiej decyzji oraz odpowiedzialności za jej skutki pozostaje już w gestii właściwych organów Gminy w tym Pani Ślepskiej, Pani Citkowskiej i Pana Demskiego. Mam nadzieję tylko, że w patrząc na zgromadzone dowody, już nie będzie cudu „nad urną” i tym razem będzie to uczciwe.

Zakładam również, że konsekwencją potwierdzenia tych okoliczności będzie dokonanie stosownych korekt oraz zwrot mieszkańcom nienależnie pobranych środków.

Poprosiłem, żeby zabrali mu kamerę, więc… pojechał do Augustowa i nagrał rolkę. Niestety.

Efekt? Oceńcie sami.

(Uprzedzam – oglądacie na własną odpowiedzialność. Tego naprawdę trudno odzobaczyć.)

Powiedzcie mi tylko jedno…

Po co właściwie powstał ten film? Co autorzy chcieli nam przekazać?

https://www.facebook.com/share/r/1EsKDxfov9/

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak dbałości o szczegóły. Biała koszula Wójta jest wyraźnie pognieciona, kołnierzyk pogięty. Dla wielu to drobiazg. Problem w tym, że właśnie z takich drobiazgów buduje się profesjonalny wizerunek. Zwłaszcza gdy występuje się jako reprezentant gminy. To nie jest prywatny film nagrany telefonem po grillu ze znajomymi. To oficjalny materiał promujący Gminę Płaska.

Drugie wrażenie dotyczy samego wystąpienia. Przez większość nagrania głównym narratorem jest druga osoba, a Wójt sprawia wrażenie uczestnika, który czeka na swoją kolej. Kontrast jest wyraźny. Jeden prowadzi przekaz, drugi jedynie w nim uczestniczy.

Trzecia rzecz to mowa ciała. Drugi rozmówca mówi swobodnie, gestykuluje i naturalnie przyciąga uwagę. Wójt pozostaje znacznie bardziej bierny, porusza się nienaturalnie, przez co uwaga widza i tak kieruje się przede wszystkim na jego rozmówcę.

Ale to wszystko są tylko szczegóły.

Największy problem widzę gdzie indziej.

Cała rolka opowiada o współpracy.

Tylko że Rock Water i wydarzenie w Augustowie odbywają się w piątek i sobotę, o tych samych godzinach, a oba są skierowane do tej samej grupy odbiorców – turystów.

To na czym właściwie polega ta współpraca?

Z punktu widzenia marketingu wygląda to tak, jakby dwie restauracje stojące obok siebie nagrały wspólną reklamę, a następnie każda próbowała ściągnąć tego samego klienta do siebie.

I właśnie tutaj przestaję rozumieć przekaz.

Czy ta rolka miała promować Gminę Płaska, czy raczej pokazać, że przedstawiciele dwóch samorządów potrafią wspólnie stanąć przed kamerą?

Bo jeśli jej celem było zwiększenie liczby turystów w Płaskiej, to bardziej przekonująco byłoby najpierw odpowiedzieć na pytanie, dlaczego oba wydarzenia konkurują o tych samych uczestników, zamiast opowiadać o współpracy.

Na koniec zostawię jedno zdanie.

Po obejrzeniu tej rolki nadal nie wiem, dlaczego turysta miałby wybrać Płaską zamiast Augustowa. Za to wiem, że można nazwać konkurencję współpracą, jeśli odpowiednio ustawi się kamerę.

Ile nas kosztowała „piątka” z Tomaszem Dobkowskim?