A już 16 stycznia w nocy „Tajemnicze spotkanie 31 grudnia. Ustalenia, milczenie i konsekwencje”

31 grudnia. Dla większości mieszkańców — koniec roku, przygotowania do świętowania, symboliczna chwila podsumowań. Dla części urzędników i osób funkcyjnych w gminie — dzień cichego spotkania, o którym mieszkańcom nie powiedziano nic. Ani przed, ani po.

To nie jest tekst o drobnej pomyłce urzędniczej. To tekst o tym, jak mieszkańcy gminy byli okradani — w świetle dokumentów, ustaw, interpretacji i działań, które z podstawami prawnymi miały niewiele wspólnego. A momentami — nie miały ich wcale.

To także kalendarium. Precyzyjne. Pokazujące:

  • kto i kiedy wiedział,
  • kto został poinformowany,
  • kto milczał,
  • a kto — co gorsza — kłamał w oficjalnych pismach, by w rozmowach nieoficjalnych przyznawać, że „sprawa jest problematyczna”, „może być przestępstwo”, ale… nic z tym nie zrobią.

Co zrobił pracownik urzędu, który jako pierwszy miał wiedzę o problemie?
Co zrobił Sekretarz Gminy, gdy przedstawiono mu wątpliwości?
Jak zachował się Wójt — jako organ wykonawczy i jako osoba odpowiedzialna za legalność działań urzędu?

I wreszcie: gdzie byli radni?
Przewodniczący komisji rewizyjnej — tej samej, która z definicji ma patrzeć władzy na ręce.
Przewodnicząca Rady Gminy — strażniczka procedur i porządku obrad.

Jak długo trwało to oszukiwanie mieszkańców?
I dlaczego narracja zaczęła się gwałtownie zmieniać dopiero w chwili, gdy padła jasna informacja: sprawa trafi do sądu?

Bo wtedy nagle:

  • „trzeba to jeszcze raz przeanalizować”,
  • „być może doszło do nieporozumienia”,
  • „sprawa nie jest taka jednoznaczna”.

A wcześniej była jednoznaczna. I wygodna.

Na koniec pozostaje jeszcze jedno pytanie — być może najważniejsze.
Czy mecenas reprezentujący Gminę wiedział o problemie wcześniej?
A jeśli wiedział — dlaczego dopuścił do dalszych działań?
I co powiedział, gdy zarzuty zostały mu przedstawione wprost, twarzą w twarz, bez urzędowych formułek i bez miejsca na ucieczkę w ogólniki?

To nie jest tekst o emocjach.
To jest tekst o odpowiedzialności.
I o tym, że władza lokalna bardzo często liczy na jedno: że mieszkańcy nie będą drążyć.

Tym razem ktoś drąży.

GOPS, czyli „mamy wszystko pod kontrolą”

Chciałbym podziękować Wójtowi. Tak — podziękować.
Bo są sytuacje, w których różnice poglądów schodzą na dalszy plan, a liczy się jedno: reakcja. Szybka, rzeczowa i ludzka.

To, co opisuję poniżej, wydarzyło się naprawdę. Wiem, że ten tekst może się wielu osobom nie spodobać. Ale nie po to się go pisze, by było miło. Pisze się go po to, by nazwać rzeczy po imieniu.

Niedziela, Płaska. Msza o 13.00. Tym razem nietypowa była pogoda — lekki mróz i intensywny opad śniegu, który w ciągu godziny zasypał samochody stojące na parkingu przy kościele. Wracam ulicą Orlą. Przede mną i za mną jadą auta ludzi wracających z kościoła. Ta sama wspólnota. To samo wyznanie. To samo poczucie spełnionego obowiązku.

Po lewej stronie jezdni idzie starsza kobieta. Ubrana zupełnie nieadekwatnie do warunków: bez czapki, bez ciepłego okrycia, z przemoczonymi nogami. Jej twarz zdradza pierwsze oznaki wychłodzenia. Próbuje zatrzymywać samochody.

Nikt się nie zatrzymuje.
Nikt nie zwalnia.
Nikt nie zapyta.

Czy to jest miłość bliźniego?
Czy to jest wspólnota?

Nie moralizuję. Powiem tylko jedno — życiowo. Kiedyś to może być wasze dziecko, wasz rodzic albo wasz współmałżonek, który stanie na drodze i będzie prosił o pomoc. A gdy nikt się nie zatrzyma, nazwiecie to znieczulicą społeczną. Przypomnijcie sobie wtedy tę niedzielę, kiedy pięć minut było ważniejsze niż drugi człowiek.

Pomogłem, jak potrafiłem. Może nieidealnie, ale po ludzku. Kobieta nie pamiętała nawet, gdzie mieszka. Nie wiedziałem, czy dzwonić na policję. Zadzwoniliśmy więc do Wójta. Odebrał. Spokojnie, rzeczowo ustaliliśmy dalsze kroki i wysłanie służb gminnych. W wielu sprawach można się spierać — ale tutaj zobaczyłem empatię i realne działanie.

I na tym historia mogłaby się skończyć.

Kilka dni później żona, jadąc do pracy, zauważyła tę samą kobietę. Tym razem leżała w zaspie śniegu. Było –10 stopni mrozu. Nie potrafiła wstać. Nie miała jednego buta. Twierdziła, że „idzie do wsi po pomoc”.

Zadzwoniliśmy. Znów zareagował Wójt. Tak, jak powinien zareagować każdy odpowiedzialny człowiek pełniący funkcję publiczną. Również osobiście w domu kobiety. Tak jak włodarz którego chciałbym pokazać wszystkim. A po wszystkim zadzwonił i poinformował o podjętych działaniach. Tyle. I aż tyle. Szacun i czapka z głów.

Jest jednak druga strona tej historii. Ciemna.

Do dziś dźwięczą mi w uszach słowa usłyszane w rozmowie z GOPS-em:
„Proszę się nie przejmować, wszystko mamy pod kontrolą.”

Pod jaką kontrolą?

Kilka dni wcześniej ta sama instytucja była w domu tej kobiety — domu, w którym temperatura była taka jak na zewnątrz. Zareagowano tylko dlatego, że ktoś się zatrzymał, a Wójt wezwał pomoc. Kobieta najwyraźniej chora — skoro po odprowadzeniu do domu wychodziła w śnieżycę, a później nie wiedziała, gdzie mieszka.

Dziesięć dni później sytuacja była jeszcze gorsza.

Jeśli ja, przejeżdżając tą ulicą trzy razy, widzę dwie sytuacje zagrażające życiu, to ile takich sytuacji wydarzyło się pomiędzy?

Czy naprawdę musi dojść do tragedii?
Do pogrzebu, na którym wszyscy będą opowiadać, jak bardzo się starali — byle tylko usprawiedliwić własną obojętność?

Praca w GOPS-ie to nie jest etat „od–do”. To praca z ludźmi słabymi, często chorymi, po traumach, zagubionymi, gdzie patologia to no czasami norma. A więc to odpowiedzialność. To konieczność przewidywania skutków i reagowania, zanim stanie się najgorsze.

Nie sztuką jest siedzieć w pierwszej ławce w kościele.
Sztuką jest dostrzec bliźniego tam, gdzie jest najsłabszy.

Żeby było jasne — nie mówię o pracownikach terenowych. O ludziach, którzy codziennie mierzą się z dramatami, biedą i brakiem środków. Ich praca jest ciężka i często niewdzięczna. Zajęli się Panią, według mnie profesjonalnie. W życiu nie powiem złego słowa.

Mówię wyłącznie o kierownictwie. O osobie, która ewidentnie straciła kontakt z rzeczywistością, a miarą pracy uczyniła jedynie comiesięczną wypłatę. O kimś, kto trwa do emerytury, bo wie, że nikt jej nie zatrudni — zamiast działać.

Nie płacę podatków na czyjeś „trwanie do emerytury”.
Płacę na pomoc, empatię i realne działania.

I na koniec — do mieszkańców gminy.
Nie zgadzajcie się na bylejakość. Na urzędników, którzy dbają wyłącznie o własny komfort.

Starzejemy się. Dzieci wyjadą. Zostaniemy sami.
Zdani na takie „kontrole”.

I to jest problem, którego nie wolno zamiatać pod dywan.

Wójcie, czy naprawdę nie widzisz, ze obecna kierownik to gwarancja równi pochyłej na miarę skoczni Małysza ?

Obieg dokumentów w Radzie Gminy

Trochę współczuję Wójtowi. Nie dlatego, że jego decyzje regularnie rodzą problemy dla mieszkańców, a stan finansów Gminy jest coraz gorszy – do tego zdążyliśmy się już niestety przyzwyczaić. Bardziej dlatego, że w dół ciągnie go również Przewodnicząca Rady Gminy. I to z impetem.

To jej działania doprowadziły do dramatycznej sytuacji w GOK. To jej bierność sprawiła, że osoby odpowiedzialne za doprowadzenie gminy do finansowej zapaści za poprzedniej władzy nigdy nie zostały realnie rozliczone. To wreszcie jej styl zarządzania Urzędem (tak Urzędem !!) powoduje, że praca urzędu jest dziś nieefektywna, chaotyczna i coraz wyraźniej szkodliwa dla interesu gminy. I wreszcie – to ona nie wykonuje swojego podstawowego obowiązku: kontroli Wójta. Obowiązku, za który co miesiąc pobiera wynagrodzenie.

Ale po kolei. Dziś zatrzymajmy się przy obiegu dokumentów w Radzie Gminy. A właściwie – przy ich selektywnym „obiegu” i systemowym ukrywaniu informacji przed radnymi.

Zobowiązałem się nie relacjonować pewnego spotkania, więc ograniczę się do faktów. Zostałem poinformowany, że nieprzekazywanie korespondencji radnym było winą pracownicy obsługującej Radę Gminy. Co więcej, usłyszałem, że również sama Przewodnicząca padła ofiarą tej sytuacji.

Ponieważ jednak mówimy o działaniach, które – jeśli byłyby prawdziwe – stanowiłyby rażące naruszenie prawa, w tym prawa pracy, zadałem jedno proste pytanie: czy pracownik został z tego powodu zwolniony? Odpowiedź „nie” była momentem przełomowym. Wtedy wszystko stało się jasne. To nie był żaden „błąd pracownika”. Te informacje były celowo zatrzymywane przez Przewodniczącą.

W mijającym tygodniu skierowałem do Wójta szereg pytań dotyczących uchwał przez niego przygotowanych, a niekorzystnych dla zwykłych mieszkańców. Zadałem także pytania – poparte konkretnymi przepisami – o działania pozaprawne związane z obciążaniem mieszkańców gminy opłatami i podatkami. Na koniec poruszyłem kwestię rozliczenia imprezy Rock Water oraz bezpieczeństwa pieszych korzystających z mostku.

Przewodnicząca, na wyraźne wezwanie, potwierdziła otrzymanie kopii tej korespondencji. Nie wyjaśniła jednak, dlaczego – mimo jednoznacznej prośby – nie przekazała jej radnym.

Dlaczego? Czy dlatego, że ujawnienie skali problemów wymagałoby uczciwej rozmowy z radnymi, a ta mogłaby skończyć się utratą stanowiska? Odpowiedź na to pytanie poznamy wkrótce. I będzie ona jednocześnie odpowiedzią na pytanie o realny układ sił w gminie.

Jeżeli Przewodnicząca – choćby z powodów zdrowotnych – ustąpi ze stanowiska, będzie to znak, że demokracja w Płaskiej jeszcze działa, a władza nie jest zamknięta w szczelnym kręgu decyzyjnym, o którym od miesięcy mówią osoby dobrze poinformowane. Zapewniam: wielu byłoby zaskoczonych, gdyby oficjalnie ujawniono, kto faktycznie podejmuje dziś decyzje w gminie.

Jeżeli jednak wszystko pozostanie „po staremu” i nie dojdzie do żadnych zmian, będzie to oznaczało tylko jedno: ktoś trzyma wszystkie lejce bardzo mocno. I nie zamierza ich oddać.

Stoimy więc przed pytaniem zasadniczym, którego dłużej nie da się zamiatać pod dywan. Czy mamy do czynienia jedynie ze szkodliwym działaniem pojedynczego urzędnika, skupionego wyłącznie na utrzymaniu władzy i realizacji własnych interesów? Czy może przekroczony został już ten niebezpieczny próg, za którym zaczyna się trwała, szczelna struktura zależności – system wzajemnych osłon, milczenia i lojalności, przypominający mechanizmy znane z organizacji mafijnych?

Bo problem przestaje dotyczyć błędów, niekompetencji czy nawet złej woli jednej osoby. Problemem staje się sytuacja, w której nikt nie reaguje, nikt nie pyta, nikt nie rozlicza. Gdy instytucje kontrolne milczą, radni nie wiedzą – albo nie chcą wiedzieć – a dokumenty „znikają” w drodze do adresatów. To nie jest już chaos. To jest porządek. Bardzo konkretny porządek, oparty na strachu, interesach i wygodzie.

I właśnie dlatego to pytanie jest dziś tak ważne. Bo od odpowiedzi zależy, czy mówimy jeszcze o gminie prawa na poziomie lokalnym, czy już o układzie, w którym władza chroni samą siebie, a obywatel ma pełnić wyłącznie rolę płatnika i statysty.

Most dla pieszych nad kanałem, ważne pytania

W kilku punktach przedstawię fakty, celowo rezygnując z prywatnych komentarzy oraz emocjonalnych ocen. Zostaną one ujęte w formie pytań, aby każdy mógł samodzielnie wyciągnąć stosowne wnioski.

  1. Urząd Gminy odmawia udzielenia jednoznacznych odpowiedzi na pytania dotyczące przeglądów budowlanych. Jedyna otrzymana odpowiedź została sformułowana w sposób ogólnikowy i nieprzekazujący żadnych konkretnych informacji. Czy taka postawa organu wykonawczego nie rodzi wątpliwości co do transparentności działań Wójta?
  2. W trakcie zawodów mostek nie posiadał aktualnego przeglądu budowlanego, a zalecenia wynikające z poprzedniego przeglądu nie zostały zrealizowane. Czy, mając wiedzę o obniżonej nośności obiektu oraz braku wykonania wymaganych napraw, dopuszczenie do korzystania z mostu przez grupę biegaczy można uznać za działanie racjonalne i odpowiedzialne?
  3. Czy organizatorzy imprezy powinni zostać poinformowani o istniejących problemach technicznych mostu, na którym odbywał się fragment wydarzenia?
  4. Czy świadomość, że w momencie startu zawodów dopuszczalna nośność mostu mogła zostać przekroczona, nie powinna stanowić podstawy do zmiany wcześniejszych decyzji organizacyjnych? Czy w tym przypadku priorytetem było bezpieczeństwo uczestników, czy raczej realizacja założonych celów wizerunkowych?
  5. Z informacji wynika, że dopuszczalne obciążenie mostu wynosi 150 kg/m². Próba zweryfikowania tej wartości napotyka jednak trudności, ponieważ protokół z przeglądu nie został udostępniony opinii publicznej. Należy zauważyć, że nawet dwie dorosłe osoby poruszające się obok siebie na spacerze mogą generować nacisk przekraczający wskazany limit. Czy w tej sytuacji działania urzędników Urzędu Gminy Płaska można uznać za racjonalne i podyktowane troską o bezpieczeństwo mieszkańców, czy też stanowią one nieuzasadnione ryzyko i narażanie ludzi na potencjalne zagrożenie? Czy most nie powinien być w trybie natychmiastowym doraźnie naprawiony albo wyłączony z użytku, aby uniknąć nieszczęścia?

Augustowski festiwal biegowy 2025

Już jutro spróbujemy odpowiedzieć na pytania, które nie powinny w ogóle paść dopiero po fakcie. Czy ambicja i potrzeba pokazania rozmachu okazały się ważniejsze niż elementarne obowiązki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczestnikom wydarzenia? Czy w pogoni za efektownością nie zignorowano sygnałów, które powinny zapalić czerwone światło?

I wreszcie pytanie najważniejsze, choć zarazem najbardziej niepokojące: czy dziś możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że korzystanie z pieszego mostu nad kanałem jest bezpieczne? To kwestie, które wymagają jasnych odpowiedzi — bez wymijania, bez uspokajających frazesów i bez przerzucania odpowiedzialności.

A przede wszystkim jakie mamy dokumenty.

Nowy regulamin dostarczania wody do mieszkańców Gminy

Po zapoznaniu się z treścią nowego regulaminu można sformułować kilka istotnych wniosków.

Przede wszystkim rodzi się uzasadnione wrażenie, że radni nie analizują dokumentów, nad którymi głosują. Mechanizm podejmowania decyzji pozostaje niezmienny w porównaniu do okresu poprzedniego wójta: ustalenia zapadają pomiędzy przewodniczącą rady a wójtem, natomiast pozostali radni ograniczają się do formalnego poparcia przedstawionych propozycji.

Trudno bowiem zrozumieć, w jaki sposób możliwe jest przyjęcie uchwały, która pięciokrotnie ogranicza minimalną ilość wody dostarczanej mieszkańcom, bez zadania jakichkolwiek oficjalnych pytań czy podjęcia merytorycznej dyskusji. Równie niezrozumiałe jest dwukrotne obniżenie dopuszczalnego ciśnienia wody bez wyjaśnienia skutków takiej decyzji dla odbiorców.

Na marginesie należy również wskazać na rażące błędy redakcyjne w samym regulaminie — po paragrafie 9 ponownie pojawia się paragraf 7, po czym numeracja przechodzi do paragrafu 10. Tego rodzaju nieprawidłowości świadczą o braku elementarnej staranności w przygotowaniu aktu prawa miejscowego, ale również, iż żaden radny nie przeczytał projektu przed zagłosowaniem „ZA”

W tej sytuacji trudno już oczekiwać należytego szacunku wobec mieszkańców, mandatu radnego czy standardów pracy organu stanowiącego. Nie jest to wyłącznie kwestia niechlujstwa legislacyjnego — wystarczyłaby minimalna kontrola treści, aby zauważyć tego rodzaju błędy. Postawa radnych prowadzi do wniosku, że albo zostali oni pozbawieni realnego wpływu na podejmowane decyzje i pełnią jedynie funkcję „maszynki do głosowania”, albo od dłuższego czasu nie wykonują swoich obowiązków w sposób rzetelny.

Przechodząc do zagadnień technicznych, należy zwrócić uwagę na istotne zmiany wprowadzone w nowym regulaminie. Poprzednio obowiązujące przepisy gwarantowały dostarczenie do każdej nieruchomości minimalnej ilości wody na poziomie 0,5 m³ na dobę. Obecnie wartość ta została obniżona do 0,1 m³. Taka ilość nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych, takich jak korzystanie z prysznica, przygotowanie posiłków czy zapewnienie podstawowych standardów sanitarnych. O wannie zapomnijcie.

Co więcej, w dalszej części regulaminu wprowadzono kolejne, niekorzystne dla mieszkańców zapisy. W przypadku planowanych prac na sieci wodociągowej skutkujących przerwą w dostawie wody, organ wykonawczy zobowiązany jest do poinformowania odbiorców zaledwie 48 godzin przed planowanym wyłączeniem. Dotychczas termin ten wynosił 7 dni. Należy podkreślić, że mówimy tu o przerwach planowanych — często przygotowywanych z wielomiesięcznym wyprzedzeniem — a nie o sytuacjach awaryjnych.

Dodatkowo w regulaminie zapisano, że w przypadku przerwy w dostawie wody trwającej do 12 godzin gmina nie ma obowiązku zapewnienia alternatywnego źródła wody, np. poprzez beczkowóz. Oznacza to, że mieszkańcy mogą pozostać bez dostępu do wody przez pół doby, bez jakiejkolwiek formy zabezpieczenia podstawowych potrzeb.

Odnosząc się do kwestii ciśnienia wody, wskazana w regulaminie wartość 0,05 MPa mieści się co prawda w minimalnych granicach dopuszczonych przez obowiązujące prawo, ale jest najniższą możliwą wartością. Jednak sam fakt, że za obecnej kadencji wprowadzono możliwość stosowania najniższego dopuszczalnego poziomu, obniżając dotychczasowe standardy dwukrotnie, może budzić uzasadnione obawy co do stanu infrastruktury oraz kierunku polityki wodociągowej gminy.

Na szczególną uwagę zasługuje również zapis dotyczący minimalnej ilości odbieranych ścieków, określonej na poziomie 0,3 m³ z nieruchomości. W kontekście faktu, że jedyna kanalizacja spławna na terenie gminy powstała na obszarze Wysokiego Brzegu, przy wsparciu finansowym w wysokości 1,5 mln zł, zapis ten prowadzi do istotnych nierówności w traktowaniu właścicieli nieruchomości.

Skoro regulamin w paragraf 9 ust 3 jednocześnie stanowi, że ilość odprowadzanych ścieków ustalana jest na podstawie ilości dostarczonej wody, łatwo zauważyć, że dla większości mieszkańców minimalna ilość wody wynosząca 0,1 m³ (100 litrów) dziennie nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Tym samym nowy regulamin obniża dotychczasowy standard z 500 litrów do 100 litrów na dobę.

Jednocześnie właściciele nieruchomości zlokalizowanych na terenie Wysokiego Brzegu, objęci systemem kanalizacji, faktycznie otrzymują możliwość zużycia co najmniej 0,3 m³ (300 litrów) wody dziennie. Prowadzi to do sytuacji, w której mieszkańcy tej samej gminy są traktowani w sposób nierówny, w zależności od lokalizacji nieruchomości. ONI DOSTANĄ 3 RAZY WIĘCEJ WODY OD NAS MIESZKAŃCÓW.

Tak skonstruowane zapisy regulaminu rodzą poważne wątpliwości co do ich sprawiedliwości, zasadności oraz zgodności z ideą równego traktowania mieszkańców gminy.

Zapytanie do Gminy liczy łącznie 12 punktów. Opisane powyżej niosą najwyższy kaliber niepokoju i obaw.

Wójt vs Dyrektor GOK

Czy ktoś z was wie coś więcej? Słyszałem, że był spór sądowy o zwolnienie i właśnie się zakończył. Na razie niesprawdzone, ale podobno Wójt przegrał.

Proszę dajcie znać czy to prawda. Udostępnię informacje wszystkim.

Ciekawa sprawa, bo elaborat Wójta na FB był taki długi o tym, żeby nie słuchać dyrektora, który nie ma racji i tylko Wójtowa prawda jest najprawdziwsza 😉

A swoja drogą przeczytałem jeszcze raz tę epopeję i nie wiem czy śmiać się czy płakać. Jest napisane „… największym moim błędem jest zatwierdzenie konkursu” to chyba literówka bo obydwaj wiemy, że powinno być „ustawienie konkursu” co chyba sobie wytłumaczyliśmy ponad wszelką wątpliwość.

Droga do Rudawki

W ostatnim czasie zwróciłem uwagę na szereg działań podejmowanych przez Wójta, które w mojej ocenie są trudne do jednoznacznego uzasadnienia oraz mogą być niekorzystne dla Gminy i jej mieszkańców. Po ujawnieniu okoliczności związanych z inwestycją na Wysokim Brzegu zakładałem, że podobne decyzje nie będą już podejmowane, jednak obecna sytuacja skłania mnie do ponownej analizy działań organów gminy.

Dysponując wolnym czasem, przeanalizowałem uchwały Rady Gminy z ostatnich miesięcy. Szczególną uwagę zwróciła moja uwagę uchwała dotycząca pozbawienia drogi prowadzącej do Rudawki statusu drogi gminnej, która – jak wynika z jej treści – stanowi pierwszy etap procedury przekazania tej drogi na rzecz Województwa.

W związku z powyższym, w dniu jutrzejszym zamierzam skierować do Urzędu Gminy następujące pytania:

  1. Nowa nawierzchnia drogi została wykonana przy wykorzystaniu kredytu, który – według mojej wiedzy – nadal jest spłacany. Koszt inwestycji mógł przekroczyć milion złotych. Czy w przypadku przekazania drogi zobowiązania finansowe związane z tą inwestycją również zostaną przejęte przez Województwo, czy też Gmina zachowa obowiązek dalszej spłaty kredytu przez kolejne lata, nie posiadając już drogi?
  2. Czy w sprawie przekazania drogi zostały przeprowadzone konsultacje społeczne z mieszkańcami miejscowości Rudawka? Nie natrafiłem na informacje o spotkaniach lub ogłoszeniach w tej sprawie, a decyzja ta dotyczy również majątku finansowanego ze środków publicznych, w tym z podatków mieszkańców. Nie czuje się komfortowo, że nikt nie rozpoczął dyskusji o takim pomyśle, przed jego realizacją.
  3. Podczas jednej z sesji Rady Gminy pojawiły się informacje o poniesionych nakładach inwestycyjnych w pasie drogowym tej drogi. Jeżeli takie inwestycje miały miejsce, czy Urząd Gminy Płaska przeanalizował konsekwencje ich ewentualnego pozostawienia, w tym konieczność ponoszenia corocznych opłat na rzecz Województwa za zajęcie pasa drogowego, bądź rezygnację z tych inwestycji?
  4. Czy w pasie drogowym znajdują się elementy infrastruktury technicznej, takie jak sieć wodociągowa, przyłącza energetyczne, światłowodowe lub inne instalacje i budowle gminne bądź prywatne? Jeżeli tak, czy uwzględniono fakt, że po przekazaniu drogi będą naliczone opłaty za zajęcie pasa drogowego – zarówno wobec Gminy, jak i właścicieli prywatnych?
  5. Czy dokonano rzetelnej analizy dokumentacji geodezyjnej oraz stanu prawnego i faktycznego nieruchomości prywatnych zlokalizowanych wzdłuż przekazywanej drogi? Mając na uwadze znane problemy z podziałami geodezyjnymi na terenie Gminy, istnieje ryzyko, że w toku weryfikacji przez administrację wojewódzką mogą zostać ujawnione niezgodności pomiędzy stanem prawnym a faktycznym, skutkujące koniecznością ingerencji w ogrodzenia lub zabudowę. Może to skutkować rozbiórkami, a więc tragediami ludzkimi. Czy mieszkańcy Rudawki zostali o takich ryzykach poinformowani i czy udzielono im wyczerpujących wyjaśnień?
  6. Jakie były faktyczne koszty utrzymania tej drogi, które uzasadniałyby decyzję o jej przekazaniu? Z perspektywy finansów Gminy, gospodarowania majątkiem komunalnym oraz zasad racjonalności ekonomicznej decyzja ta wydaje się co najmniej wątpliwa.
  7. Kto był inicjatorem tej koncepcji oraz jakie przesłanki merytoryczne legły u podstaw podjęcia takiej decyzji?

Jeżeli moje wątpliwości okażą się uzasadnione, sytuacja ta będzie wymagała szczegółowej analizy oraz szerszej debaty publicznej.