Bonus, za co te wszystkie plagi na Gminę Płaska

Przez Płaską przetoczyli się Niemcy.
Potem Rosjanie.
Przetrwaliśmy 40 lat socjalizmu, kartki, kolejki i reformy Balcerowicza.
Człowiek przeżył czasy, kiedy w sklepie był tylko ocet i musztarda, a największą atrakcją technologiczną był magnetowid „na trzy rodziny”.

Ale to, co dzieje się w naszej gminie przez ostatnie dwa lata, zaczyna powoli przekraczać wszystkie historyczne doświadczenia razem wzięte.

Kiedyś człowiek bał się milicji.
Dziś boi się komunikatu gminy.

Kiedyś nie było wiadomo, co będzie jutro.
Dziś nie wiadomo, co jeszcze pojawi się w dniu dzisiejszym.

Naprawdę zaczynam się zastanawiać, jak ja dotrwam do końca tej kadencji.
Boję się tego, co On jeszcze nabroi.

Strach wychodzić z domu.
Strach wchodzić do ciemnej piwnicy.
A lodówki to już nie otwieram za żadne skarby, bo jeszcze znajdę tam:

  • nowy przetarg,
  • kolejną „tymczasową poprawę sytuacji”,
  • albo komisję ds. transparentności siedzącą między jogurtem a pętkiem kiełbasy.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że w Płaskiej wszystko zawsze jest „pod kontrolą”.

Woda?
Warunkowo przydatna.

Informacja dla mieszkańców?
Warunkowo dostępna.

Transparentność?
Warunkowo widoczna.

Odpowiedzialność?
Prawdopodobnie w remoncie.

A mieszkańcy?
Mieszkańcy mają pić, płacić i nie zadawać pytań, bo przecież „trwają działania naprawcze”.

Tylko że od miesiąca słyszymy o działaniach, a jedyne co naprawdę rośnie, to poziom aluminium i poziom absurdu.

Ja już nawet nie oczekuję cudów.
Ja bym chciał tylko, żeby:

  • woda była wodą,
  • komunikaty były komunikatami,
  • a rada gminy nie zachowywała się jak grupa ludzi objętych programem ochrony świadków.

Bo na razie wygląda to tak, jakby cała strategia zarządzania kryzysowego sprowadzała się do:
„Może mieszkańcy się przyzwyczają”.

Otóż nie.
Nie przyzwyczają się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *