Tydzień zmarnowany

Tydzień, w którym nic się nie popsuje albo nic nie zostanie niedopilnowane, najwyraźniej musi być dla lokalnej władzy tygodniem zmarnowanym.

W niedzielny poranek, około godziny 8:00, mieszkańcy zaczęli odczuwać wyraźny spadek ciśnienia w sieci wodociągowej. Godzinę później z kranów nie płynęła już woda — raczej wspomnienie po niej. Kolejna awaria. Która z rzędu w ciągu ostatnich trzech miesięcy? Trudno już liczyć.

Sięgając pamięcią do około 2018 roku, a właściwie do całych ostatnich 27 lat życia w Płaskiej, trudno przypomnieć sobie okres tak obfitujący w problemy infrastrukturalne jak obecnie. Oczywiście można odnieść wrażenie, że w niektórych miejscach gminy wszystko funkcjonuje bez zarzutu — zwłaszcza tam, gdzie mieszkają „znajomi królika” z Wysokiego Brzegu. Reszta mieszkańców najwyraźniej musi przyzwyczaić się do życia w rzeczywistości kategorii B.

W normalnych warunkach wysyłam do swoich mieszkańców masową informację o awarii przez SMS Api. Wiedzą wówczas co się dzieje, a nie bombardują telefonami na przykład sołtysa, który również nic nie wie. Ale u nas SMS api służy do zwoływania zebrań i autopromocji, a nie przesyłania ważnych wiadomości życiowych. Bo komu by się chciało o 8.00 rano dosłownie włączyć komputer, napisać tekst i nacisnąć wyślij. Łącznie 3 min z zaparzeniem kawy włącznie.

Pojawiają się jednak pytania znacznie poważniejsze niż sama niedzielna susza w kranach.

Czy już na etapie przebudowy drogi w Płaskiej było wiadomo, że inwestycja może doprowadzić do przemarzania wodociągu i powtarzających się awarii? Jeśli tak, to dlaczego nie podjęto działań zapobiegawczych wtedy, gdy było to jeszcze możliwe? Dziś ewentualne naprawy oznaczają przecież rozkuwanie asfaltu i demontaż świeżo wykonanych chodników — czyli klasyczny przykład oszczędności, które najdrożej kosztują po fakcie.

Kolejna kwestia dotyczy dużej inwestycji wodociągowo-kanalizacyjnej w Suchej Rzeczce i Wysokim Brzegu. Jak wygląda realizacja zadeklarowanej liczby przyłączy? Czy rzeczywiście osiągnięto jedynie niewielką część planowanego poziomu — mówi się nawet o mniej niż 20 procentach? A jeśli tak, to czy gminie grozi konieczność zwrotu części środków?

Na te pytania mieszkańcy wciąż nie otrzymują jasnych odpowiedzi.

Bo tutaj ciężko o autopromocje, gdy lenistwo i zaniedbanie wychodzi na wierzch.

Podobnie wygląda sprawa niedzielnych konsultacji. Trudno prowadzić rzeczową dyskusję, gdy władze gminy nie przedstawiają swojego wstępnego stanowiska, które pozwoliłoby odnieść się do konkretnych propozycji. Analizując materiały Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, można odnieść wrażenie, że proponowane rozwiązania są logiczne i nastawione na rozwój regionu w zgodzie z jego naturalnym potencjałem.

Nie zostaniemy zagłębiem przemysłowym ani drugą Doliną Krzemową — i chyba nigdy nie mieliśmy takich ambicji. Naszą realną wartością jest przyroda: lasy, jeziora, kanał i ekosystem, który stanowi największy kapitał tej okolicy. Ochrona środowiska nie jest więc przeszkodą w rozwoju, lecz jedyną sensowną drogą jego budowania.

Tym bardziej niepokoi fakt, że od kilku lat obserwujemy działania przypominające raczej gospodarkę rabunkową niż odpowiedzialne zarządzanie wspólnym dobrem. jakim jest las I trudno oprzeć się wrażeniu, że widzą to już niemal wszyscy — poza tymi, którzy powinni widzieć najwięcej.

Jeżeli Wójt będzie dzisiaj „przepychał” kolanem inną narrację, to znaczy, że w domu zapadły inne jedyne i słuszne decyzje.

Zapisy z strony RDOŚ przy których zapisano Nadleśnictwo Płaska:

Ochrona siedlisk gatunku w lasach gospodarczych.

Prowadzenie gospodarki leśnej w ramach której utrzymana będzie niezmniejszona powierzchnia drzewostanów mieszanych i liściastych w wieku powyżej 80 lat.

Utrzymywanie w stanie otwartym powierzchni zrębowych i polan śródleśnych stanowiących miejsce występowanie gatunku.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona siedlisk gatunku w lasach gospodarczych.

Utrzymanie stałej ilości drzewostanów brzozowych, osikowych, świerkowych i ze świerkiem w składzie na siedliskach bagiennych (Ol, BMb i LMb), łęgowych (OlJ) i grądzie powyżej 80 lat. Pozostawianie w tych drzewostanach posuszu jałowego (świerków, brzozy, dębów, osiki i olchy) do naturalnego rozpadu.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona siedlisk gatunku poprzez zachowanie płatów starodrzewów w sąsiedztwie zbiorników wodnych.

Zachowanie pasów starodrzewów w wieku 120 lat i starszych, przylegających bezpośrednio do brzegów jezior, rzek oraz Kanału Augustowskiego o szerokości minimalnej 60 m.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Utrzymanie właściwych stosunków wodnych w zlewniach rzek w granicach obszaru Natura 2000.

Wykonanie ekspertyzy hydrologicznej w celu identyfikacji miejsc budowy nowych lub remontu istniejących urządzeń melioracyjnych, piętrzących, spowalniających spływ wody(m.in. zastawka,przepust, rów) oraz wykonania naturalnych przetamowań na ciekach leśnych.

Wykonanie na podstawie wyników ekspertyzy urządzeń melioracyjnych, piętrzących, spowalniających spływ wody, zwłaszczaz użyciem naturalnych materiałów (drewno, kamień, piasek) tzw.metodą tzw. Beaver method.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Utrzymanie przynajmniej na obecnym poziomie drzewostanów w wieku powyżej 110 lat.

Rezygnacja z prowadzenia rębni zupełnej w strefach okresowych oraz drzewostanach sąsiadujących z siedliskim gatunku.

Podczas prac należy pozostawiać: drzewa biocenotyczne, dziuplaste, posusz jałowy, drzewa o wymiarach pomnikowych.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Zachowanie umiarkowanej ciągłości przestrzennej drzewostanów sosnowych w dłuższej pespektywie czasowej.

Działanie należy zrealizować poprzez zwiększenie udziału a przynajmniej utrzymanie na obecnym poziomie udziału drzewostanów sosnowych w wieku powyżej 110 lat.

1. Drzewostany sosnowe w wieku do 110 lat:

Ograniczenie do minimum stosowania rębni zupełnych.

2. Drzewostany sosnowe w wieku 110 – 130 lat, w tym przestoje KO i KDO:

Wyłączenie z użytkowania rębnego przy dopuszczeniu:

– trzebieży w drzewostanach o zadrzewieniu od 0,7 do 1, redukująca zadrzewienie maksymalnie o 0,2

3. Drzewostany sosnowe w wieku 130 i więcej lat:

– dopuszczone wykonywanie cięć przygodnych o charakterze sanitarnym;

4. Wszystkie kategorie wiekowe, dopuszczone i preferowane działania:

usuwanie zakrzaczeń;

– przygotowanie gleby, celem stworzenia warunków do podokapowego odnowienia sosny, wprowadzanie odnowień w lukach,

– zabezpieczanie młodego pokolenia sosny przed zgryzaniem przez m.in grodzenia, wełna, repelenty

Podczas prac pozostawiać: drzewa biocenotyczne, dziuplaste, posusz jałowy, drzewa o wymiarach pomnikowych.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona siedlisk gatunku w lasach gospodarczych.

Prowadzenie gospodarki leśnej w ramach której utrzymana będzie niezmniejszona powierzchnia drzewostanów mieszanych i liściastych w wieku powyżej 80 lat.

Utrzymywanie w stanie otwartym powierzchni zrębowych i polan śródleśnych stanowiących miejsce występowanie gatunku.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona miejsc gniazdowania gatunku na terenach leśnych.

Zachowanie drzew dziuplastych i starodrzewów w wieku 120 lat i starszych, o szerokości do 100m wzdłuż brzegów jezior i cieków wodnych stanowiących miejsca lęgowe gatunku.

Montaż budek lęgowych na wybranych drzewach w strefie na podstawie porozumienia z RDOŚ w Białymstoku..

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO

Ochrona miejsc gniazdowania gatunku na terenach leśnych.

Zachowanie drzew dziuplastych i starodrzewów w wieku 120 lat i starszych, o szerokości do 100m wzdłuż brzegów jezior i cieków wodnych stanowiących miejsca lęgowe gatunku.

Montaż budek lęgowych na wybranych drzewach w strefie na podstawie porozumienia z RDOŚ w Białymstoku..

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Recenzja „Konsultacje 18.02.2026” — spektakl, w którym rzeczywistość przegrała z reżyserią

Proszę wszystkich uczestników żenady miesiąca jaka odbyła się 18 lutego o godzinie 19.00 o kontakt. Chciałbym potwierdzić szczątkowe informacje jakie do mnie dotarły, bo to co słyszę ociera się o abstrakcję i naprawdę ciężko uwierzyć w taki poziom oderwania od rzeczywistości. Nie wierzę, ze tak nisko można upaść. To musi być nieprawda. Postaram się wówczas w weekend zrobić opracowanie. Poniżej opis pewnego zdarzenia, wszelkie podobieństwo do sytuacji, miejsc czy osób jest całkowicie przypadkowe. Oczywiście do momentu potwierdzenia lub zaprzeczenia szeptanym faktom.

Środowy spektakl wystawiony na scenie gminnej pod niewinnie brzmiącym tytułem „Spotkanie z mieszkańcami” okazał się wydarzeniem artystycznym tak osobliwym, że trudno jednoznacznie przypisać je do konkretnego gatunku. Najbliżej mu chyba do teatru absurdu, choć momentami ocierał się o stand-up polityczny wykonywany bez świadomości, że jest stand-upem.

Reżyser, producent i główny wykonawca — Wójt — postawił na formę autorską. Już od pierwszych minut było jasne, że nie mamy do czynienia z konsultacjami, lecz z monologiem motywacyjnym skierowanym do publiczności starannie dobranej poprzez genialny zabieg logistyczny: środowy termin. Coś pomiędzy spotkaniem Amway i sekty religijnej. To rozwiązanie skutecznie ograniczyło udział widzów potencjalnie zainteresowanych zadawaniem pytań, pozostawiając na sali widownię bardziej kompatybilną dramaturgicznie.

Najbardziej zapadającym w pamięć środkiem scenicznym były oklaski inicjowane przez samego głównego aktora, co stanowiło ciekawy eksperyment z zakresu autopoparcia performatywnego. Publiczność mogła obserwować rzadko spotykany moment, w którym artysta sam próbuje budować atmosferę entuzjazmu, nie czekając aż rzeczywistość go w tym wyręczy.

Fabuła spektaklu okazała się zaskakująco prosta: zamiast konsultować — należało przekonać widzów, że bohater chce zorganizować imprezę. Narracja była konsekwentna: argumenty zastąpiono przekonaniem, a dyskusję — perswazją sceniczną. Minimalizm dialogowy należy uznać za świadomy wybór artystyczny.

Prawdziwy aplauz — przynajmniej wśród miłośników surrealizmu i komunizmu — wzbudziła jednak scena ekonomiczna, a może komiczna. A może takie po prostu dwa w jednym. Jeden z prelegentów wygłosił bowiem przełomową tezę, że strata 200 tysięcy złotych jest w istocie zyskiem. Był to moment, w którym spektakl przekroczył granice teatru i wkroczył w obszar metafizyki finansów publicznych zwanej absurdem. Gdyby Salvador Dalí zajmował się budżetem gminy, prawdopodobnie wyglądałoby to właśnie tak.

Na uwagę zasługuje także wątek familijny — symboliczne „wezwanie tatusia”, które wprowadziło element teatru edukacyjnego i przypomniało widzom, że w sztuce, podobnie jak w życiu, zawsze można sięgnąć po wsparcie starszego pokolenia, gdy scenariusz zaczyna się chwiać.

Nie zabrakło podobno również scen improwizowanych o charakterze cielesno-antropologicznym, kiedy jeden z uczestników wykazał nadzwyczajne zainteresowanie anatomią innego dorosłego mężczyzny. Ten fragment przedstawienia trudno interpretować inaczej niż jako desperacką próbę wprowadzenia teatru interaktywnego, choć efekt końcowy bliższy był kabaretowi podmiejskiego festynu niż scenie eksperymentalnej. Ja wolę jednak nie ryzykować i dla bezpieczeństwa będę stał tyłem do ściany.

Po obejrzeniu relacji trudno oprzeć się refleksji, że Gminny Ośrodek Kultury niesłusznie martwi się o swoją dochodowość.

Panie Dyrektorze GOK — oto gotowy hit repertuarowy. Objazdowa wersja spektaklu gwarantuje sukces frekwencyjny. Deklaruję zakup biletu za 50 zł i przyprowadzenie rodziny. Z takim materiałem można bez kompleksów ruszać w trasę — Augustów wydaje się naturalnym kierunkiem ekspansji artystycznej.

Największym osiągnięciem twórców jest jednak coś innego: udało się stworzyć spektakl, w którym rzeczywistość została całkowicie podporządkowana narracji sukcesu. Logika fabularna została poświęcona na rzecz przekazu, a dialog — na rzecz monologu.

I choć przedstawienie reklamowano jako konsultacje społeczne, widzowie otrzymali coś znacznie ambitniejszego: pełnowymiarowy teatr samozadowolenia.

Ocena krytyczna:

⭐⭐⭐⭐⭐
(za odwagę w redefiniowaniu pojęć: konsultacja, strata i rzeczywistość).

A teraz poważniej. Dlaczego mówię, że jeżeli informacje się potwierdzą to mamy do czynienia z socjologicznym praniem mózgu. Sami sobie odpowiedzcie czy wykształcony w swoim fachu przedstawiciel handlowy może zrobić coś takiego:

  1. Manipulacja (Pranie mózgu): Wykorzystywanie ukrytych intencji, presji emocjonalnej i psychicznej, by zmusić do określonego zachowania (np. izolacja od krytycznych opinii).

2. Techniki „Prania Mózgu” na Spotkaniach
Spotkania wiejskie, mogą wykorzystywać techniki przypominające kontrolę umysłu:

  • Monopolizacja uwagi: Tworzenie „bańki”, w której liczy się tylko przekaz lidera/trenera.
  • Emocjonalny rollercoaster: Intensywne wzbudzanie pozytywnych emocji (euforia) przeplatane z poczuciem winy („nie chcesz dobrze dla Gminy”, klaskanie aby wzbudzić pozytywne odczucia).
  • Odrzucenie krytyki: Wszelkie wątpliwości są traktowane jako „negatywne myślenie” lub brak wiary.
  • Efekt grupy: Społeczny dowód słuszności – presja otoczenia, w którym wszyscy są entuzjastycznie nastawieni (trzeba tylko, aby przyszli „swoi” lub ludzie poddający się presji). 

3. Kiedy motywacja staje się szkodliwa?
Warto zachować czujność, gdy:

  • Pojawia się „toksyczna pozytywność” – zakaz poddawania w wątpliwość zdania lidera lub zgłaszania innego spojrzenia.
  • Trener/lider stosuje krytykę osobistą innych osób, aby wzbudzić poczucie winy i wstydu przed pozostałymi obecnymi.
  • Presja na osiąganie wyników powoduje lęk i utratę relacji z bliskimi.

Czy zachowaliście czujność? Z moich informacji, może błędnych, wynika, że nie. Poszliście jak owieczki na rzeź, zgodnie z planem. W 100%.

Zapraszam po 20.00

Już dziś po godzinie 20:00 zapowiadany jest materiał wybuchowy. Nie taki jednak, który burzy mury — raczej taki, który odsłania, jak starannie są podpierane.

Na razie docierają do mnie informacje szczątkowe, dotyczące środowego „odlotu” Wójta o godzinie 19:00. Wieści napływają powoli, co w polityce lokalnej jest zjawiskiem naturalnym — prawda bowiem porusza się zwykle pieszo, podczas gdy wersje oficjalne korzystają z transportu uprzywilejowanego.

Ponieważ dzisiejszy wieczór spędzam w domu, istnieje uzasadnione przypuszczenie, że dowiem się więcej. A nic tak nie komplikuje rzeczywistości jak nowe fakty pojawiające się po zakończeniu konferencji sukcesu.

Na razie jednak pozostajemy przy pytaniach, które — niestety — mają tendencję do psucia dobrego nastroju:

  • co wspólnego ma klaskanie ze spotkaniem wiejskim — czy jest ono wyrazem spontanicznej radości obywatelskiej, czy raczej formą głosowania bez niepotrzebnego liczenia głosów,
  • w jaki sposób można odkręcić kota ogonem tak skutecznie, aby strata nabrała cech zysku, a porażka zaczęła wyglądać jak etap przejściowy do triumfu,
  • jaki poziom pedagogiki społecznej uznaje się jeszcze za informowanie mieszkańców, a od którego zaczyna się wychowywanie ich do właściwego rozumienia faktów,
  • czy wzywanie tatusia na pomoc jest nowoczesnym instrumentem zarządzania kryzysowego, czy raczej dowodem, że samodzielność w administracji pozostaje ideą raczej teoretyczną? Trendy czy passe,
  • oraz dlaczego sprowadzone wsparcie wykazywało podobno szczególne zainteresowanie sprawami porównawczo-rozporkowyymi jednego z mieszkańców Gminy, co może świadczyć o nowatorskim podejściu do kontroli sytuacji — skupionym na konkretnym mokrym marzeniu sennym zamiast na całości spraw Gminy.

Polityka lokalna ma tę przewagę nad wielką polityką, że wszystko widać tu wyraźniej: ambicje są bardziej osobiste, sukcesy bardziej deklaratywne, a rzeczywistość — jak zwykle — mniej współpracująca niż komunikaty prasowe.

Pozostaje więc czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Bo w życiu publicznym, podobnie jak w operetce, najgłośniejsze arie śpiewa się zazwyczaj wtedy, gdy orkiestra zaczyna już wyraźnie fałszować.

Oddajemy nową drogę – informacją podzielił się Wójt Skubis na stronie Gminy, czyli 1370 metrów sukcesu władzy

Kochani, ja naprawdę nie wierzę, oni naprawdę wciąż to robią. To jest tak niemądre i w tak rażący sposób Wójt Skubis próbuję się autopropomować, że pomysły na komentarz same wyskakują jak króliki z kapelusza. Jest ich tyle, że nie wiem z którego skorzystać, a są chyba dobre więc szkoda je porzucać. Więc dzisiaj komentarz w trzech odsłonach:

  1. Mój komentarz, w moim stylu
  2. Komentarz w stylu Gierka, bo ta autopromocja niedoróbki za 3 mln brzmi jak to co słyszeliśmy w czasach minionych
  3. W formie bajki, bo przepraszam, ale bajki nam opowiadają

Piszcie która wersja najbardziej do Was trafia.

I wersja rzeczywistość

a stronie gminy pojawiła się triumfalna informacja o zakończeniu budowy drogi gminnej w Płaskiej.

Przyznam szczerze — serce zabiło mi szybciej. Pomyślałem: wreszcie coś, co faktycznie ułatwi życie mieszkańcom. Może nowy dojazd, może skrót komunikacyjny, może inwestycja, którą da się zobaczyć nie tylko na zdjęciu z przecinania wstęgi.

Ale potem przeczytałem zdanie:

„Realizacja przedsięwzięcia przyczyniła się do poprawy bezpieczeństwa i komfortu użytkowników drogi oraz usprawniła komunikację lokalną na terenie gminy.”

I wtedy już wiedziałem, że trzeba sprawdzić, co dokładnie zostało usprawnione.

Po krótkim dochodzeniu okazało się, że za jedyne 3 miliony złotych powstało 1370 metrów asfaltu w środku lasu. Droga zaczyna się ambitnie, a kończy refleksyjnie — dokładnie tam, gdzie kończy się sens zadawania pytań.

Mamy więc inwestycję wyjątkową:
drogę idealną do poprawy komunikacji między niczym a jeszcze większym niczym.

Oczywiście dziś prowadzi donikąd, ale spokojnie — doświadczenie uczy, że takie drogi często po czasie zaczynają prowadzić bardzo konkretnie. Zwłaszcza gdy ktoś już wcześniej wiedział, dokąd będą prowadzić. Najlepiej ktoś z szeroko rozumianego grona znajomych królika.

Przy okazji wracają wspomnienia. Czy to nie ta inwestycja, przy której urząd próbował — nazwijmy to delikatnie — pomóc losowi w wyborze wykonawcy? I czy to nie wtedy gmina zapłaciła karę, bo prawo jednak bywa mało elastyczne wobec kreatywności urzędniczej?

Wiejska poczta pantoflowa niesie też, że po budowie drogi pojawiły się wątpliwosci co do zgodności z przepisami i trzeba było wystąpić o odstępstwa. Ciekawe czy to prawda ? Co w wolnym tłumaczeniu może oznaczać, że zamówiliśmy wersję „droga deluxe”, a odebraliśmy „droga minus dodatki”. Ale kto by się czepiał szczegółów — asfalt przecież jest. W większości.

Najbardziej fascynuje jednak oficjalne uzasadnienie o poprawie bezpieczeństwa i komunikacji lokalnej.

Bo trzeba przyznać — bezpieczeństwo rzeczywiście wzrosło. Trudno bowiem o wypadek tam, gdzie nikt nie ma powodu jechać. A komunikacja została usprawniona w sposób absolutny: wcześniej nie było tam ruchu żadnego, teraz nadal go nie ma, ale za to po równej nawierzchni.

To trochę jak postawić przystanek autobusowy na środku jeziora i ogłosić sukces transportowy, bo ławka jest wygodna.

Nie chcę być niesprawiedliwy. Być może to inwestycja wizjonerska. Może za kilka lat okaże się, że była to strategiczna arteria przyszłości. Może powstanie tam metropolia, port kosmiczny albo przynajmniej altana grillowa.

Na razie jednak mieszkańcy dostali coś naprawdę wyjątkowego:
3 miliony złotych zamienione w 1370 metrów doskonałej ciszy komunikacyjnej.

I jedno trzeba przyznać — komunikat o sukcesie powstał szybciej niż sens tej inwestycji.

II wersja (trybuna Ludu), dla młodszych czytelników to taka specyficzna gazeta z zamierzchłych czasów:

Nowa droga w Płaskiej symbolem dynamicznego rozwoju gminy

Kolejny krok naprzód w realizacji programu modernizacji infrastruktury lokalnej

PŁASKA (od naszego korespondenta)

W atmosferze społecznego zaangażowania i satysfakcji z dobrze wykonanego zadania oddano do użytku nowy odcinek drogi gminnej w Płaskiej — inwestycję stanowiącą istotny element konsekwentnie realizowanego programu rozwoju infrastruktury komunikacyjnej regionu.

Jak podkreślono podczas narady roboczej, inwestycje infrastrukturalne muszą służyć przede wszystkim interesowi ogólnospołecznemu, a nie jednostkowym wygodom.

W związku z tym odstąpiono od modernizacji odcinków zlokalizowanych w pobliżu istniejącej zabudowy jednorodzinnej. Eksperci zgodnie wskazali, że sam fakt posiadania własnego domu świadczy o osiągnięciu przez jego mieszkańców relatywnie wysokiego poziomu stabilizacji życiowej, co pozwala im z większym zrozumieniem przyjąć przejściowe niedogodności infrastrukturalne.

Droga nie może być przywilejem, lecz narzędziem wychowania społecznego — podkreślono w komunikacie.

Codzienne pokonywanie nierówności nawierzchni, jak zaznaczono, sprzyja kształtowaniu postaw pokory wobec wspólnoty oraz przypomina, że rozwój jest procesem zbiorowym, a nie indywidualnym.

Jednocześnie nowy odcinek drogi, zlokalizowany w przestrzeni otwartej, stanowi przykład planowania wyprzedzającego potrzeby przyszłych pokoleń. Budując tam, gdzie jeszcze nie ma intensywnego ruchu, władze wykazują dalekowzroczność i zdolność przewidywania kierunków rozwoju.

Specjaliści podkreślają, że takie podejście eliminuje ryzyko nadmiernego komfortu komunikacyjnego w obszarach już zagospodarowanych, co mogłoby prowadzić do niepożądanych różnic w poziomie satysfakcji społecznej.

Mieszkańcy — jak odnotowano — przyjęli decyzję ze zrozumieniem, dostrzegając jej głęboki wymiar wychowawczy i wspólnotowy.

Realizacja inwestycji potwierdza, że konsekwentna polityka infrastrukturalna może jednocześnie rozwijać przestrzeń i umacniać świadomość społeczną obywateli.

Nowo wybudowana droga o długości 1370 metrów została wykonana w standardzie odpowiadającym współczesnym wymaganiom technicznym, przy nakładzie inwestycyjnym wynoszącym 3 miliony złotych. Realizacja przedsięwzięcia potwierdza wysoką skuteczność Wójta Skubisa w zakresie racjonalnego planowania oraz gospodarnego wykorzystania środków publicznych.

Jak podkreślono podczas podsumowania inwestycji, oddany odcinek znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa użytkowników oraz komfort poruszania się, stanowiąc jednocześnie ważny impuls rozwojowy dla całej gminy.

Budujemy z myślą o przyszłości — zaznaczyli przedstawiciele władz. — Nowoczesna infrastruktura drogowa jest fundamentem dalszego postępu społecznego i gospodarczego.

Jeszcze niedawno teren ten pozostawał obszarem o ograniczonych możliwościach komunikacyjnych. Dziś, dzięki śmiałej i perspektywicznej decyzji inwestycyjnej Wójta Skubisa, powstała droga wyprzedzająca potrzeby jutra i otwierająca nowe możliwości zagospodarowania przestrzennego.

Specjaliści podkreślają, że inwestycje infrastrukturalne tego typu odgrywają szczególną rolę w procesie równomiernego rozwoju regionów, tworząc warunki dla przyszłych inicjatyw społecznych, rekreacyjnych i gospodarczych.

W duchu odpowiedzialnej polityki społecznej oraz konsekwentnej realizacji zasad sprawiedliwego rozwoju przestrzennego podjęto decyzję o budowie nowego odcinka drogi gminnej w rejonie dotychczas niewykorzystanym komunikacyjnie.

Oddany odcinek już teraz stanowi przykład nowoczesnego podejścia do planowania — najpierw powstaje infrastruktura, która następnie staje się impulsem do dalszej aktywizacji terenu.

Mieszkańcy z uznaniem przyjęli zakończenie prac, wskazując na widoczną poprawę standardu zagospodarowania przestrzeni oraz wzrost poczucia bezpieczeństwa.

Realizacja inwestycji potwierdza, że dzięki zgodnej współpracy władz lokalnych, wykonawców oraz społeczności możliwe jest konsekwentne podnoszenie jakości życia obywateli.

Nowa droga w Płaskiej jest kolejnym dowodem, że rozwój gminy postępuje systematycznie i zgodnie z przyjętymi założeniami, a ambitne plany modernizacyjne stają się rzeczywistością.

III Bajka lokalna

Dawno temu istniało Królestwo Prostej Drogi, którym władał Król Ogłoszeń Pierwszy — władca wielce umiłowany przez własne komunikaty i kroniki pełne sukcesów.

Król nie podróżował wiele. Świat poznawał głównie z map rozwieszonych w sali narad oraz z opowieści Dworu, który zawsze wiedział, co Król chciał usłyszeć, zanim jeszcze zdążył zapytać.

W królestwie żył Lud Wędrowców — lud cierpliwy, który każdego dnia przemierzał stare trakty. Drogi te były kręte, pełne dziur i błota, lecz prowadziły do domów, pracy i życia.

Wędrowcy prosili jedynie:

— Niech droga powstanie tam, gdzie chodzimy.

Król wysłuchał ich próśb i zwołał Radę Dworu.

Na Radzie przemawiał Kanclerz Planów, człowiek o głosie gładkim jak pergamin:

— Wasza Wysokość, prawdziwa wielkość polega nie na naprawianiu starych ścieżek, lecz na tworzeniu nowych. Lud zawsze nadąży za wizją.

Królowi spodobały się te słowa.

— Niech więc powstanie droga! — ogłosił. — Droga nowoczesna, godna kronik!

Z królewskiego skarbca wyniesiono trzy skrzynie złota. Budowniczowie ruszyli do pracy, lecz nie tam, gdzie mieszkali ludzie, lecz głęboko w Lesie Milczenia — miejscu spokojnym, gdzie nikt nie zadawał pytań.

Po wielu dniach herold ogłosił:

Droga została ukończona! Zwiększa bezpieczeństwo i usprawnia podróże całego królestwa!

Wędrowcy ruszyli ją odnaleźć.

Szli długo — przez miejsca, gdzie koła wozów grzęzły w błocie. Szli przez drogi, które naprawdę potrzebowały naprawy.

Aż znaleźli ją.

Czarna, równa i doskonała przecinała las przez tysiąc trzysta siedemdziesiąt kroków, po czym kończyła się nagle, jak zdanie urwane przez cenzora.

Na jej skraju siedział Lis — doradca Dworu, który zawsze pojawiał się tam, gdzie coś pachniało decyzją.

— Dlaczego droga jest tutaj? — zapytali Wędrowcy.

Lis uśmiechnął się.

— Bo tutaj łatwiej było ją ogłosić sukcesem.

— A czy ktoś nią jeździ?

— Nie trzeba jeździć — odparł Lis. — Wystarczy, że istnieje.

Nad nimi na gałęzi siedziała Sowa, Strażniczka Pamięci.

— Ta droga nie została zbudowana dla podróży — powiedziała cicho. — Została zbudowana dla opowieści o podróży.

W tym czasie Kronikarze królewscy zapisywali już pergaminy:

„Bezpieczeństwo wzrosło.”
„Komunikacja usprawniona.”
„Plan wykonany.”

A że nikt drogą nie jechał — tym lepiej. Nic nie mogło zaprzeczyć zapisanym słowom.

Wędrowcy wrócili więc na swoje stare trakty, dalej omijając dziury i kamienie.

Król zaś spojrzał na kroniki i rzekł z zadowoleniem:

— Królestwo idzie naprzód.

I nikt nie miał odwagi zapytać: dokąd.

Droga w Lesie Milczenia leży tam podobno do dziś. Czasem przebiegnie po niej sarna, czasem wiatr, a czasem echo królewskiego ogłoszenia.


Morał, który w królestwie szeptano tylko nocą:

Gdy władza buduje drogi dla kronik,
lud nadal chodzi własnymi ścieżkami.

Baśń o Wójcie, który wybrał godzinę czarów

Dawno, dawno temu, w dolinie między pagórkami i świeżo łatanymi drogami, leżała gmina tak dumna ze swej demokracji, jak paw ze swojego ogona. Mieszkańcy tej krainy byli pracowici, serdeczni i bardzo przywiązani do pewnej świętej godziny.

Była to godzina dziewiętnasta.

O tej właśnie porze w każdym domu zapadała cisza niemal magiczna. Dzieci, jak zaczarowane, zasiadały przed migoczącym ekranem, gdzie pojawiała się Wieczorynka — strażniczka spokoju, pół godziny wytchnienia i ostatnia nadzieja rodziców przed nocną batalią o mycie zębów.

I właśnie wtedy, gdy w całej dolinie rozbrzmiewała bajkowa melodia, Wójt ogłosił:

— Oto nadszedł czas Wielkich Konsultacji! Spotkajmy się o godzinie dziewiętnastej!

Mieszkańcy spojrzeli po sobie z niepokojem.

— Ależ to pora czarów… — szepnęła Pani z domku przy Strumieniowej.
— To godzina, gdy dzieci zamieniają się w słuch, a rodzice w posągi cierpliwości — dodał Pan spod Lasu.

Lecz Wójt był spokojny.

Miał bowiem przewagę.

W jego zamku mieszkało dziecię tak maleńkie, że Wieczorynki jeszcze nie znało. Nie wiedziało, czym jest czołówka o dziewiętnastej ani jak wielką moc ma pół godziny bajkowej ciszy. Wójt mógł więc planować swobodnie, nieznający zaklęcia tej godziny.

— Wszak o dziewiętnastej wszyscy są już w domach! — oznajmił z uśmiechem człowieka, który nie musi negocjować z trzylatkiem uzbrojonym w kocyk i stanowcze „jeszcze jeden odcinek”.

I tak nadszedł dzień konsultacji.

W sali obrad zapłonęły światła. Stoły ustawiono równo. Krzesła czekały jak rycerze gotowi do debaty.

Wybiła dziewiętnasta.

W całej dolinie rozległa się melodia Wieczorynki.

A w sali… cisza.

Po chwili wszedł jeden spóźniony mieszkaniec, który źle odczytał ogłoszenie. Za nim wtoczył się wiatr i przyniósł ulotkę z planem spotkania.

Wójt odchrząknął i przemówił donośnie:

— Witam licznie zgromadzonych!

Echo odpowiedziało mu uprzejmie.

Tymczasem w domach trwała prawdziwa magia. Dzieci siedziały jak zaczarowane, rodzice oddychali spokojnie, a nikt — absolutnie nikt — nie chciał przerywać tego kruchego pokoju dla dyskusji o budżecie i planie zagospodarowania.

Gdy spotkanie dobiegło końca, kronikarz zapisał złotymi literami:

„Konsultacje przebiegły bez sprzeciwu. Mieszkańcy nie zgłosili uwag.”

I rzeczywiście — nie zgłosili. Bo byli zajęci ratowaniem wieczornego ładu wszechświata.

Darmowa porada jak nie poprawiać błędów jeszcze większymi błędami czyli płaszczańskie „odkręcanie kota ogonem”

Nasz pierwszy czytelnik – Michał Skubis zwany czasami Wójtem – przeczytał wiadomość i najwyraźniej zrozumiał, że mieszkańcy zdążyli już połączyć kropki. A jak wiadomo, gdy kropki łączą się same, zaczyna być niebezpiecznie.

Bo kiedy wszyscy widzą, że ktoś próbował ich – nazwijmy to elegancko – „wprowadzić w błąd”, czyli mniej elegancko – wyprowadzić w pole, pozostają dwie drogi:

  1. powiedzieć „przepraszam”,
  2. albo udawać, że to pole było elementem strategii rozwoju obszarów zielonych.

Po bezsennej nocy sztabu „Wspólnej sprawy” wybrano opcję trzecią: poranny SMS. Panie i Panowie z Rady czy Wy naprawdę tak boicie się? Czy nie widzicie do czego prowadzi Naszą gminę Wasze odwracanie wzroku? Macie w Gminie władzę absolutną w Gminie i w Radzie. Nie możecie na nikogo zrzucić tego bałaganu wokół.

Nawiązując do Środy Popielcowej i nadchodzącego okresu zadumy i refleksji, chciałbym przypomnieć Wam, że na końcu tego okresu usłyszymy o dwóch osobach. O Judaszu, który za 30 srebrników sprzedał Jezusa. Usłyszymy również o Piłacie, który obmywa ręce i udaje, że decyzja nie była jego decyzją. Pomyślcie.

Rozbierzmy SMS spokojnie, jak instrukcję montażu meblościanki z brakującą śrubką.

1. „Z powodów organizacyjnych”

Ach, te słynne powody organizacyjne.
Najbardziej pojemne pojęcie w administracyjnym słowniku.

Ja jestem jeszcze z pokolenia, w którym gdy coś się zrobiło źle, mówiło się „przepraszam”.
Chyba że ktoś był przekonany o własnej nieomylności do tego stopnia, że lustro codziennie rano salutuje.

Jakie to powody organizacyjne wystąpiły?
Czy może organizacja polegająca na tym, że ktoś publicznie pokazał podstępną pułapkę i trzeba było szybko przykryć ją nową wersją wydarzeń?

Bo jeśli tak, to faktycznie – organizacja była dynamiczna.

2. „Przesunięte na godzinę 19.00”

Genialne.
W środku tygodnia.

Większość ludzi, w przeciwieństwie do niektórych, chodzi do pracy.
Praca od 7:00, 8:00. Wstać trzeba wcześniej. Dojazd. Powrót. Zakupy. Obowiązki domowe. W przypadku Środy Popielcowej – również Msza Święta.

A potem o 19:00 mamy zasiąść z uśmiechem i świeżością w oczach, by wysłuchać wizji przyszłości.

Kto ma siłę siedzieć do 21:00, wiedząc, że o 6:00 zadzwoni budzik?
Może to nowy program zdrowotny: „Bezsenność dla rozwoju gminy”.

3. „Termin 18.02 bez zmian”

I tu zaczyna się część psychologiczna.

Po pierwsze – Wójt wie, że w każdy inny dzień przyjechałbym i zadałbym pytania, na które nie odpowiada od trzech miesięcy.
Pytania niewygodne.
Takie, na które nie da się odpowiedzieć prezentacją slajdów ani uśmiechem scenicznym.

Po drugie – to zdanie daje poczucie kontroli.
„Termin bez zmian” brzmi jak: „Tu rządzę ja.”

To mechanizm dobrze znany.
Gdy złapią cię za rękę – mówisz, że to nie twoja ręka.
Gdy wszyscy widzą, że termin był elementem strategii – mówisz, że to logistyka.

To już nie jest kwestia kalendarza.
To kwestia ego. Dużego ego. Bardzo rozdmuchanego ego.

Podsumowując:

Jeśli jesteś mieszkańcem Gminy.
Jeśli nie jesteś wazeliniarzem ani delegowanym klakierem z urzędu lub Rady.

Zastanów się, czy to spotkanie nie jest przypadkiem spektaklem z gotową tezą.
Wójt przychodzi przekonać, że impreza jest wspaniała.
Nie rozliczył pierwszej. Nie rozliczył drugiej.
Miesiącami odmawia odpowiedzi na pytania.

A potem przewodniczy spotkaniu, wyznacza protokolanta i magia się dzieje:
z trudnych pytań zostaje zapis „ożywiona dyskusja”,
z niewygodnych tematów zapis – „pojedyncze uwagi”,
a z konkretów – cisza.

Bo kto protokołuje, ten opisuje rzeczywistość.
I czasem ma większą władzę niż ten, kto przemawia.

Wiesław mógłby się uczyć.

Darmowa podpowiedź: na stronie Plaska.pl dalej jest spotkanie o 16.00. Pan nawet kłamać dobrze nie potrafi. Chyba, że chodzi o robienie ludziom wody z mózgu.

Intryga Wójta Skubisa – część 2 z 2

Poniżej mój dzisiejszy e-mail. Wysłany do Urzędu Gminy Płaska oraz do wszystkich Radnych. Zakładam, że jak zwykle akceptują wszystkie polecenie Michała Skubisa i nie będzie z ich strony sprzeciwu. Milczenie w naszej gminie stało się przecież najbezpieczniejszą formą stanowiska.

Natomiast to, co dzieje się wokół organizacji spotkań, trudno już nazwać zbiegiem okoliczności. Zwoływanie zebrania pomiędzy godzinami mszy w dniu o szczególnym znaczeniu dla wielu mieszkańców nie jest niefortunną kolizją kalendarza. To precyzyjny wybór.

Bo tu nie chodzi o termin. Tu chodzi o frekwencję. A dokładniej – o jej kontrolę.

Mieszkańcy zostają postawieni przed eleganckim dylematem:
Msza o 15:30 czy spotkanie o 16:00?
Msza o 17:00 czy „konsultacje”, które zapewne zakończą się szybciej, niż ktokolwiek zdąży zadać niewygodne pytanie?

To nie jest dialog. To jest zarządzanie ryzykiem.

Im mniej osób zada pytania, tym łatwiej ogłosić sukces konsultacyjny. Im mniej konfrontacji, tym większy komfort wystąpienia. A później wystarczy powiedzieć: „spotkanie się odbyło, mieszkańcy nie zgłaszali zastrzeżeń”.

Nie zgłaszali – bo nie mogli. A rodzina z kilkoma akolitami zrobią frekwencję?

Jeśli ktoś zadaje pytania o liczby, opłacalność, sens ekonomiczny – najlepiej zadbać, aby nie było okazji ich zadać publicznie. Schemat powtarza się już kolejny raz. Termin środowy. Brak nagrania. Protokół, który pamięta wybiórczo. A potem opowieść o transparentności.

To nie jest przypadek. To metoda.

Bo prawdziwe konsultacje zakładają gotowość na konfrontację. A tu widać raczej potrzebę kontroli przekazu. Widać lęk przed faktami, które mogą nie pasować do narracji.

I w tym wszystkim najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że decyzje budzą kontrowersje. Najbardziej niepokojące jest to, że robi się wszystko, by uniknąć otwartej rozmowy o nich.

Samorząd nie polega na tym, by mieszkańcy byli statystami w gotowym scenariuszu.

Samorząd polega na tym, by władza była gotowa usiąść naprzeciwko i odpowiadać – nawet wtedy, gdy pytania są niewygodne.

Email z dzisiaj:

Dzień dobry,

dla porządku informuję, że przesłałem swoje uwagi zarówno do Wójta, jak i do Pani Przewodniczącej, z uprzejmą prośbą o przekazanie ich Państwu Radnym. Z niecierpliwością będę obserwował, kiedy Przewodnicząca uzna, że nadszedł jej właściwy moment.

Samo wyznaczenie spotkania na Środę Popielcową to ruch, który trzeba przyznać – ma w sobie pewną odwagę logistyczną. W końcu nic tak nie sprzyja frekwencji i otwartej debacie jak termin, który zmusza mieszkańców do wyboru między ważnym wydarzeniem wspólnotowym a obowiązkami religijnymi. Konsultacje społeczne w wersji „wybierz mądrze, ale szybko” – nowa jakość dialogu.

Godzina 16:00 to również wybór nieprzypadkowy. Idealny moment dla osób pracujących – czyli dla większości. W efekcie na sali pozostaną zapewne ci, którzy akurat mogli, oraz ci, którzy zawsze mogą. A trudne pytania? Cóż, one bywają kapryśne – czasem po prostu nie zdążą dotrzeć.

Szczególnie interesujące jest to w kontekście projektu Rock Water, który – przynajmniej w mojej ocenie – wciąż czeka na przekonujące uzasadnienie ekonomiczne i realne korzyści dla mieszkańców. Zamiast liczb – narracja. Zamiast przejrzystości – tempo. Zamiast debaty – kalendarz.

Nie wiem, czy to przypadek, czy nowa filozofia zarządzania, w której najważniejsze jest, by konsultacje się odbyły, a nie by ktoś mógł w nich realnie uczestniczyć.

Ale może się mylę. Może to po prostu wyjątkowo niefortunny zbieg okoliczności.

A przy okazji – warto docenić subtelność sytuacji, w jakiej postawiono osoby wierzące. Środa Popielcowa to dla wielu mieszkańców nie jest „zwykła data w kalendarzu”, lecz początek okresu refleksji, wyciszenia i duchowego przygotowania do Wielkanocy.

I oto pojawia się elegancki dylemat logistyczno-moralny:

Msza o 15:30 w Płaskiej?

Msza o 17:00 w Studzienicznej?

Czy może jednak spotkanie o 16:00?

Decyzja niemal metafizyczna. Wybór między wspólnotą duchową a wspólnotą samorządową. Między ciszą kościoła a dynamiką sali zebrań. Między rachunkiem sumienia a rachunkiem ekonomicznym projektu.

Można powiedzieć, że to interesujące doświadczenie etyczne: czy większym obowiązkiem jest uczestnictwo w praktyce religijnej, czy w konsultacjach społecznych ogłoszonych z jednodniowym wyprzedzeniem? Czy odpowiedzialność obywatelska ma pierwszeństwo przed duchową? A może odwrotnie?

Z perspektywy zarządzania terminami to rozwiązanie wręcz mistrzowskie — gwarantujące naturalną selekcję uczestników bez potrzeby formalnych ograniczeń.

Bo przecież nikt nikomu niczego nie zabrania.

Wystarczy tylko wybrać.

I w tym właśnie tkwi cała elegancja sytuacji.

Czyli mówiąc kolokwialnie. Przyjdą tylko wyrachowani ateiści, którzy są gotowi oszukiwać mieszkańców. Czekam na listę obecności.

Ja do tego poziomu obłudy i fałszu się nie zniżę. 

Z poważaniem

Jak Wójt oszukuje i wprowadza w błąd mieszkańców dla własnego zysku – wpis 1 z 2

Drugi wpis pojawi się po 20.00.

Nie ukrywam, że jest mi miło. Blog czyta codziennie od 200 do 640 osób. Mamy odbiorców w całej Europie, w Ameryce Północnej, a nawet jednego wiernego czytelnika w Wietnamie. Globalny zasięg, lokalna treść – można powiedzieć: eksport myśli z Płaskiej.

Ale przyznam szczerze – najbardziej buduje mnie jeden konkretny czytelnik. Pan Michał Skubis. Czujny, uważny, reagujący w czasie rzeczywistym. Prawdziwy monitoring obywatelski, tyle że odwrócony.

Bo gdy tylko pojawiła się informacja o niefortunnym terminie jutrzejszego spotkania, niemal natychmiast – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – na stronie gminy ukazało się ogłoszenie. Przypadek? Oczywiście. Przecież administracja działa zawsze z wyprzedzeniem. Czasem tylko wyprzedzenie bywa… bardzo świeże.

Szkoda jedynie, że data publikacji pozostała niezmieniona. Internet ma tę nieprzyjemną cechę, że pamięta. Czasem aż za dobrze. I zamiast subtelnej korekty narracji, zostaje cyfrowy ślad, który bardziej przypomina kronikę wydarzeń niż planowaną komunikację.

Nie wiem, czy to dowód refleksji, czy dowód czujności. Wiem natomiast, że czytelnictwo rośnie, a interakcja z władzą przybiera coraz ciekawsze formy. W końcu nie każdy blog może pochwalić się tak szybkim wpływem na oficjalne komunikaty.

Za to – bez ironii – dziękuję.

Pozwólcie, że pokażę Wam, dlaczego Pan Michał Skubis tak bardzo chce, byśmy patrzyli w jednym, starannie ustawionym kierunku.

Cała sprawa zaczyna przypominać klasyczny scenariusz „chleba może nie być, ale igrzyska muszą”. W naszym wydaniu igrzyska nazywają się Rock Water. Brzmi dumnie, nowocześnie, medialnie. A przede wszystkim – efektownie na zdjęciach.

Bo zdjęcia są kluczowe. Wójt przed sceną. Wójt na scenie. Wójt obok sceny. Wójt przy stoisku z jedzeniem. Wójt w tle, Wójt w centrum, Wójt w ujęciu dynamicznym. Fotorelacja pełna energii, nawet jeśli budżet już niekoniecznie.

Bo w tej opowieści o Rock Water wszystko jest możliwe. Człowiek zaczyna mieć wrażenie, że gdyby ktoś na imprezie otworzył butelkę piwa, to zamiast kapsla mógłby wyskoczyć… kolejny kadr z Wójtem w tle. Tak intensywna jest obecność w przestrzeni wydarzenia, że zaczyna funkcjonować niemal jak element scenografii – obowiązkowy, powtarzalny i zawsze w centralnym punkcie ujęcia.

Tymczasem coraz częściej słychać głosy, nawet wśród radnych, że może to jednak impreza o ambicjach większych niż możliwości finansowe gminy. Że może to wydarzenie bardziej wizerunkowe niż gospodarcze. Że może bilans ekonomiczny nie jest tak spektakularny jak scena.

Bo jeśli wydarzenie kosztuje dużo i nie zarabia na siebie, to znaczy, że ktoś do niego dopłaca. A dopłacamy my. W praktyce finansujemy jednodniową atrakcję, z której – poza ładnymi zdjęciami – trudno wskazać długofalowe korzyści dla mieszkańców.

Nawet darmowe busiki, które mają wozić tłumy, zdają się czasem realizować kursy bardziej symboliczne niż transportowe. Ale za to jak pięknie brzmi: „zapewniliśmy bezpłatny transport”.

Mam nawet drobną propozycję racjonalizatorską: może wprowadźmy system potwierdzenia obecności? Pieczątka „Byłem na Rock Water” jako załącznik do każdego wniosku w urzędzie. W końcu skoro to wydarzenie strategiczne, może warto je wpisać w obieg administracyjny. Inspiracje można czerpać z różnych modeli organizacyjnych – historia zna wiele ciekawych przykładów.

Mam jednak wrażenie, że sedno sprawy jest inne. Jeśli entuzjazm radnych nieco przygasł, a potrzeba organizowania kolejnej edycji u Michała Skubisa nie maleje, trzeba znaleźć sposób, by odpowiedzialność za decyzję rozłożyć szerzej. Najlepiej na mieszkańców.

Wystarczy zorganizować spotkanie. Najlepiej w terminie dogodnym. Bez nagrania. Z protokołem, który – jak pokazuje praktyka ostatnich lat – bywa dokumentem selektywnym w swojej pamięci. A potem można powiedzieć: „konsultacje się odbyły, mieszkańcy chcieli”.

A jeśli ktoś powie, że o czymś nie było mowy? Cóż. Zawsze można stwierdzić, że coś zostało źle zrozumiane.

Trzy miesiące temu zadałem pytania dotyczące opłacalności tej imprezy. Pytania konkretne, o liczby i bilans. Do dziś odpowiedzi brak. Dziś wysłałem przypomnienie. A pod nim leży tamten mail z 19 grudnia – wciąż bez odpowiedzi.

Cisza też jest formą komunikatu. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą publiczne pieniądze.

A więc przypomnienie z dzisiaj:

Szanowny Panie Wójcie,

W czwartek miną trzy miesiące od momentu, gdy zadałem pytania zawarte w poniższej korespondencji. To wystarczająco dużo czasu, by odpowiedź zdążyła dojrzeć, przejść przez wszystkie etapy refleksji, konsultacji i zapewne także głębokiej analizy strategicznej.

Milczenie w tej sprawie trudno uznać za przypadek. Raczej za komunikat. Taki subtelny. W stylu: „nie wszystko wymaga odpowiedzi, szczególnie jeśli pytania są niewygodne”.

Dzisiejszy SMS z informacją o jutrzejszym spotkaniu o godzinie 16:00, bez wcześniejszej zapowiedzi na stronie internetowej i bez jakiegokolwiek wyprzedzenia – to już komunikat mniej subtelny. To model konsultacji społecznych w wersji ekspresowej: informujemy, odbywamy, odnotowujemy. Najlepiej w godzinach pracy, gdy większość mieszkańców ma inne obowiązki niż śledzenie kalendarza wydarzeń ogłaszanych z 24-godzinnym wyprzedzeniem.

Szczególnie interesujące jest to, że spotkanie odbywa się przed przedstawieniem danych, o które wnioskuję od trzech miesięcy. To rozwiązanie niezwykle nowatorskie: najpierw dyskusja, później, być może informacje. O ile okażą się potrzebne.

Brak nagrania wideo również wpisuje się w tę koncepcję. Pozostaje protokół, dokument o elastycznej pamięci, który jakimś zbiegiem okoliczności bywa mniej rozmowny w kwestiach najistotniejszych. A potem zaczyna się klasyczna gra: „tego nie było”, „to zostało inaczej zrozumiane”, „to wyrwano z kontekstu”.

Z zewnątrz wygląda to nie jak dialog z mieszkańcami, lecz jak zarządzanie wizerunkiem przy minimalnym ryzyku konfrontacji z trudnymi pytaniami. A przecież konsultacje społeczne nie polegają na tym, by były – tylko na tym, by coś znaczyły.

Pozostaje mieć nadzieję, że w którymś momencie forma przestanie dominować nad treścią, a pytania przestaną być traktowane jak niedogodność, którą najlepiej przeczekać. Nadzieję, że te dwa lata szybko zlecą, a potem zostanie tylko infamia.

Nie mam nadziei, ale proszę Panią Przewodniczącą Rady Gminy o przekazanie w dniu dzisiejszym tego emaila w całości radnym. Także tym zapatrzonym.

Z poważaniem,

Dnia 19 grudnia 2025 14:38 > napisał(a):

Szanowny Panie Wójcie,

upłynął już wystarczający czas, aby dokonać rzetelnego podsumowania wydarzenia promowanego przez Wójta Gminy pod nazwą Rock Water. W związku z tym chciałbym zweryfikować swoje dotychczasowe stanowisko dotyczące nieopłacalności organizacji tego wydarzenia oraz – w przypadku przedstawienia przekonujących danych – ewentualnie przyznać rację Wójtowi.

Moim zdaniem skala przedsięwzięcia była nieadekwatna do aktualnej sytuacji finansowej gminy, w szczególności w kontekście poziomu jej zadłużenia. Ponadto, w mojej ocenie, znaczna część mieszkańców gminy nie uczestniczyła w wydarzeniu. Aby jednak oprzeć ocenę wyłącznie na faktach, zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania, które pozwolą przedstawić obiektywny obraz organizacji i efektów imprezy.

  1. Ilu uczestników wzięło udział w wydarzeniu, z podziałem na osoby, które nabyły bilety, oraz osoby uczestniczące nieodpłatnie (m.in. pracownicy urzędu, zaproszeni goście, przedstawiciele sponsorów itp.)?
  2. Jaki był całkowity przychód z imprezy, z wyszczególnieniem:
    • wpływów ze sprzedaży biletów (po potrąceniu prowizji pośredników),
    • przychodów z tytułu opłat od wystawców i stoisk,
    • wpłat lub świadczeń finansowych od sponsorów?

Jeżeli część środków została ujęta w księgach w inny sposób, proszę o wskazanie łącznej wartości wszystkich wpływów, które pomniejszały faktyczny koszt organizacji wydarzenia.

  1. Jaki był całkowity koszt organizacji imprezy, rozumiany jako suma wszystkich wydatków poniesionych przez Urząd Gminy, jednostki organizacyjne oraz inne podmioty gminne, w tym wszystkich faktur i zobowiązań finansowych związanych z wydarzeniem? Zwracam uwagę, że chodzi o koszt rzeczywisty i pełny, a nie jedynie koszt prezentowany Radzie Gminy. Mam obawy, że prezentowana w kuluarach kwota 70 tyś straty może być celowo zaniżona.  Jako przykłady kosztów pośrednich wskazuję m.in. bezpłatną komunikację dla uczestników czy prace organizacyjne wykonywane przez pracowników urzędu i jednostek podległych.
  2. Proszę również o ujęcie w kosztach, o których mowa w pkt 3, wartości pracy urzędników oraz pracowników jednostek podległych, którzy w godzinach pracy realizowali zadania związane z przygotowaniem i nadzorem nad kolejnymi etapami wydarzenia.
  3. Jaki był koszt ubezpieczenia imprezy, uwzględniony w całkowitych kosztach, o których mowa w pkt 3?
  4. Jaki był łączny koszt transportu zapewnionego w dniu wydarzenia oraz ilu mieszkańców faktycznie skorzystało z tej formy dojazdu?
  5. Proszę o udostępnienie opracowania lub analizy sporządzonej przez urząd (o ile taka powstała) dotyczącej korzyści wynikających z organizacji imprezy, w szczególności w zakresie promocji gminy, aby potwierdzić, że powszechne odczucie o nieefektywnym wydatkowaniu środków publicznych nie jest zasadne.
  6. Podtrzymuję również wniosek o udostępnienie protokołów z przeglądów budowlanych obowiązujących w trakcie trwania imprezy, jak również ewentualnych przeglądów wykonanych po jej zakończeniu.

Z góry dziękuję za udzielenie wyczerpujących i precyzyjnych odpowiedzi.

Tradycyjnie proszę Panią Przewodniczącą o przesłanie informacji dla Radnych, chociaż patrząc na dotychczasowe działania to zapewne jest to tylko „wołanie na puszczy.

Zajawka na dzisiaj

Dzisiaj późnym wieczorem mocny komentarz, bo to co robi Wójt przekroczyło już dawno wyczyny poprzedniego Wójta. Arogancja, buta, brak szacunku do mieszkańców, zadufanie w sobie to obraz codzienny Naszego włodarza. Czas się obudzić. A Ci co kochają swojego „ulubieńca” niech robią to dalej.

W końcu miłość to uczucie głupie, ale przebudzenie się czasami boli.

Bajdy, bujdy i legendy powiatu

Przyznam, że choć z Autorem nie zawsze nadajemy na tych samych falach, tym razem byłem pod wrażeniem. Szczególnie imponujące było to, ile czasu i determinacji wymagało dotarcie do informacji rozsianych — delikatnie mówiąc — w „kilku” miejscach.

Wpis Dyrektora GOK przeczytałem z niemałymi emocjami, a nawet z odrobiną zawodowej zazdrości. Trzeba bowiem przyznać, że na takie śledztwa potrzeba czasu, którego — pracując zawodowo — zwyczajnie mi brakuje. Do emerytury jeszcze chwila, więc na wielogodzinne kwerendy przyjdzie czas później.

Tymczasem, oprócz komentowania w sposób satyryczny bieżących wydarzeń w Gminie oraz działań zmierzających do odzyskania środków należnych mieszkańcom, postanowiłem spróbować sił w nieco bardziej metaforycznej formule.

Na początek proponuję dwa obszary: etymologię nazwisk oraz zielnik podlaski. Oczywiście wszystko w formie przystępnej, lekkiej i — mam nadzieję — przyjemnej w odbiorze.

Ci, którzy wolą czytać bez nadmiernego zastanawiania się, znajdą w tym odrobinę uśmiechu. Ci bardziej dociekliwi — być może nutę refleksji. A jeśli pojawi się frasunek, to wyłącznie ten twórczy.

https://www.facebook.com/tolek.kuzma/?locale=pl_PL