Michał, pobaw się klockami i nie przeszkadzaj

Pani Przewodnicząca nie odpowiedziała na pytanie.

Zamiast tego wysłała swojego giermka. Wójta.

Tak jak w średniowieczu – królowa nie schodzi do ludu, tylko posyła posłańca z pergaminem. Tylko że, Panie Władzo, z całym szacunkiem… Amerykanie mają na takie wyjaśnienia jedno krótkie, techniczne określenie:
„bullshit”. I nie chodzi o anglistykę. Chodzi o wiarygodność.

Panie Wójcie, niech się Pan szanuje. Serio.
Ja wiem, że Pani Przewodnicząca jest mądrzejsza, szybsza i potrafi jednym spojrzeniem zamienić dorosłego faceta w ucznia podstawówki. Wiem, że trzeba być grzecznym.

Ale może zamiast być grzecznym – warto być samodzielnym?

Oprzeć się na ludziach mądrych, silnych, którym zależy na gminie, a nie na stołkach i dietach. Wtedy jeszcze może Pan wyjść na człowieka. Bo na razie wygląda to trochę jak polityczny „program praktyk zawodowych”.

A chce się Pan pośmiać?
To proszę bardzo.

Ja potrafię się przyznać do błędu.

Dalej uważam, że numer z dyrektorem GOK był prawnie wątpliwy jak paragon z bazaru.
Ale facet? Z jajami. Ambitny. Z pomysłami. I – co mówię z bólem serca – ogarnięty.

Może zamiast pod nim dołki kopać, pogadać z nim jak z człowiekiem?
Bo jak ktoś potrafi wygrać z lokalną władzą, to znaczy, że coś w nim jednak jest.

A teraz crème de la crème.

Mamy w gminie Katarzynę Tomczyk.

Prywatnie – sympatyczna osoba. Politycznie – kombajn. Miało być lepiej. Bez prywaty. Bez nepotyzmu. Bez sterowania z tylnego siedzenia.

A wyszło jak zawsze: kierownica z tyłu, a kierowca z przodu tylko trzyma ręce na kole, żeby ładnie wyglądało.

Umysł ostry. Upór jak beton. Charakter „po trupach do celu”.
Przy odwołaniu Wiesława – graliśmy pierwsze skrzypce. A dziś?

Najlepsza fucha w gminie:
nic nie odpowiadać, a wszystkim sterować.

Radni? W większości jak uczniowie na wycieczce – „proszę pani, a możemy głosować?”. Ludzie czasem mądrzy, z dobrymi intencjami, tylko że wpadli w układ jak w kredyt hipoteczny – łatwo wejść, wyjść trudniej.

To trochę jak sekta. Albo Amway.
Każdy wie, że coś jest nie tak, ale nikt nie wie, jak powiedzieć „dobra, wysiadam”. A przecież wystarczyłoby po ludzku: „pomyliłem się, chcę to naprawić”. Naprawdę. To nie boli.

Z rozmów z pracownikami wychodzi ciekawy obraz: do końca 2024 – druga szefowa urzędu. A właściwie pierwsza. Wójt? Siedział grzecznie i potakiwał. 99 na 100 razy. Potem próbował się usamodzielnić.
Jak nastolatek uczący się jeździć bez bocznych kółek. Trochę krzywo, trochę w krzaki.

A teraz najlepsze. Historia z uchwałą. Radni dostają projekt. Są błędy.
Padają pytania. Sekretarz mówi: „poprawimy”.

I co? Cisza. Zero informacji. Zero aktualizacji. Zero maila.

Radni głosują starą wersję (CO NAJMNIEJ 2 Z NICH NIE BYŁO NA KOMISJI I NIE WIEDZĄ O ZMIANACH”.

A potem… magia.

Uchwała po głosowaniu zaczyna żyć własnym życiem. Paragrafy się zmieniają. Treść się wygładza. Błędy znikają. Normalnie Photoshop, tylko w prawie miejscowym.

Nazywajmy rzeczy po imieniu:
edycja przegłosowanej uchwały.

Bez pełnomocnictwa. Bez decyzji Rady. Bez słowa.

Cicho. Po kątach. Jak poprawianie klasówki po oddaniu.

I to jest ten moment, w którym człowiek przestaje się śmiać.

Bo to już nie kabaret. To jest po prostu niebezpieczne.

Najgorsze? To wszystko można było załatwić uczciwie. Mail do radnych.
„Słuchajcie, były błędy, poprawiliśmy, przegłosujmy jeszcze raz.”

Koniec. Temat zamknięty. Ale nie. Bo tu nie chodzi o gminę. Nie o prawo.
Nie o mieszkańców. Tu chodzi o władzę z drugiego rzędu i wizerunek bez rysy/skazy.

Wójcie, podtrzymuję nasze ustalenia. Jeśli ta polityczna telenowela się skończy i Pani Przewodnicząca zniknie z pierwszego planu – deklaruję współpracę. Pół roku spokoju. Naprawiajcie. Porządkujcie. Róbcie robotę.

Bo póki co mamy gminę, która wygląda jak kabaret.
Tylko bilety – niestety – wszyscy płacimy obowiązkowo.

Jak Gmina nadzoruje Nasze bezpieczeństwo i komfort jazdy

Tak, życie bywa trudne. Czasem człowiek wstaje rano, patrzy na licznik i myśli: dzisiaj przede mną 500 kilometrów jednego dnia. Wyjechałem o 13.00 czyli godzinę później niż napisałem w piątek do Wójta z którym nie udało mi sie spotkać, gdyż był zajęty.

Zrobiłem sobie małe kółko: Warmińsko-Mazurskie, potem Mazowieckie. Taki zimowy road trip krajoznawczy. Z elementami survivalu.

I wiecie co? Mam jedno wielkie odkrycie.

Droga 672 z Przewięzi do Płaskiej ma status drogi krajowej. Brzmi dumnie. Państwowo. Prawie jak autostrada w folderze reklamowym. A jak jest odśnieżana? No… powiedzmy, że „klimatycznie”.

Ulica Orla – powiatowa. Też brzmi poważnie. Samorząd wyższego szczebla, administracja, struktury, kompetencje. A jak jest odśnieżana? Jakby czekała na wiosnę. I teraz najlepsze.

Ostatni raz śnieg na całej szerokości drogi i czarny asfalt tylko w śladzie kół widziałem… w Przewięzi. Potem przez kolejne 480 kilometrów – czysty asfalt. Szeroko. Czarno. Sucho. Normalnie cywilizacja. Czyli się da.

Najwyraźniej gdzieś istnieje technologia odśnieżania. Może nawet mają tam pługi. A może sól. Taka biała. Sypka substancja. Podobno działa.

Ale wróćmy do naszej lokalnej epopei.

Start:

Spokojna – wiadomo. Spokojna z nazwy i z funkcji. Tu przynajmniej nikt nie poszaleje, bo jako mieszkańcy mówimy „nie”.

Wpadam na Orlą. Testowo wciskam hamulec. Auto przyzwoite, opony świeże… A ja sunę. Trzy metry jak łyżwiarz figurowy. Zeszklony śnieg na całej szerokości. Dwa ślady asfaltu w kierunku na Strzelcowiznę wydeptane przez kierowców. Sól? Nieobecna. Chyba na urlopie.

Dojeżdżam do Poziomkowej i nagle – cud. Jakby ktoś symbolicznie czymś sypnął. Auto ślizga się już tylko pół metra. Sprawdzam trzy razy. Władza jednak działa. Widać granice jurysdykcji – tu zaczyna się „czyjeś”.

Skręt na Augustów. Wygląda jak droga przez zapomnianą wioskę z filmu historycznego. Bieda z nędzą.
Biała tablica – wyjeżdżamy. I… uwaga… jest lepiej niż w samej wiosce. Czyli da się. Tylko nie u nas.

Sucha Rzeczka? Kilka razy lepiej niż w Płaskiej. Serio. Można poczuć zazdrość.

A potem Przewięź, wjazd na 16…  I nagle inny świat. Czarny asfalt. Zero śniegu. Normalna przyczepność. Samochód przestaje tańczyć. Jakbym przekroczył granicę strefy Schengen.

I tak już do Warszawy – bez względu na to, czy powiatowa, czy krajowa. Po prostu czysto.

Kochani, żeby nie być gołosłowny. Od 18.00 zaczął padać marznący śnieg. Tak Jak w ostrzeżeniach. Taki deszcz, że po sekundzie zamarzał na przedniej szybie. Gdyby nie skandynawskie pomysły na podgrzewanie przedniej szyby nie dałoby się jechać. I wiecie co? Na żadnej drodze powiatowej czy krajowej, czarnej na całej szerokości nie pojawił się gram lodu przy -6 stopnia na wyświetlaczu auta. Prędkość podróżna wokół  (tu nie mogę napisać 😊 ) taka jak w lato ;-). Żadnego wypadku, czy poślizgu. Można? Można.

Podsumowanie jest proste. W innych gminach bierze się pieniądze za pracę i nadzór.
U nas chyba za kalendarz. Chociaż ten zapewne Wójt dostaje darmowy, od jednej z firm, które mają u nas przetargi, a później okazuje się, że to co zrobili jakby się trochę nie zgadzało z tym co mieli zrobić.

Bo wygląda to tak, jakby w piątek o 15:00 ktoś gasił światło i mówił: „Śnieg? Proszę przyjść w poniedziałek”.

A nadzór nad drogami powiatowymi? Mission Impossible. Bo jeszcze trzeba by zadzwonić, przypilnować, poprosić, rozliczyć. Lepiej nie. Jeszcze ktoś by się zmęczył. Tylko wiecie co?
Fizyka nie zna weekendów. Lód też nie. Za to mieszkańcy bardzo dobrze czują, gdzie kończy się „status drogi”, a zaczyna zwykłe: „jakoś to będzie”.

Podsumowując Wójcie Pana wypowiedź przed radnymi: to który z dwóch odśnieżających wykonawców (wg sekretarza na osi wschód-zachód) odśnieżał w weekend, a który w weekend woził dzieci do sąsiednich gmin, aby pokazać jak wyglądają odśnieżone drogi?

Słowo na niedzielę – zaszalałem prawie jak ksiądz proboszcz :-)

Czasem mam wrażenie, że my – mieszkańcy – żyjemy w takiej wersji „demo” gminy. Dostajemy ładne komunikaty, kilka slajdów, parę uchwał do przegłosowania… a prawdziwa gra toczy się gdzieś w tle.

Żeby pokazać, ile jeszcze jest tematów, o których przeciętny Kowalski nawet nie słyszał, rzucę tylko kilka haseł. Takich drobiazgów. Takich „szczególików”.

-Czy to prawda, że Gmina zapłaciła solidne odszkodowanie litewskiemu konsorcjum przy pewnym przetargu drogowym, bo w urzędzie coś nie pykło?
Bo jeśli tak, to gratuluję – eksport pieniędzy zagranicę mamy opanowany lepiej niż promocję turystyki.

-Czy to prawda, że Wójt chce odebrać drogę, na której pęknięcia pojawiły się jeszcze przed odbiorem, a do tego nie było wymaganych kanałów technicznych? Czyli formalnie: inwestycja nie spełnia wymogów. Ale najwyraźniej przeszła w trybie „odbiór na wiarę”. Może asfalt był ładny, to szkoda było marudzić?

-I czy naprawdę wystąpiliśmy do ministerstwa o odstępstwo od przepisów, żeby tę drogę tak zostawić? Czyli: zamiast wymóc, aby zrobić dobrze od razu, poprosimy o zgodę, żeby było źle, ale legalnie. Genialne. Czy tam nie było parę baniek za zaprojektuj i zbuduj?
A potem, gdy trzeba będzie ciąć świeżutką nawierzchnię pod kable i rury, zapłacimy drugi raz. Wykonawca zadowolony. My – sponsorzy.

-Wykonawca od równania i żwirowania dróg. Zlecenie na wrzesień, robota w grudniu. Efekt? Deszcz, błoto, rozjechane drogi i „działania pozorne”.
I tłumaczenie: „bo robił dla kogoś innego”. Cudowne.
Ja też tak spróbuję kiedyś z rachunkiem za prąd: „nie zapłaciłem, bo płaciłem komuś innemu”. Ciekawe, czy PGE to zaakceptuje.

Bo umowa to chyba nie jest lista życzeń, tylko zobowiązanie. A przynajmniej tak mi się do tej pory wydawało.

-Odśnieżanie – mój faworyt logiczny wypowiedzi Wójta. Ja naprawdę nie wiem skąd oni w Gminie mają dostawcę, ale nawet Khat czy orzeszki kola tego nie dadzą. Naprawdę dajcie namiar mieszkańcom. Pan Bóg kazał się dzielić.
Dwóch wykonawców odśnieżania.
Jeden ma priorytetyzację – rozumiemy, że chodzi o to, że podpisał umowę z kilkoma podmiotami i pracę wykonuje nie zgodnie z umową, a zgodnie z hierarchią ważności zamawiającego.
Drugi wozi dzieci.

Czyli… ilu odśnieża?
Teoretycznie dwóch.
Praktycznie jeden.
A drugi w tym czasie robi zupełnie coś innego.

To trochę jakby powiedzieć:
„Mamy dwóch strażaków. Jeden gasi pożar, drugi robi zakupy. Ale generalnie gaszą we dwóch”.

I jeszcze ta perełka: najpierw drogi wojewódzkie, potem powiatowe, na końcu gminne.
Przepraszam bardzo — my jesteśmy Zarządem Dróg Wojewódzkich czy Powiatowych?
Czy może jednak gminą?

Bo ja byłem przekonany, że najpierw robimy swoje, a innych rozliczamy z ich ustawowych obowiązków. I tak zresztą np Powiat to odśnieża Orlą, gdy juz wszystko w powiecie zostało zrobione, a sama jakość odśnieżania to standard na Gubince syberyjskiej

-No i remont szkoły.
Czy to prawda, że planowane są zmiany względem SIWZ i projektu?
Bo jeśli tak, to tradycyjnie: najpierw przetarg na jedno, potem realizacja czegoś innego. Taki budowlany freestyle. Już Wójt kończy remont remizy, gdzie Gmina płacze przez jego błędy. Teraz zaczyna grzebać przy szkole ?

Wiecie, najgorsze w tym wszystkim nie są nawet same błędy. Błędy się zdarzają. Najgorsze jest to, że coraz częściej mam wrażenie, że my dowiadujemy się o sprawach po fakcie, półgębkiem, przypadkiem, z protokołów albo plotek. A gmina to nie escape room. Tu nie powinniśmy rozwiązywać zagadek. Chociaż patrząc na to wszystko… materiał na serial komediowo-sensacyjny mamy gotowy. Tylko niestety budżet jest prawdziwy. I nasz.

Przeanalizowałem dokładnie jedną uchwałę na 27.01.2026, analizując dane od 2023 roku, żebyście Wy nie musieli

Pani Przewodnicząca nie odpowiedziała. Ok, nie musi się schylać do poziomu maluczkich. Ale maluczcy mogą jutro podsumować, co się w Radzie dzieje.

A na razie małą analiza materiałów dotyczącej jednej uchwały, która będzie głosowana w wtorek.

We wtorek radni znów pochylą się nad uchwałami dotyczącymi dochodów Gminy. A konkretnie – nad tym, ile maksymalnie można darować z odpadów jednej grupie. Dosłownie i w przenośni. I nie są to mieszkańcy.

Temat z gatunku „śmieciowy”, ale emocje jak przy budżecie państwa.

Przeglądam protokoły z komisji z 24 listopada, oglądam sesję z 26 listopada, czytam materiały na 27 stycznia i mam wrażenie, że uczestniczę w jakiejś grze terenowej. Dokumenty się pojawiają, znikają, stawki rosną, maleją, a logika robi sobie urlop.

I na usta cisną się pytania.

Pierwsze – dość podstawowe, dlaczego po komisji, na której uchwała dotycząca stawek maksymalnych nie uzyskała akceptacji (9 przeciw i 5 wstrzymujących się), nikt nie wstawił nowego projektu na stronę?
Dlaczego mieszkańcy nie mogli zobaczyć aktualnej wersji i zadać pytań, tylko zostali zaskoczeni na sesji jak uczniowie kartkówką z materiału, którego nie było w podręczniku?

Transparentność w wersji „niespodzianka”.

Drugie pytanie jest już matematyczne, a matematyka – jak wiadomo – bywa bezlitosna.

Spójrzmy na liczby dotyczących zmian w stawkach dla różnych grup w latach 2023-2026 w kwotach brutto:

My, zwykli mieszkańcy: 29 zł → 34 zł/osoba, czyli wzrost 17%.
Inflacja, koszty, trudne czasy – rozumiemy.

Ale teraz magia zaczyna się gdzie indziej.

Gmina i nadleśnictwo: 292 zł/m³ w 2023 →  21.11.2025, najpierw 833 zł → potem 26.11.2025, 250 zł + VAT =307,50 zł → a teraz 27.01.2026 ma być 250 zł/m³. Czyli… finalnie taniej niż w 2023 roku o 17%.

To samo przy odpadach niesegregowanych – po całej tej operze mydlanej wychodzi… taniej niż trzy lata temu. 583 zł/m³ →  21.11.2025, najpierw 1250 zł → potem 26.11.2025, 500 zł + VAT = 617 zł → a teraz 27.01.2026 ma być 500 zł/m³. Czyli… finalnie taniej niż w 2023 roku o 17%.

Za to stawka na wywóz z szamb wzrasta o 23%, a oczyszczalnie drożeją spektakularnie, niemal kosmicznie bo, aż o 231%.

Czyli tam, gdzie płaci mieszkaniec – w górę.
Tam, gdzie płaci urząd, instytucje publiczne i nadleśnictwo – w dół.

Przypadek?
No oczywiście. Tak samo jak przypadkiem zawsze pada, gdy umyjesz samochód.

Na komisji słyszeliśmy, że system się nie bilansuje, że koszty rosną bo muszą, że dramat, że Excel płacze, a worki na śmieci mu wtórują.
A jednak nagle stawki dla wybranych spadają.

Więc jak to się zbilansuje? Cudów nie ma:

Albo:
– rzadziej wywozimy śmieci,
– trudniej będzie oddać gabaryty, materiały budowlane
– PSZOK działa „jak się uda”,

albo:
– dopłacamy z budżetu.

A budżet, przypominam, nie rośnie na drzewach. To wciąż nasze pieniądze. Tylko przepakowane. Z kieszeni lewej do prawej.

Efekt?
Czujemy ulgę, bo „stawki spadły”, a potem okazuje się, że zabrakło na drogę, szkołę, chodnik albo świetlicę.

Czyli płacimy tak samo – tylko mniej widać.

Chciałbym więc usłyszeć konkrety:
– o ile wzrósł deficyt po zmianie stawek dla mieszkańców między propozycją UG w dniu 21.11, a stawka ustaloną w dniu 24.11, z czego zostanie pokryty?
– ile mniej wpłynie po obniżkach dla gminy i nadleśnictwa (obiekty nie zamieszkane) między stawką z 21.11, a tą z nadchodzącego wtorku, z czego deficyt zostanie pokryty?

Bo matematyka jest brutalna: budżet jest jeden. Jeśli ktoś płaci mniej, ktoś inny płaci więcej.

I dziwnym trafem tym „kimś” prawie zawsze jesteśmy my – mieszkańcy.

Naprawdę podziwiam tę inżynierię finansową. Z odpadów robi się złoto. Tyle że nie w naszych portfelach.

A tak w ogóle — zanim zaczniemy ustalać kolejne stawki, podnosić, obniżać, mieszać i przeliczać na trzy sposoby — mam jedno, bardzo przyziemne pytanie:

kto właściwie kontroluje wywóz odpadów?

Bo z tego, co wiemy (a wiemy zaskakująco dużo z rozmów pod sklepem i z obserwacji spod bramy), system wygląda mniej więcej tak:
przyjeżdża śmieciarka, patrzy, bierze wszystko jak leci. Kod, worek, frakcja? To raczej sugestia niż zasada. Segregacja po polsku.

Tymczasem w protokole dumnie stoi, że Wójt się skarży, że rok do roku ilość bioodpadów wzrosła z 34 do 41 ton.
Siedem ton więcej. Brzmi poważnie. Prawie jak sukces w zbiórce złomu w latach 80. Tylko że brakuje jednego drobiazgu. Takiego szczególiku.
Takiej malutkiej informacji, którą normalnie ktoś powinien zadać w pierwszym pytaniu.

Skąd te bioodpady właściwie się wzięły?

Bo jeśli z nieruchomości, które normalnie płacą za odbiór pełną stawkę — no to wszystko jasne. Płacą, oddają, system działa. I nikomu nic do tego.

Ale jeśli z nieruchomości z kompostownikiem… to zaczyna się lekki kabaret.

Bo przypomnę: kompostownik to w teorii „bio zostaje na działce”.
Nie ma worków. Nie ma kodów. Nie ma odbioru.

Więc jakim cudem te odpady magicznie pojawiają się w statystykach?

Teleportacja?
Bio-duchy?
A może kompostownik w wersji „teoretycznej”, czyli stoi skrzynka, a reszta i tak jedzie do śmieciarki? Ale jak do tej śmieciarki wpada ?

Ktoś tu czegoś nie dopowiedział.
Albo system jest tak szczelny jak sito. Albo statystyki powstają metodą „na oko plus VAT”.

Najbardziej urocze jest to, że nikt z radnych nie zapytał. Siedem ton więcej, a łącznie 41 ton i cisza. Gdyby to było siedem ton ziemniaków, już mielibyśmy komisję śledczą. Ale że bio? To widocznie samo rośnie.

Im dłużej patrzę na tę gospodarkę odpadami, tym bardziej mam wrażenie, że to nie system, tylko performance artystyczny.
Wszyscy coś liczą, nikt niczego nie sprawdza, a na końcu i tak płaci mieszkaniec.

Segregujcie sumiennie, drodzy Państwo.
Reszta najwyraźniej i tak trafia do kategorii: „jakoś to będzie”.

Wtorek zapowiada się ciekawie. Sesja o śmieciach, a zapach… polityczny.

A co do danych jakie były przedstawiane to mam uzasadnione wątpliwości, iż pracownik odpowiedzialny za ochronę środowiska, Pan N. może nie mówić prawdy. Z pełną świadomością mówię, iż wielokrotnie oszukiwał, co mogę udowodnić na emailach. Powiem więcej ten bałagan z roku 2025, który teraz podobno próbuje rozwiązać Gmina, a jeżeli do końca stycznia sobie nie poradzi, to od lutego zapewne trafi na wokandę, to wg mnie jego wina.

Uaktywnił sie hejter

aktualizacja 3

Po spotkaniu i wyjaśnieniu uważam temat za zamknięty. Młodość ma prawo do błędów. Sam wiele ich popełniłem gdy miałem naście lat.

aktualizacja 2:

mamy ranek. Przyszło powiadomienie, że mój Hejter znowu siedzi na stronie i sprawdza czy jego posty się pojawiły. Mam nadzieję, że znalazłeś, bo są bardzo widoczne. Jeżeli potrzeba, to daj znać to Ci strzałki dorobię 🙂

aktualizacja :

widzę, ze znowu wszedł 188.146.30.15. Siedzi chyba sobie w Białymstoku – o kurka zdradziłem 😉

Wszystko się zgadza. Rodowity mieszkaniec Płaskiej z dziada Pradziada. Jego komentarze są już dostępne pod postami. Wszystkie 6 sztuk (pięć pod słowem na piątek i jeden pod słowem na czwartek).

W dniu dzisiejszym uaktywnił się jakiś zakapior.

Otrzymałem wiadomość z emaila: xkowalski@gmail.com


0 zatwierdzonych
xkowalski@gmail.com
188.146.30.15
że jeszcze debilu nikt Ciebie nie zakopla

Poniżej odpowiedzi na pytania z drugiej wiadomości. Napisana z błędami, ale może wykształcenie nie wyszło lub to ruski troll:

Witam kolejny raz mam pare pytań do Pana.
1- Czy jest Pan stałym mieszkaniecem Gminy Plaska ?

TAK
2- Czy jest Pan rodowitym mieszkańcem Płaskiej ?

NIE, ale związany prawie 30 lat
3- Na jakiej podstwie postawił się Pan jako obronca Gminy było jakieś glosowanie w tej sprwie chyba nie ??

Ja pisze o tym, o czym Pan/Pani milczy, czyli o przekrętach. Nieskromnie powiem, że wg wielu osób pomogłem w znaczący sposób pozbyć się ostatniego Wójta. Wtedy gdy Ty ze strachu siedziałeś zapewnie w domu
4- Skąd wogle Pan pochodzi i czego Pan szuka w tej Gmnie ?

Odpowiedź na pytania 1 i 2 wystarczy?
5 – Prosze o szczerą odpowiedż skoro Pan wymaga tego od innych

Mnie stać na płacenie na tę Gminę, ale jest tutaj coraz więcej starszych ludzi, których płacenie za środki, które są tracone, po prostu przygniata. Jakbyś się interesował/a trochę gminą, to byś wiedział/a, ze pomimo zmiany władzy prywata pozostała, znajomości są najważniejsze, ale kasa jest przepuszczana bardziej. Jeżeli zatem uważa Pan/Pani, że podrabianie dokumentów jest w porządku, to ja raczej Pana/Pani nie przekonam.
6 – Ana koniec może Pan dopisze co ma Pan na celu bo wielu z nas nie wie tego ?!

Widzi Pan, zapewne się Pan nie interesuje Gminą, gdyż wiedzą to radni poprzedniej i obecnej kadencji. Wiedzą obaj wójtowie i wg mnie wszyscy urzędnicy w Gminie

X
0 zatwierdzonych
xkowalski@gmail.com
188.146.30.15
No to tetaz pojedzniemy sobie na Pana temat spokojnie bedzie bardzo ciekawie. Sporo informacji posiadamy juz ale spokojnie jak Pan mowi niech cisnienie rosnie . Panie z innego miasta . To glos ludzi tej Gminy. Zaczynamy

I ostatnia wiadomość:

Nie wiem, czy jesteś kobietą czy mężczyzną, ale jak już wysyłasz groźby karalne to pamiętaj, że istnieje coś takiego jak IP. To tak jakbyś adres pokoju podał. Przecież każdy policjant jest w stanie z dokładnością do 30 metrów podać Twoją lokalizację kiedy wysyłałeś te paszkwile. Nie mówiąc o tym na kogo zarejestrowany jest telefon

Jutro jadę na komisariat zgłosić groźby karalne i mowę nienawiści. Z moimi danymi oni cię namierzą w 5 minut łącznie z zaparzenie kawy.

Nawet ja prosty, a może nie tak prosty informatyk wiem, że to wyszło z T-mobile z Podlaskiego, chociaż znam już nawet miejscowość, ale Rodo. I dziwne, ale nie jest to Płaska. Nie znam jeszcze Twojego nazwiska, ale spokojnie.

Sprawę i tak będziesz miał. Do pierdla nie pójdziesz, ale zostaniesz nazwany z imienia i nazwiska przed całą Gminą, dostaniesz nawiasy, jakąś karę pieniężną lub prace społeczne? Naprawdę było warto zawalać sobie papiery ?

xkowalski dostał ode mnie emaila ze strony. To zapewne szczeniak, więc nie chcę mu bruździć. Tutaj dygresja. Istnieje podejrzenie, że to czyjś dzieciak w szkole (rodzice powinni się zainteresować, bo koszty takiej akcji mogą być spore), chociaż daleko posunięta dysleksja oraz mądrość bijąca z czynów sugeruje, że z uczeniem powinien chyba sobie dać spokój, bo tu już nic mu nie pomoże. Lepiej od razu zacząć studiować instrukcje obsługi łopaty, a może to zająć kilka lat. Wie co musi zrobić jutro do 12.00, aby sprawa rozeszła się po kościach. W przeciwnym wypadku przeciągnę go po wyroku karnym również po sądach cywilnych i zobaczy jak portfelik pustoszeje.

A do Wójta: nawet za poprzedniej władzy, mówienie prawdy nie prowadziło do mniej lub bardziej zawoalowanych gróźb. Przecież jak to będzie ktoś blisko powiązany z Wspólna Sprawą, to będzie gwóźdź do trumny. Fakt, że jest to ktoś z jakimś deficytem, bo „odwalił” to udostępniając swoje dane, wcale nie usprawiedliwia nikogo.

Słowo na piatek

Wreszcie nadszedł ten historyczny moment. Piątek, piąteczek, piątunio. Dzień, na który czekaliśmy niemal jak na finał kolejnego sezonu serialu sensacyjnego pt. „Co wydarzyło się w listopadzie?”.

Pani Przewodnicząca Rady Gminy ma odpowiedzieć na pytanie: co się tam właściwie stało i czyje rączki mieszały w garczku, a w zasadzie leżały na klawiaturze.

I proszę mi wierzyć — napięcie jest większe niż przy otwieraniu koperty z rachunkiem za wodę (przepraszam nie mogłem się powstrzymać 😉 ).

Wróbelki ćwierkają, że odbyły się już dwa spotkania kryzysowe. Dwa. A to znaczy, że sprawa jest poważna, bo w naszej gminie spotkania kryzysowe robi się tylko wtedy, gdy coś naprawdę „siadło”. Zapewne nie wiem wszystkiego — i pewnie lepiej dla mojego ciśnienia.

Ale to nie koniec atrakcji.

Jeden z mieszkańców zwrócił mi uwagę na detal, którego wcześniej nie zauważyłem. I tu naprawdę — chapeau bas. Bo trzeba mieć sokole oko.
Na screenie ze strony internetowej Gminy Płaska, który udostepniłem wczoraj w Słowie na czwartek jak byk widnieje komunikat sugerujący, że urząd chce człowieka… delikatnie mówiąc… oskubać na wodzie.

Nawet serwery już chyba nie wytrzymują. Najwyraźniej stwierdziły:
„My w tym udziału brać nie będziemy”.

Słowo na czwartek

Poniżej dwa tematy, które mam nadzieję Was zainteresują. Szczególnie polecam ten o śmieciach.

A jutro piątek. Jak na razie większość radnych jest twarda, a Pani Przewodnicząca schowała się głęboko. A co tam jutro skieruję jeszcze pytanie do Urzędu, żeby nie mogli udawać dziewicy orleańskiej. A jak będą, to ktoś z zewnątrz będzie musiał rozstrzygnąć spór.

A teraz shorty. Informacja z strony internetowej Naszej Gminy. Gmina wprowadza pojemniki na nową frakcje odpadów.

Nie wiem co oni wzięli, ale poproszę próbkę 🙂

I jeszcze jedno pytanie. Jak wydacie już te prawie 50 tyś zł na cyberbezpieczeństwo to nie będę widział czegoś takiego po wybraniu E-WODA w menu głównym na stronie?

I stało się, wczoraj kurier się wkurzył. Ale to i tak dobrze, że to nie karetka, bo ktoś mógłby umrzeć przez upór Wójta

Oto krótka kronika urbanistycznej fantazji, czyli jak na czterech kilometrach zmieścić trzy ulice i jedną konstytucyjną zagadkę.

Wyobraźcie sobie ciąg drogowy, który zaczyna się niewinnie: ulica Paniówka. Spokojna nazwa, swojska, jedna posesja — jakby gmina mówiła: „to tylko przystawka”. Co prawda — bądźmy precyzyjni — gdzie rzeczka Paniówka, a gdzie ulica Paniówka, ale nie czepiajmy się szczegółów. Tak jak Czesi chcą dostępu do morza, to i mieszkańcy Gorczycy mogą marzyć o rzeczce (niewinny żart:-) ). W końcu od szczegółów jest rzeczywistość, a od fantazji administracja. A tej, jak widać, nie brakuje.

Wójt najwyraźniej ma wyobraźnię. I to bujną. Taką, co nie zna granic ani map, ani logiki. Być może była impreza. Może dłuższa. A może po prostu wieczorne dowcipy przy stole — te wszystkie „a wyobraźcie sobie, że nazwiemy to tak samo, tylko inaczej” — następnego ranka magicznie awansowały do rangi oficjalnej decyzji administracyjnej.

I tak żart stał się ulicą. Dowcip — adresem. A fantazja — problemem, który od rana próbuje rozwiązać kurier, listonosz, kierowca karetki i pół gminy z GPS-em w ręku. Bo w Polsce, jak wiadomo, granica między kabaretem a dokumentem urzędowym bywa cienka jak linia na mapie… o ile ktoś ją w ogóle narysował. 200 metrów dalej następuje płynne przejście w ulicę Spokojną. Nazwa obiecująca. Uspokaja. Człowiek myśli: „tu już nic mnie nie zaskoczy”. I właśnie wtedy, na deser, droga przechodzi w ulicę Nad Paniówką. Bo czemu nie. W końcu cztery kilometry to wystarczająco dużo miejsca na mały thriller administracyjny.

Wczoraj, chwilę przed 17.00, do moich drzwi zawitał kurier. Energiczny, zdecydowany, z trzema paczkami w objęciach. Wszystkie adresowane do pani Jadwigi …(RODO) Problem w tym, że pani Jadwiga mieszka przy Paniówka, a nie przy Nad Paniówką. Różnica subtelna jak między solą a cukrem — tylko że w praktyce oznacza zupełnie inny koniec świata.

Rozpoczęło się dochodzenie. Nazwy podobne. Droga ta sama. Kobiet w systemie — wiele. Logika poległa w pierwszej rundzie. Kurier, próbując objąć umysłem fakt, że na jednym asfalcie mamy Paniówkę, Spokojną i Nad Paniówką, podsumował sytuację w sposób tak dosadny, że — z szacunku dla języka polskiego — pozostanie to moją błogą tajemnicą. Najłagodniejsza wersja brzmiała mniej więcej: „no popier…ło was, dwie Paniówki w jednym miejscu?”

I w tym momencie przestaje być śmiesznie.

Bo paczka to paczka. Najwyżej nie dojedzie dziś. Ale wyobraźmy sobie karetkę. Zawał. Liczy się czas. Dyspozytor: „Paniówka”.  Ratownik: „Nad Paniówką?”. Cztery kilometry później pacjent nadal czeka, a system adresowy prowadzi filozoficzną debatę o tożsamości ulic.

Urbanistyka z poczuciem humoru jest fajna — do momentu, gdy humor ten trzeba reanimować.

A na poważnie. Wiadomo, skąd wziął się ten błąd, i nie jest moją intencją krytykowanie ani obwinianie kogokolwiek za jego powstanie. Tego typu sytuacje mogą się zdarzyć i same w sobie nie muszą być niczyją winą.

Problem polega jednak na czym innym. Gdy błąd został zauważony i jednoznacznie zidentyfikowany, mimo wielokrotnych zgłoszeń i monitów, nikt nie podjął realnych działań, aby się nim zająć. W tym czasie sytuacja zaczęła się komplikować. Pierwsza osoba zakończyła budowę, prawdopodobnie dokonała meldunku, a to oznacza, że obecnie konieczne będzie prostowanie i korygowanie szeregu dokumentów urzędowych.

O problemie informuję i piszę od kwietnia 2025 roku. Brak reakcji na wczesnym etapie sprawił, że kwestia, którą można było rozwiązać stosunkowo prosto, z czasem urosła do rangi poważnego i kosztownego problemu administracyjnego.

Cuda na śmieciach. Po 22 dniach mamy pierwsze zwiększenie deficytu na koniec roku

Tak sobie przeglądam projekty uchwał na kolejną sesję. Radni też zapewne uważnie czytają. No nie aż tak złośliwy nie będę. U większości lektura krótka, dynamiczna, wręcz sprinterska — bo jak wszyscy wiemy, standardowa procedura wygląda tak: pięć sekund „wnikliwej analizy”, kiwnięcie głową i przyjęcie przez aklamację. Demokracja w wersji ekspres. Kawa dłużej stygnie niż trwa dyskusja.

I tak myślę sobie, że niektórzy to naprawdę mają dobrze.

Jeszcze na sesji 26 listopada Wójt, głosem godnym finału opery tragicznej, tłumaczył, że opłaty za śmieci muszą wzrosnąć, bo system się nie domyka, budżet płacze, a worki z odpadami prawie same proszą o podwyżkę. Wszyscy dostaliśmy rachunek grozy. Trudno, życie.

Aż tu nagle — cud. Pieniądze się znalazły. Ulga. Radość. Obniżki! Już człowiek chce otwierać szampana… i wtedy dociera, że to nie dla mnie. Nie dla Ciebie. To promocja dla wybrańców. Taka strefa VIP w gospodarce odpadami.

I może się mylę (choć coraz trudniej w to wierzyć), ale wygląda to tak, jakby wszystko było zaplanowane już w listopadzie. Nagle zmiana jednostek na m³, żeby przypadkiem ktoś za szybko nie porównał stawek. Bo jak wiadomo, najskuteczniejszą metodą na przejrzystość jest lekkie zamieszanie w tabelkach.

My, mieszkańcy? Klasycznie — co roku w górę. Ubiegłoroczne naliczenia zresztą budzą poważne wątpliwości prawne, ale to jeszcze wyjdzie.

Za to osobną kategorią są budynki niezamieszkane: nadleśnictwa, instytucje, urzędy, szkoły. Tacy szczęśliwcy systemowi. Weźmy przykład nadleśnictwa.
W 2023 r. — po przeliczeniu z litrów to ok. 280 zł/m³.
W listopadzie 2025 — po przeliczeniu z litrów to 800 zł/m³.
A teraz? 250 zł/m³.

Czyli niby najpierw górę, a po dwóch miesiącach po cichutku elegancki zjazd w dół, nawet poniżej stawek sprzed dwóch lat. My konsekwentnie pod górkę, a wybrańcy — rollercoaster z happy endem. Wychodzi na to, że najlepszą strategią finansową jest… nie mieszkać.

Wisienka na torcie: oczyszczalnie. Człowiek inwestuje, dba o środowisko, działa ekologicznie, a potem dowiaduje się, że wywóz z oczyszczalni zostaje drogi, a z szamba tanieje prawie do historycznych stawek. Morał? Ekologia jest ważna — ale nie przesadzajmy.

Naprawdę, znać Wójta to dobra rzecz. Momentami mam wrażenie, że to najpewniejsza forma programu socjalnego.

A budżet? Też ciekawy. Wreszcie wiem, czemu nie było pieniędzy na wyrównanie ulicy Spokojnej. Spokojna musi poczekać, bo w Gruszkach dzieje się szybki rozwój cywilizacyjny. Prawie 100 tys. trzeba było dorzucić do drogi. Ja naprawdę nikomu nie żałuję, ale czy to nie powinien być zrównoważony rozwój wszystkich zamieszkanych miejsc w gminie? Od dwóch lat wszystko tam idzie jakby sprawniej. Zadziwiająca dynamika. Prawie jak specjalna strefa ekonomiczna.

Człowiekowi od razu przypominają się historie o przesuwaniu pieniędzy „do siebie”. Ziobro miał swoje Strażackie wozy, sprzęty agd, ale u nas w gminie nie jesteśmy gorsi, teraz drogi na Pobojno, w Gruszkach, Rudawka, oczyszczalnie w zamkniętym ośrodku dla bogatych… Rozmach. Kiedyś pisałem, że przy remoncie w remizie z Mercedesa robi się Skoda — byłem w błędzie. Teraz to raczej Polonez, tylko że z kolejną dopłatą.

A na koniec wisienka organizacyjna: sesja we wtorek. Przypadek? Oczywiście. Tego dnia akurat nie mogę być. Cóż za pech kalendarza. I znów nikt nie zada niewygodnych pytań.

Bo u nas wszystko działa sprawnie. Szczególnie wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Swoją drogą jestem ciekaw kto poprowadzi obrady. Zobaczymy czy oni mają jakieś granice. Boję się, że nie.

Orędowniku pokaż, że jesteś mężczyzną

Jak widać, diabełek ma dziś dobrą passę — już zdążył wygrać rundę i wyrwać aniołkowi aureolkę. Historia jednak uczy, że nawet po takim faulu człowiek wciąż może dokonać dobrego wyboru. Pytanie tylko, czy chce.

I tu pojawia się Pan,
Panie Przewodniczący Komisji Rewizyjnej, Orędowniku dróg, szos oraz wszelkich utwardzonych traktów — asfaltowych, betonowych i tych, po których sumienie porusza się nieco wolniej.

Zwracam się z uprzejmą, choć już nie pierwszą prośbą:
czy zamierza Pan wreszcie przekazać informację, o którą pytam od dłuższego czasu — informację wskazującą, jakie materiały otrzymał Pan przed sesją Rady Gminy, która odbyła się w dniu 26 listopada?

To drobiazg.
Ale właśnie ten drobiazg pozwoli ustalić, czy mieliśmy do czynienia z przestępstwem, czy jedynie z kolejnym niefortunnym „nieporozumieniem proceduralnym”.

Jest to obywatelskie wezwanie mieszkańca, który — pozwolę sobie na szczerość — dysponuje dowodami na działania nielegalne i chciałby je skonfrontować z faktami, a nie z ciszą.

Oczywiście w pełni rozumiem, że jeśli brał Pan udział w opisanych zdarzeniach — lub jeśli mógłby być nimi objęty ktoś z Pana najbliższej rodziny — przysługuje Panu prawo do milczenia, wynikające z art. 175, 182 oraz 185 Kodeksu postępowania karnego. To prawo święte i nienaruszalne.

Pozostaje jednak pytanie natury nieprawnej, lecz moralnej:
czy Przewodniczący Komisji Rewizyjnej, powołany do patrzenia władzy na ręce, naprawdę chce przejść do historii jako ten, który wolał odwrócić wzrok?

Bo choć diabełek dziś triumfuje, to aureolkę — przynajmniej w teorii — zawsze można jeszcze podnieść z ziemi.

Swoich nie zostawiamy.
W obliczu zmasowanego ataku emocji, sumienia i innych nieprzewidzianych okoliczności — potrzebne jest wsparcie.
Dlatego wysyłamy na pomoc słynnego Misia na miarę naszych możliwości. Na miarę możliwości Gminy Płaska.
Skuteczność gwarantowana, budżet zachowany, morale w drodze 🐻🦸‍♂️