Cuda na śmieciach. Po 22 dniach mamy pierwsze zwiększenie deficytu na koniec roku

Tak sobie przeglądam projekty uchwał na kolejną sesję. Radni też zapewne uważnie czytają. No nie aż tak złośliwy nie będę. U większości lektura krótka, dynamiczna, wręcz sprinterska — bo jak wszyscy wiemy, standardowa procedura wygląda tak: pięć sekund „wnikliwej analizy”, kiwnięcie głową i przyjęcie przez aklamację. Demokracja w wersji ekspres. Kawa dłużej stygnie niż trwa dyskusja.

I tak myślę sobie, że niektórzy to naprawdę mają dobrze.

Jeszcze na sesji 26 listopada Wójt, głosem godnym finału opery tragicznej, tłumaczył, że opłaty za śmieci muszą wzrosnąć, bo system się nie domyka, budżet płacze, a worki z odpadami prawie same proszą o podwyżkę. Wszyscy dostaliśmy rachunek grozy. Trudno, życie.

Aż tu nagle — cud. Pieniądze się znalazły. Ulga. Radość. Obniżki! Już człowiek chce otwierać szampana… i wtedy dociera, że to nie dla mnie. Nie dla Ciebie. To promocja dla wybrańców. Taka strefa VIP w gospodarce odpadami.

I może się mylę (choć coraz trudniej w to wierzyć), ale wygląda to tak, jakby wszystko było zaplanowane już w listopadzie. Nagle zmiana jednostek na m³, żeby przypadkiem ktoś za szybko nie porównał stawek. Bo jak wiadomo, najskuteczniejszą metodą na przejrzystość jest lekkie zamieszanie w tabelkach.

My, mieszkańcy? Klasycznie — co roku w górę. Ubiegłoroczne naliczenia zresztą budzą poważne wątpliwości prawne, ale to jeszcze wyjdzie.

Za to osobną kategorią są budynki niezamieszkane: nadleśnictwa, instytucje, urzędy, szkoły. Tacy szczęśliwcy systemowi. Weźmy przykład nadleśnictwa.
W 2023 r. — po przeliczeniu z litrów to ok. 280 zł/m³.
W listopadzie 2025 — po przeliczeniu z litrów to 800 zł/m³.
A teraz? 250 zł/m³.

Czyli niby najpierw górę, a po dwóch miesiącach po cichutku elegancki zjazd w dół, nawet poniżej stawek sprzed dwóch lat. My konsekwentnie pod górkę, a wybrańcy — rollercoaster z happy endem. Wychodzi na to, że najlepszą strategią finansową jest… nie mieszkać.

Wisienka na torcie: oczyszczalnie. Człowiek inwestuje, dba o środowisko, działa ekologicznie, a potem dowiaduje się, że wywóz z oczyszczalni zostaje drogi, a z szamba tanieje prawie do historycznych stawek. Morał? Ekologia jest ważna — ale nie przesadzajmy.

Naprawdę, znać Wójta to dobra rzecz. Momentami mam wrażenie, że to najpewniejsza forma programu socjalnego.

A budżet? Też ciekawy. Wreszcie wiem, czemu nie było pieniędzy na wyrównanie ulicy Spokojnej. Spokojna musi poczekać, bo w Gruszkach dzieje się szybki rozwój cywilizacyjny. Prawie 100 tys. trzeba było dorzucić do drogi. Ja naprawdę nikomu nie żałuję, ale czy to nie powinien być zrównoważony rozwój wszystkich zamieszkanych miejsc w gminie? Od dwóch lat wszystko tam idzie jakby sprawniej. Zadziwiająca dynamika. Prawie jak specjalna strefa ekonomiczna.

Człowiekowi od razu przypominają się historie o przesuwaniu pieniędzy „do siebie”. Ziobro miał swoje Strażackie wozy, sprzęty agd, ale u nas w gminie nie jesteśmy gorsi, teraz drogi na Pobojno, w Gruszkach, Rudawka, oczyszczalnie w zamkniętym ośrodku dla bogatych… Rozmach. Kiedyś pisałem, że przy remoncie w remizie z Mercedesa robi się Skoda — byłem w błędzie. Teraz to raczej Polonez, tylko że z kolejną dopłatą.

A na koniec wisienka organizacyjna: sesja we wtorek. Przypadek? Oczywiście. Tego dnia akurat nie mogę być. Cóż za pech kalendarza. I znów nikt nie zada niewygodnych pytań.

Bo u nas wszystko działa sprawnie. Szczególnie wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Swoją drogą jestem ciekaw kto poprowadzi obrady. Zobaczymy czy oni mają jakieś granice. Boję się, że nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *