
Wreszcie nadszedł ten historyczny moment. Piątek, piąteczek, piątunio. Dzień, na który czekaliśmy niemal jak na finał kolejnego sezonu serialu sensacyjnego pt. „Co wydarzyło się w listopadzie?”.
Pani Przewodnicząca Rady Gminy ma odpowiedzieć na pytanie: co się tam właściwie stało i czyje rączki mieszały w garczku, a w zasadzie leżały na klawiaturze.
I proszę mi wierzyć — napięcie jest większe niż przy otwieraniu koperty z rachunkiem za wodę (przepraszam nie mogłem się powstrzymać 😉 ).
Wróbelki ćwierkają, że odbyły się już dwa spotkania kryzysowe. Dwa. A to znaczy, że sprawa jest poważna, bo w naszej gminie spotkania kryzysowe robi się tylko wtedy, gdy coś naprawdę „siadło”. Zapewne nie wiem wszystkiego — i pewnie lepiej dla mojego ciśnienia.
Ale to nie koniec atrakcji.
Jeden z mieszkańców zwrócił mi uwagę na detal, którego wcześniej nie zauważyłem. I tu naprawdę — chapeau bas. Bo trzeba mieć sokole oko.
Na screenie ze strony internetowej Gminy Płaska, który udostepniłem wczoraj w Słowie na czwartek jak byk widnieje komunikat sugerujący, że urząd chce człowieka… delikatnie mówiąc… oskubać na wodzie.
Nawet serwery już chyba nie wytrzymują. Najwyraźniej stwierdziły:
„My w tym udziału brać nie będziemy”.