
Tak, życie bywa trudne. Czasem człowiek wstaje rano, patrzy na licznik i myśli: dzisiaj przede mną 500 kilometrów jednego dnia. Wyjechałem o 13.00 czyli godzinę później niż napisałem w piątek do Wójta z którym nie udało mi sie spotkać, gdyż był zajęty.
Zrobiłem sobie małe kółko: Warmińsko-Mazurskie, potem Mazowieckie. Taki zimowy road trip krajoznawczy. Z elementami survivalu.
I wiecie co? Mam jedno wielkie odkrycie.
Droga 672 z Przewięzi do Płaskiej ma status drogi krajowej. Brzmi dumnie. Państwowo. Prawie jak autostrada w folderze reklamowym. A jak jest odśnieżana? No… powiedzmy, że „klimatycznie”.
Ulica Orla – powiatowa. Też brzmi poważnie. Samorząd wyższego szczebla, administracja, struktury, kompetencje. A jak jest odśnieżana? Jakby czekała na wiosnę. I teraz najlepsze.
Ostatni raz śnieg na całej szerokości drogi i czarny asfalt tylko w śladzie kół widziałem… w Przewięzi. Potem przez kolejne 480 kilometrów – czysty asfalt. Szeroko. Czarno. Sucho. Normalnie cywilizacja. Czyli się da.
Najwyraźniej gdzieś istnieje technologia odśnieżania. Może nawet mają tam pługi. A może sól. Taka biała. Sypka substancja. Podobno działa.
Ale wróćmy do naszej lokalnej epopei.
Start:
Spokojna – wiadomo. Spokojna z nazwy i z funkcji. Tu przynajmniej nikt nie poszaleje, bo jako mieszkańcy mówimy „nie”.
Wpadam na Orlą. Testowo wciskam hamulec. Auto przyzwoite, opony świeże… A ja sunę. Trzy metry jak łyżwiarz figurowy. Zeszklony śnieg na całej szerokości. Dwa ślady asfaltu w kierunku na Strzelcowiznę wydeptane przez kierowców. Sól? Nieobecna. Chyba na urlopie.
Dojeżdżam do Poziomkowej i nagle – cud. Jakby ktoś symbolicznie czymś sypnął. Auto ślizga się już tylko pół metra. Sprawdzam trzy razy. Władza jednak działa. Widać granice jurysdykcji – tu zaczyna się „czyjeś”.
Skręt na Augustów. Wygląda jak droga przez zapomnianą wioskę z filmu historycznego. Bieda z nędzą.
Biała tablica – wyjeżdżamy. I… uwaga… jest lepiej niż w samej wiosce. Czyli da się. Tylko nie u nas.
Sucha Rzeczka? Kilka razy lepiej niż w Płaskiej. Serio. Można poczuć zazdrość.
A potem Przewięź, wjazd na 16… I nagle inny świat. Czarny asfalt. Zero śniegu. Normalna przyczepność. Samochód przestaje tańczyć. Jakbym przekroczył granicę strefy Schengen.
I tak już do Warszawy – bez względu na to, czy powiatowa, czy krajowa. Po prostu czysto.
Kochani, żeby nie być gołosłowny. Od 18.00 zaczął padać marznący śnieg. Tak Jak w ostrzeżeniach. Taki deszcz, że po sekundzie zamarzał na przedniej szybie. Gdyby nie skandynawskie pomysły na podgrzewanie przedniej szyby nie dałoby się jechać. I wiecie co? Na żadnej drodze powiatowej czy krajowej, czarnej na całej szerokości nie pojawił się gram lodu przy -6 stopnia na wyświetlaczu auta. Prędkość podróżna wokół (tu nie mogę napisać 😊 ) taka jak w lato ;-). Żadnego wypadku, czy poślizgu. Można? Można.
Podsumowanie jest proste. W innych gminach bierze się pieniądze za pracę i nadzór.
U nas chyba za kalendarz. Chociaż ten zapewne Wójt dostaje darmowy, od jednej z firm, które mają u nas przetargi, a później okazuje się, że to co zrobili jakby się trochę nie zgadzało z tym co mieli zrobić.
Bo wygląda to tak, jakby w piątek o 15:00 ktoś gasił światło i mówił: „Śnieg? Proszę przyjść w poniedziałek”.
A nadzór nad drogami powiatowymi? Mission Impossible. Bo jeszcze trzeba by zadzwonić, przypilnować, poprosić, rozliczyć. Lepiej nie. Jeszcze ktoś by się zmęczył. Tylko wiecie co?
Fizyka nie zna weekendów. Lód też nie. Za to mieszkańcy bardzo dobrze czują, gdzie kończy się „status drogi”, a zaczyna zwykłe: „jakoś to będzie”.
Podsumowując Wójcie Pana wypowiedź przed radnymi: to który z dwóch odśnieżających wykonawców (wg sekretarza na osi wschód-zachód) odśnieżał w weekend, a który w weekend woził dzieci do sąsiednich gmin, aby pokazać jak wyglądają odśnieżone drogi?