Otrzymałem z UG Płaska dokument nazwany przez Urząd „kartą techniczną” lamp solarnych K1 System, które zostały wybrane przez gminnych urzędników. Moim zdaniem jest to raczej opis techniczno-handlowy lub materiał reklamowy, a nie pełna karta techniczna – jest na początku artykułu więc każdy może sprawdzić..
Nie oceniam dziś jeszcze samej lampy. Chcę pokazać przede wszystkim, dlaczego sposób przygotowania opisu przedmiotu zamówienia ma ogromny wpływ na to, co ostatecznie kupują mieszkańcy za publiczne pieniądze.
Czekam jeszcze na uzupełnienie informacji, ponieważ takie materiały nie przedstawiają pełnych parametrów technicznych urządzeń, lecz opisują produkt w sposób marketingowy, często obejmując kilka wariantów wykonania.
Nie zawiera szczegółowych danych technicznych, które pozwalałyby zweryfikować deklarowane parametry, a na Allegro sprzedaje lampy, ale mają inne parametry, chociaż powinny być takie same. Np. tam lampa 40W ma 5300 lm, a u nas powyżej w przetargu prawie 6500 lm.
A teraz, czekając na odpowiedź Gminy dotyczącą założeń przyjętych podczas przygotowywania przetargu, pokażę kilka rzeczy, które – moim zdaniem – są warte zastanowienia.
Pokażę Wam, jak nie przygotowywać opisu przedmiotu zamówienia, jeżeli celem jest wybór najlepszego rozwiązania.
1. Opis przedmiotu zamówienia
Pominę fakt, że w specyfikacji zabrakło wielu parametrów, które standardowo opisuje się przy zakupie oświetlenia solarnego, takich jak parametry oprawy, sterownika, akumulatorów, charakterystyka fotometryczna czy parametry trwałości strumienia świetlnego.
Skupmy się na kilku bardziej interesujących kwestiach.
2. Moc oprawy
Podanie jako podstawowego parametru mocy 40 W było – moim zdaniem – rozwiązaniem nieoptymalnym.
Dzisiaj o jakości oprawy LED decyduje przede wszystkim strumień świetlny, skuteczność świetlna oraz rozsył światła, odwzorowanie barw a nie sama moc.
Nowoczesna oprawa 30 W może świecić jaśniej od starszej oprawy 40 W.
Dlatego profesjonalne specyfikacje skupiają się przede wszystkim na efektach świetlnych, a nie na liczbie watów.
3. Dwa akumulatory
To jest chyba najciekawszy zapis całego postępowania.
W specyfikacji wymagano zastosowania dwóch akumulatorów w osobnych hermetycznych skrzynkach.
I tutaj pojawia się pytanie.
Po co?
Jeżeli zamiarem było uzyskanie instalacji 24 V, to należało po prostu napisać:
układ zasilania 24 V.
Natomiast z przedstawionego materiału wynika, że oferent wykorzystał maksymalnie zapis specyfikacji i zaproponował, jeżeli dobrze rozumiem tę reklamówkę powyżej, dwa akumulatory 12 V połączone szeregowo w układ 24 V.
I tutaj dochodzimy do sedna.
Jeżeli ktoś wpisuje do specyfikacji wymóg dwóch akumulatorów, to naturalnie rodzi się pytanie, czy nie chodziło o zwiększenie niezawodności systemu poprzez zastosowanie akumulatora rezerwowego.
Według mnie jest to jedyne logiczne wytłumaczenie, ponieważ nie znajduję innego technicznego uzasadnienia wpisania do specyfikacji właśnie liczby akumulatorów zamiast parametrów magazynu energii.
Tymczasem dwa akumulatory 12 V połączone szeregowo w instalacji 24 V nie tworzą żadnej redundancji.
Oba muszą pracować jednocześnie.
Awaria jednego powoduje unieruchomienie całego systemu.
Czyli z punktu widzenia niezawodności nie uzyskujemy żadnej przewagi.
Dlatego nie potrafię znaleźć technicznego uzasadnienia, dla którego zamawiający wpisał do specyfikacji właśnie wymóg dwóch akumulatorów, zamiast określić parametry magazynu energii lub wymagane napięcie pracy.
Moim zdaniem taki zapis nie opisuje oczekiwanego efektu, lecz jest wyrwany z kontekstu i – w mojej ocenie – przyczynił się do osiągnięcia efektu innego niż oczekiwany.
A właśnie tego powinno się unikać przy przygotowywaniu opisu przedmiotu zamówienia.
4. Trwałość oprawy
Producent deklaruje żywotność diod LED przekraczającą 100 000 godzin.
Sama liczba godzin niewiele jednak mówi.
Znacznie ważniejsze są parametry L70 lub L80, które określają, po ilu godzinach strumień świetlny spadnie odpowiednio do 70% lub 80% wartości początkowej. Bo lampy nie świecą się cały czas tak samo. Degradują się z czasem. Wszystkie.
To właśnie te parametry są obecnie podstawą oceny trwałości nowoczesnych opraw LED.
W przedstawionym materiale współczynników tych nie znalazłem.
W wielu dobrej klasy oprawach ulicznych wartości L70 często wynoszą 30 000–50 000 godzin, a w rozwiązaniach z wyższej półki czasami więcej. Natomiast w tańszych konstrukcjach można spotkać wartości rzędu 10 000–20 000 godzin.
Sama deklaracja 100 000 godzin ma przede wszystkim charakter marketingowy.
5. Temperatura barwowa
W dokumentacji przetargowej przewidziano temperaturę barwową około 5700 K.
Natomiast przedstawiony materiał reklamowy wykonawcy wskazuje 5000 K.
Nie jest to jedynie różnica kosmetyczna.
5000 K daje światło bardziej neutralne, natomiast 5700 K jest wyraźnie chłodniejsze z odcieniem niebieskim.
Warto więc wyjaśnić, czy zaoferowana oprawa rzeczywiście odpowiada wymaganiom określonym w dokumentacji przetargowej, czy też przedstawiony materiał reklamowy opisuje inny wariant produktu.
6. Autonomia pracy
Producent deklaruje autonomię lampy z oprawą LED 40 W i akumulatorami 120 Ah na poziomie 7–8 dni, przy założeniu 8–10 godzin pracy pełnej mocy dziennie (100%).
Sprawdzam.
Akumulatory, jeżeli to są dwie sztuki 12v 120Ah połączone w szereg, jak wynika z reklamówki:
120 Ah × 24 V = 2,88 kWh
Zużycie energii przez lampę:
40 W × 10 godzin = 400 Wh dziennie
Czyli:
2,88 kWh : 0,4 kWh = 7,2 dnia
Na papierze wszystko się zgadza.
W normalnej eksploatacji taki sposób pracy nie może jednak mieć miejsca.
Po pierwsze, tak głębokie rozładowanie akumulatorów żelowych do „zera” mogłoby być co najwyżej zdarzeniem jednorazowym. Regularna praca w takim zakresie oznaczałaby bardzo szybkie skrócenie ich żywotności a i nawet zniszczenie akumulatora.
Po drugie, skoro zastosowano kontroler MPPT wyposażony w zabezpieczenie akumulatorów, to jego zadaniem jest właśnie odłączenie oprawy przed osiągnięciem poziomu rozładowania zagrażającego akumulatorom.
Sterownik nie powinien dopuścić do pełnego rozładowania magazynu energii.
Jeżeli przyjmiemy REALISTYCZNIE wykorzystanie około 70% pojemności, otrzymujemy:
2,88 kWh × 70% = 2,016 kWh
2,016 kWh : 0,4 kWh = około 5 dni
Przy wykorzystaniu około 50% pojemności:
2,88 kWh × 50% = 1,44 kWh
1,44 kWh : 0,4 kWh = około 3,6 dnia
Dlatego deklaracja 7–8 dni autonomii wymaga wyjaśnienia, bo fizyka mówi 4-5 dni.
7. Praca zimą
Na koniec jeszcze jedna rzecz.
Panel fotowoltaiczny ma moc 260 Wp.
Zimą na Suwalszczyźnie dzień trwa zaledwie około 7–8 godzin, natomiast noc nawet 13–14 godzin. Każdy kto ma fotowoltaikę wie jaki ma uzysk w okresie XII-II.
Panel będzie produkował mniej energii, niż lampa zużywa każdej nocy, akumulatory zaczną się stopniowo rozładowywać.
Sterownik MPPT nie potrafi wyprodukować dodatkowej energii. Może jedynie jak najlepiej wykorzystać energię z panelu i chronić akumulatory przed ich zniszczeniem.
W praktyce oznacza to jedno.
Jeżeli energii zabraknie, sterownik ograniczy moc lampy, a z czasem całkowicie ją wyłączy.
Podsumowanie
Moim zdaniem to właśnie jest sedno całej sprawy.
Nie twierdzę, że wybrana lampa jest zła.
Spełnia wymagania określone przez Gminę i jako wyrób dopuszczony do obrotu może być legalnie oferowana na rynku.
Mam natomiast coraz większe wątpliwości, czy opis przedmiotu zamówienia rzeczywiście prowadził do wyboru rozwiązania, którego Gmina oczekiwała.
Dobrze przygotowany opis przedmiotu zamówienia powinien określać efekt, jaki zamawiający chce osiągnąć. Rolą zamawiającego jest określenie co chce osiągnąć, a nie jak producent ma to skonstruować.
W przeciwnym razie łatwo stworzyć specyfikację, która może pozwalać wpychać starszy sprzęt lub kreować luki wykorzystywane przez oferentów dla maksymalizacji zysku. Do tego jednocześnie nie gwarantuje wyboru rozwiązania najlepiej odpowiadającego rzeczywistym potrzebom zamawiającego.
Jeżeli opis przedmiotu zamówienia pozostawia zbyt szerokie pole interpretacji, to później nawet najlepiej przeprowadzona procedura wyboru oferty nie naprawi błędów popełnionych na jej początku.
Spójrzcie na oferty złożone w tym przetargu. Każda wygląda inaczej. Praktycznie każda proponuje inne rozwiązanie.
Jeżeli zamawiacie owoce, a jeden sprzedawca przynosi jabłka, drugi gruszki, trzeci śliwki, czwarty wiśnie i każdy z nich potrafi wykazać, że zrealizował zamówienie zgodnie z jego treścią, to problem nie leży po stronie sprzedawców.
Problem polega na tym, że zamówienie zostało opisane zbyt ogólnie albo nieprecyzyjnie.
A jeżeli jedynym kryterium wyboru jest 100% cena, to później nie jesteś w stanie wybrać rozwiązania najlepszego. Musisz wybrać po prostu najtańsze z tych, które formalnie mieszczą się w tak opisanym zamówieniu.
I właśnie dlatego, niezależnie od tego, czy wybrana lampa okaże się dobra czy przeciętna, uważam, że największym problemem całego postępowania nie jest sam produkt, lecz sposób przygotowania opisu przedmiotu zamówienia. To od niego zaczyna się każdy przetarg i to on w największym stopniu decyduje o tym, co ostatecznie kupują mieszkańcy za publiczne pieniądze.
Wygląda na to, że doczekaliśmy się własnej podlaskiej wersji pirackiej opowieści. 😄
Była „Skrzynia umarlaka” z Piratów z Karaibów.
A u nas? „Skrzynia z akumulatorem”.
Tylko wyobraźcie sobie tych biednych poszukiwaczy skarbów, którzy z wykrywaczem metali odnajdują zakopaną skrzynię… a zamiast złotych monet znajdują akumulator od latarni. Trzeba przyznać – oryginalna atrakcja turystyczna.
I chyba nieprzypadkowo tak dobrze wpisuje się to w największe muzyczne wydarzenie gminy – Rock Water. Piracki klimat jest już prawie kompletny.
A wieść gminna niesie, że otwarcie takiej skrzyni wiąże się z obowiązkowym odsłuchaniem refrenu „Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni…”. Podobno dopiero po jego odśpiewaniu można ją ponownie zamknąć. 😉
Oczywiście całość proszę traktować z przymrużeniem oka. Zakopane w skrzyniach akumulatory mają być zamontowane zgodnie z projektem i zdecydowanie nie są elementem żadnej gry terenowej ani zaproszeniem do poszukiwania skarbów..
Na prośbę kilku osób publikuję skan odpowiedzi. Niektórzy twierdzili, że przesadzam, że taki poziom jest niemożliwy w korespondencji Urzędu. Nie przesadzałem.
Przy okazji zauważyłem coś jeszcze. Nawet własnego adresu Urzędu nie udało się przepisać bez błędów. To drobiazg, ale dobrze oddaje staranność, z jaką przygotowano całe pismo.
Jedną z rzeczy, która najbardziej zaskakuje mnie od początku obecnej kadencji, nie jest nawet brak odpowiedzi na trudne pytania.
Najbardziej zaskakuje sposób ich udzielania.
Mieszkaniec zadaje konkretne pytanie.
Sekretarz Gminy Płaska Maciej Zdancewicz bardzo często odpowiada na inne.
Albo odpowiada tak ogólnie, że po przeczytaniu całego pisma nadal nie wiadomo, jaka jest odpowiedź.
Dokładnie tak wygląda odpowiedź Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza dotycząca systemu telemetrycznego odczytu wodomierzy.
Przypomnę, że sprawa dotyczy bardzo prostej kwestii.
Dokumentacja przetargowa przygotowana przez samą Gminę Płaska przewidywała możliwość odczytu historii wskazań wodomierzy z ostatnich 12 miesięcy.
ZA TO ZAPŁACILIŚMY I NA TO OTRZYMALIŚMY DOFINANSOWANIE.
Nie mówimy więc o dodatkowej funkcji, którą „dobrze byłoby mieć”. Mówimy o jednej z funkcjonalności, za którą mieszkańcy zapłacili i która stanowiła element przedmiotu zamówienia.
Podczas posiedzenia Komisji Skarg mieszkańcom przekazywano natomiast informację, że ustalenie stanu liczników na dzień 31 grudnia 2024 r. nie było możliwe.
Poprosiłem więc o wyjaśnienie tej sprzeczności.
Poniżej publikuję moje pytania oraz „odpowiedzi” udzielone przez Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza.
Proponuję przez chwilę przeczytać je dokładnie. Naprawdę warto.
Moje pytanie
Czy przed przygotowaniem stanowiska Komisji Skarg oraz przed podjęciem uchwały przez Radę Gminy zweryfikowano, jakie dane historyczne były dostępne w systemie telemetrycznym?
Odpowiedź Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza
„Dokonano sprawdzenia danych zarejestrowanych w systemie telemetrycznym.”
Moje pytanie
Czy sprawdzono możliwość odczytu stanu wodomierzy na dzień 31 grudnia 2024 r. na podstawie danych zapisanych przez moduły radiowe?
Odpowiedź Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza
„Nie dokonywano kolejnego odczytu stanu wodomierza.”
Moje pytanie
Jeżeli taka weryfikacja została przeprowadzona, proszę o wskazanie jej wyników oraz udostępnienie dokumentów, notatek lub raportów potwierdzających jej wykonanie.
Odpowiedź Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza
„Brak danych badanego okresu.”
Moje pytanie
Jeżeli weryfikacji nie przeprowadzono, proszę o wskazanie przyczyn.
Odpowiedź Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza
„Jak Ad 1.”
Moje pytanie
Na jakiej podstawie podczas posiedzenia Komisji Skarg przedstawiano stanowisko, że ustalenie stanu wodomierzy na dzień 31 grudnia 2024 r. nie było możliwe?
Odpowiedź Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza
„Podczas posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji przedstawiono stanowisko, iż dokonanie odczytu stanu wodomierzy w dniu 31 grudnia 2024 r. nie było fizycznie możliwe.”
Pozostawiam Państwu ocenę, czy z powyższych odpowiedzi udzielonych przez Sekretarza Gminy Płaska Macieja Zdancewicza można jednoznacznie ustalić stan faktyczny.
Ja nadal nie wiem:
czy system zapisuje historię odczytów,
czy sprawdzono możliwość odczytania stanu licznika z dnia 31 grudnia 2024 r.,
jaki był wynik tej weryfikacji,
ani na jakiej podstawie podczas Komisji przedstawiono mieszkańcom stanowisko, że ustalenie stanu liczników nie było możliwe.
Jednego jestem natomiast pewien.
Maciej Zdancewicz nie jest początkującym urzędnikiem. Jest Sekretarzem Gminy Płaska i od wielu lat zajmuje się administracją. Doskonale wie, jak wygląda odpowiedź, która rozwiewa wątpliwości, i równie dobrze wie, jak napisać odpowiedź, po której nadal nic nie wiadomo.
Jeżeli więc odpowiedzi są tak „dziwne”, że po ich przeczytaniu nadal nie można ustalić podstawowych faktów, trudno nie zadać pytania:
Dlaczego?
Widzę dwie możliwości.
Pierwsza – użytkowany przez Gminę system telemetryczny nie posiada funkcjonalności wymaganych w dokumentacji przetargowej. Jeżeli tak jest, należałoby wyjaśnić, dlaczego odebrano i zapłacono za system niespełniający wymagań określonych przez samą Gminę.
Druga – system taką funkcjonalność posiadał, a więc istniała możliwość odczytania historycznych stanów wodomierzy, jednak z jakiegoś powodu nie została ona wykorzystana przy rozliczeniu mieszkańców.
Jeżeli prawdziwy byłby drugi scenariusz, należałoby odpowiedzieć na kolejne pytanie:
Dlaczego mieszkańców nie rozliczono według rzeczywistych wskazań liczników, skoro dokumentacja przetargowa przewidywała możliwość odtworzenia stanu wodomierza z końca 2024 roku?
Przypomnę, że sposób rozliczenia przyjęty przez Gminę skutkował naliczeniem części zużycia wody według wyższych stawek obowiązujących od 2025 r., mimo że woda została pobrana jeszcze w 2024 r.
To właśnie ta okoliczność była przedmiotem mojej skargi.
Na dziś odpowiedzi nadal nie ma.
Dlatego pozwolę sobie zadać pytania jeszcze raz.
Tym razem będą to pytania niemal wyłącznie zamknięte, wymagające odpowiedzi „tak”, „nie” albo wskazania jednej z kilku możliwości.
Mam nadzieję, że taka forma uniemożliwi udzielanie odpowiedzi, które nie odnoszą się do istoty zadanych pytań.
PYTANIA
Czy system telemetryczny używany przez Gminę Płaska posiada funkcjonalność zapisu historii wskazań wodomierza za okres ostatnich 12 miesięcy?
Czy moduły radiowe zamontowane na wodomierzach zapisują historię wskazań wodomierza za okres ostatnich 12 miesięcy?
Czy na podstawie danych zapisanych w systemie telemetrycznym lub modułach radiowych istniała techniczna możliwość ustalenia stanu wodomierzy na dzień 31 grudnia 2024 r. w okresie od 1 stycznia 2025 r. do co najmniej 30 listopada 2025 r., a prawdopodobnie do 31 grudnia 2025 r.?
Jeżeli odpowiedź na pytanie nr 3 brzmi „nie”, proszę wskazać jedną z poniższych przyczyn:
system nie posiada takiej funkcjonalności,
moduły radiowe nie zapisują historii wskazań,
dane historyczne zostały utracone,
pracownicy Urzędu nie wiedzieli o istnieniu takiej funkcjonalności,
inna przyczyna – proszę wskazać jaka.
Czy przed przedstawieniem mieszkańcom oraz Komisji Skarg stanowiska o braku możliwości ustalenia stanu wodomierzy na dzień 31 grudnia 2024 r. zwrócono się do wykonawcy systemu telemetrycznego lub producenta urządzeń o potwierdzenie tej okoliczności?
Jeżeli tak, proszę o udostępnienie korespondencji, opinii, notatek lub innych dokumentów potwierdzających przeprowadzenie takiej weryfikacji.
Jeżeli nie, proszę o jednoznaczne potwierdzenie, że stanowisko przedstawione mieszkańcom oraz Komisji Skarg nie zostało poprzedzone weryfikacją u wykonawcy systemu ani producenta urządzeń.
Czy stanowisko przedstawione mieszkańcom i Komisji zostało oparte na jakimkolwiek dokumencie technicznym?
Jeżeli tak, proszę o jego udostępnienie.
Czy użytkowany przez Gminę Płaska system telemetryczny jest zgodny z wymaganiami dokumentacji przetargowej w zakresie możliwości odczytu historii wskazań wodomierzy z poprzednich 12 miesięcy?
Dlaczego Sekretarz Gminy Płaska Maciej Zdancewicz oraz pracownicy Urzędu Gminy Płaska w odpowiedziach na moje reklamacje składane w 2025 roku przez cały 2025 rok twierdzili, że ustalenie stanu wodomierza na dzień 31 grudnia 2024 r. nie jest możliwe, skoro – zgodnie z dokumentacją przetargową – system powinien umożliwiać odczyt historycznych wskazań z tego okresu?
A TERAZ MAŁY TEST.
W ODRĘBNYM WNIOSKU ZWRÓCĘ SIĘ DO URZĘDU GMINY PŁASKA O PRZEKAZANIE HISTORII WSKAZAŃ Z MOJEGO WODOMIERZA ZA OSTATNICH 12 MIESIĘCY.
Jeżeli system pokaże historię mojego wodomierza, będziemy wiedzieli, że historia była dostępna.
Jeżeli jej nie pokaże, będziemy wiedzieli, że warto sprawdzić, czy system rzeczywiście odpowiada temu, za co Gmina zapłaciła i co odebrała.
Tak czy inaczej, odpowiedź na to pytanie powinna zakończyć wszelkie spekulacje.
Bo Dyrektor GOK opublikował na Facebooku komunikat Sanepidu dotyczący zakazu spożywania wody na polu biwakowym Jazy.
Oczywiście zgodnie z przepisami takie informacje powinny znaleźć się przede wszystkim w miejscu, którego dotyczą, oraz w oficjalnych kanałach.
Ale w sytuacji zagrożenia zdrowia nie będę się czepiał.
Każda godzina ma znaczenie.
Każda osoba, która dzięki temu nie napiła się tej wody, jest sukcesem.
I tutaj pochwały się kończą.
Bo po rozmowie z Sanepidem zrobiło się… bardzo dziwnie.
Dowiedziałem się, że to nie Sanepid wykrył problem.
Badania wykonał administrator ujęcia.
Sanepid dostał wyniki.
Jeszcze tego samego dnia, mimo że było już po godzinach pracy, wydał komunikat i – jak usłyszałem – telefonicznie powiadomił Wójta.
Czyli Sanepid potraktował sprawę poważnie.
I tutaj zaczyna się część, od której włosy lekko stają dęba.
Zwracam uwagę na dysonans. Komunikat z 30 czerwca 2026, ale znak sprawy jakby z 2025 roku.
Więc zadaję pytanie. Chwila ciszy i …
Pani z Sanepidu powiedziała mi, że już w 2025 roku w badaniach wykonywanych dla administratora ujęcia występowały przekroczenia różnych parametrów jakości wody.
Przeczytajcie to jeszcze raz.
Już w 2025 roku.
Słyszeliście o tym?
Bo ja pierwszy raz.
I teraz pytania.
Bardzo niewygodne pytania.
Jakie były te przekroczenia?
Jakich parametrów dotyczyły?
Czy były jednorazowe?
Czy powtarzały się?
Kto jest administratorem tego ujęcia?
Dlaczego wyników tych badań nigdy nie pokazano?
Dlaczego nie pokazano również badań, które doprowadziły do obecnego komunikatu Sanepidu?
I najważniejsze.
Jeżeli już w ubiegłym roku były przekroczenia różnych parametrów, to dlaczego badania wykonano dopiero teraz?
Przecież przez ten czas z tej wody korzystali ludzie. Już od maja ktoś się pojawia.
Turyści.
Rodziny z dziećmi.
Uczestnicy biwaków.
A jeżeli dobrze pamiętam, kilka dni temu odbywały się tam również zawody strażackie.
Czy ktoś ich poinformował?
Czy ktokolwiek zadzwonił do organizatorów?
Czy poinformowano osoby, które mogły korzystać z tej wody?
Bo przypomnę.
Sanepid mówi dziś wprost.
Tej wody nie wolno pić.
Nie wolno jej używać do przygotowywania posiłków.
Nie wolno myć nią zębów.
Nie wolno myć nią żywności.
Nie wolno się nią polewać, ani nawet myć w niej rąk.
A przecież do 30 czerwca ludzie normalnie z niej korzystali.
I jeszcze jedna rzecz.
Jeżeli – zgodnie z informacją uzyskaną w Sanepidzie – Wójt został poinformowany telefonicznie jeszcze 30 czerwca, zaraz po otrzymaniu wyników badań…
…to dlaczego mieszkańcy dowiedzieli się o tym dopiero w godzinach popołudniowych następnego dnia? Pomimo faktu, iż Sanepid uznał tę sprawę za tak ważna, że informował Wójta po godzinach swojej pracy.
I ostatnia rzecz, która mnie zastanawia.
Zauważyliście?
Kiedy gmina wykonuje swoje badania i wyniki są dobre…
to zwykle są publikowane.
Tym razem…
wyników jakoś nie pokazano.
Przypadek?
Być może.
Dlatego zamiast snuć domysły zrobię to, co robię od dwóch lat.
Poproszę o dokumenty.
Bo mam coraz silniejsze wrażenie, że ta historia dopiero się zaczyna.
Bajka o Królu Skubimirze I zwanym Selfisławem i tajemnicy zaginionych fotografów
kilkanaście próśb o bajkę, więc ciężko odmówić 🙂 :
Jeżeli dostanę informację zwrotną, że się podoba, to będą kolejne tomy:
Tom II – O Wielkiej Drodze, którą oddano Cesarzowi, a dług pozostawiono chłopom.
Tom III – O Rycerzach Okrągłego Stołu, którzy zawsze głosowali jednakowo.
Tom IV – O Cudownej Wodzie, która raz była zdatna, a raz tylko warunkowo.
Tom V – O Wielkim Łowczym i jego wiernym dworze.
Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami, trzema jeziorami i jednym wyjątkowo długim przetargiem, leżało niewielkie królestwo.
Niektórzy nazywali je Krainą Płaska, najbardziej wysuniętą na północ prowincją Cesarstwa Polandii.
Urzędowi kronikarze uparcie twierdzili jednak, że wszelkie podobieństwo do prawdziwych krain jest całkowicie przypadkowe.
Rządził nim Król Skubimir I, zwany przez dworzan Selfisławem.
Nie dlatego, że wygrał wielkie bitwy.
Nie dlatego, że zbudował najwięcej zamków.
Nie dlatego, że był najmądrzejszym władcą. Bo dworscy kronikarze od lat mieli problem ze znalezieniem choć jednego takiego przykładu.
Przydomek zawdzięczał temu, że kochał dwie rzeczy bardziej niż cokolwiek innego.
Przecinanie wstęg.
I robienie sobie zdjęć.
Mówiono nawet, że gdyby w królestwie wybuchł pożar, najpierw zapytałby, z której strony ogień wygląda lepiej na zdjęciu, a dopiero potem kazałby go gasić.
Gdy tylko w królestwie wyremontowano kawałek drogi…
natychmiast zjawiali się dworscy fotografowie.
Król pozował przed drogą.
Na drodze.
Za drogą.
Obok drogi.
Gdy wyremontowano plac zabaw…
znów były fanfary.
Znów byli kronikarze.
Znów powstawały portrety.
A kiedy ukończono nową świetlicę…
dworzanie byli przekonani, że tym razem Król przejdzie samego siebie.
Przecież przed budynkiem stały aż cztery piękne słupy.
– Wasza Królewska Mość! – wołali.
– Toż to idealne miejsce na królewską sesję zdjęciową!
Przed świetlicą.
Za świetlicą.
Na schodach.
Na kominie.
Pod tujami.
A na koniec synchroniczny pokaz pole dance z najwierniejszymi dworzanami.
Dworzanie byli zachwyceni. Wreszcie cztery słupy miały doczekać się godnego wykorzystania.
– TikTok pęknie z zachwytu!
– Królewski algorytm oszaleje!
Król tylko się uśmiechnął.
Już niemal słyszał odgłos migawki aparatów.
A potem…
nie wydarzyło się nic.
Fotografowie czekali. Kronikarze czekali. Nawet dworskie nożyczki do przecinania wstęg zaczęły rdzewieć.
Mijały dni.
Potem tygodnie.
Potem miesiące.
Nie było fotografów.
Nie było kronikarzy.
Nie było fanfar.
Nie było nawet jednego obrazka w królewskiej kronice.
Dworzanie przecierali oczy ze zdumienia.
– Czy to możliwe? – pytali.
– Król Selfisław i żadnego zdjęcia?
– To się jeszcze nigdy nie zdarzyło.
W tym samym czasie kończono remont królewskiej szkoły.
Na dworze od miesięcy szeptano, że otwarcie będzie tak wielkie, iż zabraknie miejsc dla gości.
Jedni twierdzili, że przyjedzie Cesarz.
Inni, że Najwyższy Kapłan.
Jeszcze inni, że zabraknie już tylko smoka.
Najbardziej gorliwi dworzanie twierdzili, że warto zamówić dodatkowych fotografów, bo jedna sesja może nie wystarczyć.
I wtedy…
znowu zapadła cisza.
Mieszkańcy zaczęli się niepokoić.
Poszli więc do starego błazna.
Bo błazen był jedynym człowiekiem w całym królestwie, który mówił to, czego inni bali się powiedzieć.
– Mistrzu…
– Gdzie podziali się fotografowie?
– Dlaczego Król nie przecina wstęgi?
– Dlaczego nie ma portretów?
– Dlaczego nie ma fanfar?
– Dlaczego nie ma wielkiego święta?
Błazen zamyślił się.
Spojrzał na świetlicę.
Spojrzał na szkołę.
Po czym uśmiechnął się i odparł:
– Przez wiele lat nauczyłem się jednej rzeczy.
Jeżeli w naszym królestwie wszystko idzie zgodnie z planem…
najpierw przyjeżdżają fotografowie.
A jeśli fotografów nie ma…
to znaczy, że najpierw trzeba dokończyć coś, czego mieszkańcom jeszcze pokazać nie można.
Mieszkańcy zaczęli więc zadawać pytania.
Czy świetlica została odebrana?
Czy szkoła została odebrana?
Czy wszystkie dokumenty są gotowe?
Czy wszystko wykonano zgodnie z projektem?
Czy nie pojawiły się jakieś problemy?
Bo przecież cisza nie bierze się znikąd.
Wieść o słowach błazna szybko dotarła do zamku.
Król Skubimir I zwany Selfisławem długo patrzył przez okno.
Potem odwrócił się do Carycy Katarzyny, Wielkiej Strażniczki Wolności i Pierwszej Marszałkini Królestwa, po czym zapytał:
– A może jednak zrobimy kilka zdjęć?
Caryca westchnęła.
– Wasza Królewska Mość…
Fotografowie są gotowi.
Kronikarze też.
Czekają tylko na odbiory.
Król zamilkł.
Podobno po raz pierwszy od wielu lat.
Morał
W wielu królestwach najpierw kończy się inwestycję.
Potem robi zdjęcia.
W Królestwie Skubimira I zwanego Selfisławem mieszkańcy odkryli jednak coś zupełnie odwrotnego.
Jeżeli nie ma zdjęć, warto zapytać dlaczego.
Bo czasami największą wiadomością nie jest to, co mieszkańcom pokazano.
Największą wiadomością jest właśnie to, czego od miesięcy nikt nie chce sfotografować.
Każde podobieństwo bohaterów tej bajki do prawdziwych osób jest oczywiście całkowicie przypadkowe. Tak przynajmniej twierdzą dworscy kronikarze.
A z dworskimi kronikarzami, jak wiadomo, lepiej nie dyskutować.
Tak mniej więcej kilka miesięcy temu zakończono prace przy świetlicy.
I co?
I… cisza.
A przecież normalnie wygląda to zupełnie inaczej.
Byłyby zdjęcia.
Byłyby filmiki.
Wywiady.
Wójt przed świetlicą.
Na świetlicy.
Za świetlicą.
Na kominie.
Pod tujami.
Wójt kręcący się wokół słupów niczym mistrz pole dance. A że przed świetlicą stoją aż cztery słupy, to tutaj mógłby już zaszaleć z całą grupą swoich najbliższych współpracowników i zrobić pierwszy w historii gminy synchroniczny pokaz pole dance.
A tutaj…
cisza.
I wiecie co?
Przez dwa lata rządów obecnej ekipy nauczyłem się jednego.
Jeżeli na Facebooku zapada cisza, a TikToki zwiędły niczym jesienne liście, to zwykle oznacza, że coś poszło nie tak.
Może odbioru jeszcze nie ma?
Może dokumentów brakuje?
Może znowu coś nie wyszło?
Nie wiem.
A może wiem, tylko czekam na oficjalne dokumenty, żeby znowu pokazać mieszkańcom, jak bardzo urzędowa wersja wydarzeń potrafi różnić się od rzeczywistości.
A szkoła?
Tam miała być dopiero pompa.
Przecież wróbelki w urzędzie ćwierkają o tym od dawna.
Niektórzy nawet żartowali, że na otwarcie prawie papieża z Prezydentem RP mieli zapraszać.
Dobrze… trochę przesadzam.
Ale naprawdę niewiele.
A teraz?
Znowu cisza.
Przecież już kilka miesięcy temu pisałem o tej inwestycji.
O zmianach w trakcie realizacji.
O decyzjach, których do dziś trudno logicznie i ekonomicznie wytłumaczyć.
O fuszerkach.
O niedotrzymanych terminach.
O dokładaniu kolejnych pieniędzy.
I nagle wszyscy przestali mówić o odbiorze.
Przypadek?
Może ;-).
Ale historia uczy, że przypadki w tej gminie zdarzają się wyjątkowo często.
Przypomnę tylko ubiegły rok.
Bardzo pilnowano, żeby przed wyborami mieszkańcy nie dowiedzieli się, że wykonawca remontu szkoły został sponsorem Rock Water i przekazał na imprezę 8 tysięcy złotych.
Sam sponsoring nie jest tu najciekawszy.
Najciekawsze jest to, dlaczego akurat wtedy nadzór nad inwestycją wydawał się wyjątkowo mało wymagający.
Panie Wójcie…
Niektóre osoby pewne rzeczy już wiedzą.
Innych mogą się jedynie domyślać, bo od miesięcy próbują dostać dokumenty, do których mają prawo.
Dlatego dziś znowu pytam.
Co dzieje się ze świetlicą?
Co dzieje się ze szkołą?
Dlaczego nie ma uroczystych otwarć?
Dlaczego nie ma zdjęć?
Dlaczego nie ma przecinania wstęg?
Czyżby znowu zabrakło jakiegoś papierka 😉 ?
Czy może po prostu nie wszystko poszło zgodnie z planem?
No chyba, że wszystko jest gotowe.
To wtedy wystarczy wyjść przed mieszkańców i powiedzieć:
Szanowni Państwo, świetlica została odebrana. Szkoła została odebrana. Wszystko jest zgodne z projektem i przepisami. Nie ma żadnych problemów.
Naprawdę.
Jedno krótkie oświadczenie wystarczy.
Bo wiecie…
cisza też jest komunikatem.
I przez ostatnie dwa lata mieszkańcy nauczyli się, że często mówi znacznie więcej niż najdłuższa konferencja prasowa.
Przy pomocy większości radnych Wspólnej Sprawy Rada Gminy przegłosowała uchwałę o pozbawieniu drogi w Rudawce statusu drogi gminnej. To pierwszy krok do przekazania jej Województwu.
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że gmina oddaje drogę praktycznie świeżo po remoncie.
Natomiast pozostały do zapłaty ponad milion złotych kredytu zaciągniętego na ten remont pozostaje do spłaty mieszkańcom Gminy Płaska – całkowity koszt kredytu chyba był dużo większy.
Nowy właściciel dostaje drogę.
Mieszkańcy zostają z rachunkiem.
Skąd w ogóle wziął się ten pomysł?
Z przebiegu dyskusji oraz wypowiedzi samego radnego wynikało, że radnym najbardziej opowiadającym się za przekazaniem tej drogi Województwu był Marek Juszkiewicz.
Nieoficjalnie powód wydaje się dość prosty.
Od lat mieszkańcy zwracali uwagę, że utrzymanie dróg przez Gminę Płaska pozostawia wiele do życzenia.
Zamiast doprowadzić do tego, aby gmina zaczęła właściwie wykonywać swoje obowiązki jako zarządca drogi, wybrano inne rozwiązanie, żeby nie narazić się pamiętliwemu Wójtowi.
Oddać drogę komuś innemu.
Być może mieszkańcy Rudawki rzeczywiście zyskają lepiej utrzymywaną drogę.
Jeżeli tak będzie, to szczerze im tego życzę.
Tyle tylko, że koszt tej decyzji poniosą wszyscy mieszkańcy gminy, którzy jeszcze przez lata będą spłacali kredyt zaciągnięty na remont drogi, która przestanie być własnością gminy. Zresztą 500 zł na każdą duszę w tej gminie, wg Naszego Wójta to nie tragedia.
A mieszkańcy Rudawki?
Mam wrażenie, że prawdziwe „podziękowania” mieszkańców Rudawki dla autorów tego pomysłu mogą pojawić się dopiero wtedy, gdy Województwo rozpocznie szczegółową inwentaryzację pasa drogowego.
Województwo nie jest lokalną gminą.
Tam obowiązują procedury, dokładne pomiary geodezyjne i skrupulatne egzekwowanie przepisów i opłaty. A województwo nigdy nie rezygnuje z opłat.
Jeżeli okaże się, że część ogrodzeń, nasadzeń lub innych elementów znajduje się w pasie drogowym, właściciele nieruchomości mogą zostać zobowiązani do uporządkowania tej sytuacji : usunięcie ogrodzeń, budowli lub co roczną opłatę.
Mam nadzieję, że wszystko jest zgodne z przepisami.
Ale jeżeli nie…
to mieszkańcy Rudawki z pewnością będą wiedzieli, komu za tę zmianę „podziękować”.
Bo oprócz tego co napisałem powyżej mieszkańcy Rudawki zobaczą niedługo jakie są konsekwencje:
zwiększenie odległości reklam od jezdni
zwiększenie odległości w jakich będą mogli cokolwiek legalnie postawić na swojej posesji (z 6 na 8 m i z 15 na 20 metrów od jezdni)
konieczność załatwiania wszelkich tematów związanych z drogami czy zjazdami na posesję w województwie, a nie gminie
jeśli masz legalnie np ogrodzenie to prawo nie działa wstecz przy przejęciu i zmiany odległości. jednak gdy masz cos nielegalnie lub bez pozwolenia i nie spełnia to aktualnych przepisów, no to cóż ……. zostaniesz poproszony o przestawienie na własny koszt lub odpowiednio dociążony.
Kto ponosi największą odpowiedzialność?
Moim zdaniem odpowiedzialność polityczna za tę decyzję rozkłada się następująco:
1. Marek Juszkiewicz – radny, który od początku najmocniej zabiegał o przekazanie drogi.
2. Michał Skubis – Wójt Gminy, który przeprowadził cały proces.
3. Katarzyna Tomczyk – Przewodnicząca Rady, bez której dociskania kolanem, przeprowadzenie tej uchwały nie byłoby możliwe.
4. Radni Wspólnej Sprawy:
Zbigniew Kozłowski
Ewa Citkowska
Dariusz Gołkowski
Krzysztof Jatkowski
Marlena Jaworowska
Alicja Myszczyńska
Hanna Puczyłowska
Jerzy Okuniewski
Edyta Skubis
Marek Sudnik
Jarosław Szarkowski
Ewa Ślepska
Każdy kto jest Radnym z Wspólnej Sprawy i nie powstrzymał tego szaleństwa. Każdy kto podniósł rękę za uchwałą. Każdy z nich ponosi za nią polityczną odpowiedzialność.
Ale pojawia się jeszcze jedna bardzo ciekawa kwestia.
Jeżeli droga przestanie być własnością gminy, co stanie się na przykład z gminną reklamą ustawioną w pasie tej drogi? A co z innymi elementami gminnej infrastruktury ?
Do tej pory gmina nie płaciła za zajęcie własnego pasa drogowego.
Po przekazaniu drogi sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Jeżeli za pozostawienie reklamy trzeba będzie płacić nowemu zarządcy drogi, to przy stawce wynoszącej nawet 10 zł za 1 m² dziennie rachunek może być bardzo konkretny.
Czyli około 9 tysięcy złotych rocznie tylko za to, że reklama nadal stoi w pasie drogowym.
A przecież wcześniej gmina wydała pieniądze na wykonanie samej reklamy.
Wydała również pieniądze na wykonanie przyłącza energetycznego.
I tutaj pojawia się kolejne pytanie.
Jeżeli bardziej opłacalne okaże się zdemontowanie reklamy niż coroczne płacenie za zajęcie pasa drogowego, to czy pieniądze wydane na reklamę i przyłącze energetyczne nie okażą się po prostu wyrzucone w błoto?
I jeszcze jedno pytanie.
Kiedy wykonano przyłącze energetyczne?
Przed podjęciem decyzji o przekazaniu drogi?
Czy już wtedy, gdy było wiadomo, że droga ma przejść pod zarząd Województwa?
Jeżeli to drugie, to warto poznać uzasadnienie takiej decyzji.
Jak zwykle nie będziemy opierać się na domysłach.
Zadamy wszystkie te pytania oficjalnie w trybie dostępu do informacji publicznej.
A odpowiedzi — lub ich brak — opublikujemy na blogu.
Przy okazji polecam ją każdemu. Jeżeli będziecie mieli stłuczkę albo z jakiegokolwiek powodu będziecie potrzebowali sprawdzić polisę OC innego pojazdu, wystarczy wpisać numer rejestracyjny, wybrać dzień, którego dotyczy sprawdzenie i potwierdzić, że nie jest się robotem.
I trafiłem na coś, co potwierdziło wcześniejsze informacje i – jeżeli potwierdzi się również w odpowiedzi Urzędu Gminy – rodzi bardzo poważne pytania.
Z ogólnodostępnych danych UFG wynika, że samochód pożarniczy Volvo FL 4XR3 o numerze rejestracyjnym BAU 02835, należący do OSP Mołowiste, był ubezpieczony w TUW do 31 stycznia 2026 r.
Następnie przez ponad trzy miesiące w bazie UFG nie pojawia się żadna informacja o obowiązkowym ubezpieczeniu OC.
Kolejna polisa widoczna jest dopiero od 14 maja 2026 r., już w Generali.
Oczywiście wszystko będziemy jeszcze weryfikować. Zdarzały się bowiem przypadki błędów w bazie UFG, ale naprawdę bardzo, bardzo rzadko i tylko ze słyszenia.
Jeżeli jednak dane okażą się prawidłowe, oznaczałoby to ponad trzymiesięczną przerwę w obowiązkowym ubezpieczeniu OC.
A to oznaczałoby również karę przekraczającą 14 tysięcy złotych.
Ale wiecie, co jest w tej historii najbardziej niepokojące?
Nie sama kara. Nie pierwszy raz będzie płacić kary za Wójta.
Najbardziej niepokojące jest to, że przez ponad trzy miesiące nikt tego nie zauważył.
Bo z informacji, które do mnie docierają, wynika, że w tym czasie samochód wyjeżdżał do akcji ratowniczo-gaśniczych.
I tu pojawia się pytanie, którego nie można zbyć wzruszeniem ramion.
Co stałoby się, gdyby podczas takiego wyjazdu doszło do kolizji albo wypadku?
Kto zapłaciłby za szkody?
Ubezpieczyciel? Aha, ale przecież nie mamy.
Czyli jednak mieszkańcy Gminy Płaska ze swoich pieniędzy?
Jeżeli kara z UFG zostanie/została nałożona, również zapłaci ją budżet gminy, czyli w praktyce mieszkańcy. Nie osoba, która dopuściła do zaniedbania.
Nie mniej istotne są pytania organizacyjne.
Kto w Urzędzie Gminy odpowiada za nadzór nad terminowością ubezpieczeń i przeglądów technicznych pojazdów należących do gminy?
Czy istnieje system kontroli terminów polis i przeglądów, czy też wszystko odbywa się na zasadzie: „może ktoś zauważy”?
Jaka była rola kierowcy przypisanego do tego pojazdu?
Czy kierowca przed wyjazdem nie ma obowiązku sprawdzenia, czy pojazd posiada wszystkie wymagane dokumenty, w tym ważne ubezpieczenie OC? Przecież kierowca odpowiada nie tylko za stan techniczny pojazdu, ale również za to, czy pojazd może zgodnie z prawem uczestniczyć w ruchu drogowym. Jeżeli taki obowiązek istnieje, to dlaczego samochód wyjeżdżał do akcji? A jeżeli nie istnieje, to kto w Gminie odpowiada za dopuszczenie pojazdu do ruchu?
I jeszcze jedno pytanie.
Czy w okresie, w którym pojazd – według danych UFG – nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia, kierowca nadal pobierał wynagrodzenie lub ekwiwalent za pełnienie swojej funkcji?
Skieruję do Urzędu Gminy wniosek o udostępnienie informacji publicznej obejmujący wszystkie te kwestie.
Poczekajmy na odpowiedzi.
Bo być może okaże się, że wszystko ma proste wyjaśnienie.
Pani Przewodnicząca Rady zapewne powie, że to kolejny „problem systemowy”, a Pan Sekretarz z właściwą sobie finezją wyjaśni sprawę tak, że każdy usłyszy to, co będzie chciał usłyszeć.
Pan Wójt zapewne również zachowa spokój. W końcu na szczycie swojego Olimpu nieomylności, jako Nasze Słońce Gminy, Jutrzenka Przyszłości, Skarbnica Wszelkiej Mądrości i Naczynie Przepełnione Wiedzą, raczej nie zniży się do stwierdzenia, że znowu po prostu coś zawalił.
Jeżeli jednak informacje z UFG okażą się zgodne ze stanem faktycznym, trudno będzie uznać całą sprawę za zwykłe przeoczenie.
Mówimy przecież o pojeździe ratowniczym, który powinien być przygotowany do wyjazdu nie tylko technicznie, ale również formalnie.
Dotyczy: przebiegu prac Komisji Skarg, Wniosków i Petycji oraz wniosek o udostępnienie informacji publicznej
Szanowni Państwo,
kieruję niniejsze pismo bezpośrednio do Państwa, ponieważ to Państwo – jako członkowie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji – ponoszą odpowiedzialność za sposób rozpatrzenia skarg mieszkańców oraz za stanowiska przedstawione następnie Radzie Gminy.
Po wielokrotnej analizie nagrania z posiedzenia Komisji oraz dokumentów znajdujących się w Urzędzie Gminy doszedłem do wniosku, że istnieją poważne wątpliwości, czy Komisja wykonywała swoje ustawowe obowiązki samodzielnie, czy też ograniczyła się do odczytania i przegłosowania dokumentów przygotowanych wcześniej przez osoby spoza Komisji.
Jeżeli moje ustalenia są nieprawdziwe, mają Państwo możliwość wykazania tego poprzez przedstawienie dokumentów oraz udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania.
Jeżeli natomiast opisany przebieg prac Komisji odpowiada rzeczywistości, całość materiału zostanie przekazana Wojewodzie Podlaskiemu jako element wniosku o podjęcie czynności nadzorczych wobec działalności Komisji Skarg, Wniosków i Petycji oraz Rady Gminy Płaska.
W związku z powyższym, działając na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej, wnoszę o udostępnienie następujących informacji.
1. Jawność posiedzenia
Proszę wskazać podstawę prawną, na podstawie której Przewodniczący Komisji dopuścił do wyłączenia jawności części posiedzenia Komisji bez przeprowadzenia głosowania członków Komisji, wyłącznie na polecenie Przewodniczącej Rady Gminy. Proszę o wskazanie podstawy prawnej samego utajnienia oraz niezgodnego z prawem podziału gości na uczestniczących w utajnionym posiedzeniu i tych wykluczonych?
2. Osoby spoza Komisji
Proszę wyjaśnić, dlaczego osoby niebędące członkami Komisji faktycznie uczestniczyły w wypracowywaniu stanowiska Komisji oraz miały wpływ na jego treść.
Czy członkowie Komisji uważają taki sposób prowadzenia prac za zgodny z rolą Komisji Skarg, Wniosków i Petycji?
3. Protokół
Proszę o udostępnienie pełnego protokołu z posiedzenia Komisji wraz z wynikami wszystkich głosowań oraz wszystkimi załącznikami.
Proszę również o wskazanie, czy treść protokołu jest zgodna z rzeczywistym przebiegiem posiedzenia utrwalonym na nagraniu.
4. Autor stanowisk Komisji
Kto jest autorem wielostronicowych stanowisk przedstawionych Komisji jako stanowiska Komisji? Przewodniczący komisji już w chwili rozpoczęcia posiedzenia miał przy sobie 3 stanowiska podsumowujące prace komisji.
Proszę wskazać imię, nazwisko oraz funkcję tej osoby.
5. Kto zlecił przygotowanie tych dokumentów?
Kto i kiedy zlecił przygotowanie przedmiotowych stanowisk?
Proszę o udostępnienie wszelkiej korespondencji dotyczącej ich przygotowania, w szczególności wiadomości e-mail, pism, poleceń służbowych oraz notatek.
6. „Po wnikliwej analizie…”
W przedstawionych Komisji dokumentach znajduje się stwierdzenie:
„Komisja po wnikliwej analizie skargi…”
Z nagrania jednoznacznie wynika jednak, że było to pierwsze i jedyne posiedzenie Komisji dotyczące tej sprawy.
Proszę wskazać:
kiedy odbyła się wskazana w dokumencie „wnikliwa analiza”,
kto w niej uczestniczył,
jakie czynności wykonała Komisja przed posiedzeniem,
kto podjął decyzję o wpisaniu do dokumentu informacji, która nie znajduje potwierdzenia w przebiegu prac Komisji.
7. Samodzielność Komisji
Czy członkowie Komisji mieli możliwość samodzielnego opracowania stanowiska?
Czy jedynym dokumentem przedstawionym do głosowania było opracowanie przygotowane wcześniej przez Urząd Gminy lub jego obsługę prawną?
8. Wiedza członków Komisji
Czy Pan Marek Sudnik, Pani Ewa Ślepska oraz Pani Ewa Citkowska potwierdzają, że przed posiedzeniem zapoznali się z całością materiału dowodowego dotyczącego skarg?
Jeżeli tak – proszę wskazać datę oraz miejsce, w którym nastąpiła analiza dokumentów.
9. Sprzeczności z dokumentami Urzędu
Podczas posiedzenia Komisji członkom Komisji przedstawiano twierdzenia pozostające w sprzeczności z dokumentami znajdującymi się w Urzędzie Gminy.
Czy po ujawnieniu tych rozbieżności członkowie Komisji nadal uważają, że podjęte stanowiska zostały wypracowane w oparciu o kompletny i rzetelny materiał dowodowy?
10. Ponowne rozpoznanie skarg
Czy wobec ujawnionych okoliczności członkowie Komisji są gotowi ponownie rozpoznać skargi mieszkańców, tym razem po zapoznaniu się z pełnym materiałem dowodowym oraz bez korzystania z wcześniej przygotowanych stanowisk?
Na zakończenie pragnę podkreślić, że Komisja Skarg, Wniosków i Petycji została powołana po to, aby samodzielnie badać zasadność skarg mieszkańców.
Jeżeli rolą Komisji było wyłącznie odczytanie dokumentów przygotowanych wcześniej przez inne osoby oraz ich przegłosowanie, to mamy do czynienia z sytuacją, która budzi poważne wątpliwości co do rzeczywistego wykonywania ustawowych obowiązków przez Komisję.
Mam nadzieję, że Państwa odpowiedzi rozwieją wszelkie wątpliwości.
W przeciwnym razie ocena przedstawionych okoliczności zostanie pozostawiona Wojewodzie Podlaskiemu jako organowi sprawującemu nadzór nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego.
Czekamy teraz na odpowiedzi Wójta Michała Skubisa oraz Przewodniczącej Rady Gminy Katarzyny Tomczyk, którzy swoimi decyzjami skubią portfele nas mieszkańców coraz głębiej..
Po ostatnim posiedzeniu Komisji Skarg pojawiło się bowiem więcej pytań niż odpowiedzi.
I to nie byle jakich pytań.
Takich, po których człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przez ostatnie dwa lata był informowany o rzeczywistości wirtualnej, czy raczej o jej wersji reżyserskiej. Zresztą kategorii C.
Wygląda bowiem na to, że podczas Komisji Skarg Pan Sekretarz i Pani Przewodnicząca znaleźli się w bardzo niezręcznej sytuacji.
Przedstawiana przez nich wersja wydarzeń miała jedną zasadniczą wadę.
Nie wytrzymała zderzenia z dokumentami i faktami.
A dokumenty bywają okrutne.
Nie da się ich uciszyć.
Nie da się ich przegłosować.
Nie da się na nie obrazić.
I nie zmieniają treści w zależności od tego, kto siedzi przy stole.
Z dokumentów przedstawionych podczas postępowania wynika bowiem, że obraz rozliczeń wody może wyglądać zupełnie inaczej niż przedstawiano mieszkańcom przez wiele miesięcy.
Nagle okazało się, że odczyty liczników z 2024 roku powinny być. Więc powstaje pytanie czemu nie zostały użyte ?
Nagle okazało się również, że dokumenty wysłane do Wojewody potrafią być bardziej szczere niż odpowiedzi udzielane mieszkańcom. Czy czytając literalnie dokumenty pokontrolne RIO nie można odnieść wrażenia, że mieszkańcy zostali obciążeni kosztami wody, których nie sposób logicznie wyjaśnić? Dobrowolna darowizna mieszkańców gminy na rzecz Wójta Skubisa?
Prawdopodobnie przez przypadek. 🙂
Prawdopodobnie przez pomyłkę. 🙂
Prawdopodobnie dlatego, że ktoś zapomniał, iż dokumenty wysyłane do organów nadzoru mają tę paskudną cechę, że kiedyś wypłyną, zwłaszcza przy takich szokujących różnicach.
I właśnie dzięki RIO mieszkańcy mogli zobaczyć papiery, których wcześniej jakoś nie było widać.
Czasami miesiące składania wniosków, pytań i reklamacji nie dają tyle informacji, co jeden załącznik wysłany do Wojewody.
Gdyby nie to, dalej żylibyśmy w przekonaniu, że wszystko się zgadza, wszystko zostało wyjaśnione, a wszelkie wątpliwości istnieją wyłącznie w wyobraźni mieszkańców.
Tymczasem dokumenty mają tę nieprzyjemną cechę, że czasem mówią więcej niż ich autorzy by sobie życzyli.
A jeszcze ciekawsze są liczby.
Bo z dokumentów wynika sytuacja, której nie potrafię logicznie wyjaśnić.
Ilość wody, którą obciążono mieszkańców, ma być większa od ilości wody wykazanej jako wyprodukowana.
Przyznam, że jestem pod wrażeniem.
Od lat słyszymy o odnawialnych źródłach energii.
Ale odnawialnych źródeł wody jeszcze nie.
Może w Płaskiej dokonano przełomu naukowego, o którym nie wiedzą jeszcze politechniki, instytuty badawcze i reszta świata.
Jak sprzedać mieszkańcom więcej wody, niż samemu się jej wyprodukowało?
O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć zachowanie Pana Sekretarza, o tyle coraz trudniej zrozumieć zachowanie Pani Przewodniczącej.
Pan Sekretarz broni przecież urzędu.
Broni własnych decyzji.
Broni własnych pism.
Broni własnych odpowiedzi.
Jeżeli dokumenty zaczynają przeczyć wcześniejszym twierdzeniom, to trudno oczekiwać, że sam wyjdzie i powie: „tak, pomyliliśmy się”.
To przynajmniej jest logiczne.
Ale jaka jest logika działania Pani Przewodniczącej?
Osoba, której powierzyliśmy kontrolowanie Naszych praw i pieniędzy sprzeniewierzyła się swoim obowiązkom, dodatkowo pilnując, aby to samo robili wszyscy członkowie Wspólnej Sprawy.
Dlaczego osoba stojąca na czele organu kontrolującego Wójta tak często zachowuje się jak obrońca Wójta?
Dlaczego kolejne wątpliwości mieszkańców traktowane są jak problem mieszkańców, a nie problem wymagający wyjaśnienia?
Z punktu widzenia uczciwości jaką próbowała nas mamić Pani Przewodnicząca, takie zachowanie jest irracjonalne.
Dlaczego z jej perspektywy dokumenty budzą mniejsze zainteresowanie niż tłumaczenia urzędu?
Dlaczego w sytuacji, gdy pojawiają się oczywiste rozbieżności, pierwszym odruchem nie jest wyjaśnienie sprawy, lecz obrona urzędu?
Dlaczego osoba, która jeszcze w 2023 roku potrafiła zadawać niewygodne pytania poprzedniemu Wójtowi, dziś tak skutecznie pomaga unikać odpowiedzi na te same pytania?
Co takiego zmieniło się od 2023 roku?
Tego bardziej lubi, czy wie, że z odejściem sterowalnego człowieka odejdzie w niebyt, a reflektory zaczną świecić w inną stronę?
Co wydarzyło się pomiędzy rolą osoby patrzącej władzy na ręce a rolą osoby broniącej władzy przed mieszkańcami?
Czy to tylko polityczna lojalność?
Czy przekonanie, że urząd zawsze ma rację?
Czy może istnieje jeszcze jakiś inny powód, którego mieszkańcy po prostu nie znają?
To jednak nie koniec.
W najbliższych dniach wrócimy do kontynuacji tematu wody i kolejnego bulwersującego tematu reklamacji dotyczących rachunków za wodę.
Bo z dostarczonych dokumentów wynika, że niektóre sprawy mogą wyglądać znacznie ciekawiej, niż przedstawiano to mieszkańcom.
Będzie o tym, że wszyscy włacimy za miliony litrów, jesteśmy oszukiwali przy rozliczeniach, ale są też wybrańcy. Wybrańcy którym wg sygnalistów darowano grube tysiące złotych, jednocześnie rozkładając ich obciążenia na nas wszystkich?
Ciekawe ?
Dzisiaj, aby potwierdzić sytuację, zadam pytanie urzędowi. Wieczorem pojawi się również treść pytania w znanym Wam miejscu.
Ale o tym za dwa tygodnie, bo tyle ma urząd na odpowiedź.
Natomiast już po południu zajmiemy się kolejną historią.
Podczas Komisji Skarg padło pytanie to ile kar mamy tylko od początku roku. Pani Przewodniczaca głośno powiedziała, że o niczym nie wie :-), uśmiechając się przy tym nieznacznie. A my naiwni wierzymy, że powiedziała prawdę? ha ha ha.
Niedawno mieszkańcy zapłacili blisko 40 tysięcy złotych za skutki błędów przy inwestycji wodno-kanalizacyjnej.
Ktoś poniósł konsekwencje ? Wójt ? Osoba odpowiedzialna merytorycznie? No co wy 😉.
Pan Sekretarz podczas komisji poinformował z uśmiechem, że te pieniądze już przepadły i się nie wrócą. Zresztą nie jego. Zresztą zaraz, zaraz. Ostatnio pisaliśmy o pewnym zwolnieniu z podatku. Pewnie niektórzy już łapią o co chodzi.
No to świetnie.
Mieszkańcy z pewnością odetchnęli z ulgą.
Skoro przepadły z uśmiechem, to pewnie mniej bolą. Zresztą wg nich to drobne. Przy 2 000 mieszkańców to zaledwie zrzutka po dodatkowe 20 zł od łebka.
Teraz pojawiają się pytania o następną karę?
Kto za to odpowiada?
Czy wyciągnięto jakiekolwiek konsekwencje służbowe?
Czy ktoś poniósł odpowiedzialność?
A może po raz kolejny obowiązuje zasada, że odpowiedzialność kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się urząd?
Będą strażacy.
Będzie nowy wóz.
Będzie pytanie o karę.
I będzie kolejne bardzo dobre pytanie.
Bo dobre pytanie jest na wagę złota.
Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś bardzo nie chce na nie odpowiadać.
Ciąg dalszy nastąpi. A dla osób które lubią układanie puzzli, mała zajawka 😊