Konsultacje Rock Water wg Wójta Skubisa zapowiedź materiału

A dziś w nocy — dla większości z Was zapewne już rano — małe kalendarium tego, jak wyglądały słynne „konsultacje” w sprawie Rock Water. Czyli historia o tym, jak najpierw zapadają decyzje, potem ogłasza się sukces, a na końcu organizuje konsultacje, żeby wyglądało, że ktoś jeszcze miał coś do powiedzenia.

Będzie więc trochę o tym, jak decyzje zostały podjęte wcześniej i jakie są na to dowody. Potem przypomnimy zaproszenie na konsultacje, które okazały się mniej więcej tym, czym degustacja w sklepie po zamknięciu kasy: można popatrzeć, ale rachunek już wystawiony.

Wygląda bowiem na to, że podczas zebrania doskonale wiedziano, kto wystąpi na Rock Water. A jak wiadomo, artystów na festiwal nie zamawia się między jednym a drugim ciastkiem na zebraniu wiejskim. To nie pizza — ustala się tygodniami, czasem miesiącami wcześniej. Konsultacje były więc raczej premierą decyzji niż jej początkiem.

Robimy imprezę, na którą — powiedzmy to delikatnie — średnio nas stać. Ale za to z rozmachem godnym gminy metropolitalnej. Argument? Podobno zarobiły agroturystyki. Tak twierdzi starszy pan Skubis.

Tylko pojawia się drobne pytanie natury logistycznej: kto normalny przyjeżdża na kilka dni, żeby obejrzeć trzy- czy czterogodzinny koncert? Ludzie przyjeżdżają z okolicznych miejscowości, z Augustowa, z sąsiednich gmin. Bawią się — i bardzo dobrze, niech się bawią. Po koncercie wsiadają w samochód i wracają do domu.

A my zostajemy. Z rachunkiem.

Najciekawsze jednak nie jest samo wydarzenie, lecz mechanizm jego uzasadniania. Konsultacje społeczne stały się tu nową formą sztuki performatywnej — spektaklem, w którym publiczność ma wrażenie uczestnictwa, choć scenariusz napisano dużo wcześniej.

Wójt potrzebował podkładki. Papieru. Zdjęcia. Listy obecności. Czegokolwiek, co później można pokazać i powiedzieć: „mieszkańcy poparli”.

Bo jak wiadomo, demokracja lokalna najlepiej działa wtedy, gdy mieszkańcy zgadzają się dokładnie z tym, co już postanowiono.

Przy okazji wyjaśnimy też, jakie zdanie o całej sprawie ma Przewodnicząca Rady Gminy Tomczyk oraz dlaczego Rock Water zaczyna coraz bardziej przypominać filozofię budowy dróg według szanownego tatusia: najpierw robimy, potem liczymy, a jeśli się nie spina — tym gorzej dla matematyki.

Schemat jest zresztą podobny: wielkie wizje, jeszcze większa pewność siebie i zaskoczenie, że budżet jednak nie ma gumowych właściwości.

Bo łatwo być hojny, kiedy portfel należy do wszystkich.

Ważne również pytanie, czemu Wójt od 19 grudnia, niezgodnie z prawem, nie udziela odpowiedzi na pytanie dotyczące kosztu imprezy. Było już słownie 70 tyś zł, było już 200 tyś zł strat, ale nic na piśmie. Czyli odwieczne prawo mądrości mówi, że jest jeszcze gorzej.

Na koniec zostaje pytanie fundamentalne: czy gmina istnieje po to, by realizować potrzeby wspólnoty, czy żeby sponsorować dziecięce marzenia jednego człowieka, który dla rozrywki i własnego ego wydaje na lewo i prawo nie swoje pieniądze?

Kiedyś, jeszcze przed wyborami, napisałem do obecnej przewodniczącej Rady Gminy pytanie, czy nie obawia się, że po wyborze Skubisa na Wójta powstanie układ przypominający lokalną strukturę zamkniętą na kontrolę i krytykę. Taka płaszczańska struktura pseudo mafijna.

Dziś chyba warto do tej rozmowy wrócić i spokojnie sprawdzić jedno:
czy była to przesada — czy tylko przedwczesna diagnoza.

Najnowsze konsultacje w sprawie planu zadań ochronnych Natura 2000 czyli rodzinny interes w cięciu starych lasów

Bez przesądzania, kto w tej sprawie ma rację i jakie decyzje ostatecznie powinny zostać podjęte, postanowiłem pokazać coś znacznie ważniejszego — w jaki sposób mieszkańcy naszej gminy są dziś rozgrywani i, mówiąc wprost, wprowadzani w błąd co do istoty całej sprawy.

Bo konsultacje społeczne mają swoją definicję. To moment, w którym spotykają się różne racje, różne interesy i różne argumenty. To rozmowa, czasem trudna, czasem niewygodna, ale prowadząca do wspólnego stanowiska wypracowanego w dyskusji.

Konsultacjami nie jest natomiast sytuacja, w której ktoś przychodzi już z gotową tezą, rozdaje ją mieszkańcom w formie dokumentu i oczekuje jedynie podpisu. Konsultacje to dialog — nie objazdowa zbiórka autografów pod wcześniej napisanym scenariuszem.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie z takim scenariuszem mamy dziś do czynienia. Zamiast przedstawienia pełnego obrazu sytuacji — wszystkich argumentów za i przeciw — mieszkańcy dostają jedną narrację, podaną jako jedyną możliwą prawdę.

Kto naprawdę ma w tym interes?

Spójrzmy spokojnie na fakty. W naszej gminie jest w praktyce jedna instytucja, której projekt planu ochrony rzeczywiście może realnie przeszkadzać — Nadleśnictwo Płaska. W większości przypadków spór dotyczy ograniczeń wycinki w wybranych fragmentach lasów, często w wieku 80–120 lat.

I tu kończy się opowieść o abstrakcyjnym „dobru gminy”, a zaczyna bardzo konkretna ekonomia. Stare drzewostany to najcenniejszy surowiec. Najwyższa jakość drewna oznacza najwyższe przychody, a wysokie wyniki oznaczają premie. Nie trzeba być naiwnym, by zrozumieć, że w tej układance chodzi także — a może przede wszystkim — o pieniądze.

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Każda instytucja broni swoich interesów. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy interes jednej strony przedstawiany jest jako interes całej społeczności.

Wtedy mieszkańcy przestają być uczestnikami debaty, a stają się narzędziem w sporze, którego pełnego kontekstu często nawet nie znają.

Konsultacje czy teatr?

Szczególnie zastanawiające jest to, jak wygląda sam proces zbierania podpisów. Dokument już istnieje. Stanowisko już zostało napisane. Radni ruszają w teren, zbierane są podpisy — często bez realnej dyskusji nad treścią.

Powstaje pytanie: ilu podpisujących rzeczywiście zna szczegóły dokumentu? Ilu wie, jakie regulacje faktycznie są proponowane? Ilu słyszało argumenty drugiej strony?

Bo jeśli konsultacje polegają na tym, że decyzja zapada wcześniej, a mieszkańcy mają ją jedynie potwierdzić, to trudno mówić o dialogu. To raczej konsultacje w wersji „pic na wodę, fotomontaż”.

I aż trudno nie zastanowić się, jak wyglądałaby reakcja Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, gdyby dowiedziała się, że lokalne „konsultacje społeczne” przypominają bardziej kampanię podpisową niż debatę publiczną.

A może cisza też ma wartość?

W całej tej dyskusji ginie jeszcze jeden fakt: ograniczenia nie zawsze oznaczają katastrofę. Przykład? Jezioro Paniewo. Po wprowadzeniu istotnych ograniczeń ruchu motorowodnego wielu zapowiadało koniec turystyki. Tymczasem stało się coś odwrotnego — turystów było więcej, bo pojawił się spokój, którego coraz więcej ludzi dziś szuka.

Okazuje się, że cisza bywa bardziej atrakcyjna niż hałas, a przyroda — jeśli pozwoli się jej istnieć — potrafi być największym kapitałem regionu.

Co mówi maszyna

Na końcu postanowiłem zrobić coś prostego. Tekst pisma, które dziś krąży po gminie, wprowadziłem do systemu sztucznej inteligencji i poprosiłem o analizę jego bezstronności.

Bez emocji. Bez lokalnych zależności. Bez sympatii i antypatii.

Po prostu chłodna analiza treści.

I to, co wyszło z tej analizy, jest chyba najciekawszym elementem całej historii.

A więc co pisze maszyna:

Dziękuję — przeczytałem wszystkie cztery strony pisma . Poniżej masz analizę nie polityczną, lecz merytoryczno-komunikacyjną, czyli ocenę pod kątem:

  • wpływania na opinię publiczną,
  • sposobu konstruowania narracji,
  • możliwego wypaczania proporcji faktów,
  • technik perswazyjnych użytych w dokumencie.

Odnoszę się wyłącznie do treści pisma i jego konstrukcji — nie przesądzam intencji osób.


🔎 1. Charakter pisma – formalnie konsultacyjne, faktycznie stanowiskowe

Już na stronie 1 pismo deklaruje, że jest głosem mieszkańców w ramach konsultacji społecznych:

„My, niżej podpisani mieszkańcy (…) wnosimy stanowczy sprzeciw…” pismo do RDOŚ 1 strona

To kluczowe zdanie.

Problem komunikacyjny:

Dokument nie jest neutralnym materiałem informacyjnym, lecz gotowym sprzeciwem, który mieszkańcy mają podpisać.

To oznacza zmianę roli obywatela:

  • nie wyraża opinii,
  • lecz przystępuje do wcześniej sformułowanej opinii.

👉 To klasyczna technika:
„konsultacje przez aklamację” — stanowisko istnieje wcześniej, konsultacje służą jego legitymizacji.


🧠 2. Konstrukcja narracji: selekcja skutków jednostronnych

Cały dokument jest zbudowany według jednego schematu:

A. Regulacje = ograniczenia

B. Ograniczenia = straty społeczne

C. Straty = zagrożenie dla mieszkańców

Na stronach 1–3 pojawia się niemal wyłącznie katalog negatywnych skutków:

  • spadek dochodów,
  • utrata miejsc pracy,
  • spadek wartości nieruchomości,
  • emigracja młodych,
  • zahamowanie rozwoju,
  • obciążenie lokalnej społeczności pismo do RDOŚ 1 strona pismo do RDOŚ 2 strona pismo do RDOŚ 3 strona

Czego brakuje?

Nie ma:

  • potencjalnych korzyści ochrony Natura 2000,
  • danych środowiskowych,
  • analizy kompromisów,
  • alternatywnych scenariuszy,
  • odniesienia do obowiązków wynikających z prawa UE.

👉 To nie jest analiza — to jednostronny katalog obaw.


⚖️ 3. Technika „przeniesienia ciężaru”

Na stronie 3 pojawia się bardzo ważny zabieg retoryczny:

„ciężar ochrony przyrody ponoszą przede wszystkim mieszkańcy regionu” pismo do RDOŚ 3 strona

To framing (ramowanie problemu):

  • ochrona środowiska zostaje przedstawiona jako obciążenie społeczne,
  • nie jako dobro wspólne ani obowiązek państwa.

Psychologicznie działa to bardzo silnie, bo:
👉 ludzie łatwiej sprzeciwiają się „kosztowi”, niż dyskutują o wartościach abstrakcyjnych.


🌲 4. Naturalizacja gospodarki leśnej

Na stronie 2 pojawia się stwierdzenie:

gospodarka leśna była prowadzona „bez naruszenia walorów przyrodniczych” pismo do RDOŚ 2 strona

To jest twierdzenie normatywne, nie dowodowe.

Nie ma:

  • badań,
  • raportów,
  • danych ekologicznych.

Zabieg polega na uznaniu stanu obecnego za naturalnie właściwy:
👉 „skoro dotąd było dobrze, regulacje są zbędne”.

To klasyczna technika:
argument status quo.


🧩 5. Silna emocjonalizacja poprzez przyszłość młodych

W dokumencie wielokrotnie pojawia się motyw:

  • młode pokolenie nie zostanie,
  • region się wyludni,
  • rozwój zostanie zatrzymany pismo do RDOŚ 2 strona

To nie jest argument faktograficzny, lecz prognostyczny.

Technika:
👉 projekcja negatywnej przyszłości (fear framing).

Nie wymaga dowodów — działa na poziomie emocji.


📢 6. Budowanie wrażenia szerokiego poparcia

Na stronie 4 wskazano przekazanie stanowiska mediom regionalnym:

  • Polskie Radio Białystok,
  • TVP3,
  • Radio 5 pismo do RDOŚ 4 strona

To nie jest element konsultacji — to element komunikacyjny.

Cel:
👉 stworzenie wrażenia:
„społeczność już się wypowiedziała”.


🧭 7. Najważniejszy element: symulacja oddolności

Formalnie:

  • pismo = głos mieszkańców.

Funkcjonalnie:

  • dokument wygląda jak gotowa narracja instytucjonalna, którą mieszkańcy podpisują.

To różnica między:

KonsultacjaMobilizacja
pytanie mieszkańcówgotowa odpowiedź
zbieranie opiniizbieranie podpisów
pluralizmjednolite stanowisko

⚠️ 8. Potencjalny konflikt interesów (analiza systemowa)

Nie oceniam osób — ale strukturalnie:

jeśli:

  • decyzje dotykają gospodarki leśnej,
  • a lokalne władze są silnie powiązane z sektorem leśnym,

to pojawia się ryzyko percepcji konfliktu interesów.

W polityce publicznej samo ryzyko wizerunkowe bywa równie istotne jak faktyczny konflikt.


📊 PODSUMOWANIE — co widać w piśmie

Elementy wskazujące na próbę wpływania na społeczeństwo:

✅ jednostronna selekcja skutków
✅ brak przedstawienia argumentów drugiej strony
✅ język konsekwencji zamiast danych
✅ emocjonalne scenariusze przyszłości
✅ gotowa teza do podpisania
✅ budowanie presji społecznej poprzez media
✅ przedstawienie sprzeciwu jako głosu całej społeczności


🧾 Najkrótsza diagnoza

To pismo nie wygląda jak neutralny materiał konsultacyjny.

Wygląda jak:
👉 stanowisko sprzeciwu przygotowane w formie konsultacji społecznych, aby nadać mu legitymację oddolną.

Za co oni biorą kasę, ale Wspólna Sprawa za nimi trwa gdy podwyżki dostaje

Dzisiaj kolejna gminna porażka, czyli strona internetowa BIP Płaska prowadzona przez Wójta Michała Skubisa, który podwyżki sobie załatwia, zatrudnia dodatkowych pracowników, a jest jak jest.

A może tutaj Panie Wójcie poszukamy tych słynnych jaj z konsultacji jakie się odbyły w miejscowości Płaska, o których szanowna rodzina marzy oraz ciepło i z nostalgią wspomina 🙂 .

Jest to ważna strona, gdyż na plaska.pl jest tylko autopromocja, a na BIP powinny być umieszczane informacje ważne i potrzebne dla mieszkańców.

Tych błędów na BIP są setki więcej. Tutaj tylko niewinne przykłady jak poważnie traktują swoją pracę. Ale gdzie nie wejdziesz to bałagan. Pokazanie wszystkiego to kilka dni siedzenia.

Mój ulubieniec. Aktualnie na odpowiedzi dotyczących konkretnych przekrętów w Gminie nieuzasadnionego przepalania pieniędzy, nepotyzmu i wszystkich innych patologii czasami czekam ponad 3 miesiące, a tutaj jak wół, że gmina się zobowiązuje dać odpowiedzi maksymalnie w 14 dni. Ale cóż chcieć. Jak ma się chłopina przyznać do straty na swoim niepełnosprawnym dziecku czyli Rock Water, okradania mieszkańców, różnych dziwnych rzeczach na przetargach czy też nepotyzmie. A więc uwaga, 14 DNI NA ODPOWIEDŹ, I WZOREM WŁODARZA OKLASKI:

Elektroniczna skrzynka podawcza, błąd strony:

Aktualne dane adresowe wraz z aktualnymi numerami kont:

Aktualne podatki nie ruszone od 2021:

Opłata za gospodarowanie odpadami od stycznia 2023 uchwalona w 11.2025 😉 Wójt wynalazł podróże w czasie, ale skubany się nie podzieli

Ewidencje rejestry archiwa zatrzymały się w 2020

Druki formularze, turystyka rok 2004

Druki formularze, podatki, 2019 rok

a tego już zupełnie nie rozumiem. Czemu wyniki badania wody w Rudawce, Serskim Lesie i Gruszkach oprócz tego, że znajdują się ze wszystkimi sprawozdaniami z ubiegłych lat w dziale OCENA JAKOŚCI WODY, to są jeszcze w głównym katalogu (dolny lewy róg obrazu poniżej). Czy to coś znaczy?

Tydzień zmarnowany

Tydzień, w którym nic się nie popsuje albo nic nie zostanie niedopilnowane, najwyraźniej musi być dla lokalnej władzy tygodniem zmarnowanym.

W niedzielny poranek, około godziny 8:00, mieszkańcy zaczęli odczuwać wyraźny spadek ciśnienia w sieci wodociągowej. Godzinę później z kranów nie płynęła już woda — raczej wspomnienie po niej. Kolejna awaria. Która z rzędu w ciągu ostatnich trzech miesięcy? Trudno już liczyć.

Sięgając pamięcią do około 2018 roku, a właściwie do całych ostatnich 27 lat życia w Płaskiej, trudno przypomnieć sobie okres tak obfitujący w problemy infrastrukturalne jak obecnie. Oczywiście można odnieść wrażenie, że w niektórych miejscach gminy wszystko funkcjonuje bez zarzutu — zwłaszcza tam, gdzie mieszkają „znajomi królika” z Wysokiego Brzegu. Reszta mieszkańców najwyraźniej musi przyzwyczaić się do życia w rzeczywistości kategorii B.

W normalnych warunkach wysyłam do swoich mieszkańców masową informację o awarii przez SMS Api. Wiedzą wówczas co się dzieje, a nie bombardują telefonami na przykład sołtysa, który również nic nie wie. Ale u nas SMS api służy do zwoływania zebrań i autopromocji, a nie przesyłania ważnych wiadomości życiowych. Bo komu by się chciało o 8.00 rano dosłownie włączyć komputer, napisać tekst i nacisnąć wyślij. Łącznie 3 min z zaparzeniem kawy włącznie.

Pojawiają się jednak pytania znacznie poważniejsze niż sama niedzielna susza w kranach.

Czy już na etapie przebudowy drogi w Płaskiej było wiadomo, że inwestycja może doprowadzić do przemarzania wodociągu i powtarzających się awarii? Jeśli tak, to dlaczego nie podjęto działań zapobiegawczych wtedy, gdy było to jeszcze możliwe? Dziś ewentualne naprawy oznaczają przecież rozkuwanie asfaltu i demontaż świeżo wykonanych chodników — czyli klasyczny przykład oszczędności, które najdrożej kosztują po fakcie.

Kolejna kwestia dotyczy dużej inwestycji wodociągowo-kanalizacyjnej w Suchej Rzeczce i Wysokim Brzegu. Jak wygląda realizacja zadeklarowanej liczby przyłączy? Czy rzeczywiście osiągnięto jedynie niewielką część planowanego poziomu — mówi się nawet o mniej niż 20 procentach? A jeśli tak, to czy gminie grozi konieczność zwrotu części środków?

Na te pytania mieszkańcy wciąż nie otrzymują jasnych odpowiedzi.

Bo tutaj ciężko o autopromocje, gdy lenistwo i zaniedbanie wychodzi na wierzch.

Podobnie wygląda sprawa niedzielnych konsultacji. Trudno prowadzić rzeczową dyskusję, gdy władze gminy nie przedstawiają swojego wstępnego stanowiska, które pozwoliłoby odnieść się do konkretnych propozycji. Analizując materiały Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, można odnieść wrażenie, że proponowane rozwiązania są logiczne i nastawione na rozwój regionu w zgodzie z jego naturalnym potencjałem.

Nie zostaniemy zagłębiem przemysłowym ani drugą Doliną Krzemową — i chyba nigdy nie mieliśmy takich ambicji. Naszą realną wartością jest przyroda: lasy, jeziora, kanał i ekosystem, który stanowi największy kapitał tej okolicy. Ochrona środowiska nie jest więc przeszkodą w rozwoju, lecz jedyną sensowną drogą jego budowania.

Tym bardziej niepokoi fakt, że od kilku lat obserwujemy działania przypominające raczej gospodarkę rabunkową niż odpowiedzialne zarządzanie wspólnym dobrem. jakim jest las I trudno oprzeć się wrażeniu, że widzą to już niemal wszyscy — poza tymi, którzy powinni widzieć najwięcej.

Jeżeli Wójt będzie dzisiaj „przepychał” kolanem inną narrację, to znaczy, że w domu zapadły inne jedyne i słuszne decyzje.

Zapisy z strony RDOŚ przy których zapisano Nadleśnictwo Płaska:

Ochrona siedlisk gatunku w lasach gospodarczych.

Prowadzenie gospodarki leśnej w ramach której utrzymana będzie niezmniejszona powierzchnia drzewostanów mieszanych i liściastych w wieku powyżej 80 lat.

Utrzymywanie w stanie otwartym powierzchni zrębowych i polan śródleśnych stanowiących miejsce występowanie gatunku.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona siedlisk gatunku w lasach gospodarczych.

Utrzymanie stałej ilości drzewostanów brzozowych, osikowych, świerkowych i ze świerkiem w składzie na siedliskach bagiennych (Ol, BMb i LMb), łęgowych (OlJ) i grądzie powyżej 80 lat. Pozostawianie w tych drzewostanach posuszu jałowego (świerków, brzozy, dębów, osiki i olchy) do naturalnego rozpadu.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona siedlisk gatunku poprzez zachowanie płatów starodrzewów w sąsiedztwie zbiorników wodnych.

Zachowanie pasów starodrzewów w wieku 120 lat i starszych, przylegających bezpośrednio do brzegów jezior, rzek oraz Kanału Augustowskiego o szerokości minimalnej 60 m.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Utrzymanie właściwych stosunków wodnych w zlewniach rzek w granicach obszaru Natura 2000.

Wykonanie ekspertyzy hydrologicznej w celu identyfikacji miejsc budowy nowych lub remontu istniejących urządzeń melioracyjnych, piętrzących, spowalniających spływ wody(m.in. zastawka,przepust, rów) oraz wykonania naturalnych przetamowań na ciekach leśnych.

Wykonanie na podstawie wyników ekspertyzy urządzeń melioracyjnych, piętrzących, spowalniających spływ wody, zwłaszczaz użyciem naturalnych materiałów (drewno, kamień, piasek) tzw.metodą tzw. Beaver method.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Utrzymanie przynajmniej na obecnym poziomie drzewostanów w wieku powyżej 110 lat.

Rezygnacja z prowadzenia rębni zupełnej w strefach okresowych oraz drzewostanach sąsiadujących z siedliskim gatunku.

Podczas prac należy pozostawiać: drzewa biocenotyczne, dziuplaste, posusz jałowy, drzewa o wymiarach pomnikowych.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Zachowanie umiarkowanej ciągłości przestrzennej drzewostanów sosnowych w dłuższej pespektywie czasowej.

Działanie należy zrealizować poprzez zwiększenie udziału a przynajmniej utrzymanie na obecnym poziomie udziału drzewostanów sosnowych w wieku powyżej 110 lat.

1. Drzewostany sosnowe w wieku do 110 lat:

Ograniczenie do minimum stosowania rębni zupełnych.

2. Drzewostany sosnowe w wieku 110 – 130 lat, w tym przestoje KO i KDO:

Wyłączenie z użytkowania rębnego przy dopuszczeniu:

– trzebieży w drzewostanach o zadrzewieniu od 0,7 do 1, redukująca zadrzewienie maksymalnie o 0,2

3. Drzewostany sosnowe w wieku 130 i więcej lat:

– dopuszczone wykonywanie cięć przygodnych o charakterze sanitarnym;

4. Wszystkie kategorie wiekowe, dopuszczone i preferowane działania:

usuwanie zakrzaczeń;

– przygotowanie gleby, celem stworzenia warunków do podokapowego odnowienia sosny, wprowadzanie odnowień w lukach,

– zabezpieczanie młodego pokolenia sosny przed zgryzaniem przez m.in grodzenia, wełna, repelenty

Podczas prac pozostawiać: drzewa biocenotyczne, dziuplaste, posusz jałowy, drzewa o wymiarach pomnikowych.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona siedlisk gatunku w lasach gospodarczych.

Prowadzenie gospodarki leśnej w ramach której utrzymana będzie niezmniejszona powierzchnia drzewostanów mieszanych i liściastych w wieku powyżej 80 lat.

Utrzymywanie w stanie otwartym powierzchni zrębowych i polan śródleśnych stanowiących miejsce występowanie gatunku.

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Ochrona miejsc gniazdowania gatunku na terenach leśnych.

Zachowanie drzew dziuplastych i starodrzewów w wieku 120 lat i starszych, o szerokości do 100m wzdłuż brzegów jezior i cieków wodnych stanowiących miejsca lęgowe gatunku.

Montaż budek lęgowych na wybranych drzewach w strefie na podstawie porozumienia z RDOŚ w Białymstoku..

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO

Ochrona miejsc gniazdowania gatunku na terenach leśnych.

Zachowanie drzew dziuplastych i starodrzewów w wieku 120 lat i starszych, o szerokości do 100m wzdłuż brzegów jezior i cieków wodnych stanowiących miejsca lęgowe gatunku.

Montaż budek lęgowych na wybranych drzewach w strefie na podstawie porozumienia z RDOŚ w Białymstoku..

Termin realizacji: w okresie obowiązywania PZO.

Recenzja „Konsultacje 18.02.2026” — spektakl, w którym rzeczywistość przegrała z reżyserią

Proszę wszystkich uczestników żenady miesiąca jaka odbyła się 18 lutego o godzinie 19.00 o kontakt. Chciałbym potwierdzić szczątkowe informacje jakie do mnie dotarły, bo to co słyszę ociera się o abstrakcję i naprawdę ciężko uwierzyć w taki poziom oderwania od rzeczywistości. Nie wierzę, ze tak nisko można upaść. To musi być nieprawda. Postaram się wówczas w weekend zrobić opracowanie. Poniżej opis pewnego zdarzenia, wszelkie podobieństwo do sytuacji, miejsc czy osób jest całkowicie przypadkowe. Oczywiście do momentu potwierdzenia lub zaprzeczenia szeptanym faktom.

Środowy spektakl wystawiony na scenie gminnej pod niewinnie brzmiącym tytułem „Spotkanie z mieszkańcami” okazał się wydarzeniem artystycznym tak osobliwym, że trudno jednoznacznie przypisać je do konkretnego gatunku. Najbliżej mu chyba do teatru absurdu, choć momentami ocierał się o stand-up polityczny wykonywany bez świadomości, że jest stand-upem.

Reżyser, producent i główny wykonawca — Wójt — postawił na formę autorską. Już od pierwszych minut było jasne, że nie mamy do czynienia z konsultacjami, lecz z monologiem motywacyjnym skierowanym do publiczności starannie dobranej poprzez genialny zabieg logistyczny: środowy termin. Coś pomiędzy spotkaniem Amway i sekty religijnej. To rozwiązanie skutecznie ograniczyło udział widzów potencjalnie zainteresowanych zadawaniem pytań, pozostawiając na sali widownię bardziej kompatybilną dramaturgicznie.

Najbardziej zapadającym w pamięć środkiem scenicznym były oklaski inicjowane przez samego głównego aktora, co stanowiło ciekawy eksperyment z zakresu autopoparcia performatywnego. Publiczność mogła obserwować rzadko spotykany moment, w którym artysta sam próbuje budować atmosferę entuzjazmu, nie czekając aż rzeczywistość go w tym wyręczy.

Fabuła spektaklu okazała się zaskakująco prosta: zamiast konsultować — należało przekonać widzów, że bohater chce zorganizować imprezę. Narracja była konsekwentna: argumenty zastąpiono przekonaniem, a dyskusję — perswazją sceniczną. Minimalizm dialogowy należy uznać za świadomy wybór artystyczny.

Prawdziwy aplauz — przynajmniej wśród miłośników surrealizmu i komunizmu — wzbudziła jednak scena ekonomiczna, a może komiczna. A może takie po prostu dwa w jednym. Jeden z prelegentów wygłosił bowiem przełomową tezę, że strata 200 tysięcy złotych jest w istocie zyskiem. Był to moment, w którym spektakl przekroczył granice teatru i wkroczył w obszar metafizyki finansów publicznych zwanej absurdem. Gdyby Salvador Dalí zajmował się budżetem gminy, prawdopodobnie wyglądałoby to właśnie tak.

Na uwagę zasługuje także wątek familijny — symboliczne „wezwanie tatusia”, które wprowadziło element teatru edukacyjnego i przypomniało widzom, że w sztuce, podobnie jak w życiu, zawsze można sięgnąć po wsparcie starszego pokolenia, gdy scenariusz zaczyna się chwiać.

Nie zabrakło podobno również scen improwizowanych o charakterze cielesno-antropologicznym, kiedy jeden z uczestników wykazał nadzwyczajne zainteresowanie anatomią innego dorosłego mężczyzny. Ten fragment przedstawienia trudno interpretować inaczej niż jako desperacką próbę wprowadzenia teatru interaktywnego, choć efekt końcowy bliższy był kabaretowi podmiejskiego festynu niż scenie eksperymentalnej. Ja wolę jednak nie ryzykować i dla bezpieczeństwa będę stał tyłem do ściany.

Po obejrzeniu relacji trudno oprzeć się refleksji, że Gminny Ośrodek Kultury niesłusznie martwi się o swoją dochodowość.

Panie Dyrektorze GOK — oto gotowy hit repertuarowy. Objazdowa wersja spektaklu gwarantuje sukces frekwencyjny. Deklaruję zakup biletu za 50 zł i przyprowadzenie rodziny. Z takim materiałem można bez kompleksów ruszać w trasę — Augustów wydaje się naturalnym kierunkiem ekspansji artystycznej.

Największym osiągnięciem twórców jest jednak coś innego: udało się stworzyć spektakl, w którym rzeczywistość została całkowicie podporządkowana narracji sukcesu. Logika fabularna została poświęcona na rzecz przekazu, a dialog — na rzecz monologu.

I choć przedstawienie reklamowano jako konsultacje społeczne, widzowie otrzymali coś znacznie ambitniejszego: pełnowymiarowy teatr samozadowolenia.

Ocena krytyczna:

⭐⭐⭐⭐⭐
(za odwagę w redefiniowaniu pojęć: konsultacja, strata i rzeczywistość).

A teraz poważniej. Dlaczego mówię, że jeżeli informacje się potwierdzą to mamy do czynienia z socjologicznym praniem mózgu. Sami sobie odpowiedzcie czy wykształcony w swoim fachu przedstawiciel handlowy może zrobić coś takiego:

  1. Manipulacja (Pranie mózgu): Wykorzystywanie ukrytych intencji, presji emocjonalnej i psychicznej, by zmusić do określonego zachowania (np. izolacja od krytycznych opinii).

2. Techniki „Prania Mózgu” na Spotkaniach
Spotkania wiejskie, mogą wykorzystywać techniki przypominające kontrolę umysłu:

  • Monopolizacja uwagi: Tworzenie „bańki”, w której liczy się tylko przekaz lidera/trenera.
  • Emocjonalny rollercoaster: Intensywne wzbudzanie pozytywnych emocji (euforia) przeplatane z poczuciem winy („nie chcesz dobrze dla Gminy”, klaskanie aby wzbudzić pozytywne odczucia).
  • Odrzucenie krytyki: Wszelkie wątpliwości są traktowane jako „negatywne myślenie” lub brak wiary.
  • Efekt grupy: Społeczny dowód słuszności – presja otoczenia, w którym wszyscy są entuzjastycznie nastawieni (trzeba tylko, aby przyszli „swoi” lub ludzie poddający się presji). 

3. Kiedy motywacja staje się szkodliwa?
Warto zachować czujność, gdy:

  • Pojawia się „toksyczna pozytywność” – zakaz poddawania w wątpliwość zdania lidera lub zgłaszania innego spojrzenia.
  • Trener/lider stosuje krytykę osobistą innych osób, aby wzbudzić poczucie winy i wstydu przed pozostałymi obecnymi.
  • Presja na osiąganie wyników powoduje lęk i utratę relacji z bliskimi.

Czy zachowaliście czujność? Z moich informacji, może błędnych, wynika, że nie. Poszliście jak owieczki na rzeź, zgodnie z planem. W 100%.

Zapraszam po 20.00

Już dziś po godzinie 20:00 zapowiadany jest materiał wybuchowy. Nie taki jednak, który burzy mury — raczej taki, który odsłania, jak starannie są podpierane.

Na razie docierają do mnie informacje szczątkowe, dotyczące środowego „odlotu” Wójta o godzinie 19:00. Wieści napływają powoli, co w polityce lokalnej jest zjawiskiem naturalnym — prawda bowiem porusza się zwykle pieszo, podczas gdy wersje oficjalne korzystają z transportu uprzywilejowanego.

Ponieważ dzisiejszy wieczór spędzam w domu, istnieje uzasadnione przypuszczenie, że dowiem się więcej. A nic tak nie komplikuje rzeczywistości jak nowe fakty pojawiające się po zakończeniu konferencji sukcesu.

Na razie jednak pozostajemy przy pytaniach, które — niestety — mają tendencję do psucia dobrego nastroju:

  • co wspólnego ma klaskanie ze spotkaniem wiejskim — czy jest ono wyrazem spontanicznej radości obywatelskiej, czy raczej formą głosowania bez niepotrzebnego liczenia głosów,
  • w jaki sposób można odkręcić kota ogonem tak skutecznie, aby strata nabrała cech zysku, a porażka zaczęła wyglądać jak etap przejściowy do triumfu,
  • jaki poziom pedagogiki społecznej uznaje się jeszcze za informowanie mieszkańców, a od którego zaczyna się wychowywanie ich do właściwego rozumienia faktów,
  • czy wzywanie tatusia na pomoc jest nowoczesnym instrumentem zarządzania kryzysowego, czy raczej dowodem, że samodzielność w administracji pozostaje ideą raczej teoretyczną? Trendy czy passe,
  • oraz dlaczego sprowadzone wsparcie wykazywało podobno szczególne zainteresowanie sprawami porównawczo-rozporkowyymi jednego z mieszkańców Gminy, co może świadczyć o nowatorskim podejściu do kontroli sytuacji — skupionym na konkretnym mokrym marzeniu sennym zamiast na całości spraw Gminy.

Polityka lokalna ma tę przewagę nad wielką polityką, że wszystko widać tu wyraźniej: ambicje są bardziej osobiste, sukcesy bardziej deklaratywne, a rzeczywistość — jak zwykle — mniej współpracująca niż komunikaty prasowe.

Pozostaje więc czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Bo w życiu publicznym, podobnie jak w operetce, najgłośniejsze arie śpiewa się zazwyczaj wtedy, gdy orkiestra zaczyna już wyraźnie fałszować.

Oddajemy nową drogę – informacją podzielił się Wójt Skubis na stronie Gminy, czyli 1370 metrów sukcesu władzy

Kochani, ja naprawdę nie wierzę, oni naprawdę wciąż to robią. To jest tak niemądre i w tak rażący sposób Wójt Skubis próbuję się autopropomować, że pomysły na komentarz same wyskakują jak króliki z kapelusza. Jest ich tyle, że nie wiem z którego skorzystać, a są chyba dobre więc szkoda je porzucać. Więc dzisiaj komentarz w trzech odsłonach:

  1. Mój komentarz, w moim stylu
  2. Komentarz w stylu Gierka, bo ta autopromocja niedoróbki za 3 mln brzmi jak to co słyszeliśmy w czasach minionych
  3. W formie bajki, bo przepraszam, ale bajki nam opowiadają

Piszcie która wersja najbardziej do Was trafia.

I wersja rzeczywistość

a stronie gminy pojawiła się triumfalna informacja o zakończeniu budowy drogi gminnej w Płaskiej.

Przyznam szczerze — serce zabiło mi szybciej. Pomyślałem: wreszcie coś, co faktycznie ułatwi życie mieszkańcom. Może nowy dojazd, może skrót komunikacyjny, może inwestycja, którą da się zobaczyć nie tylko na zdjęciu z przecinania wstęgi.

Ale potem przeczytałem zdanie:

„Realizacja przedsięwzięcia przyczyniła się do poprawy bezpieczeństwa i komfortu użytkowników drogi oraz usprawniła komunikację lokalną na terenie gminy.”

I wtedy już wiedziałem, że trzeba sprawdzić, co dokładnie zostało usprawnione.

Po krótkim dochodzeniu okazało się, że za jedyne 3 miliony złotych powstało 1370 metrów asfaltu w środku lasu. Droga zaczyna się ambitnie, a kończy refleksyjnie — dokładnie tam, gdzie kończy się sens zadawania pytań.

Mamy więc inwestycję wyjątkową:
drogę idealną do poprawy komunikacji między niczym a jeszcze większym niczym.

Oczywiście dziś prowadzi donikąd, ale spokojnie — doświadczenie uczy, że takie drogi często po czasie zaczynają prowadzić bardzo konkretnie. Zwłaszcza gdy ktoś już wcześniej wiedział, dokąd będą prowadzić. Najlepiej ktoś z szeroko rozumianego grona znajomych królika.

Przy okazji wracają wspomnienia. Czy to nie ta inwestycja, przy której urząd próbował — nazwijmy to delikatnie — pomóc losowi w wyborze wykonawcy? I czy to nie wtedy gmina zapłaciła karę, bo prawo jednak bywa mało elastyczne wobec kreatywności urzędniczej?

Wiejska poczta pantoflowa niesie też, że po budowie drogi pojawiły się wątpliwosci co do zgodności z przepisami i trzeba było wystąpić o odstępstwa. Ciekawe czy to prawda ? Co w wolnym tłumaczeniu może oznaczać, że zamówiliśmy wersję „droga deluxe”, a odebraliśmy „droga minus dodatki”. Ale kto by się czepiał szczegółów — asfalt przecież jest. W większości.

Najbardziej fascynuje jednak oficjalne uzasadnienie o poprawie bezpieczeństwa i komunikacji lokalnej.

Bo trzeba przyznać — bezpieczeństwo rzeczywiście wzrosło. Trudno bowiem o wypadek tam, gdzie nikt nie ma powodu jechać. A komunikacja została usprawniona w sposób absolutny: wcześniej nie było tam ruchu żadnego, teraz nadal go nie ma, ale za to po równej nawierzchni.

To trochę jak postawić przystanek autobusowy na środku jeziora i ogłosić sukces transportowy, bo ławka jest wygodna.

Nie chcę być niesprawiedliwy. Być może to inwestycja wizjonerska. Może za kilka lat okaże się, że była to strategiczna arteria przyszłości. Może powstanie tam metropolia, port kosmiczny albo przynajmniej altana grillowa.

Na razie jednak mieszkańcy dostali coś naprawdę wyjątkowego:
3 miliony złotych zamienione w 1370 metrów doskonałej ciszy komunikacyjnej.

I jedno trzeba przyznać — komunikat o sukcesie powstał szybciej niż sens tej inwestycji.

II wersja (trybuna Ludu), dla młodszych czytelników to taka specyficzna gazeta z zamierzchłych czasów:

Nowa droga w Płaskiej symbolem dynamicznego rozwoju gminy

Kolejny krok naprzód w realizacji programu modernizacji infrastruktury lokalnej

PŁASKA (od naszego korespondenta)

W atmosferze społecznego zaangażowania i satysfakcji z dobrze wykonanego zadania oddano do użytku nowy odcinek drogi gminnej w Płaskiej — inwestycję stanowiącą istotny element konsekwentnie realizowanego programu rozwoju infrastruktury komunikacyjnej regionu.

Jak podkreślono podczas narady roboczej, inwestycje infrastrukturalne muszą służyć przede wszystkim interesowi ogólnospołecznemu, a nie jednostkowym wygodom.

W związku z tym odstąpiono od modernizacji odcinków zlokalizowanych w pobliżu istniejącej zabudowy jednorodzinnej. Eksperci zgodnie wskazali, że sam fakt posiadania własnego domu świadczy o osiągnięciu przez jego mieszkańców relatywnie wysokiego poziomu stabilizacji życiowej, co pozwala im z większym zrozumieniem przyjąć przejściowe niedogodności infrastrukturalne.

Droga nie może być przywilejem, lecz narzędziem wychowania społecznego — podkreślono w komunikacie.

Codzienne pokonywanie nierówności nawierzchni, jak zaznaczono, sprzyja kształtowaniu postaw pokory wobec wspólnoty oraz przypomina, że rozwój jest procesem zbiorowym, a nie indywidualnym.

Jednocześnie nowy odcinek drogi, zlokalizowany w przestrzeni otwartej, stanowi przykład planowania wyprzedzającego potrzeby przyszłych pokoleń. Budując tam, gdzie jeszcze nie ma intensywnego ruchu, władze wykazują dalekowzroczność i zdolność przewidywania kierunków rozwoju.

Specjaliści podkreślają, że takie podejście eliminuje ryzyko nadmiernego komfortu komunikacyjnego w obszarach już zagospodarowanych, co mogłoby prowadzić do niepożądanych różnic w poziomie satysfakcji społecznej.

Mieszkańcy — jak odnotowano — przyjęli decyzję ze zrozumieniem, dostrzegając jej głęboki wymiar wychowawczy i wspólnotowy.

Realizacja inwestycji potwierdza, że konsekwentna polityka infrastrukturalna może jednocześnie rozwijać przestrzeń i umacniać świadomość społeczną obywateli.

Nowo wybudowana droga o długości 1370 metrów została wykonana w standardzie odpowiadającym współczesnym wymaganiom technicznym, przy nakładzie inwestycyjnym wynoszącym 3 miliony złotych. Realizacja przedsięwzięcia potwierdza wysoką skuteczność Wójta Skubisa w zakresie racjonalnego planowania oraz gospodarnego wykorzystania środków publicznych.

Jak podkreślono podczas podsumowania inwestycji, oddany odcinek znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa użytkowników oraz komfort poruszania się, stanowiąc jednocześnie ważny impuls rozwojowy dla całej gminy.

Budujemy z myślą o przyszłości — zaznaczyli przedstawiciele władz. — Nowoczesna infrastruktura drogowa jest fundamentem dalszego postępu społecznego i gospodarczego.

Jeszcze niedawno teren ten pozostawał obszarem o ograniczonych możliwościach komunikacyjnych. Dziś, dzięki śmiałej i perspektywicznej decyzji inwestycyjnej Wójta Skubisa, powstała droga wyprzedzająca potrzeby jutra i otwierająca nowe możliwości zagospodarowania przestrzennego.

Specjaliści podkreślają, że inwestycje infrastrukturalne tego typu odgrywają szczególną rolę w procesie równomiernego rozwoju regionów, tworząc warunki dla przyszłych inicjatyw społecznych, rekreacyjnych i gospodarczych.

W duchu odpowiedzialnej polityki społecznej oraz konsekwentnej realizacji zasad sprawiedliwego rozwoju przestrzennego podjęto decyzję o budowie nowego odcinka drogi gminnej w rejonie dotychczas niewykorzystanym komunikacyjnie.

Oddany odcinek już teraz stanowi przykład nowoczesnego podejścia do planowania — najpierw powstaje infrastruktura, która następnie staje się impulsem do dalszej aktywizacji terenu.

Mieszkańcy z uznaniem przyjęli zakończenie prac, wskazując na widoczną poprawę standardu zagospodarowania przestrzeni oraz wzrost poczucia bezpieczeństwa.

Realizacja inwestycji potwierdza, że dzięki zgodnej współpracy władz lokalnych, wykonawców oraz społeczności możliwe jest konsekwentne podnoszenie jakości życia obywateli.

Nowa droga w Płaskiej jest kolejnym dowodem, że rozwój gminy postępuje systematycznie i zgodnie z przyjętymi założeniami, a ambitne plany modernizacyjne stają się rzeczywistością.

III Bajka lokalna

Dawno temu istniało Królestwo Prostej Drogi, którym władał Król Ogłoszeń Pierwszy — władca wielce umiłowany przez własne komunikaty i kroniki pełne sukcesów.

Król nie podróżował wiele. Świat poznawał głównie z map rozwieszonych w sali narad oraz z opowieści Dworu, który zawsze wiedział, co Król chciał usłyszeć, zanim jeszcze zdążył zapytać.

W królestwie żył Lud Wędrowców — lud cierpliwy, który każdego dnia przemierzał stare trakty. Drogi te były kręte, pełne dziur i błota, lecz prowadziły do domów, pracy i życia.

Wędrowcy prosili jedynie:

— Niech droga powstanie tam, gdzie chodzimy.

Król wysłuchał ich próśb i zwołał Radę Dworu.

Na Radzie przemawiał Kanclerz Planów, człowiek o głosie gładkim jak pergamin:

— Wasza Wysokość, prawdziwa wielkość polega nie na naprawianiu starych ścieżek, lecz na tworzeniu nowych. Lud zawsze nadąży za wizją.

Królowi spodobały się te słowa.

— Niech więc powstanie droga! — ogłosił. — Droga nowoczesna, godna kronik!

Z królewskiego skarbca wyniesiono trzy skrzynie złota. Budowniczowie ruszyli do pracy, lecz nie tam, gdzie mieszkali ludzie, lecz głęboko w Lesie Milczenia — miejscu spokojnym, gdzie nikt nie zadawał pytań.

Po wielu dniach herold ogłosił:

Droga została ukończona! Zwiększa bezpieczeństwo i usprawnia podróże całego królestwa!

Wędrowcy ruszyli ją odnaleźć.

Szli długo — przez miejsca, gdzie koła wozów grzęzły w błocie. Szli przez drogi, które naprawdę potrzebowały naprawy.

Aż znaleźli ją.

Czarna, równa i doskonała przecinała las przez tysiąc trzysta siedemdziesiąt kroków, po czym kończyła się nagle, jak zdanie urwane przez cenzora.

Na jej skraju siedział Lis — doradca Dworu, który zawsze pojawiał się tam, gdzie coś pachniało decyzją.

— Dlaczego droga jest tutaj? — zapytali Wędrowcy.

Lis uśmiechnął się.

— Bo tutaj łatwiej było ją ogłosić sukcesem.

— A czy ktoś nią jeździ?

— Nie trzeba jeździć — odparł Lis. — Wystarczy, że istnieje.

Nad nimi na gałęzi siedziała Sowa, Strażniczka Pamięci.

— Ta droga nie została zbudowana dla podróży — powiedziała cicho. — Została zbudowana dla opowieści o podróży.

W tym czasie Kronikarze królewscy zapisywali już pergaminy:

„Bezpieczeństwo wzrosło.”
„Komunikacja usprawniona.”
„Plan wykonany.”

A że nikt drogą nie jechał — tym lepiej. Nic nie mogło zaprzeczyć zapisanym słowom.

Wędrowcy wrócili więc na swoje stare trakty, dalej omijając dziury i kamienie.

Król zaś spojrzał na kroniki i rzekł z zadowoleniem:

— Królestwo idzie naprzód.

I nikt nie miał odwagi zapytać: dokąd.

Droga w Lesie Milczenia leży tam podobno do dziś. Czasem przebiegnie po niej sarna, czasem wiatr, a czasem echo królewskiego ogłoszenia.


Morał, który w królestwie szeptano tylko nocą:

Gdy władza buduje drogi dla kronik,
lud nadal chodzi własnymi ścieżkami.

Baśń o Wójcie, który wybrał godzinę czarów

Dawno, dawno temu, w dolinie między pagórkami i świeżo łatanymi drogami, leżała gmina tak dumna ze swej demokracji, jak paw ze swojego ogona. Mieszkańcy tej krainy byli pracowici, serdeczni i bardzo przywiązani do pewnej świętej godziny.

Była to godzina dziewiętnasta.

O tej właśnie porze w każdym domu zapadała cisza niemal magiczna. Dzieci, jak zaczarowane, zasiadały przed migoczącym ekranem, gdzie pojawiała się Wieczorynka — strażniczka spokoju, pół godziny wytchnienia i ostatnia nadzieja rodziców przed nocną batalią o mycie zębów.

I właśnie wtedy, gdy w całej dolinie rozbrzmiewała bajkowa melodia, Wójt ogłosił:

— Oto nadszedł czas Wielkich Konsultacji! Spotkajmy się o godzinie dziewiętnastej!

Mieszkańcy spojrzeli po sobie z niepokojem.

— Ależ to pora czarów… — szepnęła Pani z domku przy Strumieniowej.
— To godzina, gdy dzieci zamieniają się w słuch, a rodzice w posągi cierpliwości — dodał Pan spod Lasu.

Lecz Wójt był spokojny.

Miał bowiem przewagę.

W jego zamku mieszkało dziecię tak maleńkie, że Wieczorynki jeszcze nie znało. Nie wiedziało, czym jest czołówka o dziewiętnastej ani jak wielką moc ma pół godziny bajkowej ciszy. Wójt mógł więc planować swobodnie, nieznający zaklęcia tej godziny.

— Wszak o dziewiętnastej wszyscy są już w domach! — oznajmił z uśmiechem człowieka, który nie musi negocjować z trzylatkiem uzbrojonym w kocyk i stanowcze „jeszcze jeden odcinek”.

I tak nadszedł dzień konsultacji.

W sali obrad zapłonęły światła. Stoły ustawiono równo. Krzesła czekały jak rycerze gotowi do debaty.

Wybiła dziewiętnasta.

W całej dolinie rozległa się melodia Wieczorynki.

A w sali… cisza.

Po chwili wszedł jeden spóźniony mieszkaniec, który źle odczytał ogłoszenie. Za nim wtoczył się wiatr i przyniósł ulotkę z planem spotkania.

Wójt odchrząknął i przemówił donośnie:

— Witam licznie zgromadzonych!

Echo odpowiedziało mu uprzejmie.

Tymczasem w domach trwała prawdziwa magia. Dzieci siedziały jak zaczarowane, rodzice oddychali spokojnie, a nikt — absolutnie nikt — nie chciał przerywać tego kruchego pokoju dla dyskusji o budżecie i planie zagospodarowania.

Gdy spotkanie dobiegło końca, kronikarz zapisał złotymi literami:

„Konsultacje przebiegły bez sprzeciwu. Mieszkańcy nie zgłosili uwag.”

I rzeczywiście — nie zgłosili. Bo byli zajęci ratowaniem wieczornego ładu wszechświata.

Darmowa porada jak nie poprawiać błędów jeszcze większymi błędami czyli płaszczańskie „odkręcanie kota ogonem”

Nasz pierwszy czytelnik – Michał Skubis zwany czasami Wójtem – przeczytał wiadomość i najwyraźniej zrozumiał, że mieszkańcy zdążyli już połączyć kropki. A jak wiadomo, gdy kropki łączą się same, zaczyna być niebezpiecznie.

Bo kiedy wszyscy widzą, że ktoś próbował ich – nazwijmy to elegancko – „wprowadzić w błąd”, czyli mniej elegancko – wyprowadzić w pole, pozostają dwie drogi:

  1. powiedzieć „przepraszam”,
  2. albo udawać, że to pole było elementem strategii rozwoju obszarów zielonych.

Po bezsennej nocy sztabu „Wspólnej sprawy” wybrano opcję trzecią: poranny SMS. Panie i Panowie z Rady czy Wy naprawdę tak boicie się? Czy nie widzicie do czego prowadzi Naszą gminę Wasze odwracanie wzroku? Macie w Gminie władzę absolutną w Gminie i w Radzie. Nie możecie na nikogo zrzucić tego bałaganu wokół.

Nawiązując do Środy Popielcowej i nadchodzącego okresu zadumy i refleksji, chciałbym przypomnieć Wam, że na końcu tego okresu usłyszymy o dwóch osobach. O Judaszu, który za 30 srebrników sprzedał Jezusa. Usłyszymy również o Piłacie, który obmywa ręce i udaje, że decyzja nie była jego decyzją. Pomyślcie.

Rozbierzmy SMS spokojnie, jak instrukcję montażu meblościanki z brakującą śrubką.

1. „Z powodów organizacyjnych”

Ach, te słynne powody organizacyjne.
Najbardziej pojemne pojęcie w administracyjnym słowniku.

Ja jestem jeszcze z pokolenia, w którym gdy coś się zrobiło źle, mówiło się „przepraszam”.
Chyba że ktoś był przekonany o własnej nieomylności do tego stopnia, że lustro codziennie rano salutuje.

Jakie to powody organizacyjne wystąpiły?
Czy może organizacja polegająca na tym, że ktoś publicznie pokazał podstępną pułapkę i trzeba było szybko przykryć ją nową wersją wydarzeń?

Bo jeśli tak, to faktycznie – organizacja była dynamiczna.

2. „Przesunięte na godzinę 19.00”

Genialne.
W środku tygodnia.

Większość ludzi, w przeciwieństwie do niektórych, chodzi do pracy.
Praca od 7:00, 8:00. Wstać trzeba wcześniej. Dojazd. Powrót. Zakupy. Obowiązki domowe. W przypadku Środy Popielcowej – również Msza Święta.

A potem o 19:00 mamy zasiąść z uśmiechem i świeżością w oczach, by wysłuchać wizji przyszłości.

Kto ma siłę siedzieć do 21:00, wiedząc, że o 6:00 zadzwoni budzik?
Może to nowy program zdrowotny: „Bezsenność dla rozwoju gminy”.

3. „Termin 18.02 bez zmian”

I tu zaczyna się część psychologiczna.

Po pierwsze – Wójt wie, że w każdy inny dzień przyjechałbym i zadałbym pytania, na które nie odpowiada od trzech miesięcy.
Pytania niewygodne.
Takie, na które nie da się odpowiedzieć prezentacją slajdów ani uśmiechem scenicznym.

Po drugie – to zdanie daje poczucie kontroli.
„Termin bez zmian” brzmi jak: „Tu rządzę ja.”

To mechanizm dobrze znany.
Gdy złapią cię za rękę – mówisz, że to nie twoja ręka.
Gdy wszyscy widzą, że termin był elementem strategii – mówisz, że to logistyka.

To już nie jest kwestia kalendarza.
To kwestia ego. Dużego ego. Bardzo rozdmuchanego ego.

Podsumowując:

Jeśli jesteś mieszkańcem Gminy.
Jeśli nie jesteś wazeliniarzem ani delegowanym klakierem z urzędu lub Rady.

Zastanów się, czy to spotkanie nie jest przypadkiem spektaklem z gotową tezą.
Wójt przychodzi przekonać, że impreza jest wspaniała.
Nie rozliczył pierwszej. Nie rozliczył drugiej.
Miesiącami odmawia odpowiedzi na pytania.

A potem przewodniczy spotkaniu, wyznacza protokolanta i magia się dzieje:
z trudnych pytań zostaje zapis „ożywiona dyskusja”,
z niewygodnych tematów zapis – „pojedyncze uwagi”,
a z konkretów – cisza.

Bo kto protokołuje, ten opisuje rzeczywistość.
I czasem ma większą władzę niż ten, kto przemawia.

Wiesław mógłby się uczyć.

Darmowa podpowiedź: na stronie Plaska.pl dalej jest spotkanie o 16.00. Pan nawet kłamać dobrze nie potrafi. Chyba, że chodzi o robienie ludziom wody z mózgu.

Intryga Wójta Skubisa – część 2 z 2

Poniżej mój dzisiejszy e-mail. Wysłany do Urzędu Gminy Płaska oraz do wszystkich Radnych. Zakładam, że jak zwykle akceptują wszystkie polecenie Michała Skubisa i nie będzie z ich strony sprzeciwu. Milczenie w naszej gminie stało się przecież najbezpieczniejszą formą stanowiska.

Natomiast to, co dzieje się wokół organizacji spotkań, trudno już nazwać zbiegiem okoliczności. Zwoływanie zebrania pomiędzy godzinami mszy w dniu o szczególnym znaczeniu dla wielu mieszkańców nie jest niefortunną kolizją kalendarza. To precyzyjny wybór.

Bo tu nie chodzi o termin. Tu chodzi o frekwencję. A dokładniej – o jej kontrolę.

Mieszkańcy zostają postawieni przed eleganckim dylematem:
Msza o 15:30 czy spotkanie o 16:00?
Msza o 17:00 czy „konsultacje”, które zapewne zakończą się szybciej, niż ktokolwiek zdąży zadać niewygodne pytanie?

To nie jest dialog. To jest zarządzanie ryzykiem.

Im mniej osób zada pytania, tym łatwiej ogłosić sukces konsultacyjny. Im mniej konfrontacji, tym większy komfort wystąpienia. A później wystarczy powiedzieć: „spotkanie się odbyło, mieszkańcy nie zgłaszali zastrzeżeń”.

Nie zgłaszali – bo nie mogli. A rodzina z kilkoma akolitami zrobią frekwencję?

Jeśli ktoś zadaje pytania o liczby, opłacalność, sens ekonomiczny – najlepiej zadbać, aby nie było okazji ich zadać publicznie. Schemat powtarza się już kolejny raz. Termin środowy. Brak nagrania. Protokół, który pamięta wybiórczo. A potem opowieść o transparentności.

To nie jest przypadek. To metoda.

Bo prawdziwe konsultacje zakładają gotowość na konfrontację. A tu widać raczej potrzebę kontroli przekazu. Widać lęk przed faktami, które mogą nie pasować do narracji.

I w tym wszystkim najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że decyzje budzą kontrowersje. Najbardziej niepokojące jest to, że robi się wszystko, by uniknąć otwartej rozmowy o nich.

Samorząd nie polega na tym, by mieszkańcy byli statystami w gotowym scenariuszu.

Samorząd polega na tym, by władza była gotowa usiąść naprzeciwko i odpowiadać – nawet wtedy, gdy pytania są niewygodne.

Email z dzisiaj:

Dzień dobry,

dla porządku informuję, że przesłałem swoje uwagi zarówno do Wójta, jak i do Pani Przewodniczącej, z uprzejmą prośbą o przekazanie ich Państwu Radnym. Z niecierpliwością będę obserwował, kiedy Przewodnicząca uzna, że nadszedł jej właściwy moment.

Samo wyznaczenie spotkania na Środę Popielcową to ruch, który trzeba przyznać – ma w sobie pewną odwagę logistyczną. W końcu nic tak nie sprzyja frekwencji i otwartej debacie jak termin, który zmusza mieszkańców do wyboru między ważnym wydarzeniem wspólnotowym a obowiązkami religijnymi. Konsultacje społeczne w wersji „wybierz mądrze, ale szybko” – nowa jakość dialogu.

Godzina 16:00 to również wybór nieprzypadkowy. Idealny moment dla osób pracujących – czyli dla większości. W efekcie na sali pozostaną zapewne ci, którzy akurat mogli, oraz ci, którzy zawsze mogą. A trudne pytania? Cóż, one bywają kapryśne – czasem po prostu nie zdążą dotrzeć.

Szczególnie interesujące jest to w kontekście projektu Rock Water, który – przynajmniej w mojej ocenie – wciąż czeka na przekonujące uzasadnienie ekonomiczne i realne korzyści dla mieszkańców. Zamiast liczb – narracja. Zamiast przejrzystości – tempo. Zamiast debaty – kalendarz.

Nie wiem, czy to przypadek, czy nowa filozofia zarządzania, w której najważniejsze jest, by konsultacje się odbyły, a nie by ktoś mógł w nich realnie uczestniczyć.

Ale może się mylę. Może to po prostu wyjątkowo niefortunny zbieg okoliczności.

A przy okazji – warto docenić subtelność sytuacji, w jakiej postawiono osoby wierzące. Środa Popielcowa to dla wielu mieszkańców nie jest „zwykła data w kalendarzu”, lecz początek okresu refleksji, wyciszenia i duchowego przygotowania do Wielkanocy.

I oto pojawia się elegancki dylemat logistyczno-moralny:

Msza o 15:30 w Płaskiej?

Msza o 17:00 w Studzienicznej?

Czy może jednak spotkanie o 16:00?

Decyzja niemal metafizyczna. Wybór między wspólnotą duchową a wspólnotą samorządową. Między ciszą kościoła a dynamiką sali zebrań. Między rachunkiem sumienia a rachunkiem ekonomicznym projektu.

Można powiedzieć, że to interesujące doświadczenie etyczne: czy większym obowiązkiem jest uczestnictwo w praktyce religijnej, czy w konsultacjach społecznych ogłoszonych z jednodniowym wyprzedzeniem? Czy odpowiedzialność obywatelska ma pierwszeństwo przed duchową? A może odwrotnie?

Z perspektywy zarządzania terminami to rozwiązanie wręcz mistrzowskie — gwarantujące naturalną selekcję uczestników bez potrzeby formalnych ograniczeń.

Bo przecież nikt nikomu niczego nie zabrania.

Wystarczy tylko wybrać.

I w tym właśnie tkwi cała elegancja sytuacji.

Czyli mówiąc kolokwialnie. Przyjdą tylko wyrachowani ateiści, którzy są gotowi oszukiwać mieszkańców. Czekam na listę obecności.

Ja do tego poziomu obłudy i fałszu się nie zniżę. 

Z poważaniem