
Poniżej publicystyczna i satyryczna wersja emaila do Wójta z pytaniem co się dzieje w tej Gminie. Główne tezy i pytania zachowane co do wartości merytorycznej.
Zwracam się z uprzejmą prośbą o informację, co jeszcze z majątku naszej Gminy planujemy w najbliższym czasie „oddać w dobre ręce”. Najlepiej w formie listy: co sprzedajemy, komu, za ile oraz z jakich roszczeń przy okazji rezygnujemy. Dobrze byłoby też wiedzieć, ile to wszystko jest naprawdę warte, a za ile oddajemy — tak orientacyjnie, żeby mieszkańcy wiedzieli, czy to jeszcze gospodarność, czy już wyprzedaż garażowa.
Dotąd sądziłem, że akcja „Oddajmy drogę” dotyczy tylko Rudawki. Taki jednorazowy eksperyment, wypadek przy pracy. Tymczasem wygląda na to, że wchodzimy w tryb hurtowy. Teraz w pakiecie leci droga z Rygoli do Muł, do tego świeżo wyremontowany most — jeszcze ciepły po odbiorze technicznym.
To naprawdę imponujące: najpierw remontujemy za własne pieniądze, potem stwierdzamy, że jednak nam się nie opłaca… i oddajemy komuś innemu. Ekonomia level master.
Co ciekawe, nam się nie opłaca, a Powiatowi i Województwu już tak. Oni przejmą chętnie. Bez wahania. Czyli coś musi być z tym majątkiem nie tak — skoro dla nas bezwartościowy, a dla nich nagle atrakcyjny. Może mamy jakąś szczególną odmianę asfaltu, który traci wartość po przekroczeniu granicy gminy?
Patrząc na to z boku, trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie są pojedyncze decyzje, tylko strategia. Taka długofalowa. Skoro nie mamy pieniędzy na remonty i zdolności kredytowej, to robimy to, co robi każdy rozsądny gospodarz nigdy nie zrobi: wyprzedajemy, co się da.
Najpierw drogi. Potem mosty. Może budynki. A na końcu zostanie tablica z napisem „Gmina była tu kiedyś”.
Całość zaczyna przypominać dom, w którym brakuje gotówki, więc zamiast naprawić budżet, wynosi się do lombardu kolejne rzeczy. Najpierw telewizor, potem lodówkę, potem rodzinne srebra. Przynajmniej przez chwilę jest płynność finansowa. Do momentu, gdy nie ma już czego wynosić.
Albo historycznie: przyjeżdżają „dobrzy ludzie z zewnątrz”, obiecują pomoc, a my w zamian oddajemy im gotową infrastrukturę. Trochę jak wymiana paciorków na złoto z Indianami, tylko w nowoczesnej, samorządowej wersji. Z protokołem zdawczo-odbiorczym.
Dlatego naprawdę chciałbym zobaczyć pełną listę. Zanim pewnego dnia obudzimy się w gminie, w której nic już do nas nie należy — poza rachunkami i wspomnieniami po inwestycjach.
Bo jeśli to ma być „racjonalne zarządzanie majątkiem”, to chyba przegapiłem moment, w którym racjonalność zaczęła oznaczać oddawanie wszystkiego, co ma jakąkolwiek wartość.