Projekt Ratunkowy: Operacja „Mapa 2.0”

Do poniższego tekstu doszło po przeczytaniu wiadomości od jednego z czytelników. Szacun. Nie pomyślałem. Dobrej nocy.

Każda gmina ma dwie rzeczy: granice i ambicje.
Granice są na mapie. Ambicje — w prezentacji PowerPoint.

Czasem jednak budżet zaczyna przypominać dietę cud:
dużo zapewnień, mało efektów i stałe zapewnienie, że „to tylko przejściowe zatrzymanie metabolizmu inwestycyjnego”.

Dlatego proponuję reformę nowoczesną, europejską i – co najważniejsze – księgową:
przyłączenie naszej Gminy do którejś z sąsiednich.

Dlatego, że wszystko się wali.
Dlatego, że dramat.
Dlatego, że matematyka ma tę brutalną cechę, iż nie reaguje na wystąpienia okolicznościowe.

Wyobraźmy to sobie.

Zamiast dwóch urzędów, z czego jeden jest niewydolny – jeden.
Zamiast dwóch sekretariatów – jeden czajnik.
Zamiast podtrzymywać lokalny folklor administracyjny i brak wiedzy – urząd, który… działa.

Bo u sąsiadów woda nie jest metaforą rozwoju.
Po prostu leci.
Droga nie jest wizją.
Jest drogą.
A odpowiedź na pismo nie przypomina pracy magisterskiej z unikania odpowiedzi.

Tam mieszkaniec nie odbywa pielgrzymki przez referaty,
nie kolekcjonuje pieczątek jak znaczków,
nie uczy się przepisów, by udowodnić, że 2+2 jednak bywa cztery.

Tam urząd jest usługą.
U nas bywa przeżyciem.

Owszem, mamy strukturę.
Referaty.
Zespoły.
Stanowiska.
Analizy sytuacji.

Analizujemy tak długo, aż sytuacja przestaje istnieć albo zmienia się kadencja.

Przyłączenie do sąsiedniej jednostki oznaczałoby brutalną rzecz:
racjonalizację.

Mniej stanowisk od „koordynowania koordynacji”.
Mniej narad o harmonogramie narad.
Mniej energii zużywanej na samo istnienie.

Mniej Wójta, który jak tłumaczą juz trzeci rok jego radni: popełnia błędy, ale się uczy. Pytanie czego.

Czy to zamach na suwerenność?
Oczywiście.
Bo nic tak nie boli jak likwidacja etatu w imię logiki.

Ale zaryzykuję tezę heretycką:
mieszkaniec nie potrzebuje suwerenności urzędu.
Potrzebuje sprawnego wodociągu.

Tabliczkę przy drodze można wymienić.
Pieczątkę można zamówić nową.
Szyld można odkręcić.

Tylko śmieci muszą być wywiezione.
Droga musi być przejezdna.
A odpowiedź musi być odpowiedzią.

Może więc prawdziwą dojrzałością samorządu nie jest pielęgnowanie własnej wielkości,
lecz umiejętność przyznania, że większy organizm bywa sprawniejszy.

Bo na końcu zawsze zostaje jedno pytanie – nie ideologiczne, nie ambicjonalne, nie honorowe.

Bardzo przyziemne.

Czy taniej i lepiej – czy drożej i z przemówieniem?

Jest taki stary dowcip, że żeby było w kraju lepiej, trzeba wywołać wojnę z kimś sprawniejszym i natychmiast się poddać. Oczywiście nikt rozsądny nie chce wojny — ale metafora bywa kusząca. Bo czasem najrozsądniejszą strategią jest nie walczyć z rzeczywistością, tylko… dołączyć do tej, która działa.

Zróbmy więc wersję samorządową.
Nie armaty, nie fanfary — tylko Operację „Kontrolowana Kapitulacja Administracyjna”. Poddajmy się sprawności sąsiadów. Bez strat w ludziach, za to z zyskiem w wodociągach.

Wyobraźmy to sobie:
– woda leci, bo ma lecieć, a nie dlatego, że ktoś właśnie analizuje jej filozoficzne podstawy;
– odpowiedź na pismo zawiera odpowiedź, a nie streszczenie drogi, którą przeszło pismo;
– inwestycja kończy się oddaniem do użytku, a nie konferencją o oddaniu do użytku.

  • wszystko jest tańsze, bo nie trzeba utrzymywać darmozjadów

A przy okazji — uporządkujmy system. Nie „pogonić”, tylko odchudzić. Nie „wypędzić”, tylko zracjonalizować. Bo jeśli struktura żyje głównie po to, by podtrzymywać samą siebie, to najwyższy czas na dietę. Tę bez slajdów i bez przemówień.

Nie chodzi o ludzi. Chodzi o mechanizm.
Jeśli ktoś jest naprawdę dobry — poradzi sobie wszędzie.
Jeśli nie — to może rynek pracy jest najuczciwszą komisją audytową.

Zamiast więc wojny — zróbmy porządek.
Zamiast rewolucji — rachunek.
Zamiast wielkich słów — działające usługi.

Bo przyszłość wygrywa się nie hasłami, tylko sprawnością. A jeśli można mieć ją szybciej, przykręcając nową tabliczkę przy drodze, to może warto zapytać: czy naprawdę potrzebujemy heroizmu, skoro wystarczy zdrowy rozsądek?

Bez armat.
Bez czarnych flag.
Za to z działającym wodociągiem i regularnym wywowzem śmieci. I z odśnieżaniem. I wszystko taniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *