Jak Wójt oszukuje i wprowadza w błąd mieszkańców dla własnego zysku – wpis 1 z 2

Drugi wpis pojawi się po 20.00.

Nie ukrywam, że jest mi miło. Blog czyta codziennie od 200 do 640 osób. Mamy odbiorców w całej Europie, w Ameryce Północnej, a nawet jednego wiernego czytelnika w Wietnamie. Globalny zasięg, lokalna treść – można powiedzieć: eksport myśli z Płaskiej.

Ale przyznam szczerze – najbardziej buduje mnie jeden konkretny czytelnik. Pan Michał Skubis. Czujny, uważny, reagujący w czasie rzeczywistym. Prawdziwy monitoring obywatelski, tyle że odwrócony.

Bo gdy tylko pojawiła się informacja o niefortunnym terminie jutrzejszego spotkania, niemal natychmiast – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – na stronie gminy ukazało się ogłoszenie. Przypadek? Oczywiście. Przecież administracja działa zawsze z wyprzedzeniem. Czasem tylko wyprzedzenie bywa… bardzo świeże.

Szkoda jedynie, że data publikacji pozostała niezmieniona. Internet ma tę nieprzyjemną cechę, że pamięta. Czasem aż za dobrze. I zamiast subtelnej korekty narracji, zostaje cyfrowy ślad, który bardziej przypomina kronikę wydarzeń niż planowaną komunikację.

Nie wiem, czy to dowód refleksji, czy dowód czujności. Wiem natomiast, że czytelnictwo rośnie, a interakcja z władzą przybiera coraz ciekawsze formy. W końcu nie każdy blog może pochwalić się tak szybkim wpływem na oficjalne komunikaty.

Za to – bez ironii – dziękuję.

Pozwólcie, że pokażę Wam, dlaczego Pan Michał Skubis tak bardzo chce, byśmy patrzyli w jednym, starannie ustawionym kierunku.

Cała sprawa zaczyna przypominać klasyczny scenariusz „chleba może nie być, ale igrzyska muszą”. W naszym wydaniu igrzyska nazywają się Rock Water. Brzmi dumnie, nowocześnie, medialnie. A przede wszystkim – efektownie na zdjęciach.

Bo zdjęcia są kluczowe. Wójt przed sceną. Wójt na scenie. Wójt obok sceny. Wójt przy stoisku z jedzeniem. Wójt w tle, Wójt w centrum, Wójt w ujęciu dynamicznym. Fotorelacja pełna energii, nawet jeśli budżet już niekoniecznie.

Bo w tej opowieści o Rock Water wszystko jest możliwe. Człowiek zaczyna mieć wrażenie, że gdyby ktoś na imprezie otworzył butelkę piwa, to zamiast kapsla mógłby wyskoczyć… kolejny kadr z Wójtem w tle. Tak intensywna jest obecność w przestrzeni wydarzenia, że zaczyna funkcjonować niemal jak element scenografii – obowiązkowy, powtarzalny i zawsze w centralnym punkcie ujęcia.

Tymczasem coraz częściej słychać głosy, nawet wśród radnych, że może to jednak impreza o ambicjach większych niż możliwości finansowe gminy. Że może to wydarzenie bardziej wizerunkowe niż gospodarcze. Że może bilans ekonomiczny nie jest tak spektakularny jak scena.

Bo jeśli wydarzenie kosztuje dużo i nie zarabia na siebie, to znaczy, że ktoś do niego dopłaca. A dopłacamy my. W praktyce finansujemy jednodniową atrakcję, z której – poza ładnymi zdjęciami – trudno wskazać długofalowe korzyści dla mieszkańców.

Nawet darmowe busiki, które mają wozić tłumy, zdają się czasem realizować kursy bardziej symboliczne niż transportowe. Ale za to jak pięknie brzmi: „zapewniliśmy bezpłatny transport”.

Mam nawet drobną propozycję racjonalizatorską: może wprowadźmy system potwierdzenia obecności? Pieczątka „Byłem na Rock Water” jako załącznik do każdego wniosku w urzędzie. W końcu skoro to wydarzenie strategiczne, może warto je wpisać w obieg administracyjny. Inspiracje można czerpać z różnych modeli organizacyjnych – historia zna wiele ciekawych przykładów.

Mam jednak wrażenie, że sedno sprawy jest inne. Jeśli entuzjazm radnych nieco przygasł, a potrzeba organizowania kolejnej edycji u Michała Skubisa nie maleje, trzeba znaleźć sposób, by odpowiedzialność za decyzję rozłożyć szerzej. Najlepiej na mieszkańców.

Wystarczy zorganizować spotkanie. Najlepiej w terminie dogodnym. Bez nagrania. Z protokołem, który – jak pokazuje praktyka ostatnich lat – bywa dokumentem selektywnym w swojej pamięci. A potem można powiedzieć: „konsultacje się odbyły, mieszkańcy chcieli”.

A jeśli ktoś powie, że o czymś nie było mowy? Cóż. Zawsze można stwierdzić, że coś zostało źle zrozumiane.

Trzy miesiące temu zadałem pytania dotyczące opłacalności tej imprezy. Pytania konkretne, o liczby i bilans. Do dziś odpowiedzi brak. Dziś wysłałem przypomnienie. A pod nim leży tamten mail z 19 grudnia – wciąż bez odpowiedzi.

Cisza też jest formą komunikatu. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą publiczne pieniądze.

A więc przypomnienie z dzisiaj:

Szanowny Panie Wójcie,

W czwartek miną trzy miesiące od momentu, gdy zadałem pytania zawarte w poniższej korespondencji. To wystarczająco dużo czasu, by odpowiedź zdążyła dojrzeć, przejść przez wszystkie etapy refleksji, konsultacji i zapewne także głębokiej analizy strategicznej.

Milczenie w tej sprawie trudno uznać za przypadek. Raczej za komunikat. Taki subtelny. W stylu: „nie wszystko wymaga odpowiedzi, szczególnie jeśli pytania są niewygodne”.

Dzisiejszy SMS z informacją o jutrzejszym spotkaniu o godzinie 16:00, bez wcześniejszej zapowiedzi na stronie internetowej i bez jakiegokolwiek wyprzedzenia – to już komunikat mniej subtelny. To model konsultacji społecznych w wersji ekspresowej: informujemy, odbywamy, odnotowujemy. Najlepiej w godzinach pracy, gdy większość mieszkańców ma inne obowiązki niż śledzenie kalendarza wydarzeń ogłaszanych z 24-godzinnym wyprzedzeniem.

Szczególnie interesujące jest to, że spotkanie odbywa się przed przedstawieniem danych, o które wnioskuję od trzech miesięcy. To rozwiązanie niezwykle nowatorskie: najpierw dyskusja, później, być może informacje. O ile okażą się potrzebne.

Brak nagrania wideo również wpisuje się w tę koncepcję. Pozostaje protokół, dokument o elastycznej pamięci, który jakimś zbiegiem okoliczności bywa mniej rozmowny w kwestiach najistotniejszych. A potem zaczyna się klasyczna gra: „tego nie było”, „to zostało inaczej zrozumiane”, „to wyrwano z kontekstu”.

Z zewnątrz wygląda to nie jak dialog z mieszkańcami, lecz jak zarządzanie wizerunkiem przy minimalnym ryzyku konfrontacji z trudnymi pytaniami. A przecież konsultacje społeczne nie polegają na tym, by były – tylko na tym, by coś znaczyły.

Pozostaje mieć nadzieję, że w którymś momencie forma przestanie dominować nad treścią, a pytania przestaną być traktowane jak niedogodność, którą najlepiej przeczekać. Nadzieję, że te dwa lata szybko zlecą, a potem zostanie tylko infamia.

Nie mam nadziei, ale proszę Panią Przewodniczącą Rady Gminy o przekazanie w dniu dzisiejszym tego emaila w całości radnym. Także tym zapatrzonym.

Z poważaniem,

Dnia 19 grudnia 2025 14:38 > napisał(a):

Szanowny Panie Wójcie,

upłynął już wystarczający czas, aby dokonać rzetelnego podsumowania wydarzenia promowanego przez Wójta Gminy pod nazwą Rock Water. W związku z tym chciałbym zweryfikować swoje dotychczasowe stanowisko dotyczące nieopłacalności organizacji tego wydarzenia oraz – w przypadku przedstawienia przekonujących danych – ewentualnie przyznać rację Wójtowi.

Moim zdaniem skala przedsięwzięcia była nieadekwatna do aktualnej sytuacji finansowej gminy, w szczególności w kontekście poziomu jej zadłużenia. Ponadto, w mojej ocenie, znaczna część mieszkańców gminy nie uczestniczyła w wydarzeniu. Aby jednak oprzeć ocenę wyłącznie na faktach, zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania, które pozwolą przedstawić obiektywny obraz organizacji i efektów imprezy.

  1. Ilu uczestników wzięło udział w wydarzeniu, z podziałem na osoby, które nabyły bilety, oraz osoby uczestniczące nieodpłatnie (m.in. pracownicy urzędu, zaproszeni goście, przedstawiciele sponsorów itp.)?
  2. Jaki był całkowity przychód z imprezy, z wyszczególnieniem:
    • wpływów ze sprzedaży biletów (po potrąceniu prowizji pośredników),
    • przychodów z tytułu opłat od wystawców i stoisk,
    • wpłat lub świadczeń finansowych od sponsorów?

Jeżeli część środków została ujęta w księgach w inny sposób, proszę o wskazanie łącznej wartości wszystkich wpływów, które pomniejszały faktyczny koszt organizacji wydarzenia.

  1. Jaki był całkowity koszt organizacji imprezy, rozumiany jako suma wszystkich wydatków poniesionych przez Urząd Gminy, jednostki organizacyjne oraz inne podmioty gminne, w tym wszystkich faktur i zobowiązań finansowych związanych z wydarzeniem? Zwracam uwagę, że chodzi o koszt rzeczywisty i pełny, a nie jedynie koszt prezentowany Radzie Gminy. Mam obawy, że prezentowana w kuluarach kwota 70 tyś straty może być celowo zaniżona.  Jako przykłady kosztów pośrednich wskazuję m.in. bezpłatną komunikację dla uczestników czy prace organizacyjne wykonywane przez pracowników urzędu i jednostek podległych.
  2. Proszę również o ujęcie w kosztach, o których mowa w pkt 3, wartości pracy urzędników oraz pracowników jednostek podległych, którzy w godzinach pracy realizowali zadania związane z przygotowaniem i nadzorem nad kolejnymi etapami wydarzenia.
  3. Jaki był koszt ubezpieczenia imprezy, uwzględniony w całkowitych kosztach, o których mowa w pkt 3?
  4. Jaki był łączny koszt transportu zapewnionego w dniu wydarzenia oraz ilu mieszkańców faktycznie skorzystało z tej formy dojazdu?
  5. Proszę o udostępnienie opracowania lub analizy sporządzonej przez urząd (o ile taka powstała) dotyczącej korzyści wynikających z organizacji imprezy, w szczególności w zakresie promocji gminy, aby potwierdzić, że powszechne odczucie o nieefektywnym wydatkowaniu środków publicznych nie jest zasadne.
  6. Podtrzymuję również wniosek o udostępnienie protokołów z przeglądów budowlanych obowiązujących w trakcie trwania imprezy, jak również ewentualnych przeglądów wykonanych po jej zakończeniu.

Z góry dziękuję za udzielenie wyczerpujących i precyzyjnych odpowiedzi.

Tradycyjnie proszę Panią Przewodniczącą o przesłanie informacji dla Radnych, chociaż patrząc na dotychczasowe działania to zapewne jest to tylko „wołanie na puszczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *