Przyznam, że choć z Autorem nie zawsze nadajemy na tych samych falach, tym razem byłem pod wrażeniem. Szczególnie imponujące było to, ile czasu i determinacji wymagało dotarcie do informacji rozsianych — delikatnie mówiąc — w „kilku” miejscach.
Wpis Dyrektora GOK przeczytałem z niemałymi emocjami, a nawet z odrobiną zawodowej zazdrości. Trzeba bowiem przyznać, że na takie śledztwa potrzeba czasu, którego — pracując zawodowo — zwyczajnie mi brakuje. Do emerytury jeszcze chwila, więc na wielogodzinne kwerendy przyjdzie czas później.
Tymczasem, oprócz komentowania w sposób satyryczny bieżących wydarzeń w Gminie oraz działań zmierzających do odzyskania środków należnych mieszkańcom, postanowiłem spróbować sił w nieco bardziej metaforycznej formule.
Na początek proponuję dwa obszary: etymologię nazwisk oraz zielnik podlaski. Oczywiście wszystko w formie przystępnej, lekkiej i — mam nadzieję — przyjemnej w odbiorze.
Ci, którzy wolą czytać bez nadmiernego zastanawiania się, znajdą w tym odrobinę uśmiechu. Ci bardziej dociekliwi — być może nutę refleksji. A jeśli pojawi się frasunek, to wyłącznie ten twórczy.