Intryga Wójta Skubisa – część 2 z 2

Poniżej mój dzisiejszy e-mail. Wysłany do Urzędu Gminy Płaska oraz do wszystkich Radnych. Zakładam, że jak zwykle akceptują wszystkie polecenie Michała Skubisa i nie będzie z ich strony sprzeciwu. Milczenie w naszej gminie stało się przecież najbezpieczniejszą formą stanowiska.

Natomiast to, co dzieje się wokół organizacji spotkań, trudno już nazwać zbiegiem okoliczności. Zwoływanie zebrania pomiędzy godzinami mszy w dniu o szczególnym znaczeniu dla wielu mieszkańców nie jest niefortunną kolizją kalendarza. To precyzyjny wybór.

Bo tu nie chodzi o termin. Tu chodzi o frekwencję. A dokładniej – o jej kontrolę.

Mieszkańcy zostają postawieni przed eleganckim dylematem:
Msza o 15:30 czy spotkanie o 16:00?
Msza o 17:00 czy „konsultacje”, które zapewne zakończą się szybciej, niż ktokolwiek zdąży zadać niewygodne pytanie?

To nie jest dialog. To jest zarządzanie ryzykiem.

Im mniej osób zada pytania, tym łatwiej ogłosić sukces konsultacyjny. Im mniej konfrontacji, tym większy komfort wystąpienia. A później wystarczy powiedzieć: „spotkanie się odbyło, mieszkańcy nie zgłaszali zastrzeżeń”.

Nie zgłaszali – bo nie mogli. A rodzina z kilkoma akolitami zrobią frekwencję?

Jeśli ktoś zadaje pytania o liczby, opłacalność, sens ekonomiczny – najlepiej zadbać, aby nie było okazji ich zadać publicznie. Schemat powtarza się już kolejny raz. Termin środowy. Brak nagrania. Protokół, który pamięta wybiórczo. A potem opowieść o transparentności.

To nie jest przypadek. To metoda.

Bo prawdziwe konsultacje zakładają gotowość na konfrontację. A tu widać raczej potrzebę kontroli przekazu. Widać lęk przed faktami, które mogą nie pasować do narracji.

I w tym wszystkim najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że decyzje budzą kontrowersje. Najbardziej niepokojące jest to, że robi się wszystko, by uniknąć otwartej rozmowy o nich.

Samorząd nie polega na tym, by mieszkańcy byli statystami w gotowym scenariuszu.

Samorząd polega na tym, by władza była gotowa usiąść naprzeciwko i odpowiadać – nawet wtedy, gdy pytania są niewygodne.

Email z dzisiaj:

Dzień dobry,

dla porządku informuję, że przesłałem swoje uwagi zarówno do Wójta, jak i do Pani Przewodniczącej, z uprzejmą prośbą o przekazanie ich Państwu Radnym. Z niecierpliwością będę obserwował, kiedy Przewodnicząca uzna, że nadszedł jej właściwy moment.

Samo wyznaczenie spotkania na Środę Popielcową to ruch, który trzeba przyznać – ma w sobie pewną odwagę logistyczną. W końcu nic tak nie sprzyja frekwencji i otwartej debacie jak termin, który zmusza mieszkańców do wyboru między ważnym wydarzeniem wspólnotowym a obowiązkami religijnymi. Konsultacje społeczne w wersji „wybierz mądrze, ale szybko” – nowa jakość dialogu.

Godzina 16:00 to również wybór nieprzypadkowy. Idealny moment dla osób pracujących – czyli dla większości. W efekcie na sali pozostaną zapewne ci, którzy akurat mogli, oraz ci, którzy zawsze mogą. A trudne pytania? Cóż, one bywają kapryśne – czasem po prostu nie zdążą dotrzeć.

Szczególnie interesujące jest to w kontekście projektu Rock Water, który – przynajmniej w mojej ocenie – wciąż czeka na przekonujące uzasadnienie ekonomiczne i realne korzyści dla mieszkańców. Zamiast liczb – narracja. Zamiast przejrzystości – tempo. Zamiast debaty – kalendarz.

Nie wiem, czy to przypadek, czy nowa filozofia zarządzania, w której najważniejsze jest, by konsultacje się odbyły, a nie by ktoś mógł w nich realnie uczestniczyć.

Ale może się mylę. Może to po prostu wyjątkowo niefortunny zbieg okoliczności.

A przy okazji – warto docenić subtelność sytuacji, w jakiej postawiono osoby wierzące. Środa Popielcowa to dla wielu mieszkańców nie jest „zwykła data w kalendarzu”, lecz początek okresu refleksji, wyciszenia i duchowego przygotowania do Wielkanocy.

I oto pojawia się elegancki dylemat logistyczno-moralny:

Msza o 15:30 w Płaskiej?

Msza o 17:00 w Studzienicznej?

Czy może jednak spotkanie o 16:00?

Decyzja niemal metafizyczna. Wybór między wspólnotą duchową a wspólnotą samorządową. Między ciszą kościoła a dynamiką sali zebrań. Między rachunkiem sumienia a rachunkiem ekonomicznym projektu.

Można powiedzieć, że to interesujące doświadczenie etyczne: czy większym obowiązkiem jest uczestnictwo w praktyce religijnej, czy w konsultacjach społecznych ogłoszonych z jednodniowym wyprzedzeniem? Czy odpowiedzialność obywatelska ma pierwszeństwo przed duchową? A może odwrotnie?

Z perspektywy zarządzania terminami to rozwiązanie wręcz mistrzowskie — gwarantujące naturalną selekcję uczestników bez potrzeby formalnych ograniczeń.

Bo przecież nikt nikomu niczego nie zabrania.

Wystarczy tylko wybrać.

I w tym właśnie tkwi cała elegancja sytuacji.

Czyli mówiąc kolokwialnie. Przyjdą tylko wyrachowani ateiści, którzy są gotowi oszukiwać mieszkańców. Czekam na listę obecności.

Ja do tego poziomu obłudy i fałszu się nie zniżę. 

Z poważaniem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *