A dziś w nocy — dla większości z Was zapewne już rano — małe kalendarium tego, jak wyglądały słynne „konsultacje” w sprawie Rock Water. Czyli historia o tym, jak najpierw zapadają decyzje, potem ogłasza się sukces, a na końcu organizuje konsultacje, żeby wyglądało, że ktoś jeszcze miał coś do powiedzenia.
Będzie więc trochę o tym, jak decyzje zostały podjęte wcześniej i jakie są na to dowody. Potem przypomnimy zaproszenie na konsultacje, które okazały się mniej więcej tym, czym degustacja w sklepie po zamknięciu kasy: można popatrzeć, ale rachunek już wystawiony.
Wygląda bowiem na to, że podczas zebrania doskonale wiedziano, kto wystąpi na Rock Water. A jak wiadomo, artystów na festiwal nie zamawia się między jednym a drugim ciastkiem na zebraniu wiejskim. To nie pizza — ustala się tygodniami, czasem miesiącami wcześniej. Konsultacje były więc raczej premierą decyzji niż jej początkiem.
Robimy imprezę, na którą — powiedzmy to delikatnie — średnio nas stać. Ale za to z rozmachem godnym gminy metropolitalnej. Argument? Podobno zarobiły agroturystyki. Tak twierdzi starszy pan Skubis.
Tylko pojawia się drobne pytanie natury logistycznej: kto normalny przyjeżdża na kilka dni, żeby obejrzeć trzy- czy czterogodzinny koncert? Ludzie przyjeżdżają z okolicznych miejscowości, z Augustowa, z sąsiednich gmin. Bawią się — i bardzo dobrze, niech się bawią. Po koncercie wsiadają w samochód i wracają do domu.
A my zostajemy. Z rachunkiem.
Najciekawsze jednak nie jest samo wydarzenie, lecz mechanizm jego uzasadniania. Konsultacje społeczne stały się tu nową formą sztuki performatywnej — spektaklem, w którym publiczność ma wrażenie uczestnictwa, choć scenariusz napisano dużo wcześniej.
Wójt potrzebował podkładki. Papieru. Zdjęcia. Listy obecności. Czegokolwiek, co później można pokazać i powiedzieć: „mieszkańcy poparli”.
Bo jak wiadomo, demokracja lokalna najlepiej działa wtedy, gdy mieszkańcy zgadzają się dokładnie z tym, co już postanowiono.
Przy okazji wyjaśnimy też, jakie zdanie o całej sprawie ma Przewodnicząca Rady Gminy Tomczyk oraz dlaczego Rock Water zaczyna coraz bardziej przypominać filozofię budowy dróg według szanownego tatusia: najpierw robimy, potem liczymy, a jeśli się nie spina — tym gorzej dla matematyki.
Schemat jest zresztą podobny: wielkie wizje, jeszcze większa pewność siebie i zaskoczenie, że budżet jednak nie ma gumowych właściwości.
Bo łatwo być hojny, kiedy portfel należy do wszystkich.
Ważne również pytanie, czemu Wójt od 19 grudnia, niezgodnie z prawem, nie udziela odpowiedzi na pytanie dotyczące kosztu imprezy. Było już słownie 70 tyś zł, było już 200 tyś zł strat, ale nic na piśmie. Czyli odwieczne prawo mądrości mówi, że jest jeszcze gorzej.
Na koniec zostaje pytanie fundamentalne: czy gmina istnieje po to, by realizować potrzeby wspólnoty, czy żeby sponsorować dziecięce marzenia jednego człowieka, który dla rozrywki i własnego ego wydaje na lewo i prawo nie swoje pieniądze?
Kiedyś, jeszcze przed wyborami, napisałem do obecnej przewodniczącej Rady Gminy pytanie, czy nie obawia się, że po wyborze Skubisa na Wójta powstanie układ przypominający lokalną strukturę zamkniętą na kontrolę i krytykę. Taka płaszczańska struktura pseudo mafijna.
Dziś chyba warto do tej rozmowy wrócić i spokojnie sprawdzić jedno:
czy była to przesada — czy tylko przedwczesna diagnoza.