Recenzja „Konsultacje 18.02.2026” — spektakl, w którym rzeczywistość przegrała z reżyserią

Proszę wszystkich uczestników żenady miesiąca jaka odbyła się 18 lutego o godzinie 19.00 o kontakt. Chciałbym potwierdzić szczątkowe informacje jakie do mnie dotarły, bo to co słyszę ociera się o abstrakcję i naprawdę ciężko uwierzyć w taki poziom oderwania od rzeczywistości. Nie wierzę, ze tak nisko można upaść. To musi być nieprawda. Postaram się wówczas w weekend zrobić opracowanie. Poniżej opis pewnego zdarzenia, wszelkie podobieństwo do sytuacji, miejsc czy osób jest całkowicie przypadkowe. Oczywiście do momentu potwierdzenia lub zaprzeczenia szeptanym faktom.

Środowy spektakl wystawiony na scenie gminnej pod niewinnie brzmiącym tytułem „Spotkanie z mieszkańcami” okazał się wydarzeniem artystycznym tak osobliwym, że trudno jednoznacznie przypisać je do konkretnego gatunku. Najbliżej mu chyba do teatru absurdu, choć momentami ocierał się o stand-up polityczny wykonywany bez świadomości, że jest stand-upem.

Reżyser, producent i główny wykonawca — Wójt — postawił na formę autorską. Już od pierwszych minut było jasne, że nie mamy do czynienia z konsultacjami, lecz z monologiem motywacyjnym skierowanym do publiczności starannie dobranej poprzez genialny zabieg logistyczny: środowy termin. Coś pomiędzy spotkaniem Amway i sekty religijnej. To rozwiązanie skutecznie ograniczyło udział widzów potencjalnie zainteresowanych zadawaniem pytań, pozostawiając na sali widownię bardziej kompatybilną dramaturgicznie.

Najbardziej zapadającym w pamięć środkiem scenicznym były oklaski inicjowane przez samego głównego aktora, co stanowiło ciekawy eksperyment z zakresu autopoparcia performatywnego. Publiczność mogła obserwować rzadko spotykany moment, w którym artysta sam próbuje budować atmosferę entuzjazmu, nie czekając aż rzeczywistość go w tym wyręczy.

Fabuła spektaklu okazała się zaskakująco prosta: zamiast konsultować — należało przekonać widzów, że bohater chce zorganizować imprezę. Narracja była konsekwentna: argumenty zastąpiono przekonaniem, a dyskusję — perswazją sceniczną. Minimalizm dialogowy należy uznać za świadomy wybór artystyczny.

Prawdziwy aplauz — przynajmniej wśród miłośników surrealizmu i komunizmu — wzbudziła jednak scena ekonomiczna, a może komiczna. A może takie po prostu dwa w jednym. Jeden z prelegentów wygłosił bowiem przełomową tezę, że strata 200 tysięcy złotych jest w istocie zyskiem. Był to moment, w którym spektakl przekroczył granice teatru i wkroczył w obszar metafizyki finansów publicznych zwanej absurdem. Gdyby Salvador Dalí zajmował się budżetem gminy, prawdopodobnie wyglądałoby to właśnie tak.

Na uwagę zasługuje także wątek familijny — symboliczne „wezwanie tatusia”, które wprowadziło element teatru edukacyjnego i przypomniało widzom, że w sztuce, podobnie jak w życiu, zawsze można sięgnąć po wsparcie starszego pokolenia, gdy scenariusz zaczyna się chwiać.

Nie zabrakło podobno również scen improwizowanych o charakterze cielesno-antropologicznym, kiedy jeden z uczestników wykazał nadzwyczajne zainteresowanie anatomią innego dorosłego mężczyzny. Ten fragment przedstawienia trudno interpretować inaczej niż jako desperacką próbę wprowadzenia teatru interaktywnego, choć efekt końcowy bliższy był kabaretowi podmiejskiego festynu niż scenie eksperymentalnej. Ja wolę jednak nie ryzykować i dla bezpieczeństwa będę stał tyłem do ściany.

Po obejrzeniu relacji trudno oprzeć się refleksji, że Gminny Ośrodek Kultury niesłusznie martwi się o swoją dochodowość.

Panie Dyrektorze GOK — oto gotowy hit repertuarowy. Objazdowa wersja spektaklu gwarantuje sukces frekwencyjny. Deklaruję zakup biletu za 50 zł i przyprowadzenie rodziny. Z takim materiałem można bez kompleksów ruszać w trasę — Augustów wydaje się naturalnym kierunkiem ekspansji artystycznej.

Największym osiągnięciem twórców jest jednak coś innego: udało się stworzyć spektakl, w którym rzeczywistość została całkowicie podporządkowana narracji sukcesu. Logika fabularna została poświęcona na rzecz przekazu, a dialog — na rzecz monologu.

I choć przedstawienie reklamowano jako konsultacje społeczne, widzowie otrzymali coś znacznie ambitniejszego: pełnowymiarowy teatr samozadowolenia.

Ocena krytyczna:

⭐⭐⭐⭐⭐
(za odwagę w redefiniowaniu pojęć: konsultacja, strata i rzeczywistość).

A teraz poważniej. Dlaczego mówię, że jeżeli informacje się potwierdzą to mamy do czynienia z socjologicznym praniem mózgu. Sami sobie odpowiedzcie czy wykształcony w swoim fachu przedstawiciel handlowy może zrobić coś takiego:

  1. Manipulacja (Pranie mózgu): Wykorzystywanie ukrytych intencji, presji emocjonalnej i psychicznej, by zmusić do określonego zachowania (np. izolacja od krytycznych opinii).

2. Techniki „Prania Mózgu” na Spotkaniach
Spotkania wiejskie, mogą wykorzystywać techniki przypominające kontrolę umysłu:

  • Monopolizacja uwagi: Tworzenie „bańki”, w której liczy się tylko przekaz lidera/trenera.
  • Emocjonalny rollercoaster: Intensywne wzbudzanie pozytywnych emocji (euforia) przeplatane z poczuciem winy („nie chcesz dobrze dla Gminy”, klaskanie aby wzbudzić pozytywne odczucia).
  • Odrzucenie krytyki: Wszelkie wątpliwości są traktowane jako „negatywne myślenie” lub brak wiary.
  • Efekt grupy: Społeczny dowód słuszności – presja otoczenia, w którym wszyscy są entuzjastycznie nastawieni (trzeba tylko, aby przyszli „swoi” lub ludzie poddający się presji). 

3. Kiedy motywacja staje się szkodliwa?
Warto zachować czujność, gdy:

  • Pojawia się „toksyczna pozytywność” – zakaz poddawania w wątpliwość zdania lidera lub zgłaszania innego spojrzenia.
  • Trener/lider stosuje krytykę osobistą innych osób, aby wzbudzić poczucie winy i wstydu przed pozostałymi obecnymi.
  • Presja na osiąganie wyników powoduje lęk i utratę relacji z bliskimi.

Czy zachowaliście czujność? Z moich informacji, może błędnych, wynika, że nie. Poszliście jak owieczki na rzeź, zgodnie z planem. W 100%.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *