Kroniki Królestwa Płaska. Saga o Michale Pierwszym

Oto saga o Michale, synu Ambicji, zwanym Pierwszym.

W owych czasach władał on niewielką krainą jezior, lasów i bagien, którą przodkowie zwali Płaską.

Michał był człowiekiem młodym, a jak mówią starzy skaldowie, młodość sama w sobie nie jest wadą.

Wadą staje się dopiero wtedy, gdy człowiek pomyli własne odbicie w wodzie z mądrością.

A że przeglądać się lubił nad wyraz, tedy z każdym odbiciem przybywało mu przekonania o własnej nieomylności.

Michał lubił wielkie zgromadzenia ludu.

Lubił przemawiać przy ogniach.

Lubił słuchać pieśni o sukcesach.

Lubił także, gdy pieśni te opowiadały o nim samym.

Nie miał jeszcze parcia na szkło, gdyż szkła jeszcze nie było, alem gdyby było to parłby na nie mocniej niźli na mury grodu swego.

Nie lubił natomiast ludzi, którzy przychodzili z niewygodnymi wieściami.

Gdy wojownik mówił:

— Panie, studnie są zatrute.

Michał odpowiadał:

— Nie czas teraz na studnie. Trwa święto.

Gdy skarbnik mówił:

— Panie, skarbiec pustoszeje.

Michał odpowiadał:

— Nie czas teraz na skarbiec. Trwa festiwal.

Gdy starzec mówił:

— Panie, lud zaczyna szemrać.

Michał odpowiadał:

— Nie czas teraz na lud. Trwa promocja krainy.

A gdy heroldowie przynosili pergaminy z pieczęciami strażników zdrowia, Michał nie pytał, co jest w środku.

Pytał jedynie, czy naprawdę trzeba pokazywać je ludziom.

I tak mijały kolejne księżyce.

Aż pewnego dnia mieszkańcy zauważyli rzecz osobliwą.

Im mniej mówiono o krainie Płaskiej, tym częściej mówiono o wielkim święcie zwanym Rock Water.

Znaki święta wisiały na bramach.

Znaki święta wisiały na chorągwiach.

Znaki święta pojawiały się na wozach.

Na scenach.

Na pergaminach.

A z czasem nawet na szatach wojowników wysłanych reprezentować krainę.

Wtedy jeden ze starych skaldów miał powiedzieć:

— Dawniej święta służyły królestwom.

Teraz wygląda na to, że królestwo służy świętu.

Za słowa te nie został wprawdzie wygnany.

Lecz od tej chwili nie zapraszano go już do wielkiej sali.

Tak bowiem postępował Michał Pierwszy.

Nie karał za swoje błędy.

Karał za ich przypominanie.

Ilekroć bowiem coś szło źle, winni byli:

posłańcy,

skaldowie,

wojownicy,

sąsiednie krainy,

pogoda,

los

i dawno zmarli przodkowie.

Nigdy zaś sam Michał.

A przecież wszyscy wiedzą, że człowiek, który twierdzi, że nigdy nie popełnia błędów, najczęściej popełnia ich najwięcej.

Tak zapisano w sadze.

Lecz to nie jest jeszcze jej koniec.

Wiele lat później, gdy uczeni badali stare runy i kroniki Krainy Płaskiej, odkryli rzecz osobliwą.

Michał Pierwszy nie został w nich nazwany Michałem Wielkim.

Nie nazwano go także Michałem Mądrym.

Ani Michałem Budowniczym.

W najstarszych zapisach odnaleziono jedynie krótką wzmiankę:

„Był ostatnim.”

Bo po jego panowaniu gasły światła jedno po drugim.

Zarosły drogi, którymi dawniej chodzili ludzie.

Opustoszały przystanie.

Zmarniały osady.

A mieszkańcy długo wspominali nie to, co zbudował,

lecz to, czego nie zdołał ocalić.

Tak kończy się saga o Michale Pierwszym.

I dlatego starzy skaldowie mawiają:

Łatwo zostać pierwszym.

Znacznie trudniej nie zostać ostatnim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *