
Wójcie zaczyna wrzeć i coraz więcej mieszkańców pyta dziś o jedną prostą rzecz:
za co konkretnie można dostać ponad 16 tys. zł ulgi inwestycyjnej w podatku rolnym?
I nie chodzi tutaj o żadną sensację.
To jest całkowicie normalne pytanie w sytuacji, gdy:
– gmina publikuje nazwisko beneficjenta,
– publikuje dokładną kwotę ulgi,
– ale odmawia podania, czego konkretnie dotyczyła inwestycja.
W odpowiedzi urząd powołał się na art. 13 ustawy o podatku rolnym.
Problem polega jednak na tym, że wskazany przepis dotyczy praktycznie całej kategorii inwestycji kwalifikujących się do ulgi inwestycyjnej.
Ja nie pytałem:
„czy istnieje taka ulga”.
Ja pytałem:
jakiej konkretnej inwestycji dotyczyło przyznane zwolnienie.
To zasadnicza różnica.
Bo mieszkańcy mają dziś pełne prawo wiedzieć:
– jakie inwestycje są kwalifikowane,
– jakie koszty są uznawane przez urząd,
– oraz czy ich własne wnioski były i są oceniane według identycznych kryteriów.
Tym bardziej że coraz częściej słychać głosy, iż gdyby mieszkańcy wiedzieli, że określone wydatki są realnie kwalifikowane przez gminę i nie są odrzucane np. z powodu trudnej sytuacji finansowej samorządu, to wielu rolników zdecydowałoby się na dodatkowe inwestycje.
W końcu możliwość odzyskania 25% kosztów inwestycji jest dla wielu osób bardzo konkretnym impulsem rozwojowym.
Ciekawy jest również punkt 4 odpowiedzi urzędu.
Zapytałem bowiem, czy przedmiotowa ulga nie została odliczona wcześniej niż pozwalają na to przepisy ustawy o podatku rolnym.
I tutaj urząd zasłonił się „tajemnicą skarbową”.
Tylko że moje pytanie nie dotyczyło prywatnych danych podatnika ani wysokości jego zobowiązań.
Pytanie dotyczyło praktycznego stosowania art. 13d ust. 3 ustawy o podatku rolnym, zgodnie z którym:
„zwolnienia i ulgi podatkowe udzielone na wniosek podatnika stosuje się od pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym złożono wniosek”.
W publicznie dostępnych dokumentach decyzja związana z ulgą pojawia się dopiero przy zarządzeniu z dnia 30 kwietnia 2026 r.
Moje pytanie sprowadzało się więc do ustalenia, czy ulga została zastosowana zgodnie z terminami wynikającymi z ustawy.
To nie było pytanie o tajemnicę skarbową.
To było pytanie o prawidłowe stosowanie przepisów prawa przez urząd.
Najbardziej interesujące w całej sprawie jest jednak coś innego.
Urząd sam uznał, że mieszkańcy mogą wiedzieć:
– kto otrzymał ulgę,
– oraz w jakiej wysokości.
Ale gdy pojawia się pytanie:
„za co konkretnie?”,
nagle pojawia się mur tajemnicy.
I właśnie wtedy zaczynają pojawiać się kolejne pytania.
Zwłaszcza że cała sprawa dotyczy osoby powiązanej rodzinnie z Sekretarzem Gminy, a więc sytuacji, w której transparentność działania urzędu powinna być wręcz wzorcowa.
Bo w takich sytuacjach nie wystarczy działać zgodnie z prawem.
Trzeba jeszcze umieć przekonać mieszkańców, że wszystko odbywa się w sposób całkowicie przejrzysty i jednakowy dla wszystkich.
A dziś ta odpowiedź pozostawia raczej wrażenie, że mieszkańcy mogą wiedzieć tylko tyle, ile urząd uzna za wygodne.