

Powiem tak.
Każdy może się pomylić.
Jednak po zakończeniu prac każdy trzeźwo myślący człowiek powinien zauważyć pewną drobną nieścisłość.
Ale dobrze.
Nie czepiajmy się.
W UG Płaska mamy przecież inżynierów dobrze opłacanych, odbierających prace i pieczołowicie kontrolujących stan infrastruktury gminnej.
I nikt tego nie zauważył?
A więc wygląda na to, że mamy dziś w środku wsi odcinek szutrowy od znaku do mostka, gdzie według oznakowania można legalnie jechać 90 km/h.
Jak ktoś chce testować zawieszenie albo amortyzatory, to tylko ulica Plażowa.
Nawet nie trzeba wyjeżdżać ze wsi.
Jest takie bardzo brzydkie powiedzenie o tym, jak blisko siebie leżą Płaska i Gorczyca.
Wójt najwyraźniej postanowił, aby słowo ciałem się stało.
Patrząc jednak na ustawienie znaków, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze organizacja ruchu, czy już jakaś samorządowa sztuka współczesna.
I wtedy przypomniała mi się pewna przypowieść:
I stało się, że podróżny jechał drogą między Płaską a Gorczycą.
A gdy ujrzał znaki przy drodze, zatrzymał się i rzekł:
„Panie, dokąd ja właściwie wjeżdżam?”
I spojrzał najpierw na jedną tablicę,
a potem na drugą,
i zmieszał się bardzo.
Albowiem znaki mówiły mu jednocześnie:
„Wjeżdżasz do Płaskiej”
i:
„Wjeżdżasz do Gorczycy”.
Tak więc podróżny w jednej chwili
wjechał do dwóch miejscowości naraz.
A gdy zawrócił i spojrzał z drugiej strony,
ujrzał znowu dwa końce.
I wyjechał jednocześnie
z Płaskiej
i z Gorczycy.
Wtedy podróżny zapytał:
„Któż uczynił rzeczy tak przedziwne?”
A starsi gminy odpowiedzieli:
„Nie wiemy.
Znaki zostały postawione,
odebrane,
podpisane
i trwają tak już od dawna, więc się uprawomocniły”.
I zdumiał się podróżny jeszcze bardziej.
Bo zrozumiał,
że większym cudem od źle ustawionych znaków
jest to,
iż przez tyle miesięcy nikt nie zauważył,
że stoją odwrotnie.
I pomyślał w sercu swoim:
„Zaprawdę, syn cieśli musiał bardziej umiłować symbolikę niż poziomicę”.