UWAGA PONIŻEJ OBIECANA AKTUALIZACJA
Wieczorem opublikuję poniżej materiał, na podstawie rozmowy z Sanepidem.
Będzie o tym:
- jak od tygodni próbuje się wmówić ludziom, że wszystko jest „pod kontrolą”.
- co naprawdę dzieje się z wodą w Płaskiej,
- czy mieszkańcy dostają tylko fragmenty informacji,
- czego brakuje w oficjalnych komunikatach,
Czyli w skrócie, co ukrywa Wójt Skubis.
Wygląda, że ktoś robi mieszkańców, mówiąc bardzo kolokwialnie, w bambuko.
I wygląda na to, że robi to już od dłuższego czasu.
Ciąg dalszy wieczorem.
A więc ruszamy — z prądem wody, siłą wodociągu, oporem glinu i stacją uzdatniania, która od 6 tygodni najwyraźniej prowadzi eksperyment społeczny na mieszkańcach.

Po rozmowie z Sanepidem możemy powiedzieć coś więcej. A więc tak — mówię to z pełną świadomością — Wójt wg mnie dla własnych celów okłamuje mieszkańców. I nieważne, czy robi to poprzez ukrywanie dokumentów, przemilczanie niewygodnych informacji czy przedstawianie faktów w sposób wybiórczy. Jeżeli mieszkańcy nie dostają pełnego obrazu sytuacji, to jest to po prostu kłamstwo.
A że sprawa dotyczy zdrowia mieszkańców? No cóż. Od dawna mam wrażenie, że zwykły mieszkaniec interesuje tę władzę wyłącznie wtedy, kiedy trzeba zrobić zdjęcie do internetu albo pochwalić się „sukcesem”. Jestem dziwnie spokojny, że syn Wójta raczej nie pije codziennie tej wody.
1. Gruszki i pierwszy problem
Zacznijmy od faktu numer jeden.
30 kwietnia Sanepid poinformował o zakończeniu postępowania administracyjnego poprzez wydanie decyzji warunkowej dla wodociągu w Gruszkach.
I teraz proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz:
ta informacja nie pojawiła się wtedy na stronie gminy.
Dlaczego?
Bo gmina już dzień wcześniej posiadała wyniki prywatnych badań, zrobionych przez Wójta, wskazujące poziom aluminium w Gruszkach poniżej normy. 4 maja Pan Nasewicz z właściwą sobie pewnością ogłosił sukces na stronie BIP Płaska, publikując wynik 0,0793 mg/L.
Plan był prosty:
przeczekać problem, nic nie mówić mieszkańcom, a kiedy Sanepid potwierdzi poprawę — ogłosić sukces i wrócić do przecinania wstęg.
Tyle że wtedy pojawiła się Płaska.
I nagle ktoś chyba zrozumiał, że sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Bo jeśli w Gruszkach, po badaniach sprawdzających Sanepidu, które właśnie organ zapowiedział, wyniki okażą się dramatycznie złe jak w Płaskiej, to mieszkańcy zaczną zadawać pytania:
- od kiedy problem trwa,
- kto o nim wiedział,
- i dlaczego wcześniej nikt nie alarmował ludzi.
Dlatego 7 maja — tydzień po decyzji Sanepidu — nagle na stronie pojawia się komunikat.
Przypadek?
Ja w przypadki już dawno przestałem wierzyć.
2. Płaska i wynik, którego nie da się logicznie wyjaśnić
A wszystko zaczęło się właśnie od Płaskiej.
Wójt zlecił prywatne badanie wody. Według informacji, które krążą po gminie, wynik miał wskazywać około 0,04 mg/L aluminium. Na tej podstawie urząd miał poinformować Sanepid, że sytuacja jest już opanowana.
Tylko że Sanepid nie uwierzył na słowo i wykonał własne badanie sprawdzające.
I wtedy okazało się, że poziom aluminium wynosi 0,335 mg/L.
Czyli ponad 11 razy więcej niż sugerował UG Płaska.
Powiedzcie mi uczciwie:
czy ktoś wierzy, że taka różnica bierze się „przypadkiem”?
Bo żeby uwierzyć w taki scenariusz, trzeba byłoby założyć, że:
- stacja uzdatniania działa kompletnie losowo,
- nikt nad niczym nie panuje,
- a siarczan glinu sypany jest na chybił trafił.
Nawet pięcioletnie dziecko widzi, że coś tutaj się nie zgadza.
Sanepid chce teraz weryfikować również wyniki przedstawiane przez gminę w Gruszkach. Bo chyba nawet oni przestali już ufać temu, co pokazuje urząd.
I mam wrażenie, że ktoś bardzo boi się tej weryfikacji.
3. Gdzie są decyzje Sanepidu?
Wójt posiada dwie decyzje Sanepidu:
- Nr 6/D/HK/2026 z dnia 29.04.2026 r. dotycząca Gruszek,
- oraz Nr 7/D/HK/2026 z dnia 7.05.2026 r. dotycząca Płaskiej, Gorczycy i Strzelcowizny.
Mieszkańcy tych dokumentów nadal nie widzieli.
Nie ma ich na BIP.
Nie ma pełnych treści decyzji. Nie ma nawet fragmentów decyzji.
Nie ma informacji o warunkach nałożonych przez Sanepid.
A przypomnę, że właśnie tam znajdują się najważniejsze informacje:
- jakie zagrożenia stwierdzono,
- jakie działania nakazano,
- oraz jakie warunki musi spełnić gmina.
Nawet sam Sanepid jest mocno zdziwiony sposobem komunikowania się urzędu z mieszkańcami. Bo wcześniej takie decyzje były publikowane normalnie.
Dzisiaj nagle stają się tajemnicą. Do tego ponad 2 tygodniowe opóźnienia w publikowaniu informacji niezbędnych dla zdrowia.
Powiem więc wprost:
jeżeli do weekendu te dokumenty nadal nie zostaną opublikowane, to mieszkańcy będą mieli pełne prawo uznać, że Wójt Skubis celowo ukrywa niewygodne informacje. I jeżeli coś się stanie to musi pamiętać, że gmina tego nie zapomni. Bo te dokumenty należą do nas mieszkańców. To my utrzymujemy tę gminę, to my płacimy mu pensję i na koniec to my w końcu pijemy tę wodę i cierpimy za jego błędy.
4. Dlaczego to wszystko jest tak ważne
W samym Sanepidzie przyznają, że przy takim czasie ekspozycji i takich stężeniach aluminium zaczyna pojawiać się problem długofalowego wpływu na organizm człowieka. Zwłaszcza dotyczy to dzieci, kobiet w ciąży czy też osób mających chore nerki.
Tak — Sanepid nadal pozwala warunkowo korzystać z tej wody. Ale właśnie słowo „warunkowo” jest tutaj kluczowe.
Bo to nie jest komunikat:
„wszystko jest świetnie”.
To jest komunikat:
„jest problem, ale próbujemy nim zarządzać”.
I właśnie dlatego decyzje Sanepidu są tak ważne.
Bo tam zapisane są warunki, ograniczenia i obowiązki gminy.
5. Jak doprowadzono do obecnej sytuacji
A teraz zobaczmy, jak wygląda prawdziwy mechanizm działania tej gminy. Najpierw wielkie wizje. Potem przecinanie wstęg, zdjęcia, wywiady, radio, internet i opowieści o „historycznych inwestycjach”. A później przychodzi rzeczywistość i okazuje się, że wszystko było robione bardziej pod PR niż pod mieszkańców.
Wójt zaplanował wodociąg i kanalizację dla Wysokiego Brzegu . Na mój stan wiedzy na Wysokim Brzegu nie mieszka praktycznie żaden normalny mieszkaniec gminy. Dla kogo dopowiedzcie sobie sami. Ale inwestycja była. Były zdjęcia. Były uśmiechy. Było wciskanie się między notabli z powiatu i województwa. Wszystkim opowiadano, jakie to genialne i praktycznie „za darmo”. Pamiętajcie, ze dla Suchej Rzeczki, jak mówi Sołtys, pieniędzy już zabrakło na zrealizowanie całego wodociągu.
No i przyszło zderzenie z rzeczywistością.
Województwo kazało oddać dotację i jeszcze dołożyć karę za brak profesjonalizmu. Około 600 tysięcy złotych wyparowało.
Potem wyszło, że wodociąg w Gorczycy jest w takim stanie, że trzeba go ratować kolejnymi pieniędzmi. Najpierw miało być około 100 tysięcy. Potem podobno zrobiło się 200 tysięcy, a stan instalacji nadal jest tragiczny.
W zimie gospodarstwo pomocnicze podobno nie dawało sobie rady z odmrażaniem wodociągów, więc trzeba było brać zewnętrzne firmy. Koszty tych „przygód” są już lokalną tajemnicą poliszynela.
A już absolutnym hitem jest sposób posadowienia wodociągu przy Prądzyńskiego. Podobno były ostrzeżenia, były pisma, były uwagi. Ale jak ktoś więcej czasu spędza na gonieniu za Pokémonami, robieniu PR-u i objeżdżaniu lokalnych stacji radiowych niż na pilnowaniu inwestycji, to później właśnie tak to wygląda.
I teraz naprawdę nie dziwcie się, że zaczyna brakować pieniędzy na normalne funkcjonowanie stacji uzdatniania wody. Bo kiedy przez dwa lata pieniądze i energia idą na gaszenie własnych błędów, poprawianie fuszerek i ratowanie źle przygotowanych inwestycji, to później nagle okazuje się, że podstawowe rzeczy zaczynają się sypać.
A przypomnę — mówimy tylko o wodzie.
Nie wspominam nawet o:
- oddawaniu wyremontowanego majątku,
- drogach donikąd,
- historii z remizą,
- czy dojrzewającym problemie remontu szkoły.
I to jest właśnie najbardziej przerażające.
Bo problemem tej gminy przestał być pojedynczy błąd.
Problemem stał się cały styl zarządzania:
najpierw propaganda sukcesu, potem chaos, a na końcu mieszkańcy płacą rachunek.