Niedzielne przemyślenia część pierwsza. Część druga za 3h

Niedziela. Miało być spokojnie. Wyszło jak zwykle.

Człowiek myśli: pojedzie do Strzelcowizny, msza, spacer, świeże powietrze. A tu przy okazji trafia na lokalne „case study” pt. jak zmienia się narracja, kiedy zmienia się stanowisko.

Parking przy kościele — pamiętacie temat?
No właśnie. Zobaczyłem go pierwszy raz. Ten sam, który jeszcze w 2024 roku był przykładem wszystkiego, co złe. Katarzyna Tomczyk grzmiała, krytykowała, wytykała poprzedniej władzy.

A dziś?
Cisza. Spokój. Projekt sama zrealizować, nie patrząc na prawne defekty i nagle jakby temat mniej przeszkadzał.

Widocznie beton szybciej twardnieje niż poglądy.

Sam parking?
Powiedzmy tak: gdyby to była wizytówka inwestycji, to raczej taka, którą trzyma się w szufladzie. Najlepiej wyszło dojście do kościoła — reszta wygląda, jakby zabrakło albo pomysłu, albo chęci, albo jednego i drugiego.

Ale to jeszcze nic. Przejdźmy do rzeczy poważniejszych.


Krążą informacje, że pani zastępca wójta żegna się ze stanowiskiem.

Oficjalny kontakt z zainteresowaną i … — wiadomo — „nie można potwierdzić ani zaprzeczyć”.
Czyli klasyka: wszyscy wiedzą, nikt nie mówi. Chociaż mądrej głowie dość po słowie.

I teraz najlepsze.
Bo jeśli ktoś próbuje sprzedać historię o przeciążeniu obowiązkami i trosce o profesjonalizm… to naprawdę trzeba mieć dużo dobrej woli, żeby w to uwierzyć. Chyba, że dochodzą czynniki o których się nie mówi.

Zakres obowiązków znany od maja 2025.
Minęło 11 miesięcy.
I nagle: „to jednak za dużo”?

To co się zmieniło — obowiązki czy rzeczywistość?

Sukcesy zastępcy? No właśnie.
Bo były dwa główne przekazy Naszego miłościwie panującego Michała Skubisa.

Pierwszy: podniesienie bezpieczeństwa Gminy.
Tylko że jakoś mieszkańcy nadal widzą to samo co wcześniej — hałas, crossy, policja przyjeżdża do nas tylko na spacer i brak realnej reakcji.

Drugi: wielkie dofinansowanie na wodociąg.
Brzmi dobrze, dopóki nie zapyta się: dla kogo konkretnie?

Bo z tego co widać, pieniądze popłynęły głównie do:

  • Nadleśnictwa Szczebra
  • i kilku gospodarstw w Wysokim Brzegu

Powiedzmy to wprost — większość tych pieniędzy nie trafiła do mieszkańców gminy. Raczej końcówka.
Tak po prostu. Bez owijania.

Za końcówkę środków udało się dociągnąć wodociąg do Suchej Rzeczki. Sukces? No prawie.

Bo na uroczystym otwarciu sam sołtys powiedział wprost, że połowa sołectwa nadal nie ma dostępu do wody z wodociągu.

Serio.
XXI wiek. Podlasie. Polska. Woda — dalej luksus.

Ale spokojnie — przecież był odbiór, była wstęga, zdjęcia pewnie też były. Czyli wszystko się zgadza.

Tylko rzeczywistość jakby mniej współpracuje z narracją.

Panie Wójcie, wszyscy wiemy, jak to powinno wyglądać.
Najpierw woda dla wszystkich mieszkańców Suchej Rzeczki.
Dla wszystkich !!!!!!

A dopiero potem — jeśli coś zostanie — można się bawić w inne inwestycje.

Tymczasem wyszło trochę odwrotnie.

Bo na Wysokim Brzegu, gdzie trafiła większa część środków, naprawdę trudno uwierzyć, że bez tej inwestycji świat by się zatrzymał. Kanalizacja? Oczywiście, że potrzebna. Ale może niekoniecznie kosztem ludzi, którzy do dziś nie mają podstawowego dostępu do wody.

Zwłaszcza że — umówmy się — mieszkańcy Wysokiego Brzegu mają dokładnie taką samą przemianę materii jak reszta gminy.
I jakoś ponad 2000 mieszkańców radzi sobie bez kanalizacji.
Z szambami. Z oczyszczalniami. Da się. A kanalizacji żaden mieszkaniec Gminy, który ma obecnie ponad 18 lat nigdy nie zobaczy. NIGDY !!!!

Ale w Suchej Rzeczce?
Tam dalej nie da się odkręcić kranu i mieć wody.

Priorytety się komuś pomieszały. Najwyraźniej.

No i pojawia się pytanie, którego nikt oficjalnie nie zada.
Dlaczego proporcje wydatków wyglądały właśnie tak?

Czy to była kwestia decyzji inwestycyjnych…
czy może — nazwijmy to delikatnie — „relacji” i „wdzięczności”?

Bo jeśli ktoś zaczyna się zastanawiać, czy chodziło o jakieś zobowiązania ……….. albo odwdzięczenie się za różne formy wsparcia — na przykład przy projektach typu Rock Water — to naprawdę trudno się dziwić.

Tylko że wtedy pojawia się kolejna refleksja:

czy to był dobry interes dla gminy…
czy tylko dla wybranych?

Bo jedno trzeba przyznać —
dla mieszkańców Suchej Rzeczki efekt jest dość jednoznaczny:

woda nadal nie dla wszystkich.

Ale za to narracja — pełen sukces.

Czyli tam, gdzie potrzeby — delikatnie mówiąc — nie są najbardziej palące.

A w tym samym czasie w Suchej Rzeczce ludzie dalej nie mają wodociągu.
Ale spokojnie — na papierze wszystko się zgadza.

Do tego dochodzi drobny szczegół:
zwrot prawie 600 tysięcy złotych i ponad 30 tysięcy odsetek, które zapłaciliśmy i jak słyszę nikt się nie poczuwa do ich zwrotu. Tutaj sprawdza się stara zasada. Sukces ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą.

Ale wiadomo — w urzędzie to pewnie też jakiś „nietypowy sukces”.

I tu dochodzimy do rzeczy, która naprawdę daje do myślenia.
Czyli ocen ludzi.

Bo pamiętam bardzo dobrze, jak pewna Pani Katarzyna wypowiadała się na przykład o pani J. która zajmowała się przetargami. Krytyka była ostra, momentami wręcz bezlitosna.

Tylko że z mojej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej.

Ja panią J zapamiętałem jako osobę, która:

  • robiła swoje,
  • pomagała mieszkańcom,
  • i naprawdę starała się ogarniać sprawy najlepiej jak potrafiła.

W piatek usłyszałem, że Pani D. jest na etapie uczenia, a z kontekstu wynikało, że nie ogarnia samodzielnie. Ja odniosłem wrażenie, że jest to miła osoba, która chce coś osiągnąć i się nauczyć, czego jej szczerze życzę. Jeśli czegoś nie wie — to od czego są szkolenia? Bo z tego co pamiętam, problemem było raczej to, że nikt zarówno jednej jak i drugiej Pani na takie szkolenia nie wysyłał.

Więc pytanie jest proste:
czy problem jest w pracownikach… czy w tym, jak zarządza się ludźmi?

Dziś, patrząc na efekty, odpowiedź zaczyna się rysować sama.

A skoro już o kadrach mowa — pamiętacie „super specjalistę” od przetargów?
Tak, tego od zamówień publicznych, który wygrał konkurs w lutym. Na BIP Płaska dalej jest rozstrzygnięcie konkursu.

Nawet co niektórzy na Linked In się trochę poreklamowali, że mają dobrą fuchę

Oficjalna opinia Wójta Michała Skubisa o wybranym kandydacie brzmiała jak z podręcznika HR:
pełne kwalifikacje, świetne predyspozycje, idealny kandydat.

Tylko że w praktyce jakoś trudno zauważyć te spektakularne efekty.

I znowu wraca to samo pytanie:
czy problemem są ludzie… czy decyzje o ich zatrudnianiu?

Bo mieszkańcy nie żyją komunikatami.
Mieszkańcy widzą efekty.

A tych — mimo całej tej pięknej narracji — jakoś wciąż za mało.

A tak zupełnie na koniec. Za poprzedniego Wójta były dwa naczelne etaty, Wójt i Sekretarz. Teraz doszedł do tego Zastępca i zwiększone zatrudnienie w Gminie. I się nie wyrabiają ? Bo kosztuje nas na pewno ta sama praca o wiele więcej.

Wójcie parcie na szkło, tiktok czy FB to nie jest realna praca, a zwykły lansik. Z tej mąki chleba nie będzie. Będą tylko tak jak teraz: bałagan w urzędzie, długi gminy, kasa dla wybranych i powiększająca się degradacja, degrengolada i w skrócie bieda.

Czy ktoś zauważy zmianę dynamiki na zdjęciu poniżej? Czekam na komentarze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *