
Miało być spokojnie, ale jak zwykle — wyszło ciekawie.
Bo kiedy człowiek zaczyna patrzeć trochę uważniej, to nagle okazuje się, że życie gminne przypomina bardziej spektakl niż zarządzanie.
Z podziałem na role, scenę i — co najważniejsze — widownię.
Zacznijmy od sceny. Dosłownie.
Rock Water.
Wójt się wycofał. I bardzo dobrze. Każdy powinien robić to, w czym jest najlepszy.
Jedni ogarniają zaplecze, inni dobrze wychodzą na zdjęciach.
Scena, mikrofon, flesze — to jego życie i jedyna droga, więc niech tak zostanie.
Organizacja, odpowiedzialność i dopinanie szczegółów — to już trochę inna bajka.
Zostaje tylko jedno pytanie, które zawsze wraca jak bumerang: kto będzie odpowiadał, jeśli coś się posypie? Kozioł ofiarny być musi, więc niedługo się okaże.
Bo doświadczenie życiowe podpowiada prostą zasadę: sukces ma wielu ojców, a porażka… bardzo szybko zostaje adoptowana przez ciszę.
Pan Grzegorz na FB wydał oświadczenie? Piękne, wyciskające łzy z powodu jego straty tzn. wyrzucenia na zbity … .
Przekazanie, rozwój, nowe standardy, ograniczony czas — wszystko brzmi jak podręcznik do zarządzania. A między wierszami?
„oddaję stery, ale nie wypuszczam ich do końca z ręki”
Na wszelki wypadek. Bo może zawalą i wrócę na białym koniu jako zbawiciel. Bo życie lubi robić zwroty akcji.
Zejdźmy ze sceny na asfalt.
Remont ulicy 3 Maja. Świetnie. Każdy remont cieszy.
Tylko pojawia się drobny szczegół: dlaczego akurat ta ulica?
Bo jeśli zestawić:
- 70 adresów przy 3 Maja
- 250–300 przy Orlej
i dorzucić stan nawierzchni… to nagle matematyka przestaje być nauką ścisłą.
Orla — w piątek mogliśmy zobaczyć jak działa łopata, asfalt na zimno i modlitwa, żeby wytrzymało do zimy.
3 Maja — spotkania, plany, rozmowy.
Czyli klasyczny przykład tego, że priorytety to pojęcie bardzo… elastyczne.
Bo dobry gospodarz zaczyna od tego, co najbardziej zniszczone i najbardziej potrzebne.
Chyba że stosujemy inną szkołę zarządzania najpierw wygoda jednej osoby, potem reszta
A teraz część, w której zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Trzy tematy z gatunku „remontowo-inwestycyjno-zaniedbaniowego”.
1. Szkoła i niewidzialni podwykonawcy
Remont się kończy. Firma kończy. A właściwie — kończą podwykonawcy.
Ci sami, których — jak twierdzi Wójt — „na budowie nie ma”.
To ciekawe, bo ja ich widzę. Regularnie.
Więc mamy dwie opcje albo mam halucynacje albo ktoś trochę przesadza z rzeczywistością
Przyjrzałem się zewnętrznemu wykonaniu i powiem tak:
zaczynam rozumieć, skąd się biorą te wszystkie „plotki” o potencjalnych problemach z odbiorem. Bo czasem plotka to po prostu fakt, który jeszcze nie zdążył przejść przez oficjalne kanały. No ale spokojnie — zawsze istnieje opcja, że wszystko zostanie uznane za idealne.
Zwłaszcza jeśli rzeczywistość trzeba będzie lekko… dopasować albo w trakcie poszukiwań sponsora na Rock Water.
A że przy okazji koszty wzrosły o 100 tysięcy przy stałej umowie i inflacji na poziomie 3,6%?
No cóż. Widocznie matematyka też ma swoje lokalne odmiany.
2. Wodociąg — czyli jak 100 robi się 200
Wymiana wodociągu.
Z 100 tysięcy robi się 200 000 zł ? Panie Wójcie naprawdę? 100%b niedoszacowania albo krótkie zajrzenie do wykopu i stwierdzenie, ze jest bardzo źle. Panie Wójcie mam rację ? Mamy potencjalny wydatek, a kasy nie ma ?
Pytanie brzmi czemu taki wzrost. Stanie Wójt w prawdzie i powie ?
co dokładnie się wydarzyło?
Bo możliwości jest kilka:
- ktoś źle policzył
- ktoś czegoś nie doczytał
- albo rzeczywistość znowu okazała się „bardziej skomplikowana”
- Rock Water ?
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że efekt widzą wszyscy, ale odpowiedzialność — jak zwykle — znika gdzieś po drodze.
3. Remiza i gra losowa
Remiza.
Minęło trochę czasu od 31 grudnia 2025 roku, gdy obiecał Pan sprawdzić, gdy powiedziałem Panu przy prawniku że zawaliliście..
Czy już wiemy, kto zawalił sprawę i dlaczego nie skorzystano z polisy OC sprawcy? Przegapiliśmy terminy ? Czy nadal gramy w klasyczną gminną grę kto ostatni dotknie tematu, ten przegrywa?
Bo na razie wygląda to jak losowanie:
entliczek-pentliczek… Na kogo wypadnie — ten będzie winny.
A jak się dobrze poszuka, to zawsze znajdzie się ktoś, kto „bardziej pasuje”.
Na końcu zawsze zostaje to samo:
Na papierze — sukces.
W komunikatach — rozwój.
W rzeczywistości — coraz więcej znaków zapytania.
I może właśnie dlatego coraz więcej osób przestaje słuchać tego, co Pan mówi.
A zaczyna patrzeć na to, co Pan robi. Bo to drugie — w przeciwieństwie do narracji — trudniej przykryć. Nawet dywanem.