Władza to nie tylko możliwość podejmowania decyzji. Władza to również narkotyk. Upaja, podnosi poziom adrenaliny i sprawia, że chce się jej coraz więcej. A jeżeli dochodzi do tego parcie na szkło i chęć pokazania się, to działanie narkotyku ulega zwielokrotnieniu.
Obecny wójt najwyraźniej chciałby, aby wszystkie jego błędy czy podejrzewane przekręty zostały zapomniane. Piszę „podejrzewane”, ponieważ wbrew obowiązującemu prawu nie odpowiada on na trudne pytania. A to już samo w sobie jest naruszeniem podstawowych zasad funkcjonowania władzy publicznej i polskiego prawa.
Bazuje przy tym na fakcie, że jego komitet odniósł w ostatnich wyborach spektakularny, choć przez wielu oczekiwany sukces. Poprzedni wójt zdążył bowiem całkowicie odkleić się od rzeczywistości. Jednak młodemu następcy wystarczyły zaledwie dwa lata, aby przebić poprzednika.
Ma on świadomość, że razem z najbliższym zapleczem sprawuje władzę absolutną i niekontrolowaną nie tylko nad duszami mieszkańców, ale także nad ich portfelami — i zdaniem wielu bezwstydnie to wykorzystuje.
Gdyby próbować podsumować tę kadencję w kilku punktach, można wskazać kilka powtarzających się cech:
- kłamstwo i oszustwo zamiast partnerstwa i uczciwości wobec mieszkańców,
- obciążanie mieszkańców kosztami, które zdaniem wielu są nadmierne i wynikają z łamania prawa lokalnego lub krajowego,
- rozdawanie majątku gminy, zwłaszcza tego najcenniejszego i będącego w bardzo dobrym stanie,
- lekceważenie bezpieczeństwa mieszkańców poprzez karygodne, irracjonalne i — zdaniem krytyków — całkowicie niezgodne z prawem ignorowanie obowiązkowych kontroli,
- niedbałość o majątek gminy i inwestycje oraz wchodzenie w relacje, które są niekorzystne dla mieszkańców.
- poprawiania losu wybranych i nierównego traktowania mieszkańców Gminy
Problem polega na tym, że dyletanctwo, złodziejstwo i patologia bardzo rzadko są nazywane po imieniu. Do pewnego stopnia to rozumiem.
Często słyszę od ludzi: „Co ja mogę zrobić? Jeszcze będę miał w gminie problemy. Albo ktoś z rodziny straci pracę w nadleśnictwie”.
Rozumiem te obawy i nikogo za nie nie oceniam.
Pamiętam, jak mając około czternastu lat, kazano nam napisać rozprawkę na temat lektury „Niemcy” Leona Kruczkowskiego. Wszyscy pisali źle o głównym bohaterze. Ja skupiłem się na realiach czasu. Zwracałem uwagę, że dziś łatwo jest oceniać z perspektywy pokoju, ale w czasie wojny postawy ludzi są często determinowane są strachem i chęcią przetrwania.
Ale odbiegłem od tematu.
Obecny wójt jest — w mojej ocenie po przeanalizowaniu faktów i zarzutów — osobą wykazującą poważne deficyty moralne, braki w wiedzy oraz niewielką dbałość o dobro wspólne. Ma naturę narcystyczną, co przejawia się w przekonaniu o własnej nieomylności oraz chęci ukrycia niewygodnych faktów. W swoim działaniu jest gotów iść po trupach, aby osiągnąć cel. Jest gotów kłamać, oszukiwać, kraść i łamać prawo.
Jak na tak młodego człowieka, jest to naprawdę imponujący katalog negatywnych cech.
Piszę to otwarcie. Liczę nawet trochę na to, że wójt pokaże charakter i zdecyduje się wnieść przeciwko mnie pozew cywilny. Wtedy wszyscy będą zadowoleni. Jego ojciec — który podobno na jednym z zebrań wiejskich poszukiwał „jaj” — wreszcie będzie mógł je odnaleźć i spełnić swoje najskrytsze fantazje, a ja stanę przed sądem. Będzie to o tyle ważne, że pozwoli to szybciej ustalić, czy mam rację, twierdząc, że wójt jest kłamcą i złodziejem.
Panie Wójcie Michale Skubis odwagi. Albo jestem kłamcą i Pan mnie pozywa albo piszę prawdę o Panu i siedzi Pan cichutko.
Na razie toczy się pierwsza sprawa.
Złożyłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zażalenie na decyzję w sprawie podatku od odpadów na rok 2025. Procedura wygląda tak, że wniosek wysyła się do urzędu gminy, a dopiero później urząd przekazuje go dalej do SKO.
Wyobraźcie sobie jednak, że urząd gminy dołączył do tego dokumentu własną opinię, która sprowadza się do jednego: że nie mogę się skarżyć, ponieważ rzekomo nie mam odpowiednich pełnomocnictw.
Nie ma odniesienia do przepisów prawa. Jest tylko argument formalny.
Okazało się, że dokumenty złożone w 2023 roku… zaginęły.
Dziwne, bo przez cały rok 2025 prowadzona była korespondencja tak, jakby pełnomocnictwa istniały. Dopiero gdy sprawa trafiła na drogę sądową, nagle przestały istnieć. Zaginęły. Bardzo ciekawy termin zaginięcia.
Powstaje więc pytanie: czy w 2025 roku urząd działał tak, jakby pełnomocnictwa były ważne, a później uznał, że jednak ich nie ma? To kiedy urząd łamał prawo? Wtedy gdy w 2025 roku ze mną korespondował i podawał zastrzeżone dane czy wtedy gdy napisał, że pełnomocnictwa nie ma.
To ma być ta „prawilność”? To jest uczciwość Wójta Skubisa.
Wójt najwyraźniej nie rozumie, że po ostatnich jego numerach sprawa stała się dla mnie osobista.
Może próbować uwalić sprawę przed SKO z powodów formalnych. Jednak dokumenty i tak trafią do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. A tam — moim zdaniem — będzie to raczej krótki temat. Mam nadzieję, iż wówczas potakiwacze i klakierzy z Wspólnej Sprawy każą zapłacić z własnej kieszeni Wójtowi Skubisowi z tytułu kosztów prawnych i odsetek dla mieszkańców.
Rozumiem, że chodzi o dotrwanie do maja i do absolutorium. Chodzi o pieniądze.
Nie wierzę nawet, że ta struktura o charakterze wręcz mafijnym nagle się rozpadnie. Ale wierzę, że pieniądze zostaną oddane mieszkańcom, a infamia rozejdzie się po okolicy.
Dlatego pomogę wójtowi w podjęciu decyzji o pozwie wobec mnie.
Moje zarzuty są następujące:
- ukradziono pieniądze mieszkańcom nakazując zapłatę w 2025 roku podatku od odpadów w kwocie wyższej niż wynika to z prawa; mimo rozmów — nawet w obecności prawnika gminy i zgody co do faktu takiego problemu — środki te nie zostały oddane mieszkańcom, a wręcz próbuje się ukryć fakt popełnienia błędu przez pracownika Gminy
- złamano prawo lokalne przy rozliczeniu wody, o doprowadziło do zawyżenia opłat. Jednocześnie na fakturach pojawiły się liczne błędy; uczciwy człowiek rozliczyłby to ponownie i oddał mieszkańcom zagrabione pieniądze,
- mieszkańcom sugerowano, że mają wpływ na organizację jednej z gminnych imprez, choć decyzja została podjęta wcześniej i nawet zakontraktowano już zespoły, Wójt kłamał prosto w oczy obecnym na konsultacjach.
- dla podwyżek wynagrodzenia zrezygnowano z obowiązkowych przeglądów budowlanych, ryzykując bezpieczeństwem mieszkańców oraz pogorszeniem stanu majątku gminy.
To tylko część spraw.
Na marginesie warto przypomnieć pewien epizod z kampanii wyborczej. Kandydat, startując na wójta, w pierwszym zdaniu odwoływał się do swojego ojca i dziadka, sugerując moralność, uczciwość i tradycję.
Dziś — patrząc na to, co dzieje się w gminie — można mieć wątpliwości, czy te słowa dobrze się zestarzały.
Pół żartem, pół serio sprawdziłem też etymologię nazwiska Wójta w internetowym słowniku nazwisk: SKUBIS – Internetowy słownik nazwisk w Polsce (wersja 2.0) (2025-2030), gdzie otrzymujemy rekord:
- od wyrazu pospolitego
- przezwiskowe
Skub-is, od czas. skubać 'wyciągać, wyrywać’ SXVI(w), przenośnie 'okradać’
- przezwiskowe
To oczywiście tylko ciekawostka językowa z której zapewne nie należy wyciągać wniosków, ale pozwala na chwilę przerwy i uśmiechu.
A całkiem poważnie — jeszcze w kwietniu planuję skierować zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w kilku sprawach:
- dotyczących opłat za odpady, Panowie Nasewicz, Zdancewicz i Skubis (jeżeli chodzi o tego pierwszego Pana to swoim działaniem rozumianym jako potwierdzenie nieprawdy w oficjalnym piśmie dopuścił się wykroczeniu przeciw art. 286 par 1 KK oraz 231 KK. co postaram się dowieść)
- dotyczących rozliczeń za wodę, Panowie Zdancewicz i Skubis
- dotyczących niewykonywania obowiązkowych przeglądów budowlanych, Pan Skubis
- dotyczących narażenia zdrowia uczestników maratonu czy też Rock Water, Pan Skubis
Jak zapewne pamiętają uważni czytelnicy, zaproponowałem jakiś czas temu wójtowi debatę online. Pomysł był prosty jak konstrukcja cepa: wójt odpowiada na wszystkie zaległe pytania na piśmie, z którymi od miesięcy zalega, a następnie zaczynamy publiczną dyskusję online w internecie, dostępną dla wszystkich mieszkańców. Bez krzyków, bez przerywania, bez uciekania z sali — tylko fakty, dokumenty i argumenty. Mieszkańcy mogliby spokojnie zapoznać się ze stanowiskiem obu stron i sami wyrobić sobie opinię.
Zasady były naprawdę nieskomplikowane. Najpierw odpowiedzi na pytania, potem debata. Nic więcej.
I proszę sobie wyobrazić — sztab wójta zareagował na tę propozycję z ogromnym entuzjazmem. Od razu podjęto rozmowy, ustalono ramy merytorycznej dyskusji o zgłaszanych problemach i nieprawidłowościach. Obecnie jesteśmy w trakcie dopracowywania szczegółów technicznych transmisji….
……Przepraszam, trochę mnie poniosło.
Rzeczywistość wygląda oczywiście dokładnie odwrotnie. Siedzą cicho jak mysz pod miotłą, udając, że problem nie istnieje. Najwyraźniej najlepszą strategią komunikacyjną jest liczenie na to, że ludzie zapomną, pytania się rozmyją, a sprawy same się rozwiążą.
Bo przecież wiadomo — jeśli o czymś się nie mówi, to znaczy, że tego nie ma. Prawda?
Tak kończy się historia, gdy na wójta wybiera się osobę nieodpowiedzialną o wybujałym ego i mikrej wiedzy.
A prawdziwe zło zawsze boi się dwóch rzeczy:
nazwania po imieniu
oraz tego, że ktoś będzie pamiętać.
Więc będę zbiorową pamięcią.






























