Prawdziwe zło boi się dwóch rzeczy: nazwania po imieniu oraz tego, że ktoś będzie pamiętać czyli rządy Wójta Michała Skubisa

Władza to nie tylko możliwość podejmowania decyzji. Władza to również narkotyk. Upaja, podnosi poziom adrenaliny i sprawia, że chce się jej coraz więcej. A jeżeli dochodzi do tego parcie na szkło i chęć pokazania się, to działanie narkotyku ulega zwielokrotnieniu.

Obecny wójt najwyraźniej chciałby, aby wszystkie jego błędy czy podejrzewane przekręty zostały zapomniane. Piszę „podejrzewane”, ponieważ wbrew obowiązującemu prawu nie odpowiada on na trudne pytania. A to już samo w sobie jest naruszeniem podstawowych zasad funkcjonowania władzy publicznej i polskiego prawa.

Bazuje przy tym na fakcie, że jego komitet odniósł w ostatnich wyborach spektakularny, choć przez wielu oczekiwany sukces. Poprzedni wójt zdążył bowiem całkowicie odkleić się od rzeczywistości. Jednak młodemu następcy wystarczyły zaledwie dwa lata, aby przebić poprzednika.

Ma on świadomość, że razem z najbliższym zapleczem sprawuje władzę absolutną i niekontrolowaną nie tylko nad duszami mieszkańców, ale także nad ich portfelami — i zdaniem wielu bezwstydnie to wykorzystuje.

Gdyby próbować podsumować tę kadencję w kilku punktach, można wskazać kilka powtarzających się cech:

  • kłamstwo i oszustwo zamiast partnerstwa i uczciwości wobec mieszkańców,
  • obciążanie mieszkańców kosztami, które zdaniem wielu są nadmierne i wynikają z łamania prawa lokalnego lub krajowego,
  • rozdawanie majątku gminy, zwłaszcza tego najcenniejszego i będącego w bardzo dobrym stanie,
  • lekceważenie bezpieczeństwa mieszkańców poprzez karygodne, irracjonalne i — zdaniem krytyków — całkowicie niezgodne z prawem ignorowanie obowiązkowych kontroli,
  • niedbałość o majątek gminy i inwestycje oraz wchodzenie w relacje, które są niekorzystne dla mieszkańców.
  • poprawiania losu wybranych i nierównego traktowania mieszkańców Gminy

Problem polega na tym, że dyletanctwo, złodziejstwo i patologia bardzo rzadko są nazywane po imieniu. Do pewnego stopnia to rozumiem.

Często słyszę od ludzi: „Co ja mogę zrobić? Jeszcze będę miał w gminie problemy. Albo ktoś z rodziny straci pracę w nadleśnictwie”.

Rozumiem te obawy i nikogo za nie nie oceniam.

Pamiętam, jak mając około czternastu lat, kazano nam napisać rozprawkę na temat lektury „Niemcy” Leona Kruczkowskiego. Wszyscy pisali źle o głównym bohaterze. Ja skupiłem się na realiach czasu. Zwracałem uwagę, że dziś łatwo jest oceniać z perspektywy pokoju, ale w czasie wojny postawy ludzi są często determinowane są strachem i chęcią przetrwania.

Ale odbiegłem od tematu.

Obecny wójt jest — w mojej ocenie po przeanalizowaniu faktów i zarzutów — osobą wykazującą poważne deficyty moralne, braki w wiedzy oraz niewielką dbałość o dobro wspólne. Ma naturę narcystyczną, co przejawia się w przekonaniu o własnej nieomylności oraz chęci ukrycia niewygodnych faktów. W swoim działaniu jest gotów iść po trupach, aby osiągnąć cel. Jest gotów kłamać, oszukiwać, kraść i łamać prawo.

Jak na tak młodego człowieka, jest to naprawdę imponujący katalog negatywnych cech.

Piszę to otwarcie. Liczę nawet trochę na to, że wójt pokaże charakter i zdecyduje się wnieść przeciwko mnie pozew cywilny. Wtedy wszyscy będą zadowoleni. Jego ojciec — który podobno na jednym z zebrań wiejskich poszukiwał „jaj” — wreszcie będzie mógł je odnaleźć i spełnić swoje najskrytsze fantazje, a ja stanę przed sądem. Będzie to o tyle ważne, że pozwoli to szybciej ustalić, czy mam rację, twierdząc, że wójt jest kłamcą i złodziejem.

Panie Wójcie Michale Skubis odwagi. Albo jestem kłamcą i Pan mnie pozywa albo piszę prawdę o Panu i siedzi Pan cichutko.

Na razie toczy się pierwsza sprawa.

Złożyłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zażalenie na decyzję w sprawie podatku od odpadów na rok 2025. Procedura wygląda tak, że wniosek wysyła się do urzędu gminy, a dopiero później urząd przekazuje go dalej do SKO.

Wyobraźcie sobie jednak, że urząd gminy dołączył do tego dokumentu własną opinię, która sprowadza się do jednego: że nie mogę się skarżyć, ponieważ rzekomo nie mam odpowiednich pełnomocnictw.

Nie ma odniesienia do przepisów prawa. Jest tylko argument formalny.

Okazało się, że dokumenty złożone w 2023 roku… zaginęły.

Dziwne, bo przez cały rok 2025 prowadzona była korespondencja tak, jakby pełnomocnictwa istniały. Dopiero gdy sprawa trafiła na drogę sądową, nagle przestały istnieć. Zaginęły. Bardzo ciekawy termin zaginięcia.

Powstaje więc pytanie: czy w 2025 roku urząd działał tak, jakby pełnomocnictwa były ważne, a później uznał, że jednak ich nie ma? To kiedy urząd łamał prawo? Wtedy gdy w 2025 roku ze mną korespondował i podawał zastrzeżone dane czy wtedy gdy napisał, że pełnomocnictwa nie ma.

To ma być ta „prawilność”? To jest uczciwość Wójta Skubisa.

Wójt najwyraźniej nie rozumie, że po ostatnich jego numerach sprawa stała się dla mnie osobista.

Może próbować uwalić sprawę przed SKO z powodów formalnych. Jednak dokumenty i tak trafią do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. A tam — moim zdaniem — będzie to raczej krótki temat. Mam nadzieję, iż wówczas potakiwacze i klakierzy z Wspólnej Sprawy każą zapłacić z własnej kieszeni Wójtowi Skubisowi z tytułu kosztów prawnych i odsetek dla mieszkańców.

Rozumiem, że chodzi o dotrwanie do maja i do absolutorium. Chodzi o pieniądze.

Nie wierzę nawet, że ta struktura o charakterze wręcz mafijnym nagle się rozpadnie. Ale wierzę, że pieniądze zostaną oddane mieszkańcom, a infamia rozejdzie się po okolicy.

Dlatego pomogę wójtowi w podjęciu decyzji o pozwie wobec mnie.

Moje zarzuty są następujące:

  • ukradziono pieniądze mieszkańcom nakazując zapłatę w 2025 roku podatku od odpadów w kwocie wyższej niż wynika to z prawa; mimo rozmów — nawet w obecności prawnika gminy i zgody co do faktu takiego problemu — środki te nie zostały oddane mieszkańcom, a wręcz próbuje się ukryć fakt popełnienia błędu przez pracownika Gminy
  • złamano prawo lokalne przy rozliczeniu wody, o doprowadziło do zawyżenia opłat. Jednocześnie na fakturach pojawiły się liczne błędy; uczciwy człowiek rozliczyłby to ponownie i oddał mieszkańcom zagrabione pieniądze,
  • mieszkańcom sugerowano, że mają wpływ na organizację jednej z gminnych imprez, choć decyzja została podjęta wcześniej i nawet zakontraktowano już zespoły, Wójt kłamał prosto w oczy obecnym na konsultacjach.
  • dla podwyżek wynagrodzenia zrezygnowano z obowiązkowych przeglądów budowlanych, ryzykując bezpieczeństwem mieszkańców oraz pogorszeniem stanu majątku gminy.

To tylko część spraw.

Na marginesie warto przypomnieć pewien epizod z kampanii wyborczej. Kandydat, startując na wójta, w pierwszym zdaniu odwoływał się do swojego ojca i dziadka, sugerując moralność, uczciwość i tradycję.

Dziś — patrząc na to, co dzieje się w gminie — można mieć wątpliwości, czy te słowa dobrze się zestarzały.

Pół żartem, pół serio sprawdziłem też etymologię nazwiska Wójta w internetowym słowniku nazwisk: SKUBIS – Internetowy słownik nazwisk w Polsce (wersja 2.0) (2025-2030), gdzie otrzymujemy rekord:

  • od wyrazu pospolitego
    • przezwiskowe
      Skub-is, od czas. skubać 'wyciągać, wyrywać’ SXVI(w), przenośnie 'okradać’

To oczywiście tylko ciekawostka językowa z której zapewne nie należy wyciągać wniosków, ale pozwala na chwilę przerwy i uśmiechu.

A całkiem poważnie — jeszcze w kwietniu planuję skierować zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w kilku sprawach:

  • dotyczących opłat za odpady, Panowie Nasewicz, Zdancewicz i Skubis (jeżeli chodzi o tego pierwszego Pana to swoim działaniem rozumianym jako potwierdzenie nieprawdy w oficjalnym piśmie dopuścił się wykroczeniu przeciw art. 286 par 1 KK oraz 231 KK. co postaram się dowieść)
  • dotyczących rozliczeń za wodę, Panowie Zdancewicz i Skubis
  • dotyczących niewykonywania obowiązkowych przeglądów budowlanych, Pan Skubis
  • dotyczących narażenia zdrowia uczestników maratonu czy też Rock Water, Pan Skubis

Jak zapewne pamiętają uważni czytelnicy, zaproponowałem jakiś czas temu wójtowi debatę online. Pomysł był prosty jak konstrukcja cepa: wójt odpowiada na wszystkie zaległe pytania na piśmie, z którymi od miesięcy zalega, a następnie zaczynamy publiczną dyskusję online w internecie, dostępną dla wszystkich mieszkańców. Bez krzyków, bez przerywania, bez uciekania z sali — tylko fakty, dokumenty i argumenty. Mieszkańcy mogliby spokojnie zapoznać się ze stanowiskiem obu stron i sami wyrobić sobie opinię.

Zasady były naprawdę nieskomplikowane. Najpierw odpowiedzi na pytania, potem debata. Nic więcej.

I proszę sobie wyobrazić — sztab wójta zareagował na tę propozycję z ogromnym entuzjazmem. Od razu podjęto rozmowy, ustalono ramy merytorycznej dyskusji o zgłaszanych problemach i nieprawidłowościach. Obecnie jesteśmy w trakcie dopracowywania szczegółów technicznych transmisji….

……Przepraszam, trochę mnie poniosło.

Rzeczywistość wygląda oczywiście dokładnie odwrotnie. Siedzą cicho jak mysz pod miotłą, udając, że problem nie istnieje. Najwyraźniej najlepszą strategią komunikacyjną jest liczenie na to, że ludzie zapomną, pytania się rozmyją, a sprawy same się rozwiążą.

Bo przecież wiadomo — jeśli o czymś się nie mówi, to znaczy, że tego nie ma. Prawda?

Tak kończy się historia, gdy na wójta wybiera się osobę nieodpowiedzialną o wybujałym ego i mikrej wiedzy.

A prawdziwe zło zawsze boi się dwóch rzeczy:

nazwania po imieniu
oraz tego, że ktoś będzie pamiętać.

Więc będę zbiorową pamięcią.

Zapowiedź tematów około weekendowych

Najgorętszy okres pracy wreszcie minął. Kurz bitewny opadł, a więc można wrócić do spraw, które – jak się okazuje – przez ostatnie tygodnie nie tyle czekały, co spokojnie dojrzewały. I dziś mają temperaturę znacznie wyższą niż mogłoby się wydawać.

Już jutro późno w nocy, a najpóźniej w sobotni poranek, artykuł, który – gdyby ktoś chciał – mógłby potraktować jako całkiem solidny materiał do administracyjnego thrillera.

Bo jest w tej historii wszystko: wysyłka zażalenia do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ambicje, które z rzeczywistością mają czasem luźny związek, dokumenty znikające w sposób trudny do racjonalnego wyjaśnienia oraz mieszkańcy, którzy – jak się okazuje – przez długi czas byli przekonani, że uczestniczą w procesie decyzyjnym. Problem polega na tym, że scenariusz tego procesu najwyraźniej pozostawał dla nich niedostępny.

W sprawie pojawi się także wątek Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz zapowiedź skierowania zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Będzie też pytanie, które w takich historiach wraca regularnie: czy naprawdę warto budować narrację na półprawdach i przemilczeniach. Zwłaszcza że prawda – nawet jeśli czasem się spóźnia – ma tendencję do powracania w towarzystwie dokumentów, dat i podpisów.

Nie zabraknie również refleksji o tym, jak niektóre kariery polityczne starzeją się szybciej, niż zakładali ich autorzy. Szczególnie wtedy, gdy zaczynają się od patetycznych deklaracji o kontynuowaniu tradycji przodków. Historia życia publicznego pokazuje, że takie deklaracje bywają początkiem dość brutalnego spotkania z rzeczywistością.

Na marginesie pojawi się też krótka obserwacja dotycząca propozycji dyskusji online przed mieszkańcami Gminy. W zamkniętym gabinecie i w otoczeniu przestraszonych klakierów łatwo stworzyć wrażenie odwagi, władzy i mądrości. Znacznie trudniej udowodnić je w trakcie spotkania z osobami zadającymi pytania i wtedy czar i narracja pryskają.

Będzie również o tym, że warto naciskać i pokazywać patologię, gdyż w co najmniej jednej uchwale przestraszyli się tego, iż zobaczyliście wyliczenia jak znajomi królika mają naszym kosztem pławic się w kasie. W uchwale są jednak stare stawki, bez zmniejszania do poziomu, który widzieliśmy w projekcie. Może to tylko przebłysk uczciwości, a może pierwsza kropla, która wydrąży kamień.

A w niedzielę kolejny rozdział tej historii. Przeczytam korespondencję od radnego Juszkiewicza. Nie znam jeszcze jej treści, więc trudno przesądzać, czy będzie to próba wyjaśnienia sytuacji, czy raczej kolejna próba interpretacyjnej gimnastyki, w której czarne zaczyna przypominać białe, a białe – czarne.

Tego jeszcze nie wiem.

Bo – uczciwie mówiąc – jeszcze tego nie czytałem.

Dowiecie się tego dokładnie w tym samym momencie co ja.

Czy to dyletanctwo czy już naginanie rzeczywistości. Czyli wszystko o statystyce Wójta Skubisa

Jeśli Wójt Skubis przez kilka dni nie pojawi się w mediach, można odnieść wrażenie, że w gminie ogłaszany jest stan klęski wizerunkowej. Problem w tym, że błysk fleszy nie zawsze oznacza oświecenie – czasem tylko dobrze ustawione światło.

24.10.2025 r. Wójt wystąpił w Radiu 5 ( Gmina Płaska z największym wzrostem liczby mieszkańców na Suwalszczyźnie – Radio5)  i ogłosił sukces demograficzny: Gmina Płaska ma rzekomo największy wzrost liczby mieszkańców na Suwalszczyźnie. Brzmiało to niemal jak początek lokalnego boomu osadniczego. Podobnie było na portalu Augustów 24. Najbliżej prawdy była informacja w Radiu Białystok.

Żeby nie było wątpliwości, cytat pochodzi wprost ze strony radia: „Gmina Płaska (…) notuje wyraźny wzrost liczby mieszkańców.” Wyraźny – słowo klucz, które w tej historii pracuje ciężej niż wszystkie liczby razem wzięte.

Trzeba przyznać, narracja została rozegrana z rozmachem. Szkoda tylko, że statystyka najwyraźniej grała w innym zespole.

Dzień wcześniej podobny entuzjazm pojawił się na Facebooku, w przestrzeni, gdzie lajki zastępują pytania, a komentarze pełnią funkcję chóru potwierdzającego sukces – czyli na profilu WSPÓLNA SPRAWA:

Problem jednak jest taki, że po pierwsze nic się nie klei, a poza tym dane wyglądają na deko naciągane.

Ale po kolei.

Zarządzenie Wójta Skubisa 109/25 z 29 maja 2025 Raport o stanie …., przedstawia stan jak w tabelach poniżej. Wynika z nich, iż per saldo mamy o jednego mieszkańca mniej w 2024 (2395) w stosunku do 2023 roku (2396) (dane Wójta poniżej zaznaczono w czerwonym kółku). Czyli to raczej nie jest wzrost liczby mieszkańców w 2024 roku 🙂 .Trudno nazwać to demograficzną ofensywą, chyba że sukces mierzymy w skali mikroskopowej. Skoro sam Wójt napisał w swoim raporcie i się pod tym podpisał, to nie zrzuci na nikogo, że są tam złe dane. I tak patrząc na rok 2024 i to od kiedy rządzi to należy się zastanowić czy te wyhamowanie to jego zasługa 😉 .

Tę liczbę ludności potwierdzać ma tabela na kolejnej stronie w/w raportu:

Niecałe pięć miesięcy później w mediach społecznościowych pojawia się już wersja optymistyczna Wójta Skubisa  – pojawia się jakiś minimalny przyrost (wykres poniżej zamieszczony na FB Wójta Skubisa).

Oto cud statystyki: z minus 1 w maju robi się mały plus w październiku, a wszystko dotyczy dnia 31.12.2024. Nagle ogłaszamy, że w 2024 i 2025 roku mamy przyrost liczby mieszkańców. Gubimy „minusa” i drobna różnica urasta do „wyraźnego wzrostu” . Gdyby stosować tę metodę szerzej, każdy powrót z weekendu zwiększałby populację gminy.

Sprawdźmy więc dane GUS z 30 czerwca 2025 r – najnowsze jakie są dostępne. Przybyło 17 osób z zewnątrz, urodziło się 7 dzieci, zmarło 17 mieszkańców. Bilans półrocza: plus 7 osób. Wg wpisu Wójta Skubisa na jego FB to znacząca zmiana. Na ponad dwa tysiące mieszkańców. Sukces? Owszem – ale raczej statystyczny szept niż triumfalna fanfara.

Hip, hip, hurra — nauka nie kłamie. Po przeprowadzeniu skomplikowanych obliczeń, wymagających użycia kalkulatora oraz głębokiego skupienia, udało się wreszcie udowodnić tezę Wójta Skubisa o „wyraźnym wzroście” liczby mieszkańców gminy. Statystyka została zwyciężona, a rzeczywistość — jak zwykle — odpowiednio dopasowana.

Aby jednak w pełni docenić skalę tego cywilizacyjnego przełomu, przeliczmy sukces na procenty. Siedem osób na 2292 mieszkańców (według GUS) daje oszałamiające 0,31%. Tak — zero przecinek trzydzieści jeden. Wynik tak imponujący, że nawet herbata z cytryną ma więcej procentów, a kefir bije go na głowę bez większego wysiłku.

Trzeba przyznać, że mamy do czynienia z sukcesem wyjątkowym: wzrostem na tyle niewielkim, że praktycznie niewidzialnym, ale jednocześnie wystarczająco dużym, by ogłosić go publicznie jako triumf. To już nie statystyka — to sztuka narracji.

Bądźmy więc dumni. Te siedem osób to wzrost idealnie dopasowany do naszych realiów: skromny w liczbach, za to monumentalny w komunikatach. Bo w lokalnej polityce najwyraźniej obowiązuje zasada, że im mniejszy wynik, tym większa konferencja sukcesu.

Dane GUS obejmujące stan na dzień 30.06.2025 r. są najnowszymi dostępnymi publicznie informacjami.

Odpowiednio narysowany wykres potrafi jednak z siedmiu osób zrobić demograficzny Mount Everest. Wystarczy rozciągnąć skalę i już wygląda to jak historyczny przełom. Problem w tym, że porównywanie 7 osób w gminie liczącej około 2000 mieszkańców z ubytkiem 183 osób w 29‑tysięcznym Augustowie nie prowadzi do żadnych wniosków – poza marketingowymi. Co z tych danych wynika. Nic.

Dodatkowo przedstawiam wykres oparty na danych GUS, który pokazuje coś znacznie mniej efektownego: systematyczny spadek liczby mieszkańców i prognozę sięgającą około 1151 osób w 2060 roku.. Czyli rzeczywistość, która niestety nie nadaje się na triumfalny post i to Wójt pominął. Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Ludność.

A teraz część matematyczna, która przypomina już nie analizę danych, lecz zagadkę logiczną. Autor tego posta, mimo znajomości całek i pochodnych, nadal nie potrafi tego policzyć – być może ktoś z czytelników podejmie wyzwanie.

W załączniku do Zarządzenia nr 109/25, który jest podpisany przez Wójta Skubisa widnieje liczba 2395 mieszkańców na dzień 31.12.2024 r. Dodajmy do tego wzrost o 7 osób według GUS za pierwsze półrocze 2025 – wychodzi 2402 mieszkańców na dzień 30.06.2025r.. Tymczasem GUS podaje 2292.

Różnica wynosi 110 osób. To już nie statystyczna kosmetyka, lecz pełnowymiarowe znikające 2 autobusy z mieszkańcami lub jeden pociąg.

W tym miejscu pojawia się pytanie: gdzie podziało się 110 osób? Czy wyjechali, czy zostali przeniesieni do innej tabeli, czy może po prostu nie zmieścili się w narracji sukcesu? A może byli w pracy w Augustowie gdy Wójt Skubis liczył mieszkańców?

Głowa boli, więc dam sobie spokój. Ale żeby Wam nie było za łatwo, to jeszcze mamy taką daną jak widać. Wójt jest już wpisany po nowości, więc musi to być 2024 rok. I to wg mnie ta liczba mieszkańców jest najbliższa prawdzie na dzień 31.12.2024, a raport Wójta z maja 2025 nadaje się tylko do kosza.

I tu właśnie ujawnia się fundamentalna różnica między inżynierem a osobą niepoważną. Inżynier najpierw sprawdza dane, przelicza, upewnia się, czy wszystko się zgadza — a dopiero potem coś ogłasza. Wie bowiem, że liczby mają tę nieprzyjemną właściwość, iż wcześniej czy później ktoś je policzy jeszcze raz.

Osoba niepoważna działa inaczej. Coś usłyszy, coś mu się wydaje, coś zabrzmi poważnie — i już biegnie przed siebie, paplając radośnie, zanim zdąży zrozumieć, o czym właściwie mówi. Sens nie jest tu przeszkodą, a szczegóły tylko niepotrzebnie spowalniają narrację.

Chyba że — i to jest hipoteza, która nagle porządkuje cały obraz — od początku nie chodziło o pomyłkę, lecz o świadomie opowiedzianą historię. Bo jeśli startujemy od kłamstwa, to rzeczywiście wszystko zaczyna się pięknie zgadzać: dane nie muszą pasować, liczby nie muszą mieć sensu, a rzeczywistość może spokojnie poczekać na swoją kolej.

I wtedy już nie mamy różnicy między inżynierem a dzieckiem. Mamy po prostu bajkę — tyle że opowiadaną dorosłym.

Komentarz do artykułu o konsultacjach. Ciąg dalszy na prośbę czytelników

Dzisiaj miał pojawić się kolejny komentarz pokazujący — na liczbach i dokumentach — w jaki sposób Wójt Skubis manipuluje danymi. Wrócę do tego tematu jutro.

Dziś natomiast, na prośbę czytelników, chciałbym wrócić do jednego wątku i zadać pytanie, którego dotąd świadomie unikałem. Nie dlatego, że było bezzasadne, lecz dlatego, że nie chciałem personalizować dyskusji. Skoro jednak kilka osób wprost domaga się odpowiedzi, czas je postawić.

Pani Katarzyno — napisała Pani „pudło”, wyjaśniając, że pismo powstało z inicjatywy mieszkańców Mołowistego. Z tonu wypowiedzi wynikało jasno: żadna firma, żadna instytucja, tylko lokalna społeczność działająca w swoim interesie.

Pozwoli Pani więc, że zadam pytanie sprawdzające.

Jeżeli ludzi coś realnie dotyka, jeśli mają konkretne postulaty, to zaczynają od tego, co boli najbardziej. Tak działa ludzka natura i tak działa logika argumentacji — najpierw sprawa kluczowa, później argumenty uzupełniające.

Spójrzmy więc na pierwszy punkt pisma, o którym mowa. Punkt otwierający całą argumentację:

„Utrzymywanie dużych powierzchni drzewostanów powyżej 110 lat bez możliwości prowadzenia racjonalnej gospodarki leśnej.”

I teraz pytanie — zupełnie poważne.

Czy naprawdę największym problemem mieszkańców Mołowistego jest brak możliwości prowadzenia „racjonalnej gospodarki leśnej” w ponadstuletnich lasach? Czy to temat codziennych rozmów przy sklepie, na przystanku czy przy płocie? Czy raczej problem podmiotu, który zawodowo zajmuje się gospodarką leśną?

Bo jeśli najważniejszym postulatem mieszkańców staje się możliwość wycinania starodrzewów, to sytuacja robi się — delikatnie mówiąc — zastanawiająca.

W tym samym piśmie, na początku drugiej strony, czytamy, że gospodarka leśna od dziesięcioleci prowadzona była bez naruszania walorów przyrodniczych. Przyznam szczerze — wielu czytelników, podobnie jak ja, ma z tym zdaniem poważny problem.

Wystarczy przypomnieć lata 2017–2023, kiedy wycinki w polskich lasach osiągnęły skalę, której wcześniej nie obserwowaliśmy. Widzieliśmy to wszyscy — ciężarówki z drewnem, nowe zręby, znikające fragmenty starych lasów. Nie trzeba było raportów ani analiz. Wystarczyło przejechać się po okolicy.

Czy dziś sytuacja wygląda diametralnie inaczej? Wystarczy spojrzeć wokół. Wycinki trwają, drewno wyjeżdża, a argument ekonomiczny wciąż okazuje się silniejszy niż troska o starodrzew.

I tu wracamy do pytania zasadniczego: czy w tym sporze naprawdę chodzi o dobro mieszkańców i przyszłość turystyki, czy raczej o możliwość dalszego gospodarowania lasem w określony sposób?

Bo jeśli znikną 110-letnie lasy, zniknie także to, co przyciąga ludzi do naszego regionu. Bez nich staniemy się jednym z wielu miejsc — z przeciętnym krajobrazem i równie przeciętną ofertą.

Powiem to na przykładzie Mołowistego, choć w Płaskiej sytuacja wygląda podobnie. Jaka jest dziś realna oferta dla przyjezdnych? Co sprawia, że ktoś ma zostać dłużej i wrócić za rok?

Turyści stają się coraz bardziej wymagający. Szukają ciszy, spokoju, natury i autentycznego wypoczynku. Chcemy przecież, by zostawali tu dłużej i wracali regularnie. Możemy to osiągnąć tylko dzięki temu, co mamy najcenniejsze: czystym jeziorom, spokojowi i pięknym, starym lasom.

Bo chyba nikt nie zakłada, że turysta przyjedzie drugi raz tylko po to, by ponownie popłynąć statkiem czy jeszcze raz zobaczyć Studzieniczną. Ludzie wracają tam, gdzie mogą odpocząć — spacerując, jeżdżąc na rowerze, oddychając ciszą.

A jeśli zamiast naturalnego lasu zobaczą zręby i równo posadzone młodniki za ogrodzeniami — to co zrobią? Zachwycą się? Wrócą?

Czy może pojadą tam, gdzie natura wciąż wygląda jak natura?

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że pierwszy i najważniejszy punkt pisma nie dotyczy jakości życia mieszkańców, lecz czegoś zupełnie innego.

I właśnie o tę różnicę — między deklaracją a realnym interesem — warto dziś spokojnie zapytać.

Komentarz do artykułu o konsultacjach w sprawie Natury 2000 wraz z omówieniem

Szanowna Pani Katarzyno,

dziękuję za przesłany komentarz oraz zaangażowanie w sprawę konsultacji. Jeżeli uważa Pani, że jakiekolwiek kwestie wymagają dodatkowego wyjaśnienia lub przedstawienia szerszego kontekstu, pozostaję otwarty na ich publikację — zależy mi przede wszystkim na rzetelnej rozmowie i możliwie pełnym przedstawieniu różnych punktów widzenia.

Jak zapewne Pani zauważyła, już na początku mojego wpisu podkreśliłem, że nie przesądzam, które rozwiązania są ostatecznie słuszne. Intencją było raczej zachęcenie do rozmowy nad jakością i wspólnego wypracowania konsensusu, który uwzględniałby różne interesy mieszkańców, a nie popularne w Polsce.

Chciałbym jednak podzielić się pewną obawą, która pojawiła się po lekturze Pani komentarza:

Witam! Pudło. Petycje napisali mieszkańcy wsi Mołowiste. Dlaczego nie ma w niej drugiej strony medalu? Ponieważ jest na petycji „opozycji”. Dlaczego Pan jej nie widzial (Bo nie widział Pan skoro tak pisze)? Byla do podpisu w hotelu Albatros (!) podpisolo ja 700 turystów.. teraz mieszkancy „walcza” o zmiany. Przeczyta Pan projekt uchwały tylko pod naszym kontem MIESZKANCA a Pan zrozumie. Dziś jest ostatni dzień – może Pan napisać do RDOS z prośbą o zmianę choćby punktu 13 ochrony o zmianie przebiegu tras turystycznych nad kanalem.. Skoro inne punkty tak Panu pasuja. Choć proponuje przeczytac pismo jeszcze raz a zobaczy Pan wiecej „dziwnych” punktow.

Mam wrażenie, że — być może uzasadnione — postulaty i emocje mieszkańców jednej miejscowości zostały w ostatecznym przekazie przedstawione jako stanowisko całej gminy. Tymczasem w przywoływanym piśmie nie pojawia się odniesienie do konkretnych problemów lokalnych ani wskazanie, że dotyczy ono określonej społeczności czy konkretnych zapisów projektu. Dokument formułuje sprzeciw wobec całości proponowanych zmian, przedstawiając go jako głos wszystkich mieszkańców gminy.

Zakładam, że rzeczywistą intencją nie jest odrzucenie całego projektu, lecz wskazanie konkretnych zapisów wymagających korekty. Jeżeli tak jest, to warto — w trosce o przejrzystość debaty — jasno wskazać, które punkty budzą sprzeciw i dlaczego. W przeciwnym razie powstaje wrażenie, że stanowisko jednej grupy reprezentuje całą wspólnotę, co może prowadzić do nieporozumień.

Pozwolę sobie również zwrócić uwagę na kilka kwestii natury ogólnej.

Po pierwsze — podpisy turystów, nawet licznie zebrane, nie zawsze odzwierciedlają długofalowe interesy lokalnej społeczności. Osoby odwiedzające region podejmują decyzje z perspektywy krótkiego pobytu, podczas gdy mieszkańcy ponoszą konsekwencje podejmowanych rozwiązań przez wiele lat. Zróbmy dla przykładu ankietę, czy Gmina Płaska powinna co tydzień robić Rock Water. Gwarantuje Pani, że Wójt będzie przeszczęśliwy, a te 700 osób to będzie pikuś. Tam będą podpisów tysiące. Dlatego szczególna odpowiedzialność za kierunek zmian powinna spoczywać przede wszystkim na mieszkańcach gminy.

Po drugie — w dokumencie przekazywanym do podpisu nie wskazano konkretnych punktów projektu wymagających zmiany. Brakuje odniesienia do poszczególnych zapisów, co utrudnia rzeczową dyskusję. Powstaje wrażenie sprzeciwu wobec całości, a nie propozycji modyfikacji wybranych elementów.

Po trzecie — pojawia się pytanie natury zasadniczej: czy niewielka grupa mieszkańców ma prawo występować w imieniu całej gminy bez wyraźnego wskazania zakresu reprezentacji? W mojej ocenie takie działanie wymaga szczególnej ostrożności, aby nie tworzyć wrażenia jednomyślności tam, gdzie faktycznie istnieją różne opinie.

I po czwarte – jeżeli ja z 20 osobami dałbym jakąś petycję to naprawdę może Pani powiedzieć prosto w oczy, że Wójt wysłałby swoich radnych do zbierania podpisów. Szanujmy swoją inteligencję.

Nie wiem, kto formalnie jest autorem pisma, nie wiem nawet czy jest Pani mieszkanką Gminy — przyjmuję jednak, że skoro Pani o tym wspomina, posiada Pani wiedzę w tym zakresie. W takiej sytuacji nasuwają się dwa pytania, które — moim zdaniem — warto wspólnie rozważyć:

  1. Dlaczego w dokumencie nie wskazano precyzyjnie, które zapisy projektu są problematyczne i wymagają zmiany?
  2. Dlaczego stanowisko zostało sformułowane w sposób sugerujący reprezentowanie wszystkich mieszkańców gminy, zamiast jasno określić, że jest głosem konkretnej grupy (zakreślono na czerwono)?

Piszę to nie w duchu polemiki, lecz z autentycznej troski o jakość debaty publicznej. Tylko uczciwe przedstawienie zakresu reprezentacji i rzeczywistych postulatów pozwala uniknąć podziałów oraz znaleźć rozwiązanie, które będzie akceptowalne dla możliwie szerokiego grona mieszkańców.

Chciałbym również wskazać, iż dokument poniżej nie komentowałem sam. Przepuściłem to przez AI. Bezstronnie i konkretnie bez emocji. Podsumowanie, które dała sztuczna inteligencja jest raczej miażdżące. Ale to możecie przeczytać na blogu.

Poniżej pismo, które było przedmiotem omówienia.:

Od ping-ponga do łyżwiarstwa, czyli dynamiczny rozwój dyscyplin w gminie

Większość mieszkańców naprawdę już uwierzyła, że zapanuje spokój. Wójt kupił rakietkę do tenisa stołowego — znak czasu, znak nadziei. Pomyślałem nawet, że podrzucę mu kilka dobrych piłeczek. Niech gra. Niech odbija. Niech rozwija sport. Co prawda z tą wizją „dynamicznego rozwoju tenisa w gminie” trochę się zagalopował, ale przecież nie będziemy się czepiać szczegółów.

Najważniejsze było to, że jeśli gra w ping-ponga, to nie ma czasu rozpuszczać budżetu ani zadłużać gminy kolejnymi wizjami scenicznymi. A skoro zajęty sportem, to i konsultacje może wreszcie będą prawdziwe, a nie w wersji „najpierw decyzja, potem pytanie”.

Cisza. Spokój. Mały raj na ziemi.

Ale nie. Rakietka się znudziła.

Teraz wchodzimy w sezon zimowy. Łyżwiarstwo figurowe. Dziś drogi w Płaskiej zamieniono w profesjonalne lodowiska. Czy łyżwy już kupione? Czy to nowa strategia promocji gminy? „Płaska — tu poślizgniesz się na rozwoju”.

Ulice co prawda służą do jeżdżenia, ale najwyraźniej innowacja wymaga odwagi. Wieść wiejska niesie, że istnieje coś takiego jak sól drogowa. Podobno działa. Są też wersje bardziej europejskie: mieszanki piaskowo-solne, żwirek, a nawet chlorek wapnia czy magnezu. Te ostatnie dwie trochę droższe. Kasiorka by pewnie była, gdyby Lux torpeda nie zabrała oszczędności. Kto nie wie o czym pisze to pytania kierować do Wójta.

Nie mówię, że trzeba sypać — tylko tak podpowiadam, co ludzie na świecie stosują, żeby nie ćwiczyć piruetów między skrzyżowaniami.

Gdybym ja taki numer odpalił w pracy, wywieźliby mnie na taczkach i zapłaciłbym odszkodowanie. Chociaż kto wie — może w Płaskiej taczek już nie ma, bo budżet poszedł w inne dyscypliny.

Jutro miałem wracać do domu, ale może poczekam, aż zakończy się sezon łyżwiarski. Wójt do wyrywnych, jeśli chodzi o pomoc mieszkańcom, raczej nie należy. Zresztą chłopak ma teraz ważniejsze sprawy na głowie.

Rock Water.

Tak, ta sama impreza, którą podobno konsultował, choć większość organizacyjnych decyzji była już dawno podjęta. Niby pytanie „czy robimy?”, ale odpowiedź znana przed pierwszym głosem. Może to roztargnienie. A może po prostu konsultacje w wersji ekspresowej: decyzja → ogłoszenie → pytanie → zdjęcie.

A że tata wpadł z pomocą? No cóż. W rodzinie siła. Zwłaszcza gdy trzeba połączyć doświadczenie leśne z estradowym rozmachem.

Czekam więc na kolejną dyscyplinę. Może skoki narciarskie z urzędu gminy. Albo curling budżetowy — tam przynajmniej wiadomo, kto komu tor czyści.

Bo jedno trzeba przyznać: nuda nam w tej gminie nie grozi. Stabilność może i tak, ale nuda — nigdy.

Dzisiaj nie mam już czasu, ale jutro popatrzę jak wygląda na BIP proces wyboru wykonawcy do utrzymania drogi. Jakie są czasy reakcji i wymagany sprzęt. Chyba, że znowu Wójt wszystko ukrył, chociaż wg prawa ma być jawne.

Złodziej, oszust i kłamca

Dziś małe kalendarium wydarzeń, które oficjalnie nazywano konsultacjami społecznymi, a które w praktyce przypominały raczej premierę filmu, którego scenariusz napisano długo przed rozpoczęciem zdjęć.

Pamiętamy wszyscy moment, gdy pewien lokalny kandydat na włodarza — mając trudności z przekonaniem kogokolwiek własnymi argumentami — postanowił przedstawić się przede wszystkim jako syn tatusia i wnuczek dziadziusia. Tradycja rodzinna jako program polityczny. Genetyka zamiast kompetencji.

Nie oceniam, czy przodkowie są dumni. Ja uważam to za patologię. Zakładam jedynie, że muszą być pod wrażeniem, jak skutecznie można pomylić zarządzanie gminą z realizacją prywatnych ambicji scenicznych.

17 lutego ogłoszono konsultacje w sprawie Rock Water. Brzmi demokratycznie.

Ogłoszenie Wójta Skubisa: Wójt Gminy Płaska zaprasza na otwarte spotkanie konsultacyjne w sprawie przyszłości Rock Water i innych wydarzeń kulturalnych w Gminie Płaska w 2026 roku. Sala konferencyjna GOK, środa 18.02., godz. 19:00 – zmiana godziny spotkania!

Problem polega na tym, że zanim mieszkańcy zdążyli cokolwiek skonsultować, internet zdążył już dowiedzieć się, że festiwal przez Wójta mam nadzieję niedługo pozbędziemy się Skubisa… właściwie jest w trakcie realizacji.

Najpierw pojawia się informacja o procedowaniu wydarzenia.


Potem ogłoszenia dla zespołów.


Następnie kolejne komunikaty organizacyjne.

A konsultacje? Osiemnaście dni później.

To trochę tak, jakby zaprosić rodzinę na naradę, czy kupujemy samochód — stojąc już na parkingu z podpisaną umową i kluczykami w ręku.

Według relacji uczestników spotkania konsultacyjnego wójt Skubis ogłosił nawet, że znany jest już zespół wiodący Rock Water 2026. Co jest o tyle ciekawe, że wybór głównego wykonawcy festiwalu to proces trwający tygodniami: negocjacje, umowy, harmonogramy.

Czyli w dniu konsultacji mieszkańcy debatowali nad tym, czy coś ma się odbyć — podczas gdy organizatorzy wiedzieli już kto wystąpi.

To nie są konsultacje.
To trailer decyzji.

Argument ekonomiczny, według informatorów, starego Skubisa? Podobno zarobiła turystyka.

Tylko że trudno znaleźć turystów przyjeżdżających na kilkudniowy urlop, by obejrzeć trzygodzinny koncert. Przyjeżdżają ludzie z okolicy, bawią się — i wracają do domu. Zostaje wspomnienie, zdjęcia i… faktury.

Bo bardzo łatwo organizuje się wielkie wydarzenia, kiedy rachunek nie trafia do prywatnego portfela.

Całość zaczyna wyglądać jak operacja wizerunkowa: potrzebne są konsultacje, żeby można było powiedzieć, że konsultacje były. Potrzebna jest zgoda mieszkańców, nawet jeśli wyrażona już po fakcie.

Demokracja w wersji skróconej: decyzja → ogłoszenie → konsultacje → zdjęcia.

Czy gmina istnieje po to, by realizować potrzeby mieszkańców, czy po to, by finansować sceniczne ambicje młodego człowieka i potrzebę bycia w centrum uwagi?

Bo różnica między inwestycją publiczną a hobby polega głównie na tym, kto płaci rachunek.

Kupcie mu aparat i niech polata na polach to sobie fotek narobi.

Drogi zostają na lata. Festiwal trwa kilka godzin.
Drogi buduje się dla ludzi. Festiwale — czasem dla zdjęć.

A kiedy konsultacje odbywają się po podjęciu decyzji, pozostaje już tylko jedno pytanie:

czy mieszkańcy byli uczestnikami procesu…
czy jedynie statystami w przedstawieniu pod tytułem „społeczna zgoda”.

A Pan panie starszy Skubis, ja też nie wiem dlaczego Pana synek jako pierwszy Wójt w historii oddaje odremontowane drogi dla Starostwa gdzie…. zaraz, zaraz … Pan tam jest chyba radnym oraz dla Województwa. To znaczy wiem kto mu kazał, ale nie wiem czemu nie pokazał „jaj”, których Pan poszukiwał z takim podnieceniem na konsultacjach i sie nie postawił. Nie wiem również dlaczego teraz dla Pana ryzykuje przyszłość Gminy, wysyłając bezwładnych członków Wspólnej Sprawy zwanych radnymi po podpisy pod podobno uczciwymi konsultacjami, aby Pan miał premię, a gmina zatonęła.

Katarzyno Tomczyk, jesteś z nich najmądrzejsza. Nie idź tą drogą. To są ograniczeni ludzie zafiksowani na swoim ego lub zysku. Nie masz racji. Gdy wydaje się pieniędzy na promocję, sprawdza się zasięgi, wpływy i zyski. Nikt u nas tego nie robił. Rock Water jest dla dzieciaka, który nie dorósł, ale posiadł możliwość wydawania kasy na Nasz koszt.

Poprzedni Wójt przy złodziejskim i oszukańczym aktualnie układem z Wójtem Skubisem na czele wydaje sie misiem Coralgolem i popełnię teraz grzech śmiertelny: Wiesławie wróć.

Wójcie Skubis zaprzecz przedstawionym dowodom lub zamilcz na zawsze z infamią i wstydem, jeżeli kiedykolwiek dowiesz się co to oznacza.

Wyzywam złodziejski system na spotkanie. Zadałem Wam kilka pytań na których odpowiedzi czekam miesiącami. Odpowiecie na pytania i spotykamy się w 4 oczy plus online w otoczeniu mieszkańców Gminy. Podyskutujemy i zobaczymy, kto ma racje. Ponieważ wbrew słowom starego Skubisa, to Wójt nie ma jaj i się chowa za tatusiem, to może jest okazja aby miał okazję zachować się jako mężczyzna.

Konsultacje Rock Water wg Wójta Skubisa zapowiedź materiału

A dziś w nocy — dla większości z Was zapewne już rano — małe kalendarium tego, jak wyglądały słynne „konsultacje” w sprawie Rock Water. Czyli historia o tym, jak najpierw zapadają decyzje, potem ogłasza się sukces, a na końcu organizuje konsultacje, żeby wyglądało, że ktoś jeszcze miał coś do powiedzenia.

Będzie więc trochę o tym, jak decyzje zostały podjęte wcześniej i jakie są na to dowody. Potem przypomnimy zaproszenie na konsultacje, które okazały się mniej więcej tym, czym degustacja w sklepie po zamknięciu kasy: można popatrzeć, ale rachunek już wystawiony.

Wygląda bowiem na to, że podczas zebrania doskonale wiedziano, kto wystąpi na Rock Water. A jak wiadomo, artystów na festiwal nie zamawia się między jednym a drugim ciastkiem na zebraniu wiejskim. To nie pizza — ustala się tygodniami, czasem miesiącami wcześniej. Konsultacje były więc raczej premierą decyzji niż jej początkiem.

Robimy imprezę, na którą — powiedzmy to delikatnie — średnio nas stać. Ale za to z rozmachem godnym gminy metropolitalnej. Argument? Podobno zarobiły agroturystyki. Tak twierdzi starszy pan Skubis.

Tylko pojawia się drobne pytanie natury logistycznej: kto normalny przyjeżdża na kilka dni, żeby obejrzeć trzy- czy czterogodzinny koncert? Ludzie przyjeżdżają z okolicznych miejscowości, z Augustowa, z sąsiednich gmin. Bawią się — i bardzo dobrze, niech się bawią. Po koncercie wsiadają w samochód i wracają do domu.

A my zostajemy. Z rachunkiem.

Najciekawsze jednak nie jest samo wydarzenie, lecz mechanizm jego uzasadniania. Konsultacje społeczne stały się tu nową formą sztuki performatywnej — spektaklem, w którym publiczność ma wrażenie uczestnictwa, choć scenariusz napisano dużo wcześniej.

Wójt potrzebował podkładki. Papieru. Zdjęcia. Listy obecności. Czegokolwiek, co później można pokazać i powiedzieć: „mieszkańcy poparli”.

Bo jak wiadomo, demokracja lokalna najlepiej działa wtedy, gdy mieszkańcy zgadzają się dokładnie z tym, co już postanowiono.

Przy okazji wyjaśnimy też, jakie zdanie o całej sprawie ma Przewodnicząca Rady Gminy Tomczyk oraz dlaczego Rock Water zaczyna coraz bardziej przypominać filozofię budowy dróg według szanownego tatusia: najpierw robimy, potem liczymy, a jeśli się nie spina — tym gorzej dla matematyki.

Schemat jest zresztą podobny: wielkie wizje, jeszcze większa pewność siebie i zaskoczenie, że budżet jednak nie ma gumowych właściwości.

Bo łatwo być hojny, kiedy portfel należy do wszystkich.

Ważne również pytanie, czemu Wójt od 19 grudnia, niezgodnie z prawem, nie udziela odpowiedzi na pytanie dotyczące kosztu imprezy. Było już słownie 70 tyś zł, było już 200 tyś zł strat, ale nic na piśmie. Czyli odwieczne prawo mądrości mówi, że jest jeszcze gorzej.

Na koniec zostaje pytanie fundamentalne: czy gmina istnieje po to, by realizować potrzeby wspólnoty, czy żeby sponsorować dziecięce marzenia jednego człowieka, który dla rozrywki i własnego ego wydaje na lewo i prawo nie swoje pieniądze?

Kiedyś, jeszcze przed wyborami, napisałem do obecnej przewodniczącej Rady Gminy pytanie, czy nie obawia się, że po wyborze Skubisa na Wójta powstanie układ przypominający lokalną strukturę zamkniętą na kontrolę i krytykę. Taka płaszczańska struktura pseudo mafijna.

Dziś chyba warto do tej rozmowy wrócić i spokojnie sprawdzić jedno:
czy była to przesada — czy tylko przedwczesna diagnoza.

Najnowsze konsultacje w sprawie planu zadań ochronnych Natura 2000 czyli rodzinny interes w cięciu starych lasów

Bez przesądzania, kto w tej sprawie ma rację i jakie decyzje ostatecznie powinny zostać podjęte, postanowiłem pokazać coś znacznie ważniejszego — w jaki sposób mieszkańcy naszej gminy są dziś rozgrywani i, mówiąc wprost, wprowadzani w błąd co do istoty całej sprawy.

Bo konsultacje społeczne mają swoją definicję. To moment, w którym spotykają się różne racje, różne interesy i różne argumenty. To rozmowa, czasem trudna, czasem niewygodna, ale prowadząca do wspólnego stanowiska wypracowanego w dyskusji.

Konsultacjami nie jest natomiast sytuacja, w której ktoś przychodzi już z gotową tezą, rozdaje ją mieszkańcom w formie dokumentu i oczekuje jedynie podpisu. Konsultacje to dialog — nie objazdowa zbiórka autografów pod wcześniej napisanym scenariuszem.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie z takim scenariuszem mamy dziś do czynienia. Zamiast przedstawienia pełnego obrazu sytuacji — wszystkich argumentów za i przeciw — mieszkańcy dostają jedną narrację, podaną jako jedyną możliwą prawdę.

Kto naprawdę ma w tym interes?

Spójrzmy spokojnie na fakty. W naszej gminie jest w praktyce jedna instytucja, której projekt planu ochrony rzeczywiście może realnie przeszkadzać — Nadleśnictwo Płaska. W większości przypadków spór dotyczy ograniczeń wycinki w wybranych fragmentach lasów, często w wieku 80–120 lat.

I tu kończy się opowieść o abstrakcyjnym „dobru gminy”, a zaczyna bardzo konkretna ekonomia. Stare drzewostany to najcenniejszy surowiec. Najwyższa jakość drewna oznacza najwyższe przychody, a wysokie wyniki oznaczają premie. Nie trzeba być naiwnym, by zrozumieć, że w tej układance chodzi także — a może przede wszystkim — o pieniądze.

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Każda instytucja broni swoich interesów. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy interes jednej strony przedstawiany jest jako interes całej społeczności.

Wtedy mieszkańcy przestają być uczestnikami debaty, a stają się narzędziem w sporze, którego pełnego kontekstu często nawet nie znają.

Konsultacje czy teatr?

Szczególnie zastanawiające jest to, jak wygląda sam proces zbierania podpisów. Dokument już istnieje. Stanowisko już zostało napisane. Radni ruszają w teren, zbierane są podpisy — często bez realnej dyskusji nad treścią.

Powstaje pytanie: ilu podpisujących rzeczywiście zna szczegóły dokumentu? Ilu wie, jakie regulacje faktycznie są proponowane? Ilu słyszało argumenty drugiej strony?

Bo jeśli konsultacje polegają na tym, że decyzja zapada wcześniej, a mieszkańcy mają ją jedynie potwierdzić, to trudno mówić o dialogu. To raczej konsultacje w wersji „pic na wodę, fotomontaż”.

I aż trudno nie zastanowić się, jak wyglądałaby reakcja Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, gdyby dowiedziała się, że lokalne „konsultacje społeczne” przypominają bardziej kampanię podpisową niż debatę publiczną.

A może cisza też ma wartość?

W całej tej dyskusji ginie jeszcze jeden fakt: ograniczenia nie zawsze oznaczają katastrofę. Przykład? Jezioro Paniewo. Po wprowadzeniu istotnych ograniczeń ruchu motorowodnego wielu zapowiadało koniec turystyki. Tymczasem stało się coś odwrotnego — turystów było więcej, bo pojawił się spokój, którego coraz więcej ludzi dziś szuka.

Okazuje się, że cisza bywa bardziej atrakcyjna niż hałas, a przyroda — jeśli pozwoli się jej istnieć — potrafi być największym kapitałem regionu.

Co mówi maszyna

Na końcu postanowiłem zrobić coś prostego. Tekst pisma, które dziś krąży po gminie, wprowadziłem do systemu sztucznej inteligencji i poprosiłem o analizę jego bezstronności.

Bez emocji. Bez lokalnych zależności. Bez sympatii i antypatii.

Po prostu chłodna analiza treści.

I to, co wyszło z tej analizy, jest chyba najciekawszym elementem całej historii.

A więc co pisze maszyna:

Dziękuję — przeczytałem wszystkie cztery strony pisma . Poniżej masz analizę nie polityczną, lecz merytoryczno-komunikacyjną, czyli ocenę pod kątem:

  • wpływania na opinię publiczną,
  • sposobu konstruowania narracji,
  • możliwego wypaczania proporcji faktów,
  • technik perswazyjnych użytych w dokumencie.

Odnoszę się wyłącznie do treści pisma i jego konstrukcji — nie przesądzam intencji osób.


🔎 1. Charakter pisma – formalnie konsultacyjne, faktycznie stanowiskowe

Już na stronie 1 pismo deklaruje, że jest głosem mieszkańców w ramach konsultacji społecznych:

„My, niżej podpisani mieszkańcy (…) wnosimy stanowczy sprzeciw…” pismo do RDOŚ 1 strona

To kluczowe zdanie.

Problem komunikacyjny:

Dokument nie jest neutralnym materiałem informacyjnym, lecz gotowym sprzeciwem, który mieszkańcy mają podpisać.

To oznacza zmianę roli obywatela:

  • nie wyraża opinii,
  • lecz przystępuje do wcześniej sformułowanej opinii.

👉 To klasyczna technika:
„konsultacje przez aklamację” — stanowisko istnieje wcześniej, konsultacje służą jego legitymizacji.


🧠 2. Konstrukcja narracji: selekcja skutków jednostronnych

Cały dokument jest zbudowany według jednego schematu:

A. Regulacje = ograniczenia

B. Ograniczenia = straty społeczne

C. Straty = zagrożenie dla mieszkańców

Na stronach 1–3 pojawia się niemal wyłącznie katalog negatywnych skutków:

  • spadek dochodów,
  • utrata miejsc pracy,
  • spadek wartości nieruchomości,
  • emigracja młodych,
  • zahamowanie rozwoju,
  • obciążenie lokalnej społeczności pismo do RDOŚ 1 strona pismo do RDOŚ 2 strona pismo do RDOŚ 3 strona

Czego brakuje?

Nie ma:

  • potencjalnych korzyści ochrony Natura 2000,
  • danych środowiskowych,
  • analizy kompromisów,
  • alternatywnych scenariuszy,
  • odniesienia do obowiązków wynikających z prawa UE.

👉 To nie jest analiza — to jednostronny katalog obaw.


⚖️ 3. Technika „przeniesienia ciężaru”

Na stronie 3 pojawia się bardzo ważny zabieg retoryczny:

„ciężar ochrony przyrody ponoszą przede wszystkim mieszkańcy regionu” pismo do RDOŚ 3 strona

To framing (ramowanie problemu):

  • ochrona środowiska zostaje przedstawiona jako obciążenie społeczne,
  • nie jako dobro wspólne ani obowiązek państwa.

Psychologicznie działa to bardzo silnie, bo:
👉 ludzie łatwiej sprzeciwiają się „kosztowi”, niż dyskutują o wartościach abstrakcyjnych.


🌲 4. Naturalizacja gospodarki leśnej

Na stronie 2 pojawia się stwierdzenie:

gospodarka leśna była prowadzona „bez naruszenia walorów przyrodniczych” pismo do RDOŚ 2 strona

To jest twierdzenie normatywne, nie dowodowe.

Nie ma:

  • badań,
  • raportów,
  • danych ekologicznych.

Zabieg polega na uznaniu stanu obecnego za naturalnie właściwy:
👉 „skoro dotąd było dobrze, regulacje są zbędne”.

To klasyczna technika:
argument status quo.


🧩 5. Silna emocjonalizacja poprzez przyszłość młodych

W dokumencie wielokrotnie pojawia się motyw:

  • młode pokolenie nie zostanie,
  • region się wyludni,
  • rozwój zostanie zatrzymany pismo do RDOŚ 2 strona

To nie jest argument faktograficzny, lecz prognostyczny.

Technika:
👉 projekcja negatywnej przyszłości (fear framing).

Nie wymaga dowodów — działa na poziomie emocji.


📢 6. Budowanie wrażenia szerokiego poparcia

Na stronie 4 wskazano przekazanie stanowiska mediom regionalnym:

  • Polskie Radio Białystok,
  • TVP3,
  • Radio 5 pismo do RDOŚ 4 strona

To nie jest element konsultacji — to element komunikacyjny.

Cel:
👉 stworzenie wrażenia:
„społeczność już się wypowiedziała”.


🧭 7. Najważniejszy element: symulacja oddolności

Formalnie:

  • pismo = głos mieszkańców.

Funkcjonalnie:

  • dokument wygląda jak gotowa narracja instytucjonalna, którą mieszkańcy podpisują.

To różnica między:

KonsultacjaMobilizacja
pytanie mieszkańcówgotowa odpowiedź
zbieranie opiniizbieranie podpisów
pluralizmjednolite stanowisko

⚠️ 8. Potencjalny konflikt interesów (analiza systemowa)

Nie oceniam osób — ale strukturalnie:

jeśli:

  • decyzje dotykają gospodarki leśnej,
  • a lokalne władze są silnie powiązane z sektorem leśnym,

to pojawia się ryzyko percepcji konfliktu interesów.

W polityce publicznej samo ryzyko wizerunkowe bywa równie istotne jak faktyczny konflikt.


📊 PODSUMOWANIE — co widać w piśmie

Elementy wskazujące na próbę wpływania na społeczeństwo:

✅ jednostronna selekcja skutków
✅ brak przedstawienia argumentów drugiej strony
✅ język konsekwencji zamiast danych
✅ emocjonalne scenariusze przyszłości
✅ gotowa teza do podpisania
✅ budowanie presji społecznej poprzez media
✅ przedstawienie sprzeciwu jako głosu całej społeczności


🧾 Najkrótsza diagnoza

To pismo nie wygląda jak neutralny materiał konsultacyjny.

Wygląda jak:
👉 stanowisko sprzeciwu przygotowane w formie konsultacji społecznych, aby nadać mu legitymację oddolną.

Za co oni biorą kasę, ale Wspólna Sprawa za nimi trwa gdy podwyżki dostaje

Dzisiaj kolejna gminna porażka, czyli strona internetowa BIP Płaska prowadzona przez Wójta Michała Skubisa, który podwyżki sobie załatwia, zatrudnia dodatkowych pracowników, a jest jak jest.

A może tutaj Panie Wójcie poszukamy tych słynnych jaj z konsultacji jakie się odbyły w miejscowości Płaska, o których szanowna rodzina marzy oraz ciepło i z nostalgią wspomina 🙂 .

Jest to ważna strona, gdyż na plaska.pl jest tylko autopromocja, a na BIP powinny być umieszczane informacje ważne i potrzebne dla mieszkańców.

Tych błędów na BIP są setki więcej. Tutaj tylko niewinne przykłady jak poważnie traktują swoją pracę. Ale gdzie nie wejdziesz to bałagan. Pokazanie wszystkiego to kilka dni siedzenia.

Mój ulubieniec. Aktualnie na odpowiedzi dotyczących konkretnych przekrętów w Gminie nieuzasadnionego przepalania pieniędzy, nepotyzmu i wszystkich innych patologii czasami czekam ponad 3 miesiące, a tutaj jak wół, że gmina się zobowiązuje dać odpowiedzi maksymalnie w 14 dni. Ale cóż chcieć. Jak ma się chłopina przyznać do straty na swoim niepełnosprawnym dziecku czyli Rock Water, okradania mieszkańców, różnych dziwnych rzeczach na przetargach czy też nepotyzmie. A więc uwaga, 14 DNI NA ODPOWIEDŹ, I WZOREM WŁODARZA OKLASKI:

Elektroniczna skrzynka podawcza, błąd strony:

Aktualne dane adresowe wraz z aktualnymi numerami kont:

Aktualne podatki nie ruszone od 2021:

Opłata za gospodarowanie odpadami od stycznia 2023 uchwalona w 11.2025 😉 Wójt wynalazł podróże w czasie, ale skubany się nie podzieli

Ewidencje rejestry archiwa zatrzymały się w 2020

Druki formularze, turystyka rok 2004

Druki formularze, podatki, 2019 rok

a tego już zupełnie nie rozumiem. Czemu wyniki badania wody w Rudawce, Serskim Lesie i Gruszkach oprócz tego, że znajdują się ze wszystkimi sprawozdaniami z ubiegłych lat w dziale OCENA JAKOŚCI WODY, to są jeszcze w głównym katalogu (dolny lewy róg obrazu poniżej). Czy to coś znaczy?