W charakterze przypowieści:
I stało się w dniach dawnych, gdy pamięć ludu była krótka, a zapisy długie, że za górami wysokimi i borami nieprzebytymi leżała ziemia, którą zwano Łaską. A w ziemi tej było osiedle jedno, imieniem Udawka, a imię jego nie bez przyczyny było nadane.
I był w Udawce mąż nie końca święty, postawiony ponad innymi wolą ludu. Nie był on ani sprawiedliwy jak sędziowie dawni, ani bezbożny jak synowie Beliala, lecz stał pośrodku: znał dobro, lecz rzadko po nie sięgał. Serce jego było niespokojne, a duch jego był jak trzcina, którą każdy podmuch ugina. Odwagę swą chował jak srebro zakopane w ziemi i nie wydobywał jej, gdy była potrzebna
A droga wiodła przez Udawkę, nowa była i kamieniem obłożona, i poświęcona słowami wielkimi. Lecz rychło została zaniedbana: liść spadał na liść, śnieg na śnieg się kładł, a koleiny wypełniały się błotem. A słudzy, którym drogę powierzono, strzegli raczej swego odpoczynku niż kamienia.
I widział to mąż nie końca święty, i bolało go to w sercu, lecz nie powstał, by iść do Pana, który nad Łaską i całą okoliczną okolicą władał. Bał się bowiem oblicza Pana, bo było surowe, i głosu jego, bo był jak grzmot nad doliną. A gniew Pana był szybki, a łaska rzadka.
I wyszedł mąż nie końca święty pewnego dnia na drogę, i ugrzęzła noga jego w błocie i szatę ubrudził. I spotkał innego z ludu Łaski. I otworzył usta swoje, i wypowiedział słowa skargi nad drogą i nad sługami leniwymi. Lecz ów rzekł do niego:
„Czyż nie przeciw Panu mówisz, skoro sługi jego obwiniasz?”
I padł strach wielki na męża nie końca świętego. I zadrżały kolana jego, a serce jego stopniało jak wosk przed ogniem. I po trzykroć zaparł się słów swoich, mówiąc:
„Nie ja to rzekłem, lecz wiatr. A droga dobra jest, a liść i śnieg są znakiem czasu. A mnie droga ta nie jest potrzebna”.
I wrócił do domu swego, i usiadł w prochu, i rozważał w sercu swoim. I nie przyszedł do niego duch mądrości, lecz duch wybiegu.
I rzekł w sobie:
„Oddam drogę w ręce wojewody, a ręce moje będą czyste. Pan się nie rozgniewa, a lud pomyśli, że dzieło wielkie się dokonało”.
I powstał, i opasał biodra swoje, i poszedł do Pana. A Pan wysłuchał go i rzekł:
„Dobre są słowa twoje, bo zdejmują ciężar z ramion moich”.
I wezwali Radę starszych co zawsze głowy grawitacji poddali. I mówili do nich długo, aż zwiedli serce Rady, żeby uznali, że tak jest zapisane w porządku świata. I powiedzieli Panu „ Niech nam się stanie wedle słów Twoich”
I usłyszeli surmy i trąby grające, aż uczynili wedle słów swoich.
Wtedy podniósł się lament i płacz wielki wokół, a wokół zapadła ciemność, ale oni nie słuchali i nie patrzyli.
Lecz Czas, który jest świadkiem wszystkich spraw, nie zapomniał. I przyszły dni złe: ziemia została spustoszona, lud rozproszony, jednych pokonał las, innych niewola. A droga znów zarosła, bo nie była strzeżona, lecz przekazywana z rąk do rąk.
A Pan, mąż nie końca święty i Rada starszych zabrali srebrniki i odeszli do innej ziemi, i tam mieszkali w pokoju.
A kronikarz zapisał:
Biada temu, kto zna dobro, a go nie czyni.
Biada temu, kto ręce myje, gdy droga zarasta.
Bo Pan sądzi nie z pomysłów, lecz z uczynków.
Kto czyta, niech rozumie.
A przeczytał ten zapiski mąż wielki i świątobliwy wiele set lat później i dopisek swój złożył na okładce: „ Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż mąż nie do końca święty pochyli się nad losem maluczkich”
I spojrzał na to co napisał i dobre mu się wydało. Kazał swoim uczniom przeto przypowieść po świecie roznieść i nauczać.