
31 grudnia. Dla większości mieszkańców — koniec roku, przygotowania do świętowania, symboliczna chwila podsumowań. Dla części urzędników i osób funkcyjnych w gminie — dzień cichego spotkania, o którym mieszkańcom nie powiedziano nic. Ani przed, ani po.
To nie jest tekst o drobnej pomyłce urzędniczej. To tekst o tym, jak mieszkańcy gminy byli okradani — w świetle dokumentów, ustaw, interpretacji i działań, które z podstawami prawnymi miały niewiele wspólnego. A momentami — nie miały ich wcale.
To także kalendarium. Precyzyjne. Pokazujące:
- kto i kiedy wiedział,
- kto został poinformowany,
- kto milczał,
- a kto — co gorsza — kłamał w oficjalnych pismach, by w rozmowach nieoficjalnych przyznawać, że „sprawa jest problematyczna”, „może być przestępstwo”, ale… nic z tym nie zrobią.
Co zrobił pracownik urzędu, który jako pierwszy miał wiedzę o problemie?
Co zrobił Sekretarz Gminy, gdy przedstawiono mu wątpliwości?
Jak zachował się Wójt — jako organ wykonawczy i jako osoba odpowiedzialna za legalność działań urzędu?
I wreszcie: gdzie byli radni?
Przewodniczący komisji rewizyjnej — tej samej, która z definicji ma patrzeć władzy na ręce.
Przewodnicząca Rady Gminy — strażniczka procedur i porządku obrad.
Jak długo trwało to oszukiwanie mieszkańców?
I dlaczego narracja zaczęła się gwałtownie zmieniać dopiero w chwili, gdy padła jasna informacja: sprawa trafi do sądu?
Bo wtedy nagle:
- „trzeba to jeszcze raz przeanalizować”,
- „być może doszło do nieporozumienia”,
- „sprawa nie jest taka jednoznaczna”.
A wcześniej była jednoznaczna. I wygodna.
Na koniec pozostaje jeszcze jedno pytanie — być może najważniejsze.
Czy mecenas reprezentujący Gminę wiedział o problemie wcześniej?
A jeśli wiedział — dlaczego dopuścił do dalszych działań?
I co powiedział, gdy zarzuty zostały mu przedstawione wprost, twarzą w twarz, bez urzędowych formułek i bez miejsca na ucieczkę w ogólniki?
To nie jest tekst o emocjach.
To jest tekst o odpowiedzialności.
I o tym, że władza lokalna bardzo często liczy na jedno: że mieszkańcy nie będą drążyć.
Tym razem ktoś drąży.