A już 16 stycznia w nocy „Tajemnicze spotkanie 31 grudnia. Ustalenia, milczenie i konsekwencje”

31 grudnia. Dla większości mieszkańców — koniec roku, przygotowania do świętowania, symboliczna chwila podsumowań. Dla części urzędników i osób funkcyjnych w gminie — dzień cichego spotkania, o którym mieszkańcom nie powiedziano nic. Ani przed, ani po.

To nie jest tekst o drobnej pomyłce urzędniczej. To tekst o tym, jak mieszkańcy gminy byli okradani — w świetle dokumentów, ustaw, interpretacji i działań, które z podstawami prawnymi miały niewiele wspólnego. A momentami — nie miały ich wcale.

To także kalendarium. Precyzyjne. Pokazujące:

  • kto i kiedy wiedział,
  • kto został poinformowany,
  • kto milczał,
  • a kto — co gorsza — kłamał w oficjalnych pismach, by w rozmowach nieoficjalnych przyznawać, że „sprawa jest problematyczna”, „może być przestępstwo”, ale… nic z tym nie zrobią.

Co zrobił pracownik urzędu, który jako pierwszy miał wiedzę o problemie?
Co zrobił Sekretarz Gminy, gdy przedstawiono mu wątpliwości?
Jak zachował się Wójt — jako organ wykonawczy i jako osoba odpowiedzialna za legalność działań urzędu?

I wreszcie: gdzie byli radni?
Przewodniczący komisji rewizyjnej — tej samej, która z definicji ma patrzeć władzy na ręce.
Przewodnicząca Rady Gminy — strażniczka procedur i porządku obrad.

Jak długo trwało to oszukiwanie mieszkańców?
I dlaczego narracja zaczęła się gwałtownie zmieniać dopiero w chwili, gdy padła jasna informacja: sprawa trafi do sądu?

Bo wtedy nagle:

  • „trzeba to jeszcze raz przeanalizować”,
  • „być może doszło do nieporozumienia”,
  • „sprawa nie jest taka jednoznaczna”.

A wcześniej była jednoznaczna. I wygodna.

Na koniec pozostaje jeszcze jedno pytanie — być może najważniejsze.
Czy mecenas reprezentujący Gminę wiedział o problemie wcześniej?
A jeśli wiedział — dlaczego dopuścił do dalszych działań?
I co powiedział, gdy zarzuty zostały mu przedstawione wprost, twarzą w twarz, bez urzędowych formułek i bez miejsca na ucieczkę w ogólniki?

To nie jest tekst o emocjach.
To jest tekst o odpowiedzialności.
I o tym, że władza lokalna bardzo często liczy na jedno: że mieszkańcy nie będą drążyć.

Tym razem ktoś drąży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *