Jest znacznie lepiej. I właśnie dlatego szkoda tych błędów

Przepraszam, tak się rozmarzyłem, że mam przerwę od tego bagna, że zrobiłem sobie święto lasu czy innej puszczy.

Obiecany tekst.

Obiecałem, że ten tekst będzie momentami pozytywny. Dotrzymuję słowa: nowe postępowanie dotyczące oświetlenia w Gminie Płaska jest lepiej przygotowane od poprzedniego o rząd wielkości.

Mówię tutaj tylko o części technicznej, bo merytoryczna związana z samym postepowaniem leży i kwiczy.

Widać wykonany projekt. Dodano dokumenty, wymagania i zabezpieczenia, których wcześniej brakowało. Nie zamierzam tego pomijać tylko dlatego, że krytycznie oceniam działania urzędu.

Tym większe jest rozczarowanie, kiedy po tych poprawkach nadal znajdujemy błędy w podstawowych zasadach wyboru wykonawcy.

Nie da się porównać gruszek z jabłkami

Poprzednie postępowanie nie dawało dostatecznych podstaw do rzetelnego porównania ofert. Nie da się porównać gruszek z jabłkami i śliwkami tylko dlatego, że wszystkie sprzedaje się na kilogramy.

Podobnie nie wystarczy podać mocy lampy, liczby lumenów i ceny. Trzeba wiedzieć, jak proponowana oprawa oświetli konkretną drogę: czy światło będzie równomierne, czy nie pozostaną ciemne odcinki i czy lampa nie będzie oślepiała użytkowników.

W pierwszym zestawie dokumentów zabrakło danych i wymagań pozwalających to sprawdzić.

Urząd sam przyznał w uzasadnieniu unieważnienia, że nieprawidłowości w opisie mogły wpływać na dobór urządzeń, ceny i porównywalność ofert.

Nie znamy treści złożonych ofert. Wiemy natomiast, że dopiero podczas ich badania zamawiający stwierdził potrzebę poprawienia własnych wymagań.

I chociaż mogła istnieć pokusa, żeby „coś tam zdecydować”, wybrać wykonawcę i ogłosić sukces, ostatecznie postępowanie unieważniono. To była właściwa decyzja.

Szkoda czasu wykonawców i pracowników urzędu. Dobrze jednak, że zatrzymano się przed wyborem na podstawie dokumentacji, którą sam zamawiający uznał za wymagającą zmian.

Poprawę naprawdę widać

W nowym postępowaniu pojawiły się mapy, inwentaryzacja, wysokości i rozstawy słupów, szerokości dróg oraz wymagane klasy oświetleniowe.

Wykonawca musi przedstawić obliczenia fotometryczne. Ma więc wykazać, że jego oprawy zapewnią wymagany efekt w określonych warunkach.

Wreszcie zaczynamy porównywać jakość oświetlenia konkretnych miejsc, a nie tylko parametry urządzeń z katalogu.

Znacznie poprawiono również umowę. Są wymagane dokumenty i protokoły pomiarów elektrycznych, termin rozpoczęcia odbioru, kary za zwłokę w usuwaniu usterek oraz możliwość zlecenia naprawy innemu podmiotowi na koszt wykonawcy.

To konkretne zabezpieczenia interesu gminy. Za te zmiany należy się pozytywna ocena.

Zmieniły się również same roboty

Nowe postępowanie to więcej niż poprawiona specyfikacja lamp.

Wcześniej opisano demontaż, dostawę i montaż 65 opraw drogowych oraz 52 parkowych. Teraz przewidziano demontaż 21 istniejących opraw drogowych i montaż 63 nowych, w tym 42 dodatkowych punktów.

Do tego dochodzą 1807 metrów przewodu napowietrznego, dwie szafy oświetleniowe, wysięgniki i wyposażenie przyłączeniowe. Osobno pozostaje wymiana 52 opraw parkowych.

Mamy więc wymianę połączoną z rozbudową oświetlenia. To istotna zmiana zakresu, której nie można sprowadzić do doprecyzowania parametrów urządzeń.

Osiemdziesiąt procent i osiem dziesiątych punktu

Niestety przy zasadach wyboru wykonawcy wracamy do problemów.

Gmina deklaruje:

  • cena — 80%;
  • technologia optyczna — 20%.

Jednak wzór ceny daje najtańszej ofercie maksymalnie 0,8 punktu. Za technologię odbłyśnikową przyznaje się natomiast 20 punktów.

Maksimum punktowe za technologię jest więc 25 razy większe niż maksimum za cenę. A według deklarowanych wag to cena miała przeważać.

Żeby zachować proporcję 80 do 20, należało przyznawać maksymalnie 80 punktów za cenę i 20 za technologię. Albo konsekwentnie stosować skalę 0,8 i 0,2.

To zapewne błąd we wzorze. Ale nie jest to wzór w ćwiczeniu szkolnym. To mechanizm decydujący o wyborze wykonawcy za publiczne pieniądze.

Dla ilustracji, gdyby dopuszczono dwie oferty spełniające pozostałe wymagania, najtańsza za 100 tys. zł bez premii za technologię dostałaby 0,8 punktu. Oferta za 400 tys. zł z optyką odbłyśnikową otrzymałaby 0,2 punktu za cenę i 20 za technologię — łącznie 20,2 punktu.

Cztery razy droższa oferta zdecydowanie wygrywałaby w punktacji. Nawet jeżeli jej parametry użytkowe byłyby gorsze, ale nadal spełniały wymagania minimalne.

Nie oznacza to, że gmina ma budżet na taką ofertę. Pokazuje natomiast, jak bardzo zapisany mechanizm odbiega od zadeklarowanych proporcji.

Trudno zrozumieć, dlaczego po unieważnieniu pierwszego postępowania drugie nie przeszło tak podstawowego sprawdzenia.

Technologia obowiązkowa czy premiowana

Jest jeszcze druga część tego problemu.

W załączniku technicznym optykę odbłyśnikową opisano jako wymaganie. W kryteriach oceny przewidziano natomiast 20 punktów za odbłyśniki i zero za soczewki.

Czy ofertę z soczewkami można złożyć?

Jeżeli odbłyśniki są obowiązkowe, oferta soczewkowa nie spełnia wymagań. Wówczas wszystkie dopuszczone oferty otrzymają te same 20 punktów, a dodatkowe kryterium niczego nie rozróżnia.

Jeżeli soczewki są dopuszczalne, trzeba jasno zapisać to w wymaganiach.

Nie wyjaśniono również sposobu oceny oferty mieszanej — z inną technologią w lampach drogowych i inną w parkowych.

Wykonawca powinien wiedzieć przed złożeniem oferty, co jest dopuszczalne i za co otrzyma punkty. To elementarna zasada czytelnego zamówienia.

Sam rodzaj optyki nie dowodzi też przewagi jakościowej. Dobra oprawa soczewkowa może zapewnić bardzo dobry rozsył światła i ograniczenie olśnienia. Odbłyśnik również może sprawdzić się znakomicie.

Należy porównywać rezultaty: jakość oświetlenia, zużycie energii, trwałość i koszty eksploatacji. W przedstawionych dokumentach nie wyjaśniono, dlaczego sam odbłyśnik zasługuje na tak dużą premię.

Wygląd lampy również został określony

W przypadku opraw parkowych narzucono nie tylko parametry techniczne.

Wskazano płaski, okrągły korpus, dwa lub trzy ramiona wsporcze, płaską szybę hartowaną i mocowanie na słupie o średnicy 60 mm. De facto narzucono kształt i wymiar.

Dołączono rysunek z wymiarami: średnica 470 mm i wysokość 520 mm. Zapis o wymiarach „nie mniejszych” przy tolerancji −15% jest niezgrabny, ale przy najbardziej naturalnym odczytaniu określa dolne granice: 399,5 mm średnicy i 442 mm wysokości.

Mocowanie musi natomiast odpowiadać wskazanemu słupowi — nie można automatycznie pomniejszać go o tę tolerancję.

Wymaganie spójnego wyglądu może być uzasadnione. Jednak połączenie określonej formy, gabarytów, konstrukcji i technologii optycznej zawęża wybór produktów.

Warto wyjaśnić, dlaczego właśnie taka kombinacja jest potrzebna i ile modeli różnych producentów spełnia ją jednocześnie.

To pytanie o zasadność wymagań, nie dowód wskazania konkretnego producenta.

Żwirowa ścieżka wokół jeziora

Dalszego wyjaśnienia wymaga klasa M6 przypisana ścieżce wokół jeziora.

To żwirowy ciąg użytkowany przez pieszych i rowerzystów. Dla takiej przestrzeni właściwym punktem wyjścia są klasy P. Konkretną klasę trzeba dobrać do ruchu i warunków miejsca, a przyjęcie M6 wymaga uzasadnienia.

W klasach P ocenia się przede wszystkim średnie i minimalne natężenie oświetlenia: czy ścieżka jest dostatecznie oświetlona i nie pozostają na niej zbyt ciemne miejsca.

Klasy M opierają ocenę na luminancji nawierzchni, czyli jej jasności widzianej przez obserwatora. Żwir odbija światło inaczej niż asfalt. Nie można więc bez wyjaśnienia przenosić założeń typowej jezdni na ścieżkę wokół jeziora.

Osobną kwestią jest olśnienie od samych opraw i możliwość jaskrawych odbić światła od tafli wody. Zależy to od ustawienia lamp, położenia obserwatora i stanu powierzchni jeziora.

Trzeba zatem kontrolować kierunek światła i ograniczyć jego emisję poza ścieżkę.

Celem jest bezpieczny, komfortowy spacer. Lampy mają oświetlać trasę, a nie oślepiać ludzi i świecić po jeziorze.

Sama zmiana symbolu z M6 na P nie wystarczy. Potrzebne są właściwe założenia, obliczenia i ustawienie opraw.

Sto tysięcy godzin ale ile światła zostanie

W poprzednim postępowaniu dla opraw drogowych wskazano konkretnie: 100 000 godzin przy parametrze co najmniej L80. Oznacza to utrzymanie co najmniej 80% początkowego strumienia świetlnego po deklarowanym czasie.

W nowym dokumencie pozostawiono 100 000 godzin, ale utrzymanie strumienia ma być „zgodne z deklaracją producenta”. L80 i L90 wymieniono jedynie jako przykłady.

Wyraźne obniżenie wymagań i nieporównywalne. A dodatkowo jeden da lepszy, drugi gorszy, a nie można tego premiować bo mamy tylko ODBŁYSNIKI oceniane 0-1. Celowo ? Ktoś opróżnia magazyny ?

Przykład nie zastępuje jednoznacznego minimum. L80 oznacza 80% początkowego strumienia, a L90 — 90%. Jeżeli chcemy porównywać trwałość urządzeń, wykonawcy powinni wykazywać ją według jasno określonych, wspólnych wymagań.

Sto tysięcy godzin brzmi imponująco. Pytanie jednak, ile światła oprawa ma wtedy nadal zapewniać i w jakich warunkach potwierdzono tę deklarację.

Ponadto zapis dotyczy źródeł LED. Nie oznacza automatycznie, że zasilacz i cała oprawa będą działały przez sto tysięcy godzin.

W tym miejscu poprzednia dokumentacja była bardziej jednoznaczna. Szkoda, że przy poprawianiu całości zgubiono precyzję tego wymagania.

Po co obliczenia fotometryczne, skoro lepszy wynik nie jest premiowany?

Są potrzebne, aby sprawdzić, czy proponowane lampy w ogóle zapewnią wymagane oświetlenie. To istotna poprawa względem poprzedniego postępowania.

Ale na tym ich rola w ocenie ofert zasadniczo się kończy. Oprawa, która ledwie spełnia wymagania, i oprawa zapewniająca korzystniejsze parametry nie dostają z tego tytułu różnej liczby punktów. Nie premiuje się również mniejszego zużycia energii ani większej trwałości.

Premię otrzymuje natomiast odbłyśnik. Bez konieczności wykazania, że daje lepszy rezultat niż rozwiązanie soczewkowe lub hybrydowe.

Urząd wymaga więc obliczeń potwierdzających efekt, ale dodatkowe punkty przyznaje za sposób jego uzyskania. W dokumentacji brakuje wyjaśnienia, dlaczego właśnie ten sposób ma być wart więcej.

Certyfikat równoważny ale czy zostanie przyjęty

W załączniku technicznym wymagany jest certyfikat ENEC lub równoważny europejski certyfikat, potwierdzający zgodność z wymienionymi normami bezpieczeństwa opraw.

To pozytywne wymaganie: zamawiający oczekuje potwierdzenia bezpieczeństwa urządzeń, a nie wyłącznie zapewnienia sprzedawcy.

Jednak w samym zapytaniu, w wykazie dokumentów składanych z ofertą, wymieniono już tylko certyfikat ENEC. Pominięto możliwość przedstawienia certyfikatu równoważnego.

W jednym dokumencie alternatywa jest dopuszczona, w drugim nie została wymieniona. Przy zastrzeżeniu, że brak wymaganych dokumentów oznacza odrzucenie oferty bez wezwania do uzupełnienia, wykonawca powinien mieć pewność, jakie potwierdzenie zostanie zaakceptowane.

Należy ujednolicić zapisy i określić sposób wykazania równoważności. Nie powinno się zostawiać takiej kwestii do rozstrzygnięcia dopiero po otwarciu ofert.

Sam ENEC nie rozstrzyga też, która lampa lepiej oświetli ścieżkę, zużyje mniej energii czy dłużej zachowa strumień świetlny. Potwierdzenie bezpieczeństwa i porównanie parametrów użytkowych to odrębne kwestie.

Dlaczego wybrano właśnie technologię odbłyśnikową, a nie dopuszczono jednoznacznie soczewkowej lub hybrydowej? Dokumentacja tego nie wyjaśnia.

Owszem, niektóre soczewki mogą żółknąć. Ale odbłyśnik również nie jest odporny na wszystko. Słabej jakości powierzchnia odbijająca może matowieć, korodować lub tracić powłokę. Przy pracy na zewnątrz znaczenie mają wilgoć, zmiany temperatury, materiały i jakość zabezpieczenia.

Dlatego należałoby wymagać potwierdzonej trwałości optyki w określonych warunkach, zamiast zakładać, że każdy odbłyśnik jest lepszy od każdej soczewki.

Samo słowo „odbłyśnik” nie gwarantuje jakości. A w tym postępowaniu daje 20 punktów, bez wykazania przewagi trwałości czy efektu oświetlenia.

Bezpiecznik ma chronić obwód

Niefortunne jest również wymaganie wkładki bezpiecznikowej „nie mniejszej niż 4 A”.

Jeżeli wykonawca zaproponuje 6 A, spełni ten pojedynczy zapis. Jeżeli da 10 A albo 20 A — również.

Matematycznie wszystko się zgadza. Elektrycznie już niekoniecznie.

Zabezpieczenie musi być dobrane do przewodu, oprawy i warunków zwarciowych. Większa wartość nie oznacza lepszej ochrony.

Bezpiecznik ma chronić obwód, a nie tylko spełniać nierówność w zapytaniu ofertowym.

Nie twierdzę, że 4 A jest niewłaściwe. Problem polega na podaniu wyłącznie dolnej granicy, bez określenia charakterystyki i zasad doboru.

Ochrona lampy to nie ochrona całej instalacji

Dla opraw wskazano parametry ochrony przeciwprzepięciowej: minimum 6 kV w trybie różnicowym i 10 kV w trybie wspólnym. To pozytywny element dokumentacji.

Nie zastępuje jednak opisu ochrony nowych obwodów i szaf.

W przekazanym zestawie brakuje szczegółowego określenia ograniczników przepięć w szafach, ich podłączenia, uziemienia i współpracy z ochroną w oprawach. Nie przedstawiono również oceny zagrożeń związanych z wyładowaniami dla nowych odcinków napowietrznych.

Sam parametr 10 kV nie oznacza odporności na bezpośrednie uderzenie pioruna.

Przy rozbudowie instalacji potrzebne jest kompletne rozwiązanie. Podobnie doprecyzowania wymagają wyposażenie szaf oraz zasady sterowania nowymi obwodami.

Krótki termin i wysokie wymagania

Dokumenty datowano na piątek 9 października. Termin ofert wyznaczono na czwartek 15 października o 14.30.

Wykonawca ma dobrać urządzenia, zebrać dokumenty, przygotować obliczenia fotometryczne i wycenić rozbudowę instalacji. Może również potrzebować oględzin.

Brak wymaganych dokumentów ma skutkować odrzuceniem oferty bez wezwania do uzupełnienia.

Od wykonawców oczekuje się więc dużej precyzji w bardzo krótkim czasie. Tym bardziej należało zapewnić taką samą precyzję po stronie urzędu.

Rozczarowanie pozostaje

Nie mam dowodów na ustawienie postępowania ani uprzywilejowanie konkretnej firmy. Mam dokumenty, które pokazują zarówno dużą poprawę, jak i błędy wymagające wyjaśnienia.

Nie oczekuję nieomylności. Oczekuję, że po nieudanym pierwszym podejściu drugie zostanie sprawdzone szczególnie uważnie.

Ktoś przygotował te dokumenty. Ktoś powinien był przeczytać je razem, sprawdzić zgodność zapisów i przeliczyć punktację. Wójt je podpisał.

To właśnie najbardziej rozczarowuje. Wykonano dużo potrzebnej pracy, a mimo to pozostawiono błąd, który można wykryć jednym prostym działaniem na kalkulatorze.

Chciałbym móc napisać: poprawili, sprawdzili, teraz można spokojnie wybierać wykonawcę. Na razie nie mogę.

Nie proszę o cuda. Chcę móc przeczytać dokument własnej gminy i mieć pewność, że ktoś sprawdził go przede mną.

Patrzymy. Pytamy. Liczymy. Żeby wszystkim żyło się lepiej.

Życzę Wam dobrych dni, żeby słonko jeszcze przygrzało w najbliższy weekend, dużo grzybów w lasach i żeby Wasze drogi nie musiały skręcać do Urzędu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *