Po południu napiszę więcej i dokładniej. Jeżeli wczorajszy post Ci się nie podobał, tego tym bardziej nie czytaj. Pokazuje tylko, dlaczego mam już dość.

Bo ja już naprawdę nie wiem, jak o tym pisać, żeby ktoś wreszcie potraktował to poważnie.

Każdy może popełnić błąd. Ale jeżeli ktoś przygotowuje dokument decydujący o wydawaniu wspólnych pieniędzy, ktoś inny powinien go sprawdzić. W Płaskiej najwyraźniej nawet to jest wymaganiem ponad siły.

Ile razy można tłumaczyć rzeczy podstawowe? Ile razy mieszkańcy mają sprawdzać pracę ludzi, którym płacą za jej prawidłowe wykonanie? Dlaczego to my mamy pilnować, żeby urząd przeczytał własne dokumenty przed ich podpisaniem?

Po południu obiecany ostatni na jakiś czas artykuł. Będzie o przetargu na lampy. Momentami nawet pozytywnie, bo drugie podejście jest wyraźnie lepsze. Tyle że poprawa nastąpiła dopiero po unieważnieniu pierwszego postępowania, kiedy urząd sam przyznał, że specyfikacja wymaga zmian. Moim zdaniem: napisali debilną specyfikację. Obiecuję, że będzie bez inwektyw. Więc emocjom dam wyraz teraz.

Ktoś kto to wypuścił, to:

  • osoba z deficytami umysłowymi, która powinna pomyśleć o wizycie u specjalisty
  • dziecko
  • osoba, która ma wszystko w dup.e
  • specjalista wybrany przez Słońce gminy

Proszę samemu wybrać sobie właściwą odpowiedź. Ankieta dopuszcza wybór kilku odpowiedzi.

Dostali kubeł zimnej wody na głowę. Trochę pomogło. Do kalkulatora najwyraźniej jeszcze nie dotarli.

Miałem pomilczeć i zobaczyć, co zrobią po otwarciu ofert. Ale to są nasze pieniądze. Bałem się, że ktoś wykorzysta tę furtkę — zostawioną celowo lub nie. Dlatego pokazuję problem teraz.

I właśnie to mnie zniechęca. Chcę odpuścić, zamknąć komputer, zająć się swoim życiem. A potem czytam kolejny dokument i widzę, że znowu trzeba reagować. Bo przecież ktoś to podpisał i puścił dalej.

W dokumentach piszą: cena — 80%, technologia optyczna — 20%.

A niżej zamieszczają wzór, według którego najlepsza cena dostaje maksymalnie 0,8 punktu.

Za technologię odbłyśnikową przyznają natomiast 20 punktów.

Tak. Dwadzieścia punktów za odbłyśnik i osiem dziesiątych punktu za najlepszą cenę.

Technologia ma więc maksimum punktowe 25 razy większe niż cena, choć według deklarowanych wag to cena miała przeważać. I to jaka ku…a technologia. To odbłyśnik, czyli szczyt możliwości percepcyjnych urzędnika.

Czy naprawdę trzeba być mieszkańcem piszącym bloga, żeby zauważyć, że 0,8 i 80 to nie jest to samo?

I to jaka technologia! Czy to przetarg dla idiotów? W tym kryterium nic o sprawności, trwałości, jakości czy czymkolwiek, co wykazywałoby rzeczywistą przewagę jednej oprawy nad drugą. Nawet jeśli ten p……ny odbłyśnik jest najtańszym rozwiązaniem, a cała oprawa ledwie spełnia wymagania minimalne, i tak otrzyma 20 punktów na maksymalnie 20,8 możliwych.

Czy to ja nie rozumiem rzeczywistości, czy nasz UG Płaska zaczyna wypuszczać dokumenty, których nie da się obronić nawet przy najbardziej życzliwej interpretacji?

Może szkolenie? Jest taka miejscowość pod Białymstokiem w kierunku na Warszawę.

Żeby pokazać skalę błędu, przyjmijmy hipotetycznie, że dopuszczono dwie oferty spełniające pozostałe wymagania:

A: 100 tys. zł, technologia bez premii — choćby była dziesięć razy lepsza — 0,8 punktu.

B: 400 tys. zł, technologia odbłyśnikowa — najgorszy badziew, który jeszcze spełnia wymagania minimalne — 0,2 punktu za cenę + 20 punktów za technologię = 20,2 punktu.

Nawet jeżeli ta droższa oprawa jest znacznie gorsza od tańszej pod względem parametrów użytkowych — o ile nadal spełnia wymagania minimalne. Bo te 20 punktów przyznaje się za samą technologię odbłyśnikową, a nie za wykazaną przewagę w jakości oświetlenia, trwałości czy zużyciu energii.

Cztery razy droższa oferta miażdży tańszą w punktacji.

Jakiś magazyn w okolicy wypycha stare stany magazynowe?

A teraz najlepsze: w załączniku technicznym optykę odbłyśnikową opisano jako wymaganie. Więc może oferta bez niej w ogóle nie powinna być dopuszczona?

Jeżeli tak, wszyscy dopuszczeni dostaną te same 20 punktów, a całe dodatkowe kryterium będzie pustą dekoracją. Jeżeli nie, wymagania trzeba poprawić.

Jedni wykonawcy mają czytać wymagania, inni kryteria, a urząd po otwarciu ofert wybierze sobie interpretację?

Ja p……ę, czy naprawdę musimy wygrywać w województwie konkurs na najbardziej idiotyczne przetargi?

Krótki, niespełna tygodniowy termin, obowiązkowe obliczenia, dokumenty bez możliwości uzupełnienia — od wykonawców wymaga się pełnej dyscypliny. A od autorów? Poprawnego mnożenia już nie?

Nie mam dowodów na znajomego królika ani dogadywanie ofert. Mam coś, czego nie trzeba sobie dopowiadać: czarno na białym zapisany błąd w zasadach wyboru wykonawcy oraz sprzeczność między dokumentami.

A przy zapisie, że oprawy mają być dopasowane do istniejących słupów, warto byłoby te słupy zobaczyć. Na oględziny, dobór urządzeń, obliczenia i przygotowanie oferty czasu jest niewiele. Chyba że ktoś wszystko ma już przygotowane.

Ktoś to napisał. Ktoś powinien był sprawdzić. Wójt podpisał.

A ja chciałbym wreszcie wiedzieć: kto za to odpowiada? Kto ma dopilnować, żeby po pierwszym unieważnieniu drugi dokument był już porządny? Do kogo jeszcze trzeba napisać, żeby tak podstawowy błąd nie trafiał do wykonawców?

I jak się nie wk……ć? Jak nie mieć dość, skoro po jednym unieważnionym postępowaniu dostajemy drugie, w którym nadal nie sprawdzono podstaw?

Jak powiedzieć, że kiedyś w tej gminie będzie, k…a, normalnie?

Najbardziej wkur..a mnie to, że po tylu opisanych sprawach nadal nie potrafię wskazać momentu, w którym ktoś w urzędzie powiedział: dość, sprawdzamy, poprawiamy i bierzemy odpowiedzialność.

Za każdym razem muszę od początku pokazywać, co jest napisane, co się nie zgadza i dlaczego to ma znaczenie. Aż w końcu człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ktokolwiek po drugiej stronie jeszcze słucha.

Im naprawdę zbyt łatwo przychodzi organizowanie takich eksperymentów za wspólne pieniądze. A mnie coraz trudniej przychodzi wiara, że kolejny opisany błąd cokolwiek zmieni.

Po południu reszta: żwirowa ścieżka z klasą M6, bezpieczniki „nie mniejsze niż 4 A”, nowe obwody, szafy i to, czego nadal w dokumentacji brakuje.

A pod wszystkim, jak zwykle, podpis naszego szkodnika z gatunku łasicowatych. Zresztą tak jak we wszystkich opisanych przeze mnie sp……nych przetargach.

Ja już nie proszę o cuda. Chcę móc przeczytać dokument własnej gminy i nie bać się, co znowu w nim znajdę.

5 komentarzy do “Po południu napiszę więcej i dokładniej. Jeżeli wczorajszy post Ci się nie podobał, tego tym bardziej nie czytaj. Pokazuje tylko, dlaczego mam już dość.”

  1. Krzysztof Toczko

    Proszę się nie poddawać.
    Pisać dalej.
    Tylko jak to zrobić żeby nie zwariować?
    Nie wiem.
    Zastanawiam się jak to będzie przed samymi wyborami. 🙂
    Na pewno pięknie. Wszyscy uśmiechnięci. Może metro nam wybudują. 🙂

    Odpowiedz ↓
    1. admin4984 Autor wpisu

      Jestem może głupi, ale pomyślałem, że może zrobic z tego drugie Rancho. Na youtubie. Konflikty, wladza, układy. Ja za czas wolny zarobię, a i w kraju popatrzą jak to na wsi gościu, któremu normalnie szczotki byście nie dali do potrzymania, bo złamie, Wójtem zostaje. Nie pisze że jest. Piszę, że zostaje. Reszta to klocki lego, przytululanie mamusi i tata wbijający w dumę. A swoją drogą czy tata się zastanawia czemu jego koledzy sprzed 2024 moŵią, że mu odpieprzyło

      Odpowiedz ↓
  2. CWPM

    Hipotetycznie….
    Przy takiej rozbieżności między deklarowaną wagą kryteriów a sposobem naliczania punktów kontrola dokumentacji wydaje się uzasadniona. W pierwszej kolejności należałoby rozważyć wniosek o kontrolę doraźną do Prezesa UZP, a w razie potwierdzenia nieprawidłowości także ocenę sprawy pod kątem ewentualnego naruszenia dyscypliny finansów publicznych przez właściwe organy.

    Kluczowe jest ustalenie, czy sposób punktowania rzeczywiście narusza zasady uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców , oraz czy mógł wpłynąć na wynik postępowania. Bez pełnej dokumentacji nie przesądzałbym ani o odpowiedzialności konkretnych osób, ani o popełnieniu przestępstwa. To właśnie powinno zostać obiektywnie zweryfikowane.

    Odpowiedz ↓
  3. Wojciech Skrzyszewski

    Co do serialu to za poprzedniego wójta operowałem nazwą Płaskowyje. Faktycznie nie trzeba dużego wysiłku żeby napisać scenariusz do filmu , bo piszą go sami włodarze.
    Jeżeli chodzi o sytuację z UG, to jak powiedział klasyk opisujący państwo polskie , jedząc ośmiorniczki -ch.j ,dupa i kamieni kupa.

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *