Co Wójt ukrywa? Szkoła za miliony, a woda w środku

Który z radnych zapyta o przyczynę zalewania szkoły i dopilnuje konkretnej odpowiedzi? „Przyjrzę się” i „zobaczę” to jeszcze nie rozwiązanie problemu.
Zaczynamy nową serię. Roboczy tytuł: „Co Wójt ukrywa?” Pierwszy temat dotyczy szkoły — inwestycji za miliony i wody, która, według przekazanych mi informacji, po opadach dostaje się do budynku.
O problemie wie Pani Przewodnicząca Rady Gminy. Wiedzą też przynajmniej ci radni, którzy słyszeli jej wypowiedź 21 września: Pan Gołkowski, Pan Demski, Pani Citkowska i Pani Ślepska.
Pozostaje pytanie: co z tą wiedzą zrobią?
Miliony na inwestycję. A potem trzeba usuwać wodę
Według informacji, które do mnie dotarły, po deszczu w szkole zbiera się woda, którą trzeba usuwać.
Na początek mamy więc posadzkę, możliwe zawilgocenie i ryzyko kolejnych uszkodzeń. Takie tam drobne. Na waciki. Oczywiście pod warunkiem, że waciki kupujemy za publiczne pieniądze.
Ile będzie kosztowała naprawa? Ile trwa usuwanie wody? Czy firma utrzyma gwarancję? Już w to wierzę! Chcę natomiast wiedzieć, czy gmina zgłosiła problem, komu go zgłosiła i co zrobiła, żeby zabezpieczyć budynek oraz możliwość dochodzenia naprawy.
Bo woda w szkole nie powinna czekać, aż ktoś uzna ją za problem.
Kostka ze spadkiem do budynku?
Podobno kostkę ułożono ze spadkiem w stronę szkoły. To informacja, którą trzeba sprawdzić, mierząc spadki i porównując wykonanie z dokumentacją.
Ale przecież mieliśmy ludzi odpowiedzialnych za tę inwestycję. Był projekt, nadzór, wykonawca i odbiór. Robotę odebrano, pieniądze zapłacono.
A woda, według relacji, nadal dostaje się do środka.
Najwyraźniej nie przeczytała protokołu odbioru.
Cofnijmy się do 21 września
W rozmowie uczestniczyli mieszkaniec Gruszek, ja, Pani Sołtys, Pan Sekretarz Gminy, czworo radnych i Pani Przewodnicząca Rady Gminy Katarzyna Tomczyk.
Opisuję tę rozmowę tak, jak ją zapamiętałem.
Pani Przewodnicząca mówiła o dostawaniu się wody do budynku, jednocześnie wskazując, że roboty wykonano zgodnie z dokumentacją.
Zapytałem, kto zatwierdził takie rozwiązanie.
Nie usłyszałem odpowiedzi.
Zapytałem, kto nadzorował wykonanie.
Nie usłyszałem odpowiedzi.
Zwróciłem uwagę na odpowiedzialność kierownika budowy za potwierdzenie zgodności wykonanych prac z projektem i przepisami.
Znów nie usłyszałem wyjaśnienia.
Pani Sołtys wspomniała o inspektorze nadzoru. I właśnie ten wątek należałoby sprawdzić: kto odpowiadał za poszczególne etapy, co kontrolował i jakie dokumenty podpisał.
„Zgodnie z projektem” nie osuszy szkoły
Z wypowiedzi Pani Przewodniczącej zapamiętałem przede wszystkim taki przekaz: jest problem, ale wykonawca zrobił zgodnie z projektem.
Tyle że to dopiero początek wyjaśniania sprawy.
Jeżeli wykonano zgodnie z projektem, trzeba sprawdzić projekt. Jeżeli wykonanie odbiega od dokumentacji, trzeba sprawdzić wykonanie. W obu przypadkach pozostają pytania o nadzór i odbiór.
Zdanie „tak było w projekcie” nie usuwa wody z budynku i nie wskazuje, kto ma zapłacić za naprawę.
Dlatego odebrałem tę wypowiedź jako usprawiedliwianie wykonawcy, zanim przedstawiono nam przyczynę problemu i ustalono odpowiedzialność.
Gdyby chodziło o inwestycję wspólnoty, którą zarządzam, oczekiwałbym od jej przedstawicieli przede wszystkim ochrony interesów właścicieli: udokumentowania usterki, ustalenia przyczyny, zgłoszenia roszczeń i dopilnowania naprawy.
Od przedstawicieli gminy oczekuję dokładnie tego samego. Tylko właścicieli jest więcej — bo płacimy wszyscy.
Sto tysięcy? Dwieście?
Podczas tej rozmowy Pan Demski zapytał o kwotę. Poprosiłem, żeby spróbował zgadnąć.
Padło 100 tysięcy złotych. Powiedziałem, żeby się nie ograniczał.
Padło 200 tysięcy złotych.
Wtedy zakończyłem zgadywanie. Według informacji, którymi wówczas dysponowałem, nawet druga kwota nie zbliżała się do przewidywanego kosztu rozwiązania problemu.
To nie jest jednak przedstawiony mieszkańcom kosztorys. Dlatego potrzebujemy dokumentów i konkretnych wyliczeń. Jaki zakres prac jest konieczny, ile ma kosztować i kto ma za niego zapłacić?
Radni — pytacie czy dalej bawimy się w surykatki?
Panie Gołkowski, Panie Demski, Pani Citkowska, Pani Ślepska — słyszeli Państwo tę rozmowę.
Czy zapytają Państwo:
- Którędy i dlaczego woda dostaje się do szkoły?
- Czy sprawdzono spadki nawierzchni, odwodnienie i zgodność wykonania z projektem?
- Kto projektował, nadzorował i odbierał te prace?
- Kiedy stwierdzono problem, kiedy go zgłoszono i jakie działania podjęto?
- Czy istnieje ekspertyza lub kosztorys naprawy?
- Czy zabezpieczono uprawnienia gminy z gwarancji i rękojmi?
- Kto ma pokryć koszty i na jakiej podstawie?
I przede wszystkim: czy dopilnują Państwo odpowiedzi popartej dokumentami, czy wystarczy kolejne „przyjrzę się”?
Surykatka przynajmniej stoi na warcie i ostrzega swoje stado.
Mieszkańcy też powinni dostać ostrzeżenie, zanim przyjdzie rachunek.
Czy gmina idzie do sądu? A pieniądze już wypłacone?
Jeden z sygnalistów, którzy przekazali mi informacje o tej sprawie, mówi, że gmina zamierza iść do sądu. Być może już poszła. To również wymaga potwierdzenia.
Ale skoro sprawa ma trafić przed sąd, to po jakiego grzyba odbieraliśmy roboty? Po jakiego grzyba płaciliśmy kolejne raty?
Kluczowe jest jedno: kiedy stwierdzono problem — przed odbiorem i wypłatą pieniędzy czy dopiero później?
Gdyby gmina miała podstawę do zatrzymania części wynagrodzenia i z niej skorzystała, czy dziś łatwiej byłoby wyegzekwować poprawki od wykonawcy albo sfinansować wykonanie zastępcze?
Pytanie retoryczne. Ale o to, czy zabezpieczono nasze pieniądze, pytam już całkiem serio.
Czy otwarcie we wrześniu było ważniejsze niż usunięcie usterek?
Jeżeli problem był znany przed odbiorem i wypłatą kolejnych rat, to dlaczego nie dopilnowano naprawy? Czy dlatego, że mogłoby to opóźnić wrześniowe otwarcie szkoły?
I tutaj pojawia się najpoważniejsze pytanie: czy ambicja Wójta, żeby ogłosić zakończenie inwestycji, wzięła górę nad interesem mieszkańców?
Czy łatwiej było przeciąć wstęgę niż przyznać, że są usterki i wykonawca musi je usunąć?
Chcę wiedzieć, czy odebrano inwestycję mimo znanych problemów, żeby zdążyć z otwarciem. Czy sprawdzono konsekwencje dla gwarancji? Czy zabezpieczono możliwość odzyskania kosztów naprawy i szkód powstałych wskutek zalewania?
Czy sukces miał mieć jednego gospodarza, a rachunek za jego ogłoszenie mamy dostać wszyscy?
Panie Wójcie — czy termin otwarcia szkoły postawiono ponad usunięciem usterek i ochroną publicznych pieniędzy? Czy tak właśnie było?
Patrzymy. Pytamy. Liczymy. Żeby wszystkim żyło się lepiej.

Rysunek satyryczny. Rodzice symbolizują politycznych obrońców Wójta. A może nie? Obrazy mają różne techniki, prawa i wizje.