Według metody protokołowania pani Moniki Brzostowskiej

Scenariusz: Monika Brzostowska
Reżyseria: Katarzyna Tomczyk
W rolach głównych: dwie panie Ewy
Rok 1938, gdzieś w Europie Środkowo-Wschodniej
Do polskich władz wpływa uprzejme pismo od Joachima von Ribbentropa:
Szanowni Polacy!
Mamy pewne problemy z zaopatrzeniem Prus Wschodnich. Chcielibyśmy, abyście – jako dobrzy sąsiedzi – pozwolili nam swobodnie transportować towary przez terytorium Polski.
Ponieważ zależy nam na szybkości dostaw, prosimy, aby transportów nie kontrolować, gdyż spowalnia to w znaczący sposób logistykę. Zapewniamy, że przewożona będzie wyłącznie żywność, chemia gospodarcza oraz inne artykuły pierwszej potrzeby.k
Liczymy na Państwa empatię, zrozumienie i dobrosąsiedzką współpracę.
Józef Beck odpowiada:
Nie zgadzamy się. Polska sama będzie decydować, kto i na jakich zasadach może korzystać z jej terytorium.
Ribbentrop nie kryje rozczarowania:
Polacy, nie bądźcie obojętni na tragedię mieszkańców Prus Wschodnich. Wykażcie się empatią. Przecież chodzi wyłącznie o zapewnienie ludziom żywności i podstawowych środków do życia.
Beck pozostaje nieugięty:
Nie wyrażamy zgody. Jesteśmy Polakami i będziemy bronić własnej suwerenności.
Po chwili Ribbentrop przypomina sobie o jeszcze jednej drobnej sprawie:
Aha, przy okazji: Gdańsk, ze względu na swoje położenie, ma trudności z zaopatrzeniem i rozwojem.
Proponujemy włączenie go do III Rzeszy. Z pewnością przyczyni się to do rozkwitu miasta i poprawy warunków życia jego mieszkańców.
Beck odpowiada:
Polska nie zgadza się na zmianę statusu Gdańska pod niemieckim naciskiem. Niemcy nie będą nam mówić, co mamy robić.
Po zakończeniu rozmów strona niemiecka odnotowuje:
„Przedstawiciele Polski nie wykazali należytej empatii, odrzucili propozycję pomocy humanitarnej i zakłócili proces budowania dobrosąsiedzkich relacji”.
1 września 1939 roku
Kapitan niemieckiego pancernika „Schleswig-Holstein” postanowił uczcić rozpoczęcie roku szkolnego efektownym pokazem pirotechnicznym.
Widowisko miało zainteresować młodzież historią, techniką wojskową oraz ideą międzynarodowej współpracy.
Niestety osoby przebywające na Westerplatte nie zrozumiały pokojowego i edukacyjnego charakteru przedsięwzięcia.
Zamiast podziwiać pokaz, odpowiedziały ogniem i przez siedem dni zakłócały uroczystość.
Kapitan niemieckiego okrętu, widząc, że przygotowana atrakcja nie przynosi oczekiwanych rezultatów, zakończył wydarzenie.
W protokole zapisano:
„W związku z zakłóceniem pokazu przez stronę polską uczestnicy uroczystości podjęli działania mające na celu przywrócenie porządku. Po siedmiu dniach osoby zakłócające opuściły zajmowany obiekt”.
Nie odnotowano, kto pierwszy otworzył ogień.
Nie odnotowano również, dlaczego niemiecki pancernik przypłynął do Gdańska ani dlaczego miał na pokładzie ostrą amunicję.
Informacje te uznano za nieistotne dla prawidłowego sporządzenia protokołu.
Operacja komunikacyjno-humanitarna
Niemcy, widząc, że polski rząd – zaślepiony niechęcią do swoich sąsiadów, z którymi od setek lat prowadził pokojową i obopólnie korzystną wymianę handlową – nie zamierza dobrowolnie przyjąć oferowanej pomocy, postanowili działać.
Mając na względzie dobro mieszkańców Prus Wschodnich, poprawę komunikacji z Gdańskiem, a także ochronę Polaków przed nadciągającą sowiecką pożogą, wojska niemieckie wkroczyły na krótki czas do Polski.
Nie była to oczywiście żadna agresja.
Była to specjalna operacja komunikacyjno-humanitarna, przeprowadzona wskutek długotrwałego braku współpracy ze strony polskiej.
Na teren kraju skierowano wiele wyspecjalizowanych jednostek pomocniczych. Ich członkowie poruszali się pieszo, byli jednakowo ubrani, wyraźnie oznaczeni i wykonywali swoje obowiązki z wyjątkową wytrwałością oraz niemiecką dokładnością.
Pojazdy również dostosowano do potrzeb niezbyt rozwiniętego kraju, jakim była wówczas Polska.
Część poruszała się na kołach, a część na gąsienicach, co gwarantowało dotarcie z pomocą nawet w najtrudniejszy teren.
Pojawiła się także szczególna nowość – prekursor współczesnego lotniczego pogotowia ratunkowego.
Piloci przez całą dobę latali nad polskimi miastami, uważnie wypatrując miejsc, w których mieszkańcy mogli potrzebować natychmiastowej pomocy.
Kiedy takie miejsce znajdowali, niezwłocznie zrzucali przygotowane wcześniej pakunki.
Niestety polska ludność, nieprzyzwyczajona do pomocy udzielanej z tak dużej wysokości, nie zawsze reagowała na nią z należytą wdzięcznością.
Miesiąc później
Po miesiącu Polacy zaprzestali niepotrzebnego oporu wobec tak ogromnej ilości niemieckiej dobroci.
Wszędzie, gdzie pojawiali się przedstawiciele nowych władz, organizowano widowiska pirotechniczne, rozpalano wielkie ogniska i urządzano defilady.
Wprowadzono również nowoczesny program urbanistyczny. W wielu miejscowościach usuwano starą zabudowę, przygotowując w ten sposób przestrzeń pod przyszłe inwestycje.
Mieszkańcy początkowo protestowali, ponieważ nie rozumieli długofalowej wizji nowych władz.
Ich zastrzeżenia uznano jednak za zakłócanie procesu modernizacji.
Wielki program integracji europejskiej
Następnie rozpoczęto szeroki program integracji europejskiej.
Zmieniano nazwy ulic, urzędów i miejscowości, aby mieszkańcy mogli poczuć się częścią większej wspólnoty.
W urzędach ograniczano używanie języka polskiego, ponieważ nadmierne przywiązanie do języka ojczystego mogło utrudniać rozwój zawodowy i kontakty międzynarodowe.
Do pomocy skierowano tysiące umundurowanych wolontariuszy, którzy całkowicie bezpłatnie uczyli Polaków języka niemieckiego.
Stosowano przede wszystkim nowoczesną metodę bezpośrednią.
Wolontariusz wydawał polecenie po niemiecku, a mieszkaniec miał je wykonać.
Jeśli nie zrozumiał, polecenie cierpliwie powtarzano – zazwyczaj znacznie głośniej.
Dzięki temu Polacy bardzo szybko poznawali najważniejsze zwroty potrzebne w codziennym życiu.
Program obejmował również naukę porządku, punktualności oraz bezwzględnego wykonywania poleceń.
Uczestnictwo było powszechne, bezpłatne i tak atrakcyjne, że nie przewidziano możliwości rezygnacji.
Nowe władze przejęły także część przedsiębiorstw, gospodarstw i mieszkań, zdejmując z Polaków ciężar zarządzania własnym majątkiem.
Dzięki temu obywatele mogli całkowicie skupić się na pracy, wykonywaniu poleceń i nauce języka niemieckiego.
Zakończenie projektu
Niestety całego programu nie udało się doprowadzić do końca.
Wskutek obstrukcji ze strony aliantów, działań Stalina oraz uporczywego braku wdzięczności części mieszkańców Niemcy zostali zmuszeni do przerwania projektu i powrotu do siebie wcześniej, niż pierwotnie planowali.
Po zakończeniu działań sporządzono protokół:
„W związku z zakłóceniem stosunków dobrosąsiedzkich przez stronę polską przedstawiciele Niemiec weszli na terytorium Polski. Po krótkim czasie, wskutek okoliczności niezależnych od organizatorów, zakończyli operację i opuścili zajmowane obszary. Mieszkańcy wznowili funkcjonowanie”.
W kolejnych latach, dzięki wprowadzonym innowacjom oraz rozpoczętym działaniom urbanistycznym, Polacy odnotowali wyraźny wzrost znajomości języków obcych. Zwłaszcza niemieckiego i rosyjskiego.
Po zakończeniu operacji rozpoczął się także prawdziwy boom gospodarczy.
Budowano fabryki, domy, szkoły i całe osiedla. Polscy robotnicy, wzbogaceni o doświadczenia wyniesione z kontaktu z niemieckimi technikami organizacji pracy, zostawali przodownikami i osiągali nawet kilkaset procent normy.
Nie wyjaśniono jedynie, dlaczego większość tych domów i fabryk trzeba było najpierw odbudować.
Absurdalne?
Oczywiście.
Wystarczy jednak usunąć sprawcę, przemilczeć przyczynę, pominąć najważniejsze wydarzenia i pozostawić wyłącznie wygodny dla autora skutek.
Wtedy agresja zmienia się w „operację komunikacyjno-humanitarną”.
Bombardowanie staje się „pomocą udzielaną z powietrza”.
Okupacja staje się „programem integracji”.
Przymusowa germanizacja staje się „bezpłatną nauką języka”.
A opór napadniętego państwa – „zakłócaniem stosunków dobrosąsiedzkich”.
Tak wygląda historia, kiedy protokół nie służy dokumentowaniu rzeczywistości, lecz budowaniu wygodnej wersji wydarzeń.
Oczywiście opisanie II wojny światowej w taki sposób byłoby niewyobrażalną manipulacją.
Oczywiście nieporównywalne są wydarzenia i ich skala.
Ten sam pozostaje jednak mechanizm językowy:
usunąć przyczynę, pominąć własne działania, odwrócić role, obciążyć protestujących i zapisać wszystko spokojnym, urzędowym językiem.
A teraz przeczytajcie protokół z posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 15 czerwca.
Tam także najważniejsze nie będzie to, co zapisano.
Najważniejsze będzie wszystko to, co autorka protokołu postanowiła pominąć.
Bo według nagrania komisja bez ogłoszenia przerwy opuściła salę, aby na uboczu ustalić dalsze postępowanie.
A według protokołu?
Mieszkańcy zakłócili obrady, więc komisja wyszła, a następnie wróciła.
Niemcy nie zaatakowali Polski.
Przeprowadzili tylko operację humanitarną.
Komisja nie próbowała uzgodnić stanowiska poza jawnym posiedzeniem.
Ona tylko na chwilę zmieniła miejsce obradowania.
NIE ZAKŁÓCILIŚMY OBRAD. ZAKŁÓCILIŚMY PLAN.
Pozostaje tylko pytanie, skąd można czerpać inspirację do takiego protokołowania rzeczywistości. Odpowiedź jest poniżej.
