
Pytacie, co wydarzyło się wczoraj.
Poczekajcie do jutra 😊
Najpierw pani przewodnicząca opublikuje protokół z posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji z 15 czerwca. Potem pokażę, jak ten dokument ma się do nagrania.
Będzie ironicznie. Będzie sarkastycznie. Przede wszystkim jednak będzie rzeczowo i zgodnie z dowodami.
Bo prawda jest bardzo prosta:
skarg nie można już było „uwalić”.
Kiedy okazało się, że dysponuję urządzeniem pozwalającym zweryfikować twierdzenia gminy, trzeba było przełknąć wcześniejsze słowa i przyznać, że komisja próbowała odrzucić sprawę na podstawie twierdzeń, które nie wytrzymały konfrontacji z faktami.
Ostatecznie komisja uznała obie skargi za zasadne.
Można byłoby pomyśleć, że to koniec sprawy.
Niestety nie.
Teraz trzeba było jeszcze zrobić wszystko, aby informacja o uznaniu skarg została schowana tak głęboko, żeby mieszkaniec czytający protokół za miesiąc albo za dwa lata nie zorientował się, co właściwie komisja ustaliła i dlaczego zmieniła stanowisko.
I tutaj zaczyna się prawdziwy majstersztyk.
Pierwsze strony protokołu to rozbudowany urzędowy ping-pong: ten powiedział, tamten odpowiedział, ktoś zapytał, ktoś zaprzeczył.
Wszystko jednak opisano w taki sposób, aby osoba przyłapana na przekazywaniu nieprawdziwych informacji wyglądała niemal jak Robin Hood, a mieszkańcy, którzy zadawali pytania i wykazali sprzeczności – jak agresywny tłum szturmujący urząd.
Niemal z łzami w oczach słuchałem, jak gmina i pani Tomczyk troszczą się o mieszkańców, przytulają nas do piersi, Pan Zdancewicz jest obrońcą prawa i wszystko robią uczciwie. Czytałem, że ich wcześniejsze podważanie moich słów wynikało jedynie z niewiedzy.
Dodajmy: niewiedzy trwającej od 2023 roku.
Wypowiedzi pani przewodniczącej zostały natomiast potraktowane wyjątkowo oszczędnie: skróty myślowe, przemilczenia i starannie dobrane zdania.
Prawdziwym hitem jest jednak fragment, który – na razie cytuję z pamięci – brzmiał mniej więcej tak:
„W związku z zakłóceniem obrad komisji członkowie opuścili posiedzenie w godzinach od… do…, a następnie wrócili i wznowili obrady”.
Ładnie?
Krótko, schludnie i urzędowo.
Komisja została „zakłócona”, jej członkowie musieli wyjść, a następnie bohatersko powrócili i kontynuowali pracę.
Tyle zapisano w protokole.
A teraz zobaczmy, co zostało utrwalone na nagraniu i jak wyglądał rzeczywisty przebieg posiedzenia.
- Członkowie komisji przyznają w trakcie dyskusji, że istniały podstawy do uznania skargi za zasadną.
- Pan Marek Sudnik wyciąga ze sterty dokumentów przygotowane wcześniej i wydrukowane stanowisko, zaczynające się od słów:„Komisja po wnikliwej analizie…”
- Radna Ewa Ślepska odczytuje to stanowisko. Wynika z niego, że komisja rzekomo szczegółowo przeanalizowała sprawę i uznała, że skargę należy odrzucić – mimo że jeszcze kilka minut wcześniej wypowiedzi członków komisji prowadziły do przeciwnego wniosku.
- Przewodniczący Marek Sudnik nie zarządza głosowania. Członkowie komisji siedzą i patrzą przed siebie. Zaczynam się śmiać i proszę, aby komisja wreszcie zagłosowała nad stanowiskiem, które przed chwilą zostało odczytane. Informuję także, że przebieg posiedzenia jest nagrywany, więc będzie można porównać wcześniejsze wypowiedzi z późniejszym głosowaniem.
- Pani sołtys Gorczycy apeluje do komisji, aby jej członkowie się opamiętali, ponieważ sytuacja zaczyna wyglądać źle i może przynieść wstyd zarówno komisji, jak i całej gminie.
- Przewodnicząca Rady Gminy Katarzyna Tomczyk poleca członkom komisji odejść na bok i naradzić się poza salą.
- Przewodniczący komisji wraz z dwiema paniami Ewami wychodzi na balkon. Towarzyszy im pani Monika Brzostowska, a po chwili dołącza pani Katarzyna Tomczyk.
I tutaj pojawia się najważniejszy szczegół:
przewodniczący komisji nie ogłosił przerwy.
Posiedzenie nadal trwało.
Tyle że jego część – obejmująca ustalanie dalszego stanowiska komisji – została przeniesiona poza salę i odbywała się poza jawnością, do której mieszkańcy mieli prawo.
- Przez pewien czas spokojnie czekam. Kiedy jednak zaczynam słyszeć, jak pani Tomczyk instruuje członków komisji, głośno protestuję przeciwko uzgadnianiu stanowiska poza jawnym posiedzeniem.
- Wtedy pada słynne już zdanie:„Kaśka, chodź, bo tu się wszystko nagrywa”.
- Komisja wraca. Jej członkowie są wyraźnie zdezorientowani i nie wiedzą, jak dalej postąpić. Żądam natychmiastowego przeprowadzenia głosowania. Obie panie Ewy głosują za uznaniem skargi za zasadną. Przewodniczący, kilkukrotnie proszony o oddanie głosu, ostatecznie wstrzymuje się.
- Pytam przewodniczącego, czy może jednoznacznie opowiedzieć się „za” albo „przeciw”. Wtedy sekretarz Maciej Zdancewicz zabiera głos i stwierdza, że nie należy naciskać na członków komisji.
Tak wygląda zdarzenie utrwalone na nagraniu.
Tak odbyło się to w rzeczywistości.
Pominąłem jedynie zdziwione pytanie, które padło z ust jednej Pani Ewy po mojej informacji, że posiedzenie jest nagrywane:
„A czy tak można?”
Wszyscy obecni na sali musieli przyznać, że można.
A tak całe zdarzenie ma wyglądać w wersji urzędowej:
„W związku z zakłóceniem obrad komisji członkowie opuścili posiedzenie, a następnie wrócili i wznowili obrady”.
Widzicie różnicę?
W pierwszej wersji mamy wcześniej przygotowane stanowisko o odrzuceniu skargi, brak zarządzenia głosowania, reakcję moja i pani sołtys, złapanie komisji na gorącym uczynku na oszustwie, polecenie przewodniczącej Rady, wyjście członków komisji bez ogłoszenia przerwy, naradę poza jawnym posiedzeniem, instruowanie komisji, protest mieszkańca, powrót i głosowanie zakończone uznaniem skargi.
W wersji protokolarnej mamy natomiast „zakłócenie obrad” oraz komisję, która z nieznanych przyczyn musiała opuścić salę.
Czyli nie komisja wyszła, aby poza salą ustalić, co ma zrobić.
Nie przewodnicząca Rady poleciła jej członkom wyjść.
Nie próbowano poza jawnym posiedzeniem uzgodnić dalszego stanowiska.
Nie.
To mieszkańcy „zakłócili obrady”.
Komisja została niemal napadnięta przeze mnie i panią sołtys Gorczycy, a jej członkowie musieli ratować się ucieczką na balkon.
Tak właśnie tworzy się urzędową rzeczywistość. Nie zawsze przez napisanie nieprawdy wprost. Czasami wystarczy wyrwać wydarzenie z kontekstu, pominąć najważniejsze fakty i odwrócić role.
Osoby, które domagały się jawnego głosowania i uczciwości stają się winne „zakłócenia”.
Osoby, które opuściły salę bez ogłoszenia przerwy i ustalały cichaczem stanowisko na uboczu, zostają przedstawione jako ofiary sytuacji.
To pani Tomczyk poleciła komisji wyjść.
Komisja posłuchała.
I wyszedł ZONK.
Zapytałem również, kto sporządził protokół. Zarówno obecny przewodniczący komisji, pan Demski, jak i pani Tomczyk wskazali, że jego jedyną autorką jest pani Monika Brzostowska.
Według przedstawionego wyjaśnienia to właśnie ona w taki sposób zapamiętała i opisała przebieg posiedzenia.
Przyjmuję więc do wiadomości oficjalne stanowisko najważniejszych osób w gminie.
Po wysłuchaniu kolejnych fragmentów poprosiłem o przerwanie czytania. Nie zamierzałem uczestniczyć w przedstawieniu, w którym udokumentowane wydarzenia zastępuje się wygodną opowieścią, a odwracanie ról nazywa protokołowaniem.
Jeżeli opublikowany dokument rzeczywiście będzie przedstawiał wydarzenia w ten sposób, stanie się świadectwem nie tylko sposobu sporządzania protokołów.
Będzie także świadectwem stosunku do prawdy, jawności działania samorządu oraz mieszkańców, którzy mają prawo wiedzieć, co robią wybrani przez nich radni.
Nie będę dziś rozstrzygał, czy taki zapis jest skutkiem braku rzetelności, dyspozycyjności, świadomej próby stworzenia wygodnej wersji wydarzeń, czy też pomroczności jasnej – dla tych co pamiętają co to jest (Sprawa Przemysława Wałęsy).
Każdy będzie mógł porównać dokument z nagraniem i ocenić to sam.
Panie Ewy zagłosowały wczoraj za przyjęciem protokołu opisującego przebieg tamtego posiedzenia właśnie w taki sposób.
Być może liczą na to, że mieszkańcy nie zobaczą różnicy między urzędowym zdaniem a rzeczywistym przebiegiem wydarzeń.
Zobaczą.
Dwie radne kolejny raz firmują cudzą narrację własnymi nazwiskami. Niczego na tym nie zyskują, ale to one będą musiały spojrzeć mieszkańcom w oczy i wyjaśnić, dlaczego zaakceptowały taki opis.
Dla mnie granica została przekroczona.
Jeżeli jutro przeczytam protokół zawierający tak rażąco zniekształcony obraz wydarzeń, skończy się czas łagodnych eufemizmów.
Nie dlatego, że chodzi o mnie.
Dlatego, że jeżeli można w taki sposób opisać nagrane, jawne posiedzenie, to co można zrobić mieszkańcowi, który nie ma nagrania, wiedzy, czasu ani możliwości obrony?
Władza nie jest właścicielem prawdy.
Urzędnik nie jest właścicielem dokumentów.
Komisja nie jest prywatnym klubem radnych.
Gmina należy do mieszkańców.
Zapowiadam więc jasno: będę współpracował z każdym, kto zechce przywrócić w tej gminie jawność, uczciwość i odpowiedzialność.
Jeżeli nie znajdzie się nikt gotowy to zrobić, sam rozważę start w wyborach.
Nie po stanowisko.
Mam dobrą pracę.
Po to, żeby takie praktyki się skończyły.
Bo nie wystarczy wymienić nazwiska na drzwiach. Trzeba odbudować standardy działania gminy od samych fundamentów.
Mam dość.
Mam dość protokołów, które zamiast dokumentować wydarzenia – kreują wygodną rzeczywistość.
Mam dość przerzucania odpowiedzialności na mieszkańców.
Mam dość traktowania jawności jak przeszkody, a pytań jak ataku.
Nie zakłóciliśmy obrad. Zakłóciliśmy plan. Plan przygotowany przez komisję 15 czerwca jeszcze przed wejściem do sali. Problemem okazało się nagranie. Wiedziałem co chcą zrobić i przygotowałem się.
Jeżeli prawdą jest to, co powiedzieli pan Demski i pani Tomczyk – że jedyną autorką protokołu i zawartego w nim opisu wydarzeń jest pani Monika Brzostowska – sprawa ma dla mnie oczywisty wymiar.
Osoba, która potrafi w taki sposób opisać nagrane posiedzenie, pominąć jego najważniejsze momenty, odwrócić role i odpowiedzialnością za sytuację obciążyć mieszkańców, nie powinna odpowiadać za dokumentowanie pracy organów samorządu.
Widocznie w tej kadencji taka szczególna „elastyczność” w podejściu do faktów jest w urzędzie potrzebna i zgodna z polityką obecnej władzy. Jednak po kolejnych wyborach nie powinno już być miejsca na urzędowe tworzenie wygodnych wersji rzeczywistości.
Rzadko cokolwiek obiecuję. Jako poważny człowiek staram się szanować własne słowo i nie składać deklaracji, których nie będę w stanie dotrzymać.
Tym razem zrobię wyjątek.
Jeżeli przedstawione wyjaśnienia są prawdziwe, dopilnuję, aby sprawa odpowiedzialności pani Moniki Brzostowskiej za sposób sporządzenia tego protokołu nie została zapomniana ani zamieciona pod dywan.
Będę dążył do tego, aby od pierwszego dnia następnej kadencji w samorządzie nie było miejsca dla osób, które zamiast rzetelnie dokumentować wydarzenia, uczestniczą w budowaniu wygodnej dla władzy narracji.
Nie jest to groźba ani osobista zemsta.
To zapowiedź wyciągnięcia służbowych konsekwencji – zgodnie z prawem, na podstawie dokumentów i nagrań.
Obiecuję, że tego dopilnuję.
Dziś po godzinie 21.00 opublikuję tekst z gatunku historii alternatywnej.
Wezmę wydarzenie znane niemal wszystkim i opiszę je językiem zastosowanym w tym protokole – z przemilczeniami, odwracaniem ról i urzędowym „odkręcaniem kota ogonem”.
Szczególnie polecam ten tekst osobom, które wczoraj zagłosowały, że właśnie w taki sposób należy zapisywać historię.
A jutro, po publikacji protokołu, każdy będzie mógł sam ocenić:
kto zakłócił obrady, a komu zakłócono starannie przygotowany plan.