Wygnanie z Raju. Historia alternatywna

Na początku Pan Bóg spojrzał na świat i wydał Mu się on smutny, nijaki i niepełny.

Wybrał więc niewielki fragment ziemi i postanowił stworzyć go od nowa.

Najpierw stworzył lasy — wielkie, zielone i pełne zwierza. Potem rozpostarł pola, łąki i mokradła. Zagłębienia ziemi napełnił wodą i nazwał je: Serwy, Paniewo, Orle, Pobojno, Krzywe, Mikaszewo i Gorczyckie.

A gdy skończył, spojrzał na swoje dzieło i pomyślał:

— Dobre jest.

Następnie stworzył ludzi. Twardych, pracowitych i uczciwych. Takich, którzy potrafili żyć z lasu, ziemi i wody, a kiedy trzeba było — pomagać sobie nawzajem.

I spojrzał Bóg na ludzi, i uznał, że dobrzy są.

Żyli więc w owym raju, Płaską zwanym. Może nie byli najbogatsi. Może życie ich nie rozpieszczało. Lecz kochali swoją ziemię i nie chcieli jej opuszczać.

Pośrodku raju rosło wielkie drzewo. Było tak okazałe i ważne, że z czasem zaczęto nazywać je Urzędem. Mieszkańcy wierzyli, że będzie dawało im cień, schronienie i owoce sprawiedliwości.

Lecz pewnego dnia u korzeni drzewa pojawił się perz.

Najpierw jedna cienka łodyga. Potem druga. Wkrótce perz oplótł pień i rozpełzł się po całym ogrodzie. Wyjaławiał ziemię, zagłuszał zdrowe rośliny i plątał ścieżki tak skutecznie, że nikt już nie wiedział, dokąd one prowadzą.

Mieszkańcy pytali:

— Skąd wziął się ten perz?

Lecz Drzewo Urzędu milczało, dokumentów nie wydawało, a udzielenie odpowiedzi odkładało na czas późniejszy.

Aż pewnej wiosny, przed samym Drzewem Poznania Dobrego i Złego, Urzędem zwanym, perz rozstąpił się i odsłonił kawałek ziemi.

Wyrósł z niej kwiat.

Był żółty, osobliwy i wzrostu raczej skromnego, lecz patrzył na wszystkich z góry. Słońca potrzebował wiele, uwagi jeszcze więcej, a każdą kroplę deszczu uważał za należną wyłącznie sobie.

Kwiat przemówił:

— Od dziś ogród będzie rozkwitał jak nigdy dotąd.

I od owego dnia Płaska zaczęła zamierać.

Rośliny więdły, drogi obrastały dziurami, woda nabierała niespotykanych wcześniej właściwości, a zwierz wszelki coraz częściej zastanawiał się nad zmianą miejsca zamieszkania.

Kwiat jednak zapewniał:

— Wszystko rozwija się prawidłowo.

A perz przytakiwał mu jednogłośnie.

Spojrzał wtedy Bóg z niebios i zasmucił się wielce.

— Wolna wola jest wolną wolą — powiedział — lecz nawet wolna wola nie zwalnia od myślenia. Skoro sami pozwoliliście, aby perz zapuścił korzenie i rozrósł się po całym ogrodzie, sami też będziecie musieli przekonać się, jakie wydaje owoce. Czas waszej próby potrwa pięć lat.

I tak mijały kolejne lata czasu próby…

Pierwszego roku mieszkańcy jeszcze wierzyli, że perz przemieni się w zboże.

Drugiego zaczęli podejrzewać, że jednak perzem pozostanie.

Trzeciego jeden ze sprawiedliwych przetarł oczy i dostrzegł, że ogród nie rozkwita, lecz zarasta.

Czwartego bielmo zaczęło opadać z oczu kolejnych mieszkańców.

A gdy piąty rok zbliżał się ku końcowi, przejrzeli niemal wszyscy. Nawet ci, którzy wcześniej przekonywali, że perz daje cień, chroni przed suszą i stanowi wielką szansę rozwojową dla całego ogrodu.

Ostatniego dnia piątego roku mieszkańcy wyszli z domów. Każdy wziął to, co miał: jeden motykę, drugi grabie, trzeci kartę do głosowania.

I wspólnymi siłami wyplewili perz oraz wszystkie fikuśne kwiaty, które wyrosły wokół Drzewa Urzędu.

A ogród powoli zaczął odżywać. Woda znów stawała się przejrzysta, zwierz wracał do lasów, a drogi zaczynały sobie przypominać, że nie są poligonem. Drzewo Urzędu zaś ponownie uczyło się służyć mieszkańcom — zamiast oczekiwać, że mieszkańcy będą służyć jemu.

Dobry Bóg, widząc to, podarował mieszkańcom kamienną tablicę. Wyrył na niej modlitwę, aby nigdy więcej nie zapomnieli dnia próby:

Panie Boże,
dałeś nam młodość — i zabrałeś.
Dałeś nam zdrowie — i zabrałeś.
Dałeś nam cierpliwość — i też prawie zabrałeś.
Dałeś nam plagę…

W tej sprawie tylko uprzejmie przypominamy,
że pięcioletni termin powoli dobiega końca
i prosimy o możliwie szybką reakcję.

Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *