Szczęśliwe zakończenie

Kochani dziękujemy bardzo za pomoc. Odzew był kosmiczny. Wojsko, policja, straż graniczna i mieszkańcy gminy tyralierą przedzierali się przez lasy i mokradła poszukując zaginionych. Każdy dał z siebie wszystko. Pot, krew i łzy. Nikt na takie drobiazgi nie zważał.

Dodatkowo media z całej Polski pomagały nam bezpłatnie. Nawet słynny detektyw przyjechał wspomóc nas swoją wiedzą. Byli też łowcy z Archiwum X, ale te ich kręgi w zbożu były cokolwiek za idealne.

A tutaj się okazało, że nam się robaczki w gminie zadekowały. Może czas w trattorii się przedłużył albo jakieś after party wpadło. Pytanie tylko czy wiedzieli, że ich szukamy czy z piwnic gminnych wygonił ich lekki chłodek, gdy wungiel wrzucali. Tak, tak. Do wsi węgiel na zimę przywożą i sam w poniedziałek widziałem jak okienka piwniczne otwierają i wrzucają szuflami.

Ale wracając do głównego tematu. Żeby być zupełnie precyzyjnym — nie wiem, czy wszyscy już się odnaleźli, ale pismo z jednym autografem dotarło.

Jest jeszcze pewien drobiazg. Niby nic, a jednak obrazek bardzo wdzięczny.

Wiadomość przyszła z adresu Rady Gminy, natomiast w stopce jako nadawca podpisał się Urząd Gminy.

Żeby była jasność: obsługę biurową Komisji zgodnie ze Statutem zapewnia Wójt. Formalnie taka stopka może być więc całkowicie prawidłowa.

Symbolicznie wygląda to jednak przepięknie: niezależna Komisja przemawia do mieszkańca głosem Urzędu.

Skoro pani Ewa napisała, jest nadzieja, że do poniedziałku odnajdzie się również reszta Komisji. Godzina posiedzenia jest popołudniowa, więc powrót do rzeczywistości powinien przebiec łagodnie.

Tylko po dwóch miesiącach ciszy nagle zrobiło się bardzo pilnie. Zawiadomienie wysłano w piątek, a posiedzenie wyznaczono na poniedziałek. Około 75 godzin, razem z całym weekendem.

Termin wygląda słabo, ale świadczy bardziej o kulturze piszącego niż odbierającego. Gdybym to ja po dwóch miesiącach milczenia dał pani Ewie trzy dni na przygotowanie się do posiedzenia, zapewne nie uznałaby tego za wzór samorządowej elegancji. Być może pojawiłby się nawet mały foch. Albo większy.

Na godzinę 14:56 w BIP nadal nie było żadnej informacji o tym podobno jawnym posiedzeniu. Ja zostałem zawiadomiony, członkowie Komisji zapewne również, ale mieszkańcy — najwyraźniej tradycyjnie — mieli dowiedzieć się po fakcie albo drogą objawienia.

A poza tym dzień jak co dzień.

Pani Ewa wie, w co wchodzi, i nadal chce się w to bawić. To cóż ja, prosty człowiek, mam mówić, kiedy ktoś na siłę chce sobie odmrozić uszka?

Mam tylko jedną drobną radę przed poniedziałkiem:

Przeczytajcie te zawiadomienie ze zrozumieniem.

Z ostatniej chwili. zażądałem zgodnego z prawem ogłoszenia posiedzenia komisji Skarg.

O 15.23 słowo ciałem się stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *