
Nie wiem, co dzieje się z przetargami organizowanymi przez tę ekipę, ale zaczyna się z tego wyłaniać pewna prawidłowość.
Najpierw wszystko ma być dobrze. Później pojawiają się problemy, opóźnienia i dodatkowe koszty. Następnie dowiadujemy się, że właściwie nic wielkiego się nie stało, sytuacja jest pod kontrolą, a winnych — jak zwykle — nie ma.
Jest za to rachunek. Oczywiście dla mieszkańców.
W przypadku remontu szkoły mamy poważne usterki — i teraz najlepsze — w pracach, które w czerwcu zostały odebrane od wykonawcy.
W czerwcu też zorganizowano uroczystość z okazji zakończenia remontu.

Tak się tylko zastanawiam. Skoro budynek nie był odebrany, czytaj był placem budowy to jak można było po nim chodzić? Bez kasków? Ale może się mylę. Może to tylko moja przewrażliwiona dusza.
Wracając do tematu usterki są, ale podczas odbioru najwyraźniej były jeszcze niewidzialne.
To jak właściwie przeprowadzano ten odbiór? Na podstawie dokumentacji, oględzin i obowiązujących przepisów czy może przez pryzmat dwóch dotacji na Rock Water, opiewających na kilkanaście tysięcy złotych? A może podczas wspominanego przez niektórych „obiadu”? Mam nadzieję, że ta historia jest nieprawdziwa. Pisałem już wcześniej, że takie połączenia powodują niebezpieczne skojarzenia zwłaszcza gdy pojawiają się problemy.
Wiem natomiast, że po prawidłowo przeprowadzonym odbiorze nie powinno się odkrywać usterek tej skali. Drobne wady można wpisać do protokołu i wyznaczyć termin ich usunięcia. Poważne wady, uniemożliwiające prawidłowe użytkowanie obiektu, powinny stanowić przeszkodę w jego odbiorze. A potop nie jest drobną usterką. I z pewnością nie będzie tani.
Pytam, bo mieszkańcy mogliby odnieść mylne wrażenie, że przy odbiorze robót budowlanych powinno się sprawdzać przede wszystkim jakość wykonanych prac. Być może jednak w gminie Płaska obowiązuje bardziej nowoczesna metoda: najpierw podpisujemy, później oglądamy, a na końcu zastanawiamy się, kto i za ile będzie to poprawiał. I na koniec obciążymy mieszkańców.
Wykonawcy zdążyliśmy już dopłacić około 100 tys. zł, więc przynajmniej on z tej inwestycji nie powinien wyjść niezadowolony.


Usterki również mają się dobrze.
Nie zauważyłem bowiem, aby ktoś szczególnie energicznie próbował je usuwać. Być może czekają na kolejną uchwałę, kolejną dopłatę albo odpowiednio uroczyste przecięcie wstęgi.
Pozostaje jeszcze drobny szczegół: szkoła powinna być gotowa na rozpoczęcie roku szkolnego.
Historia sprawiła, że data 1 września ma w Polsce szczególne znaczenie. W 1939 roku dzieci również miały rozpocząć nowy rok szkolny, ale do szkół nie poszły.
Po 87 latach przyczyny i okoliczności są oczywiście całkowicie nieporównywalne. Można jednak chyba oczekiwać, że tym razem 1 września nie zaskoczy władz gminy swoim nagłym pojawieniem się w kalendarzu.
Data rozpoczęcia roku szkolnego nie jest przecież objęta tajemnicą. Nie trzeba jej ustalać w drodze przetargu, konsultować z wykonawcą ani szukać na nią dodatkowych środków w budżecie.
Trzeba przy tym wyjaśnić jedną rzecz, zanim Wójt ogłosi, że szkoła „została odebrana” albo „będzie odebrana”.
Osoba, która nie zna szczegółów, mogłaby uznać, że oznacza to zakończenie wszystkich prac i pełną gotowość budynku. Tymczasem mówimy o odbiorze warunkowym, ze wskazaniem terminu na dokończenie zadania.
Dlaczego warunkowym?
A wybudowanie windy dla osób z niepełnosprawnościami?
Winda nie jest elementem dekoracyjnym, który można domontować, kiedy znajdzie się wolna chwila. Jest częścią zadania niezbędną do zapewnienia dostępności budynku.
Dlatego proszę, aby nie przedstawiać warunkowego odbioru jako pełnego zakończenia inwestycji. Można oczywiście odebrać szkołę warunkowo, wyznaczyć termin wykonania windy, ogłosić sukces i zrobić zdjęcia.
Tylko że warunkowe zakończenie inwestycji ma mniej więcej tyle wspólnego z jej faktycznym ukończeniem, co warunkowo sprawna winda z możliwością wjechania nią na piętro.
Dlatego pytanie jest bardzo konkretne:
Czy Gmina może dziś zagwarantować, że 1 września 2026 roku uczniowie rozpoczną naukę w budynku jakkolwiek odebranym i np. bez potopu? Chyba, że chodzi o ponowne widowisko jak w czerwcu tylko teraz motywem przewodnim ma być rozstąpienie się morza Czerwonego.
Czy może będzie to jedynie budynek „odebrany” — pod warunkiem, że nie będziemy zbyt dokładnie pytać, czego jeszcze w nim brakuje?
Nie pytam, czy „trwają działania”.
Nie pytam, czy „podejmowane są czynności”.
Nie pytam, czy „na obecnym etapie prowadzone są uzgodnienia zmierzające do zapewnienia możliwości rozpoczęcia zajęć”.
Pytam po prostu, czy 1 września dzieci pójdą do tej szkoły.
Tak albo nie.
Bo na miejscu nadal wisiała jak ostatnio patrzyłem tablica budowlana — dość wymowna dekoracja przy inwestycji, którą 22 czerwca celebrowano jako zakończoną.
Bo kolejny raz wszystko miało być dobrze. Kolejny raz pojawiają się problemy. Kolejny raz rosną koszty. I kolejny raz zapewne usłyszymy, że nikt nie mógł tego przewidzieć.
Można odnieść wrażenie, że gdyby Józef Piłsudski zobaczył sposób przygotowywania i prowadzenia gminnych inwestycji, nie musiałby nawet wymyślać nowego komentarza.
Wystarczyłoby, żeby powtórzył:
„Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”.

Kalendarium





Promesa na remont wynosiła 7 980 000 zł . Blisko. Prawie jak Natalia Bukowiecka poza podium o 0,003 sec.
Podsumowując wygląda na to, że nasi miszczowie z gminy nie kazali wyceniać w przetargu windy, która musiała być zgodnie z przepisami. A pieniądze były jakieś 430 tyś to na windę z nawiązka by starczyło.
W pewnych krajach hartuje się dzieci od zmiennych temperatur.
A u nas hartuje się od trudów życia. Przy zadymieniu nie wyprowadza się dzieci na świeże powietrze, a w trakcie remontu szkoły daje się możliwość powdychania pyłów.
A jakby się prace w szkole skończyły to było by tak za spokojnie, za normalnie. 🙂