
No i mamy kolejny ciekawy odcinek z cyklu:
„Jak gospodarujemy majątkiem Gminy Płaska?”
Tym razem nie rozmawiamy o kilku czy kilkunastu tysiącach złotych.
Rozmawiamy o:
463 000 zł.
Ale zacznijmy od początku, bo historia jest naprawdę ciekawa.
W styczniu Rada Gminy Płaska postanowiła wyrazić zgodę na sprzedaż gminnej sieci światłowodowej.
W uchwale zapisano nawet, że sieć zostanie sprzedana zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami i za cenę nie niższą niż jej wartość rynkowa.
Tyle że pojawił się Wojewoda i powiedział, w dużym uproszczeniu:
STOP.
Rada nie ma tutaj czego zatwierdzać.
Wojewoda zakwestionował potraktowanie światłowodu jak nieruchomości i stwierdził nieważność całej uchwały. Z rozstrzygnięcia wynika, że gospodarowanie takim składnikiem mienia należy do kompetencji Wójta.
Czyli:
Wójt może gospodarować tym majątkiem samodzielnie.
No i zaczął gospodarować.
Podejście numer 1
18 maja zostaje ogłoszony:
PIERWSZY PRZETARG USTNY OGRANICZONY.
Cena wywoławcza:
1 693 000 zł.
Nie jest to jednak przetarg, do którego może przystąpić każdy zainteresowany zakupem infrastruktury.
Warunkiem udziału jest m.in. posiadanie aktualnego wpisu do rejestru przedsiębiorców telekomunikacyjnych.
Pierwszy przetarg nie doprowadził do sprzedaży.
Mamy więc drugie podejście.
I tutaj zaczyna robić się naprawdę ciekawie.
Podejście numer 2
11 sierpnia pojawia się:
DRUGI PRZETARG USTNY OGRANICZONY.
Cena?
Już nie 1 693 000 zł.
Teraz:
1 230 000 zł.
Wyciągamy kalkulator:
1 693 000 zł – 1 230 000 zł = 463 000 zł.
Czyli pomiędzy pierwszym a drugim przetargiem cena wywoławcza gminnego majątku spada o:
463 000 zł,
czyli o:
27,35%.
I teraz zaczynam mieć pytania.
Dużo pytań.
Bo kiedy czegoś nie udało się sprzedać za 1,693 mln zł, można zrobić przynajmniej dwie rzeczy.
Można zastanowić się:
„Jak zwiększyć liczbę potencjalnych kupujących?”
Albo:
„O ile obniżamy cenę?”
W Gminie Płaska zdecydowano się na obniżenie ceny.
I to nie o 20 czy 50 tysięcy.
O 463 tysiące złotych.
Co ciekawe, jednocześnie nie zrezygnowano z ograniczonego charakteru przetargu.
W drugim postępowaniu nadal obowiązuje wymóg posiadania aktualnego wpisu do rejestru przedsiębiorców telekomunikacyjnych.
I dlatego pierwsze pytanie brzmi:
Dlaczego najpierw obniżamy cenę wywoławczą gminnego majątku o 463 tys. zł, zamiast najpierw spróbować zwiększyć konkurencję?
Być może istnieje ku temu bardzo dobre uzasadnienie.
Chętnie je poznam.
A teraz kalkulator po raz drugi.
Podczas dyskusji o sprzedaży światłowodu Wójt informował, że utrzymanie tej sieci kosztuje Gminę około:
6 000 zł rocznie.
To informacja przekazywana przez Wójta — nie pochodzi z dokumentów przetargowych, które tutaj pokazuję.
Ale skoro taki argument padał przy dyskusji o sprzedaży, policzmy.
463 000 zł ÷ 6 000 zł = 77,17 roku.
Czyli kwota, o którą pomiędzy pierwszym a drugim przetargiem obniżono cenę wywoławczą, odpowiada mniej więcej:
77 LATOM UTRZYMANIA SIECI.
Siedemdziesięciu siedmiu.
Jeszcze raz:
roczny koszt utrzymania według informacji Wójta – ok. 6 000 zł
obniżka ceny wywoławczej – 463 000 zł
równowartość – ponad 77 lat utrzymania.
I dochodzimy do pytania chyba najważniejszego.
Skąd właściwie wzięło się 1 230 000 zł?
Dlaczego właśnie:
1 230 000 zł?
Dlaczego nie 1 500 000?
Dlaczego nie 1 400 000?
Dlaczego nie 1 300 000?
Pierwsza cena wynosiła 1 693 000 zł.
Druga wynosi 1 230 000 zł.
Różnica to dokładnie 463 000 zł, czyli po przeliczeniu 27,35% pierwszej ceny wywoławczej.
Oczywiście 27,35% jest po prostu matematycznym wynikiem porównania dwóch kwot.
Ale właśnie dlatego chciałbym wiedzieć:
skąd wzięła się druga kwota?
Czy istnieje dokument zawierający kalkulację ceny 1 230 000 zł?
Czy sporządzono nową wycenę?
Czy rzeczoznawca ponownie określił wartość sieci?
Czy nadal posługujemy się tym samym operatem?
Czy zastosowano jakąś określoną metodę obniżenia ceny?
Czy przeprowadzono analizę rynku?
Kto zaproponował akurat 1 230 000 zł i na podstawie czego?
A teraz pobawmy się wyłącznie w pytania.
Czy przed ogłoszeniem drugiego przetargu Gmina prowadziła rozmowy z potencjalnymi nabywcami?
Jeżeli tak — z iloma?
Czy którykolwiek potencjalny nabywca sygnalizował Gminie, ile byłby gotów zapłacić za sieć?
Czy wpłynęła jakakolwiek oferta, propozycja, pismo lub deklaracja dotycząca ceny?
Czy odbywały się spotkania dotyczące ewentualnego zakupu sieci?
Jeżeli tak — z kim?
Czy podczas takich rozmów padały konkretne kwoty?
Czy 1 230 000 zł pojawiło się w jakiejkolwiek rozmowie, korespondencji lub propozycji przed ogłoszeniem drugiego przetargu?
A może odpowiedź jest banalnie prosta i kwota wynika z dokumentu, którego jeszcze nie widzieliśmy?
To pokażmy ten dokument.
I temat będzie prosty.
Jest jeszcze jeden czysto hipotetyczny scenariusz, który warto wykluczyć. Scenariusz książkowy, ale w polskiej rzeczywistości niejednokrotnie widywany. I żeby było jasne wszelkie podobieństwo osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.
Postawmy się na chwilę nie w roli Gminy, ale potencjalnego kupującego.
Co zrobiłby rozsądny przedsiębiorca, gdyby z góry wiedział, że pierwszy przetarg nie musi być jego ostatnią szansą, a przy drugim podejściu cena może zostać znacząco obniżona?
Powiedzmy tutaj jedynego potencjalnego kupującego z różnych względów ekonomicznych oraz ograniczeń narzuconych w przetargu przez Wójta.
Czy miałby interes, żeby kupować za 1 693 000 zł?
Czy może bardziej opłacałoby mu się poczekać na II przetarg z kwota o 27,35% niższą?
A gdyby dodatkowo zakładał, że ze względu na ograniczony charakter przetargu rzeczywista konkurencja będzie niewielka? Powiedzmy uczciwie, zadna.
Czy tym bardziej nie opłacałoby się odpuścić pierwszego podejścia i poczekać na drugie?
A gdyby taki potencjalny nabywca wiedział jeszcze wcześniej, do jakiego poziomu może spaść cena?
No cóż.
Z punktu widzenia kupującego sytuacja robiłaby się bardzo komfortowa.
Dlatego pytam:
Czy przed pierwszym albo drugim przetargiem ktokolwiek rozmawiał z obecnym operatorem sieci o możliwości jej sprzedaży?
Czy podczas takich rozmów padała informacja, że w przypadku niepowodzenia pierwszego przetargu cena zostanie obniżona?
Czy padały konkretne kwoty?
Czy przed publikacją drugiego ogłoszenia potencjalny nabywca mógł wiedzieć, że cena wyniesie 1 230 000 zł?
I pytanie w drugą stronę:
Czy Gmina wiedziała, jaką cenę potencjalny nabywca byłby gotów zaakceptować?
Nie odpowiadam na te pytania.
Pytam.
Bo właśnie transparentność sprzedaży publicznego majątku powinna powodować, że podobne wątpliwości można bardzo łatwo wyjaśnić dokumentami.
A teraz jeszcze jeden element układanki.
Z informacji, które posiadam, wynika, że obecnie usługi dostępu do Internetu dla mieszkańców za pośrednictwem tej gminnej infrastruktury świadczy jeden operator.
Jeżeli ta informacja jest aktualna, pytania robią się jeszcze ciekawsze.
Czy ten operator zamierza wystartować w przetargu?
Czy wpłaci wadium?
Czy prowadził wcześniej rozmowy z Gminą dotyczące zakupu sieci?
Czy rozmawiał z Wójtem lub pracownikami Urzędu?
Czy rozmawiano o cenie?
Czy poza obecnym operatorem ktoś jeszcze jest zainteresowany zakupem?
I przede wszystkim:
Ilu uczestników wpłaci wadium?
Jeden?
Bo właśnie to pokaże nam, jak szeroka jest rzeczywista konkurencja.
25 sierpnia będzie ciekawie, ale już 21 sierpnia będzie wiadomo czy ktoś wpłacił wadium. Jeżeli tak to sprzedaliśmy sieć za 1 230 000 zł
Drugi przetarg ma odbyć się 25 sierpnia o godz. 13.00 w pokoju nr 3 Urzędu Gminy Płaska.
I przypomnę jeszcze raz:
przetarg może być ważny nawet wtedy, gdy pojawi się tylko jeden uczestnik, jeżeli zaoferuje co najmniej jedno wymagane postąpienie.
Ale nie uprzedzajmy wydarzeń. 😉
Poczekajmy do 25 sierpnia.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli.
Nie twierdzę, że ktokolwiek się z kimkolwiek dogadał.
Nie mam na to żadnego dowodu.
Nie twierdzę, że przetarg jest ustawiony.
Nie twierdzę również, że cena 1 230 000 zł jest za niska.
Mam natomiast prawo pytać.
I mieszkańcy mają prawo wiedzieć, według jakich zasad sprzedawany jest majątek należący do ich gminy i dlaczego jego cena wywoławcza pomiędzy pierwszym a drugim przetargiem spadła o prawie pół miliona złotych.
Spójrzmy jeszcze raz na sam ciąg zdarzeń:
1 693 000 zł
↓
pierwszy przetarg nie doprowadza do sprzedaży
↓
przetarg nadal pozostaje ograniczony
↓
1 230 000 zł
↓
463 000 zł mniej
↓
27,35% obniżki
↓
równowartość ponad 77 lat utrzymania sieci według kwoty podawanej przez Wójta.
I naprawdę trudno się dziwić, że mieszkaniec zaczyna zadawać pytania.
Dlatego poproszę Urząd o:
– operat szacunkowy,
– protokół z pierwszego przetargu,
– dokument będący podstawą ustalenia ceny drugiego przetargu na 1 230 000 zł,
– dokument określający zasady i tryb sprzedaży tego rodzaju mienia Gminy Płaska,
– podstawę zastosowania przetargu ustnego ograniczonego,
– uzasadnienie ograniczenia udziału do przedsiębiorców telekomunikacyjnych,
– informację, czy przed pierwszym lub drugim przetargiem prowadzono z potencjalnymi nabywcami rozmowy dotyczące sprzedaży sieci,
– oraz informację, czy w takich rozmowach poruszano kwestię ceny lub możliwości jej obniżenia.
A później spokojnie to przeczytamy.
Bo Wojewoda powiedział jedną bardzo ważną rzecz:
Wójt może gospodarować tym majątkiem samodzielnie.
Zgoda.
Ale:
„samodzielnie” nie znaczy „bez pytań”.
I nieznaczy, że niezgodnie z art 50 u.s.g.
Zwłaszcza kiedy pomiędzy pierwszym a drugim podejściem cena wywoławcza spada o:
463 000 zł.
A jeżeli rzeczywiście utrzymanie światłowodu kosztuje nas około 6 tys. zł rocznie, zamiast pytać wyłącznie:
„Ile kosztuje nas utrzymanie światłowodu?”
zadałbym inne pytanie:
„Ile może nas kosztować pośpiech, żeby się go pozbyć?”
I na koniec – Rada Gminy.
W tej historii jest jeszcze jeden test.
Test rzeczywistej niezależności Rady Gminy od Wójta.
Nie oczekuję od radnych awantury.
Nie oczekuję oskarżeń.
Nie oczekuję również, żeby przed przetargiem przesądzali, że ktokolwiek zrobił coś niewłaściwego. Tym bardziej, że jestem przekonany, że Katarzyna Tomczyk o wszystkim wie i bierze w tym udział.
Oczekuję czegoś znacznie prostszego.
Na najbliższej sesji powinni zadać Wójtowi konkretne pytania.
Skąd 1 230 000 zł?
Dlaczego 463 000 zł obniżki?
Dlaczego po pierwszym nieudanym przetargu nadal przetarg ograniczony?
Czy były rozmowy z potencjalnymi nabywcami?
Czy rozmawiano o cenie?
I ilu ostatecznie było uczestników przetargu?
A później powinni zrobić jeszcze jedną rzecz:
nie zgodzić się na odpowiedzi wymijające.
Bo niezależność Rady Gminy od Wójta nie polega na tym, że raz na cztery lata na ulotce wyborczej napisze się słowo „niezależny”.
Niezależność pokazuje się właśnie w takich momentach.
Kiedy na stole leży majątek gminy wart ponad milion złotych, cena wywoławcza spada o 463 tysiące, a mieszkańcy pytają:
dlaczego?
Wtedy radny ma dwie możliwości.
Może przyjąć pierwszą ogólną odpowiedź, pokiwać głową i przejść do następnego punktu porządku obrad.
Albo może powiedzieć:
„Panie Wójcie, nie o to pytałem. Proszę odpowiedzieć konkretnie.”
I właśnie po tym poznamy, czy mamy Radę Gminy kontrolującą Wójta, czy Radę Gminy, która jedynie przyjmuje jego wyjaśnienia do wiadomości.
Ja odpowiedzi nie będę dziś podpowiadał.
Niech każdy patrzy na liczby, dokumenty i odpowie sobie sam.
A po najbliższej sesji zobaczymy również, jakiej odpowiedzi udzielili nam radni.
hmmmmmm
Mamy bardzo bogatą Gminę i nas (mieszkańców) na to stać.:)