
Podsumowując – rzeczywistość i post Wójta na jego oficjalnym profilu pasują do siebie mniej więcej jak pięść do nosa.
Tegoroczny RockWater bez wątpienia różnił się od ubiegłorocznego.
Do liczb jeszcze wrócę, bo one najlepiej pokażą skalę tegorocznego „sukcesu”. Ale nie chcę się pastwić nad leżącym.
Dużo ważniejsze jest pytanie:
co dalej?
Bo krytykować jest łatwo. Znacznie trudniej powiedzieć: dobrze, skoro uważasz, że jest źle, to pokaż, jak zrobiłbyś to inaczej.
No to pokażę.
Najpierw trzeba zrozumieć jedną rzecz
My nie mamy szans wygrać z Augustowem.
I nie ma w tym niczego wstydliwego.
Augustów ma miliony na promocję, znacznie większy budżet, bazę hotelową, infrastrukturę, sponsorów, rozpoznawalność i możliwości organizacyjne, których Gmina Płaska zwyczajnie nie ma.
Możemy oczywiście napinać muskuły, budować scenę i udawać, że właśnie rzuciliśmy Augustowowi rękawicę.
Tylko po co?
Nam nie potrzeba ambicji, żeby pokonać Augustów. Nam potrzeba pomysłów, żeby zbudować własną drogę.
Nie musimy być więksi.
Musimy być inni.
A przede wszystkim musimy wykorzystać to, co już mamy.
I paradoksalnie Augustów może nam w tym pomóc. Bo tysiące turystów, którzy już przyjechali do Augustowa i okolic, to nie tylko konkurencja.
To nasi potencjalni goście.
Niech śpią w Augustowie. Niech chodzą tam wieczorem na koncerty.
My musimy dać im powód, żeby w ciągu dnia wsiedli w samochód i przyjechali do Gminy Płaska.
A później sprawić, żeby za rok pomyśleli:
„A może tym razem zatrzymamy się właśnie tam?”
I właśnie dlatego zamiast kolejnego wyścigu na wielkość sceny proponowałbym zbudowanie całego weekendu.
PIĄTEK – ROCKWATER
RockWater zostaje.
Ale jako RockWater.
Nie próbujmy robić z niego wszystkiego naraz: trochę rocka, trochę szant, trochę festynu, trochę Dni Płaskiej i jeszcze czegoś, co akurat komuś przyszło do głowy.
Ta impreza przez lata wypracowała swoją markę.
Uszanujmy ją.
Mniejszy, ale bardzo dobry i charakterystyczny festiwal muzyczny. Dobre zespoły. Dobry dźwięk. Dobra scena. Sprawna organizacja.
Nie dziesięć przypadkowych nazwisk.
Lepiej mniej, ale tak, żeby człowiek za rok chciał wrócić.
I przede wszystkim promocja rozpoczęta wiele miesięcy wcześniej, a nie wtedy, kiedy zostało kilka dni i ktoś przypomniał sobie, że wypadałoby rozwiesić banery.
Piątek jest dla RockWater.
A w sobotę pokazujemy ludziom Płaską.
SOBOTA – DZIEŃ GMINY PŁASKA
I tutaj naprawdę nie potrzebujemy milionów.
Potrzebujemy pomysłów.
Od rana zaczyna żyć cała przestrzeń.
KGW – absolutnie na pierwszym miejscu
Powiem coś, co usłyszałem w tym roku od bardzo wielu turystów.
Jednym z najmocniejszych punktów naszej imprezy są Koła Gospodyń Wiejskich.
Ludzie pamiętają jedzenie. Pytają o produkty. Próbują czegoś lokalnego. Robią zdjęcia. Wracają.
I właśnie to jest coś, czego nie da się łatwo skopiować.
Dlatego KGW nie mogą być dodatkiem schowanym za bramką płatnego koncertu.
Do strefy KGW wstęp powinien być bezpłatny.
Nie może być tak, że czteroosobowa rodzina ma wydać 200 zł tylko po to, żeby wejść na teren, kupić kartacze, ciasto czy lokalne produkty.
Niech przyjdzie 2000 ludzi.
Niech jedzą.
Niech kupują.
Niech nasze KGW zarabiają.
Niech turysta wyjedzie z Serw i następnego dnia opowiada:
„Słuchaj, jakie tam były kartacze…”
To też jest promocja Gminy Płaska.
A być może znacznie skuteczniejsza niż niejeden baner.
Święto pszczoły
Miody. Barcie. Pszczelarze. Pokazy. Konkursy dla dzieci.
Ktoś powie: siermiężne?
A ja odpowiem: właśnie o to chodzi.
Mieszkaniec Warszawy nie przyjedzie do Płaskiej oglądać namiastki Warszawy.
Ma przyjechać zobaczyć coś, czego tam nie ma.
Dziecko robi świeczkę z wosku. Dostaje dyplom „Przyjaciela Pszczół Gminy Płaska”. Rodzice robią zdjęcie. Zdjęcie ląduje na Facebooku.
Koszt?
Grosze.
Promocja?
Jedzie później pół Polski.
Strażacy
Stawiamy wozy OSP.
Dzieci mogą wejść do środka, założyć hełm, zrobić zdjęcie.
Strażacy pokazują sprzęt.
Robimy prostą konkurencję dla dzieci.
A na koniec kulminacyjny punkt:
piana.
I nagle mamy kilkadziesiąt czy kilkaset dzieci, które przez następny rok będą rodzicom przypominały:
„Jedziemy znowu tam, gdzie byli strażacy?”
Ratownicy
Obok stawiamy profesjonalnych ratowników z fantomami.
Przez cztery godziny uczą dzieci podstaw pierwszej pomocy.
Każde dziecko po krótkim szkoleniu dostaje dyplom.
A może jeszcze loda za 1,50 zł.
Kilka tysięcy złotych i zrobiliśmy coś jednocześnie pożytecznego, rodzinnego i promocyjnego.
Bezpieczeństwo nad wodą
Jesteśmy krainą jezior.
To wykorzystajmy.
Na plaży dwóch ratowników pokazuje dzieciom i rodzicom, jak zachowywać się nad wodą, jak reagować, kiedy ktoś się topi, jak wezwać pomoc.
Dzieciaki ćwiczą.
Śmieją się.
Uczą się.
Rodzice mają poczucie, że ten dzień dał ich dzieciom coś więcej niż watę cukrową.
Kajaki
Mamy wodę?
To po co wymyślać atrakcje, które można zrobić wszędzie?
Wyścigi kajakowe na czas.
Rodzic z dzieckiem.
Mąż z żoną.
Sołectwo przeciwko sołectwu.
Turyści przeciwko mieszkańcom.
I już mamy:
I Otwarte Mistrzostwa Gminy Płaska w Kajaku.
Brzmi śmiesznie?
Nie szkodzi.
Za pięć lat może nie być śmieszne.
Turniej sołectw
Przeciąganie liny, konkurencje wodne, wiedza o gminie, jakieś kompletne wariactwo wymyślone przez GOK.
Niech Dyrektor znajdzie błoto i niech chętni się w nim tarzają, jeżeli właśnie to okaże się atrakcją. 😊
Nie wszystko musi być dostojne.
Ludzie mają się dobrze bawić.
Zlot motocykli
Dlaczego nie?
Sam przyjadę.
Motocykle świetnie wyglądają na zdjęciach, przyciągają ludzi i mają swoje społeczności, które potrafią przejechać setki kilometrów na ciekawe wydarzenie.
Zróbmy paradę.
Zróbmy zdjęcie kilkuset motocykli nad Kanałem Augustowskim.
I wyślijmy je do mediów.
Poszukiwanie skarbu
Mapa Gminy Płaska.
Rodziny dostają zadania.
Trzeba coś znaleźć, gdzieś dojść, odpowiedzieć na pytania dotyczące przyrody, Kanału Augustowskiego czy historii gminy.
Dziecko bawi się przez dwie godziny.
A przy okazji cała rodzina poznaje Płaską.
I właśnie o to chodzi.
SOBOTA WIECZOREM – FINAŁ
Na scenie nie zaczynamy od kolejnych przemówień o sukcesie.
Zaczynamy od ludzi.
Wręczamy medale.
Najlepsze sołectwo.
Zwycięzcy kajaków.
Najmłodszy ratownik.
Konkurs plastyczny „Jak widzę Gminę Płaska”.
Najlepszy miód.
Najlepsza potrawa.
Najbardziej zwariowana konkurencja dnia.
Dzieci dostają dyplomy, medale, lody.
I każde takie wręczenie to zdjęcie.
Każde zdjęcie to rodzice i dziadkowie.
Każde może być osobnym postem.
A lokalne i regionalne media dostają gotowe historie.
Dopiero później koncert.
I tutaj możemy dać coś bardziej masowego. Tak, może nawet disco polo.
To przecież muzyka, której podobno nikt nie słucha, ale dziwnym trafem wszyscy znają teksty. 😊
Ja uwielbiam jazz, ale nie róbmy konkurencji dla Buduka. Żyjmy razem w harmonii
RockWater ma swoją muzykę w piątek.
Sobota ma być dla mieszkańców, rodzin i turystów. A może zespoły lokalne. Promocja?
NIEDZIELA – ZOSTAŃ Z NAMI DŁUŻEJ
I tego dnia wyprowadzamy ludzi poza teren imprezy.
Spływy kajakowe.
Rowery.
Wycieczki.
Kanał Augustowski.
Lasy.
Jeziora.
Lokalne jedzenie.
Może zawody wędkarskie.
Może spacer z przewodnikiem.
Może rodzinne grzybobranie, jeżeli termin pozwoli.
Bo naszym celem nie powinno być tylko:
sprzedać człowiekowi bilet.
Naszym celem powinno być:
sprawić, żeby zostawił pieniądze w Gminie Płaska i chciał tutaj wrócić.
A NAGRODY?
Tutaj dopiero można się pobawić.
Nie wszystko musi kosztować tysiące złotych.
Dla dziecka nagrodą może być medal, dyplom i loda, którym się ubrudzi
A dla dorosłych?
Weekend w Gminie Płaska.
Tydzień na polu namiotowym.
Drewno na ognisko na kilka dni.
Dwa obiady lokalnej kuchni.
Spływ kajakowy.
Kosz produktów naszych KGW.
A nawet mój ulubiony „hardcore”:
kosz grzybów z Puszczy Augustowskiej do odebrania jesienią.
Śmieszne?
Wcale nie.
Wyobraźcie sobie post kilka miesięcy później:
„Pan Marek z Łodzi wygrał podczas Dni Gminy Płaska jesienny kosz grzybów. Dzisiaj wrócił do nas odebrać nagrodę.”
Zdjęcie.
Kosz prawdziwków.
Uśmiechnięta rodzina.
Płaska.
I mamy kolejny materiał promocyjny praktycznie za darmo. Nie tylko lokalny, ale również w gazecie w Łodzi.
Możemy również porozmawiać z właścicielami domków, pól namiotowych czy gospodarstw.
Gmina dopłaca niewielką część, przedsiębiorca daje rabat i nagrodą staje się:
„Za rok wracasz do Gminy Płaska – tydzień 30% taniej.”
I właśnie stworzyliśmy nagrodę, która nie tylko coś daje.
Ona zmusza zwycięzcę, żeby do nas wrócił.
I TO JEST PROMOCJA
Z każdej z tych małych, czasami wręcz głupich rzeczy można zrobić historię.
„Najmłodszy Ratownik Gminy Płaska”.
„Puchar Sołectw”.
„Mistrzowie Płaskiej w Kajaku”.
„Najlepszy Miód Gminy Płaska”.
„Mały Strażak”.
„Kosz Puszczy Augustowskiej”.
„Motocykliści nad Kanałem”.
„Jak dzieci widzą Płaską”.
To są dziesiątki postów.
Dziesiątki zdjęć.
Dziesiątki powodów, żeby przez kilka miesięcy przed imprezą mówić o Gminie Płaska.
A później kolejne materiały po imprezie.
Tylko trzeba zacząć promocję odpowiednio wcześnie.
Bo właśnie promocja od 2024 roku u nas leży i płacze.
Sam co roku przygotowuję kierunkowe reklamy i wiem jedno:
to działa.
Nie potrzebujemy milionowego budżetu.
Nie potrzebujemy największej sceny.
I przede wszystkim nie potrzebujemy ambicji, żeby udowodnić Augustowowi, że jesteśmy od niego lepsi.
Nie jesteśmy.
Augustów dysponuje milionami na promocję i możliwościami, których mała Gmina Płaska nie będzie miała.
I co z tego?
Z Augustowem nie musimy wygrać.
Musimy znaleźć powód, dla którego człowiek wypoczywający w Augustowie powie:
„Jedziemy dzisiaj do Płaskiej, bo tam dzieje się coś ciekawego.”
A później:
„Wiesz co? Za rok może zatrzymamy się właśnie tam.”
To jest nasza droga.
Nie wielkość.
Nie przepych.
Nie królewskie ambicje.
Pomysł. Oryginalność. Ludzie. Przyroda. Lokalność.
Mamy jeziora.
Mamy las.
Mamy Kanał Augustowski.
Mamy KGW.
Mamy świetne lokalne jedzenie.
Mamy OSP.
Mamy przedsiębiorców.
Mamy ludzi z pasją.
Mamy właściwie wszystko, czego potrzeba, żeby stworzyć markę.
Trzeba tylko przestać próbować być małym Augustowem.
I wreszcie zacząć być dużą Płaską.
Przyjechałem zza granicy zobaczyć RockWater. Zamiast tego zobaczyłem toi-toi obok sceny
Nie będę powtarzał zarzutów, które już tu padły – zgadzam się z tym, co napisał twórca festiwalu, i z tym, co napisała Pani, która przyjechała zachwycona, a wyjechała rozczarowana. Nie mam nic do dodania do tej listy. Chcę napisać co innego – o tym, jak to wygląda z perspektywy kogoś, kto przyjechał specjalnie po to.
Zaplanowałem cały urlop pod ten festiwal. Nie wpadłem tu przypadkiem po drodze.
To nie był mój pierwszy raz. Dwa lata temu byłem tu po raz pierwszy – akurat wtedy, gdy RockWater wracał po długiej przerwie. Wtedy naprawdę mnie to złapało. Rok temu nie udało się przyjechać. W tym roku postanowiłem to nadrobić – przyjechałem kilka dni wcześniej i namówiłem też syna, żeby dołączył. Wylądował dokładnie w dniu festiwalu, po tym jak przez miesiące zapewniałem go, jak dobrze tu jest.
Wziąłem też wnuka. Wychowuje się za granicą, w innej kulturze, i chciałem, żeby zobaczył kawałek Polski, którego mu na co dzień brakuje.
I to jest właśnie ten moment, w którym muszę powiedzieć wprost: byłem zdruzgotany. Syn, któremu tyle obiecywałem,- rozczarowany. To gorsze niż zawieść się samemu – zawiodłem kogoś, komu coś obiecałem.
Z tegorocznej edycji wywożę jedno wspomnienie: zapach toalet ustawionych tuż obok sceny. Nie muzykę. Nie atmosferę. Zapach.
Mógłbym na tym skończyć i zostawić kolejną skargę w komentarzach. Nie zrobię tego, bo byłoby to niesprawiedliwe wobec ludzi, którzy uratowali ten weekend.
Obok całej organizacyjnej niemocy byli zwykli ludzie, i to dzięki nim, a nie dzięki samemu festiwalowi, chcę tu wrócić za rok. Kobiety przy stoiskach z jedzeniem, które traktowały to miejsce jak swój dom. Sąsiedzi, którzy podpowiadali, gdzie zaparkować, gdzie zjeść, jak dojść do jeziora.
Osobne podziękowanie należy się Paniom z Kół Gospodyń Wiejskich. To one wykonały w tym roku największą robotę – bez sceny, bez mikrofonu, po prostu stojąc na miejscu do końca. Szczególnie dziękuję KGW z Gorczycy – spotkałem je jeszcze raz następnego dnia, przypadkiem, na wystawie koni w Augustowie. Drobiazg, ale zapadł mi w pamięć, bo takie rzeczy budują prawdziwy obraz gminy, nie posty na Facebooku.
To zabieram ze sobą. Nie festiwal. Ludzi.
Wnuk dorasta. Za rok czy dwa może będzie tu przyjeżdżał z własnymi wspomnieniami, może namówi kolegoów , może zostawią tu trochę pieniędzy, zabiorą coś, czego nie da się kupić …a moze nie ?
I jeszcze jedno, bo to ważne: żyjemy w czasach, w których jedno zdjęcie albo jeden źle postawiony toi-toi mogą zaważyć na tym, czy ktoś wróci, czy nie. Nie trzeba do tego milionów. Trzeba dopilnować szczegółów i uszanować gościa, który zaplanował tu swój urlop.
Sam organizowałem kilka imprez , mniejszych i większych niż RockWater. Wiem, ile roboty kosztuje dopięcie szczegółów, i wiem, że to one, a nie budżet, decydują, czy człowiek wyjeżdża zadowolony.
Dlatego zgadzam się z koncepcją opisaną na tym blogu – żeby przestać się ścigać z Augustowem na wielkość i zbudować coś swojego, opartego na ludziach, jeziorach, lesie i Kanale Augustowskim. To ma sens i nie wymaga miliona złotych, tylko pomysłu i konsekwencji.
Dorzucę jeszcze jedną uwagę, tym razem muzyczną. Jestem fanem Luxtorpedy, wychowałem się też na Różach Europy. Ale czy ten repertuar pasuje do tego, czym RockWater ma być? Gusta są różne,lecz moim zdaniem -niekoniecznie. To nie jest zarzut wobec żadnego zespołu, tylko pytanie o tożsamość festiwalu. Jest mnóstwo młodych, dobrych zespołów, które zasługują na scenę i nie zażądają za koncert „milionów monet „. Może warto zrobić coś na wzór opolskiego przeglądu młodych talentów – żeby RockWater nie tylko gościł gwiazdy, ale też je tworzył?
Na koniec konkretna deklaracja: jestem motocyklistą , fotografem , potrafię też wydłubać coś w HTML (stworzyc strone etc) Jeśli pomysł zlotu motocykli nad Kanałem Augustowskim znajdzie zainteresowanie wśród organizatorów – pomogę. Nie słowami, robotą. Wiem ,ze o tym co ma byc za rok trzeba mysleć juz dzisiaj .
Wracam tu nie dla festiwalu, tylko dla tego, co festiwal miał obiecać, a czego w tym roku nie dowiózł. Wierzę, że za rok to nadrobimy .
Do zobaczenia nad Serwami.