



Nie spodziewałem się takiego odzewu.
Jeszcze w nocy mieszkańcy spontanicznie rozpoczęli poszukiwania zaginionego Początku Płaskiej.
Przyznam, że po cichu liczyłem na szczęśliwe zakończenie tej historii. Że znak po prostu postanowił zrobić sobie krótkie wakacje. W końcu już półtora tygodnia temu wyglądał podejrzanie – był wyraźnie przechylony w stronę jeziora Paniewo, jakby od dawna marzył o zmianie otoczenia.
Hipoteza wydawała się całkiem logiczna.
Jezioro Paniewo.
Potem Kanał Augustowski.
Augustów.
A dalej… świat.
Niestety, rzeczywistość okazała się znacznie mniej romantyczna.
Zaginiony został odnaleziony.
Nie była to ucieczka.
Nie był to spontaniczny wyjazd.
Nie było też żadnego Wind of Change.
To było miejsce zbrodni.
Przez chwilę analizowaliśmy ślady i pojawiła się nawet teoria, że wcześniejsze przechylenie znaku nie było przypadkowe. Może próbował zwrócić na siebie uwagę. Może wysyłał sygnały alarmowe. A może po prostu ostatkiem sił próbował utrzymać pion.
Na szczęście mieszkańcy nie pozostali obojętni.
Podjęto akcję ratunkową.
Po prowizorycznej reanimacji udało się przywrócić oznaki… drogowego życia.
Teraz pozostaje mieć nadzieję, że odpowiednie służby zabiorą go na rekonwalescencję i po zakończeniu leczenia odprowadzą tam, gdzie jego miejsce – na początek Płaskiej.
Bo, jak się okazuje, początek też może zaginąć, ale nie powinien zostać zapomniany.
A tak już całkiem serio.
Nie potrafię zrozumieć, co trzeba mieć w głowie, żeby czerpać satysfakcję z niszczenia wspólnego mienia. To nie jest dowcip, odwaga ani powód do dumy. To zwykły akt wandalizmu, za który ostatecznie płacą wszyscy mieszkańcy.
Jeżeli sprawca liczył na to, że będzie się tym chwalił w gronie znajomych, to mam nadzieję, że zrozumie jedno – to nie jest wyczyn, którym warto się szczycić. To zwyczajnie wstyd.
PS. Tak, wiem. To nie jest poprawne politycznie. Ale trudno zachować spokój, kiedy widzi się coś takiego. Co trzeba mieć w głowie, żeby wyżywać się na znaku drogowym? Jak bardzo trzeba pomylić głupotę z odwagą, żeby później jeszcze uważać to za powód do dumy?
Jeżeli sprawca liczył na podziw znajomych, to mam nadzieję, że spotka go dokładnie odwrotna reakcja – zażenowanie i pytanie:
„Naprawdę uznałeś, że to było mądre?”
Bo tylko kompletny debil może uważać, że zniszczenie znaku drogowego jest powodem do dumy.
Bo tylko kompletny debil może pochwalić się kolegom, że pokonał znak drogowy.
I znowu w wielu domach powróci temat eutanazji…