
Zawsze powtarzam: jeżeli człowiek jest przemęczony, to warto odpocząć. Łóżko, elektrolity, sen. Naprawdę pomaga.
Tymczasem na stronie Gminy pojawiła się informacja o ogólnopolskim ćwiczeniu Alarm-26.
Patrzę na miniaturkę i zastanawiam się… czy ktoś w ogóle zobaczył ją przed publikacją? To nie miniaturka, tylko przypadkowo wykadrowany fragment plakatu. Wygląda tak, jakby komputer sam zdecydował, co pokaże mieszkańcom, a nikt nie uznał za stosowne sprawdzić efektu.

Czytam dalej.
W tekście pojawia się zdanie:
„między godzinami 7.00 i 19.00…”
Naprawdę? Po polsku?
Mała podpowiedź na przyszłość. Można napisać:
- między godziną 7.00 a 19.00,
- od godziny 7.00 do 19.00,
- albo po prostu 7.00–19.00, używając półpauzy oznaczającej przedział czasu.
To naprawdę nie jest wiedza tajemna. Co ciekawe, na własnym plakacie zapisaliście to już poprawnie: „Między godz. 7:00 a 19:00”. Czyli jedna publikacja, a dwie różne wersje języka polskiego.
A na deser prawdziwa perełka.
W treści artykułu czytamy, że syreny mogą zostać włączone.
Na plakacie mieszkańcy dowiadują się już, że usłyszymy syreny alarmowe.
To w końcu jak jest?
Mogą zostać uruchomione, czy zostaną uruchomione?
Jeżeli urząd publikuje komunikat dotyczący alarmów, to wypadałoby, żeby tekst i grafika mówiły jednym głosem. To naprawdę nie jest miejsce na zgadywanie, która wersja obowiązuje.
I właśnie z takich drobiazgów składa się obraz całego urzędu.
Nie chodzi o jedną literówkę czy pojedynczy błąd. Chodzi o brak elementarnej kontroli jakości. Miniaturka wygląda jak przypadkowo wycięty kawałek plakatu, tekst zawiera błędy językowe, a treść i grafika przekazują różne informacje.
A przecież wystarczyło poświęcić trzy minuty na przeczytanie komunikatu przed jego opublikowaniem.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że w Urzędzie Gminy obowiązuje nowa zasada:
„Najpierw publikujemy. Później… najwyżej mieszkańcy się domyślą.”