
Przypomniała mi się pewna historia ze starożytnego Rzymu.
Cesarz Kaligula miał podobno rozważać mianowanie swojego konia Incitatusa konsulem.
Historycy do dziś spierają się, czy mówił to poważnie, czy był to jedynie żart i demonstracja pogardy wobec senatu.
Ale sens tej historii jest prosty.
W pewnym momencie nie miało już znaczenia, kto zajmuje stanowisko.
Nie miało znaczenia doświadczenie.
Nie miały znaczenia kompetencje.
Nie miało znaczenia samodzielne myślenie.
Liczyła się wyłącznie lojalność.
Bo jeżeli ktoś i tak zagłosuje dokładnie tak, jak oczekuje władca, to w pewnym sensie przestaje mieć znaczenie, kto siedzi na krześle.
I właśnie dlatego od dwóch tysięcy lat historia Incitatusa jest symbolem władzy, która przestała potrzebować kontroli i zaczęła oczekiwać wyłącznie posłuszeństwa.
A gdy poziom absurdu sięga zenitu, warto przypomnieć sobie jedną prostą zasadę.
Rada Gminy nie jest od tego, żeby głosować tak, jak chce Wójt.
Rada Gminy jest od tego, żeby czasem powiedzieć Wójtowi:
„Nie”.