Tandem Skubis–Tomczyk. Dlaczego ten układ się nie rozpadnie

I na koniec.

Byłem jedną z twarzy odwołania poprzedniego Wójta. Tych, którzy mówili o tym głośno.

Powód był prosty.

Oderwanie tego człowieka od rzeczywistości.

Ktoś kiedyś powiedział mi (to nie moje słowa, a opinia mieszkańców), że gdyby jako konkurencję wystawiono wtedy ślepego kota albo przypadkowego człowieka z ławeczki, wynik wyborów byłby dokładnie taki sam.

Dziś coraz częściej wracam myślami do tamtych rozmów.

Bo problem nigdy nie polegał na tym, że ktoś popełnia błędy.

Błędy popełnia każdy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś jest przekonany o własnej nieomylności.

Gdy każda decyzja jest najlepsza.

Gdy każda krytyka jest atakiem.

Gdy każdy, kto zadaje pytania, staje się problemem.

Zresztą podczas posiedzenia Komisji Skarg kilkukrotnie pytałem Panią Przewodniczącą Katarzynę Tomczyk, co się stało z ideałami, o które kiedyś wspólnie walczyliśmy.

Dlaczego dziś tak wiele rzeczy wygląda gorzej niż kiedyś.

Dlaczego coraz częściej bronione są działania, które jeszcze kilka lat temu sami krytykowaliśmy.

Nie usłyszałem odpowiedzi.

A milczenie bywa czasem bardziej wymowne niż najdłuższe przemówienie.

Najbardziej zastanawia mnie jednak coś innego.

Pan Michał Skubis może wierzyć, że wszystko działa dobrze.

Może uważać, że podejmuje najlepsze decyzje.

Może być przekonany, że krytyka jest niesprawiedliwa.

Ale Pani Katarzyna Tomczyk takiego komfortu już nie ma.

Zbyt dobrze zna dokumenty.

Zbyt dobrze zna procedury.

Zbyt dobrze zna konsekwencje.

I właśnie dlatego od miesięcy zadaję sobie jedno pytanie.

Nie dlaczego Wójt popełnia błędy.

Tylko dlaczego Przewodnicząca Rady tak konsekwentnie bierze odpowiedzialność za ich obronę.

I właśnie dlatego tandem Wójt–Przewodnicząca prawdopodobnie nigdy się nie rozpadnie.

Pani Katarzyna Tomczyk sprawia wrażenie osoby doskonale rozumiejącej dokumenty, procedury i konsekwencje podejmowanych decyzji.

Pan Michał Skubis natomiast wielokrotnie pokazuje, że jest głęboko przekonany o słuszności własnych działań.

To układ idealny.

Jedna strona wie.

Druga jest przekonana, że zawsze ma rację.

W takim modelu błędy nie są naprawiane.

Błędy są tłumaczone.

Usprawiedliwiane.

Przemilczane.

Największym problemem nie jest bowiem popełnianie błędów.

Największym problemem jest przekonanie, że błędów się nie popełnia.

Bo wtedy nie ma potrzeby wyciągania wniosków.

Nie ma potrzeby słuchania mieszkańców.

Nie ma potrzeby zadawania pytań.

A od tego właśnie powinna być Rada Gminy.

Od zadawania pytań.

Od kontroli.

Od rozliczania.

Nie od przytakiwania.

Dlatego spróbujmy siły internetu.

Miejsca, w którym dokumenty nie znikają, a pamięć trwa znacznie dłużej niż jedna kadencja.

Miejsca, w którym za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat nadal będzie można sprawdzić, kto głosował, kto zadawał pytania, kto domagał się wyjaśnień, a kto konsekwentnie milczał.

Powstanie lista głosowań.

Zaczynając od ostatniej sesji.

Lista decyzji.

Lista zaniechań.

Lista sytuacji, w których można było zareagować, ale tego nie zrobiono.

Nie po to, aby kogokolwiek obrażać.

Po to, aby przed kolejnymi wyborami nikt nie mógł powiedzieć:

„Nie wiedziałem”.

A wtedy każdy mieszkaniec sam oceni, czy była to lista sukcesów.

Czy lista wstydu.

Jeżeli ktoś zrezygnuje do końca miesiąca z udziału w tej patologii, potraktuję to jako refleksję i próbę naprawienia sytuacji.

Bo zawsze bardziej ceniłem ludzi, którzy potrafią zmienić zdanie po poznaniu faktów, niż tych, którzy trwają przy błędzie tylko dlatego, że wcześniej publicznie go bronili.

I po raz pierwszy od dawna każda osoba pełniąca funkcję publiczną w tej gminie będzie musiała odpowiedzieć nie przede mną.

Nie przed blogiem.

Nie przed opozycją.

Tylko przed własnym nazwiskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *