
Specyfikacja wg urzędu w Płaskiej

Przeglądając dokumentację dotyczącą zakupu i montażu latarni solarnych w Gminie Płaska natrafiłem na kilka zapisów, które wzbudziły moje wątpliwości.
Pierwszy brzmi:
„Latarnia solarna powinna posiadać minimum 2 akumulatory wraz z hermetyczną obudową dla każdego akumulatora”.
I tutaj pojawia się kilka pytań. Dlaczego akurat dwa akumulatory? Czy mają być połączone szeregowo czy równolegle? Czy mają mieć jednakową pojemność? A przede wszystkim – dlaczego określono liczbę akumulatorów, skoro nie określono ich pojemności, technologii wykonania ani trwałości?
Z punktu widzenia użytkownika liczba akumulatorów nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma ilość zgromadzonej energii, liczba cykli ładowania oraz to, jak długo lampa będzie świecić po kilku latach eksploatacji.
Drugi zapis brzmi:
„Sterownik solarny powinien być wyposażony w funkcję automatycznego dostosowywania czasu pracy oprawy do długości i trwania nocy”.
I tutaj również nie jest do końca jasne, co autor miał na myśli. Jeżeli chodzi o bardziej zaawansowany sterownik analizujący poziom naładowania akumulatorów, długość nocy oraz dynamicznie dostosowujący moc świecenia do dostępnej energii, należałoby to opisać znacznie precyzyjniej. Jeżeli natomiast chodzi jedynie o funkcję czujnika zmierzchu powszechnie spotykaną we współczesnych lampach solarnych, trudno uznać ją za parametr odróżniający rozwiązania z wyższej i niższej półki.
Oba przykłady dobrze pokazują problem, który przewija się przez całą specyfikację. Pojawiają się w niej wymagania dotyczące parametrów drugorzędnych lub opisów funkcji, natomiast brakuje parametrów, które rzeczywiście decydują o trwałości, jakości i kosztach eksploatacji całego systemu.
W zapytaniu ofertowym wymagano między innymi:
– opraw LED o mocy minimum 40 W,
– strumienia świetlnego minimum 4800 lm,
– słupa o wysokości minimum 6 m,
– dwóch akumulatorów dla każdej latarni,
– temperatury barwowej około 5700 K,
– oraz deklarowanej żywotności diod LED wynoszącej co najmniej 50 000 godzin.
Jednocześnie minimalny wymagany okres gwarancji określono na zaledwie 24 miesiące.
Przy średnim czasie świecenia około 10 godzin na dobę, 50 000 godzin oznacza blisko 14 lat eksploatacji. Powstaje więc pytanie, czy przy inwestycji planowanej na kilkanaście lat użytkowania nie należało oczekiwać dłuższego okresu gwarancyjnego.
Bo deklarację 50 tysięcy godzin można wpisać do każdej karty katalogowej. Prawdziwe pytanie brzmi: kto i w jaki sposób zweryfikuje tę wartość po dwóch, pięciu czy dziesięciu latach eksploatacji?
Co więcej, niektórzy polscy producenci profesjonalnego oświetlenia oferują dziś 5-letnie gwarancje na oprawy, a dla wybranych rozwiązań nawet dłuższe okresy ochrony.
Jednocześnie dokumentacja szczegółowo opisuje parametry samych opraw LED, natomiast nie zawiera najważniejszych wymagań dotyczących:
– trwałości akumulatorów,
– liczby cykli ładowania,
– gwarantowanego czasu świecenia w okresie zimowym,
– utrzymania parametrów po kilku latach eksploatacji,
– pojemności akumulatorów,
– technologii wykonania akumulatorów,
– mocy paneli fotowoltaicznych,
– zakresu temperatur pracy,
– ani przewidywanego okresu eksploatacji magazynu energii.
Tymczasem to właśnie akumulatory są zwykle elementem, który zużywa się najszybciej. Nawet jeśli sama oprawa LED będzie sprawna przez kilkanaście lat, utrata pojemności akumulatorów może znacząco ograniczyć czas świecenia latarni już po kilku sezonach. Co więcej, koszt akumulatorów potrafi stanowić nawet jedną trzecią wartości całej latarni.
Jeżeli za około 4–5 lat konieczna będzie wymiana akumulatorów, to dla około 20 latarni może to oznaczać dodatkowy wydatek rzędu 30–40 tysięcy złotych.
Zwraca uwagę również sposób określenia parametrów samej oprawy LED. W dokumentacji wymagano mocy minimum 40 W oraz strumienia świetlnego minimum 4800 lumenów.
Oznacza to skuteczność świetlną na poziomie około 120 lm/W. Współczesne oprawy uliczne osiągają z reguły 140–170 lm/W, a nowe rozwiązania przekraczają nawet 180 lm/W.
Zaskakuje również wymaganie temperatury barwowej na poziomie około 5700 K. Jest to światło o bardzo chłodnej, niebieskawej barwie, stosowane raczej tam, gdzie priorytetem jest maksymalna jasność, a nie komfort użytkowników. Trudno zrozumieć, dlaczego dla oświetlenia niewielkich miejscowości wybrano właśnie taki parametr, podczas gdy współczesne rozwiązania uliczne i osiedlowe coraz częściej wykorzystują barwy 3000–4000 K, które są przyjaźniejsze dla mieszkańców i mniej uciążliwe dla otoczenia.
Na rynku można znaleźć lampy wyposażone w akumulatory LiFePO4, deklarujące ponad 6000 lumenów przy poborze zaledwie 30 W. Oznacza to więcej światła przy mniejszym zużyciu energii.
Powstaje więc pytanie, czy przy inwestycji opartej na energii słonecznej nie należało większego nacisku położyć na efektywność energetyczną opraw, zamiast określać przede wszystkim ich minimalną moc.
Kolejna kwestia dotyczy samych słupów. Dokumentacja określa jedynie ich minimalną wysokość wynoszącą 6 metrów. Nie wskazano natomiast:
– z jakiego materiału mają być wykonane,
– jaka ma być grubość ścianki,
– jakie zabezpieczenie antykorozyjne powinny posiadać,
– ani jaką trwałość powinny gwarantować.
W praktyce trwałość całej inwestycji zależy nie tylko od opraw LED, ale również od jakości słupów i ich odporności na warunki atmosferyczne. Tymczasem koszt słupa wraz z fundamentem może stanowić nawet około 25% wartości całej latarni.
Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Wartość zamówienia została oszacowana przez gminę na około 8 000 zł netto za latarnię. Ostatecznie po negocjacjach wybrano ofertę opiewającą na około 4 650 zł netto za sztukę.
To oczywiście może oznaczać bardzo korzystną ofertę. Jednak różnica przekraczająca 40% rodzi naturalne pytanie:
czy zamawiający otrzyma dokładnie taki produkt, jaki miał na myśli podczas szacowania wartości zamówienia?
Gdyby gmina chciała kupić latarnie z wyższej półki za około 8 tysięcy złotych za sztukę (jak wynika z dokumentacji), nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Przy odpowiednich akumulatorach, dobrej jakości słupach, wydajnych panelach fotowoltaicznych, wysokiej sprawności opraw i dłuższej gwarancji taki poziom cen jest jak najbardziej możliwy do uzasadnienia.
Problem polega na tym, że większość parametrów, które mogłyby uzasadniać taką wycenę, nie znalazła się w specyfikacji.
A to zasadnicza różnica.
Bo źle oszacowany kosztorys oznacza jedynie błędne wyliczenia. Natomiast źle opisana specyfikacja może sprawić, że wykonawcy nie konkurują jakością, trwałością i kosztami eksploatacji, lecz wyłącznie ceną.
I właśnie dlatego pojawia się pytanie:
czy gmina kupiła najtańszą ofertę na produkt, który chciała mieć, czy najtańszą ofertę na produkt, który potrafiła opisać?
Bo mieszkańcy nie kupują lamp na dwa lata. Kupują je za publiczne pieniądze na kilkanaście lat.