„Po wnikliwej analizie skargi…” czyli 106 minut z komisją skarg

Drugi z obiecanych postów, przebieg komisji:

Czy kiedyś czuliście się tak, że wracacie do domu i zwyczajnie jest Wam niedobrze?

Nie dlatego, że przegraliście.

Nie dlatego, że ktoś miał inne zdanie.

Tylko dlatego, że zobaczyliście coś, czego po prostu nie powinniście oglądać w instytucji publicznej. Coś, czego nie da się „odzobaczyć”.

Ja tak czułem się wczoraj.

Uczestniczyłem w posiedzeniu Komisji Skarg i własnymi oczami zobaczyłem to, o czym od miesięcy piszecie do mnie w wiadomościach.

Gdybym nie nagrał całego posiedzenia, sam miałbym problem uwierzyć w to, co się wydarzyło.

Nagranie trwa 106 minut.

W tym czasie komisja zdołała dojść zaledwie do drugiej skargi. To była chyba ich najdłuższa komisja w historii 🙂

Później musiałem wyjść, więc z niecierpliwością czekam na sesję Rady Gminy, aby dowiedzieć się, jak oceniono trzecią skargę.

Pierwsza skarga była analizowana przez ponad godzinę. Padały argumenty. Padały pytania. Padały odpowiedzi.

I praktycznie wszyscy członkowie komisji zgadzali się, że skarga jest zasadna.

Przynajmniej do pewnego momentu.

Nagle przewodniczący wyciągnął ze stosu dokumentów kilkustronicowe stanowisko prawne i przekazał je do odczytania. Przy okazji niechcąco poinformował obecnych, że ma przygotowane również kolejne stanowiska dotyczące skarg, których jeszcze nie rozpoczęto analizować, mówiąc, że następne odczyta już sam.

Dokument rozpoczynał się od słów:

„Komisja po wnikliwej analizie skargi…”

Przyznam, że właśnie wtedy zacząłem się uśmiechać.

Nie z radnych.

Z sytuacji.

Bo przed chwilą obserwowałem rzeczywistą analizę skargi.

A teraz słuchałem dokumentu, który prowadził do wniosku dokładnie przeciwnego do tego, co wynikało z przebiegu dyskusji.

Na końcu oczywiście pojawiło się stwierdzenie, że skarga jest niezasadna.

Wtedy już nie wytrzymałem.

Zacząłem się śmiać na głos.

Zwróciłem uwagę, że całe posiedzenie jest nagrywane i że mieszkańcy będą mogli samodzielnie porównać przebieg dyskusji z treścią przedstawionego stanowiska.

Powiedziałem wprost, że za chwilę wszyscy zobaczą, jak podczas analizy problemu mówi się jedno, a później odczytuje dokument stwierdzający coś zupełnie innego.

Na koniec dodałem:

„Naprawdę ambitnie. Ja bym tak nie potrafił. Przepraszam, że się śmieję, ale nie chcę, żebyście z siebie wariatów zrobili, bo teraz to wyjdzie głupio naprawdę.”

Na sali zapadła cisza.

Poprosiłem o głosowanie.

Nikt nie chciał głosować.

Poprosiłem ponownie.

Dalej cisza.

Nerwowe spojrzenia.

Konsternacja.

Przedłużająca się cisza.

Nawet obecna na sali Pani Sołtys Gorczycy zapytała radnych, czy zdają sobie sprawę z tego, co właśnie się wydarzyło i czy wiedzą, co robią.

I wtedy pojawiło się koło ratunkowe.

Przewodnicząca Rady Gminy zaproponowała, aby komisja udała się na naradę.

Przypomnę tylko jeden szczegół.

Komisja Skarg obraduje jawnie.

Mimo to członkowie komisji opuścili swoje miejsca i udali się na bok.

Mijały kolejne minuty.

Po chwili do komisji dołączyła również Przewodnicząca Rady Gminy.

Nie była tam jako obserwator.

Brała aktywny udział w rozmowie.

Z miejsca, w którym siedziałem, było słychać, że uczestniczy w ustalaniu dalszego sposobu procedowania sprawy.

Wtedy głośno zwróciłem uwagę, że Przewodnicząca Rady Gminy nie jest członkiem Komisji Skarg i nie powinna ingerować w jej rozstrzygnięcia.

Po powrocie komisji nadal nie było chętnych do rozpoczęcia głosowania.

Musiałem ponownie domagać się podjęcia decyzji.

Ostatecznie dwóch członków komisji zagłosowało za uznaniem skargi za zasadną.

Jeden wstrzymał się od głosu.

Najbardziej zaskoczyło mnie jednak zachowanie przewodniczącego komisji.

Przez ponad godzinę uczestniczył w dyskusji, podczas której wielokrotnie wskazywano okoliczności przemawiające za zasadnością skargi.

Gdy jednak przyszedł moment podjęcia decyzji, nie zagłosował za uznaniem skargi za zasadną.

Nie zagłosował również przeciw.

Wstrzymał się od głosu.

I nie mam do niego pretensji.

Mam świadomość, że w życiu bywają sytuacje, w których człowiek z różnych powodów nie może zagłosować tak, jak wynikałoby to z jego wcześniejszych słów i własnego przekonania.

Pretensję mam o coś zupełnie innego.

Jeżeli ktoś wie, że nie jest w stanie podejmować decyzji zgodnie z oceną przedstawionych faktów, to powinien zadać sobie pytanie, czy nadal chce pełnić funkcję wymagającą niezależności i odwagi cywilnej.

Bo mandat radnego nie jest obowiązkiem.

Można go złożyć.

Znacznie trudniej jest później spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego powiedziało się jedno, a zagłosowało inaczej.

Jeżeli chodzi o drugą skargę, do momentu mojego wyjścia również panowała zgoda co do tego, że istnieje problem.

Jedynym konsekwentnym obrońcą stanowiska urzędu był Pan Sekretarz, który argumentował, że sytuacja wynika z przyjętego sposobu rozliczeń. Tyle że sposób rozliczeń nie spadł z nieba.

To urząd go przyjął, urząd go stosował i urząd odpowiada za jego skutki.

Problem nie wynika z przyjętego sposobu rozliczeń.

Problem wynika z tego, że mieszkańcy zostali rozliczeni ryczałtowo za okres, w którym obowiązywała niższa stawka za wodę, mimo że wodomierze były sprawne i możliwe było ustalenie rzeczywistego zużycia.

Na końcu pozostaje jedno pytanie.

Jeżeli podczas posiedzenia Komisji Skarg wielokrotnie padają stwierdzenia wskazujące na zasadność zarzutów, a następnie pojawia się gotowe stanowisko stwierdzające coś przeciwnego, to czy treść tego stanowiska rzeczywiście odzwierciedla przebieg posiedzenia?

Mieszkańcy będą mogli ocenić to sami.

Jeżeli Rada Gminy ostatecznie odrzuci skargi pomimo przebiegu posiedzenia utrwalonego na nagraniu, rozważę skierowanie sprawy do Wojewody celem zbadania prawidłowości przeprowadzonego postępowania.

Bo mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy stanowisko Komisji Skarg było wynikiem ponadgodzinnej analizy i dyskusji prowadzonej podczas jawnego posiedzenia, czy też zostało przygotowane wcześniej, a sama komisja miała jedynie znaleźć sposób, aby je zaakceptować.

I już słyszę, że za chwilę pojawią się głosy, iż przebieg komisji wyglądał inaczej.

Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

Bo wtedy najlepszym rozwiązaniem będzie publiczne odsłuchanie nagrania.

Nie komentarzy.

Nie interpretacji.

Nie relacji z drugiej ręki.

Nagrania.

A ono pokaże, kto mówił co, kiedy i dlaczego.

I czy „wnikliwa analiza skargi” była rzeczywiście wynikiem pracy komisji, czy jedynie gotowym wnioskiem odczytanym po zakończeniu dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *