Patron kierowców i tajemnica znikających dróg

Tydzień temu Gmina rozpoczęła naprawy dróg żwirowych.

Napisałem więc do Pana Roberta z bardzo prostą prośbą. Nie o audyt za milion złotych. Nie o komisję śledczą. Nie o kontrolę CBA.

Po prostu o sprawdzenie efektu wykonanych prac.

Bo moim zdaniem to, co wykonała firma podwykonawcza, bardziej przypomina sabotaż niż usługę.

Odpowiedź była mniej więcej taka, że nie będę się tym zajmował, a sprawa została przekazana spychologicznie na sekretariat..

I wiecie co wydarzyło się później?

Dokładnie nic.

Ul. Kąty wygląda jak wygląda.

Ul. Dereniowa wygląda jak wygląda.

Ul. Spokojna wygląda trochę lepiej, ale większa w tym zasługa deszczu niż urzędników.

Ul. Nad Paniówką uszkodzona została droga, która kosztowała mieszkańców niemałe pieniądze.

I teraz najlepsze.

Naprawdę nie wiem, czy ktoś z urzędu pojechał obejrzeć efekt własnego zlecenia.

Bo z perspektywy mieszkańca wygląda to mniej więcej tak:

  • zlecić,
  • odebrać zdalnie bez oglądania,
  • zapłacić,
  • nie patrzeć.

W końcu to nie ich pieniądze.

A teraz przejdźmy do mojej ulubionej teorii.

Za drogi odpowiada Krzysztof.

A Krzysztof jest patronem kierowców.

I nagle wszystko zaczyna układać się w logiczną całość.

Może my po prostu źle rozumiemy jego misję?

Może naszemu synowi cieśli nie chodzi o budowanie dobrych dróg.

Może chodzi o ochronę kierowców.

Bo przecież najbezpieczniejszy kierowca to taki, który nigdzie nie pojedzie.

Droga zwinięta?

Bezpiecznie.

Dziury?

Bezpiecznie.

Żwir przypominający plażę nad Serwami?

Bezpiecznie.

Samochód pozostawiony pod domem?

Pełen sukces.

Być może obserwujemy właśnie najbardziej ambitny program poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w historii Gminy Płaska.

Nie naprawiać dróg.

Doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie będzie chciał po nich jeździć.

Wypadków rzeczywiście będzie mniej.

A teraz już całkiem poważnie.

Bo za żartami o patronie kierowców kryją się bardzo konkretne pytania dotyczące pieniędzy mieszkańców.

Transport szkolny

Panie Wójcie Skubis:

  • czy nie jest prawdą, że w ostatnim postępowaniu pojawiła się oferta tańsza na przewóz dzieci, ale i tak wygrał ten co miał wygrać?
  • czy to prawda, że obie ceny były wyższe niż w poprzednim roku?
  • czy to prawda, że negocjacje zostały przeprowadzone po raz pierwszy akurat wtedy, gdy najkorzystniejszą ofertę złożył inny wykonawca?
  • czy to prawda, że po negocjacjach cena rzeczywiście spadła, ale jednocześnie zmniejszony został zakres świadczonej usługi?
  • czy zamiast wybrać ofertę tańszą zdecydowano się na utrzymanie dotychczasowego wykonawcy, czego skutkiem było między innymi ograniczenie liczby kursów oraz zmiana organizacji dowozu dzieci z Suchej Rzeczki?
  • czy nie jest tak, że przejazdy autobusu szkolnego plus umowa na przewóz, są droższe niż proponowana w trakcie konkursu przez innego oferenta kwota?
  • czy wcześniejsze miejsce zatrzymywania autobusu zostało zmienione wyłącznie z przyczyn organizacyjnych, czy też miało związek z przyjętym sposobem realizacji przewozów? Czy dobro dzieci z Suchej Rzeczki nie jest ważniejsze od kombinowania, żeby udawać, że coś jest taniej ?

Bo dzieci z Suchej Rzeczki raczej nie analizują protokołów przetargowych.

One po prostu wiedzą, czy muszą iść dalej do autobusu niż wcześniej niezależnie od deszczu, śniegu czy upału.

Aneksy do umowy

Panie Wójcie, kolejne pytanie.

Czy podpisywał Pan aneksy zwiększające wynagrodzenie wykonawcy realizującego dowóz dzieci?

Jeżeli tak:

  • o jaką kwotę?
  • z jakiego powodu?
  • oraz czy było to zgodne z zapisami umowy podstawowej i dokumentacji postępowania, w tym z zapisami dotyczącymi dopuszczalnych zmian wynagrodzenia? tak wspomagając 9.2.1.d 😉 , czy to coś mówi ?

Rock Water

I później proszę się nie dziwić, że mieszkańcy z lekkim uśmiechem słuchają opowieści o „darmowym” dowozie na Rock Water.

Bo w finansach publicznych darmowe rzeczy mają tę ciekawą właściwość, że wcześniej lub później ktoś znajduje fakturę.

Darmowy był co najwyżej dla jednej kieszeni.

Zapłacony został z drugiej.

A mieszkańcy mieli po prostu uwierzyć, że pieniądze pojawiły się z powietrza.

To trochę jak w Biedronce.

Kupujesz produkt tańszy.

Cieszysz się, że zaoszczędziłeś.

Tylko później po cichu okazuje się, że musisz dokupić drugi, żeby ilość na talerzu się zgadzała.

I nagle wychodzi, że zamiast taniej jest drożej.

Tylko na półce wyglądało dobrze.

Dlatego warto zadać proste pytanie:

Czy mieszkańcy rzeczywiście dostali tańszą usługę transportową?

Czy może najpierw pokazano niższą cenę, a później różnica wróciła do wykonawcy inną drogą?

Bo jeżeli ostatecznie trzeba było dopłacić z innej kieszeni, ograniczyć zakres usług albo zwiększyć wynagrodzenie aneksami, to opowieść o oszczędnościach zaczyna przypominać promocję, w której największa obniżka znajduje się na plakacie, a nie na paragonie.

I właśnie dlatego, gdy słyszę o „darmowym” dowozie na Rock Water, przypomina mi się stara zasada:

W finansach publicznych nie ma darmowych obiadów. Są tylko mieszkańcy, którzy płacą rachunek trochę później.

Zimowe utrzymanie dróg

Czy tylko ja miałem wrażenie, że pług potrafił jeździć niezależnie od tego, czy śnieg już spadł, czy dopiero zastanawiał się nad lądowaniem?

A jednocześnie gdy śnieg spadł w nocy, mieszkańcy nieraz mogli go sobie spokojnie pooglądać przez wiele godzin, gdyż w tym czasie wykonawca realizował inną usługę dla Gminy.

Dlatego pytam:

  • czy wykonawca realizował usługę zgodnie z warunkami umowy?
  • czy były przypadki opóźnionej reakcji na opady śniegu?
  • czy naliczano jakiekolwiek kary umowne?
  • jeżeli nie, to dlaczego?

Piaskarka

I na koniec pytanie, które od kilku miesięcy wraca w rozmowach mieszkańców.

Mieliśmy tej zimy kilka dni z prawdziwą szklanką na drogach.

Mieszkańcy pamiętają.

Ja pamiętam.

Pytanie tylko, czy pamięta urząd.

Czy to prawda, że wykonawca odpowiedzialny za zimowe utrzymanie dróg nie dysponował piaskarką, która miała być dostępna do realizacji usługi?

Jeżeli nie jest to prawdą, to może warto publicznie pokazać zdjęcia sprzętu lub dokumenty potwierdzające jego gotowość do pracy?

A jeżeli jest to prawdą, to pojawia się kilka kolejnych pytań.

Czy w okresach występowania gołoledzi wykorzystywany był sprzęt należący do innego podmiotu?

Jeżeli tak, to na jakiej podstawie?

Czy było to działanie przewidziane w warunkach postępowania i zawartej umowie?

Kto ponosił koszty pracy tego sprzętu?

Wykonawca?

Gmina?

A może jeszcze ktoś inny?

I najważniejsze pytanie.

Jeżeli wykonawca nie dysponował sprzętem wymaganym do realizacji zamówienia, to czy usługa była wykonywana zgodnie z warunkami, na podstawie których została wybrana jego oferta?

Bo mieszkańców interesuje nie tylko to, czy droga została posypana.

Mieszkańców interesuje również to, czy publiczne pieniądze zostały wydane zgodnie z zasadami, które obowiązują wszystkich uczestników postępowań.

No chyba że w Gminie Płaska obowiązuje nowa definicja sprzętu.

Nie trzeba go mieć.

Wystarczy znać kogoś, kto go ma.

Bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że największym problemem tej kadencji nie są drogi.

Największym problemem jest to, że nikt nie sprawdza, czy za publiczne pieniądze rzeczywiście wykonano to, za co publiczne pieniądze zostały zapłacone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *